Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Reportaż z Nuuk: Grenlandia na froncie globalnych zmagań o wpływy

Spory o przyszłość największej wyspy świata niepokoją lokalną społeczność. Jednocześnie jednak zbliżają ich do siebie i konfrontują z mrocznymi rozdziałami skandynawskiej historii.

Dziennikarka
Muzeum Sztuki w Nuuk, Fot: Peter Løvstrøm
Walka

Jest czwartkowy wieczór w Nuuk, a wieść o rzekomym „porozumieniu ramowym”, które Trump miał uzgodnić z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, rozchodzi się po mieście lotem błyskawicy.

Z głośnika telefonu rozbrzmiewa przeciągłe „what the f***” a następnie urywa się wysokim tonem i przez chwilę wisi w powietrzu. Potem zapada cisza. Dwie 57-letnie kobiety, Nina i Najaaraq, patrzą na siebie ponad ekranem komórki. Nie mogą uwierzyć, że prezydent USA Donald Trump znów dokonał takiego zwrotu.

Aaja Chemnitz, jedna z dwojga grenlandzkich deputowanych do parlamentu w Kopenhadze, szybko prostuje sprawę w poście na Facebooku: „Nic o nas bez nas”. Powtarza hasło, które rząd Grenlandii niesie przed sobą niczym sztandar od czasu, gdy na początku 2024 r. Stany Zjednoczone opublikowały nową strategię bezpieczeństwa narodowego. Słowa te oznaczają, że mieszkańcy Grenlandii chcą być obecni przy stole rozmów, gdy zapadają decyzje dotyczące ich kraju, który nazywają Kalaallit Nunaat – „ziemią Kalaallitów”.

O domniemanym porozumieniu po raz kolejny dowiedzieli się najpierw z mediów. Nawet premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen nie wiedział nic o tych ustaleniach.

Upragniony spokój

Mieszkańcy Nuuk pragną jedynie, by wreszcie dano im święty spokój. Od ponad roku oczy świata zwrócone są na tę arktyczną wyspę i jej niespełna 57 tysięcy mieszkańców. „Medialna gorączka trwa już od kilku miesięcy” – opowiada sprzedawczyni w sklepie outdoorowym w centrum Nuuk: Na zaśnieżonej ulicy ekipa telewizyjna zaczepia przechodniów, prosząc ich o krótkie wypowiedzi. „Ale to, co widzieliśmy w ostatnich tygodniach, bije wszelkie rekordy” – dodaje.

Wszystkie największe media – od Al Jazeery po ZDF – przybyły do spokojnej stolicy Grenlandii, lecz mieszkańcy mają już wyraźnie dość mikrofonów i kamer. O ile na co dzień przechodnie zwykle uprzejmie kłaniają się albo uśmiechają się do siebie, wymieniając spojrzenia w lodowatym powietrzu, teraz spuszczają wzrok, gdy tylko pojawi się kamera lub aparat. W mediach społecznościowych krążą wytyczne dla zagranicznych dziennikarzy i dziennikarek, przypominające, że mieszkańcy Grenlandii to nie tylko temat do artykułu lub nagłówek, lecz ludzie bezpośrednio dotknięci groźbami Trumpa.

Partnerzy mile widziani

Emiia, 27 lat, jest nauczycielką języka grenlandzkiego w szkole podstawowej. „Uczę moich uczniów, aby nie rozmawiali z mediami, jeśli nie ma przy nich rodziców” – mówi. „W takim razie powinni głośno odmówić”. Dzieci wciąż zadają jej pytania o obecną sytuację, ale ona tylko na część z nich potrafi udzielić odpowiedzi. Nikt przecież nie wie, czego Donald Trump szuka w Grenlandii ani jak będzie się zachowywał w przyszłości.

Od 1951 r. Stany Zjednoczone mają praktycznie wolną rękę, jeśli chodzi o działania i instalacje wojskowe na tej strategicznie ważnej wyspie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by rząd w Waszyngtonie otwierał kolejne bazy wojskowe – choć same USA zamknęły wszystkie poza bazą Pittufik. Nikt też nie powstrzymuje Stanów Zjednoczonych przed wydobywaniem tutaj cennych surowców.

„Zawsze mówiliśmy, że partnerzy o podobnych wartościach są mile widziani w każdej chwili” – mówi Naaja H. Nathanielsen, grenlandzka minister zasobów naturalnych, w swoim biurze w Nuuk. Wydobycie musiałoby się jednak odbywać w zgodzie z lokalną społecznością i przynosić korzyści zarówno Grenlandczykom, jak i zagranicznym inwestorom.

Czytaj także Trump marzy o Grenlandii. Imperialne ambicje USA i uległość Europy Artur Troost

Już w 2021 r. grenlandzki parlament zablokował duży projekt w Kvanefjeld, na najbardziej wysuniętym na południe krańcu wyspy. Choć znajduje się tam trzecie co do wielkości znane złoże pierwiastków ziem rzadkich o bardzo wysokiej koncentracji rudy, nie wolno go eksploatować. Oprócz pierwiastków ziem rzadkich, w skale znajduje się również uran – to ósme co do wielkości złoże na świecie. Mieszkańcy obawiali się losu podobnego do tego, jaki spotkał Nawahów w amerykańskim stanie Arizona, gdzie wypadek w kopalni uranu doprowadził do masowego skażenia środowiska i katastrofalnych długofalowych skutków dla rdzennej ludności i jej ziemi.

Temat: zmiany środowiskowe

Jak podkreśla Nathanielsen, złoża w Grenlandii nie stanowią też żadnego „szybkiego rozwiązania” dla obecnego zapotrzebowania na pierwiastki ziem rzadkich. Jak twierdzi, samo uruchomienie kopalni zajmuje średnio 16 lat, głównie z powodu braku infrastruktury. Drogi istnieją niemal wyłącznie w większych miejscowościach. Dopiero latem otwarto pierwsze połączenie między dwiema osadami: od lipca można korzystać ze 170-kilometrowej nieutwardzonej trasy między Sisimiut a lotniskiem Kangerlussuaq, obsługującym stolicę. A do wydobycia surowców na większą skalę potrzebne byłyby także kolejne porty i lotniska.

Jakie skutki dla kruchego ekosystemu przyniesie wzmożona aktywność militarna wokół Grenlandii, nie potrafią dziś przewidzieć nawet eksperci. Pewne jest natomiast, że akwen zwany przez lokalną ludność Pikialasoruaq – północne wody między Kanadą a Grenlandią – wpływa na Prąd Zatokowy (Golfsztrom), a ten z kolei oddziałuje na cały świat. Faktem jest również, że rosnące temperatury powodują topnienie niezbędnej bariery lodowej na dalekiej północy. Dlatego Inuici po obu brzegach morza opowiadają się za utworzeniem morskiego obszaru chronionego. W świecie, w którym zrywane są porozumienia klimatyczne, będzie to bardzo trudne zadanie.

Zmiany środowiskowe są w Nuuk codziennym tematem rozmów, a wyraźnie cieplejsze zimy niepokoją mieszkańców. „Dawniej między listopadem a lutym” – mówi 57-letni Najaaraq – „zwykle panowały silne mrozy. To nienormalne, że w styczniu mamy temperatury powyżej zera”. W porcie, przed wypłynięciem na połów halibuta, dorsza i fok, rybacy również rozmawiają o cofającym się lodzie.

O ile mieszkańcy stolicy są jeszcze stosunkowo mało dotknięci tymi zmianami, o tyle ludzie z położonego na północy Ilulisaat opowiadają, że obszary, które dawniej całkowicie zamarzały i pozwalały na polowania z użyciem psich zaprzęgów, jesienią zamarzają później, a wiosną topnieją wcześniej – a lód może być niebezpiecznie cienki również w środku zimy. „Jeszcze w moim dzieciństwie pola lodowe były większe” – mówi Emilia, nauczycielka szkoły podstawowej, pochodząca z miasta znanego z gór lodowych.

Ponieważ prezydent USA Trump chętnie kwestionuje już zawarte umowy, mieszkańcy Grenlandii pozostają czujni. W tym tygodniu rząd opublikował broszurę z instrukcjami, jak przygotować się na sytuacje kryzysowe. Wkrótce na całej wyspie wyprzedano agregaty prądotwórcze i kanistry na wodę. Półki sklepów spożywczych również zaczęły świecić pustkami – i to nie tylko dlatego, że dostawy żywności docierają na wyspę zwykle tylko raz w tygodniu. (Wypadki morskie mogą opóźnić dostawy nawet o dwa tygodnie).

„Ludzie są zaniepokojeni” – mówi Arnakkuluk Jo Kleist, 41-letnia, pracująca na własny rachunek konsultantka biznesowa, która całe życie spędziła w Nuuk. Pijąc kawę w centrum kultury Katuaq, co chwila kłania się znajomym albo unosi dłoń na powitanie. Kleist zauważa również wśród mieszkańców „poczucie przytłoczenia”. Ludzie przygotowują plany awaryjne, a niektórzy naprawdę zastanawiają się, jak w razie potrzeby mogliby opuścić kraj, by ratować siebie i bliskich. „Zawsze myśleliśmy, że na naszej wielkiej wyspie jesteśmy daleko od reszty świata” – mówi Kleist. „A teraz globalna uwaga budzi tyle niepokoju”.

Czytaj także Jak się odwinąć Trumpowi? Europa ma sporo możliwości Piotr Wójcik

Aby przeciwdziałać poczuciu przygnębienia, Grenlandczycy starają się dodawać sobie nawzajem sił. Zdarza się, że polityków przytulają także osoby, które zwykle nie oddałyby na nich głosu. Kiedy minister spraw zagranicznych Vivian Motzfeldt wystąpiła w obronie praw Grenlandii na arenie międzynarodowej w Waszyngtonie i Brukseli, po powrocie powitało ją na lotnisku morze flag. „To trochę jak w sporcie” – mówi Kleist. „Kiedy gra reprezentacja narodowa, nie ma znaczenia, czy zawodnicy pochodzą z rywalizujących drużyn. Wszyscy reprezentują kraj”.

Ziemia Inuitów

Kraj, który w istocie należy do Inuitów, jest ściśle związany z Królestwem Danii. Choćby za sprawą duńskich pielęgniarzy, takich jak 33-letni Nikolai, który już po raz trzeci przyjechał na miesiąc do pracy w szpitalu w Nuuk z powodu braków kadrowych. Albo poprzez członków rodzin, którzy wyemigrowali do Europy, licząc na lepszą opiekę socjalną.

Historia relacji z Danią kryje też jednak w sobie wiele mrocznych rozdziałów. Najaaraq mieszkała w Danii w wieku dwudziestu i trzydziestu lat. „W sklepach nikt nie chciał mnie obsługiwać” – mówi. „W autobusie krzyczano na mnie, żebym wracała do domu”. Ale również w Grenlandii 57-latka nie zawsze była akceptowana. Mając duńskiego ojca nie nauczyła się w dzieciństwie języka swojej grenlandzkiej matki, bo w latach 70. także na wyspie dominował duński. Dla niektórych nie była więc pełnoprawną Grenlandką.

„Wiele pozostaje jeszcze do zrobienia” – mówi Kleist. Powołana ma zostać komisja, która zajmie się mrocznym dziedzictwem epoki kolonialnej, aby możliwe było przepracowanie międzypokoleniowej traumy Grenlandczyków. Presja wywierana przez Trumpa na Danię już wprawiła pewne procesy w ruch.

Przyszłość z Danią

W zeszłym roku duńska premier Mette Frederiksen ze łzami w oczach przeprosiła ofiary skandalu związanego z wkładkami domacicznymi. Doszło do niego w latach 60. i 70. XX wieku, kiedy Dania stosowała przymusową antykoncepcję, by ograniczyć przyrost ludności w swojej byłej kolonii. W przeciwnym razie, jak argumentował rząd, nie dałoby się utrzymać państwa opiekuńczego. W ramach tego programu lekarze założyli wkładki domaciczne ponad 4 tysiącom kobiet i dziewcząt, a wiele z nich w późniejszych latach nie mogło mieć dzieci. Dopiero niedawno Kopenhaga zgodziła się na wypłatę odszkodowań, choć mogła to zrobić już lata temu. „Można się zastanawiać, dlaczego wszystko to jest możliwe dopiero teraz i co się za tym kryje” – mówi Kleist.

Przekaz rządu Grenlandii w Nuuk jest jasny: jeśli trzeba będzie dokonać wyboru, Grenlandia chce pozostać przy Danii. „Ale to nie znaczy, że zapomnieliśmy” – podkreśla Kleist. Najpierw trzeba zapobiec próbie wrogiego przejęcia, a dopiero potem można rozmawiać o dalszej przyszłości z Danią – przyszłości, która z perspektywy Grenlandczyków może prowadzić także do niepodległości.

**
W ramach projektu Pulse do powstania tego reportażu przyczyniła się Emma Louise Stenholm z Føljeton, duńskiego partnera projektu.

Artykuł opublikowany w magazynie Der Standard. Tłumaczenie: Tomasz Jurewicz |Voxeurop.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie