Świat

Stokfiszewski: Egipt, niedokończona rewolucja

Obywatele Egiptu wciąż domagają się prawdziwej demokracji. W minioną niedzielę kraj po raz kolejny stał się areną gwałtownych protestów.

Demonstranci żądali odejścia ze stanowiska prezydenta Mohammeda Mursiego. Wywodzący się z islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego Mursi objął urząd w czerwcu 2012 r. w wyniku pierwszych demokratycznych wyborów. Odbyły się one po tym, jak na skutek arabskiej wiosny w Egipcie ze stanowiska ustąpił Hosni Mubarak, który rządził krajem przez poprzednie trzy dekady.

W czasie kampanii wyborczej Mursi przedstawiał się jako umiarkowany tradycjonalista. Krótko po objęciu urzędu prezydenta zmienił kurs i rozpoczął proces islamizacji Egiptu, dążąc jednocześnie do nadania głowie państwa szczególnych uprawnień. Gdy w listopadzie zeszłego roku wydał dekret o zawieszeniu konstytucji do czasu rozpisania nowej ustawy zasadniczej, obywatele znów wyszli na ulice.

Tym razem protestujący deklarują, że zostaną na placach egipskich miast, aż Mursi nie zrezygnuje ze stanowiska. Ahmed Maher, współzałożyciel młodzieżowej organizacji Ruch 6 Kwietnia, powiedział gazecie „Al-Ahram”: „Nasz przekaz jest jednoznaczny. Chcemy, by prezydent odszedł. Wszystkie siły opozycyjne przygotowane są na długotrwałe protesty, aż do skutku”.

Na dzień mobilizacji społecznej wyznaczono okrągłą rocznicę objęcia przez Mursiego urzędu. Kilka dni wcześniej zwolennicy prezydenta zaczęli organizować demonstracje poparcia dla niego, m.in. w Aleksandrii, Ad-Dakahlijji i Prowincji Wschodniej. W piątek przeszli przez Kair w marszu, który dotarł na plac Tahrir – to tam rozpoczęła się rewolucja w 2011 roku – a następnie zajęli teren otaczający meczet Rabia Al-Adawiyya, na którym pozostali do niedzieli.

W odpowiedzi na prorządowe marsze opozycja rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją do Najwyższej Rady Prawnej o usunięcie Mursiego ze stanowiska. Wedle inicjatorów akcji udało się ich zebrać ponad 20 mln. Zorganizowano również kilka kontrdemonstracji

W niedzielę wydarzenia gwałtownie przyspieszyły. Od rana na ulicach egipskich miast zaczęli gromadzić się demonstranci. W prowincji Al-Minufijja na północy kraju protestujący zablokowali autostradę łączącą Kair z Aleksandrią, w sąsiedniej Al-Gharbijji wejścia do rządowych budynków, na których zawiesili transparenty: „Zamknięte na rozkaz rewolucji”, a w Prowincji Wschodniej otoczyli rodzinny dom prezydenta Mursiego. 

W samym Kairze protesty błyskawicznie rozlały się na całe miasto. Setki tysięcy ludzi obległy plac Tahrir, zajęto także m.in. teren przed siedzibą głowy państwa. Mursi zmobilizował straż prezydencką oraz policję, nie zdecydował się jednak na stłumienie demonstracji. Mimo wciąż rosnącego napięcia późnym popołudniem rzecznik prasowy Mursiego ogłosił, że prezydent nie zamierza rozmawiać z opozycją.

Nie ustawała mobilizacja zwolenników głowy państwa. Policja aresztowała 26 uzbrojonych w noże, kaski i kamizelki kuloodporne islamistów. Wieczorem demonstranci rozpoczęli pochody w stronę siedzib Partii Wolności i Sprawiedliwość, politycznego ramienia Bractwa Muzułmańskiego, przed którymi z kolei gromadzili się członkowie tej organizacji, by bronić dostępu do budynków i chronić przebywających w nich zwolenników Mursiego.

Około dwudziestej do demonstrantów zaczęły docierać informacje o pierwszych śmiertelnych ofiarach zajść w północnej części kraju. Wkrótce potem na siedzibę Bractwa Muzułmańskiego w Kairze posypały się pierwsze koktajle Mołotowa. Budynek stanął w płomieniach. W wyniku starć między przeciwnikami i zwolennikami prezydenta śmierć poniosły dwie osoby.

Przez całą noc trwały walki, m.in. w Kairze, Mansurze, Damanhur, Aleksandrii, Mahalli, Suezie, Minji, Szarkijji oraz w Tancie. Śmierć poniosło 16 osób, a niemal 800 zostało rannych. Czterech ministrów podało się do dymisji w proteście przeciw nieudolności władz, armia zaś, która pozostała w koszarach, ogłosiła 48-godzinne ultimatum dla Mursiego, grożąc antyrządową interwencją, jeśli prezydent nie nawiąże dialogu z protestującymi. Demonstracje nie ustały również w poniedziałek, mimo że rzecznik prezydenta ogłosił chęć rozmów z opozycją.

Wydarzenia ostatniej niedzieli są sygnałem, że arabska wiosna w Egipcie wcale nie dobiegła końca. Reformom politycznym, które umożliwiły zmiany na najwyższych stanowiskach w państwie, nie towarzyszyły głębokie zmiany systemowe i społeczne, które byłyby dla Egipcjan satysfakcjonujące. Nie jest też prawdą, że arabskie rewolucje otworzyły drogę islamistycznej dominacji w regionie. Obywatele Egiptu wciąż domagają się prawdziwej demokracji – i nawet jeśli ich protest i tym razem nie odniesie skutku, wyjdą znowu na ulice.

Czytaj także:

Gilles Kepel: Arabska rewolucja przemalowana na zielono

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Igor Stokfiszewski
Igor Stokfiszewski
Krytyk literacki
Badacz, aktywista, dramaturg. Współpracował m.in. z Teatrem Łaźnia Nowa, Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards, Rimini Protokoll z artystami – Arturem Żmijewskim, Pawłem Althamerem i Jaśminą Wójcik. Był członkiem zespołu 7. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie (2012). Autor książek „Zwrot polityczny” (2009), „Prawo do kultury” (2018).
Zamknij