Jeśli choć trochę interesujecie się muzyką, jest spora szansa, że już na nich trafiliście. Kanadyjski duet Angine de Poitrine właśnie wydał drugi album i przy okazji przypomniał, że nawet w czasach generatywnej sztucznej inteligencji istnieją w sztuce rzeczy, o których algorytmom się nie śniło.
Math rock łamiący zasady…
Wiemy o nich niewiele. Pochodzą z Quebecu, powstali w 2019 roku, podobno dla żartu. Chcieli zagrać dwa koncerty pod rząd w tym samym miejscu. Właściciel się nie zgodził. Więc jednego tygodnia wystąpili bez masek, a drugiego już w nich. Ten prosty trik przerodził się w całą tożsamość.
Dziś funkcjonują jako Klek de Poitrine (rycerz za perkusją) i Khn de Poitrine (cudowne dziecko gitary i basu). Określają się jako „podróżnicy w czasoprzestrzeni”, tworzący „orkiestrę mantra-rockowo-dadaistyczno-pitagorejsko-kubistyczną”. Brzmi jak żart, ale w sumie dobrze oddaje ich brzmienie. Najbliżej im pewnie do mikrotonalnego math rocka, choć to też tylko przybliżenie.
Szersza publiczność usłyszała o nich dzięki występowi nagranemu przez KEXP. I trudno się dziwić – ich muzyka brzmi jak coś, co jednocześnie się rozpada i trzyma w całości. Nagranie zarejestrowane podczas festiwalu Trans Musicales w Rennes trafiło na YouTube na początku lutego 2026 roku. Samo radio KEXP jest od lat instytucją, prezentując swoim odbiorcom i odbiorczyniom nową muzykę z całego świata. Co interesujące, w trakcie występu duet nie nawiązuje kontaktu z publicznością. Jedynie wykonują dziwne gesty. Muzyka ma obronić się sama.
Angine de Poitrine łamią wszystkie podstawowe zasady zachodniej muzyki. Najbardziej słychać to w rytmie. Nieregularne metrum zmienia się co chwila. Coś, co powinno nie pasować, zaczyna pulsować. Gitara raz jest „spóźniona”, a raz ląduje gdzieś „za wcześnie”, ale całościowo brzmi doskonale.
Drugi element to mikrotony. Czyli dźwięki pomiędzy „normalnymi” nutami. Takie, które na pierwszy rzut ucha brzmią jak fałsz. A jednak to właśnie one sprawiają, że muzyka zaczyna działać bardziej fizycznie i intelektualnie. Jest w tym coś niepokojącego, ale też wciągającego, jakby mózg próbował dogonić coś, co ciągle mu ucieka. Pierwsza reakcja? Szok. Druga? Ciało zaczyna się poruszać. Trochę niezgrabnie, trochę wbrew sobie.
Równie ważne jak dźwięk jest to, jak wyglądają. Papierowe maski, kropki, scenografia, która sprawia wrażenie przypadkowej. Trochę dadaizm, trochę surrealizm. Oczywiście, muzyka zna maski, od Kiss po Daft Punk czy Slipknot, ale u Angine de Poitrine nic nie jest „cool” w oczywisty sposób. Coś tu się nie zgadza. Jakby wizualnie też grali w innym systemie. I właśnie w tym miejscu pojawia się AI.
…i muzyka statystycznie poprawna
Jeszcze niedawno listy streamingowe zalewały viralowe projekty generowane przez sztuczną inteligencję, jak „wytwórnia” Kutas Records, produkująca hurtowo żartobliwe utwory pod algorytm. Modele sztucznej inteligencji uczą się na tym, co już działało: popowych strukturach, równym metrum, dwunastotonowej skali. Reprodukują to, co statystycznie pasuje. I robią to coraz lepiej.
Problem z muzyką generowaną przez AI nie polega tylko na tym, że jest gorsza albo mniej oryginalna, ale z definicji eliminuje błąd. A to właśnie błąd jest jednym z najważniejszych elementów ludzkiej twórczości. Modele generatywne działają na podstawie statystycznej zgodności. Uczą się ogromnych zbiorów danych i przewidują, jaki dźwięk powinien pojawić się po poprzednim, żeby całość „miała sens”. W praktyce oznacza to jedno: minimalizują ryzyko. Wygładzają. Optymalizują.
Tymczasem w muzyce bardzo często to właśnie błąd jest momentem, w którym zaczyna się coś ciekawego. Fałszywy dźwięk, który zostaje. Rytm, który się „rozjeżdża”, ale nie wraca do normy. Struktura, która nie prowadzi tam, gdzie powinna. Angine de Poitrine grają dokładnie w tym obszarze. To nie jest perfekcja. To jest napięcie między porządkiem a jego brakiem.
I właśnie tego napięcia AI nie potrafi wytworzyć w ten sam sposób. Bo żeby popełnić „dobry błąd”, trzeba mieć możliwość naprawdę się pomylić. A system, który jest zaprojektowany do tego, żeby się nie mylić, nawet jeśli generuje rzeczy dziwne, robi to w ramach kontrolowanego odchylenia. To nadal jest wariacja na temat normy, a nie jej naruszenie.
Czy to muzyka dla wszystkich? Absolutnie nie. Jeśli ktoś szuka klasycznego radiowego grania, odbije się szybko. Ale jeśli pozwoli sobie wejść w ten świat, trudno znaleźć coś równie pokręconego, a jednocześnie tak fizycznego.
Moim zdaniem to zdecydowało, że zamiast pięciu muzycznych geeków słucha ich teraz tak dużo ludzi. Kiedy muzykę coraz częściej produkuje się jak inne treści – szybko, dużo i „pod algorytm”, Angine de Poitrine są nieprzewidywalni, jak tylko się da. A tego, przynajmniej na razie, nie da się wygenerować.


![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.