W centrum Moskwy nie ma internetu – ani mobilnego, ani stacjonarnego, a na Syberii służby weterynaryjne odwiedzają indywidualnych hodowców i usypiają ich stada krów. Pozornie między tymi dwoma sytuacjami nie ma związku, ale efekt jest taki, że zblazowana celebrytka Olga Buzowa nagrywa filmik, w którym zastanawia się, „na co oni nas przygotowują?” i wzywa społeczeństwo do bliżej nieokreślonego zrywu.
Mieszkanki i mieszkańcy Moskwy na razie się śmieją i nagrywają rolki, których częstym bohaterem jest wielka, składana papierowa mapa rosyjskiej stolicy albo pocztowy gołąb. Bo jak nie ma dostępu do map online, trzeba sobie radzić starymi metodami. Są też filmiki o tym, do czego można wykorzystać smartfon – np. do gry w ping ponga. I o tym, że nie trzeba już jechać daleko na cyfrowy detoks, wystarczy wsiąść w metro i pojechać na spacer do centrum Moskwy.
Ale jak to zwykle bywa, internetowe heheszki to sposób na rozładowanie napięcia, które jest zupełnie poważne. Brak internetu w centrum Moskwy, gdzie koncentruje się lwia część gospodarki miasta i kraju, to gigantyczne straty. Po tyłku dostaje mały i średni biznes, który świadczy usługi za pośrednictwem cyfrowych aplikacji, czyli wszelkiego rodzaju taksówki, kurierzy i dostawcy, knajpy, kwiaciarnie i sklepy. Nie działają płatności kartą, co zniechęca i tak topniejącą wraz ze śniegiem po zimie liczbę klientów. Masowe zamykanie się restauracji i kawiarni w ultrabogatej stolicy i innych dużych miastach szeroko dyskutowano w poprzednich tygodniach jako koronny dowód na pogłębiający się kryzys gospodarczy.
Moskwa offline, teorie się mnożą
Rosyjskie władze nie poczuwają się do tego, by wyczerpująco komunikować przyczyny i informować, czego mieszkańcy Moskwy mogą się spodziewać w najbliższym czasie, poza tym, że chodzi o bezpieczeństwo. Kwitną więc teorie i hipotezy, od tych najprostszych, że chodzi o potencjalne ataki ukraińskich dronów po najciekawszą: Iran.
Nagłe i totalne wygłuszenie internetu w samym centrum Moskwy, gdzie co jak co, ale skutki wojny miały nigdy się nie objawić, według tej teorii wynika z paranoi, która zapanowała na Kremlu po ataku USA na Iran.
Nie jest tajemnicą, że od dobrej dekady rosyjskie władze rozwijają system cyfrowej kontroli i inwigilacji obywateli, używając m.in. kamer w przestrzeni w publicznej w połączeniu z oprogramowaniem do rozpoznawania twarzy. Wśród oponentów Kremla nazywa się to cyfrowym Gułagiem. Ale taka cyfryzacja represyjnej polityki może wywołać niezamierzony skutek.
Izrael włamał się do podobnego systemu w Iranie i skutecznie wykorzystał pochodzące z niego informacje do ataków na irańskie kierownictwo. Na Kremlu miała więc zapaść decyzja, by natychmiast wyłączyć wszystko w centrum stolicy, by uniemożliwić podobną operację jakimś wrażym służbom, które mogą chcieć zabić Putina i jeszcze paru jego kolegów.
Eksterminacja w Nowosybirsku
W tym samym czasie na Syberii trwa eksterminacja pogłowia krów. Zaczęło się obwodzie nowosybirskim, gdzie służby weterynaryjne przyjeżdżały po prostu do hodowców i zaczynały usypiać bydło, a zabite krowy były następnie palone. Powoływano się na chorobę, której nazwy jednak nikt nie wymieniał.
Według hodowców ich krowy były zdrowe i żadnych oznak choroby nie wykazywały, zaczęły się więc protesty. Służby weterynaryjne zaczęły więc jeździć konwojowane przez policję. Proceder zaczął rozszerzać się na sąsiednie regiony, ale odpowiedzi o co chodzi wciąż nikt nie udzielał. W Nowosybirsku lokalne władze wspomniały o pasterelozie, ale epidemiolodzy zaczęli drapać się w głowę, bo to zakażenie bakteryjne można skutecznie leczyć antybiotykami i taka skala działań zaradczych nie jest w tym przypadku potrzebna.
