Mączyńska: Jak kapitalizm zjada naszą przyszłość
Co to jest syndrom 4B? Bogaci będą bogatsi, a biedni biedniejsi. Jak mu zaradzić? Oto lekcja Piketty’ego.
Światem rzadzą pieniądze, ale gospodarka nie jest po to, żeby nieliczni mogli się bogacić, ale żeby wszyscy mieli co jeść.
Co to jest syndrom 4B? Bogaci będą bogatsi, a biedni biedniejsi. Jak mu zaradzić? Oto lekcja Piketty’ego.
Pożytecznych idiotów, gotowych powtarzać w mediach: rząd ukradł mi moje pieniądze, te, które sobie w OFE uskładałem, wciąż łatwo jest znaleźć. I to wśród elity.
Praca to bez dwóch zdań największa porażka 25 lat polskiej transformacji. Jak to się mogło stać?
Jan Zielonka stawia jasną i bezlitosną diagnozę: w obecnej formie Unia Europejska nie przetrwa. Czy ma rację?
Czy wolny handel faktycznie wpływa na globalny wzrost gospodarczy? Oczywiście tak – tylko inaczej niż wyobrażali sobie klasycy, a do dziś wierzą niektórzy badacze mikroekonomii głównego nurtu. Globalny wzrost przekłada się na wzrost wymiany handlowej, w drugą stronę – już niekoniecznie. Dynamiczna ekspansja handlu obniża udział płac w PKB („wyścig w dół”) i zwiększa dochodowe nierówności; trwała nierównowaga w handlu międzynarodowym staję regułą, a nie wyjątkiem. To wszystko hamuje globalny wzrost gospodarczy – bez radykalnych zmian w gospodarce światowej nie uda się go przywrócić.
Elastyczność rynku pracy (stagnacja płac) szkodzi wzrostowi. Popyt wewnętrzny rośnie bowiem, kiedy płace wzrastają adekwatnie do produktywności pracy. Polityka dostosowywania płac do produktywności możliwa jest jednak wyłącznie na poziomie Unii Europejskiej jako całości – i to ona powinna zastąpić błędną politykę cięć.
Wpływ Miltona Friedmana na ekonomię był niebywały. Za część jego sukcesu odpowiadały co prawda siły polityczne czyniące neoliberalizm dominującą ideologią globalną; sam Friedman je jednak współtworzył i nimi kierował. Zawodowy triumf autora Wolnego wyboru to świadectwo słabości intelektualnych fundamentów ekonomicznej profesji, która gotowa była zaakceptować idee tak błędne konceptualnie i empirycznie. Jego sukces cofnął ekonomię do czasów przed-keynesowskich i wypchnął keynesizm ze świata akademickiego.
Frank nie podrożeje, więc panika, do której rękę przykłada dziś rząd Ewy Kopacz, jest zupełnie niepotrzebna.
Gdyby ktoś u nas powiedział o płacy minimalnej na poziomie 15 złotych, a nie dolarów, to zostałby uznany za oszołoma.
Czy ruch spółdzielczy w Polsce ma realną szansę odrodzić się i odmienić krajobraz społeczno-gospodarczy, czy jest jedynie hipsterską zabawą?