14 września 1939 roku w Wielkiej Brytanii ukazała się broszura pt. Jak wygrać wojnę. Był to świeżo napisany, płomienny manifest, wzywający obywateli do udzielenia pomocy Polsce i do wsparcia wszelkich starań mających na celu pokonanie nazistowskich Niemiec. Jego autorem był Harry Pollitt, sekretarz generalny Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii.
„Pozostawanie z dala od tego konfliktu, podczas gdy faszystowskie bestie tratują Europę z całym swym okrucieństwem, byłoby zdradą wszystkiego, o co nasi przodkowie walczyli w trakcie wieloletnich zmagań przeciwko kapitalizmowi” – pisał Pollitt, kreśląc jednocześnie obraz tego, co grozi Polsce w razie zwycięstwa Trzeciej Rzeszy:
„Prawdą jest, że rząd polski był skrajnie reakcyjny i haniebny w swoim podejściu do ruchu robotniczego. Ale to naród polski jest dla nas przede wszystkim przedmiotem troski. Jeśli Hitlerowi pozwoli się na narzucenie Polsce swojej dominacji, jej naród znajdzie się w warunkach nieskończenie gorszych niż wszystko, czego do tej pory doświadczył. Każda organizacja robotnicza zostanie zdelegalizowana, dziesiątki tysięcy ludzi zostaną zamordowane lub trafią do obozów koncentracyjnych, setki tysięcy zostaną wysłane na roboty przymusowe do Niemiec, zostaną nałożone przygniatające podatki, by wesprzeć kolejny akt agresji niemieckiej machiny wojennej, a cały wysiłek narodu polskiego na rzecz wywalczenia lepszych warunków życia zostanie zaprzepaszczony do momentu, aż rządy nazistów nie zostaną ostatecznie obalone”.
Już od pierwszych dni II wojny światowej Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii zadeklarowała pełne wsparcie dla walki przeciwko faszystowskiemu agresorowi. „Zdradzić Polskę to zdradzić Wielką Brytanię” – krzyczały nagłówki partyjnego pisma „Daily Worker”, przestrzegając przed jakimikolwiek ustępstwami na rzecz Niemiec.
Podobnie na wybuch wojny zareagowali komuniści po drugiej stronie Kanału La Manche. Francuska Partia Komunistyczna domagała się od swojego rządu wypełnienia zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, a 2 września zagłosowała w parlamencie za zwiększeniem budżetu na wojsko. „Nic nie zmusi setek tysięcy francuskich robotników, stojących u naszego boku, do porzucenia tego stanowiska” – przekonywał komunistyczny senator Marcel Cachin.
Jeszcze 16 września parlamentarzyści FPK wydali oświadczenie, w którym oddawali hołd „bohaterskim obrońcom Warszawy, stawiającym opór faszystowskim hordom”. Nie wiedzieli, że w dalekiej Moskwie podjęto już decyzje nakazujące komunistom całego świata zmianę ich postawy wobec wojny, Polski i Trzeciej Rzeszy.
Nie bronić faszystowskiej Polski
W tajemnicy przed zastępami podążających za jego wytycznymi działaczy Józef Stalin wybrał drogę współpracy z nazistowskimi Niemcami i podziału stref wpływów w środkowo-wschodniej Europie. Dopiero 7 września 1939 roku nakazał Międzynarodówce Komunistycznej, czyli tzw. Kominternowi, opracowanie nowej dyrektywy dla podległych jej partii.
Tekst dokumentu objaśniał, że „klasa robotnicza żadnego kraju nie może popierać tej wojny. Z pewnością nie może bronić faszystowskiej Polski, która odrzuciła pomoc Związku Radzieckiego i uciskała inne narodowości. Strategia partii komunistycznych polega na wyjaśnianiu masom, że wojna nie przyniesie im niczego poza nieszczęściami i ruiną”. Dyrektywa podkreślała też, że partie komunistyczne, które poparły udział w wojnie przeciwko Niemcom, „muszą natychmiast skorygować swoją linię polityczną”.
Była to drastyczna i szokująca wolta. Międzynarodowy ruch komunistyczny od lat wzywał przecież do walki z Hitlerem i do stawienia oporu faszystowskiej agresji. Uchwalona w roku 1935 roku rezolucja Kominternu wprost nakazywała, by komuniści podjęli walkę, „jeśli jakieś państwo ulegnie napaści mocarstw imperialistycznych, które zechcą zniweczyć jego niepodległość narodową lub jego całość narodową, czy dokonać jego podziału, jak to się zdarzało w historii, np. podczas rozbioru Polski”. A teraz, gdy właśnie Polska znowu została napadnięta, komuniści winni byli ogłosić, że jednak nie mają zamiaru stanąć po żadnej ze stron.
