Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Prima aprilis na Kremlu. Paszynian opowiedział Putinowi o demokracji

Być może to miała być putinowska wersja połajanki w gabinecie owalnym, bo spotkanie premiera Armenii i prezydenta Rosji odbywało się przed kamerami. Paszynian przyleciał do Moskwy na początku kwietnia, na parę tygodni przed wyborami parlamentarnymi, w których liczy na reelekcję.

ObserwujObserwujesz
Celnie!

3

W kontekście wyborów – choć Putin ich tak nie nazywa, mówi o „procesie wewnątrzpolitycznym” – prezydent Rosji upomniał się o obywatela RF, jednego z najbogatszych rosyjskich oligarchów, który w czerwcu 2025 roku przyjechał do Armenii z planami rozwinięcia w kraju swoich przodków działalności politycznej. Gdyby mu się udało, byłby kimś w rodzaju Bidziny Iwaniszwili i niewykluczone, że właśnie taki był plan na Kremlu. Po co wymyślać koło na nowo? Skoro udało się wymienić władzę na prorosyjską w Gruzji, to czemu miałoby się nie udać w pełnej rosyjskich sentymentów Armenii?

Czytaj także Reżim kontra dojne krowy Paulina Siegień, Wojciech Siegień

Jednak Karapetjan w Armenii trafił najpierw do więzienia, a pod koniec minionego roku do aresztu domowego. Zatrzymano go za wezwania do obalenia ustroju i pranie pieniędzy.

Putin w rozmowie z Paszynianem podkreślił, że są pewne siły prorosyjskie w Armenii i Rosja chciałaby, by brały one udział w „pracy wewnątrzpolitycznej”.

Paszynian na to dictum odpowiedział z nieoczekiwaną asertywnością. Zaczął od tego, że Armenia jest państwem demokratycznym, tak demokratycznym, że niektórzy obywatele sądzą, że tej demokracji jest za dużo. Że jest prawdziwy proces polityczny, a wybory odbywają się nawet dwa razy w roku, z uwzględnieniem wyborów lokalnych, a ludzie wybierają między przedstawicielami różnych partii politycznych. Dodał, jakby nigdy nic, że w Armenii nie ma listy zakazanych sieci społecznościowych i nie ma więźniów politycznych, a mając na myśli Karapetjana – który ma rosyjski paszport – podkreślił, że w procesach politycznych w Armenii mogą brać udział tylko jej obywatele. Na koniec wyraził nadzieję, że planowane na czerwiec wybory parlamentarne tylko wzmocnią armeńską demokrację.

Nagranie z tego spotkania stało się wiralem, a że miało to wszystko miejsce w prima aprilis, to naprawdę wyglądało jak wygnerowany przez AI żart z Putina. Kiedy Paszynian z właściwą sobie pocieszną manierą perorował na Kremlu o demokracji, Putin kręcił młynki palcami i uważnie przyglądał się podłodze. Premier Armenii nie skłamał. Kraj w 2025 roku zajął wysokie, 34. miejsce w indeksie wolności słowa przygotowywanym przez Reporterów bez Granic. Mimo że Paszynian ma wielu krytyków, którzy dostrzegają u niego transformację z demokraty w polityka uciekającego się do autorytarnych metod, to różne badania wskaźników demokratyzacji wciąż plasują Armenię w trendzie wzrostowym.

Przy okazji spotkania Putin i Paszynian wyjaśnili sobie kilka innych kwestii – jak armeńskie ambicje dołączenia do Unii Europejskiej, co wykluczy ją z Unii Eurazjatyckiej, w której jest dzisiaj, czy bezczynność Rosji i ODKB w obliczu ataku Azerbejdżanu na Górski Karabach.

Czytaj także Prawda ekranu. Po co wymyślać białoruskich szpiegów, skoro mamy prawdziwych? Paulina Siegień

Paszynian nie jest ulubieńcem Putina. Nigdy nie był, bo władzę wychodził sobie w ramach pokojowej ulicznej rewolucji. Poza tym lider Armenii zaczął dystansować się wobec Rosji po przegranej wojnie z Azerbejdżanem, w której Moskwa miała być gwarantem bezpieczeństwa karabaskich Ormian, a nie zrobiła dla nich zupełnie nic. Rosja nie stała się też tradycyjnym rozjemcą i mediatorem w tym konflikcie i po jego zakończeniu w buty te wszedł Donald Trump. Amerykańska administracja w ostatnich miesiącach wykazała się zaskakującym wręcz zaangażowaniem w normalizację relacji między zwaśnionymi kaukaskimi państwami, przy okazji projektując dla siebie parę intratnych inwestycji w regionie. Erywań i Baku w lutym odwiedził wiceprezydent J.D. Vance, ale to, czy Waszyngton okaże się wydolnym partnerem dla obu stolic, będzie zależało od rezultatów wojny w Iranie, który był zresztą jednym z najsolidniejszych partnersko sąsiadów Armenii.

Wojna na Bliskim Wschodzie uruchomiła nowe procesy i dlatego Paszynian – mimo wszystko – nie odżegnuje się od Rosji, starając się podtrzymać poprawne relacje. W Armenii usłyszałam, że sojusz rosyjsko-ormiański to rzecz święta, wręcz metafizyczna. Jednak oglądając nagranie ze spotkania Putina z Paszynianem nie odniosłam wrażenia, by w tej relacji były jeszcze jakieś tabu.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie