Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Fajniejsze „Quo Vadis” i Elizabeth Strout mimo wszystko

Nikt nie jest dokładnie takim, jakim postrzegają go inni. To nie znaczy, że kryjemy jakieś mroczne tajemnice, po prostu każdy jest mikrokosmosem swoich emocji, doświadczeń, pamięci i nie da się tego słowami dokładnie przekazać, nawet jeśli ktoś chciałby tego słuchać.

ObserwujObserwujesz
Walka

Mario de Carvalho, Bóg przechadzający się w popołudniowym wietrze, przeł. Katarzyna Okrasko, Art Rage 2026

Niebo lśni, noc się ociąga, czas jest opieszały, życie mętne, gesty bezsilne. W tęczowym cieniu raz i drugi czytam swoje ulubione księgi, spaceruję, wspominam, fantazjuję, zdumiewam się, ziewam, przysypiam i nieubłaganie starzeję.

Lucjusz Waleriusz Kwincjusz tak się nam przedstawia: „Jestem właścicielem ziemskim, jestem Rzymianinem, czytam, kultywuję siebie; moja postawa, moje gesty, słowa i maniery, flegma, moja tunika i toga – są znakami tych czasów. Moja godność. Powaga. Rzymskość. Człowieczeństwo. A z dławiącymi mnie lękami i niepokojami niech rozprawiają się legiony, i to z surowością, do jakiej zostały powołane”.

Lucjusz starzeje się na wygnaniu, w swojej willi odbudowanej po tym, jak została zniszczona, wręcz zbezczeszczona, przez najazd barbarzyńców. To czasy Marka Aureliusza – cezara-filozofa. W rzymskiej Luzytanii. Dla nas to trochę Tiutiurlistan, ale dla Portugalczyków znaczący i czasem wcale nie niewinny symbol. Już o tym kiedyś wspominałam, a we wstępie – do 14. wydania!, pierwsze w 1994 – autor zastrzega, że dystansuje się od tej tradycji odzyskiwania narodowych korzeni tożsamości portugalskiej. Zresztą w tym wypadku to nie ziemia plemienia Luzytanów, tylko zromanizowana prowincja cesarstwa. Z pieczołowitością podszytą ironią Carvalho drobiazgowo odtwarza realia rzymskiego miasteczka, stosunki społeczne, mentalność, obyczaje wierzenia i rytuały. A opowiadana przez niego historia na pierwszy rzut oka może nam przypominać Quo vadis, ale fajniejsze.

Lucjusz jest duumwirem (obydwoma duuwirami, tak się dziwnie złożyło) fikcyjnego miasteczka Tarcisis, najważniejszym rzymskim urzędnikiem dysponującym także władzą sądowniczą. W mieście pojawia się nowa sekta czcicieli ryby albo jakiegoś ukrzyżowanego maga ze wschodu, który był synem boga. Ich wierzenia wydają się bezsensowne, niespójne, a poza tym oskarżani są o składanie ofiar z ludzi, obrażanie rzymskich bogów i sprzeciwianie się tradycji. Znamy prozelityczne zapędy tej sekty, czasem więc rzeczywiście zachowują się prowokacyjnie. Łatwo wzbudzić do nich nienawiść, co wykorzysta Rufus – bogaty syn wyzwoleńca, prostak i parweniusz – aby podważyć władzę Lucjusza i spróbować samemu po nią sięgnąć.

Czytaj także Nie-chwała Portugalii [Kinga Dunin czyta Antunesa] Kinga Dunin

Chrześcijanom przewodzi piękna Iunia. Gotowa, a nawet chętna, oddać życie za swoją wiarę. Lucjusz jest nią zafascynowany, może nawet jest w tym coś więcej. Niestety, kiedy Iunia i inni chrześcijaninie staną przed sądem, będzie musiał wydać wyrok zgodny z rzymskim prawem i pod naciskiem ludu żądnego igrzysk. Iunia będzie trochę Antygoną – chociaż Lucjusz mówi jej, że czasy Antygony się skończyły – kiedy uprze się, żeby pochować zwłoki barbarzyńcy. Lucjusz zajmie miejsce Piłata. Czy pojawi się jakiś Ursus, żeby ocalić Iunię z paszczy lwa? Tego wam nie powiem.

A do bram miasta zbliżają się hordy barbarzyńców.

Można z tego zbudować też nieco inną układankę z trójką antagonistów.

Lucjusz jest przyzwoitym człowiekiem, wykształconym sceptykiem, elitarystą i konserwatywnym republikaninem. Nie wierzy w bogów, ale wierzy w prawo, tradycje i rytuały, które spajają wspólnotę. Nie lubi krwawych ofiar, igrzysk i walk gladiatorów oraz innych ludowych rozrywek, choć im się nie przeciwstawia. Nie interesują go nastroje społeczne, czasem w tej kwestii musi go oświecić żona, która słucha plotek niewolników. Jest gotowy podejmować niepopularne decyzje, jeżeli służą one dobru wspólnemu. Podejmuje je, nie kierując się egoistycznymi motywami tylko większą wiedzą i doświadczeniem niż inni, choć nie zawsze muszą być trafne.

Iunia – może jest rewolucjonistką, ale przede wszystkim fanatyczką gotową poświęcić w imię swojej wiary innych, a miłość bliźniego raczej głosi, niż praktykuje. Jest irytująca, arogancka, uparta, niezdolna do żadnych kompromisów, jednak jest forpocztą zmiany, która, jak wiemy, nastąpi. I – o tym też nie zapominajmy – ma ludziom do zaoferowania zbawienie, życie po śmierci i dostęp do prawdy absolutnej. Lub nie ma, zależy, kto czyta.

Rufus to cwany, populistyczny demokrata, trybun ludowy, sprawny polityczny manipulator. Mimo wszystko załóżmy, że naprawdę chce służyć mieszkańcom, a w każdym razie nie jest tylko cynicznym arywistą. Jest reprezentantem warstw ludowych. Lucjusz będzie nim zawsze pogardzał. Jak rozkładają się racje w grze, którą prowadzą? Autor wyraźnie sympatyzuje z Lucjuszem, jednak czytelnicy mogą wybierać.

Na koniec Lucjusz podczas spaceru zobaczył małego niewolnika, który na piasku kreśli znak ryby. Pamięć o bogu, który w popołudniowym wietrze przechadzał się po ogrodzie, wciąż trwa. Życie jest mętne, a gesty bezsilne.

Elizabeth Strout, To, o czym nie mówimy, przeł. Kaja Gucio, Wielka Litera 2026

Był środek czerwca i słońce przez cały dzień świeciło z nieustępliwa słodyczą.

Artie w tym momencie jest szczęśliwy, śmieje się podczas spotkania z przyjaciółką. Chwile szczęścia zdarzają się w życiu. To dlaczego obsesyjnie myśli o tym, że chce sobie je odebrać i planuje, jak to zrobić, żeby nie zranić bliskich? Jest dobrym człowiekiem – od ponad trzydziestu lat troskliwym mężem, kochającym ojcem, dobrym i lubianym przez uczniów nauczycielem. Dlaczego nagle dokonuje drobnych kradzieży?

Nikt nie jest dokładnie takim, jakim postrzegają go inni. To nie znaczy, że kryjemy jakieś mroczne tajemnice, po prostu każdy jest mikrokosmosem swoich emocji, doświadczeń, pamięci i nie da się tego słowami dokładnie przekazać, nawet jeśli ktoś chciałby tego słuchać. Z drugiej strony nie możemy żyć bez innych i pragniemy komunikacji, szczerej rozmowy, zaufania. Jednak nigdy nie mówimy wszystkiego. Nie wszystko da się przekazać, a czasem coś chcemy zachować tylko dla siebie. Boimy się konsekwencji ujawnienia prawdy. Milczymy, żeby nie zranić. Żeby nie nudzić. Żeby być lubianym. Pomijamy milczeniem to, co mogłoby spowodować konflikty.

Jest w tej powieści jedna wielka tajemnica, która ciąży nad małżeństwem i rodziną Artiego i wiele większych i mniejszych powodów, dla których o czymś nie mówimy.

Melancholijna, psychologiczna proza Strout zawsze ostatecznie prowadzi do zaakceptowania mądrości, że życie jest jakie jest, ale warto je zaakceptować. Daje poczucie bezpieczeństwa, a nieśpieszny tok narracji uspokaja. Kilkakrotnie pisałam o jej książkach, wspominając też świetny serial Olive Kitteridge, żeby na koniec wyrazić sceptycyzm wobec tej twórczości. Może przyszła pora, żeby przyznać – i tak ją lubię. Z przyjemnością się w niej zanurzam, a dopiero potem przychodzi pora na wątpliwości. Tym razem nie będę o nich mówiła.

Dodam tylko, że jest to chyba pierwsza powieść tej autorki, w której pojawia się bieżąca polityka – lęk, a może nawet złość, związane z wyborem Trumpa. Ale o polityce też lepiej nie rozmawiać.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x