UE

Razem: Unia Europejska nie może po prostu trwać

Europa, jeśli nie zostanie zreformowana w duchu solidarności, będzie musiała się rozpaść – o UE opowiadają Maciej Konieczny i Kinga Stańczuk z Razem.

Jakub Majmurek: Po zwycięstwie Donalda Tuska w głosowaniu na szefa Rady Europejskiej w tzw. Polsce liberalnej strzeliły korki od szampana. Razem też świętowało?

maciej-konieczny
Maciej Konieczny. Fot. Partia Razem.

Maciej Konieczny: Głosowanie w Brukseli było całkowitą kompromitacją polityki zagranicznej PiS – nie ma więc czego świętować. Dziś w Europie rozstrzygają się fundamentalne sprawy: jak będzie wyglądała Unia, ile w niej będzie integracji, kto będzie w niej uczestniczył. Polska ma w związku z tymi zmianami najwięcej do stracenia. Jeśli Unia się rozpadnie, ale też jeśli pozostaniemy poza głównym nurtem integracji, to będziemy zupełnie bezradni wobec globalnych sił, wobec świata zewnętrznego, ale też wobec polskich problemów wewnętrznych.

Nie ma się więc co cieszyć, że PiS przegrał w Brukseli. Już wcześniej zresztą przegrał wszystko, co było do przegrania na polu polityki międzynarodowej.

Co konkretnie?

MK: Naszym głównym sojusznikiem w Europie miała być Wielka Brytania, która z Unii właśnie wychodzi.

Kinga Stańczuk: A w dodatku znalazła się w momencie historycznego, konstytucyjnego załamania. Nie wiadomo, czy Zjednoczone Królestwo w ogóle przetrwa następne pięć lat. W historycznym, egzystencjalnym kryzysie jest też brytyjska Partia Konserwatywna – główny sojusznik PiS w Parlamencie Europejskim.

MK: Po Brexicie postawiono na zupełnie operetkowy sojusz z Węgrami, który w dodatku – jak pokazało głosowanie w sprawie Tuska – nawet nie działa.. W imię wewnętrznych politycznych rozgrywek PiS skłócił się z naszymi najważniejszymi partnerami: Niemcami i Francją. Wszystko to szkodzi Polsce i projektowi europejskiemu, który na całym kontynencie atakowany jest przez prawicowych populistów.

O zwycięstwie Tuska opozycja liberalna mówi właśnie jako o sukcesie w walce z tym populizmem.

KS: Liberałowie myślą w ten sposób: skoro wygrał Tusk, to jest znak, że pogłoski o śmierci Unii są przesadzone, a jednocześnie, że mimo polityki PiS Europa ciągle chce Polski. Przykro mi, ale to jest szalenie prymitywne myślenie. Bo to, czy za rok albo dwa faktycznie będziemy uznawani za pełnoprawnego członka Unii, wcale nie jest takie oczywiste. Polityka PiS odsuwa nas od Europy, ale Donald Tusk nie jest żadnym rozwiązaniem.

Tusk w takim razie nie był dobrym kandydatem na szefa na RE? Jak oceniacie jego pierwszą kadencję?

MK: Bez szału. Tusk zachowywał się tak, jakby tę funkcję  sprawował w Europie, jaką pamiętamy sprzed dziesięciu lat. Dziś samo trwanie europejskiego projektu nie jest żadną opcją. Nie pozwalają na to rozdzierające Unię kryzysy: ekonomiczny, migracyjny, klimatyczny, polityczny. To wszystko wymaga nowych pomysłów. Nie wystarczy dziś powiedzieć, tak jak polscy liberałowie: „Chcemy być w Europie”. Trzeba odpowiedzieć na pytanie: „Co zrobić, by Europa przetrwała”. I by było w niej miejsce dla Polski. Liberałowie nie mają odpowiedzi na te pytania.

KS: Nie widzą, że Europa, aby przetrwać, musi się radykalnie zmienić.

Główny nurt europejski chyba to jednak dostrzega. Komisja pod kierownictwem chadeka Junckera opublikowała niedawno dokument przedstawiający pięć możliwych scenariuszy rozwoju Unii. Cztery z nich daleko odchodzą od obecnego modelu. Mowa jest między innymi o Europie wielu prędkości, Europie zredukowanej do strefy wolnego handlu, faktycznej federalizacji kontynentu. Dyskutowaliście w Razem o tych propozycjach? Jak się na nie zapatrujecie?

KS: Te propozycje to krok wstecz w europejskiej integracji. Propozycja Europy wielu prędkości to odgrzewany pomysł sprzed dziesięciu–piętnastu lat i nie jest żadną odpowiedzią na obecny kryzys UE. Wręcz przeciwnie: Unia płaci dziś cenę za to, że faktycznie w wielu miejscach jest Europą wielu prędkości.

W jaki sposób dziś Unia jest „Europą wielu prędkości”?

kinga-stanczuk
Kinga Stańczuk. Fot. Partia Razem.

KS: Poprzez różnice płac, różnice w kosztach, jakie poszczególne państwa ponoszą w związku z migracjami – to są realne nierówności.

MK: Integracja europejska jest dziś szalenie niezrównoważona. Mamy wspólny rynek, częściowo wspólną walutę. Ta waluta i ten rynek łączą gospodarki o bardzo różnym poziomie rozwoju. Kraje o takim potencjale przemysłowym jak Niemcy z dużo słabszymi gospodarkami, np. grecką. Co jest efektem takiej integracji? Niemcy mają atrakcyjne towary i sprzedają je Grecji. Grecy, by je kupować, zapożyczają się u tych samych Niemców. Tworzy to tak wielką nierównowagę w bilansie handlowym tych krajów, że musi ona doprowadzić do katastrofy. Na europejski ring gospodarczej konkurencji wpuszczono zawodników różnej wagi. Każdy kombinuje, jak pokonać resztę. Jedni będą konkurowali niskimi podatkami, inni – jak Polska – tanią siłą roboczą. Prowadzi to do obniżania standardów –pracowniczych, socjalnych, ekologicznych, podatkowych – na terenie całej Unii.

I co możemy z tym wszystkim zrobić?

MK: Potrzebujemy bardziej solidarnej Europy, gdzie za integracją rynku idzie stopniowa koordynacja polityk społecznych, wyrównania europejskich płac, ale też standardów socjalnych. Unia potrzebuje wspólnej polityki przemysłowej, gospodarczego myślenia i planowania w skali całego kontynentu.

Na jakie konkretne, dające się wprowadzić od razu propozycje miałoby się to przekładać?

MK: Np. na europejską płacę minimalną.

Przeciwnicy tego rozwiązania zaraz powiedzą, że absurdem jest ustanawianie wspólnej płacy minimalnej dla gospodarek o tak różnych wskaźnikach produktywności i kosztach życia jak niemiecka i bułgarska.

MK: Ona nie musi od razu być na dokładnie tym samym poziomie dla całej Europy. Ale warto ustanowić realne czasowe ramy, w jakich do takiego minimum płace będą rosnąć we wszystkich państwach członkowskich. Inna propozycja to europejski dochód podstawowy dla każdego obywatela Europy. DiEM25 – ruch założony przez byłego greckiego ministra finansów Janisa Warufakisa, w który Razem jest zaangażowane – w swoim szkicu „nowego ładu dla Europy” mówi o mechanizmie dywidendy obywatelskiej. Każde przedsiębiorstwo notowane na europejskiej giełdzie oddawałoby cześć swoich akcji do domeny publicznej. Dywidendy z tych akcji finansowałyby rentę obywatelską dla wszystkich Europejczyków i Europejek. Ten sam dokument DiEM mówi o powołaniu ogólnoeuropejskiego programu gwarantującego zatrudnienie Europejczykom w ich miejscu zamieszkania. Tak, by Polacy nie musieli jeździć za pracą do Niemiec czy Wielkiej Brytanii, żeby ewentualny wyjazd był naprawdę wyborem, a nie koniecznością.

Nowy Ład dla Europy

Rozumiem, że wasza diagnoza wygląda następująco: problemem Europy jest to, że wspólnemu rynkowi nie towarzyszą wspólne polityki gospodarcze, społeczne itd. Na ile tę diagnozę podzielają Europejczycy i Europejki? Czy bardziej niż brak europejskiej płacy minimalnej nie rozpala ich problem migracji?

KS: Powiedziałabym „i tak, i nie”. Migracje to ważny temat. Rzecz w tym, by pokazać ludziom, że migracja w ramach Unii jest produktem europejskich nierówności i braku solidarności na poziomie europejskim. To wokół tych kwestii socjalnych można budować progresywną europejską politykę.

Może to by tak działało w wypadku migracji wewnątrz UE, ale jest jeszcze kwestia migracji z bardziej kulturowo odległych obszarów i problemy stwarzane przez wielokulturowość. Jaką na to lewica może znaleźć odpowiedź?

MK: Tutaj również potrzeba solidarności i współpracy na poziomie europejskim, a nawet globalnym. Masowe migracje spowodowane skrajnymi nierównościami, zmianami klimatycznymi, konfliktami zbrojnymi w najbliższym czasie raczej nie znikną. Całkowite zamknięcie się jest po prostu praktycznie niemożliwe. Potrzebujemy solidarnej współpracy w radzeniu sobie z przyjmowaniem i adaptacją uchodźców – tak, aby cały ciężar nie spadał na kraje graniczące z UE, do których uchodźcy trafiają w pierwszej kolejności. Jestem przekonany, że silna i solidarna Europa jest w stanie pomagać światu wokół i skutecznie działać na rzecz przeciwdziałania przyczynom wielkich, przymusowych migracji. Tego nie zrobi jednak ani unia podzielona i przerzucająca się problemem uchodźców jak gorącym kartoflem, ani żaden kraj w pojedynkę. Im słabsza i bardziej podzielona jest Europa, tym skuteczniej skrajnie prawicowi populiści żerują na ludzkich lękach.

KS: Przyzwyczailiśmy się do niesłychanej patologii. Przywykliśmy do tego, że ludzie giną, próbując dostać się do Europy, a wolontariusze w greckich miasteczkach przybrzeżnych zajmują się organizacją anonimowych pochówków. To są obrazy przerażające, niegodne. Unia Europejska, o czym często dziś zapominamy, była w założeniu projektem na rzecz pokoju – i tu odniosła największy sukces, państwa członkowskie nigdy nie stanęły przeciwko sobie w konflikcie zbrojnym. A jednak dziś pozwalamy, aby niewinni ludzie ginęli u bram Europy i, co gorsza, usprawiedliwiamy taką politykę argumentami na poziomie „imigranci zabiorą nam pracę”. To hańba. W dodatku nie ma żadnych dowodów na to, że operacje takie jak włoska akcja humanitarna Mare Nostrum w jakikolwiek sposób wpływają na zwiększenie liczby tych, którzy podejmują desperacką próbę przeprawy przez morze. Większość medialnych narracji ma się nijak do rzeczywistości.

Jednocześnie mam wrażenie, że wiele bliskich wam środowisk rozczarowało się ostatnio Europą. Niemiecki socjolog Wolfgang Streeck rysuje projekt „lewicowego gaullizmu” przywracającego wagę państwu narodowemu, eurosceptyczne nastroje obecne są w rządzącej obecnie Portugalią lewicowej koalicji. Coraz częstsze są głosy, że Unia Europejska to unia austerity i neoliberalizmu, więc nie można jej naprawić. Jak się do tego odnosicie?

KS: Tak, spora część bliskiej nam lewicy jest zawiedziona „projektem Europa”, podobnie jak wielu obywateli kontynentu. Po latach polityki cięć narzucanych przez europejskie instytucje trudno się temu dziwić. Te postawy są szczególnie silne tam, gdzie przed akcesją do UE istniała silna lewicowa tradycja. Ale my się nie zgadzamy z takim poglądem. Państwa narodowe – zwłaszcza w naszym regionie – są zbyt małe, by stawić czoła korporacjom. W tym sensie Europa jest jedyną nadzieją dla lewicy. I w Europie jest wiele bliskich nam ruchów politycznych podzielających tę wizję – np. Szkocka Partia Narodowa, czy Podemos.

MK: Realizacja szeregu  ambitnych postulatów społecznych, skuteczna walka ze zmianami klimatu czy unikaniem podatków przez wielkie korporacje – to wszystko jest możliwe tylko w ramach projektu europejskiego. Żadne państwo, nawet Niemcy czy Francja, nie jest dziś w stanie samo narzucić kapitałowi cywilizowanych warunków gry. Może to zrobić tylko Europa. Pamiętajmy też, że jesteśmy w Polsce. A tu perspektywa, że bez Unii sami zbudujemy bardziej sprawiedliwe społecznie, lepiej rozwinięte, ekologiczne państwo, to już zupełna mrzonka. My na rozpadzie Unii mamy wszystko do stracenia, nic do zyskania.

Recepty DiEM25 przerastają wyobraźnię współczesnych elit

KS: Dlatego jako polska lewica przekonujemy bliskie nam siły polityczne w Europie, że nie warto skreślać europejskiego projektu. Gdy spotykam się z eurosceptycznymi partnerami europejskimi, pytam ich „No dobrze, ale jak z poziomu państwa narodowego wyobrażacie sobie właściwie walkę z rajami podatkowymi?”. „Jak kraj wielkości Portugalii powinien walczyć ze zmianą klimatyczną”? Najczęściej nie mają na to dobrej odpowiedzi. Dodajmy też, że przyłączanie się do buntu przeciw Europie w 2017 roku, gdy atakuje ją skrajna prawica, byłoby strategiczną głupotą.

Krytycy Unii – ci z prawa i lewa – zwracają też uwagę na jej deficyty demokratyczne. Obszary, gdzie Unia zyskiwała władzę w ostatnich latach, nie podlegają szczególnie skutecznej demokratycznej kontroli. Co więcej, można argumentować, że nie jest to wypadek przy pracy, ale efekt założeń twórców Wspólnot Europejskich – w których widzieli przeciwwagę dla ekscesów zasady suwerenności ludu. Te deficyty demokracji wam nie przeszkadzają? Macie jakieś pomysły, co z nimi można zrobić?

MK: Bardziej demokratyczna integracja europejska jest możliwa i konieczna. Przede wszystkim musimy dać większą władzę wybieralnemu ciału, jakim jest Parlament Europejski. Dziś z pewnością elity europejskie nie tylko nie są wybierane przez ludzi, ale też nie działają w ich interesie. Po szefowaniu Komisji Europejskiej europejski lider Barroso obejmuje lukratywną posadę w wielkim banku.

Wielu liderów państw narodowych też przechodzi do biznesu, nie jest to wyłącznie przypadłość Unii.

MK: Tak, również w państwach narodowych potrzebujemy realnej demokratyzacji, nie tylko instytucjonalnej. Trzeba odebrać władzę technokratycznym elitom, by polityka realnie służyła ludziom.

KS: Wielkim problemem UE jest to, że obiecuje demokrację, partycypację, obywatelskość, a w oczywisty sposób nie jest w stanie wywiązać się z tych obietnic.Dziś przedstawicielka UE do spraw zagranicznych, Federica Mogherini, jedna z najpotężniejszych polityczek na świecie, nie ma żadnego mandatu demokratycznego.

Ma pośredni – została na to stanowisko wydelegowana przez wybrany demokratycznie włoski rząd.

KS: To bardzo pośredni, słaby mandat. Elity europejskie są nie tylko niedemokratyczne, ale też strasznie wsobne. Nie wiem, czy widzieliście kiedyś egzamin na urzędnika unijnego EPSO, ale to jest coś niesamowitego. On służy głównie temu, by eurokratyczna elita gładko się reprodukowała i by nie pojawiła się w niej żadna realna zmiana.

W jaki konkretny sposób można by w takim razie zdemokratyzować takie instytucje jak Komisja Europejska, czy Europejski Bank Centralny? Albo osławioną europejską biurokrację? Trudno to sobie wyobrazić – nie wystarczą przecież prostsze egzaminy EPSO.

MK: Dla tego, czy te instytucje odbierane są jako demokratyczne, ważne jest kto w nich zasiada. Czy ludzie czują się w nich reprezentowani. Spójrzmy na to, jakich parlamentarzystów wprowadziło do Brukseli Podemos. To są zupełnie inne osoby niż technokratyczni lobbyści biznesu, jacy do tej pory mieli reprezentować Europejczyków w europarlamencie. Obok rozwiązań instytucjonalnych potrzebujemy też politycznych – zorganizowanej europejskiej lewicy, która odzyska Europę dla ludzi.

