Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

„Polska zawsze wierna”, ale bez wzajemności. Watykan wobec polskich powstań

Zawsze wierna katolicka Polska to kraj całkowicie oddany Rzymowi, o lojalność którego nikt za Spiżową Bramą nie zamierzał się martwić. Inaczej traktowano protestancko-katolickie Niemcy, od czasów kulturkampfu prowadzące nie zawsze przyjazną wobec papiestwa politykę.

Walka

Klerykalna prawica, dla której religia zawsze była niezwykle cennym orężem w walce politycznej, przekonuje nas o wyjątkowym traktowaniu naszego wiernego katolicyzmowi kraju przez Matkę Boską i całe zastępy świętych. Religijne portale powielają informację, jakoby na początku XVII wieku Maryja wyznała swe szczególne umiłowanie Królestwa Polskiego włoskiemu franciszkaninowi Bartłomiejowi Salutiusowi, co zapewne wpłynęło na jej decyzję o obwołaniu się królową naszej ojczyzny.

Środowiska katolickie, od wieków przekonujące o prawdziwości podobnych komunikatów, w istotny sposób kształtują religijne wyobrażenia wierzącej części polskiego społeczeństwa, budując w nim przekonanie o szczególnej przychylności niebios i ich ziemskich przedstawicieli, z papiestwem na czele. „Biały ojciec” jest dla pobożnych Polaków osobą z zupełnie innego, doskonalszego świata, a ujrzenie go na własne oczy jeszcze kilkadziesiąt lat temu było marzeniem – często nieosiągalnym – wielu katolików znad Wisły. Dlatego trudno się dziwić reakcji wierzących tłumów na wybór arcybiskupa Karola Wojtyły na papieża w październiku 1978 roku. Z dnia na dzień metropolita krakowski – ważny, ale nie wszystkim znany hierarcha – zaczął się jawić jako osoba o ponadnaturalnych zdolnościach, bezkresnych zasobach empatii i miłosierdzia oraz wyjątkowych religijno-duchowych możliwościach.

Czytaj także „Kościół katolicki takich ustaw nie uzna”. Bez poparcia biskupów nie da się rządzić Polską Robert Herzyk

Wyidealizowane, fideistyczne spojrzenie na świat zupełnie pomijało twarde realia ziemskiej polityki, w której od wieków brało udział papiestwo. XIX-wieczne erodowanie systemu monarchii absolutnych, w którym wyjątkowo dobrze czuła się rzymska teokracja, nakazywało jej zwierzchnikowi uparcie popierać te zachowawcze siły polityczne, które zapewniały klerowi trwanie i wpływ na coraz bardziej buntownicze masy. W tych bezlitosnych realiach wierni katolicy znad Wisły, niedysponujący środkami mogącymi zabezpieczyć papieskie oczekiwania, byli bezceremonialnie pomijani w kalkulacjach, co Stolicy Apostolskiej przychodziło o tyle łatwo, że z góry wykluczano jakikolwiek odruch religijnego buntu z ich strony.

Watykan i nakaz posłuszeństwa wobec zaborców

Powstanie lListopadowe z 1830 roku jako zryw zniewolonego katolickiego narodu przeciwko prawosławnemu despocie powinno bez mała spotkać się z wyniesieniem na ołtarze jego przywódców, tymczasem ówczesny papież Grzegorz XVI swoją ocenę naszej narodowej walki zawarł w encyklice Cum primum” z czerwca 1832 roku. Dokument uznał postawę Polaków za niedopuszczalny bunt przeciwko legalnej zaborczej władzy i kategorycznie nakazywał bezwzględne wobec niej posłuszeństwo. Ten jawnie antypolski dokument był tworzony przez biskupa Rzymu po kontaktach z carskimi dyplomatami – zaskakujące relacje były logiczną konsekwencją sojuszu kurii rzymskiej z różnowierczymi despotami na okoliczność walki z rodzącym się nowym, demokratyczno-liberalnym porządkiem. Jego pryncypialny charakter czynił nieistotnym wzgląd na patriotyczno-religijne uczucia wiernego katolicyzmowi narodu i wynikających z nich zasad moralnych.

Mimo tego konserwatywni działacze emigracyjni spod znaku Hotelu Lambert w dalszym ciągu na kolanach zabiegali u autora procarskiej encykliki, aby raczył w swych oficjalnych wystąpieniach nieco złagodzić krytykę tych bogobojnych Polaków, którzy wbrew papieskim interesom ośmielili się walczyć o odzyskanie swojego katolickiego państwa. Na marginesie dodajmy, że sprytna carska dyplomacja spodziewała się, kogo może przekonać głos Grzegorza XVI. Powielany za pośrednictwem biskupów w tysiącach polskich parafii miał zapewne niemały wpływ na postawę chłopskich mas, które – pamiętając los, jaki im przed rozbiorami zgotowała szlachecka ojczyzna – nie rwały się specjalnie do niepodległościowych bojów.

W świetle przywoływanych motywów rzymskiej polityki nie dziwi potępienie przez Piusa IX kolejnego polskiego wysiłku zbrojnego, jakim było powstanie styczniowe. Już 28 stycznia 1863 roku na audiencji udzielonej wysłannikowi emigracji Witoldowi Orpiszewskiemu powtórzył papieską ocenę polskiej walki niepodległościowej, odmawiając jej oficjalnego poparcia. Niewiele zmieniały późniejsze słowa biskupa Rzymu, biorące w obronę prześladowanych Polaków i katolików, bo jego stanowisko wobec powstania jako buntu przeciwko ustanowionej przez Boga legalnej władzy pozostało niezmienne, co mogło powstrzymywać wierzące masy przed podnoszeniem na nią ręki. Identyczną postawę wobec rewolucji 1905 roku przyjął Pius X, rugając w breve „Poloniae populus” oddających życie za ojczyznę młodych bojowców Piłsudskiego i nakazując tym, którym udało się uniknąć szubienicy, bezwzględne posłuszeństwo władzy carskiej.

Czytaj także „Młodzież nasza należy do rodziców, potem do Kościoła, a dopiero później do państwa”. Kościelna wizja oświaty w Polsce Robert Herzyk

Grzebiąc monarchie rozbiorowe pierwsza wojna światowa dodała nieco odwagi papiestwu wobec kwestii polskiej, co znalazło wyraz w radości Benedykta XV z faktu „zmartwychwstania” naszego państwa, objawionej w październiku 1918 roku. Stanowisko głowy Kościoła wyrażone w chwili, kiedy niepodległość zawsze wiernej katolickiej Polski stawała się oczywistym faktem, miało czysto symboliczne znaczenie.

Okres międzywojenny powinien zwiastować zmianę w papieskiej polityce – w końcu nasze państwo stało się pełnoprawnym członkiem nowego, międzynarodowego porządku. Niestety, religijne mrzonki dotyczące rekatolizacji dotkniętej ateistycznym terrorem bolszewickiej Rosji oraz próby wzmacniania katolicyzmu tam, gdzie jego dominacja nie była przesądzona, skazywały zawsze wierną Rzymowi Polskę na niezmiennie przedmiotowe traktowanie przez papieskich dyplomatów.

Stolica Apostolska wobec trzeciego powstania śląskiego

Nowe polityczne pryncypia Stolicy Apostolskiej, ukazane przy okazji plebiscytowej polsko- niemieckiej batalii o Górny Śląsk, zaskoczyły nawet naszą klerykalną prawicę, zmuszając ją do robienia przysłowiowej dobrej miny do złej gry. W marcu 1920 roku Benedykt XV powołał Achillesa Rattiego (przyszły papież Pius XI) na precedensowe stanowisko Naczelnego Komisarza dla obszarów plebiscytowych Górnego Śląska oraz Prus Wschodnich i Zachodnich, co oznaczało jawne polityczne zaangażowanie dostojników zza Spiżowej Bramy w przybierający coraz ostrzejsze formy terytorialny konflikt.

Postanowieniem Benedykta XV nowo utworzona funkcja podlegała religijnej jurysdykcji biskupa wrocławskiego Adolfa Bertrama, którego Polacy posądzali o wyjątkową stronniczość w tym jakże ważnym dla naszego kraju górnośląskim sporze.

Potwierdzeniem tej oceny było jego słynne przedplebiscytowe rozporządzenie z 21 listopada 1920 roku, w którym zakazał duchowieństwu jakiejkolwiek politycznej agitacji na terenie podległej sobie

diecezji bez wyraźnej zgody właściwego proboszcza. Zakaz ten dotyczył także księży i kleryków pochodzących spoza obszaru plebiscytowego.

Tak ważna polityczna decyzja nie mogła zapaść bez wiedzy i zgody kurii rzymskiej. Nawet polska prawica i episkopat katolicki musieli przyznać, że rozporządzenie biskupa Bertrama z uwagi na zdecydowaną przewagę niemieckich probostw na Górnym Śląsku (około 70 proc.) miało na celu wyeliminowanie polskich kapłanów z propagandowej walki plebiscytowej. Uniemożliwiały również podjęcie agitacji w duchu korzystnym dla naszego państwa przybyłym z głębi kraju księżom, którzy nie potrzebowali do tego zgody miejscowych niemieckich proboszczów.

Polskie protesty, grożące odwołaniem ze Stolicy Apostolskiej ambasadora Józefa Wieruszy- Kowalskiego, w grudniu 1920 roku doprowadziły do usunięcia Achillesa Rattiego i zastąpienia go prałatem Batptistą Ogno Serra. Nowy nominat papieski poprawił rozporządzenie biskupa Bertrama o tyle, że teraz nie miejscowy proboszcz, ale on jako naczelny komisarz mógł udzielać zgody duchowieństwu na włączenie się w wir plebiscytowej batalii. Jednak z uwagi na ogromną przewagę niemieckich parafii na spornym terytorium pozostawało to gestem bez większego znaczenia. Wynik nieznacznie przegranego głosowania w marcu 1921 roku można by było uznać za sukces państwa polskiego, gdyby nie próby wyjątkowo niekorzystnego dla niego podziału Górnego Śląska. Reakcją na te niepokojące zamierzenia był wybuch w maju 1921 roku trzeciego powstania śląskiego, jednego z najbardziej ofiarnych i patriotycznych zrywów w naszej historii.

Czytaj także Ksiądz Tischner zbudował grunt pod Balcerowicza Tomasz Żukowski

Papieski komisarz Batptista Ogno Serra na okoliczność toczonej walki nakazał odczytywanie z ambon przygotowanego przez siebie orędzia, w którym „uroczyście, w obliczu całego świata” potępił powstańców jako „burzycieli pokoju i porządku publicznego”. Szczególnie gwałtownie atakował angażujące się w konflikt polskie duchowieństwo, które „zapomniało o swej godności sług chrystusowych, na skutek czego siało nienawiść między braćmi i nie wstydziło się chwycić za broń dłonią namaszczoną świętym chryzmem”. Proniemiecka postawa kurii rzymskiej w górnośląskiej walce plebiscytowej nie wynikała oczywiście z niechęci do naszego kraju, ale z chłodnej dyplomatycznej kalkulacji. Zawsze wierna katolicka Polska to kraj całkowicie oddany Rzymowi, o lojalność którego nikt za Spiżową Bramą nie zamierzał się martwić. Inaczej traktowano protestancko-katolickie Niemcy, od czasów kulturkampfu prowadzące nie zawsze przyjazną wobec papiestwa politykę. Pozostawienie w ich granicach katolickiego Górnego Śląska, gdzie ogromne wpływy posiadała partia katolickiego „Centrum”, dawało nadzieję, że demokratyczna Republika Weimarska z należytą powagą odnosić się będzie do oczekiwań Stolicy Apostolskiej.

Kuria rzymska w próbach rekatolizacji bolszewickiej Rosji

Podobnie sprzeczny z interesami odrodzonej Polski charakter miały watykańskie fantasmagorie zmierzające do rekatolizacji bolszewickiej Rosji. Pod koniec lat 20. XX wieku Stolica Apostolska bez konsultacji z Warszawą wprowadzała na wschodnich terenach naszego państwa nowy obrządek katolicki, nazwany neosłowiańskim. Przyjmowali go przysyłani w misjonarskich celach łacińscy duchowni, dla których ta religijna konwersja miała być wstępem do wymarzonych od dawna celów. Kuria rzymska chciała bowiem wykorzystać dokonywaną przez bolszewików likwidację struktur cerkwi prawosławnej i wypełnić, jak się spodziewano, powstałą po niej religijną pustkę.

Zainicjowane na ziemiach polskich działania miały więc w dalszej perspektywie sięgać daleko na wschód. Bez konsultacji z polskim rządem zorganizowano dla nowego wyznania administrację apostolską, która kierowała kilkunastotysięczną armią księży, udających mówiących po rosyjsku

cerkiewnych popów i próbujących przeciągnąć na katolicką stronę zdezorientowanych wyznawców maltretowanego przez reżim sowiecki Kościoła prawosławnego. Rząd polski protestował przeciwko tym działaniom, uznając je za sprzeczne z zawartym w 1925 roku konkordatem i dodatkowo niszczące efekty polityki narodowościowej na Kresach. Nowy obrządek niósł bowiem ryzyko rusyfikacji żyjącej na nich prawosławnej ludności, która wcześniej nie identyfikowała się z państwem rosyjskim i jego kulturą. Bojaźliwym głosem Warszawy kuria rzymska niewiele się przejmowała, czemu dała wyraz, kanonizując w kwietniu 1938 roku siedemnastowiecznego jezuitę Andrzeja Bobolę, który ze swoim prozelityzmem katolickim [nawracaniem na swoją wiarę – przyp. red.] doskonale pasował do roli duchowego przewodnika wskrzeszanej po ponad 200 latach idei.

Mało realne, ale bardzo ambitne plany kurii pogrzebał ostatecznie wybuch drugiej wojny światowej i zmiana stalinowskiej polityki wobec prawosławnej cerkwi w Rosji.

Od Hitlera i Piusa XII po „najwybitniejszego Polaka w historii”

Hitlerowska napaść na katolicką Polskę i dokonywane na jej terytorium zbrodnie nie spotkały się z żadną stanowczą reakcją ówczesnego papieża Piusa XII, co prawicowi publicyści starali się tłumaczyć obawą o los wiernych żyjących pod nazistowską okupacją. Podobnie usprawiedliwiano nominacje dwóch niemieckich biskupów na administratorów apostolskich diecezji – pelplińskiej i gnieźnieńsko-poznańskiej – które wywołały zignorowany przez Watykan protest rządu emigracyjnego w Londynie. We wrześniu 1945 roku zdominowany przez komunistów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej wykorzystał owe nominacje, ewidentnie sprzeczne z treścią zawartego w 1925 roku konkordatu, jako wiarygodny pretekst do jego całkowitego zerwania.

Czytaj także Nadszedł czas na totalną wojnę lewicy z Kościołem Łukasz Łachecki

Powojenna polityka wyznaniowa władz komunistycznych w optyce Watykanu uczyniła z Polski państwo wrogie religii i Kościołowi. Laicyzowany odgórnie kraj zmieniał swój historyczny paradygmat Polonia semper Fidelis (Polska zawsze wierna), dlatego w tym miejscu zakończę ocenę polityki kurii rzymskiej wobec państwa, które zawsze było jej niezwykle przyjazne i oddane, o ile tylko zachowało suwerenność.

Nie ujmując niczego osobistym przymiotom Karola Wojtyły można się zastanowić, czy z historycznego punktu widzenia urząd, dzięki któremu przez aklamację okrzyknięto go

„najwybitniejszym Polakiem w historii”, spełniał wszystkie warunki do takiego wyniesienia. Pozostaje jeszcze aspekt religijny, a w nim przekonanie, że nad wyborem Namiestnika Chrystusowego czuwa Duch Święty, dlatego już sam ten fakt czynił rodzimego następcę świętego Piotra postacią, z którą w dziedzinie zasług dla państwa i narodu nikt nie mógł konkurować. Jeśli faktycznie Duch Święty czuwał też nad papieskim wyborem różnych koszmarnych postaci z czasów wczesnego średniowiecza i rzymskiej pornokracji, to już wówczas dla dobra religii i Kościoła powinien podać się on do dymisji bądź w trybie natychmiastowym zostać odwołany z funkcji.

**
Dr Robert Herzyk – historyk, doktor nauk społecznych, autor pracy doktorskiej na temat relacji lewicy niepodległościowej i Kościoła Rzymskokatolickiego w okresie międzywojennym, nauczyciel.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie