Kraj

Metadon zamiast heroiny to nie darmowe ćpanie, tylko realna pomoc

Większość bliskich osób uzależnionych sądzi, że podawanie zamiennika narkotyku to darmowe ćpanie. Od stereotypu odchodzą, dopiero kiedy widzą, że terapia substytucyjna pomaga. Dla uzależnionych to najbardziej efektywna metoda w odchodzeniu od przyjmowania narkotyków.

Maciej rozpoczął leczenie na początku roku. Od tego czasu codziennie rano przychodzi do jednej z warszawskich poradni leczenia uzależnień, żeby dostać fiolkę z metadonem – substancją o właściwościach i działaniu podobnych do heroiny. A od tej mężczyzna jest uzależniony od około 30 lat.

– Pierwsza myśl po przebudzeniu to zawsze było: skąd wziąć pieniądze na działkę? I tak przez większość życia – mówi 50-latek. Maciej opowiada, że potrzeba przyjęcia narkotyku była tak silna, że jego zdobycie stało się najważniejszym punktem każdego dnia. W efekcie stracił pracę i dom, rozluźnił relacje z rodziną i znajomymi, by zdobyć pieniądze na działkę narkotyku, kradł.

– Na pięć lat trafiłem do więzienia. Przez trzy lata nie ćpałem, ale uzależnienie było tak silne, że jak wyszedłem, to pierwsze kroki skierowałem po heroinę – opowiada mężczyzna. Odkąd zapisał się na terapię metadonową, w końcu po przebudzeniu może myśleć o „normalnych rzeczach”.

Poradnia, do której przychodzi Maciej, jest jednym z 25 ośrodków w Polsce, które oferują terapię substytucyjną. Jak szacuje Krajowe Biuro do spraw Przeciwdziałania Narkomanii, w 2017 roku z ich usług korzystało 2,6 tysiąca osób. Jednym z takich miejsc jest Eleuteria, która znajduje się na obrzeżach warszawskiego Śródmieścia. Ośrodkiem kieruje dr Marek Wójcik, psychiatra, który od lat walczy o podmiotowe leczenie osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Walka zaczyna się już wśród bliskich tych osób.

– Z moich badań wynika, że na początku 85 proc. rodzin osób uzależnionych jest przeciwnych terapii i nazywa tę formę darmowym ćpaniem. Po pół roku proporcje się odwracają i większość ją uznaje i popiera – wyjaśnia dr Wójcik.

W Kanadzie brak politycznej woli, żeby rozprawić się z kryzysem opioidowym

Abstynencja się nie sprawdza

Kierownik śródmiejskiego ośrodka tłumaczy, że terapia substytucyjna jest skuteczną alternatywą dla leczenia abstynencyjnego. – To ostatnie rozpoczynało się tylko pod warunkiem natychmiastowego zerwania z przyjmowaniem substancji, co dla wielu pacjentów było nie do przejścia ze względu na skutki odstawienia. To tak, jakby powiedzieć cukrzykowi, że leczenie zacznie się, dopiero gdy sam ustabilizuje poziom glukozy, a wtedy lekarz pomoże go utrzymać – mówi dr Wójcik.

Skutki odstawienia to m.in. dotkliwe objawy fizyczne oraz silne parcie psychiczne na ponowne przyjęcie narkotyku, przez co wielu pacjentów wracało do przyjmowania substancji.

Aktywiści wspierają Centrum Redukcji Szkód na Pradze. Mieszkańcy są podzieleni

Jak silne jest to parcie psychiczne? – Nie wiem, czy jest coś trudniejszego do opisania niż głód. To jest nagła, bardzo silna depresja, której towarzyszy silna niechęć do wszystkiego – mówi Maciej. Sam nigdy nie spróbował leczenia abstynencyjnego, bo odstraszały go relacje innych uzależnionych, którzy nie wytrzymywali tej formy leczenia. Skala niepowodzenia tego podejścia oraz zagrożenia związane z dożylnym przyjmowaniem narkotyków i epidemią wirusa HIV doprowadziły do opracowania i popularyzacji leczenia zastępczego. – Niezbędnym warunkiem do jego rozpoczęcia jest zaprzestanie brania dożylnego, bo już to eliminuje ryzyko szeregu problemów: zakrzepów, ran, zakażeń chorobami – tłumaczy dr Wójcik. Ale zaznacza, że pięciostopniowe postępowanie w tzw. redukcji szkód można zacząć gdzie indziej. W pierwszym kroku osobie uzależnionej umożliwia się przyjmowanie substancji w specjalnym pokoju w asyście profesjonalisty. Z tego etapu w Polsce dostępna jest tylko wymiana sprzętu. Użytkownik dostaje też czyste igły i strzykawki. Dr Wójcik: – Pacjent ciągle przyjmuje dożylnie, ale nie robi już tego na ulicy, dzieląc się sprzętem z innymi użytkownikami. Dzięki temu eliminujemy wiele zagrożeń zdrowotnych. I zachęcamy pacjenta do podjęcia kroku drugiego.

Metadon uwalnia od głodu

A ten polega na eliminacji dożylnego przyjmowania heroiny. – Ciągle może ją przyjmować, ale tylko np. paląc. Odejście od wstrzykiwania jest warunkiem wejścia w program leczenia substytucyjnego. Na trzecim etapie pacjent w ogóle przestaje przyjmować heroinę. Pozostają mu tylko zamienniki w postaci metadonu lub buprenorfiny, które zaspokajają głód, ale nie powodują ani haju, ani niebezpiecznych efektów ubocznych – tłumaczy kierownik Eleuterii.

Zaznacza, że osoby są często uzależnione od kilku substancji psychoaktywnych, dlatego czwarty etap postępowania substytucyjnego polega na wyeliminowaniu także ich. Chodzi o to, by uniknąć sytuacji, w której człowiek w miejsce uzależnienia od heroiny rozwija równoległe od innej substancji, którą może być także alkohol.

W okienku ciągle można wymienić igły i strzykawki

Z wyjątkiem pokojów do przyjmowania substancji psychoaktywnych, wszystkie te stopnie realizowane są w ramach polskich programów leczniczych. Piąty natomiast jest na razie czysto hipotetyczny. – Polega on na tym, żeby zaleczonego pacjenta zwolnić z udziału w programie i przekierować go na okresowe przeglądy medyczne i wydawanie substytutów na receptę w ilościach wystarczających na trzy miesiące. Teraz maksimum to dwa tygodnie – tłumaczy Wójcik. I dodaje, że Ministerstwo Zdrowia planuje nową ścieżkę leczenia substytucyjnego poprzez częściowe wyprowadzenie substytucji z programów i zezwolenie szeregowi innych specjalistów w ambulatoryjnych placówkach leczniczych czy gabinetach prywatnych na posługiwanie się tym podejściem leczniczym. Ma to usprawnić dostępność do leczenia na terenie całego kraju.

W tym kierunku zmierza Maciej. – Metadon uwalnia od głodu i sprawia, że mogę normalnie żyć. Lek jest refundowany, więc nic za niego nie płacę. Nie mogę po nim prowadzić auta, ale przymierzam się, żeby w końcu znaleźć normalną, stałą pracę – opowiada mężczyzna. Dzięki terapii wraca też do zdrowia. – Moja normalna waga to 100 kilogramów. Kiedy zacząłem terapię, ważyłem 70, teraz jest już 80.

Jak długo może trwać terapia? – Do każdego podchodzimy indywidualnie. U jednych może to trwać kilka miesięcy, u innych idzie w lata – mówi dr Wójcik.

Maciej: – Gdybym dawniej wiedział o takim leczeniu, moje życie potoczyłoby się inaczej. Ale jestem pełen nadziei, bo mam już jak się ratować.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, publikował m.in. w „Dużym Formacie” i „Magazynie Świątecznym”.
Zamknij