24 września prosto z Moskwy przybył do Londynu działacz KPWB Dave Springhall, by wyjaśnić współtowarzyszom, co odtąd mają myśleć i robić. Powtarzając słowa Stalina, zakomunikował im, że „zniknięcie Polski nie byłoby wielkim nieszczęściem”, bo oznaczałoby, że w Europie będzie po prostu o jedno państwo faszystowskie mniej. Ze Springhallem natychmiast zgodził się jeden z liderów partii Rajani Palme Dutt. Ostro zaatakował swoich kolegów z kierownictwa, twierdząc, że decyzja o poparciu udziału Wielkiej Brytanii w wojnie była błędna i prowadziła partię ku katastrofie. Domagał się też, by odrzucić złudne wrażenie, że Polacy prowadzą sprawiedliwą walkę w obronie swojej wolności.
Dotychczasowego stanowiska partii próbował bronić Harry Pollitt: „Wstydzę się braku współczucia, braku odzewu naszych przywódców wobec walki toczonej przez naród polski. Bo to nie polska szlachta broniła Warszawy. To polscy robotnicy i polscy chłopi”. Pollitt, z ufnością zapatrzony w ogólny kierunek radzieckiej polityki, poparł jednocześnie inwazję ZSRR na Polskę, ale dodał, że byłby „równie dumny z udziału w tej walce przeciwko faszystom próbującym zdobyć Warszawę, jak z wkraczania do Polski u boku Armii Czerwonej”. Po stronie Pollitta stanął jedyny komunistyczny poseł i współtwórca partii William Gallacher, który stwierdził, że w całej swojej partyjnej karierze nie spotkał się z czymś tak podłym i nikczemnym jak nielojalna wobec współtowarzyszy postawa Dutta.
Podczas głosowania w kierownictwie KPWB Pollitt, Gallacher, a także John Ross Campbell, redaktor „Daily Workera”, opowiedzieli się przeciwko stalinowskiej dyrektywie nakazującej wycofanie poparcia dla Polski. Reszta działaczy poparła jednak Dutta i Springhalla, a Pollitt i Campbell musieli ustąpić z zajmowanych stanowisk. 7 października 1939 roku Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii ogłosiła, że udział w wojnie przeciwko Niemcom jest błędem.
Pollitt był głęboko zbulwersowany tą sytuacją, ale poczucie lojalności wobec partii nie pozwalało mu przyznać tego publicznie. W połowie października podczas spotkania z walijskimi górnikami przekonywał nawet, że „to wspaniała wiadomość dla ludzi pracy, że partia komunistyczna jest wystarczająco silna, by odsunąć od władzy przywódców, którzy nie zgadzają się z jej polityką”. Naczelną zasadą funkcjonowania organizacji było bowiem bezwzględne podporządkowanie się jej decyzjom i prezentowanie na zewnątrz jednolitego stanowiska. A Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii w zasadzie aż do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku obstawała przy krytyce polityki zagranicznej swojego kraju i sprzeciwie wobec udziału w wojnie. Choć nowa linia polityczna budziła wątpliwości wśród działaczy, niewielu z nich zdecydowało się na opuszczenie organizacji.
Francuscy komuniści zmieniają zdanie dwa razy
Posiadający jednego parlamentarzystę brytyjscy komuniści byli marginalną siłą na scenie politycznej. O wiele potężniejsza była Francuska Partia Komunistyczna, która w wyborach roku 1936 zdobyła aż 72 mandaty deputowanych. O wiele większe były też turbulencje, w jakie wpadła wraz z początkiem II wojny światowej.
Pod koniec sierpnia FPK znalazła się w politycznej izolacji i ogniu krytyki innych stronnictw w związku ze swym entuzjastycznym poparciem dla niemiecko-radzieckiego paktu o nieagresji. Przekonana o pokojowym charakterze tego układu, zapewniała, że właśnie dzięki niemu „żaden naród nie będzie pozbawiony ani wolności, ani swego terytorium”. I choć jednocześnie deklarowała, że w wypadku ewentualnego ataku Niemiec stanie w obronie Francji, to centroprawicowy rząd Edouarda Daladiera, obawiając się destabilizującego wpływu radzieckiej propagandy w obliczu wojennego zagrożenia, podjął 26 sierpnia decyzję o zakazie wydawania prasy komunistycznej, a także rozpoczął aresztowania działaczy i naloty na partyjne biura.
Mimo represji FPK podtrzymała swe stanowisko w momencie wybuchu wojny. Nie poprawiło to relacji z rządem francuskim, który 26 września ogłosił delegalizację partii. Tymczasem i do niej dotarły nowe dyrektywy z Moskwy. Kierownictwo FPK, zreorganizowane na emigracji w Belgii, bez większych oporów zdecydowało się skorygować swą wcześniejszą postawę i podążyć za wskazówkami Stalina.
Już 1 października deputowani komunistyczni zaapelowali o przedyskutowanie we francuskim parlamencie kwestii zakończenia wojny. Przekonywali, że szybki i sprawiedliwy pokój jest możliwy do osiągnięcia, a jego gwarantem mógłby zostać Związek Radziecki. W partii doszło już jednak do wyraźnego rozłamu. Pod apelem widniały podpisy tylko 44 parlamentarzystów akceptujących tę ekscentryczną zmianę linii politycznej.
Ferment wzbierał od końca sierpnia. Już wtedy dwóch deputowanych FPK, Paul Loubradou i Gustave Saussot, potępiło pakt Ribbentrop-Mołotow. Obaj odeszli z partii, a ich śladem podążyli kolejni działacze. Ostatecznie szeregi FPK opuściło ponad 20 parlamentarzystów.
16 z nich założyło nową organizację, tzw. Francuską Unię Ludową. W lutym 1940 roku opublikowali oni list otwarty, w którym tłumaczyli przyczyny swojego wystąpienia z partii komunistycznej: „Odmawiany odgrywania ról marionetek. Nie mamy zamiaru ani milczeć, ani pozwalać, by ktoś dyktował nam, co mamy myśleć”. Działacze FUL przekonywali, że to właśnie „w momencie podpisania paktu niemiecko-radzieckiego rozstrzygnął się los Polski, a pokój został zamordowany”. Podkreślali przy tym przywiązanie do dawnych ideałów, które nie pozwalały porzucać Polaków w ich walce o wolność: „Do komunizmu doprowadził nas nieznośny widok niesprawiedliwości społecznej i pozostajemy wierni sobie. Socjalizm pozostanie dla nas, bardziej niż kiedykolwiek, oazą zbawienia dla umęczonej i zdesperowanej ludzkości”.
Leon Piginnier, jeden z deputowanych, którzy zerwali z FPK, pisał w publicznym apelu: „Musimy mieć odwagę odrzucić działania sprzeczne z interesem kraju i nie pozwolić na stworzenie wrażenia, że zgadzamy się ze Związkiem Radzieckim w jego atakach na narody, które pragną zachować swoją wolność”. Vital Gayman, komunistyczny radny Paryża i weteran wojny domowej w Hiszpanii, stwierdził, że „zdradziłby pamięć towarzyszy broni, którzy polegli na hiszpańskiej ziemi w walce z faszyzmem”, gdyby w najbardziej kategorycznych słowach nie sprzeciwił się polityce ZSRR, stojącej teraz w całkowitej sprzeczności z wcześniej głoszonymi ideami.
Większość komunistów zastosowała się do nowych zasad wytyczonych przez Stalina. Niektórzy tak bardzo wczuli się w ich ducha, że gdy i Francja znalazła się pod hitlerowską okupacją, próbowali porozumieć się z Niemcami i uzyskać zgodę na prowadzenie legalnej działalności. Porozumienia nie udało się wypracować, a okupacyjne realia szybko sprawiły, że wielu z nich musiało zrewidować swoją politykę bez oglądania się na to, czego oczekuje od nich moskiewskie kierownictwo. Zresztą już w 1940 roku Kreml zmienił nieco retorykę i zaczął zalecać, by komuniści włączali się w działalność antyhitlerowskiego podziemia w krajach okupowanych. A gdy w czerwcu 1941 roku Niemcy napadły na ZSRR, światowy konflikt, wedle komunistycznej propagandy będący wcześniej rzekomo wojną dwóch równie winnych imperializmów, już oficjalnie stał się sprawiedliwą wojną prowadzoną w imię wolności i oswobodzenia narodów spod faszystowskiego jarzma.
To (było) skomplikowane
Temat wstrząsów w ruchu komunistycznym był potem skrzętnie pomijany przez historiografię podporządkowaną oficjalnej radzieckiej narracji. O tym, że pewne fakty były na tyle kompromitujące, że muszą pozostać ukryte, można było co najwyżej wyczytać między słowami. Jak na przykład w radzieckiej Historii drugiej wojny światowej z roku 1974, która w mętny i ogólnikowy sposób tłumaczyła, że „wojna bardzo skomplikowała działalność partii komunistycznych, wymagała szczególnie głębokiej przenikliwości i dojrzałości od działaczy partyjnych w ocenie skomplikowanych, często sprzecznych zjawisk i procesów przy ustalaniu taktyki walki, współdziałania i celów strategicznych ruchu”.
Działacze, którzy w 1939 roku zmuszeni byli wbrew własnym poglądom zaakceptować treść instrukcji przysłanych z Moskwy, woleli naturalnie unikać tematu. A gdy już go poruszali, to usiłowali stworzyć wrażenie, że do tamtych decyzji prowadziła demokratyczna dyskusja, a nie presja ze strony radzieckiego dyktatora.
Harry Pollitt, który dzięki upokarzającym seansom samokrytyki odzyskał stanowisko sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii, tak mówił w wywiadzie udzielonym telewizji ITV w kwietniu 1956 roku: „W 1939 roku uważałem, że wojna ma charakter antyfaszystowski. Uważałem tak wtedy, uważam tak i teraz. Ale zostałem w partii przegłosowany, a ponieważ jestem demokratą, decyzję tę zaakceptowałem”.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.