W sieci pojawiły się filmiki, na których ludzie próbują w gabinetach lokalnych administracji dowiedzieć się czegokolwiek o sytuacji, dopytują, jaka to choroba, z którą podjęto tak radykalną walkę, a w odpowiedzi słyszą tylko, że „bardzo niebezpieczna”. Jednocześnie nikt nic nie wspomina ani o rekompensacie, ani o żadnych innych środkach bezpieczeństwa, np. wycofaniu wołowiny z rynku.
Jedna z pierwszych teorii jaka się rodzi jest taka, że trwa podział rynku żywnościowego i wielkie agroholdingi, takie jak Miratorg (rzekomo ma powiązania z Dmitrijem Miedwiediewem i jego rodziną) chce wyciąć indywidualnych hodowców. Pojawiły się więc wezwania, by zbojkotować produkcję Miratorgu, ale na logikę to trudno znaleźć tutaj powiązanie, bo firma operuje w centralnych regionach Rosji, kilka tysięcy kilometrów od hodowli, które są właśnie niszczone.
Rodzą się więc teorie większego kalibru: a co, jeśli z laboratorium uciekł jakiś niebezpieczny szczep bakterii, „labo wirus”? Bo tak się składa, że pod Nowosybirskiem siedzibę ma Wektor, czyli rosyjskie Państwowe Centrum Naukowe Wirusologii i Biotechnologii, co do którego panuje przekonanie, że od powstania w latach 70. pracuje nad bronią biologiczną.
W obronie hodowców krów wystąpili uczestnicy „specoperacji”, którzy w maskach nagrali filmik. Mówią, że pochodzą z obwodu nowosybirskiego i że to, co się dzieje, jest niesprawiedliwe. Oni bronią interesów Rosji na froncie, a co z interesami ich rodzin? Przecież ta syberyjska wioska to tył dla frontu, tam zbierają paczki dla żołnierzy, robią im na drutach skarpetki i po prostu się modlą. Jak można im odebrać krowy-karmicielki? Podobno wśród rosyjskich żołnierzy są tacy, którzy coraz częściej zadają pytanie: A może zamiast walczyć w Ukrainie, trzeba wracać do domu i tam robić porządek?
Zbieg okoliczności czy zwiastun przesilenia?
O to martwi się też król chamskiej propagandy Władimir Sołowjow, który w swoim telewizyjnym programie pytał retorycznie, do czego mają wracać weterani? Do jakiej gospodarki? Do zamkniętych restauracji, do nowo zbudowanych, ale pustych osiedli, gdzie ludzie nie kupują mieszkań, bo kredyty są za drogie? Czy podupadająca rosyjska gospodarka może im zaoferować pół miliona miejsc pracy z wynagrodzeniem na poziomie frontowego żołdu? Ten fragment programu widzieli jedynie widzowie na Dalekim Wschodzie, dzięki różnicy czasu, a więc i godzin emisji, zapobiegliwi telewizyjni cenzorzy mieli czas, żeby go wyciąć.
Jakby tego było mało, z miażdżącą krytyką wojny, Putina i całego systemu władzy w Rosji wystąpił jednej z jego najzagorzalszych apologetów, Ilja Riemiesło. Na drugi dzień po tym trudnym do wytłumaczenia wybryku znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. Rosjanie nigdy nie rozliczyli się ze stalinowskiego terroru, ani z późniejszych sowieckich represji. Ale nawet tam, gdzie panuje amnezja z wyboru, wszystkie te wydarzenia: wojna, cenzura, siłowe odbieranie bydła i tzw. karna psychiatria wywołują nerwowość.
Jeśli więc bez żadnego wytłumaczenia wyłączyli internet w Moskwie, otwarcie już blokują Telegram, jeśli bez powodu zabijają krowy, jeśli putinowcy nazywają Putina wojennym zbrodniarzem, to co czeka nas dalej? To pytanie wybrzmiewa już nie tylko u Buzowej, zadaje je sobie coraz więcej Rosjan. Wyłączą prąd? Zniknie żywność? O co tu chodzi? Co będzie? Może to to po prostu dziwny zbieg okoliczności. A może oznaka przesilenia. Sama jestem bardzo ciekawa.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.