„Wiemy, że stary porządek nie powróci. Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia to nie strategia, ale wierzymy, że z pęknięcia możemy zbudować coś większego, lepszego, silniejszego i sprawiedliwszego” – te słowa z przemówienia wygłoszonego przez premiera Kanady Marka Carneya w Davos od wtorku krążą po mediach tradycyjnych i społecznościowych na całym świecie.
Kanadyjski premier nie tylko powiedział to, co myśli wielu obserwatorów światowej polityki, ale też dał nadzieję, że słabsi wcale nie muszą ulegać kaprysom potęg. Jeśli nie będą trwały w strategicznym paraliżu, wspominając stare dobre czasy, to mają szansę, by w tej nowej rzeczywistości ocalić bliskie sobie wartości.
Jak konkretnie miałoby to wyglądać?
Chiński zwrot Ottawy
Dla zrozumienia „doktryny Carneya” istotna była wizyta kanadyjskiego premiera w Chinach. W ubiegły piątek Carney i Xi podpisali porozumienie handlowe, obniżające cła na chińskie samochody elektryczne oraz kanadyjski rzepak – za czym do końca roku ma pójść obniżka ceł na inne kanadyjskie produkty spożywcze.
Wizyta miała jednak nie tylko wymiar handlowy, ale też symboliczny. Ostatnio szef kanadyjskiego rządu odwiedził Chiny w 2017 roku. Później relacje obu krajów uległy znaczącemu pogorszeniu, głównie za sprawą zmian, jakie w polityce wobec Pekinu Kanada przyjęła pod naciskiem USA podczas pierwszej kadencji Trumpa.
W 2018 roku pod amerykańskim naciskiem Kanada aresztowała przebywającą w Vancouver Meng Wangzhou, dyrektor finansową i córkę prezesa Huawei. W odpowiedzi Chińczycy aresztowali dwóch przebywających na terytorium Chin obywateli Kanady. Już w czasie drugiej kadencji Trumpa Kanada obłożyła chińskie samochody elektryczne cłem w wysokości 100 proc., a stal i aluminium w wysokości 25 proc. oraz zamknęła kanadyjskie biura Tik Toka.
Wszystkie te działania nie uchroniły jednak Kanady przed chaotycznymi relacjami z południowym partnerem, w tym od ciągłej groźby wojny handlowej. W tej sytuacji Carney próbuje zmniejszyć zależność swojego kraju od amerykańskiej gospodarki. Jak podaje„Financial Times”, dziś USA są odbiorcą około 75 proc. eksportu Kanady, Carney chce zmniejszyć ten wskaźnik do 50 proc. Zwraca się więc handlowo ku Chinom, które dziś – jak podaje „The Gaurdian” – przyjmują tylko 4 proc. kanadyjskiego eksportu, ale mogłyby znacznie więcej, zwłaszcza przy korzystnych umowach handlowych.
By zyskać dostęp do chińskiego rynku, Carney otwiera kanadyjski rynek dla chińskich elektryków – co uderza w interesy amerykańskiego przemysłu samochodowego. Niewykluczone, że cenę za bzdury Trumpa o „51 stanie” zapłacą pracownicy fabryk Forda czy General Motors w Michigan, stanu, który w 2024 roku znów zagłosował na obecnego prezydenta.
„Zmienna geometria zaangażowania”
W Pekinie Carney nie tylko negocjował stawki ceł, ale mówił też o ludzkich i kulturowych więzach łączących oba państwa. Ponad 5 proc. obywateli Kanady ma chińskie pochodzenie, nowe reguły dotyczące przyznawania wiz mają ułatwić turystykę i wymianę kulturową. Te powiazania mają pomóc w „nowym partnerstwie strategicznym z Chinami”, które premier Kanady ogłosił w Pekinie, opierającym się na pięciu filarach: czystej energii, handlu produktami spożywczymi, przywiązaniu do multilateralizmu, bezpieczeństwie publicznym oraz więzach kulturowych.
Słowa o „strategicznym partnerstwie” z Chinami spotkały się z krytyką. Carneyowi zarzucano, że słusznie krytykując Trumpa i jego politykę wobec Kanady, jest ślepy na to, jak drapieżnym mocarstwem potrafią być Chiny. Jak ciężko nie byłoby Kanadzie z Trumpem, przewodniczący Xi nie jest wcale lepszą alternatywą – można streścić te głosy. Pytanie jednak, jak ma dokładnie wyglądać to partnerstwo.
Kanadyjscy analitycy przekonują, że niekoniecznie musi oznaczać podobnie głębokie zaangażowanie, jakie oznaczał do niedawna sojusz ze Stanami. Jak w swojej analizie chińskiej wizyty Carneya pisze na łamach portalu Policy Vina Nadjibulla: „strategiczne partnerstwo nie musi dziś koniecznie oznaczać wspólnych wartości czy wszechstronnej współpracy. Może za to funkcjonować jako pragmatyczna, oparta na interesach rama dla selektywnego zaangażowania, opartego o jasne granice i zasady”.
Dlatego, jak zwraca uwagę Nadjibulla, Carney nic nie mówił o partnerstwie w takich obszarach jak sztuczna inteligencja, zaawansowane technologie wojskowe czy współpraca wywiadowcza – gdzie chińskie i kanadyjskie interesy są odmienne. Spotykają się za to w obszarze handlu czy zielonych technologii, w których Kanada przestała móc liczyć na swojego południowego sąsiada.
Carney nazywa ten rodzaj uprawiania polityki „zmienną geometrią zaangażowania”. Jak mówił w Davos: „To budowanie koalicji, które działają w każdym aspekcie z partnerami, którzy mają wystarczająco dużo wspólnego, by działać wspólnie. W niektórych przypadkach będzie to dotyczyć zdecydowanej większości krajów. To tworzy gęstą sieć powiązań w handlu, inwestycjach i kulturze, z której możemy czerpać, by stawiać czoła przyszłym wyzwaniom i szansom”.
Siła i wartości
Czemu miałaby służyć taka „zmienna geometria zaangażowania”? Przede wszystkim ochronie interesów średniej wielkości państw w świecie opartym na o rywalizację wielkich mocarstw, w którym międzynarodowe instytucje czy wzajemne powiązania gospodarcze są instrumentalizowane i wykorzystywane przez potęgi jako narzędzie przymusu. Średniej wielkości państwa mają wybór: „albo działając wspólnie zasiąść do stołu albo znaleźć się na nim jako część menu”. Negocjując z hegemonem osobno, skazują się bowiem wyłącznie na konkurencję w uległości wobec niego.
Oznacza to konieczność współpracy także z państwami, które radykalnie nie podzielają zachodnich wartości. Ta współpraca staje się jednak czasem paradoksalnie konieczna dla obrony tych wartości. Jak Carney tłumaczył w Szwajcarii: „dywersyfikacja na arenie międzynarodowej nie jest wyłącznie roztropnością ekonomiczną; jest to materialny fundament uczciwej polityki zagranicznej, ponieważ kraje zyskują prawo do zajmowania stanowisk opartych na zasadach, zmniejszając swoją podatność na odwet”. Inaczej mówiąc: by wobec Trumpa móc zająć stanowisko oparte o wartości, kraj taki jak Kanada musi być mniej zależny od Stanów gospodarczo i robić interesy także z Chinami.
Carney wskazuje też, że logika rywalizacji wielkich mocarstw ostatecznie podzieli świat na kilka fortec. Ten nowy świat „będzie uboższy, bardziej kruchy i mniej zrównoważony”. Współpraca średniej wielkości państw może stworzyć siłę przeciwdziałającą tej logice, ratującą samą ideę świata opartego na współpracy – choć rozumianej znacznie mniej naiwnie niż była rozumiana jeszcze w ostatniej dekadzie. „Nie powinniśmy pozwolić, by wzrost twardej siły przesłonił nam fakt, że siła legitymacji, uczciwości i zasad pozostanie silna, jeśli zdecydujemy się ją wykorzystać wspólnie” – wzywał Carney w Szwajcarii.
Refleksje Carneya korespondują z tym, co prezydent Finlandii Alexander Stubb napisał w swoim artykule opublikowanym na łamach „Foreign Policy” w grudniu zeszłego roku – Carney powołał się zresztą w Davos na ten tekst. Stubb wychodzi z tej samej diagnozy, co premier Kanady: kończy się stary ład, jaki wyłonił się po końcu zimnej wojny, a to, co go zastąpi, będzie zależeć od takich aktorów jak Unia Europejska. Wizja Stubba jest bardziej przywiązana do międzynarodowych instytucji niż ta Carneya – wzywa on np. do szerokiej reformy ONZ, tak by w Radzie Bezpieczeństwa stale reprezentowane były wszystkie kontynenty i by istniała możliwość usunięcia z niej państw łamiących zasady Karty NZ, nawet jeśli są stałymi członkami. Jednocześnie „realizm oparty na wartościach”, do którego przyjęcia wzywa zachód Stubb, bliski jest wizji Carneya w diagnozie, że wartości kluczowych dla takich aktorów jak Kanada czy Unia Europejska nie da się obronić bez konkretnych zasobów, bez gospodarczej i militarnej siły oraz sieci pragmatycznych sojuszy.
Zarówno prezydent Finlandii, jak i premier Kanady szukają odpowiedzi, jak w świecie Trumpa, Putina i Xi można ocalić wartości i współpracę. Można dyskutować, jak służą temu konkretne rozwiązania przyjmowane przez Carneya, z resetem z Chinami na czele. Ale nie można odmówić kanadyjskiemu przywódcy, że trafnie diagnozuje problem, przed którym staje także Unia Europejska i tworzące ją państwa. W tym Polska, gdzie na razie przynajmniej połowa elity – ta z PiS i w Pałacu Prezydenckim – uznaje, że jeśli najmocniej zalicytuje w uległości wobec Trumpa, to Polska stanie się dzięki temu co najmniej regionalną potęgą.
























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.