Gospodarka

Gustaw, lat 11: Korzystam z przedmiotów, które powstały dzięki pracy moich rówieśników

W Dniu Dziecka o pracy najmłodszych pisze jedenastolatek.

Dzień Dziecka to dobra okazja, żeby przypomnieć, że ciągle sporo dzieci jest zmuszanych do pracy, a to dla mnie jest niedopuszczalną formą wyzysku.

Sam fakt, że pewne dzieci są wyzyskiwane przez większość swojego dzieciństwa sprawia, że są niedopuszczane do dóbr powszechnie dostępnych w cywilizowanych częściach świata np. edukacja czy służba zdrowia. Oznacza to, że nigdy nie będą mogły w pełni zdecydować o swoim losie. Jest małe prawdopodobieństwo, że będą miały szansę na znalezienie lepszej pracy, zwłaszcza takiej, która je rozwinie, da im satysfakcję, a nie spowoduje utraty ich zdrowia. „Liczba dzieci wykonujących jakiś rodzaj pracy sięga 352 milionów. Wśród nich aż 180 milionów jest zmuszanych do pracy w warunkach zagrażających ich życiu i zdrowiu.”

Niewątpliwie taka ilość pracujących dzieci dowodzi, że w niektórych miejscach na świecie coś na to pozwala, a w innych nie. Pytanie, dlaczego tak jest i co jest źródłem takiej skali problemów. Moim zdaniem to państwo jest odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Odnoszę wrażenie, że jest to wpisane w pewien, jakiś porządek. Jeżeli prawo państwa nie zakłada ochrony dzieci, to można je wykorzystywać, a chętnych do tego zawsze znajdzie się sporo. I tu przejdę do kolejnej kwestii, którą jest niesłyszalność wykluczonych.

Spowodowane jest to tym, że takie pracujące dzieci, wykluczeni, nie mają reprezentacji w rządzie, która byłaby ich głosem. Skutkiem tego jest brak rozmów na tematy kluczowe, którymi są: głód, wyzysk, brak opieki społecznej, choroby, brak odpowiedzialności bogatych za biednych itd.

Mnie największy problem sprawia to, że wartość życia jest teoretycznie taka sama dla każdego, a jednak, jeśli umiera ktoś bez imienia, to ta wartość jest jakby znikoma.

Tam, gdzie człowiek traktowany jest jak przedmiot, towar, nie ma mowy, żeby ktoś taki miał dla nas jakąś szczególną wartość, a wskutek tego nie obdarzamy go należnym szacunkiem i godnością.

Jestem w takim miejscu, w którym nie mogę przestać rozmyślać nad moim wkładem w los dzieci wykorzystywanych niesłusznie. Po pierwsze, czy mam jakikolwiek związek z nimi? Po drugie, jeśli tak, to czy mogę z tym coś zrobić? Wbrew pozorom codziennie mamy styczność z produktami zawierającymi w jakimś stopniu wkład dzieci wyzyskiwanych. Po wpisaniu w wyszukiwarce internetowej „które firmy wyzyskują dzieci?” pojawia się wiele artykułów o znamiennych tytułach:Maraton wyzysku, Współczesne niewolnictwo, Korporacje technologiczne wykorzystują prace dzieci. Najwyraźniej korzystam z wielu przedmiotów na co dzień, które powstały dzięki pracy rówieśników. Czy jeśli zrezygnuję z nich, to czy poprawi to ich sytuację? Nie mam pewności, bo to działa tak, że rezygnacja z konsumpcji pojedynczego człowieka (mnie) nie wpłynie na całą masę pozostałych konsumentów. Poza tym przedmioty wykonywane przez nieletnich są nam potrzebne w życiu, więc z drugiej strony świat, w którym nie ma zniewolonych, jest dla posiadających nie do wyobrażenia. Gdybyśmy uwolnili wszystkich pracujących, nikt nie wytwarzałby przedmiotów niezbędnych do życia – to jest logika rynku i tych, którzy posiadają pieniądze, dlatego dla nich takie uwolnienie to utopia, na dodatek bardzo niebezpieczna. Natomiast ja mogę dążyć do świadomej konsumpcji, czyli kupować te przedmioty, które nie zostały wytworzone przy udziale wyzyskiwanych dzieci.

Zmuszanie dzieci do niewolniczej pracy jest niewątpliwie niedopuszczalną formą wyzysku, choć z moim jak i państwa przyzwoleniem. Dzieci wyzyskiwane nie mają głosu, więc nie mogą się upomnieć o szacunek, godność i należne im prawa. Co ważne, nie jest to sprawa jakiegoś odległego, abstrakcyjnego obszaru świata, lecz moja tu i teraz. Dzień Dziecka miał przypominać o prawach, które są tak często łamane, a powinny być przestrzegane. Warto więc pomyśleć (a szczególnie w Dniu Dziecka), że gdy my (dzieci z tej części świata) prosimy o LEGO czy inne wymyślne rzeczy, to w innych częściach Ziemi dzieci proszą, aby ten dzień nie był ich dniem pracy czy śmierci, ale dniem, w którym coś porządnego zjedzą.

***

Gustaw Wowrzeczkalat 11, uczeń 6 klasy szkoły podstawowej.

**Dziennik Opinii nr 152/2016 (1302)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać