Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Piekło to uniwersytet. Gdy fantasy zamienia się w wykład

„Katabaza” Rebecci Kuang

„Katabaza” Rebecci Kuang to pierwsza wydana w Polsce książka z listy „100 wartych uwagi lektur, które ukazały się w 2025 roku” magazynu „New York Times”, wyróżniona za odwagę, która zdaniem redakcji „zachwyca porażająco prawdziwymi bohaterami i wciągającym uniwersum”. Czy jest się czym zachwycać i jak nowa powieść wypada na tle dotychczasowej twórczości autorki?

Recenzja

Rebecca Kuang zaczęła pisać swoją pierwszą powieść w wieku 19 lat. Wojna Makowa, rozpoczynająca trylogię o tym samym tytule, to klasyczne fantasy oparte o motyw zero-to-hero, osadzone w XX-wiecznych Chinach, podczas drugiej wojny chińsko-japońskiej. Zgodnie z ogranym schematem główna bohaterka – Rin – jest sierotą wojenną wychowywaną przez zastępczych rodziców, dorastającą w świecie pełnym przemocy. Próbując wyrwać się z niedoli i uciec przed aranżowanym małżeństwem, nadludzkim wysiłkiem przygotowuje się do wyjątkowo trudnego egzaminu państwowego. Zajmuje pierwsze miejsce w swojej prowincji i trafia na elitarną akademię wojskową, gdzie podejmuje studia pod okiem ekscentrycznego mistrza. Ten, jak na mistrza w powieściach fantasy przystało, stawia przed nią absurdalne wyzwania: Rin przez cztery miesiące każdego dnia wstaje przed świtem i taszczy na plecach prosiaka na szczyt pobliskiej góry, żeby mógł napić się krystalicznie czystej wody z bijącego tam źródełka. A po przetrwaniu wszystkich prób odkrywa w sobie tajemne, magiczne moce i dołącza do walki dobra ze złem.

Babel, czyli o konieczności przemocy i Yellowface

Znacznie bardziej oryginalna była druga powieść Kuang – Babel, czyli o konieczności przemocy. Tym razem głównym bohaterem jest osierocony chłopiec, który trafia z Kantonu do Anglii, gdzie uczy się języków, żeby podjąć studia w elitarnym instytucie translatorystyki Uniwersytetu Oksfordzkiego, zwanym Babel. Elitarnym, bo w tym świecie język jest źródłem magii. Magia opiera się na sztabkach magicznego srebra, które uzyskują moc, gdy zapisane zostaną na nich ekwiwalenty danego słowa w różnych językach. A że żadne dwa języki nie są doskonale przekładalne i żadne słowa nie znaczą dokładnie tego samego, drobne różnice znaczenia, siły czy zabarwienia nadają sztabkom magicznych właściwości. Odpowiednio opisane srebro może więc służyć do leczenia, wspomagać produkcję żywności czy wspierać walkę militarną.

Czytaj także Fantastyka to nie tylko opium dla czytających. Można się też czegoś dowiedzieć [o powieściach Rebekki F. Kuang] Kinga Dunin

Akcja osadzona jest w czasie wojen opiumowych, kiedy Brytyjczycy ściągają srebro z całego świata, budując swoją imperialną potęgę, a główny bohater – początkowo zwany Robinem Swiftem – pomału rozeznaje się w arkanach polityki międzynarodowej i zaczyna rozumieć skutki imperializmu, kolonializmu i grabieży. Dołącza do grupy wyrzutków-terrorystów i angażuje się w walkę dywersyjną, na własnej skórze doświadczając tytułowej konieczności przemocy. I choć momentami akcja się dłuży, a książce można zarzucić nadmierną dydaktyczność, konstrukcja świata jest ciekawa, nieźle zrealizowana, a każdemu, kto ma serce po lewej stronie, miło jest czytać antyimperialną powieść, której osią fabuły staje się próba zorganizowania strajku generalnego.

Trzecia, znacznie skromniejsza powieść Kuang, to Yellowface. Tym razem osadzona we współczesnych Stanach i pozbawiona elementów fantastycznych, opowiada historię June Hayward – przeciętnej młodej pisarki, która jest świadkinią śmierci swojej koleżanki, bardziej utalentowanej i odnoszącej sukcesy. Pod wpływem impulsu kradnie rękopis jej kolejnej powieści i postanawia wydać go pod własnym nazwiskiem. Jak można się spodziewać, książka zostaje bestsellerem, a June pomału popada w paranoję, obawiając się, że prawda wyjdzie na jaw (ktoś wie!). Musi przygotować kolejną powieść i obawia się, że nie podoła oczekiwaniom. To najbardziej dynamiczna ze wszystkich książek Kuang, ukazująca sposób funkcjonowania amerykańskiej branży wydawniczej, rolę marketingu na tym rynku i to, jak autorzy są traktowani przez wydawców. A przy okazji – parabiograficzna konfrontacja z rzeczywistością medialną, hejtem i toksycznością mediów społecznościowych.

