Świat

ONZ uznaje, że marihuana ma właściwości lecznicze. To przełom?

ONZ zmieniła klasyfikację marihuany i w końcu uznała jej właściwości lecznice, a Izba Reprezentantów amerykańskiego Kongresu przegłosowała ustawę dekryminalizującą posiadanie konopi i wymazującą wyroki za to przestępstwo. Ostatnie tygodnie to dobre wieści dla działaczy na rzecz racjonalnego podejścia do marihuany.

Dobre informacje zaczęły spływać w środę, 2 grudnia. Wtedy to oenzetowska Komisja ds. Środków Odurzających (CND) przegłosowała decyzję, zgodnie z którą marihuana została usunięta z wykazu IV jednolitej konwencji o środkach odurzających. W tym wykazie znajdują się substancje uchodzące za wyjątkowo groźne – wysoce uzależniające i niemające żadnego zastosowania medycznego.

Kolejna dobra wiadomość pojawiła się dwa dni później. 4 grudnia kontrolowana przez demokratów Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę legalizującą marihuanę na poziomie federalnym.

Projekt legalizacji marihuany w Sejmie już w kwietniu

Ostrożny optymizm

Decyzje te są powodem do ostrożnego optymizmu.

CND uchodzi za jedno z najbardziej konserwatywnych ciał w Organizacji Narodów Zjednoczonych, a największy wpływ w niej miały do tej pory państwa, które opowiadały się za restrykcyjną polityką narkotykową. Tworzyły one dość nietypową koalicję, bo w jej skład wchodziły takie kraje jak Arabia Saudyjska, Chiny, Rosja czy Szwecja.

Zaskakujące jest to, że za zmianą klasyfikacji zagłosowały Stany Zjednoczone, dotychczas jeden z największych zwolenników prohibicyjnego podejścia do międzynarodowego reżimu regulacji substancji psychoaktywnych.

Pan sobie ogarnie marihuanę

czytaj także

 

Zmiana stanowiska USA – i to pomimo faktu, że Donald Trump wciąż formalnie jest prezydentem – może wiązać się z faktem, że same Stany coraz odważniej odchodzą od prohibicyjnego modeli regulacji konopi. Historyczna decyzja Izby Reprezentantów nastąpiła niecałe dwa miesiące po wyborach prezydenckich, w których Arizona, Montana, New Jersey, Missisipi i Południowa Dakota zalegalizowały marihuanę, a w Oregonie zdekryminalizowano posiadanie niewielkich ilości jakichkolwiek substancji psychoaktywnych.

Przegłosowany projekt jest dość ambitny. Po pierwsze, legalizuje konopie i wprowadza pięcioprocentowy federalny podatek od jej obrotu, który w części miałby wspomóc ofiary wojny z narkotykami. Pieniądze miałyby wesprzeć na przykład programy szkoleniowe po to, żeby ułatwić byłym skazańcom odnalezienie się na rynku pracy. Po drugie, wszelkie federalne wyroki za posiadanie marihuany miałyby zostać wykreślone, a skazani za te przestępstwa zwolnieni z więzień (nie dotyczyłoby to innych przestępstw – mający na koncie na przykład rozboje kontynuowaliby odsiadkę, ale już tylko za rozboje). Po trzecie, dawne federalne wyroki za posiadanie konopi nie mogłyby być podstawą do odmowy federalnych świadczeń lub koniecznego do wykonywania niektórych zawodów security clearance.

UJAWNIAMY: Marihuana nie zabija

Zielone światło dla zmian

Szansa na to, że zdominowany przez konserwatystów Senat amerykański poprze propozycję Izby Reprezentantów, jest niewielka. Tutaj progresywna zmiana najpewniej padnie ofiarą partyjnej polityki: republikanie od jakiegoś czasu torpedują większość wysiłków demokratów, chyba że są postawieni pod ścianą. W tym wypadku tak raczej nie jest.

Nie zmienia to jednak dwóch podstawowych faktów. Pierwszy to taki, że instytucje federalne w końcu zaczynają doganiać poszczególne stany, które od ponad dekady liberalizują prawo dotyczące marihuany. Drugi, że zmiany te wprowadzają nie tylko stany pod kontrolą demokratów. 3 października konopie zalegalizowały bardzo konserwatywne Montana, Dakota Południowa i Missisipi, w których zdecydowanie wygrał Donald Trump. Innymi słowy, oddolna zmiana nie ma bar partyjnych.

„Sytuacja w tej kwestii naprawdę się zmienia i myślę, że to jest coś, czego rząd federalny nie może już dłużej ignorować” – skomentowała głosowanie Martiza Perez z Drug Policy Alliance. „Kongres będzie musiał w końcu się tym zająć”.

Chciałam znaleźć odpowiedź na pytanie: czy marihuana leczy?

Zmiana klasyfikacji marihuany przez ONZ nie przyczyni się najpewniej do fali legalizacji na całym świecie. A jednak jest to znaczący krok w jej stronę. Dotychczasowo progresywne zmiany – jak choćby legalizacja konopi w Urugwaju, Afryce Południowej i Kanadzie – zachodziły wbrew obowiązującym zasadom. Holandii system coffee shopów uchodził tak długo na sucho, dlatego że był on wynikiem nie prawodawstwa, ale policyjnej praktyki – na papierze trawa w Holandii wciąż jest nielegalna. Poszczególne stany w USA mogły sobie z kolei na swoje decyzje pozwolić, bo nie dotyczyły one całego kraju i z punktu widzenia prawa międzynarodowego były jedynie lokalnymi regulacjami.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że Stany Zjednoczone wciąż są najpotężniejszym państwem na świecie i nawet jeśli naruszają pisane przez siebie reguły, to nikt raczej im nic nie zrobi.

Biznes sobie ostrzy zęby

Marihuana ma wiele właściwości leczniczych. Stosuje się ją jako środek przeciwbólowy u pacjentów onkologicznych oraz jako wsparcie terapii zespołu stresu pourazowego. I choć legalizacja nie przyczyniła się do gwałtownego wzrostu konsumpcji, to rynek w obu przypadkach będzie rósł. Według niektórych szacunków ma on w samych Stanach osiągnąć 34 miliardy dolarów w 2025 roku.

Substancje psychodeliczne, podobnie jak marihuana, mają potencjał medyczny

Potencjał ten już dawno został dostrzeżony przez biznes. Kanadyjskie firmy już ostrzą sobie zęby na amerykański rynek. Jakie będą praktyczne efekty decyzji CND, pokaże czas, ale można się spodziewać, że poszczególne kraje będą odważniejsze w liberalizowaniu regulacji substancji psychoaktywnych.

„To może być przełomowy moment” – mówi Jessica Steinberg, dyrektorka zarządzająca Global C, międzynarodowej grupy doradczej w kwestiach konopi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jan Smoleński
Jan Smoleński
Politolog, członek zespołu Krytyki Politycznej
Politolog, pisze doktorat z nauk politycznych na nowojorskiej New School for Social Research. Absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Stypendysta Fulbrighta. Autor książki „Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński”. Członek Zespołu Krytyki Politycznej.
Zamknij