Katastrofa humanitarna to najkrótsze określenie stanu, w jakim znaleźli się mieszkańcy wielu ukraińskich miast. Rosjanie nieustannie bombardują infrastrukturę energetyczną, pozbawiając ich dostępu do ciepła i elektryczności. Jednak Ukraińcy ciągle z optymizmem patrzą w przyszłość i nie zamierzają skapitulować.
Doniesienia z ukraińskich miast, zwłaszcza z Kijowa, są rzeczywiście dramatyczne. Nieustanne wyłączenia elektryczności i dostaw ciepła dotykające setek tysięcy osób przy mrozach sięgających minus 20 stopni Celsjusza to scenariusz dla katastrofy humanitarnej. Tyle że choć to prawdziwe informacje, to jednak dalece niepełne.
Trzeba je uzupełnić opisami pracy służb technicznych nieustannie przywracających system energetyczny do sprawności. To także opowieści o punktach niezłomności – miejscach organizowanych przez władze lokalne, organizacje społeczne, wojsko, gdzie można przyjść się ogrzać, naładować telefon i przetrwać najgorsze godziny. W końcu nie może zabraknąć też opowieści o tym, że Kijów i inne dotknięte kryzysem miasta działają, oferując mieszkańcom wszystkie usługi: transport publiczny jeździ, kawiarnie są otwarte, a do teatrów trudno kupić bilety, bo się tak szybko wyprzedają.
Nie ma też jednego obrazu – każde miasto radzi sobie inaczej. Chmielnicki niemal nie doświadcza wyłączeń, bo polega na rozproszonym systemie energetyczno-ciepłowniczym. Rosjanom nie starczyłoby dronów ani precyzji, żeby zniszczyć taką infrastrukturę. Podobną drogą przebudowy systemów energetycznych, by zwiększyć ich odporność, idą inne ośrodki. W przypadku wielkiego Kijowa to trudniejsze. Tak czy inaczej, wywoływany przez Rosjan kryzys jest jednocześnie impulsem do modernizacji systemu.
Wiara w przyszłość, chociaż bez USA
Kolejne badania socjologiczne i sondaże nastrojów pokazują, że rosyjskie nękanie przynosi odwrotny do zamierzonego efekt. Pod wpływem presji Ukraińcy zmuszeni są do szukania kreatywnych odpowiedzi na wyzwania, co wpływa na wzrost poczucia podmiotowości i sprawczości. Seria najnowszych, opublikowanych w styczniu raportów z badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii pokazuje zaskakujące wyniki.
Oto na pytanie, jak Ukraińcy wyobrażają sobie swój kraj za dziesięć lat, 64 proc. odpowiada, że Ukraina będzie kwitnącym państwem należącym do Unii Europejskiej. W ciągu kwartału wynik ten poprawił się o osiem pkt proc., a w stosunku do czerwca ubiegłego roku – aż o 21 pkt. Anton Hruszecki, dyrektor KMIS, wyjaśnia, że ten zdumiewający wzrost optymizmu jest m.in. efektem rosnącego wśród Ukraińców przekonania, że są w stanie prowadzić wojnę i stawiać skuteczny opór Rosji mimo radykalnego zmniejszenia zaangażowania w pomoc Stanów Zjednoczonych.
Ukraińcy nie mają obecnie wątpliwości, że głównym ich sojusznikiem jest Unia Europejska. I choć Wołodymyr Zełenski w przemówieniu w Davos zarzucał Unii i państwom europejskim brak zdecydowania, nie zmienia to najważniejszych faktów – to dzięki Unii Ukraina ma środki potrzebne do finansowania państwa i równoważenia budżetu. To z kolei przekłada się na postrzeganie UE także w wymiarze strategicznym – 59 proc. Ukraińców jest przekonanych, że Unia pomogłaby w razie ponownego ataku Rosji, gdyby do niego doszło w przyszłości po zawarciu rozejmu lub pokoju. I tylko 39 proc. żywi podobną wiarę w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych, a 40 proc. jest przekonanych, że USA pomocy nie udzielą.
Ciągle też dość jednoznaczne są ukraińskie oceny tzw. negocjacji pokojowych. Większość, bo 69 proc. badanych, nie wierzy, że doprowadzą do trwałego pokoju. Taki sam odsetek jest przekonanych, że stawką wojny jest przetrwanie państwa i narodu, a celem Rosji – likwidacja ukraińskiej tożsamości. Aż 28 proc. badanych jest przekonanych, że celem Rosjan jest fizyczna eksterminacja Ukraińców. Ponad połowa, 52 proc., nie ma wątpliwości, że nawet jeśli dojdzie do zawieszenia broni, Rosja znowu napadnie na Ukrainę.
Społeczeństwo ufa wojsku
Zaskakujące mogą też wydawać się wyniki odpowiedzi na pytanie o ocenę sytuacji na froncie. Wszak jednym z głównych tematów podnoszonych w debacie publicznej jest zjawisko unikania służby wojskowej, nasilające się przypadki dezercji i samowolnego opuszczenia oddziałów wojskowych. Mychajło Fiodorow, nowy minister obrony, stwierdził, że mowa nawet o 200 tys. takich przypadków, co jest liczbą olbrzymią – stan sił zbrojnych to ok. milion czynnych żołnierzy. Mimo to 77 proc. badanych jest przekonanych, że armia sobie radzi i jest w stanie stawiać skuteczny opór.
To przekonanie wynika z nieustannie wysokiego zaufania do wojska, które utrzymuje się na poziomie 94 proc. Politykom nie udało się przerzucić na wojsko odpowiedzialności za problemy z mobilizacją i dezercją, za to społeczna ocena struktur władzy politycznej jest jednoznaczna. Rządowi ufa tylko 23 proc. badanych, Radzie Najwyższej 12 proc. Z tego schematu wyłamuje się prezydent, któremu ufa 57 proc. badanych. W grudniu 2024 roku ocena była sporo gorsza, bo tylko 45 proc., ale Wołodymyrowi Zełenskiemu pomógł Donald Trump swoimi atakami. Po niesławnym spotkaniu w Białym Domu 28 lutego 2025 roku Zełenski znowu stał się symbolem jedności narodowej w czasie wojny.
Pod koniec roku z kolei w odbudowie zaufania pomogły decyzje w sprawie afery korupcyjnej, która sięgnęła najwyższych szczebli władz i najbliższego otoczenia prezydenta. Mimo wahania Zełenski zdecydował się na odsunięcie ze stanowiska szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka, który wydawał się nieusuwalny. Funkcję tę objął niezwykle popularny generał Kyryło Budanow, kierujący wcześniej Głównym Zarządem Wywiadu MON. Zełenski dokonał też roszad na stanowiskach rządowych, przesuwając Mychajła Fiodorowa z resortu cyfryzacji do ministerstwa obrony. Z kolei Denis Szmyhal pożegnał się z MON, żeby objąć resort energetyki.
Przy okazji stracił stanowisko Wasyl Maluk, szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Tu uzasadnienie decyzji prezydenta jest mniej jasne. Generała bronili dowódcy, w jego obronie występowało i wiele osób publicznych. Niektórzy komentatorzy zwracają jednak uwagę, że Maluk stracił po prostu zaufanie Zełenskiego. Zamiast bronić do końca systemu i Jermaka, w decydującym momencie stanął obok, decydując o neutralności SBU.
Zełenski nie zamierza jednak zrezygnować z kontroli nad najważniejszymi strukturami siłowymi. Wystarczy, że musiał zgodzić się na niezależność Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej.
Poza tym system ma działać, jak działał, pod pełną kuratelą Biura Prezydenta, w którym za kontrolę struktur siłowych odpowiada Oleh Tatarow, wiceszef Biura. Na swoich stanowiskach pozostali także prokurator generalny i szef Państwowego Biura Śledczego. Zełenski nie rezygnuje więc z kluczowych atrybutów sprawowania władzy. Ma świadomość, że kontekst polityczny się zmienia i lata wojny wykreowały nowych potencjalnych politycznych graczy: to przedstawiciele środowisk wojskowych i weteranów oraz liderzy społeczeństwa obywatelskiego. Wspomniany Budanow, Wałerij Załużny (były głównodowodzący Siłami Zbrojnymi, obecnie ambasador w Londynie), Serhij Prytuła, Taras Czmut. Umacniają się także z niezłymi notowaniami zaufania młodzi politycy związani z Zełenskim: Mychajło Fiodorow i premierka Julia Swyrydenko. Nie są w stanie zagrozić w walce o prezydenturę, ale na pewno mogą pokusić się o przywództwo w parlamentarnej polityce partyjnej.
Więcej niż deklaracje
To, że Ukraińcy są gotowi do kontynuowania wojny mimo rosnącego zmęczenia, nie jest zaskoczeniem. Przemiany społeczeństwa, jego konsolidacja, zdolność do utrzymywania spójności i solidarności, przy zachowaniu gotowości do stawiania oporu i odporności na sytuacje kryzysowe, są opisywane systematycznie w oparciu o badania społeczne. Na początku roku Instytut Socjologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy opublikował czwarte już podsumowanie Ukraińskie społeczeństwo w warunkach wojny, podsumowujące to, co w świetle badań wydarzyło się w minionym roku. To monumentalne opracowanie uzupełniają raporty bardziej szczegółowe, poświęcone różnym aspektom życia.
A tych, którzy nie ufają badaniom, mogę odesłać do informacji wynikających nie z odpowiedzi na pytania ankieterów, ale z „twardych” danych z rynku. Okazuje się więc, że poziom optymizmu biznesowego i konsumenckiego w Ukrainie wzrósł – w 2025 roku zarejestrowano 17 proc. nowych samochodów więcej niż w rok wcześniej. Budownictwo mieszkaniowe odnotowało wzrost o ponad 11 proc. Inflacja zmalała o osiem proc., a więc bardziej, niż oczekiwano, a rezerwy walutowe wzrosły do rekordowego poziomu 57 mld dol.
Oczywiście to tylko wybrane dane, nie wszystkie są równie dobre. Przedsiębiorcy narzekają na brak rąk do pracy; migracja netto w 2025 roku była mniejsza niż rok wcześniej, ale mimo to osiągnęła poziom 300 tys. osób. Zniszczenia infrastruktury energetycznej są faktem, a w warunkach ostrej zimy dają się szczególnie w znaki.
W sumie jednak Ukraina w przededniu czwartej rocznicy rosyjskiej inwazji pokazuje, że państwo działa nadzwyczaj sprawnie jak na skalę wyzwań. Podobnie dobrze w większości przypadków radzą sobie władze lokalne. Od miast takich jak Charków niejeden polski burmistrz i prezydent mógłby się uczyć sprawnego zarządzania. Działa też społeczeństwo, nie tylko przekonane o swojej podmiotowości, ale także zdolne do jej egzekwowania.
**
Artykuł ukazał się na blogu autora, Antymatrix. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.