Film

Nie tylko „Roma”

faworyta-emma-stone-krytyka-polityczna

Wśród nominowanych w tym roku do Oscarów filmów są trzy tytuły, które mają szansę za dwie, trzy dekady wciąż być oglądane jako ważne i żywe dzieła sztuki filmowej: obok „Romy” Alfonso Cuaróna są to „Faworyta” Yorgosa Lanthimosa i „Pierwszy reformowany” Paula Schradera.

Werdykty członków Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej nie zawsze zgadzają się z tymi krytyczek i historyków filmu. Niektóre oscarowe filmy szybko odchodzą w zapomnienie, tylko nieliczne stają się częścią kanonu. W tym roku – jeśli wierzyć przewidywaniom bukmacherów – werdykt akademików i krytyków będzie zgodny. Największe szanse na zwycięstwo w najważniejszej kategorii – najlepszy film roku – ma bowiem Roma. Film bez wątpienia wybitny, zdolny przetrwać próbę czasu i zająć stałe miejsce w historii kina.

„Roma” – intymna historia polityczna

Wśród nominowanych w tym roku filmów poza Romą są jeszcze dwa tytuły, które mają szansę za dwie, trzy dekady ciągle być oglądane jako ważne i żywe dzieła sztuki filmowej: Faworyta Yorgosa Lanthimosa oraz Pierwszy reformowany Paula Schradera.

Pastor na skraju nihilizmu

Ten drugi niestety załapał się tylko do dominacji w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny. W Polsce nie wszedł do kinowej dystrybucji, można obejrzeć go na platformie VOD Chili.

Film Paula Schradera jest tymczasem czymś niezwykle rzadkim we współczesnym kinie: przykładem dojrzałej sztuki chrześcijańskiej, która wychodząc od wywiedzionej z religii wrażliwości (nie tylko moralnej), jest w stanie przedstawić dylematy ważkie także dla osób kompletnie religijnie obojętnych.

Wiara i kino to od początku dwie wielkie pasje Schradera. Wychowywał się w ortodoksyjnie kalwińskiej rodzinie, pierwszy raz w kinie był dopiero jako nastolatek. Ukończył studia teologiczne i po nich zwrócił się ku filmoznawstwu. Jako świeżo upieczony absolwent tego kierunku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles napisał ważną książkę o „transcendentnym stylu w kinie”, analizującą podobieństwa polityki autorskiej trzech filmowców reprezentujących trzy różne tradycje duchowe – Roberta Bressona (katolicyzm), Carla Theodora Dreyera (protestantyzm) i Yasujiro Ozu (buddyzm). Wkrótce Schrader sam zaczyna pisać dla filmu, sławę zdobywa jako scenarzysta Taksówkarza Martina Scorsese.

W Pierwszym reformowanym łatwo znajdziemy odniesienia do Dziennika wiejskiego proboszcza Bressona, pojawiają się też cytaty z Tarkowskiego, można go czytać jako polemikę z Ofiarowaniem rosyjskiego twórcy. Główny bohater filmu, pastor Toller, pod wieloma względami przypomina Travisa Bickle z Taksówkarza. Tak jak on jest wrakiem człowieka. Nie potrafi znaleźć sobie miejsca w świecie, miota się i zmaga z poczuciem winy, którego nie jest w stanie unieść. Wieczorami zagłusza swoje problemy alkoholem – co tylko pogarsza jego problemy zdrowotne, które konsekwentnie ignoruje.

Toller służył wcześniej jako kapelan w armii, wszystko w jego życiu miało wtedy sens i swoje miejsce. Służba Bogu i armii była w rodzinie Tollerów tradycją, czymś, w co każde następne pokolenie wrastało, nie zadając zbędnych pytań. Zgodnie z tą tradycją Toller namówił swojego syna, by zaciągnął się do służby w Iraku. Chłopak zginął. Śmierć dziecka zniszczyła małżeństwo pastora. Duchowny został sam z przekonaniem, że wysłał swoje dziecko na pewną śmierć na wojnie, która – jak mówi – „nie miała żadnego moralnego uzasadnienia”. Dziś Toller sprawuje posługę w tytułowym „pierwszym reformowanym”, kościele wybudowanym jeszcze przed Deklaracją Niepodległości na północy stanu Nowy Jork. Do kościoła zaglądają nieliczni parafianie, służy raczej jako atrakcja turystyczna niż miejsce kultu.

Pewnego dnia pastora po nabożeństwie zaczepia młoda parafianka Mary (Amanda Seyfried). Prosi, by porozmawiał z jej mężem, Michaelem. Chłopak właśnie wyszedł z więzienia w Kanadzie, gdzie trafił za radykalny aktywizm – ktoś powiedziałby pewnie: terroryzm – ekologiczny. Michael wierzy, że czeka nas całkowita katastrofa ekologiczna. Namawia Mary do usunięcia ciąży, nie chce sprowadzać dziecka na świat, na którym za chwilę dosłownie, fizycznie nie da się żyć.


Michael wydaje się przeciwieństwem Tollera. Ma swoją Sprawę, której jest się gotów całkowicie poświęcić. Wierzy, że groźba katastrofy wymaga od nas największych poświęceń i usprawiedliwia najbardziej nawet radykalne działania. A jednocześnie oddanie Sprawie wydaje się prowadzić Michaela w to samo miejsce, w którym znajduje się Toller – do nihilistycznego odrzucenia świata.

Schrader nie tylko tworzy duszny, osaczający widza portret postaci miotającej się między miłością i nihilizmem, ale pokazuje także, jak radykalna miłość bliźniego, przywiązanie do Sprawy (czy to rozumianej w kategoriach chrześcijańskich, czy głębokiej ekologii) łatwo zmieniają się w swój nihilistyczny rewers. Wyjście z tego dylematu, jakie proponuje w finale, może się wydawać zbyt łatwe, naiwne, życzeniowe – ale mnie ono przekonuje, w tej naiwności jest jakaś szlachetna czystość.

Czas, by prawo zaczęło ścigać ekobójstwo

Widać ją też w formie filmu – oszczędnych, ascetycznych kadrach w klasycznym formacie, wyciszeniu panującym w każdej scenie, wygaszonych kolorach. Grający Tollera Ethan Hawke tworzy być może swoją najlepszą kreację w życiu, okazuje się genialnym medium dla reżyserskich intencji. Wielka szkoda, że Akademia nie zauważyła jego roli i nie nagrodziła jej choć nominacją.

W teatrzyku królowej

Faworyta przenosi nas w zupełnie inną wrażliwość, całkowicie odmienną od umęczonego chrześcijaństwa Schradera. Film Lanthimosa jest przede wszystkim tyleż okrutnym, ileż diabelnie zabawnym żartem.

Akcja rozgrywa się na angielskim dworze królowej Anny Stuart (1702–1714) – ostatniej władczyni z tej dynastii. O uwagę, pożądanie i miłość królowej, pozycję na dworze i władzę, na jaką się ona przekłada, rywalizują dwie dwórki – Sarah Churchill, księżna Marlborough, i jej młodsza kuzynka, Abigail. Sarah jest pierwszą damą partii wigów, jej mąż dowodzi brytyjskimi wojskami na kontynencie, zaangażowanymi w wojnę z Francją o sukcesję hiszpańską. Abigail nie ma początkowo nikogo na dworze, gdy prosi Sarah o jakąś posadę, ta wysyła ją do pracy w kuchni. Nieprzeciętnie inteligentna dziewczyna wkrada się jednak w łaski królowej i pnie się w górę w dworskiej hierarchii. Ściąga to na nią uwagę szukającej wpływu na królową partii torysów, która domaga się zmiany polityki i pokoju z Francją.


Faworyta nie jest jednak w żadnym wypadku klasycznym filmem kostiumowym o miłosnych i politycznych intrygach na dworze sprzed kilku wieków. Zresztą trudno się spodziewać, by nim była, biorąc pod uwagę, kto stoi za kamerą. Lanthimos zasłynął jako wyrazisty autor, twórca surrealistycznych filmów, z których każdy przedstawia świat rządzący się swoimi, opacznymi wobec tych powszechnie obowiązujących, regułami. W debiutanckim Kle był to dom mieszczańskiej rodziny wychowującej swoje dzieci w całkowitej izolacji od świata na zewnątrz. W Homarze świat, w którym samotne osoby wysyłane są do specjalnego zamkniętego ośrodka, gdzie w ciągu kilku tygodni muszą znaleźć dla siebie parę – jeśli im się nie uda, zostaną zmienieni w wybrane przez siebie zwierzę.

Dwór z początku XVIII wieku z Faworyty to kolejny taki świat. Operator Robbie Ryan podkreśla jego dziwność tym, jak go filmuje: kamera często zakrzywia obraz tak, że mamy wrażenie, jakbyśmy patrzyli przez dno butelki na zamknięty w niej jak model statku dziwny świat w miniaturce. Królowa zmienia go w przestrzeń panowania własnych idiosynkrazji. Jej komnaty wypełniają klatki z królikami – każdy symbolizuje utracone przez monarchinię dziecko. Dla zabicia czasu organizuje wyścigi homarów po pałacowych wnętrzach i podobnie wymyślne atrakcje. Nawet zwykłe dla epoki dworskie zabawy i rytuały Lanthimos filmuje w sposób wydobywający z nich cały surrealny potencjał.

Czarny, Żyd i policjant wchodzą na spotkanie Ku Klux Klanu

Grecki reżyser sporo pożycza z Barry’ego Lyndona Kubricka, a jeszcze więcej z Kontraktu rysownika Petera Greenawaya. Te zapożyczenia nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Lanthimosowi bardzo dobrze zrobiło zdystansowanie się od własnych autorskich obsesji i praca na cudzym scenariuszu. Faworyta jest jego najbardziej przystępnym filmem i po Kle najlepszym. Po raz pierwszy u tego reżysera czuje się, że inni twórcy dostali jakąś przestrzeń dla swojej pracy. Świetną robotę wykonała autorka kostiumów Sandy Powell. Pracując na skromnym jak na taką produkcję budżecie, stworzyła kostium, który nie tyle symuluje historyczną epokę, co kreuje ekranowy wizerunek postaci, działając wręcz jako dodatkowy narrator.

Wielkie kreacje tworzy też aktorskie trio – Olivia Colman (Anna), Rachel Weisz (Sarah) oraz Emma Stone (Abigail). Cała trójka zasługuje na wszystkie możliwe nagrody w tym sezonie. O aktorskich możliwościach Colman i Weisz nikogo przekonywać nie trzeba, Stone udowadnia tu raz na zawsze, że jest nie tylko młodą gwiazdą, ale przede wszystkim wybitną aktorką komiczną.

Ameryka po dwóch stronach snu

Jaka jest stawka tej dziwacznej, surrealnej komedii miłości, pożądania i władzy? Przyznam szczerze, że wizja Lanthimosa tak bardzo mnie filmowo bawi i wciąga, że nie czuję specjalnie, by musiała być o czymś. Jednak w filmie daje się dostrzec pewną ciekawą dla nas, widzów z XXI wieku, metaforę. Mamy bowiem dwie kobiety rywalizujące o pożądanie trzeciej – królowej, której ciało symbolizuje państwo. Za kobietami walczącymi o królową stoją dwie walczące o jej polityczną aprobatę arystokratyczne koterie. Jedna być może trochę bardziej postępowa, związana z miastem i mieszczaństwem, ale przy tym żyjąca z wyniszczającej kraj wojny. Druga optująca za pokojem, ale przekonana, że władza powinna należeć wyłącznie do tych, którzy drogą dziedziczenia weszli w posiadanie wielkiej własności ziemskiej. W tym równaniu nie ma miejsca na lud, cała polityka sprowadza się do tego, które skrzydło elit zawłaszczy dla siebie państwo – co w świecie przedstawionym filmu tłumaczy się na to, która z faworyt spędzi noc z królową.

Czy we współczesnym świecie my też nie mamy poczucia, że polityka staje się taką dworską grą, odizolowaną od realnych żywiołów społecznych? Że nie ma żadnej siły, żadnego podmiotu, który mógłby przerwać ten menuet? W świecie Faworyty nawet odmienna seksualność bohaterek nie jest siłą rewolucyjną. To pilnie strzeżona tajemnica, która zostaje idealnie zintegrowana przez dworski system władzy.

Czy we współczesnym świecie my też nie mamy poczucia, że polityka staje się taką dworską grą, odizolowaną od realnych żywiołów społecznych?

Kandydatką na rewolucjonistkę wydaje się Abigail. Urodziła się dobrze, ale fortuna jej rodu upadła, ojciec sprzedał ją za długi starszemu mężczyźnie. Na dwór przychodzi bez niczego. Kibicujemy instynktownie jej drodze w górę, zachwycamy się jej wykształconą w desperacji inteligencją i drapieżnym sprytem. Chcemy czytać jej historię jako opowieść o emancypacji – ale ostatecznie radość z jej finału pozostaje głęboko problematyczna.

W takich filmach jak Kieł czy Homar bohaterowie Lanthimosa znajdowali wyjście z opresyjnych, postawionych na głowie światów – choć zawsze płacąc za to cenę samookaleczenia. W Faworycie takiego momentu otwarcia, wyzwolenia nie ma. Rozkosznie amoralna, diabelnie śmieszna komedia zamyka się głęboko ponurą nutą, nadającą jej prawdziwą filmową wielkość.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.