Pytanie, na ile tacy outsiderzy będą w stanie, bez reform instytucjonalnych UE, faktycznie coś załatwić dla swojego elektoratu. Zwłaszcza w Parlamencie Europejskim, gdzie faktyczne decyzje zapadają w ramach dwóch największych frakcji – chadeków i socjaldemokratów – a rozwiązania wypracowuje się w komisjach, gdzie potrzeba raczej bardzo szczegółowej wiedzy i know how, nie zdolności retoryczno-wiecowych.

MK: Nie no, litości, opowiadanie o „specyficznych zdolnościach”, jakich  się w magiczny sposób nabywa, zakładając garnitur europejskiego technokraty, to retoryka służąca wyłącznie obronie status quo.

KS: Od technologii legislacyjnej jest biuro legislacyjne, natomiast europosłowie nie powinni być technokratami, tylko reprezentować Europejki i Europejczyków politycznie, czyli działać w ich interesie. Dziś jest z tym problem.

Podsumowując, gdybyście mieli najkrócej wyjaśnić wyborcom: co nie podoba się Razem dziś w UE? W jaki kierunku postulujecie zmianę?

MK: Europa, żeby przetrwać, musi stać się prawdziwie solidarna. Musi stać się  Europą współpracujących ze sobą – ludzi, społeczeństw i państw. Nie może być Europą egoizmów. Musi być zbudowana na zasadzie współpracy, a nie konkurencji, na zasadzie solidarności, a nie prawa silniejszego.

Na wasze hasła o solidarności nadreński podatnik powie pewnie „Zaraz, zaraz, ale czy to ja mam za to płacić?”. „Zapłaciłem już przecież za rozszerzenie na wschód, za grecki dług, za autostrady i aquaparki budowane z europejskich funduszy w Łódzkiem. Czemu mam znów płacić?”.

KS: Trzeba takiemu nadreńskiemu podatnikowi wytłumaczyć, dlaczego się mu to opłaca. Nadreński podatnik część swojej zamożności zawdzięcza łańcuchowi dostaw, na końcu którego są podwykonawcy z Polski. A jeżeli zza polskiej granicy będą płynąć nad Ren zanieczyszczenia, bo w Polsce nie inwestuje się w zielone technologie, to niemiecki podatnik od razu zobaczy, dlaczego solidarność jest w jego interesie.

Tylko do tego potrzeba rządu, który chce inwestować w zielone technologie. Obecny mówi, że „polska węglem stoi”.

MK: Transformacja energetyczna jest koniecznością, ale także wielką szansą na nowy ład gospodarczy w Europie i politykę gospodarczą, która będzie zrównoważona nie tylko w wymiarze ekologicznym, ale także społecznym. Tego nie zrobi wolny rynek i tego nie zrobią państwa w pojedynkę. Przy czym musi być jasne, że nie zrobi tego także Bruksela metodą limitów i nakazów. Potrzebujemy realnej i ambitnej polityki przemysłowej na poziomie europejskim. Europejskiego zielonego New Dealu.

Obecna kryzysowa sytuacja powinna też uświadomić nadreńskiemu podatnikowi, że cena za brak solidarności może być jeszcze większa. Unia Europejska przyniosła tej części Europy, jaką objęła swoim zasięgiem, bezprecedensowo długi okres pokoju. Dziś ten pokój nie jest już taką oczywistością.

Tylko odpowiedzią na to może być: w takim razie zamknijmy granicę na Odrze i Nysie.

MK: Dlatego to naprawdę nie jest najlepszy moment na potrząsanie szabelką w stylu PiS. Ale też nic nie pomoże zamykanie oczu na rzeczywiste problemy Unii w stylu PO czy Nowoczesnej. Musimy szukać partnerów, którzy rozumieją, że szlaban na Odrze i Nysie to byłaby tragedia – także dla Zachodu. Tu nie wystarczy już licytowanie się, kto bardziej kocha Unię z folderów reklamowych. To nikogo nie wzruszy. Potrzebujemy nowej, wspólnej wizji, która pozwoli wyjść Europie z obecnego kryzysu i. I póki co z  polskich partii jedynie Razem jasno pokazuje drogę wyjścia: nowy ład oparty na solidarności i wspólnych zielonych inwestycjach. Na tym polega prawdziwa proeuropejskość.

Po klęsce w Brukseli retoryka anty-unijna rządu i jego medialnego zaplecza zaostrzyła się. Minister Waszczykowski powiedział, że trzeba przestać ufać Unii i że zaczniemy prowadzić wobec niej „negatywną politykę”. Scena polityczna, gdzie rząd podbija nacjonalistyczny bębenek, a liberalna opozycja „broni nas przed wypadnięciem z Europy” odtwarza polaryzacje PO-PiS. Wasz głos: „nie chcemy nacjonalizmu PiS, ale Europa Junckera też się nam nie podoba” może mieć problem z przebiciem się.

MK: Jeśli pytanie brzmi:  „jesteś za czy przeciw członkostwu w Unii Europejskiej”, to my oczywiście opowiadamy się  za Europą. Ale nie damy się zmusić do milczenia i udawania, że wszystko jest super. Nadal będziemy wiercić liberałom dziurę w brzuchu i tłumaczyć, że Europa jest w kryzysie, że nie jesteśmy w 2007 roku.  Potrzebujemy nowych, ambitnych rozwiązań, a nie samozadowolenia i dorocznego wręczania kwiatów z okazji rocznicy wstąpienia do Unii

Myślicie, że PiS realnie gra na Polexit? Może się to okazać niezamierzoną konsekwencją ich polityki?

KS: Nie, nie uważam, by świadomie grali na Polexit. Sprzeciwiam się życzliwej interpretacji polityki PiS, zgodnie z którą „prezes Kaczyński ma jakąś wielką strategię”. Moim zdaniem ostatnie wydarzenia są dowodem na to, że prezes Kaczyński żadnej wielkiej strategii nie ma. Dyplomacja Waszczykowskiego to pasmo porażek — od wyboru “strategicznych partnerów”, jak Wielka Brytania czy Węgry,  przez kolejne kryzysy dyplomatyczne wywołane przez stronę polską , po ostatnią kuriozalną szarżę w głosowaniu na szefa Rady Europejskiej.  Jeśli to byłaby strategia, to co miałoby być jej celem? Wielka strategia marginalizacji Polski? Ci, którzy dopatrują się w działaniach PiS planu, mówią o ‘polityce negatywnej’, ale co to w ogóle miałoby znaczyć w stosunkach zagranicznych?

Weta, obstrukcja, nieprzyjmowanie konkluzji unijnych szczytów.

KS: Tylko jakie korzyści ma to Polsce przynosić? Nie sądzę, by Kaczyński chciał wyjścia z Unii, ale jego polityka uruchamia dynamikę, w której nie jest to wykluczony scenariusz.

Zemsta frajerów, czyli Kaczyński, May i sojusz nikomu niepotrzebny

MK: Europa jest w kryzysie i pomału zaczyna mieć dość. Nie ma cierpliwości, by zajmować się problemami Kaczyńskiego. Im bardziej unijna polityka PiS będzie ponosiła klęskę w Europie, w tym bardziej nacjonalistyczne tony będzie uderzał polski rząd. Nie jest też przypadkiem, że słowa Waszczykowskiego o „polityce negatywnej” od razu podchwycił prorosyjski „Sputnik”. Dynamika sytuacji jest dla nas bardzo niekorzystna i bez względu na to, czy Jarosław Kaczyński w tym momencie to planuje, czy nie, możemy wylądować poza ramami europejskiej integracji.

Liberałowie mówią: „PiS nas oddala od Europy, ale jest tam Tusk, który trzyma dla nas miejsce, byśmy po zmianie władzy mogli włączyć się do grona ściślej integrujących się państw”. Czy to realny waszym zdaniem scenariusz? Czy pożądany?

MK: Mam spore wątpliwości, czy „Europa wielu prędkości” będzie zaprojektowana w ten sposób, by przyłączyć Polskę do „karolińskiego jądra”. Jest raczej sposobem na odcięcie słabszych.

Dochodzi tu jeszcze jeden problem: euro. Obszar ściślejszej integracji będzie obszarem euro. Polska na pewno nie wejdzie do euro pod rządami PiS. Z drugiej strony to, czy powinniśmy euro przyjąć, jest mocno kontrowersyjne w świetle tego, co mówiliście o wadach eurozony. Jakie jest wasze stanowisko w sprawie wspólnej waluty?

MK: Unia walutowa jest źle skonstruowana. Włączenie w jeden system walutowy gospodarek o takich różnicach potencjałów jak między Polską i Niemcami musi zaowocować negatywnym bilansem handlowym i jest z istoty bardzo niezrównoważonym układem. Jeśli nie chcemy powtórki scenariusza greckiego, nie powinniśmy się pchać do strefy euro w tym kształcie. Co do zasady nie jesteśmy przeciwni unii walutowej, ale ona musi być inaczej skonstruowana, musi łączyć się z harmonizacją fiskalną, stopniowym ujednolicaniem warunków pracy, wspólną polityką przemysłową. Dlatego też krytycznie oceniamy  pomysły w stylu: „Przyjmijmy euro choćby jutro, byle tylko załapać się za wszelką cenę do wagonu pierwszej prędkości”. To tak nie zadziała. Europa do pracy na rzecz bardziej zrównoważonego rozwoju musi być zdolna jako całość. Mamy tu pole do współpracy z pozostałymi państwami spoza ścisłego centrum UE.

KS: Nie zgodziłabym się z założeniem, że musimy przyjąć euro, by odgrywać poważną rolę w Europie. Wielka Brytania nigdy go nie przyjęła, a odgrywała taką rolę.

Bo miała City, globalny język…

KS: …i najlepszą kadrę urzędniczą w Europie. Tak, to prawda. Ale Polska też ma potencjał, którego naszym zdaniem, dziś w Europie nie wykorzystuje. Nie odgrywamy takiej roli, jaka wynikałaby z naszych zasobów. Na margines spycha nas jednak nie brak euro, ale indolencja obecnych władz.

A konkretnie? Jakie są konkretnie nasze europejskie zasoby, których dziś nie wykorzystujemy przez złą politykę?

KS: W porównaniu do wielu społeczeństw Zachodu jesteśmy dobrze wykształceni – wybijamy się w międzynarodowych zestawieniach już na poziomie gimnazjum. Mamy całkiem przyzwoity system kształcenia ogólnego, relatywną świadomość procesów historycznych, znamy języki obce. To są realne atuty. Mamy też wielotysięczną, doskonale wykształconą elitę akademicką na emigracji – niestety w większości bez perspektyw na uczelniach w kraju, które wciąż promują chów wsobny kadry akademickiej. Rozwija się polska branża IT, pojawiają się przedsięwzięcia o międzynarodowej renomie. Naszą siłą jest powszechnie dostępna edukacja publiczna – choć pytanie, jak długo, bo obecne władze chcą wprowadzić „uczelnie flagowe” i opłaty za studia. Ostatnio w Płocku wprowadzono opłaty za korzystanie z sal w publicznej szkole. To bardzo niepokojące zmiany, zapowiadające przejście do modelu „edukacji dla wybranych”. To zagrozi jednemu z naszych oczywistych atutów.

DiEM25 zaprasza partnerów politycznych do współpracy

Mówiliśmy do tej pory głównie o ekonomicznym wymiarze wspólnot europejskich. Ale to nie jedyny wymiar integracji. Kraje zachodu Europy dyskutują nad dalszym uwspólnianiem polityki zagranicznej i obronnej. Co waszym zdaniem Polska powinna w najbliższych latach robić w tych obszarach? A są tu realne problemy związane z agresywną polityką Rosji na Ukrainie i w samej Unii.

MK: Jeśli jest coś gorszego od polityki zagranicznej PiS, to tylko polityka obronna PiS. Szaleństwa ministra Macierewicza wystawiają Polskę na realne niebezpieczeństwo. Lekcja Ukrainy powinna dać nam do myślenia. Przypadek naszego sąsiada pokazuje, że nie ma gwarancji bezpieczeństwa, które nie wynikałyby z realnej integracji politycznej i gospodarczej. Ukraina, gdy pozbywała się broni jądrowej, dostała od państw, z którymi poza tym niewiele więcej ją łączyło, poważne gwarancje bezpieczeństwa i integralności swoich granic. W wypadku Krymu okazały się one zupełnie bezwartościowe. Jedyne, co może dać Polsce realne bezpieczeństwo, to faktyczna – gospodarcza i polityczna – integracja z Europą. Dlatego docelowo musimy oprzeć naszą politykę bezpieczeństwa na wspólnocie europejskiej. Europa musi wypracować system solidarności obronnej.

KS: Świadomość zagrożenia ze strony Rosji wzrosła w ostatnich latach w całej Europie – od Finlandii, przez Polskę po Bałkany. Oczywiste jest dziś to, czego w wielu krajach w ogóle nie dostrzegano kilka lat temu – to budujące. Pamiętajmy, że potencjał militarny Europy jest ogromny. Jeśli połączyć fundusze przeznaczane na obronę przez kraje europejskie, to ta suma przewyższa kwotę, jaką są w stanie wydać na ten cel potencjalni wrogowie Europy. Problemem są nie zbyt małe wydatki, tylko brak koordynacji polityk obronnych krajów europejskich. Nawet na poziomie zarządzania kryzysem uchodźczym widać było, jak ta koordynacja na poziomie codziennej współpracy mocno szwankuje.

Mówiliśmy o ryzyku rozpadu Unii, jaki macie pomysł, co robić, gdy w maju do Pałacu Elizejskiego wprowadza się Marine Len Pen i kończy się Europa, jaką znamy?

MK: Prawdopodobieństwo, że Europa się rozpadnie bez względu na to, co zrobimy jako Polska, istnieje i musimy być gotowi na taki scenariusz. Marine Le Pen nie jest dziś może faworytką we francuskich wyborach, ale zeszły rok nauczył nas chyba, że głównonurtowi faworyci niekoniecznie zwyciężają. W przypadku realnego rozpadu Unii Europejskiej w naszej ocenie najrozsądniej byłoby skierować się ku naszym północnym sąsiadom. Łączą nas z nimi podobne wartości, pomysł na ład społeczno-ekonomiczny, wspólne interesy, bezpieczeństwo.

KS: W takiej sytuacji trzeba by też wzmacniać relacje z Niemcami. Choć w wypadku zwycięstwa Le Pen też nie wiadomo, co będzie się działo w Niemczech, jak rozstrzygną się tam wybory jesienią. Niewiadomych jest tyle, że trudno mówić o konkretach.

Czy w obliczu tej kryzysowej sytuacji nie obawiacie się, że Polacy i Polki dokonają takiej kalkulacji: lepiej stawiać na duże partie, mające przełożenia na rządy europejskie, np. na PO, które należy do tej samej rodziny politycznej co Angela Merkel i może prowadzić dla Polski nieoficjalną, europejską dyplomację? Co właściwie w sprawie przyszłości Polski w UE może zrobić taka partia jak Razem? Coś poza napisaniem manifestu, jakiej Europy by chciała?

KS: Mamy szerokie kontakty z naszą rodziną polityczną w Europie. W trakcie czarnego protestu widać było, co możemy zrobić dzięki naszym kontaktom, dostaliśmy wsparcie z każdego w zasadzie kraju europejskiego. Jesteśmy dziś ambasadorami Polski w Europie w naszym zakresie, bronimy polskich spraw wśród bliskich nam ideowo sił politycznych. Współtworzymy demokratyczny ruch na rzecz bardziej solidarnej i demokratycznej Europy DiEM, pracujemy nad jego programem, by odpowiadał doświadczeniu i interesom naszego regionu.

MK: My mamy większe ambicje niż „załatwianie spraw u Angeli Merkel”. Mówimy, jakiej Europy potrzebujemy. Pokażemy wyborcom, jakie korzyści czekają ich, jeśli nasza wizja zostanie zrealizowana: np. nie będą musieli wyjeżdżać za pracą, ogromne zyski ze wspólnego europejskiego rynku dzielone będą dużo sprawiedliwiej, zamiast lądować w kieszeniach garstki najbogatszych. Do tego potrzebujemy oczywiście szerszego ogólnoeuropejskiego porozumienia demokratycznej lewicy

Nie wiem, czy bardziej niż oczekują gwarancji „pracy u siebie” Polacy, nie boją się tego, że centrowe rządy zaczną sięgać po część postulatów populistów i ograniczą swobodny przepływ osób w Unii. Przez co problem będą mieli nie tylko Polacy mieszkający i pracujący w Zjednoczonym Królestwie, ale także w Holandii czy Niemczech.

MK: Prawa migrantów ekonomicznych są oczywiście ważne, nie można w tym obszarze pozwolić na krok wstecz. Niszczycielska polityka PiS pozbawia nas tutaj niestety kart przetargowych, a mieszkający za granicą Polacy i Polki mogą za to mocno oberwać. My jesteśmy ambasadorami polskich pracowników w Europie. Tłumaczymy naszym politycznym partnerom w Holandii, czy Niemczech dlaczego ważne jest respektowanie ich praw. Dlaczego budowanie murów i zamykanie granic państw narodowych nie jest rozwiązaniem. Ale nie możemy zapominać, że masowe migracje ekonomiczne wewnątrz Unii są efektem jej niezrównoważonego, niesolidarnego rozwoju. Trzeba mu przeciwstawić inny projekt prawdziwie solidarnej integracji. Takiej, która zadba o rozwój słabszych obszarów, zapewni każdemu pracę na miejscu – tak by migracje ekonomiczne nie były dłużej koniecznością, ale wyborem.

KS: Naszą siłą jest konsekwencja. Bronimy praw pracowniczych wszędzie tam, gdzie są łamane. W Polsce, gdy są łamane przez polskich pracodawców, ale i w Wielkiej Brytanii, gdy zagraża im populistyczna, antyimigrancka polityka.

MK: Razem jest tu wyjątkiem na tle innych polskich partii. Gdy w Niemczech toczy się walka, czy pracujący tam dla polskich firm polscy kierowcy będą mieli niemieckie, czy gorsze, polskie standardy pracy, to za tą drugą opcją opowiadają się – poza nami – wszystkie partie. Bo to jest w interesie pewnej grupy polskich przedsiębiorców. W średniej i dłuższej perspektywie, interes samych pracowników tak w Polsce jak i w całej Europie jest zupełnie inny. My jako jedyni uważamy, że w takiej sytuacji państwo polskie powinno walczyć o respektowanie w Europie praw polskich pracowników, a nie o interes wlaścicieli firm transportowych. W przeciwnym wypadku wszyscy skazani jesteśmy na ciągły wyścig do dna jeżeli chodzi o pensje i warunki pracy w Europie.

Mówiliście kilkakrotnie o waszej „politycznej rodzinie”. Podjęliście już decyzję w jakiej frakcji w europarlamencie zasiądziecie, jeśli zostaniecie wybrani?

MK: Dramat lewicowej europejskiej sceny politycznej polegał na tym, że z jednej strony mieliśmy establishmentowe partie socjaldemokratyczne, coraz bardziej oddalające się od swojej bazy i chodzące na pasku wpływowych grup interesu, z drugiej zaś radykalnie lewicowe partie, pogodzone z tym, że nigdy nie zdobędą władzy i będą wieczną opozycją – co też demoralizuje. Mam wrażenie, że dziś zaczyna się to zmieniać. W projekcie solidarnej Europy mogą spotkać się bardzo różne tradycje polityczne. Tak, w 2019 będziemy  musieli zasiąść w konkretnej frakcji podzielonej dziś europejskiej lewicy, ale dziś jest czas, by  budować szerszą koalicję na rzecz solidarnej Europy. Także dlatego, że wcale nie jest pewne, jaki będzie podział frakcji w kolejnym europarlamencie.

Czy w wyborach do PE jesteście otwarci na współpracę z innymi siłami? W sytuacji, gdy każdy głos w tych wyborach oddany na PiS, Kukiza czy Korwina jest głosem dla Polski zupełnie straconym, może warto budować szersze sojusze?

MK: W wyborach do europarlamentu wystartujemy jako Razem. W wyborach europejskich ludzie są skłonni odważniej głosować, chcemy im przedstawić nasz program, dać im szansę zagłosować na nas. Oczywiście, do 2019 może się wiele zdarzyć, niczego nie można wykluczyć, ale na ten moment wszystko wskazuje na to, że startować będziemy pod własnym szyldem.

Podsumowując, jakie dwie, trzy kwestie są najważniejsze dla polski w Europie w perspektywie następnych pięciu lat?

MK: Najważniejszą rzeczą dla Polski jest to, żeby Europa faktycznie była zjednoczona i solidarna. Waży się dziś jej przyszłość, to nie jest więc moment na rozgrywanie małych interesów, ale poszukiwanie ambitnych rozwiązań.

KS: Najważniejszą rzeczą jest postawienie tamy dalszemu ograniczaniu praw kobiet w Polsce. Kobiety są potrzebne w polityce, są potrzebne w Europie, powinny silniej angażować się w politykę – polską i europejską. To kobiety są bardziej odporne na pokusy populistycznej skrajnej prawicy. Większe zaangażowanie kobiet w politykę może postawić Europę na nogi i realnie zmienić układ sił.

Na koniec nie mogę nie zadać pytania: jak chcecie przeprowadzić te zmiany? Jakie dźwignie w Polsce i Europie jesteście w stanie realnie uruchomić? Jak przekonacie wyborców, że warto na was oddać głos, że nie będzie on głosem zmarnowanym na projekt bez szans na realizację?

KS: W Europie ciągle pojawiają się ciągle nowe siły, sytuacja jest dynamiczna. Europa jest w momencie historycznych zmian. Dziś popierane przez nas pomysły nie mają jeszcze większości, ale nie znaczy to, że jutro nie pojawią się kolejne siły wiążące z nimi swój polityczny program.

MK: Bez szans na realizację? Sęk w tym, że wszystkie inne pozytywne scenariusze są mniej prawdopodobne. Europa, jeśli nie zostanie zreformowana w duchu solidarności, będzie musiała się rozpaść albo ograniczyć się do związku najsilniejszych państw. Tak jak jest teraz, długo już nie będzie. Albo uda nam się zbudować nowy ład oparty na europejskiej solidarności – albo będziemy się cofać, aż w końcu zjednoczona Europa się rozleci, zostawiając Polskę samą.

**
Maciej Konieczny – działacz społeczny, polityk. Jeden z założycieli i członek Zarządu Krajowego Partii Razem.

Kinga Stańczuk – romanistka, historyczka ide. Pełnomocniczka ds. zagranicznych w Partii Razem.

 

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy

Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Zgadzam sie w niemal 100% z tym o czy mowia Pani Kinga i Pan Maciej. UE stoi rozkraczona nad przepascia. Moje pojsc w obie strony (dokonczenie projektu intergacji europejskiej o elementy spoleczne, podatkowe itp.; lub cofnac sie do luzno powiazanych panstw strefy wolnego handlu), ale moze tez spasc w przepasc i spektakularnie zkonczyc europejski projekt intergacji. Recepta ruchow lewicowych takich jak Razem, wydaje mi sie najbardziej rozsadna odpowiedzia na zaistniala sytuacje. Problemem jest jednak to, ze ta recepta w Polsce nie przebija sie do ludzi, szczegolnie mlodych. Partie podobne do Razem, chociazby Podemos w Hiszpanii, zostaly juz uslyszane w "meanstreamie" (nie mowie, ze staly sie partiami meanstreamowymi). Razem, ma super pomysly, idee (choc nie ze wszysykim 100% sie zgadzam, ale niewatpliwie jest jest to partia najblizsza mi ideowo), ale pomyslami i ideami sie nie wygrywa wyborow. I wydajem mi sie, ze teraz najwazniejsze znalezc sposob dotarcia ze swoimi ideami i pomyslami do "mas" i przelozeni tych pomyslow i rozwiazan na "ludzki" jezyk. Bo robotnicy, ktorym Razem pomaga w sporach z pracodwacami, czy protesuje w obronie ich praw, to doceniaja, ale jak uszlysza "Unia walutowa jest źle skonstruowana. Włączenie w jeden system walutowy gospodarek o takich różnicach potencjałów jak między Polską i Niemcami musi zaowocować negatywnym bilansem handlowym i jest z istoty bardzo niezrównoważonym układem", nie zbyt wiele z tego zrozumie. A zeby wygrac wybory i zyskac realny wplyw na to co robia kierujacy naszym panstwem trzeba zeby ludzi nawet najprostsi rozumieli o czym partia Razem mowi. Ale zycze powodzenia w kolejnych wyborach. A tak przy okazji, to juz kilka razy chcialem blizej poznac Razem (byc moze nawet przylaczyc sie do Razem, ale komunikacja z potencjalnymi osobami, ktore chcialyby wspolpracowac troche szwankuje).

Któryś z wielkich fizyków (chyba Einstein) mawiał, że o trudnych rzeczach należy mówić tak prosto jak się da, ALE NIE PROŚCIEJ (druga połowa tego zdania jest niestety często zapominana). Niestety w Polsce tzw. politycy i większość tzw. dziennikarzy od lat dba by nie użyć żadnych trudnych słów, a w efekcie cała nasza debata publiczna zamieniła się po prostu w kompletnie jałowa pyskówkę.
Bez pewnej (i to wcale nie elementarnej wiedzy) np. z zakresu ekonomii nie da się opowiedzieć np. o unii walutowej tak jak nie da się wyjaśnić działania leku bez wiedzy z zakresu farmaceutyki.
Naprawdę chciałbyś, żeby partia Razem komunikował się z nami językiem reklam środków przeciw przeziębieniowych, które pokazują jak animowany rycerz (tabletka przeciwbólowa) pokonuje złe stwory (bakterie) i uradowany człowiek wreszcie idzie na spacer? Chyba nie uważasz, ze po obejrzeniu takiej reklamy widzowie mają jakikolwiek pojęcie o działaniu tego leku.

Mowienie jezykiem zrozumialym dla ludzi, ktorzy byc moze skonczyli tylko szkole zawodowa, to nie komunikowanie sie jezykiem reklamy. Ale w taki sposob, aby osoby jak np. moj tata (po szkole zawodowej), ktory nie ma pojecia na jakich zasadach dziala Unia Europejska zrozumial, jakie znacznie ma dla niego negatywny bilans handlowy. Bo jak ktos mu powie, ze "Unia walutowa jest źle skonstruowana. Włączenie w jeden system walutowy gospodarek o takich różnicach potencjałów jak między Polską i Niemcami musi zaowocować negatywnym bilansem handlowym i jest z istoty bardzo niezrównoważonym układem", to on z tego niczego nie zrozumie.
Jak ide na pogadanke z dzieciakami do szkoly podstawowej, to nie moge uzywac jezyka, jakiego uzywam w rozmowie z moim promotorem ze studiow doktoranckich. Bo gdybym tak zrobil, to nie tylko, ze zadne dziecko by nic z tego nie zrozumialo, ale do tego strasznie by sie wynudzilo.
Dobrym przykladem jest Centrum Nauki Kopernik, ktore w przyjemy i zrozumialy sposob, to samo co czesto na lekcjach fizyki moze wydawac sie nudne, czy nie zrozumiale.
A poza tym w nie tak odleglej historii mam przyklad partii, ktora byla calkiem sensowna (Unia Wolnosci, maja skrzydlo ultraliberalne - Balcerowicz, ale i prospoleczne, rownosciowe - Kuron, Mazowiecki), ale po klesce wyborczej w 2001 roku, juz sie nie podniosla. Jaka jedna z przyczyn podawano wtedy miedzy innymi, przeintelektualizowanie, mowienie jezykiem niezroumialym dla wyborcow.
A patrzac jeszcze z innej strony, gdzie partia Razem ma szukac swoich wyborcow. Nie beda mimi wielcy przedsiebiorcy, nie beda nimi wyborcy PO/Nowoczesnej z neoliberalnymi pogladami. Razem nie znajdzie ich w najzwijmy to bloku narodowo-katolickim. Tak wiec zostaje garstka bardziej wrazliwej spolecznie mlodej inteligencji wielkich miast, a na tej bazie, to trundo bedzie przekroczyc prog wyborczy. I wyraznie widac, ze Razem zwraca sie ku tym, o ktorych nikt nie walczy: pracownicy, ktrorym nie dostaja pensji, ktorych miejsca pracy chce sie zlikwidowac, ludzi, ktorych chce sie wyeksmitowac na bruk. Ale aby Ci ludzie poparli w wyborach Razem, najpierw musza zrozumiec jej program.

Nie za bardzo sobie wyobrażam tak szeroką akcję edukacyjną prowadzoną przez pozaparlamentarną partię polityczną. Może wlasnie Ty powinies troche uświadomić ojca, polecić mu jakis popularnonaukowy film / książke o ekonomii.
Ten przyklad z dziećmi chyba nie był za dobry. Pewnym problem z edukacją podstawowa / srednia jest wlasnie to, ze tak dużo w niej uproszczeń (żeby nie powiedzieć przekłamań) - najlepsi uczniowie przekonani o swej mądrości idą potem na studia z głowami tak naładowanymi mitami, ze właściwie cały pierwszy rok tracą na zmiane sposobu myślenia.
Rzeczywistość jest tak złożona, ze zawsze znajdzie sie temat (UE, finansowanie slużba zdrowia, budowa drog, oświata, ekologia) ktorego wyborca bez względu na wykształcenie nie zrozumie.

Ale ja nie oczekuje, ze Razem wyruszy pod strzechy i bedzie edukowac lud. Chodzi o to, ze w tym ich przekazie, ktory przebija sie w mediach (a nie jest tego za duzo), skupili sie na takim mowieniu, zeby jaknajwiecej ludzi mogloby zrozumiec , to co oni chca im przekazac.
A co do dostosowywania jezyka komunikacji do odbiorcy, co nie znaczy mowieniu do niego jak do idioty, napisano juz opasle tomy. Uczy sie o tym na Uniwersytetach. I w tym nie chodzi o to, zeby cos upraszczas, pomijac, ale zyby to samo przekazac, ale dostosowac jezyk komunikacji do odbiory. Inaczej rozmawia sie z robotnikiem z fabryki, inaczej z dzieckiem z podstawowki a inczej z profersoerm z uniwesytetu. I jeszcze raz dostosowyanie jezyka komunikacji, nie powoduje ze robimy z kogos idiote, ale staramy sie aby nasz przekaz byl dla niego bardziej zroziumialy.

Przedstawiona tutaj wizja polityki imigracyjnej automatycznie umiejscawia Razem w gronie ugrupowań balansujących gdy na granicy progu wyborczego.Takie są realia i opór społeczny w tej kwestii będzie rósł. Przeciętnego Polaka niezależnie od światopoglądu uchodźcami z Afryki i Bliskiego Wschodu nie trzeba straszyć. Jest dokładnie odwrotnie to właśnie partie polityczne dopasowują swój program do preferencji wyborców. Zaklinacie tylko rzeczywistość opowiadając, że poczciwe społeczeństwo zostało śmiertelnie przestraszone przez złą władzę. To właśnie władza mówi to co chcą usłyszeć wyborcy.

Tomek, ok, ale dlaczego uważasz, że skoro ty jesteś przeciętnym Polakiem i nie lubisz imigrantów z Afryki, to wszyscy inni przeciętni Polacy też nie lubią i się boją? W Polsce naprawdę istnieją różne poglądy i posiadanie innych niż te większościowe wcale nie umiejscawia człowieka na marginesie. Wyborcy są różni, a oczekiwanie, że politycy będą mówić tylko to, co ludzie chcą usłyszeć, to jest nieporozumienie.

Powiem ci to teraz i powiem ci to szczerze: Jesteś fajny. Uwierz mi.

Czy to rozwiązuje jakikolwiek twój problem?

Nie pisałem niczego o swoich poglądach a zwłaszcza o sympatiach bądź antypatiach wobec uchodźców. Nie umiejscawiam nikogo na marginesie. Wręcz przeciwnie uważam, że w parlamencie powinny mieć swoich przedstawicieli wszystkie części społeczeństwa. To, że nie ma w nim żadnej lewicy nie jest przypadkiem . Nie zgadzam się z piękną bajką wg. której politycy są be a społeczeństwo ok. Wystarczy wytłumaczyć , przekonać i ono zrozumie. Czasem trzeba się dopasować do wyborców żeby realizować swój program a nie o nim gadać. Jeśli tego nie zrozumiemy w przyszłym parlamencie zamiast PiS-u będziemy mieli ONR.

I co z tego, że opór będzie rósł? Zmiany klimatyczne już działają i wypychają dziesiątki (setki?) milionów ludzi w Afryce i na Bliskim Wschodzie z miejsc, gdzie do tej pory byli się w stanie wyżywić. Czy będziemy tego chcieli, czy nie i tak skierują się w kierunku Europy i żadne zaklinanie i stawianie murów nie pomoże. Może warto pomyśleć nad tym aby przypływ innych wykorzystać w naszym wspólnym interesie.

"Zmiany klimatyczne"? - a i owszem, ale o wiele ważniejszym czynnikiem jest ogromny przyrost naturalny. Afrykę i kraje Bliskiego Wschodu niszczy demografia. młodzi i niewykształceni napędzają migrację i ugrupowania radykalne.

"wykorzystać w naszym wspólnym interesie" - niemożliwe!!! bo albo w ogromnej większości przychodzą niewykształceni - którzy zasilą środowiska kryminalne i radykalne, albo przychodzą nieliczni wykształceni - co jest drenażem mózgów - bez ludzi wykształconych Afryka i Bliski Wschód na bardzo długo pozostaną zadupiem świata.

Mhm... Bo tamtejsi despoci i inni bojówkarze bardzo się przejmują, by nie trafić żadnego intelektualisty, gdy rzucają bombami na lewo i prawo, tudzież organizując akcje kałaszniczo-dekapitacyjne. Są nawet bardziej zatroskani niż władze PRL były wobec rodzimych opozycyjnych intelektualistów.

No ale to wlasnie jest problemem polskiej sceny politycznej od lat. Ze politycy nie maja wlasnej wizji, przekoanian, pogladow. Celem samym w sobie stalo sie posiadanie wladzy. A najprostszym sposobem jest dopasowywanie sie do preferencji wyborcow/wynikow badan opinii publicznej. Ale widziny do czego tak uprawiana polityka doprowadza. Tak wiec nie jest problemem, to ze Razem na wizje, idee, ktore nia sa popularne w wiekszosci spoleczenstwa, ale to aby Razem umialo przynajmniej czesc wyborcow do swoich idei przekonac. I to jest najwiekszym wyzwaniem. A jeszcze inna sprawa jest to, ze duza czesc wyborow nie ma swoich pogladow (czy jasno sprecyzowanych pogladow) i przez to latwo jest "ich pogladami" manipulowac, wykorzystujac najprostsze emocje.

geograf bawarski

"A jeżeli zza polskiej granicy będą płynąć nad Ren zanieczyszczenia" - żadna Polska rzeka nie zasila Renu ani jego dorzecza. :)))))))))

Po przeczytaniu tej rozmowy niestety wiem ze nie zaglosuje na Razem.

Głosowalem na was w poprzednich wyborach po latach glosowania na PO ale moj glos byl niewazny bo nie weszliscie do Sejmu. Sledze was i wasze poczynania, niestety jednak najblizsze wybory nie beda wasze i to jest smutny fakt. W odczuciu moim ale tez kilku moich znajomych nasz kaprys glosowania tak jak namnpodpowiadalo serce nie byl dobry dla Polski. Liczylismy na to ze Razem bedzie wyrazniej wlaczac sie w debate spoleczna, polityczna. Razem niestety zachowalo zupelnie bez sensu daleko idaca ostroznosc by sie opowiedziec po ktorejkolwiek stronie obecnego konfliktu w PL. Szkoda - w ten sposob wychodzicie na cynikow ktorzy chca ugrac polityczny kapital na tym kto wygra kto przegra zamiast realnie zawalczyc o lepsza Polske. Zamiastbyc naszym ambasadorem w swiecie, udzielac wywiadow do CNN czy France24 , zamiast angazowac sie w silna polityke i budowac realne sojusze wy skupiacie sie na drobnicy, jezdzeniu do Olkusza zeby bronic nauczycielki zwolnionej z pracy i z tego robicie njusa. Jak widac niewiele wam to daje bo nawet ta nauczycielka zaglosuje nie na was , nic wam to nie przynosi. A w tym artykule jest niestety stek wiszacych w powietrzu pustych nieprzemyslanych deklaracji kompletnych amatorow, domoroslych "ekspertow" pd wszystkiego ktorzy maja podworkowe kazde zdanie na kazdy temat. Troche wstyd po takim kredycie zaufania jaki dostaliscie. Niech bedzie dla was przykladem Nowoczesna i to jak sie ucza na bledach ale stawiaja na silne przywodztwo i sie go nie boja. Nie sa idealni ale dzieki kobietom w partii robia tam furore. Jezdza po kraju i realnie wzmacniaja swoj power. Wydaje mi sie ze to na nich oddam glos i mimo ze jak widze korporacjonizm mordorowski to mi sie rzygac chce ale jednak jak widze polityczne niedojdy i "dzieci we mgle" to juz wole rzygac i isc ale w jasnym kierunku lib - dem. W tym artykule zadawano wam konkretne pytania na ktore odpowiadaliscie mgłą.

Prawie dobrze. Ale zapomniałeś dodać, że członkom Razem zależy wyłącznie na piciu sojowej latte w Starbucksie - to poważne niedociągnięcie i na miejscu Twojego zleceniodawcy obciąłbym Ci gażę.

Jesik
Nie wiem czy przyklad Nowoczesnej jest akurat w tym przypadku najlepszym przykladem.Nie chcac sie juz wyzlosliwiac na szefa Nowoczesnej i jego wyciekczek na Madere, zajrzalem do programu Nowoczesnej i punkt o Polsce w Eropie jest tak ogolny, ze mozna by go wstawic do programu PiS, PO i pewnie SLD, a moze nawet i PSL. Probowalem tez nzalezc wypowidzi czonkow Nowoczesnej na tematy zwiazane z integracja europejska. Nie znalazlem nic poza kilkoma krotkimi wypowiedziami. Tak wiec agrument, ze czlonkowie Nowoczesnej jezdza po kraju i wzmacniaja swoj power, wypada splabo. Bo nie sztuka jest jezdzic i sie tylko promowac, nie przekazujac wiekszych istotnych tresci. Co do Razem to zgdze sie, ze musi ona zlalezc, lesza forme dotracia do potencjalnych wyborcow. Ale jak spojrzymy na podoben ruchy w Europie, to nie bylo z nimi tak, ze powstaway, w kolejnych wyborach zdobywaly wiekszosci i wprowadzaly swoje idee w zycie.
To wszedzie dzialo sie krok po kroku. W Polsce 3% w poprzednich wyborach to juz byl pierwszy sukces (przypomne, ze sondaze przed wyborami pokazywaly wynik 1%). Kolejnym krokiem powinno byc wprowadzenie w kolejnych wyborach do parlamentu chocby niewielkiej reprezentacji. Oczywiscie nie mozna y tego odtrabic wielkim sukcesem, ale przenioslo by Razem na kolejny poziom, np. jesli do programu zapraszani byliby pprzedstawiciele partii parlamentarnych to, wsrod nich musialby sie znalezc takze przedstawiciel Razem. Oczywiscie Razem mogloby przyjac tez inna strategie i zaczac obiecywac Polakom to co wedlug sondazy chcieliby uslyszec i pewnie to ulatwiloby wejscie do Sejmu wkolejnych wyborach, ale Razem powstalo wlasnie aby takiej polityce, ktorej istota jest samo posiadanie wladzy, sie przeciwstawic.

Skoro chcesz głosować na Nowoczesną - jawnie neoliberalną gospodarczo partię unikającą tematów obyczajowych zupełnie wprost odwołującą się do Balcerowicza i Tacheryzmu to zupełnie nie rozumiem dlaczego w poprzednich wyborach głosowałeś na Razem?

Z powodow obyczajowych własnie. Razem jawila i wciaz jawi mi sie jako partia ktora wniesie do polityki nowa jakosc, profesjonalizm, chec rozmowy, demokratyzacje, INTELIGENCJE. Mi zwyczajnie urąga brak inteligencji i obycia czesci spoleczenstwa i to tym sie kieruje w moich wyborach. Konia z rzedem temu kto by znal program gospodarczy Razem. Ludzie sie nie wczytuja w programy - glosuje sie emocjami, bebechami - mozna sie na to obruszac i udawac ze sie tego nie widzi , ale tak jest. Nowoczesna rowniez kojarzy mi sie z postępem i obyczajowym pluralizmem. PO mi soe z kolei z tym nie kojarzy - raczej z przestarzalym modelem konserwatywnych 50-latkow ktorzy czujac oddech emerytury chca po prostu dobrych wakacji w Tajlandii, cafe latte i konta inwestycyjnego w banku - nic wiecej. Dwie Joanny i jedna Lubnauer robia dla Nowoczesnej bardzo dobra robote i to one , bardziej niz Petru , sa tam gdzie trzeba obyczajowo lewicowe , tam gdzie trzeba gospodarczo pro-hajs, tam gdzie trzeba społecznie wrażliwe. Nie sa idealni, tak jak mowie, ale mam wybor miedzy wami a nimi. I mimo ze moze i doktrynalnie brzydzicie sie kapitalistami, keynesowcami etc to tak na dobra sprawe ta ich ilosc owartosci mi tak bardzo nie przeszkadza, w kazdym razie nie na tyle bym nie czul ze np. Nitras nie mogl mnie reprezentowac, a juz na pewno nie przyszloby mu do glowy obrazanie kogos z powodu orientacji, religii czy koloru skory. Przyjmijcie moja krytyke bez pyszalkowatego debatowania z nia, zmiencie co trzeba, angazujcie sie bardziej, nie pozujcie na "offowców" bo zagłosuje na was tylko "off", dajcie Adrianowi silniejsze przywodztwo i zacznijcie realnie ukladac program bez obrazania sie na to ze sa w spoleczenstwie pracowici i mniej pracowici i ci pracowici nie powinni miec powodu do zmartwien jesli chodzo o swoje zarobki, bo niby dlaczego jesli ktos caly czas chce siegac wyzej i wyzej ma miec wieksze obciazenie?

To jest niesamowicie ciekawa perspektywa, że partia polityczna organizowana przez dość sporą grupę ludzi z całej Polski w sposób, w jaki akurat ci ludzie chcą się organizować ma zmienić swój kurs pod wpływem twojego komcia w internetach, a zaniechanie takiej zmiany oznacza, że cała ta grupa ludzi to rozdebatowane pyszałki.

Razem jest w tej chwili główną reprezentacją lewicy na polskiej scenie politycznej. Przypominam, że są poza parlamentem. Jak na 3% głosów w ostatnich wyborach i tak są w mediach dość często. Ale jeśli uważasz, że priorytem dla lewicowego polityka powinny być występy w CNN zamiast interwencja w sprawie nauczycielek z Olkusza, to jednak przemyśl swoje rozumienie polityki.

próbujesz deprecjonować mój komć w internetach - ale na dobrą sprawę to komć od potencjalnego wyborcy. przekonaj mnie do nich. nie udało ci się na razie niestety. a to tobie - jeśli jesteś w Razem - i samemu Razem ma zależeć na zdobyciu mojego poparcia. Starajcie się czekam ! chcielibyście wiedzieć czego oczekuję? powiedziałem wyżej. nie zamieniajmy się z gównem na mózgi - to Razem ma się zmienić pod postulaty ludzi, nie ludzie pod Razem.

Ej, ale naprawdę, czy to nie powinno być tak, że są różne partie o różnych zestawach poglądów, a wyborcy wybierają między nimi? Jedna partia dla wszystkich funkcjonowała u nas przez kilkadziesiąt lat i to się nie skończyło najlepiej. Oczekując, że organizacja polityczna budowana przez setki ludzi zmieni swoje postulaty na zupełnie przeciwne, żeby cię dopieścić, stawiasz sprawę na głowie. Jeśli chcesz takiej zmiany, zapisz się do Razem i przekonuj innych członków do zmiany poglądów. Jeśli chcesz głosować na Nowoczesną, która okazuje się być zgodna z twoimi przekonaniami - bądź moim gościem. Bo, jak pewnie już się orientujesz, gospodarczo te partie proponują coś zupełnie przeciwnego i chcą reprezentować różne grupy ludzi. Ale obwinianie Razem za to, że się pomyliłeś w ostatnich wyborach jest trochę kuriozalne.

"DiEM25 – ruch założony przez byłego greckiego ministra finansów Janisa Warufakisa, w który Razem jest zaangażowane – w swoim szkicu „nowego ładu dla Europy” mówi o mechanizmie dywidendy obywatelskiej. Każde przedsiębiorstwo notowane na europejskiej giełdzie oddawałoby cześć swoich akcji do domeny publicznej. Dywidendy z tych akcji finansowałyby rentę obywatelską dla wszystkich Europejczyków i Europejek."

Państwo chyba żartujecie, prawda?
Czy w ogóle wiecie jak funkcjonuje Giełda Papierów Wartościowych i czym jest dywidenda? Czy zetknęliście się kiedykolwiek z Rachunkiem Zysków i Strat lub chociaż Bilansem danej spółki?
Przecież ten pomysł jest nierealny z co najmniej kilku powodów...
Przypuśćmy, że prowadzę firmę, którą chcę wprowadzić na giełdę (jednocześnie kapitał pozyskany z emisji publicznej nie zostanie skierowany do samej spółki, a zostanie w kieszeni osoby sprzedającej akcje (czyli Akcjonariusza) --> przykład ostatnio z polskiego rynku kapitałowego --> firma Dino). Proszę logicznie wytłumaczyć mi, jakim prawem państwo narzuca mi fakt, że mam sprzedać tyle i tyle akcji osobom publicznym? Przecież funkcjonowanie oferty publicznej jasno mówi do ilu osób taka oferta musi być skierowana...
Czy jako przedsiębiorca nie mam więc prawa do emisji prywatnej (korzystniejszej pod pewnymi względami)?
Jaką mają Państwo gwarancję, że spółka rok za rokiem będzie wypłacać dywidendę? (proszę spojrzeć na kolejny przykład spółki --> Orange).

Jako ekonomista i finansista wiem jedno... Funkcjonowanie tego pomysłu w długim terminie (w Europie) spowodowałoby brak konkurencyjności z innymi rynkami (tym samym spółkami) kapitałowymi.
Przecież akcjonariusze z USA (spółki o podobnym profilu działalności co spółka z Europy) mogliby nie wypłacić w danym roku dywidendy, a pieniądze przeznaczyć na rozwój spółki (w tym obniżenie kosztów danej usługi lub produktu).
Rozumiem, że mieszkaniec Europy miałby kupować produkty tylko spółek europejskich? W imię "wspólnego" dobra? 🙂
A w najlepszym przypadku powinniśmy zamknąć rynek europejski dla firm amerykańskich w tym przypadku?
Ech...
Nie próbujcie być mądrzejsi od rynku... bo to prowadzi do jeszcze większej katastrofy...

obszczymurek pisze też dla krytyki politycznej:), o kuźwa, ale komunistyczne dno z niego, zresztą nawet po gębie to widać

Dozylismy czasów, gdy lud pracowity, zapobiegliwy, oszczędny i innowacyjny jest uosobieniem zła, a lud o takiej sobie etyce pracy, za bardzo sobie nie odmawiajacy jest glaskany po glowie. Mnie osobiście przypomina się rok 1988 i wakacyjne saksy na Peloponezie. Scenka pierwsza: skręcam zbrojenia w wykopie pod nową halę fabryczna, tymczasem gdzieś zniknęła, pracujaca równolegle ekipa szalunkarzy. Pytam się pracującego ze mną szefa: gdzie oni są. Poszli odpocząć w cieniu, zmeczyli się upalem. Spali pod drzewem przez trzy płatne godziny pracy i w zasadzie działo się to prze większość dni. Scenka druga, pobliskie miasteczko, siedzę w kawiarni, piję kawę z dwoma znajomymi Grekami, jeden z nich mówi: wy w Polsce macie dobrze bo macie komunizm. Nie chciałem mu robić przykrości i wylać wprost, co myślę o komunizmie w Polsce, ale zapytałem: dlaczego tak uważasz. Odpowiedź: w komunizmie nie trzeba pracować, można za to caly czas siedzieć w "kafenijo" i rozmawiać z przyjaciółmi. Po tych doświadczeniach nie potrafię być obiektywny myśląc o greckim kryzysie, chociaż bardzo lubię ten kraj.