Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Na wojnie z anglicyzmami. Rosja się rusyfikuje

Od 1 marca tekst na szyldach, reklamach, w menu restauracji i w cennikach usług dla klientów musi być napisany po rosyjsku i cyrylicą. Brzmi zabawnie, ale dla Rosjan to już nie jest kolejna zwykła fanaberia władzy.

ObserwujObserwujesz
1
Cyrk

1

Minął już miesiąc, odkąd w Rosji obowiązuje nowe prawo, nazywane ustawą o szyldach albo ustawą o rusyfikacji. Według władz jest to zaś prawo o ochronie języka rosyjskiego, bo rosyjski w Rosji jest zagrożony ekspansją alfabetu łacińskiego i słów obcego pochodzenia, głównie anglicyzmów. 

Czytaj także Wojna będzie trwać, z Telegramem czy bez Paulina Siegień

Od 1 marca tekst na szyldach, reklamach, w menu restauracji i w cennikach usług dla klientów musi być napisany po rosyjsku i cyrylicą. Jeśli tekst jest w języku obcym, to powinien zostać powtórzony po rosyjsku, w dokładnym tłumaczeniu i przy zachowaniu identycznego rodzaju, koloru i rozmiaru czcionki.

W ustawie szczególną uwagę zwrócono na nazwy osiedli mieszkaniowych, których nazwy również powinny być formułowane wyłącznie w języku rosyjskim i w zapisie cyrylicznym. Z przestrzeni rosyjskich miast mają zniknąć nie tylko wyszukane nazwy knajp, kwiaciarni i sklepów, ale też wszystkie przezroczyste wstawki typu lunch, open, exit

Może i brzmi to wszystko zabawnie, ale rosyjskie firmy rzeczywiście chętnie korzystają z obcojęzycznych słów i nie stronią od zapisu łacinką. Tak jest bardziej światowo, znamy to przecież z własnego podwórka. Nowe prawo ma zadać ostateczny cios osiedlom Edelwajs czy Skaj Fort, West Park czy Repablik. 

Władze miały oczywiście na uwadze patriotyzm, ale i komfort klientów, którzy powinni mieć możliwość zapoznania się z ofertą bez konieczności skorzystania ze słownika czy znajomości języka obcego. Słowa obcego pochodzenia będą dopuszczalne, o ile znajdują się w słowniku wyrazów obcych Rosyjskiej Akademii Nauk. 

Od przepisów o rusyfikacji są wyjątki. Nie będą dotyczyły zarejestrowanym marek i znaków handlowych. Rosyjski marketplace Wildberries nie zmieni raczej nazwy na Dzikie Jagody. Nie będzie też Адидаса zamiast swojskiego Adidasa. 

Na razie na rosyjskich ulicach nie widać wielkiej językowej rewolucji. O wrażenia z działania nowej ustawy zapytał swoich followersów przewodniczący rosyjskiej dumy Wiaczesław Wołodin. 70 proc. użytkowników odpowiedziało, że nie dostrzega różnicy. 

Wołodin ankietę opublikował na swoim kanale w państwowym rosyjskim komunikatorze Max. Złośliwcy podkreślają, że od 1 marca patriotycznie wypada nazywać go Mach (rosyjska litera x to fonetyczne ch). W tym przypadku podmiana była łatwa, bo wszystkie trzy litery są identyczne w alfabecie łacińskich i cyrylicznym, ale co zrobić z literą Z, która stała się, chyba raczej przypadkowo, symbolem rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie – tego nie wie nikt. 

Nie jest jasne, kto ma egzekwować zapisy ustawy, w tym system kar dla opornych właścicieli. Czy powinien to być urząd skarbowy czy może jakaś specjalna nowa językowa policja? Dyskusje trwają. 

W oczekiwaniu na jej wyniki niektóre rosyjskie firmy postanowiły nie spieszyć się z wymianą, inne stwierdziły, że nie ma sensu zwlekać. Ale ich właściciele nie ukrywają irytacji, bo nowe przepisy wchodzą w życie mniej więcej w tym samym czasie, kiedy mały i średni biznes dostaje również podwyżkę podatków, obniżenie progu VAT-u i kiedy koniunktura na rynku sprawia, że i tak trudno utrzymać się na powierzchni. 

Czytaj także „Na co oni nas przygotowują?”. Moskwa reaguje na odcięcie internetu Paulina Siegień

Od początku roku rosyjskie portale rozpisują się o rekordowej liczbie zamykanych w największych miastach kawiarni, restauracji i sklepów. Do tego dochodzą ostatnie przeboje z internetem, nawet w Moskwie i Petersburgu, które utrudniają firmom prace i sprzedaż. A na początku kwietnia w Rosji dwukrotnie doszło do masowej awarii serwisów internetowych banków, w rezultacie Rosjanie byli na kilka godzin odcięci od swoich pieniędzy. Najprawdopodobniej było to związane z próbami blokowania serwisów VPN, z których Rosjanie powszechnie korzystają do obchodzenia cenzury w sieci. Bo banki dla zabezpieczenia połączeń i transakcji również używają protokołów VPN. 

Na tym tle wymiana szyldów to już nie jest kolejna zwykła fanaberia władzy, do której trzeba się po prostu dostosować, to kolejny, wcale niemały koszt, który pojawia się w kryzysowym momencie. „Dobijają biznes” – tak mniej więcej sytuację komentują blogerzy i sami przedsiębiorcy i zastanawiają się, co jeszcze zabierze im, albo czego zabroni Kreml. 

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
koztrt
2026-04-10 08:32

A wy nie mowicie „hbo” zamiast „ejczbio”?