Minęły cztery lata, odkąd Rosja dokonała zmasowanego, otwartego ataku na Ukrainę – od 2014 roku na Kremlu obowiązywała narracja o lokalnym, donieckim powstaniu, w którym rosyjska armia nie bierze udziału. Wojna wchodzi w piąty rok. a na horyzoncie nie widać perspektywy jej zakończenia. Negocjacyjna (bo nie odważę się nazwać jej dyplomatyczną) ofensywa Trumpa zakończyła się klęską. Amerykańska administracja przez miniony rok dowiodła, że nie rozumie logiki tej wojny, której nie można sprowadzić do kwestii transakcyjnych.
W minionym roku, który mógł się wydawać rokiem zintensyfikowanych zabiegów o zawarcie porozumienia pokojowego, a przynajmniej o zawieszenie broni, liczba cywilnych ofiar rosyjskich ataków w Ukrainie wzrosła o jedną trzecią w porównaniu z rokiem poprzednim. W ubiegłym roku odnotowano 14 775 poszkodowanych w porównaniu z 11 765 w 2024 roku. Statystyki za rok 2025 wskazują na 2250 ofiar śmiertelnych (o 11 proc. więcej niż rok wcześniej) i 12 525 rannych – to o 28 proc. więcej niż w 2024 roku. Tak można podsumować wysiłków Trumpa w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Oraz w sprawie pokojowej Nagrody Nobla, którą próbuję wymusić na wszelkie dostępne sposoby.
Ukraińcy w kolejną smutną rocznicę wybuchu wielkiej wojny coraz wyraźniej mówią, że zaczyna ich uwierać kostium tych, którzy ogarnęli, którzy są odporni, którzy dają radę w najgorszych warunkach. Na przykład w wychłodzonym mieszkaniu bez prądu, ale za to z małymi dziećmi. O szkodach, które z czasem zaczęła wyrządzać narracja o ukraińskiej odporności, pisze w „Kyiv Independent” Elsa Court, obserwując życie ukraińskiej stolicy w czasie srogich mrozów i ciągłych rosyjskich ostrzałów, które setki tysięcy ludzi w mieście pozbawiły ogrzewania, wody i prądu.
„Po tym, jak w styczniu Rosja zniszczyła większość kluczowej infrastruktury energetycznej Kijowa, a temperatury spadły do -20 stopni Celsjusza, większość sklepów pozostała otwarta. Gdy nie ma prądu, właściciele kawiarni i restauracji uruchamiają generatory diesla, aby utrzymać działanie ekspresów do kawy i kuchni. Lekarze nadal operują, czasami w półmroku, a służby komunalne nadal odbierają śmieci. Jednak przyglądanie się tej sytuacji i chwalenie «odporności» Ukraińców przypomina postrzeganie kryzysu humanitarnego przez różowe okulary. […] Chwalenie ukraińskiej odporności jest jak stanie na brzegu i obserwowanie osoby walczącej z silnym prądem, by nie utonąć. Zamiast wysłać łódź ratunkową, aby ją uratować, chwali się ją za to, że jest takim świetnym pływakiem. Jeśli uznajemy, że dany naród jest odporny, zmniejszamy swój obowiązek podjęcia jakichkolwiek działań, aby mu pomóc”.
O tym, że Ukraińcy mają już dość narracji o odporności, mówią też rozmówczynie Macieja Piotrowskiego – pisarki, artystki i krytyczki, które pokazują ciemną stronę funkcjonowania ukraińskiej kultury w czasie wojny. Bo z jednej strony ukraińska kultura i sztuka dostały dzięki niej turbodoładowania, weszły na międzynarodowe salony jako pełnoprawne zjawisko, a nie jako ubogie krewne swoich rosyjskich odpowiedniczek. W kraju również nastąpił przełom, bo Ukraińcy zaczęli zdecydowanie przecinać nici łączące ich z Rosja, czyli przede wszystkim język, a razem z nim odrzucać rosyjską produkcję kulturalną. Zwrócili się ku ukraińskiej i ukraińskojęzycznej kulturze. Ale to nie powinno odciągać uwagi od faktu, że wojna dla twórców i twórczości to przede wszystkim destrukcja. Wojna to artyści, którzy zginęli na froncie albo w rosyjskich ostrzałach oraz ich dzieła, które nigdy nie powstaną.
Gdy w Kijowie kawiarnie i restauracje działają nawet w czasie zmasowanych ostrzałów, w Moskwie, do której dochodzą od czasu do czasu co najwyżej dalekie echa wojny w postaci ukraińskich dronów, knajpy zamykają się w skali nieobserwowanej od 2021 roku. Wtedy winę można były przypisać pandemii. Teraz spadek aktywności konsumpcyjnej, zwłaszcza w największych i najbogatszych rosyjskich miastach, traktowany jest przez ekonomistów jako dowód na coraz gorszą kondycję tamtejszej gospodarki. Gastronomia jako pierwsza nie wytrzymuje rosnącej presji – inflacja sprawia, że produkty są coraz droższe, wysokie stopy procentowe odcinają firmy od kredytowania, a od stycznia obowiązują wyższe podatki. O tym, że rosyjski mały i średni biznes będzie się masowo zamykać, by uprzedzić bankructwo, mówią już wprost media zależne od Kremla. Chociaż akurat one nie łączą tych problemów z wojną.
Za chwilę zamknięte moskiewskie kawiarnie mogą okazać się ostatnim problemem Rosjan. Kolejne źródła potwierdzają bowiem, że Kreml planuje pełną blokadę Telegrama od początku kwietnia, z ewentualnym wyłączeniem z niej terenów przyfrontowych. Jak już pisałam, komunikator Pawła Durowa to kluczowy element systemu łączności rosyjskich wojsk. Komentatorzy i wszelkie inne gadające głowy, zarówno antywojenni emigranci, jak i prowojenni Z-blogerzy, tłumaczą sobie ten ruch na dwa sposoby. Albo władze szukają sposobu na wstrzymanie działań wojennych, co tzw. środowiska patriotyczne odbiorą niewątpliwe jako zdradę, albo przygotowują się do mobilizacji. W obu przypadkach chodzi o wyciszenie krytyki i pozbawienie ludzi narzędzia komunikacji, która nie podlega kontroli służb państwowych.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.