Pocztówki z Iranu II: Lotniskowe rewolucje
Na lotnisku Imama Chomeiniego kłębił się wielobarwny, rzężący i spocony tłum. I w tym zamieszaniu ponownie ja i ponownie na rowerze.
Na lotnisku Imama Chomeiniego kłębił się wielobarwny, rzężący i spocony tłum. I w tym zamieszaniu ponownie ja i ponownie na rowerze.
A Najwyższy Przywódca? To ponury, sprytny tyran. A alkohol? Opium? Ależ oczywiście, Hooman Majda pisze z instrukcją co, gdzie i jak zdobyć, komu zapłacić i skąd przemycić.
„Artur, jesteśmy bezradni” – to jeden z oficjalnych maili, które dostał z ambasady Iranu w Warszawie Artur Orzech, próbując pojechać do Iranu.
Istnieje alternatywa dla tragicznego wyboru „albo Assad, albo kalifat”.
Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem oficjalnych negocjacji atomowych między USA a Iranem.
Jastrzębie w obu państwach wierzą, że żadne dyplomatyczne komunikaty strony przeciwnej nie są wiarygodne.
Samolot zbliża się do Teheranu i… następuje błyskawiczne narzucanie hidżabów.
W żadnym kraju nie widziałem tylu zabytkowych wierzei – tu spotkamy je w meczetach, na bazarach i w prywatnych domach.
Ze zdziwieniem wylądowałem w całkiem sporym kofi-necie, w którym łączność odbywała się zupełnie jawnie przez serwery proxy omijające filtry cenzury.
Haman spędził trzydzieści lat w Wielkiej Brytanii i był zadowolony z życia. Swoje ranczo urządził w stylu indyjsko-kolonialnym. Sam nosił się na biało, z siwą brodą i dumnie wypiętym brzuchem.