Na socjalach wiele osób polecało nowy niemiecki serial szpiegowski, wyprodukowany przez Netflixa. Skusiłam się, bo lubię niemieckie seriale, ale nie jestem pewna, czy lubię jeszcze seriale szpiegowskie. Zdemaskowani – bo taki tytuł nosi rzeczona produkcja – przypomina mi nasz rodzimy Przesmyk. Dużo emocji, mało sensu. A w tle Białoruś, choć główni antagoniści to jednak Rosjanie. Z jednej więc strony plusik dla twórców, bo kraj nazywa się w serialu „Belarus”, a nie żadna „Weissrussland”, z drugiej jednak ta Białoruś to jedynie odprysk działalności Rosji i jej elit. Podobnie więc jak w Przesmyku, serial z Białorusią w tle pozbawiony jest białoruskich postaci. W ogóle Białoruś jest ostatnio na serialowym topie. Białoruski wątek pojawił się także w serialu The Morning Show, gdzie odgrywa ona rolę niebezpiecznego, przemocowego kraju, w którym łatwo trafia się do więzienia. Tak łatwo, że jego bohaterka, grana przez Reese Witherspoon, nawet nie zdążyła się dobrze rozejrzeć po przylocie, a już była w celi.
Białorusinki i Białorusini wkurzają się na wszystkie te redukcje i przekłamania, ale tak po prawdzie to najczęściej komentują je z emigracji, na którą wygnała ich właśnie represyjna polityka Łukaszenki i łatwość, z jaką trafia się w rządzonej przez reżim Białorusi do więzienia.
Choć trzeba przyznać, że prawdziwe szpiegowskie intrygi dotyczące Białorusi są wiele ciekawsze niż seriale, które białoruskie wątki kulawo eksplorują. Znalazła się bowiem Anżalika Mielnikawa, zaginiona rok temu przewodnicząca rady koordynacyjnej, czyli białoruskiego protoparlamentu na emigracji. Jedna z mińskich siłowni opublikowała w minionym tygodniu zdjęcia, na których widać rozluźnioną i uśmiechniętą kobietę, która powiedzieć, że jest łudząco podobna do zaginionej polityczki, to nie powiedzieć nic.
Zdjęcia szybko zniknęły, ale jak to w necie, kasować można, a zrzuty ekranu będą żyć własnym życiem. Od razu zresztą zrodziło się przypuszczenie, że publikacja zdjęć Mielnikawej nie była pomyłką ani przypadkiem, a sygnałem, za którym lada dzień pójdzie np. obszerny wywiad z nią.
W międzyczasie dziennikarze „Naszej Niwy” dodzwonili się do ojca kobiety, który przyznał, że choć się z córką nie widuje, to wie, że ta od dawna jest w Białorusi. Emerytowana oficer kontrwywiadu ABW mjr dr Anna Grabowska-Siwiec w wywiadzie dla Biełsatu omawia aferę dotyczącą Mielnikowej i wyjaśnia, że rzekoma działaczka opozycyjna, a tak naprawdę„asset” białoruskich służb, najprawdopodobniej została wycofana z Polski, kiedy jej usługi nie były już potrzebne. Do czego dokładnie była potrzebna i jak wyglądała jej działalność – nie wiadomo. Można się domyślać, że zbierała informacje, być może sabotowała działalność opozycji. Na pewno wiadomo, że przed „zaginięciem” Mielnikawa wypłaciła z kont fundacji Belarus Liberty Foundation 150 tysięcy dolarów.
Tak się zatem kończy cała ta zagadkowa historia, której wyjaśnienie okazało się banalnie proste: KGB. Jestem jednak pewna, że utalentowany scenarzysta zrobiłby z niej niezły serial, na pewno lepszy od Przesmyku i Zdemaskowanych.
W tym serialu koniecznie powinien pojawić się wątek tajemniczej agencji nieruchomości Zakazane Państwo, która pośredniczy w zakupie domów w Białorusi, a swoją ofertę kieruje do polskich klientów. Drewniane domy przyciągają zainteresowanie śmieszną ceną, np. 1300 dolarów, i obietnicą cichego i spokojnego życia na peryferiach świata. Ktoś w komentarzach pod rolka na TikToku napisał nawet: „Jak na Podlasiu”. No cóż, mieszkam na Podlasiu, więc mogę potencjalnych klientów zapewnić, że nie ma żadnych magicznych końców świata, żadnych upanabogazapieców, żadnych wiejskich zakątków wyjętych spod działania historii. A już na pewno nie ma ich w Białorusi. Podlasie przekonało się o tym w 2021 roku i trwa w tym przekonaniu do dziś.
Białoruś zyskuje status ziemi obiecanej też po drugiej stronie granicy, od wschodu. Umęczeni blokadami internetu Rosjanie coraz częściej deklarują chęć przeprowadzki do sąsiedniego kraju. To niby sukces, bo gdy moskwianie mówią, że w Mińsku lepiej, to naprawdę świat się wali. Ale nawet jeśli rozważania większości Rosjan są jedynie wirtualne i teoretyczne, to Białorusini w sieci dają im do zrozumienia, że nie czekają z otwartymi ramionami. A jeśli ktoś naprawdę chce się do Białorusi przeprowadzić, to musi się dostosować do miejscowych praw zwyczajowych. Na jednej z list żądań wobec potencjalnych przybyszów, na które trafiłam w sieci, najbardziej podobało mi się to, by Rosjanie po przyjeździe do Białorusi mówili o co najmniej 25 proc. ciszej.
W środę świętowaliśmy wspólnie – pozwolę sobie tak napisać, skoro nawet Pałac Kultury i Nauki rozbłysnął na biało-czerwono-biało – Dzień Woli, czyli białoruskie święto niepodległości, upamiętniające powstanie w 1918 roku Białoruskiej Republiki Ludowej (БНР). Tego święta na razie nie świętuje się w Mińsku, ale jestem pewna, że to się wkrótce zmieni, a wtedy zmieni się też wizerunek Białorusi w serialowych produkcjach, gwarantuję.
Жыве Беларусь!


![Piotr Wójcik "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]"](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2022/12/plomienie_trumponomika-okladka-171x267.jpg)

![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)





Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.