Magia paradoksów i nuda w piekle. Niedopracowane uniwersum

Najnowsza powieść – Katabaza – wydana przez Fabrykę Słów we wrześniu ubiegłego roku, pod wieloma względami przypomina wcześniejszy Babel. Tym razem akcja osadzona została na Uniwersytecie w Cambridge w latach 80. XX wieku. Główną bohaterką jest Alice Law – pracowita i utalentowana adeptka magii analitycznej, którą poznajemy, gdy postanawia wybrać się na wyprawę do piekła, żeby wyciągnąć stamtąd swojego promotora, Jacoba Grimesa. Nieoczekiwanie dołącza do niej Peter Murdoch – również podopieczny Grimesa, cudowne dziecko swojej dyscypliny, inteligentny, najzdolniejszy na uczelni i zdobywający wszystkie nagrody.

W tym świecie za magią nie stoją już srebrne sztabki, a logiczne paradoksy. Magia analityczna to paralela filozofii analitycznej – anglosaskiego odłamu XX-wiecznej myśli filozoficznej, skupionego na precyzyjnej, formalnej analizie logicznej i językowej problemów filozoficznych. Źródłem czarodziejskich mocy są zaś sprzeczności. Bohaterowie powieści rysują pentagramy, wpisują w nie paradoksy logiczne i dzięki temu uzyskują magiczne efekty. Sześćset stron powieści przetykane jest krótkimi wykładami o twierdzeniu Gödla, prawie niesprzeczności czy prawie wyłączonego środka, a Alice Law podczas przeżywania swoich przygód w piekle wyjaśnia nam paradoksy Zenona z Elei, Russella, paradoks skazańca czy historię osła Buridana.

Pierwszy poważny problem tej powieści polega na tym, że całe magiczne uniwersum jest niedopracowane. Kuang wpada w pułapkę typową dla gatunku fantasy – tworząc świat, którego istotnym elementem jest magia, każdy autor musi sensownie wyznaczyć sposób jej działania, ramy i ograniczenia. W przeciwnym wypadku czytelnika na każdym kroku będzie nurtować pytanie: „a dlaczego nie mogli zrobić tego w ten sposób, skoro mają magiczne moce?”

Kuang zdaje się w ogóle nie dostrzegać tego problemu – wiemy tyle, że im bardziej złożony i trudniejszy do wyjaśnienia paradoks wpisze się w pentagram, tym większy efekt będzie miała magia na nim oparta, a kto daną logiczną sztuczkę zna, ten jest w stanie odeprzeć jej moc. Ale co właściwie można załatwić magią, a czego nie – dowiemy się dopiero, kiedy bohaterowie wpadną w tarapaty, z których nie będą w stanie wydostać się taką czy inną magiczną sztuczką.

Problem ten wykracza daleko poza samą konstrukcyjną warstwę świata magicznego. Wiemy też zresztą, że nie jest on decydujący dla popularności i odbioru książek, czego najlepszym dowodem jest gigantyczny sukces Harry’ego Pottera, w którym każda kolejna magiczna sztuczka, o której istnieniu dowiadujemy się w późniejszych tomach, pozwoliłaby momentalnie rozwiązać problemy, nad którymi bohaterowie głowią się przez setki stron tomów poprzednich. Kuang od Harry’ego Pottera różni jednak sprawność konstruowania fabuły – podróż Alice Law i Petera Murdocha przez piekło jest zwyczajnie nudna. Między innymi dlatego, że piekło – utkane z odniesień do Dantego czy T. S. Eliota – nie rządzi się żadnymi sensownymi regułami. Bohaterowie napotkają całkowicie przypadkowe przeszkody, z opałów ratują ich pojawiające się znikąd postacie, o których wcześniej nie słyszeliśmy, a głównym bohaterem ich podróży jest tak naprawdę deus ex machina. Od pewnego momentu Katabazę czyta się tak, jak ogląda się mierny film akcji – wiemy, że bohater zaraz wpadnie w opały, z których nie da się wydostać i wiemy, że cudownym zbiegiem okoliczności się z nich wydostanie.

Czytaj także Kiedy autorka jest trupem w swojej powieści Kinga Dunin

Tłem dla podróży przez piekło są retrospekcje z życia akademickiego Alice i Petera. „Piekło to Uniwersytet” – mówi Peter po przejściu do świata umarłych i właśnie feudalizm i seksizm akademii są głównymi tematami ich wspomnień z Uniwersytetu w Cambridge. Problem polega jednak na tym, że im dłużej podróżujemy z bohaterami, tym trudniej poczuć do nich choć cień sympatii. Od samego początku czytelnik wie, że profesor Grimes, którego ratować pragnie Alice Law i Peter Murdoch, to niezrównoważony psychopata, który nadużywa władzy, jaką daje mu instytucja, do budowania swojej własnej pozycji i kariery akademickiej.

Jak w swoich wspomnieniach przytacza Alice: „Trzeba było umieć czytać jego nastroje. Trzeba było się przymilać, kiedy zaczynał się wyżywać, korzyć się, gdy domagał się przeprosin. Nie było to wcale takie trudne, wystarczyło poświęcić własną godność […] Alice jednak miała wprawę w prowadzeniu rozmów z zagniewanymi facetami. Doskonaliła tę sztukę przez lata radzenia sobie z profesorem Grimesem, przy którym, kiedy wpadał w kiepski nastrój, zawsze była zmuszona stąpać po kruchym lodzie. Wielu doktorantów trafiało na jego czarną listę za to, że powiedzieli coś nie tak w nieodpowiednim momencie. Lecz ona była niczym świetnie nastrojony odbiornik, instynktownie wiedziała, kiedy mu odmówić, kiedy się przymilić i kiedy zejść mu z oczu. W relacjach z wściekłymi, nadąsanymi mężczyznami kluczowa była umiejętność utrzymania własnej pozycji. Nie wolno się było buntować – nie, za to można dostać po twarzy. Nie należało też jednak uciekać się do samobiczowania. Zachowując się jak osoba, której należy się chłosta, potwierdzało się jedynie w ich oczach, że tak jest naprawdę. Pod żadnym pozorem nie wolno było się płaszczyć”.

Od powieści do wykładu – ideologiczna ciężkość Katabazy

Taki poziom subtelności oferuje nam Katabaza. Gdy poznana przez bohaterów w piekle Elspeth wprost nazywa przemocowe zachowania i wytyka akademickie patologie, Alice Law dochodzi do wniosku, że na szczęście jest od niej twardsza, silniejsza i bardziej jej zależy, więc jest w stanie przetrwać wszelkie trudności. A to dlatego, że: „Jedynie uniwersytet był czegoś wart. Była szczęściarą. Znalazła powołanie, które unieważniło wszystko inne, a każde zajęcie, które sprawiało, że człowiek zapominał o jedzeniu, piciu, śnie i utrzymywaniu podstawowych relacji międzyludzkich, każde, które budziło tak nieludzką radość – warte było całkowitego, bezgranicznego oddania. […] To było jej miejsce na świecie. Tutaj mogła powiedzieć wszystko. Mogła szczerze mówić o tym, gdzie błądzi jej umysł, i nikt nie spojrzałby na nią jak na wariatkę. Odkąd sięgała pamięcią, przedzierała się przez świat kontaktów towarzyskich niczym jedyny w całym przedstawieniu aktor, który zapomniał przeczytać scenariusza. Była tą dziwną, tą pokręconą, tą, z którą nikt nie chciał siedzieć w ławce. Tutaj jednak pokręceni byli wszyscy. I nikogo tu nie spotykała kara za to, że za wiele chce lub za dużo myśli”.

Oboje bohaterów psychologicznie przypomina narcystycznych nastolatków, którzy czują się mądrzejsi od wszystkich wokół, trafiają do hierarchicznej instytucji, w której zadurzają się w geniuszu tego czy innego profesora i dają sobą pomiatać w imię wyimaginowanej wyjątkowości i wyróżnienia, które im się przydarzyło. Jeżeli Babel krytykowano za dydaktyczność, to Katabaza jest kazaniem wygłaszanym z ambony. Po kilkudziesięciu opisach przemocowych praktyk Grimesa, upokorzeń i krzywd, jakich doznawali z jego strony studenci, gdzieś około pięćsetnej strony dowiadujemy się, że zarówno Alice, jak i Peter tak naprawdę od samego początku pałają do niego wyłącznie nienawiścią, a do piekła zeszli w zupełnie innych celach niż ratowanie swojego promotora.

Katabaza to mierna powieść spleciona z wykładem wprowadzającym w podstawy feminizmu i krytyki feudalizmu w akademii. Dobrze, że wydana przez Fabrykę Słów, która przez dekady publikowała głęboko konserwatywne powieści o awanturniczych szlachcicach, rycerzach czy inkwizytorach rąbiących mieczem – bo prawdopodobnie dzięki temu trafi do grupy, której najbardziej się przyda. Wszystkim innym polecam raczej sięgnąć po którąś z poprzednich książek autorki.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie