Agnieszka Wiśniewska

Komedia inna niż wszystkie

Coś w tym jest. Inne komedie są zazwyczaj śmieszne. Ta jest nieśmieszna.

Pisanie o słabych filmach jest łatwizną i stratą czasu. Zazwyczaj daje okazję do popisów szyderstwa i ironicznych komentarzy, które niestety po obejrzeniu słabego filmu same cisną się na klawiaturę. Czytanie o takich filmach bywa rozrywką, choć też jest poniekąd stratą czasu. Bo jednak to płytkie, tak się śmiać z nieudanego projektu: reżyser się starał, aktorzy się starali, masa ludzi się napracowała, a nic ciekawego z tego nie wyszło i jednak tym wszystkim ludziom jest przykro. Niekiedy nie jest im przykro, bo nie widzą, że zrobili słaby film, i wtedy przykro jest tylko widzom. Na pewno przykro i smutno będzie tym, którzy wybiorą się na film Pani z przedszkola. (W tym miejscy pragnę publicznie przeprosić osobę, którą na ten film wyciągnęłam).

Pani z przedszkola to podobno komedia inna niż wszystkie. Coś w tym jest. Inne komedie są zazwyczaj śmieszne, ta jest inna, bo nieśmieszna.

To film o facecie, który ma problem z przedwczesnym wytryskiem. Żeby poradzić sobie z tą dolegliwością, idzie na terapię, kładzie się na kozetce i opowiada o swoim życiu. Słuchając tej opowieści, poznajemy głównego bohatera, Krzysztofa.

Kluczowymi postaciami w jego opowieści są rodzice, a najważniejszym okresem, decydującym o tym, jak dziś wygląda jego życie – przedszkole. Cofamy się więc do lat 70. i idziemy z Krzysiem do przedszkola. Tam drzwi otwiera nam piękna przedszkolanka, pani Karolina, czeka na nas znienawidzona zupa mleczna, leżakowanie, zabawki i tabun zapłakanych dzieciaków w rajstopkach.

Niestety często w kinie jest tak, że jeśli akcja dzieje się w przeszłości, to filmowcy zmieniają plan filmowy w skansen. Z upodobaniem robią to zwłaszcza twórcy polskich filmów dziejących się w PRL-u. Jak już przenosimy się w czasie, to koniecznie z każdego wnętrza muszą wyskakiwać stare przedmoty, które przypominają nam, że jesteśmy w przeszłości. To samo dotyczy strojów bohaterów i fryzur. Chyba tylko Bogowie nie wpadli w tę pułapkę: tam telefon jest po to, żeby z niego dzwonić, a nie po to, żeby widz zobaczył, że kiedyś telefony były większe i kablem przyczepione do ściany. W takim peerelowskim skansenie mieszka mały Krzyś. Tata Krzysia (obowiązkowy wąs) klei latawce i ma romans z sąsiadką, a mama ma romans z panią z przedszkola. To chyba właśnie wyemancypowanie mamy jest powodem późniejszych problemów Krzysia.

Świat Pani z przedszkola to więc wspomnienie z dzieciństwa. To mogłoby nawet usprawiedliwiać skansenowość wnętrz, gdyby tylko było konsekwentnie zaplanowane jako część narracji. Jeśli poznajemy świat z perspektywy dziecka, jasne jest, że niektóre rzeczy są zarysowane mocniej, inne mogą być pominięte; dziecko zapamiętało coś lepiej, a o czym innym nie wspomina. Niestety trudno mi uwierzyć, że przedszkolak zapamiętał czytanie komiksów. Oczywiście pamięć rządzi się swoimi prawami i możliwe jest „zapamiętanie” scen, których się nie widziało, mieszanie czasów. Psychologia zna takie badania. Bardzo długo oglądając Panią z przedszkola byłam przekonana, że reżyser tka taką właśnie opowieść o manipulacji pamięcią i dzięki temu dowiemy się czegoś ciekawego o bohaterach i ich świecie. Niestety wszystko to sprowadza się tu do banalnych rad psychoterapeuty: „wymaż to”, „zmień to wspomnienie”.

Trailer Pani z przedszkola zapowiadał zabawną, lekką, momentami nawet rubaszną komedię, w której śmiech wywołują dialogi typu: „Może mi pan jeszcze nasra do talerza”. Przyznaję, dałam się nabrać na ten trailer. Opisy fabuły zdradzały też, że oto mamy do czynienia z filmem z wątkiem lesbijskim, więc jak już wiedziałam, że nie będzie śmiesznie, to miałam choć nadzieje, że zobaczę nowe w polskim kinie postacie: pełnokrwiste lesbijki grane przez świetne aktorki, Agatę Kuleszę i Karolinę Gruszkę. Nadzieje były na wyrost. Pod koniec miałam już tylko nadzieję, że film się szybko skończy.

Może uda mi się niektórych z państwa ocalić przed traceniem czasu na wyprawę do kina. Jeśli nie, to mogę być pewna, że część z tych, którzy obejrzą Panią z przedszkola ocali przed śmiechem sam film, komedia inna niż wszystkie.

PS. Są za to w Pani z przedszkola całujące się Kulesza i Gruszka, i dlatego ten film wejdzie do historii polskiego kina. Czasem tak jest z filmami, że trafiają do historii, bo po raz pierwszy coś tam w nich pokazano. I tak właśnie będzie z Panią z przedszkola. Zostanie słusznie zapomniana, ale ta jedna scena będzie przywoływana w podręcznikach.
 

 

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij