Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Gotowi na żałobę. Gdy odchodzi pies, kot czy jaszczurka

Wszystko sprowadza się do więzi, jaką wypracowano. Masz prawo nie odczuwać żałoby po śmierci babci, skoro nie miałeś z nią bliskiej relacji, a możesz przeżywać odejście psa. Rozmowa o książce „To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach”.

Rozmowa

Łukasz Saturczak: Rita, mój pies, ma czternaście lat. Częściej niż długie spacery widzi gabinet weterynaryjny. Zdaję sobie sprawę, że to końcówka jej życia, ale ostatnia rzecz, jaką bym zrobił, to rozpoczęcie rozmów z obcymi ludźmi o tym, jak radzili sobie z traumą po stracie zwierzęcia. Dlaczego uznałaś, że to dobry pomysł i wydałaś na ten temat reporterską książkę?

Daria Grzesiek: Myślałam o śmierci Ziuty od dłuższego czasu. Adoptowałam ją, jak miała osiem lat. Zdawałam sobie sprawę, że to starszy piesek i pożyje może ze cztery lata, które szybko miną, więc trzeba się do tego przygotować. Gdy miała dziesięć lat, podjęłam decyzję, że spocznie na cmentarzu. Uderzyło mnie, że choć od dziecka miałam kontakt ze zwierzętami, to pierwszy raz poczułam odpowiedzialność zarówno nad opieką, jak i tym, czy jej śmierć będzie naturalna, czy poddam ją eutanazji, którą ostatecznie wybrałam. Długo się nad tym później zastanawiałam. Ile by pożyła, gdybym nie wybrała tego rozwiązania? Rok? Jaka to jakość życia? Ja bym takiego nie chciała. Gdyby Ziuty nie było, to wątpię, żeby ta książka w ogóle powstała.

Rozumiem, że w twoim domu śmierć zwierzęcia nie była tematem tabu, ale też niespecjalnie się ją obchodziło, podobnie jak w milionach innych. „Zwierzęta po prostu zdychają” – odejście nawet obecnego przez lata domowego pupila jest naturalnym cyklem życia, ale nie dedykuje się mu rytuałów jak dla człowieka.

Dziadkowie mieli boksery, jeden zmarł zimą. Jego odejście kojarzy mi się z twardą ziemią i problemem z wykopaniem dołu. Pamiętam, że sama odnalazłam martwą świnkę morską. Ta śmierć utkwiła mi w pamięci, bo ją po prostu przeżywałam. Tyle. Innych nie.

Nie było miejsca na symboliczne pożegnanie?

Za wyjątkiem wspomnianej świnki. Miałam kilka godzin, bo byłam z nią sama. Stworzyłam przestrzeń do okazania emocji, choć dziś, z perspektywy dorosłej kobiety, wiem, że tego w domu brakowało. Gdy przyjechałam do rodziców na Wielkanoc i powiedziałam, że pochowałam Ziutę, to dostałam zdanie pocieszenia i temat już nie wrócił.

Czytaj także Jak powstawał nowoczesny pies Magdalena Czubaszek

Cmentarz kojarzy mi się z niemożliwością odcięcia od straty zamiast skupienia na kolejnej adopcji. Stawiając nagrobek wiesz, że każda dłuższa nieobecność przy nim może skutkować wyrzutami sumienia.

Podejmując decyzję, a nawet ją realizując, nie myślałam w ten sposób. Staram się tam być raz w miesiącu. Chciałam iść w ten weekend, ale odpuściłam. Oczywiście czasem się obwiniam, że mogłabym chodzić częściej, ale ta decyzja wydała mi się lepsza niż pozostawienie jej ciała u weterynarza. Jeśli chowamy bliskich na cmentarzu, to wydało mi się oczywiste, że Ziuta też na nim spocznie. Przecież robimy to dla siebie, nie dla tych zwierząt, podobnie jest z kremacją. Jakie to będzie miało konsekwencje za rok? Dwa? Co dalej? Gdy Ziuta jeszcze żyła, adoptowałam kotkę. Jest starsza, bierze leki. Już się zastanawiam, czy pochowam ją w tym samym grobie. Jak to będzie? Jak będę się z tym wszystkim czuła?

Gdy przygarnęłaś Ziutę, była już psem w średnim wieku. Od pierwszych dni musiałaś sobie zdawać sprawę, że ten czas macie krótszy niż inni.

Szczeniak jest słodki, kiedy nie musisz go wychowywać. Wolałam starszego psa, spokojniejszego, ale w momencie podjęcia decyzji o adopcji nie byłam świadoma ciężaru, jaki się z tym wiąże. Przy Serniku, bo tak nazywa się adoptowany kot, miałam już doświadczenie opiekuńcze. Nie robiło mi różnicy przy jego problemach żołądkowych, czy będę mieć jedną kupę więcej do posprzątania.

Zastanawia mnie proces. Szukanie bohaterów. Z jednej strony wierzę, że wiele osób chciało się podzielić z tobą historiami, ale też trzeba było przecież komuś odmówić.

Kilka opowieści to faktycznie ludzie z Instagrama, jak rozdziały Świat się nie zatrzymał, Zwłoki nie wyglądały jak kot…chyba z pięć historii. A jak odmawiałam? Zaznaczyłam, że poszukuję osób, którym zmarły na przykład gady, co było prawdą, ale i tak zasypywano mnie opowieściami o kotach i psach. Grzecznie mówiłam, że zobaczymy, jak to dalej pójdzie.

Spodziewałaś się, że w ludziach jest taka chęć opowiedzenia o żałobie po stracie zwierząt?

W przypadku traumy często wystarczy, że ktoś cię wysłucha.

A jednak wytworzyła się obok ciebie i twoich mediów społecznościowych grupa ludzi, którzy chcą o tym rozmawiać.

Instagram to raczej kolorowe obrazki. Psy na nich są wesołe, łapią frisby, uprawiają letnie i zimowe sporty, podróżują. Ziuta niczym się nie bawiła, więc pomyślałam, że zacznę opowiadać o życiu ze starszym psem. To był moment, kiedy zrozumiałam, że wzbudziłam zainteresowanie. Teraz to się rzecz jasna zmieniło i więcej jest profili o starszych psach, ale wtedy było inaczej. Pamiętam, że jak zmarła Ziuta, dostałam mnóstwo wiadomości, których nie byłam w stanie czytać. Wyciszyłam telefon już po kilku pierwszych.

Pocieszenie?

Nie tylko. Pełno było chęci podzielenia się swoją żałobą. Nie spodziewałam się, że może tego być aż tak wiele. Dziś z kolei dostaję pytania o eutanazję od ludzi, którzy rozważają taką opcję.

To ważny wątek w twojej książce, poświęcasz mu mnóstwo miejsca.

Ważny, bo powtarzał się w opowieściach. Kiedyś myślałam, że zwierzęta umierają naturalnie, po prostu. Eutanazja pojawiła się jako temat u świadomych opiekunów, którzy chcą skrócić cierpienie.

Ludzie nie chcą żegnać się ze zwierzęciem, z którym byli ileś lat, nawet kosztem jego cierpienia.

Słyszałam w opowieściach moich bohaterów, już po odejściu zwierzęcia, że przeciągnęli, że można było skrócić. Ja natomiast zastanawiałam się, czy nie poddaję Ziuty eutanazji za wcześnie, ale przeczytałam gdzieś, że lepiej pozwolić odejść tydzień za wcześnie, niż dzień za późno. Przecież nie robimy tego dla siebie. Nie bawimy się też w Boga, decydując, kiedy ktoś ma odejść. Po prostu starajmy się postawić w czyjeś sytuacji.

Czytaj także Od pseudohodowli po transport konny – gdzie dziś jesteśmy w walce o prawa zwierząt? Jolanta Nabiałek

Przeciwnicy powiedzą, że można łatwo przekroczyć granicę między zakończeniem cierpienia a wygodnictwem.

Znajomi, którzy wiedzieli, jak wygląda moje mieszkanie, mówili, że zwierzęta nie mieszkają ze mną, ale odwrotnie, bo kuwetą była w zasadzie cała podłoga. Jeszcze na początku Ziuta na tyle kontaktowała, że potrafiła załatwić się w przedpokoju, a później przestrzeń z podkładami się powiększała. Gdy straciła wzrok, zaczęła obijać się o wszystko, więc musiałam rozkładać poduchy z kanapy i koce na podłodze. Podkłady z kolei potrafiły się przesuwać i przeciekać, trzeba było ułożyć kolejną warstwę…

Opisujesz odejście kur, świnek morskich, słonia… Rozmawialiśmy na początku o podejściu do żałoby po psach, ale i tak wydaje mi się to bardziej zrozumiałe społecznie, niż w przypadku innych zwierząt.

Dla mnie nie ma żadnej różnicy, bo wszystko sprowadza się do więzi, jaką wypracowano. Masz prawo nie odczuwać żałoby po śmierci babci, skoro nie miałeś z nią więzi, a możesz przeżywać odejście psa.

Pamiętam z dzieciństwa, że jak zmarł ktoś z rodziny, to trumna z ciałem przez kilka dni stała w domu, żeby można było spokojnie tę osobę pożegnać. To się z czasem zmieniło – zmarły trafia do kostnicy, później na cmentarz, trumna jest zamknięta. Maksymalnie skróciliśmy okres wczesnej żałoby. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że przez budowanie coraz bardziej świadomej więzi ze zwierzętami zaczynamy nadrabiać z nimi takie przeżywanie żałoby, jak kiedyś z rodziną. Twoja książka jest na to dowodem.

Nie rozmawiamy dziś o śmierci. Wszyscy jesteśmy długowieczni, młodzi. Nie poruszamy kwestii tego, czy chcesz trumnę, czy urnę. A jak pojawia się w twoim życiu zwierzę, dociera do ciebie, jak te lata szybko mijają. Warto więc o tym mówić i myśleć, bo to część naszego życia i każdy ma z nią wcześniej czy później do czynienia. Ale nie o tym jest książka. Myślę, że stara się ona być odpowiedzią na niedobór informacji: co zrobić, gdy odchodzi zwierzę? Książka może być za parę lat nieaktualna, bo zmieni się prawo, metody eutanazji itp., ale chciałabym, żeby była pomocna. Czerpiesz wiedzę od ludzi, którzy bezpośrednio tego doświadczyli. Niektórzy wybrali cmentarz, inni zostawili ciało w klinice u weterynarza, bo kremacja większych zwierząt wiązała się z bardzo dużymi kosztami. Ważne, żeby nie oceniać, tylko spróbować odnaleźć siebie w tych historiach. Dostaję prośby o porady. Mówię bez problemu, czemu podjęłam taką, a nie inną decyzję.

Ta książka nie mogłaby powstać dekadę temu, a już na pewno jej odbiór byłby zupełnie inny.

Pisałam ją intuicyjnie. Kiedy zaczęłam mówić, że powstaje, dostawałam sygnały, że jest potrzebna, choć trudna – ludzie zdawali sobie sprawę chociażby o istnieniu cmentarzy dla zwierząt, ale na tej informacji kończyła się ich wiedza i potrzebowali dowiedzieć się czegoś więcej.

Piszesz o krajach, gdzie istnieją wspólne pochówki: pies może spocząć obok swojego opiekuna i odwrotnie. W niektórych cywilizacjach ten zwyczaj istniał wieki temu. Ale niektórzy idą o krok dalej. Gdy zmarł Alain Delon, stwierdził, że jego pies powinien zostać uśpiony i pochowany razem z nim. Tu powstaje problem etyczny, bo co zrobić, kiedy nie mieliśmy rodziny i bliskich, nikt nie chce się zająć zwierzęciem i czeka go tylko schronisko?

Moja kotka to taki przykład – po jedenastu latach trafiła do schroniska, bo jej opiekun zmarł i nie miał się nią kto zająć. Napisałam zresztą reportaż do „Wysokich Obcasów Extra” o tym, co się dzieje ze zwierzęciem, gdy opiekun trafia do domu opieki czy DPS-u.

Twoja książka jest formą terapii, ale nie tyle w samej żałobie, co przygotowaniem do jej nadejścia. Pisząc ją musiałaś sobie zdawać sprawę, że sama staniesz się dla czytelników terapeutką, do której można napisać na Instagramie.

Gdy oddałam książkę do redakcji, pomyślałam: co ty zrobiłaś? Teraz na spotkaniach autorskich będziesz musiała non stop rozmawiać o śmierci Ziuty. Tak się faktycznie stało. Sprawia to, że nie mogę zamknąć tego rozdziału, ciągle będzie mielony.

Czytaj także Zwierzęta i wojna w Ukrainie Dariusz Gzyra

Każdy rozdział jest o innej śmierci, ale książkę dedykujesz Ziucie i o niej jest ostatni, krótki tekst. Na ile, mimo różnych opowieści, jest to książka przede wszystkim o niej?

W momencie, kiedy odeszła, książka była niemal gotowa i wiedziałam, że nie będzie o niej. Nie po to rozmawiałam z ludźmi o traumie, skonfrontowałam się z tymi historiami, przeżywałam je, aby ostatecznie napisać o sobie. Ale byłabym hipokrytką, gdybym wyciągając te opowieści od innych nie opowiedziała na końcu swojej własnej. Gdybym dziś napisała ten rozdział, brzmiałby zupełnie inaczej, nie poruszałabym pewnych spraw. Miałam oczywiście z tyłu głowy, że może tak się stać, że będzie ona bohaterką książki, ale była szansa, że wydam książkę przed śmiercią Ziuty.

A co się zmieniło w twoim życiu przez taką lekcję oswajania śmierci?

To jest ciągłe oswajanie. Sernik jest starszym kotem. Strach przed jej odejściem jest większy, niż mogłabym się tego spodziewać. Nie jestem jeszcze gotowa na kolejną stratę. Mam nadzieję, że będzie żyła kolejnych kilka lat.

**

Daria Grzesiek – autorka książki To był tylko pies. O żałobie po zwierzętach. Pochodzi z Gliwic, mieszka w Warszawie. Ukończyła Polską Szkołę Reportażu. Zawodowo zajmuje się promocją i popularyzacją nauki. Angażuje się społecznie, między innymi przeprowadza nurogęsi przez Wisłostradę i organizuje akcje charytatywne dla bezdomnych zwierząt.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie