Kraj

Sroczyński: Lewica nie może popełnić błędu „ideowej czystości”

Grzegorz Sroczyński

Wiem po sobie, jak bolesny bywa proces zmiany poglądów. Dużo wysiłku potrzeba, od lektury grubych książek aż po przepracowanie bólu po stracie ulubionej cioci Unii Wolności i matki – „Gazety Wyborczej”. Przechodziłem to wszystko.

Michał Sutowski: To, co zbudowało ci markę na lewicy, a co Cezary Michalski nazwał „obwoźnym konfesjonałem Sroczyńskiego”, to seria wywiadów pod hasłem „byliśmy głupi” – do kogo właściwie była kierowana? Przecież, jeśli ktoś naprawdę nienawidzi III RP, to nie chce słuchać kajań czy przeprosin, tylko kwiku świń odsuwanych od koryta. A jak ją jakoś tam ceni, życzy sobie korekty błędów i wypaczeń, to myśli raczej: oddzielmy przyszłość grubą linią, wybierzmy przyszłość…

Grzegorz Sroczyński: Tamte rozmowy – z Marcinem Królem, Michałem Bonim, Janem Krzysztofem Bieleckim – odbyły się już dość dawno, trzy lata temu. Ważny był ich kontekst, to że mówi to np. profesor Król i że na łamach „Gazety Wyborczej”. Adresat był jasny: środowisko wpływowej jeszcze wówczas, liberalnej inteligencji, którą miałem nadzieję wyrwać z poczucia samozadowolenia. Sądziłem, że może to nimi wstrząśnie i zamiast zajmować się Kaczyńskim i histerią, że oto nadchodzi PiS, zaproponują opinii publicznej jakąś refleksję, może korektę projektu III RP…

I co, udało się?

Częściowo, w środowisku pojawił się rodzaj autokrytycyzmu.

Grzegorz Sroczyński
Grzegorz Sroczyński – dziennikarz gazeta.pl i Radia TOK FM. Fot. screen YT

No to może już starczy przepraszania za nadwiślański liberalizm? W końcu statystyki pokazują, że wyborców PiS nie da się zredukować do „ofiar transformacji”…

Na pewno jakimś niebezpieczeństwem dla mnie, Rafała Wosia czy partii Razem jest to, że utkniemy w starciu z Leszkiem Balcerowiczem. Z tekstami Michalskiego i rożnymi potępieniami ze strony „antysymetrystów” się nie zgadzam, ale widzę problem swojej postawy: oto będziemy walczyć na poprzedniej wojnie, rozdrapywać rany, pielęgnować urazy i rozliczać dawnego przeciwnika. Tyle że ten – liberałowie III RP – jest dziś dużo słabszy niż kiedyś. Nie rządzi, więc nie mają większego sensu sekciarskie dyskusje o tym, że Balcerowicz był złym człowiekiem i że prywatyzacja w latach 90. była źle robiona, zwłaszcza połączone z domaganiem się od liberałów, żeby się do tego wszystkiego przyznali.

Czyli co, z liberałami pokój? Nie ma wroga na antyprawicy?

Poczekaj, problem w tym, że opozycję mamy wciąż głównie liberalną i wielu z jej ludzi wciąż nie przemyślało swoich błędów czy zaniechań. Odnoszę wrażenie, że liberałowie mylą krytykę konkretnych błędów z atakiem na ich całe życiorysy – stąd bierze się pasja, z jaką niektórzy nie dopuszczają nawet myśli, że warto posłuchać krytycznych głosów z wnętrza własnego obozu, posłuchać mnie czy choćby Jacka Żakowskiego, który takie rzeczy mówił swojemu obozowi jako pierwszy.

Wielu z nich podejrzewa, że dla lewicy są większym wrogiem niż PiS.

I dlatego należy dać liberałom możliwość honorowego wyjścia, tzn. nie kwestionować całego ich dorobku. Mogliby wtedy uznać, że między nimi a lewicowymi krytykami III RP jest protokół rozbieżności w ocenie terapii szokowej, przyjąć te różnice, a jednocześnie powiedzieć: ok, dziś Polska jest na innym etapie. I że mądrość niedogmatycznego liberała polega na tym, że w nowych czasach zaczyna inaczej myśleć o rzeczywistości.

Na pewno jakimś niebezpieczeństwem dla mnie, Rafała Wosia czy partii Razem jest to, że utkniemy w starciu z Leszkiem Balcerowiczem.

Mówisz o warunkach udanego dialogu intelektualistów, ale może chodzi o to, że żadna lewicowa krytyka III RP nie ma sensu politycznego? Skoro PiS odebrał lewicy temat socjalny, to żadne korekty poglądów przez liberałów nie pomogą. Bo PiS coś obiecał, a potem dał, a jak przyjdą tamci, to z powrotem zabiorą.

Akurat to sama opozycja w mediach przekonuje społeczeństwo, że jak wróci, to odbierze ludziom – wiek emerytalny, 500 plus, płace minimalną…

A wyborcy „socjalni” głosują interesem ekonomicznym. PiS jest w tych sprawach wiarygodny, więc żadna lewica nie ma tu szans.

Wszyscy głosują interesem ekonomicznym, przedsiębiorcy też, gdy domagają się np. niższych podatków.

Niech będzie, chodzi o to, że z punktu widzenia wyborcy „socjalnego” PiS to dziś bardzo racjonalny wybór. Dla wielu ludzi to pierwsza władza, która im coś naprawdę dała, nie da się tego przelicytować – ani przedszkolami dla każdego, ani obietnicą 1500 plus i to na każde dziecko. PiS zawsze będzie wiarygodniejszy od nawróconych na socjalliberałów – więc może nie ma sensu, żeby się Nowoczesna z PO w tę stronę nawracały?

Po kolei. Ludzie głosują swoimi interesami i mają do tego prawo. Nie możemy pogardzać wyborcami PiS dlatego, że jakaś część z nich głosowała kierując się motywacją ekonomiczną. 500 plus pozwoliło wielu wyjść z biedy, a często odzyskać elementarną godność. Jak kogoś pierwszy raz w życiu było stać na urlop czy spłatę chwilówki, to poszerzył mu się zakres wolności, nieprawdaż?

Prawdaż.

Nie należy ich obrażać, nie wolno traktować jak bydło kupione kiełbasą wyborczą, bo to po pierwsze, nieprawda, a po drugie, nie działa. Kolejna kwestia – PiS nie przejął kwestii socjalnej na zawsze, tylko na jakiś czas. Do wszystkiego ludzie się przyzwyczajają i z czasem chcą więcej, wdzięczność też ma swój termin przydatności.

Czyli licytować? 1000 złotych na każde dziecko?

Nie, ale obóz prodemokratyczny mógłby się np. przyjrzeć 21 postulatom sierpniowym z 1980 roku. Przypomnę, że aż 14 z nich dotyczyło socjalu: żłobki, mieszkania, wolne soboty, podwyżki płac i dodatki drożyźniane, prawo do strajku – to już coś pośredniego między kwestiami socjalnymi a wolnościowymi. I do tego 7 postulatów polityczno-wolnościowych – media, więźniowie polityczni, itd. Tylko taki pakiet działa. Rozłączanie tych sfer: opozycja od wolnych sądów, a reszta w rękach PiS – to się nie może udać.

A co może?

Uważam, że Polacy – nie mam łatwej recepty, jak to zrobić – byliby skłonni przerzucić ciężar swoich zainteresowań na pakiet wolnościowo-równościowy. Państwo opiekuńcze, gdzie jednak odbywają się prawdziwe konsultacje społeczne, gdzie nie ma chaosu i wzmożenia ideologicznego, prawa kobiet i mniejszości są przestrzegane, ale wciąż jest miejsce dla szczypty zdrowego antyelitaryzmu.

Wszystko to w programie ma partia Razem i w sondażach oscyluje wokół progu finansowania z budżetu.

Propozycja partii Razem robi się, niestety, sekciarska, a przynajmniej tak jest odbierana przez ludzi. Nie wiem do końca, jak z tym walczyć, ale nawet ja zaczynam odnosić takie wrażenie.

Propozycja partii Razem robi się, niestety, sekciarska, a przynajmniej tak jest odbierana przez ludzi.

Bo?

Bardzo im kibicuję i pewnie się z tą oceną nie zgodzą, ale widzę tam klimat przejęty od obozu liberalnego, który Razem krytykuje. Chodzi o poczucie wyższości i potrzebę pouczania, co widać w różnych niuansach. W swoich dyskusjach z obozem liberalnym nie zostawiają żadnej furtki. Żeby móc kogoś przekonać, nie możesz zaczynać od „jesteście głupi, wszystko schrzaniliście, a w ogóle to najpierw przeproście”.

Czyli znowu – gruba kreska?

Nie. Chodzi o przekaz: rozumiemy złożoność tamtych czasów, uważamy, że można było inaczej, ale już to zostawmy, teraz dyskutujmy o przyszłości. To jest niezbędne także dlatego, że pouczanie z pozycji siły czasem budzi respekt, ale pouczanie z pozycji 3 procent jest irytująco śmieszne.

I z każdym da się tak rozmawiać?

Trzeba. A czy się da? Jeżdżąc jako reporter po Polsce w latach 90. wytrenowałem w sobie umiejętność rozmowy z kimś, z kim bardzo się nie zgadzam. Nawet, jak ktoś mi wyjeżdżał z antysemityzmem, starałem się tak kierować rozmową, żeby z tą osobą podyskutować, ale żeby zarazem ona odnalazła swoją godność, nie czuła się pouczana. Staram się rozmawiać z ludźmi z różnych grup społecznych, ze sprzątaczką czy ochroniarzem. I nie po to, żeby sobie poprawić samopoczucie lewicowca, tylko z zawodowej potrzeby.

Żeby móc kogoś przekonać, nie możesz zaczynać od „jesteście głupi, wszystko schrzaniliście, a w ogóle to najpierw przeproście”.

To znaczy?

Wyjście ze swej bańki, to chyba logiczne. Jestem im jakoś wdzięczny, bo wykorzystuję czasem te rozmowy do pisania felietonów. To wygląda tak, że np. ochroniarz w empiku mówi mi, że „oni wszyscy kradną”. To jest uproszczenie, ale nie mogę zacząć od pouczania go, że to demagogia i nieuprawnione uogólnienia.

Tylko?

Przyznałem mu rację, że za PO było mnóstwo złodziejstwa, ale niech zobaczy, jak teraz PiS kradnie, wstawia Misiewiczów gdzie się da… On przyznał mi rację, zeszliśmy na bardziej pragmatyczne tory. Zgodził się, że wtedy podatki nie wpływały do budżetu, było Amber Gold, reprywatyzacja – ale zaczęliśmy rozmawiać o tym, że i ci obecni dorwali się do koryta i wstawiają tylko swoich… Ja mam poczucie, że klasa ludowa – to nie jest żadna chłopomania z mojej strony – jest w wielu sprawach bardziej trzeźwa politycznie niż klasa średnia; to też widać w opublikowanych przez was badaniach Maćka Gduli.

Neoautorytaryzm, a nie populizm. Skąd się wzięła „dobra zmiana”

Bo myślą mniej „pakietowo”? Popieram rząd w tej kwestii, a w innej niekoniecznie?

Ale też są świadomi, że głosują za czymś we własnym interesie, a nie dla dobra wspólnego. Jak prześledzisz wyniki wyborów w Polsce i te momenty, kiedy inteligencja najmocniej drżała przed ludem, to zazwyczaj były to dość trzeźwe odruchy: „Tędy nie idźcie!” – mówili ludzie. Co nam „prosty lud” zrobił Tymińskim? Dał liberalnym elitom sygnał: musicie odpuścić z pakietu neoliberalnego, bo tak się naród podkurwi, że to się musi źle skończyć. I ten pakiet został faktycznie złagodzony. To samo było z SLD – przez to, że postkomuniści wygrali wybory, uniknęliśmy dużo gorszej recydywy komuny a’la Komunistyczna Partia Czech i Moraw.

Jakoś rozumiem ten schemat, tylko czy nie za łatwo wtedy usprawiedliwiamy różne koszmarne rzeczy, o których ten wkurzony lud i jego trybuni mówią?

Czasem mają powód. Weźmy brexit – wszyscy powtarzają, że ludzie zagłosowali nieracjonalnie, bo ich zmanipulowały te oszołomy od Farage’a. Ale jak pojedziesz tam, gdzie osiedliło się dużo Polaków, to już wiesz, dlaczego Brytyjczycy głosowali za leave. W Anglii są miasteczka, gdzie 20 procent mieszkańców to Polacy. I nawet, jak w większości pracują i nie robią nic złego, to w twojej przychodni wydłużyła się przez nich kolejka. W szkole twoich dzieci klasa zamiast 18 liczy 30 uczniów, a do tego część z nich wymaga większej uwagi nauczycieli, bo nie znają języka – to wszystko kosztem twojego dziecka. W Southampton dniówka brytyjskiego pracownika spadła o połowę od czasu otwarcia granic.

Gdula: Czy Kaczyńskiego popierają wyłącznie „przegrani”?

Netto polscy imigranci dokładają się do brytyjskiego PKB. Dużo.

Jasne, że tak, ale ludziom, którzy mają przepełnione szkoły i przychodnie to niewiele pomaga. Ja byłem wielkim przeciwnikiem brexitu, bo osłabia Unię Europejską, a głosującym „za” więcej zaszkodzi niż pomoże – ale to jak z tym Tymińskim. To był wrzask ludzi na dole: zobaczcie, że mamy problemy! Wrzask może być różnie artykułowany, ale mam wrażenie, że my robimy wszystko, by był artykułowany jak najbardziej nieracjonalnie.

OK, ale czy można niechęć np. do uchodźców czy migrantów redukować do spraw ekonomicznych? A co ze zwykłą rozkoszą z dominacji nad kimś? Przy zwalnianych z pracy celebrytach można jeszcze powiedzieć, że to rewanż poniżonych, ale np. na Węgrzech świetnie rozgrywa się niechęć do Romów… Może do wszystkich lewica nie dotrze, nie zbawi wszystkich?

A dlaczego prawicy to się udaje?

Bo prawica może im pozwolić na różne rzeczy. Trump pozwala sfrustrowanym facetom gadać o kobietach tak, jakby siedzieli w piłkarskiej szatni. Orban pozwala poczuć moc za sprawą postawienia płotu uchodźcom. Lewica tego wszystkiego zabrania.

Prawica daje ludziom fast fooda, coś, po co najłatwiej sięgnąć. A liberałowie mówią na to, że ludzie i tak zjedzą chętniej fast fooda, bo tak lubią. Tyle że przecież gusta można zmieniać, wrażliwość kubków smakowych da się kształtować. Uczniowie w szkole zmieniają przyzwyczajenia żywieniowe po pół roku od wprowadzenia do stołówek marchewek i warzyw, są na to badania…

To trzymając się tej kulinarnej metafory: fajnie, ale czy slow food to nie jest luksus, moda dla klas wyższych?

Nie, ja nie mówię o jagodach goji ani komosie ryżowej – świeże marchewki, gruszki i zapiekane jabłka to nie jest luksus, którego nie można wprowadzić. Tak samo polityka lewicowa to nie jest żaden luksus, żadna skandynawska fanaberia.

Stać nas chyba na trochę mniej niż Szwedów.

Ale gdyby polskie elity wymyśliły taką opowieść: nie stać nas może na wszystko, ale wybieramy jedną dziedzinę usług publicznych, w której Polska będzie trzymać światowe standardy. Stajemy na głowie, żeby ta jedna rzecz działała dobrze i była na poziomie skandynawskim – po to, by ludzie wiedzieli, po co jest państwo. Mamy mało pieniędzy, ale ponieważ najbardziej różnicuje ludzi służba zdrowia, czy np. transport publiczny – to zapewniamy go wszystkim na dobrym poziomie.

A nie szkoła? Bo taka służba zdrowia to worek bez dna.

Ze szkołą człowiek ma do czynienia przez kilkanaście lat, jak dzieci chodzą do szkoły, a ze służbą zdrowia przez całe życie.

No tak, ale dosypanie 20 miliardów do szkoły daje skok jakościowy, a 20 miliardów do służby zdrowia niewiele zmienia, tyle że pielęgniarki będą lepiej zarabiać i endoprotezy będą staruszkom wszczepiać bez konieczności ekshumacji.

Generalnie chodzi o zmienianie kubków smakowych za pomocą marchewki – odpowiednikiem tego może być pokazanie ludziom, że państwo potrafi być czymś skutecznym, atrakcyjnym i dla wszystkich. To może być szkoła, to może być budownictwo mieszkaniowe…

To są bardzo fajne pomysły na to, co ma zrobić postępowy rząd, jak już weźmie władzę. Ale my jesteśmy w sytuacji, kiedy mieszkania zbuduje nam PiS – cudów nie będzie, ale trochę rodzin przed wyborami te klucze z Mieszkania+ odbierze. Służba zdrowia to dość abstrakcyjny temat, a do tego ludzie boją się wizji wielkich reform – więc to słaby wehikuł wyborczy. Szkoła już lepiej – można pokazać konkretne patologie i środki zaradcze, jest to atrakcyjne dla klasy średniej… Ale czy takie duże projekty mogą w ogóle odciągnąć wyborców od prawicy?

Wierzę, że w polityce polskiej nastąpi gwałtowna zmiana i to raczej szybko. Można wyczuć klimat, który dziś wisi w powietrzu, rodzaj emocji czy atmosfery, ale trudno przełożyć to na słowa. Jest miejsce na nową siłę polityczną i pragnienie, żeby ona powstała – to dotyczy także tej połowy wyborców PiS, która nie zapisała się do sekty Macierewicza.

Czujesz na poziomie nastrojów jakiś trend społeczny, za którym polityka nie nadąża?

Intuicyjnie tak. Zarazem mam świadomość, że w polityce wszystko może się odmienić za sprawą pojedynczego wydarzenia. Nie daj Boże, jutro jakiś prowokator, albo i rzeczywisty fanatyk strzeli z dubeltówki na miesięcznicy do Kaczyńskiego. I jeżeli władza będzie to chciała wykorzystać do swych gier, to masz krew na ulicach. Przy tym napięciu za sprawą jednego szaleńca możemy za tydzień żyć w innym kraju. Mam nadzieję, że nic takiego się nie stanie, ale też jakoś wierzę w mądrość obydwu stron. Po śmierci Piotra Szczęsnego PiS nie grzał tego tematu, strona opozycyjna też była w miarę spokojna. Wiem jednak, że może się to wymknąć spod kontroli.

Jest miejsce na nową siłę polityczną i pragnienie, żeby ona powstała.

Mówisz o wydarzeniu potencjalnie katastrofalnym, ale tego typu wydarzeń w ogóle nie da się przewidzieć. Dlatego podobne spekulacje mają chyba mały sens. Coś więcej można za to powiedzieć właśnie o nastroju, o klimacie. Czy on jest faktycznie korzystny? Bo wielu komentatorów coś wyczuwa, tylko że jaskółki nowego są mało sympatyczne. Choćby fakt, jak łatwo abstrakcyjny temat uchodźców zagrał na korzyść prawicy. Szczucie na przybyszów z Bliskiego Wschodu silniej mobilizuje niż „wolne sądy”.

Nie zgadzam się, że migracje i uchodźcy to temat abstrakcyjny. Imigranta Polak widzi co dzień – w telewizji, i w TVN, i w publicznej. Widzi zamachy na ulicach europejskich miast, gdzie albo sam był, albo jego dzieci tam pracują lub chociaż były na wakacjach – doświadczenie przekazu jest prawie takie, jakby to się działo na ulicach Warszawy. Mowy nienawiści nie należy usprawiedliwiać, tego, co mówią politycy i co łykają ludzie – ale nie można też mówić, że te lęki są irracjonalne. Jak ludzie widzą terroryzm w telewizji, tuż za miedzą, to będą się bać.

Ale mi chodzi o sam fakt, że ten temat tak mocno zadziałał. Zdaniem niektórych przesądził wręcz o wyniku wyborów w 2015 roku… Istnieje podatny grunt dla strasznych rzeczy.

Polak widział masy ludzi wlewające się przez płot i te obrazki budzą przerażenie. Oczywiście, to wina Europy, która zostawiła temat, jedna Merkel próbowała problem rozładować. Ale Polacy nie są specami od takich lęków, bo przecież w Europie Zachodniej są partie w rodzaju naszego ONR, które dostają po 15 procent w wyborach.

Ja nie twierdzę, że jesteśmy jako Polska wyjątkowi. Ale to tylko gorzej – bo na Zachodzie skrajna prawica przejęła większość klas ludowych. Da się coś z tym zrobić u nas?

Ksawery Pruszyński, przedwojenny reporter „Wiadomości Literackich”, pisał kiedyś o slumsach w Łodzi. Rzecz zupełnie nieprawdopodobna – opis, w jakich warunkach ludzie żyli w przemysłowym mieście lat 30. Ale co ważne, jego przewodnikiem po tych slumsach jest zapiekły endek, który patrząc na ich mieszkańców zaciera ręce, że to będzie nasza baza wyborcza…

Świetna anegdota. Tylko potwierdza moją hipotezę, że prawica ma dla ludu lepszą ofertę. I że zawsze tak było. „Wiadomości Literackie” czytała inteligencka elita, a pismo utrzymywał ziemianin, bo taką miał fantazję.

Była przecież masowa partia robotnicza, PPS.

Dopiero czwarta siła polityczna – po endecji, sanacji i ludowcach.

Twierdzę po prostu, że teza, jakoby na slumsach zawsze musiał stać endek czy ONR-owiec i podsuwać skrzywdzonym i poniżonym ofiary do nienawidzenia – jest nieprawdziwa. To liberałowie myślą, że lud musi nienawidzić, że trzeba go trzymać w kagańcu, bo oświecić się go chyba nie da.

No dobrze, to żeby wyjść temu naprzeciw – może nie ma jednego ludu, jednej klasy średniej? Do których segmentów tych klas ty byś się odwoływał?

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie – poparte badaniami – intuicje Maćka Gduli. Bazą lewicy mogłaby być klasa średnia pod warunkiem, że się jej uświadomi, że nie jest „prawie klasą wyższą”. I że nigdy klasą wyższą nie będzie. Mit, który nam zaszczepiono, tzn. że dołączymy do elit pokazywanych w TVN, albo że będziemy żyli prawie jak oni – to ściema. Klasa wyższa jest tak oderwana od reszty, że nigdy do nich nie dobiegniemy.

Polityka? Bez klasy, bez sensu [rozmowa z Maciejem Gdulą]

I co nam po tej świadomości?

Jeśli to sobie uświadomimy, jakość usług publicznych staje się sprawą kluczową. Służba zdrowia jest ważna, bo nawet abonament w Lux Medzie wszystkiego nie załatwi; porządny transport publiczny to warunek przyzwoitego standardu życia na przedmieściach; szkoła publiczna musi być na poziomie, żeby nie wydawać połowy pensji na prywatną… Przy takim podejściu możliwy jest wtedy sojusz słabszych i średniaków: lewica nie może popełnić błędu „ideowej czystości” i mówić, że teraz zwróci się wyłącznie do ludu, żeby endek tam nie stał. Po prostu interesy klasy średniej i ludowej są, wbrew pozorom, bardzo zbliżone.

W „Polityce” ukazały się niedawno badania na temat poglądów Polaków. Wyszło na to, że 17 procent jest za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, a dwadzieścia kilka zgadza się z tezą, że jak ktoś wygra wybory, to sądy ani konstytucja nie powinny go ograniczać.

Ale nawet to spośród całego elektoratu będzie zaledwie 1/4, lewica faktycznie może o nich zapomnieć. To dużo mniej niż dzisiaj popiera PiS, więc jest o kogo walczyć.

Za PiS – 40%, za polityką PiS – 25. Czy suweren oszalał?

Dla lewicy jest jednak kilka tematów, w których nie może pójść na kompromis – np. liberalne podstawy ustroju. I tu mamy problem. Prowadziłem niedawno spotkanie wokół książki Beaty Siemieniako Reprywatyzując Polskę. Beata jest prawniczką, która reprezentowała w sądach poszkodowanych przez reprywatyzację lokatorów, jest więc dla nich wiarygodna. Mimo to, kiedy opowiadała o przyczynach patologii, o niuansach i złożoności kontekstu – i tak do ludzi docierał raczej przekaz pt. „układ mafijny, gnoje rozkradli”, czyli przekaz bliższy Jankowi Śpiewakowi. A już nie daj Boże, kiedy obecny na debacie profesor Marcin Matczak mówił, że Komisja Weryfikacyjna jest niekonstytucyjna…

Ale czemu się dziwisz?

Nie dziwię, ale pytam, czy np. reprywatyzacja to nie jest temat, na którym lewica może coś wygrać? A może w takich sprawach zawsze wygrają szeryfowie z siekierą, a nie wrażliwi społecznie obrońcy konstytucji? A jednak chyba lewica tej konstytucji musi bronić?

Problem wynika z takiego nabrzmienia skandalu, że jak rzecz wybucha, to jakby szambo wybiło. I niestety, ludzie muszą wykrzyczeć swoją krzywdę na Komisji Weryfikacyjnej, bo pani prezydent Warszawy nie dała im na to szansy na sesjach Rady Miasta. Jeśli tak mocno buzuje w butelce, to w końcu korek wystrzeli, albo i butelkę szlag trafi. Ja przy tym bardzo szanuję takie osoby jak Beata, które wychodzą z samego środka tego wkurwu, a jednak potrafią niuansować i przeciwstawić się nurtowi, który je niesie, mówić skrzywdzonym ludziom – pamiętajcie, to nie jest takie proste. Ale też ludzie mają prawo wykrzyczeć swoje emocje.

Politycznie i tak wygra na tym Patryk Jaki?

Komisja Jakiego pokazuje siłę i sprawczość, czyli to, co jest w polityce sexy: mogą odebrać tę kamienicę czyścicielom i podejrzewam, że w sądach po ewentualnych odwołaniach te decyzje się utrzymają. Lewica pewnie nie może tego wygrać politycznie, ale może zachować się przyzwoicie i być z pokrzywdzonymi. Chyba nie ma innego wyjścia.

A czy lęk przed wypadnięciem Polski z Zachodu to jest jakiś wehikuł dla lewej strony?

Błędem lewicy jest wieczne narzekanie, że ta UE jest zbyt neoliberalna, więc mówimy o niej jakoś półgębkiem. Uważam, że Unia będzie się progresywnie zmieniać, a kierujący nią zakon urzędników, którzy z różnych powodów – także obrony życiorysów, co dobrze widać po Junckerze – trzyma się ortodoksji i wspiera kapitał, zaczyna kruszeć.

A jeśli nie mówić półgębkiem, to jak?

Inaczej niż liberałowie: pokazywać, że Unia się zmienia pod względem ideowym, że bierze na warsztat sprawy socjalne. Że w Europie są ruchy krytyczne wobec głównego nurtu, które jednocześnie są za równością i demokracją, ale też że w samej Komisji Europejskiej jest i beton, i siły zmiany, a to jest wszystko bardzo dynamiczne. Chodzi mi o postawę w stylu Janisa Warufakisa – zamiast uprawiać malkontenctwo, że go minister Schäuble skrzywdził, były minister finansów Grecji organizuje ruch, który ma popchnąć eurokratów w sensowną stronę. A jeszcze na marginesie: dla Polaków hasło, że Europa jest też po to, żeby nieco trzymać w ryzach naszych panów folwarcznych, zwłaszcza na rynku pracy, może być całkiem nośne. Podobnie, że trzyma nieco w ryzach naszych polityków, żeby wszystkiego nie rozdzielili między znajomków i dali też coś zwykłym ludziom. W dodatku to nie jest wcale takie dalekie od prawdy. To wprowadzenie standardów unijnych – choć często pozostają na papierze – spowodowało, że nie mamy tu całkowicie dzikiego kapitalizmu, tylko jednak półdziki.

A co z genderem? Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dowodzą, że dla prawicy to nie jest temat poboczny; liberałowie się go wyraźnie boją. A co ma robić lewica?

Nie wstydzić się. Gender wtedy jest irytujący i może działać jako prawicowy zarzut, kiedy polega na chwaleniu kobiet sukcesu pod wodzą Henryki Bochniarz. Wówczas łatwo gender ukazać jako luksus, jako pogląd głoszony przez osoby zamożne, wielkomiejskie, bardzo indywidualistyczne. A przecież – to wychodzi także we wspomnianych już badaniach – klasa ludowa bywa postępowa, choćby z racji pewnego praktycyzmu.

W „ideologii gender” takiej, jak rozumie ją lewica, mieści się też etyka troski – pomysł, że odpowiedzialność za słabszych bierzemy na siebie jako społeczeństwo, a nie tylko liczymy, że sami sobie poradzą, względnie zajmie się nimi rodzina.

Tak. To jest pakiet i – powtórzę – tylko jako pakiet działa. Związki partnerskie, prawa gejów, braterstwo z imigrantami muszą się znaleźć na tym samym sztandarze z przestrzeganiem prawa pracy, ze stawką godzinową, z ukróceniem samowoli banków, które prostym ludziom – naszym babciom i dziadkom – wcisnęły kilkaset tysięcy „polisolokat”, kompletnych śmieci inwestycyjnych. Czy na Kongresie Kobiet ktoś się pochylił nad samotnymi emerytkami, które zostały nabite przez banki w ten przekręt? Nie, bo kobiet sukcesu takie problemy nie dotyczą. One czytają umowy przed podpisaniem.

Graff, Korolczuk: Gender to śmiertelnie poważna sprawa

Jeżeli przedstawiasz ludziom pakiet, w którym jest i wolność, i socjal, to nie znaczy, że masz traktować ludzi jak głupich i bać się, że usłyszą wyłącznie to, że jesteś za prawem do aborcji i tym, żeby geje brali śluby. Ale nie powinni też słyszeć, że jesteś wyłącznie za postulatami wolnościowo-kulturowymi. Ukrywanie czegokolwiek, udawanie kogoś innego – zawsze kończy się źle. To jasne, że lewica ma w swej agendzie sprawy równościowe, które – co ważne – dotyczą też imigrantów.

Ale ustaliliśmy, zdaje się, że ludzie słusznie wskazują na związane z imigrantami problemy.

I dlatego na jednym oddechu trzeba mówić, że przyjmiemy imigrantów do waszej miejscowości, ale zadbamy też o dodatkowych lekarzy w przychodni i rozbudowę szkoły. Dostaniecie na to finansowanie z budżetu państwa. Solidarność nie jest grą o sumie zerowej – etyka troski obejmuje wszystkich. Tych „innych”, ale was też – tzn. zadbamy o to, by usługi publiczne były lepszej jakości dla wszystkich.

OK, przetestowaliśmy tematy. Przejdźmy do tego, kto może wcielić je w życie. Czy opozycja potrzebuje lidera? Nie chodzi mi o gościa na białym koniu, ale o to, że charyzma na instytucje czy ruchy chyba tak łatwo nie spływa. Czy da się zbudować siłę polityczną bez człowieka, który uosabiałby projekt, wizję? Z kim można by się utożsamić?

W tej sprawie zmieniłem zdanie. Model partii Razem wydawał mi się kiedyś ożywczy i słuszny. Kiedy ich krytykowano za kolektywne kierownictwo – koledzy-dziennikarze wprost się skarżyli, że nie ma jak ich zaprosić do programu, bo się wożą nie wiadomo ile z decyzją, kogo wysłać – mówiłem, że to ma swoje wady, ale warto temu sprzyjać. Dziś myślę inaczej. Większość energii dyskusyjnej partii Razem idzie do wewnątrz, zajmują się ustalaniem stanowiska i bardzo zważają na to, żeby nikogo nie wykluczyć i nikogo nie wywyższyć.

Nie warto?

Nie wiem. Zysk z demokratycznego kierownictwa chyba nie jest warty takich kosztów – zwłaszcza, że przez tę wsobność łatwo im dorobić gębę sekciarzy. Część ich poglądów jest już w mainstreamie. Jak Zandberg coś mówi w TVN, to ludzie widzą, że to jest „ich specjalność”, ale to już nie jest kosmos, bo nawet liberałowie zaczynają mięknąć w sprawach progresji podatkowej czy usług publicznych. Tak czy inaczej, powinni się zdecydować na model liderski i tym liderem chyba powinien być Zandberg, który obok Agnieszki Dziemianowicz-Bąk jest najbardziej medialny.

Nie utracą wtedy czegoś wyjątkowego?

Jest coś, czego nie powinni tracić: pewnej surowości, naturalnych błędów. Ostatnio się sprofesjonalizowali, zaczęli mówić powtarzalnymi formułkami, przez co zniknął element chropowatości, lekkiego onieśmielenia – ono miało swoją polityczną wagę.

Że na tych salonach nie czują się do końca u siebie?

Byli uroczo nie zsynchronizowani z politykami innych partii, którzy jak katarynki powtarzają przekazy dnia, teraz ta różnica może się zacierać. Najważniejsze jednak, że zbyt dużo emocji inwestują do wewnątrz zamiast na zewnątrz. Chociaż wiem, że to co mówię odbiorą jako bardzo niesprawiedliwe, bo przecież jeżdżą po całej Polsce na strajki, pomagają tym, których nikt nie wpiera i jednak sporo robią.

Jak mówimy o liderach – co z Biedroniem?

Chciałbym, żeby przestał być politycznym singlem. Biedroniowi dobrze by zrobiło pokazanie, że nie gra tylko na siebie – nawet jeśli gra bardzo fajnie np. przyjmując w Słupsku niechętną mu grupę modlitewną, z którą życzliwie rozmawiał. Takie gesty są niesłychanie ważne i przekraczają stare podziały. Dlatego, gdybym coś mógł sugerować Biedroniowi, to po pierwsze, żeby dalej pielęgnował w sobie zdolność rozmawiania z wyborcami PiS bez poczucia wyższości. A po drugie, żeby pokazał ludziom, że potrafi działać w grupie.

Biedroniowi dobrze by zrobiło pokazanie, że nie gra tylko na siebie – nawet jeśli gra bardzo fajnie.

A z kim?

Z partią Razem. Mógłby zbudować z nimi blok, co by wszystkim zrobiło dobrze. Ale powiem więcej – choć nie sądziłem, że kiedyś to nastąpi. Trzeba zacisnąć zęby i zrobić jeden blok – Razem, Czarzasty, Biedroń… Pierwsi pokazaliby, że nie są sektą, drudzy – że nie są bezideowi, a ten trzeci – że nie jest celebrytą.

Paweł Marczewski mówił mi w wywiadzie, że w europejskiej polityce bardzo silny jest dziś nurt postideologii. Chodzi o takich ludzi jak Sebastian Kurz w Austrii czy Emmanuel Macron. Ich projekty nie są pozbawionymi treści wydmuszkami, bo np. Kurz jest faktycznie twardą prawicą, a Macron centrystą; pierwszy załatwia problemy i „odzyskuje kontrolę”, drugi mówi głównie o Europie. W obydwu jednak przypadkach to lider-celebryta decyduje o powodzeniu projektu. Może w Polsce lewica powinna być postępowa w treści, ale raczej „modernizacyjna” i postideologiczna w formie?

Uważam, że ideologia jest bardzo ludziom potrzebna, zwłaszcza, gdy czują się niepewni. Wtedy najbardziej sexy są dwie rzeczy: ideologia i siła, tzn. sprawczość – nie przypadkiem hasło „odzyskiwania kontroli” tak dobrze zagrało w Wielkiej Brytanii. To, co robi dziś PiS ma obydwa te elementy: odzyskujemy państwo od grup interesów i wielkich korporacji, to też daje pozór sprawczości.

Marczewski: Wyniki PiS nie przesądzają o głębokiej prawicowości Polaków

Ale PiS ma władzę, to zawsze łatwiej. Tak czy inaczej – czy etykieta lewicy pomoże czy zaszkodzi? Pewien prawnik powiedział mi ostatnio o Razem, że to „grupa rekonstrukcyjna PPS”.

Nie wiem, czy to sprawiedliwy zarzut, ale to bez znaczenia. Pytanie jest zasadnicze: czy jest sens kopać się z koniem, tzn. z przekonaniem, że to wyświechtane hasło z gabloty muzealnej PRL? Jeśli masz ruch, w którym jest np. Razem, Biedroń, Nowacka, Karol Modzelewski jako patron, może Władek Frasyniuk….

To jest wielki bohater, ale chyba też niereformowalny wolnorynkowiec.

W ostatnich rozmowach, być może pod wpływem lektur czy tego, co mówi partia Razem, zaczyna jednak mówić językiem progresywnym, np. o śmieciówkach, choć trzy lata temu w wywiadzie opowiadał, jak sam radośnie ludzi na tychże śmieciówkach zatrudnia. Nie skreślajmy ludzi – wiem po sobie, jak bolesny bywa proces zmiany poglądów. Dużo wysiłku potrzeba, od lektury grubych książek aż po przepracowanie bólu po stracie ulubionej cioci Unii Wolności i matki – „Gazety Wyborczej” . Przechodziłem to wszystko.

Łączę się w bólu, za młodu zbierałem podpisy pod listą Partii Demokratycznej. Ale jak to się ma do współczesnej lewicy?

Lewica powinna znaleźć sposób na wyjście z getta i odklejenie łatki lewicy. Może być pryncypialna, ale nie może być tak postrzegana.

Co to znaczy?

Chodzi o to, żeby można się tam było odnaleźć z różnymi życiorysami, a nie tylko o to, by głosić słuszne poglądy o usługach publicznych wysokiej jakości i progresywnych podatkach. Kombinowałbym w tę stronę, że różne środowiska mają różne łatki, które mogą się uzupełniać. Razem ma łatkę partii pryncypialnej i skrajnej, a SLD funkcjonuje jako cyniczny aparat władzy, czyli już rządzili i są przewidywalni. Być może dałoby się dokonać jakieś fuzji, połączyć najlepsze rzeczy z każdego z tych środowisk i uzyskać konglomerat – ideowy, ale zarazem dla ludzi przewidywalny i jakoś oswojony.

Wiem, że raz już to powiedziałeś, ale dopytam: naprawdę proponujesz im się dogadać z Czarzastym?

Tak, ale nie na zasadzie: wszyscy przeciwko PiS. Żeby lewica zdobyła te 10-15 procent głosów i mogła wprowadzać swe postulaty jako języczek u wagi, powinna się dogadać z Czarzastym i resztą. Oni są cyniczni i mają sporo za uszami, ale np. w sprawie ekonomii ich dyskurs się mocno przesunął. Zamiast im pieprzyć w kółko, że zdradzili socjaldemokrację i zamienili ideały na podatek liniowy, warto dać im wyjść z twarzą.

Tak jak liberałom a propos oceny III RP?

Żeby mogli powiedzieć, że to były inne czasy, inne mądrości etapu, ale teraz w sprawach społecznych blisko nam do partii Razem. W polityce nie można w kółko „dawać świadectwa”, bo politycy zupełnie czyści i nieskażeni kompromisami mogą dostać właśnie 3 procent. Gdyby cała lewica potrafiła się dogadać i zrobić jeden blok wyborczy, mogłaby uzyskać 15 procent, może więcej.

To się jeszcze wyzłośliwię – a może to wszystko rychło w czas? Może w 2015 roku trzeba było się godzić i robić wielki blok, zamiast się dzielić na dwa? Może PiS nie rozwaliłby wtedy Trybunału, sądów i jeszcze paru instytucji, a KE nie uruchomiłaby artykułu 7?

Nie wiem. To nie ma znaczenia. Jeśli mnie i moim kolegom grozi powtarzanie rytualnego sporu z liberałami o lata 90., to z kolei liberałom grozi rytualne powtarzanie, że gdyby nie partia Razem to coś tam. Na przykład Kaczyński musiałby rządzić z Kukizem, a nie samodzielnie i byłoby lepiej. A może jeszcze gorzej.

KE uruchomi wobec Polski artykuł 7 traktatu UE. Piłka jest po stronie opozycji

Pytałem o lewicę, to teraz zapytam o Grzegorza Sroczyńskiego. Do kogo i po co chcesz pisać – pytam także w kontekście zmiany miejsca pracy, z „Wyborczej” na portal Gazeta.pl.

Do dwóch grup czytelników. Po pierwsze, to czytelnicy liberalni, klasa średnia, na której mi zależy, aby przeszła jakąś refleksję. Często ją przy tym pouczam i mam świadomość, że czasem to bywa raniące czy irytujące. Chcę jednak obalić mit klasy średniej, która sobie sama poradzi, bez państwa – to kompletne nieporozumienie wierzyć, że jak tylko poprzebieramy szybciej nogami, to będzie nas stać na abonament w prywatnej służbie zdrowia i prywatną szkołę. Nie, nie będzie was stać, a w każdym razie niewielką część. Dlatego powinniście popierać lewicowy pakiet z progresywnymi podatkami i przestać słuchać bzdur wygodnych dla klasy wyższej.

Mówiliśmy o tym przy okazji bazy dla sił postępu. A druga grupa?

Oczywiście wyborcy PiS. Wiem, że mniej czytają – i sprawia mi dużą satysfakcję, kiedy na forach czy Twitterze piszą, że się ze mną nie zgadzają, ale doceniają, że np. napisałem coś wyważonego o Kaczyńskim. Pisałem nawet kiedyś list do wyborców PiS z tezą, że w naszym środowisku panowało wielkie zmęczenie Platformą i gdyby Kaczyński nie walił nas pałą po głowie, tylko próbował przekonywać, to nie byłoby całej tej wojny. Sądzę, że wielu PiS-owcom dało to do myślenia.

A tobie?

Zawsze mi sprawiały radość spotkania z kimś, z kim się fundamentalnie nie zgadzam. I nie chodzi o wymianę argumentów czy myśli, to ma drugorzędne znaczenie. Ta wielka wartość takich spotkań polega na tym, że w takiej sytuacji uznaje się godność tego po drugiej stronie.

A gdzie są granice takich spotkań? Odmówiłeś kiedyś występu z kimś z prawicy?

Tak, ostatnio odmówiłem debaty ze Stanisławem Michalkiewiczem. Nie mam problemu z ludźmi jak Karnowscy, którzy piszą rzeczy kosmiczne, ale jednak atakują silne środowiska. Ich teksty są niesprawiedliwe wobec „Wyborczej” czy Wałęsy, ale tamci mogą się odwinąć, potrafią walnąć na odlew. A Michalkiewicz pisze skandaliczne rzeczy o ludziach słabych, którzy nie mogą się bronić.

Nie mam problemu z ludźmi jak Karnowscy, którzy piszą rzeczy kosmiczne, ale jednak atakują silne środowiska.

A okładkę tygodnika „wSieci” z Anną Grodzką pamiętasz?

Ja nie twierdzę, że oni nie robią rzeczy okropnych… OK, można tu dyskutować, choć Grodzka też potrafi się bronić, jest silną fajną kobietą i ma dostęp do mediów. Już bardziej okładki z imigrantami, którzy są przedstawieni jako terroryści budzą moje wzburzenie, granica jest zatem dość płynna. Wiem, że nie mógłbym pracować we „wSieci” czy w „Do Rzeczy”, ale gdyby mnie Karnowski poprosił o felieton w stylu „czy wy nas musicie nienawidzić”, to nie miałbym problemu, żeby taki mój tekst ukazał się w jego gazecie.

Mówiąc o grupie docelowej czytelników nie powiedziałeś nic o partii Razem.

Nie interesuje mnie przemawianie do ludzi lewicy, bo się z nimi zgadzam. Po co mają się spotykać ludzie, którzy mają te same poglądy? Spieramy się przecież tylko o taktykę, nie o pryncypia.

W jakiej roli widzisz siebie? Intelektualista? Komentator? I czym ma być twój nowy projekt w ramach portalu Gazeta.pl?

Chciałbym – pisząc i redagując teksty w Gazeta.pl – odebrać prawicy patent i monopol na populizm. Moim odkryciem intelektualnym z czasu światowego kryzysu finansowego było to, jak bardzo boimy się populizmu, a przecież on może być czymś zdrowym. Amerykański ruch „Jesteśmy 99 procent” – czysty populizm. I całkowicie uzasadniony. Populizm traktuję nie jako nienawiść do migrantów czy „agentów zagranicy”, tylko pewne zdrowe podejście do artykulacji słusznych interesów grupowych. Również jako sceptycyzm wobec elit. To jest zdrowe. Ludzie mają pełne prawo nie ufać ekspertom, bo ci pokazali w czasie kryzysu bezradność w najlepszym, a cynizm i interesowność w najgorszym wypadku.

Nie interesuje mnie przemawianie do ludzi lewicy, bo się z nimi zgadzam.

To chyba na Zachodzie.

Nie tylko, u nas też była Diagnoza Społeczna, wedle której wszyscy Polacy stawali się coraz szczęśliwsi, a potem 2 miliony Polaków z tego szczęśliwego kraju wyjechało, a połowa reszty głosuje na PiS. I jakoś nikt tego nie wyłapał, wielkie zdumienie. Chodzi o to, żeby mieć zdrowy chłopski dystans do ekspertów, którzy chodzą po telewizjach i pierdolą, że kredyty frankowe to świetna sprawa. A potem jak wściekli ludzie na ulicach krzyczą o „banksterach”, to się ich poucza, że ulegli populizmowi. Warto rozumieć populizm i nie oddawać go prawicy.

I do tego będziesz namawiał?

Chcę pisać łącząc niskie z wysokim – staram się być populistyczny w tym właśnie sensie, tzn. rozliczać elity III RP, ale oczywiście nie wyłącznie. Chciałbym przekładać to, co wynika z badań Gduli czy Korolczuk, na publicystykę. Żeby umowny Adam Michnik przeczytał to i powiedział sobie: Sroczyńskiego nie znoszę, ale coś mi jednak te badania mówią… A wyborcom PiS chcę pokazywać, że strona liberalna nie jest zabetonowana, że nie składa się ze skurwysynów pragnących wrócić do koryta. I że nie pogardza wyborcami PiS.

Zmieniasz rzeczywistość?

Nie wiem, czasami udaje mi się przy niej pogmerać, kropla drąży skałę po obu stronach. Wywiad z Marcinem Królem dał ludziom do myślenia – to głównie zasługa i sukces Króla, ale ja byłem jego akuszerem.

***

Grzegorz Sroczyński – dziennikarz gazeta.pl i Radia TOK, laureat Grand Press i autor książki Świat się chwieje. 20 rozmów o tym, co z nami dalej, współautor książek Żyj wystarczająco dobrze i Kochaj wystarczająco dobrze.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Dzięki za ten wywiad, świetna rozmowa. Bardzo lubię i cenię pana Sroczyńskiego i w tym tekście padło sporo ciekawych kwestii, myślę że lewica powinna ten wywiad przeczytać po kilka razy i naprawdę usiąść i zastanowić się nad tym co robić. Do przemyślenia jest sporo, niedługo przyjdzie czas bardzo ważnych decyzji. Pora by Razem przemyślało swoją strategię, bo tez mam wrażenie, że jednak coś jest nie tak i coś się nie sprawdza. Podobnie jak Sroczyński kiedyś byłem zachwycony, że Razem nie ma lidera, teraz jednak nie wiem, może taka specyfika Polski, że lider jest potrzebny? I tak Zandberg takim liderem faktycznie jest. Nie da się też ukryć, że Razem faktycznie sprawia wrażenie partii zamkniętej w swojej bańce i muszę też przyznać rację Sroczyńskiemu, mam podobne odczucia odnośnie tego sekciarstwa, takiego zamknięcia się, radykalnego języka, takiego ładowania w liberałów, które jak tak zostało napisane wyżej sprawia wrażenie, że ludzie z Razem przyjmują postawę wyższości, nie dziwię się, że wiele osób odbiera Razem bardzo niechętnie, kompletnie nie widać możliwości dialogu, porozumienia, to niestety odpycha. Wiem, że to trudne dla Razem, bo z jednej strony trzeba się różnić od liberałów i krytykować to co zrobili źle, ale ich zachowanie coraz bardziej zniechęca. Niestety.
Biedroń i Nowacka powinni się w końcu zadeklarować co planują. Czy myślą o nowej partii? Czy myślą o współpracy np. z Razem i wspólnej liście? Czy Biedroń mógłby być takim łącznikiem, spoiwem większego lewicowego bloku, nawet z SLD? Czy może im bliżej do PO i Nowoczesnej i to tam będą patrzeć? Biedroń musi w końcu podjąć decyzję, bo też staje się powoli irytujący i zaczyna być coraz bardziej taką fajną, miłą maskotką, ale to realnie nic nie znaczy.
I na koniec SLD... Właśnie co z SLD? Czy tam nie ma ludzi lewicowych? Może są. Może jednak dałoby się z SLD współpracować? Nie mam pojęcia. Czy SLD nie może zmienić lidera? I czego chce samo SLD? Czy chce być taką niby lewicą jaką było przez lata, czy może wreszcie chce być prawdziwą centrolewicą? Czy może jednak zostają na liberalnym kursie i stają się partią bardziej centrum jaką byli przez lata? I bliżej im do PO i Nowoczesnej i to z nimi pójdą w koalicji? Czy przy takiej zmianie możliwy jest jeden blok na lewicy?

Pytań cała masa, odpowiedzi brak. Od dawna postuluję by Krytyka Polityczna jako medium lewicowe zrobiła jakiś okrągły stół lewicy, może w ogóle potrzebne jest takie większe spotkanie lewicowych środowisk? Bez fochów, bez obrażania się? Lewicowe partie, lewicowe ruchy, lewicowi ludzie (Biedroń, Bugaj), lewicowi publicyści (np. właśnie Sroczyński etc.). Do wyborów 2lata, ale najwyższa pora zacząć nad nimi myśleć, coś wypracować. Czasu coraz mniej, Polska coraz bardziej się sypie i czasami trzeba w polityce zawierać takie ugody, które dawniej się nikomu nie śniły, czasem też trzeba po prostu ustąpić o krok, by móc w przyszłości pójść dwa kroki naprzód.

Ty myślisz poważnie o SLD?
Nie no, partia, ktora wprowadziła wyplaty dla katechetów, otworzyla tajne wiezienia obcemu mocarstwu (dalej nie chce mi sie nawet pisac) faktycznie nadaje sie do okraglego stolu lewicy...

Czy myślę poważnie? Nie wiem. Po prostu zadaję pytania, zastanawiam się. Trzeba rozważać różne opcji, bo nie możemy udawać, że może ulec zmianie ordynacja. Razem nie będzie miało ponad 10%, a bądźmy szczerzy - lewica w przyszłym sejmie MUSI się znaleźć. Nie wiem jak, nie wiem w jaki sposób, ale MUSI, inaczej można napisać - ostatni niech zgasi światło. Na dziś, przy takich warunkach jakie są, nie widzę szansy na koalicję z SLD. Próg 5% jest dla Razem realny, można jeszcze dogadać się z Zielonymi, próbować z Nowacką, Biedroniem i przy progu jaki jest dziś, to by był najlepszy ruch. Ale co jeśli próg będzie 10%, 15%? Zresztą tak jak napisałem wyżej, to są też pytania do samego SLD. Wiem czym SLD było, znam ich grzechy, wiem że SLD tak naprawdę nie była lewicą przez lata, odeszła od tych lewicowych wartości i często dalej to robi - Łódź, Częstochowa itd. Pytanie jednak jest do SLD czy potrafi przejść zmianę? Niby program faktycznie mają aktualnie lewicowy, pytanie czy jakby doszli do władzy, to go by realizowali? Pytanie czy są w stanie zmienić Czarzastego? Pytanie ilu w SLD jest lewicowców, a ilu po prostu cyników, którym zależy tylko by dorwać się do koryta, którym bliżej jest do PO i Nowoczesnej? Czy może ta lewicowa część w SLD jest w stanie przejąć władzę w partii i ją odmienić? Jeśli SLD by się zmieniło, jeśli zmieniliby się ludzi, pojawili się tacy, którym można by uwierzyć i zaufać, to nie widzę problemu by współpracować z SLD. Pytanie jest jednak takie czy na dzień dzisiejszy SLD jest wiarygodne? Według mnie nie, dlatego póki co nie widzę możliwości jednej listy z SLD, ale tak jak pisałem, gdy myślę o zmianie ordynacji, nie mogę udawać, że takiej opcji nie będzie trzeba rozważyć.

Całkowicie się z tobą zgadzam i też mam podobne odczucia co pan.
Jednak dodałbym do postulatów wspólnego bloku centrolewicy jeszcze postulat decentralizacji bo współcześnie bazą dla lewicy powinna być nie fabryka lecz gmina i wspólnota samorządowa, jak to robią ruchy miejskie.
Co do Inicjatywy Polskiej której kibicuje (od kiedy zawiodłem się na Razem za ich sekciarstwo) a wobec której jak widzę jest pan sceptyczny to polecam ten wpis z pewnego bloga http://mlodegolewicowca.blox.pl/2017/11/Inicjatywa-na-rozdrozu.html
Poza tym uważam że (Centro)lewica powinna się odciąć od radykalnych feministek a zwłaszcza ich bezsensownej wojny o rodzajniki, typu "mieszkańcy i mieszkanki..." Zamiast po prostu mieszkańców co jest oczywiste że chodzi o wszystkich mieszkańców miasta bez względu na płeć czy pochodzenie.

To nie jest zadna bezsensowna walka o rodzajniki.
Zdziwiłbyś się, że w średniowieczu istniało wiecej form żeńskich niż współcześnie.

Czy jestem sceptyczny do Inicjatywy PL? Nie, raczej nie. Po prostu jest to kwestia poglądów, zdaję sobie sprawę, że poglądy pani Nowackiej, pana Biedronia, mimo że bardzo ich lubię i szanuję, i w wielu aspektach mógłbym się z nimi zgodzić czy pewnie w rozmowie wypracować jakiś kompromis, to jednak poglądami na gospodarkę trochę się różnimy. IP jest bardziej centrolewicowa, mi wydaje się, ze bardziej skłaniam się jednak do socjaldemokracji, dlatego bliżej mi do Razem. Powiem też tak, według mnie w normalnej sytuacji politycznej bardzo potrzebna byłaby taka partia centrolewicowa i bardzo bym jej kibicował. Po prostu trzeba w Polsce przesunąć scenę polityczną w lewą stronę. Fajnie by było jakby była właśnie centrolewicowa IP, socjaldemokratyczna Razem, mogłyby się uzupełniać, spierać i mogłoby się z tego urodzić coś ciekawego. Ale mamy sytuację jaką mamy, lewica dziś jest słaba, kolejny nowy byt raczej nie pomoże, chyba że to będzie nowy byt, ale w ostateczności pójdzie się do wyborów tym blokiem lewicy, z jednej listy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie z jednej listy będzie startować Razem, z drugiej IP, z trzeciej Zieloni. Po prostu w obecnej sytuacji lewica nie może sobie na coś takiego pozwolić.
Więc powiem tak, że na IP patrzę z sympatią, aczkolwiek widzę też jakieś lekkie kierowanie się w trochę PO-Nowoczesnej, co mniej mi się podoba. Po prostu IP gospodarczo jest bardziej liberalna, bliżej centrum niż moje poglądy. Oczywiście jeśli dojdzie do takiej sytuacji gdzie będzie próg 10%, a np. IP z Nowacką i Biedroniem będą mieć w sondażach np.9%, a Razem 3%, to zagłosowałbym wtedy pewnie na IP, choć mam nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie i po pierwsze próg będzie wynosił 5%, a po drugie zobaczę na jednej liście i Razem, i Zielonych i partię Nowackiej, i może też Biedronia. Na taką listę zagłosowałbym z uśmiechem na twarzy i z radością.

Sporo rzeczy już wałkowano wcześniej, to kolejny tekst, który będzie dyskutowany po "stronie neoliberalnej". Najbardziej się zgadzam z ostatnią częścią wywiadu. Co do SLD muszę powiedzieć, że niestety, ale tu jest większy klincz niż z liberalną stroną. SLD i wystawiło Nowacką, i później próbowało coś z urodą Ogórek, ja się nie dziwię czemu Razem czy inne ruchy lewicowe nie chcą iść w ramię z SLD. Samą Nowacką też nauczyło to chłodnego dystansu. Ja sam jako osoba po lewej stronie mogę spokojnie poprzeć blok lewicy z lewy skrzydłem liberalnych (ale ci niestety dalej są dogmatyczni i z kadrami mało świeżymi - jedno z drugim jest powiązane), ale już przy bloku Razem i SLD + reszta lewicy mocno bym się zastanowił. Może i Razem sekciarskie jest, ale nie chcą skończyć jako przystawka SLD.
Ja bardzo lubię ten model przywództwa jaki jest w Razem, choć powiem tak - Polacy by się szybko przyzwyczaili tylko media zawsze mają z tym problem, bo dla nich jest to sytuacja, w której muszą niuansować przekaz, a to zawsze nie jest na rękę jeśli chodzi o oglądalność.

Razem nie jest idealne, szybko się uczą, cały czas krytykuję ich, aby mieli większą koncentrację na tematach ekonomicznych, ale też trudno ich winić za to, że mają takie poparcie. Próbują wykonać jakiś w miarę spójny projekt - te budowanie konceptu wokół i nawiązywanie do PPS-u jest naprawdę czymś dobrym, ja wiem, że dla przeciętnego wyborcy nie ma to w ogóle znaczenia, że ten wyborca uczony w latach 80-90-00 PPSu kojarzyć nie musi, ale to też nie jest ich wina. Historia (w pojęciu większym niż daty) została zepchnięta na tor boczny i trudno zakopać wiele lat zaległości.

Też trochę niesprawiedliwym jest nazywanie Razem sekciarskim, podczas gdy oni nie chcą wejść w buty neoliberalnych, ci drudzy "zafiksowali" się w centrum, ale rozumianym "po swojemu" i te Schetynowskie lawirowanie "przyjmę uchodźców - nie przyjmę, dam więcej 500+ - poprawię je" jest kwintesencją tej fiksacji. Razem nie chce się rozpływać ideowo, bo to może wyjść takim klinczem jaki mają dzisiaj centrowi neoliberalni. Nie mogą ani wyjść w prawo (bo PiS), ani w lewo (bo dogmaty, a po lewej przecież sekciarskie i "komunistyczne" Razem).
Cały czas będę się upierać i powtarzać, że Razem jakby dostało więcej mikrofonu w dużych mediach spokojnie - przy odrobinie przychylności "neoliberalnych" - mogliby spokojnie dostać wynik trzykrotnie większy niż obecnie. Trudne to jest bo bardzo spolaryzowane są media, Razem może liczyć w dużej mierze na młodsze pokolenie, ale to za mało. Ta polaryzacja mediów właśnie się tak przejawia - z jednej strony Lis z Michnikiem cisną pioruny na PiS i próbują namaszczać Tuska na prezydenta, z drugiej PiS wali równo po neoliberlanych, bo oni są im potrzebni słabi, aby prowadzić swoją politykę i wali w lewicę, że "poprawność", "gender" - zupełnie wypaczając te pojęcia i robiąc propagandę, że lewicy tylko na tym zależy i nic nie mają do zaoferowania, a jeszcze lepiej - z drugiej strony podtrzymując beton SLDowski zapraszając po mediach Millerów Czarzastych i całej starej wieruszki.

Panie Grzegorzu, jest Pan przychylny lewicy, ale też zdaje sobie Pan na pewno sprawę, że lewicy zawsze było trudno, że 50 lat komunizmu też mocno podkopało lewicowy dyskurs w Polsce, że - niestety - po ruchu Solidarności na którym neoliberalni odbudowali Polskę został tylko mit solidaryzmu (może zawsze był?). Nie twierdzę, że lewa strona będzie dominować w dyskursie publicznym, ale jej nieobecność jest duża stratą nad wychyloną w prawo Polską. Solidarne, lewicowe skrzydło już na początku lat 90 oddało pole innym frakcjom solidarnościowym, więc te 25 lat nieobecności (lub bytowania na marginesie) nie odbuduje się w kilka lat. Zawsze też powtarzam, że jednak Razem przy całej swej nieporadności jest skuteczną próbą otwarcia dyskursu lewicowego w głównym nurcie polityki, życia publicznego. Kwestia czasu, kiedy stęchły ideowo PiS i doktrynalne uparte trwanie środowisk wokół Michnika przejdą do historii i pozwolą na urodzenie się czegoś świeżego. To też chyba będzie powodowane zmianą pokoleniową.

Zmiana pokoleniowa w Polsce ma charakter mocno prawicowy, a nie lewicowy i nawet PO, Nowoczesna mają pod górkę, więc czas bynajmniej nie pracuje dla lewicy to pewien mit.

A gdzie napisałem, że zmiana pokoleniowa ma charakter prawicowy czy lewicowy? Mówię tylko o tym, że zmiana pokoleniowa przewietrzy pewną optykę i doktryny tych środowisk, które od 89 są u władzy. I na prawicy jest są ludzie młodzi, dla których PiS jest taką samą stęchłą formacją (również ideową) jak dla mnie SLD. Cały czas podkreślam, że lewica swój remont ma na etapie "zburzenia starej konstrukcji" i budowania nowych fundamentów, a po stronie liberalnej i prawicowej są jeszcze w fazie dyskusji czy nie da się wyremontować bez poprawienia fundamentów. PiS nie ma zaplecza ideowego (wyrastał w tym samym duchu co PO) i w tym kontekście cały czas mówię, że to tylko rewers tej samej monety - z jednej strony PO, z drugiej PiS. Wbrew mediom i propagandystom jednej i drugiej strony więcej ich łączy niż dzieli.

Stara konstrukcja miała jednak ten atut, że była jakoś tam społecznie zakorzeniona i ludzie w regionie wiedzieli kto to jest towarzysz Józef Oleksy, który za komuny dał się poznać jako dobry gospodarz w regionie, zresztą chwalili go nawet przedsiębiorcy, którzy prowadzili firmy polonijne. Dwa polityka dziś nie jest skrajnie ideologiczna i siłą rzeczy różnice pomiędzy lewicą i prawica w normalnych krajach typu Holandia, Szwecja, są stosunkowo małe, spory dotyczą kilku drugorzędnych kwestii.

Ta różnica lewica/prawica dzisiaj zdaje się być mała, ale dziś też trzeba jasno sobie powiedzieć, że de facto następuje redefinicja pewnych pojęć, stąd takie wrażenie. Zresztą doskonale Pan wie - jak w małżeństwie/partnerstwie - zawsze inicjatorem kłótni są drugorzędne rzeczy, które później się klarują w jakieś fundamentalne sprawy koegzystowania tegoż małżeństwa/partnerstwa 🙂

Lewica w Skandynawii miała w latach 70-tych okres swojej totalnej dominacji, wręcz hegemonii i przesadziła w kilku sprawach, chciała rozwiązywać realne problemy za pomocą ideologii i okazało się, że to raczej słabo działa, szczególnie w gospodarce.
To co można realnie w Polsce zrobić zarówno z lewa jak i prawa jest ograniczone różnymi czynnikami, a polityka przypomina kostkę Rubika składasz do kupy jeden kolor, na drugiej stronie ci się psuje, wiele czasu zajmuje nauczenie się logiki składania całej kostki do kupy.
Jeśli małżeństwo kłóci się o sprawy drugorzędne, zamiast uczciwie porozmawiać o tym co ich naprawdę boli, to jest to przykład związku patologicznego = ta przenośnia nie wydaje mi się jednak sensowna w odniesieniu do polityki - żonę - męża możemy sobie wybrać - partnerów w polityce mniej, a konkurentów już wcale.

"Wszyscy głosują interesem ekonomicznym"

Tusk zagłosował nogami za tym interesem. Ciekawe ile Bruksela musiałaby wydać na Maciarewicza?

Dyskutujmy serio Razem ma 3 procent poparcia, ile może mieć w najlepszym wariancie w przyszłości 7-9 ?
Lewica swoim kopaniem III RP idiotyczną miejscami krytyką, opowiadaniem bajek przyczyniła się do wygranej PiS, jeśli na łamach KP Leszek Balcerowicz jawi się jako najciemniejsza postać w dziejach to raz wydaje mi się to głęboko nieuczciwe, dwa skrajnie demagogiczne -człowiek na poziomie zada sobie pytanie co można było zrobić lepiej, mądrzej - mając świadomość, że polityk to nie Bóg i pewnych rzeczy nie przeskoczy, a problemy które są w Polsce występują i w krajach starej UE i nigdzie nie ma lewicowego raju, zaś w kilku krajach myślenie rodem z KP przyczyniło się do totalnego zastoju.
Opozycja nie musi skręcać w lewo, a Partia Razem, lewica nie przejmie elektoratu socjalnego PIS-u, więc sukces będzie budowany w oparciu o 30 procent elektoratu PO, Nowoczesnej, z jakimiś akcentami socjalnymi, ale bez żadnej rewolucji.

I jeszcze jedno - wie Pan jak dzisiaj polityka wygląda? W jednej chwili Nowoczesna miała 20% poparcia, dziś gra o przeżycie. Z przymrużenia oka patrzę na polską politykę i te dyskusje "na serio". Dzisiaj to jest taki żywioł, taki dziwny system medialno-polityczny, że sytuacja polityczna może się zmieniać jak pogoda w górach. W mediach nie silą się dzisiaj na ścieranie ze sobą propozycji rozwiązań, idei, bardziej na doraźne opinie o charakterze często emocjonalnym, więc skutki takiego systemu, w którym funkcjonuje ten żywioł nikt nie przewidzi.

No tak wystarczyło na moment się pokazać, być aktywnym i na tle byle jakiej PO - Nowoczesna błysnęła, ale potem była Madera, kolejne idiotyczne wypowiedzi Petru, romans, zakwestionowanie rozliczenia finansowego przez PKW - utrata środków i równia pochyła Petru, który nie potrafił sensownie przygotować i przedstawić jednej politycznej agendy będąc przygotowanym.
Tak jest zdania, że gdyby nie błędy Petru, rżnięcie miejscami głupa, nieróbstwo, to Nowoczesna mogła stać się główną siła opozycji i na trwale przejąć pałeczkę lidera z rąk PO, na to dziś nie ma szans, choćby z racji finansów, co samo w sobie dla partii w której jest tylu ekonomistów, prawników jest kompromitujące.
Nie mniej pozwolę sobie zauważyć, że od wyborów nowej prezes poparcie wzrosło i w różnych sondażach jest od 8 do 11-12 procent - co na tle lewicy jest wynikiem znakomitym. Jestem oczywiście zdania, że Nowoczesna i PO walczą o podobny elektorat i rozwiązaniem jest głęboka reforma PO i połączenie środowisk, bo ten podział na dłuższą metę nie ma sensu, tak jak nie mają sensu podziały na lewicy.

Na tle lewicy Nowoczesna jest tak doskonała w swoim wyniku, że gdzieś mi się o wzrok obiło, że największy przepływ .N-ka ma do Razem 😉
W odkopywanie PO i .N wierzy Pan jak w sukces SLD na lewicy - pozostawiam Pana w tym optymistycznym scenariuszu i proszę nie mówić, że lewica go nie ma - przyjmuje Pana pogląd 🙂 Tylko łączenie coś zdziała, poglądy drugorzędne przecież.

Poda pan jakieś badania, które pokazują przepływ z Razem do Nowoczesnej ?
Jaki sens z dogmatycznych poglądów, z których nawet jednej setnej nie da się zrealizować ?

Taki sam jak sens obiecania wszystkim "klasom", że będzie dobrze i upieraniu się że, taka polityka działa, kiedy nie działa. Gdzieś jest granica, gdzie ten ta próba łączenia wszystkie kończy się tak zaginięciem w masie bez-idei. Tusk taki zderzenie przerabiał, "że teraz będzie zarządzanie" a nie "szerzenie jakieś wizji" i stąd PO tak sobie wyhodowało taki klimat - i na nic tu błysk uśmiechu Schetyny.

Problem PO nie polegał i nie polega na kierunku, tylko ogólnym bezhołowiu, lenistwie, czy skrajnej głupocie i dwa problem nie leży w środku ciężkości polityki, czyli pewnym polskim mainstreamie i centrum, a leżał w klasie, pracy, czy często jej braku i to na wielu poziomach. Mogę sobie wyobrazić zarówno polityka bardziej wolnorynkowego, jak i umiarkowanie lewicowego, którzy wychodzą po za swoje środowisko, proste polityczne podziały i fundamenty.
Zdaje pan sobie sprawę, że jeśli faktycznie istnieje przepływ elektoratu - poparcia pomiędzy Nowoczesną a Razem to nawet te 3 procent Zandberga nie jest ukształtowanymi lewicowcami, a są to ludzie bardziej liberalni, którym nie podoba się obecna scena polityczna i wybierają nowe środowiska. Na pewnej osi poglądów gospodarczych Nowoczesna jest przecież partią najbardziej wolnorynkową - pomijając głupoty Korwina, a więc co sympatycy Razem wybierają neoliberalizm ?

Na Pana zawsze można liczyć 🙂 Tak lewica słyszy to już od wyborów, na prawo faszyści z PiS, a na lewo kradną nam elektorat i gdyby nie oni dalej moglibyśmy rządzić. I tak ta dyskusja "na serio" wśród liberalnych wygląda od kilku lat. Pan Sroczyński próbuje w tym środowisku mocno działać, pokazać, że lewica nie jest całkowicie przeciwko centrum , tylko to, że te centrum wypatrzyło się w bezideową masę. Proszę sobie dać spokój z tym Razem. Czy będzie mieć 2% poparcia w następnych wyborach czy 10% to i tak będzie mieć Pan argument, że w pierwszym przypadku to efekt "życia w alternatywnej rzeczywistości przedwyborczej" a w drugim "i tak to nic nie da". Dla Pana jest jasność - Nowoczesna, PO i sztandary antypisu. Jak opozycja nie wymanewrowuje w odpowiednią stronę na tym zakręcie politycznym, w którym jesteśmy, to będzie przymusowo siedzieć na pasie awaryjnym przez kolejne lata. Proszę mi uwierzyć lewicy nie jest na rękę to co reprezentuje ze sobą PiS, ale środowiska liberalne hodowały sobie takiego przeciwnika myśląc, że ludzi nakarmi się konstytucją i praworządnością. W latach 90 to działo, dziś potrzeba korekty, której PO i środowiska wokół nie widzą, a jak widzą to komunikują zmiany tylko na zasadzie doraźnego dojścia do władzy lub nie popsucia tego co już jest.

To jest w sumie zabawne, że najbardziej obrywa się Razem jako nieskutecznym sekciarzom zamkniętym we własnym gronie, a tymczasem partia ta ma w sumie najlepszy wynik wśród partii opozycyjnych jeśli chodzi o utrzymywanie elektoratu. Zarówno PO jak i Nowoczesna roztrwoniły sporą część poparcia z 2015 roku. Razem mimo znacznie mniejszej obecności w mediach udaje się utrzymać dotychczasowy elektorat (a według niektórych badań wręcz zdobyć nowych zwolenników).
Również jeśli chodzi o problem liderów - czy faktycznie tzw. obóz liberalny ma prawo patrzeć z góry? Od trzech lat trwa ciągły casting na mesjasza, który zbawi opozycję - Kopacz, Schetyna, Petru, Kijowski - co jeden, to większa wtopa i kompromitacja. Czy faktycznie lepiej jest za wszelką cenę szukać sobie przywódcy, za którym ślepo będzie można podążać, czy jednak pozwolić, aby prawdziwi liderzy wyłonili się sami "w ogniu walki" - nawet gdy taki proces z konieczności będzie musiał potrwać?

Swoją drogą, rozmowy koalicyjne na lewicy trwają. W części miast już chyba nawet istnieją formalne koalicje Razem z ruchami miejskimi czy Zielonymi. Wiem też, że przedstawiciele Razem byli w Słupsku i rozmawiali o możliwościach współpracy z Biedroniem. Wzajemne stosunki wydają się całkiem przyjazne, choć w sumie nie wiadomo jakie są plany samego Biedronia. Jeśli chodzi o SLD to pomijając już nawet głęboką niechęć Razem do działaczy tej partii (moim zdaniem uzasadnioną), ciężko jest dogadać się z kimś, kto uważając się za silniejszego żąda na wstępie lennego hołdu. A SLD tak właśnie traktuje wszelkie inicjatywy lewicowe.

Dyskusja o Razem pojawia się w dużej mierze w ogólnej dyskusji o przyszłości lewicy, całej sceny politycznej itd.
W kilku ostatnich sondażach mamy szalony wynik SLD - nawet 8 procent - z czego to się bierze - nie wiem, choć uważam , że ta część SLD pójdzie z PO, Nowoczesną, wybierając drogę w miarę pewną i mając świadomość, że lewica sama niewiele może.
Przy poparciu 2-3 procent sondaże nie są specjalnie miarodajne i wynik Razem będzie w zawieszeniu, aż do dnia wyborów, Nowoczesna miała fantastyczną szansę wybicia się na 20 procent - ale ją koncertowo zmarnowała, elektorat pomiędzy PO a Nowoczesną jest płynny, ale i tak jest to te 28-32 procent więc trochę trudno na jednej płaszczyźnie rozpatrywać Razem - dyskutujemy o nich na forach KP - ale to nie znaczy, że pani Basia i pan Romek dyskutują o Razem na targu, w zakładzie pracy, a ktoś na ulicy pokłóci się o Zandberga.
Uważam, że krytyka i walenie w SLD idzie za daleko w ostateczności nie wiemy jak funkcjonowałaby Razem gdyby wpuścić ich do gabinetów ministrów, dać samochody, pensje itd, jak funkcjonowało SLD, czy PO niestety wiemy.

ale.sobie.konto.wymyslilem

@Adi
'w ostateczności nie wiemy jak funkcjonowałaby Razem gdyby wpuścić ich do gabinetów ministrów, dać samochody, pensje itd, jak funkcjonowało SLD, czy PO niestety wiemy'

Łatwo jest być uczciwym i kompetentnym dopóki się za nic nie odpowiada. Niestety, świat jest źle skonstruowany a ludzie są jacy są. Jak do tej pory, wszyscy reformatorzy się na tym przejechali - bardziej lub mniej. 'Razem' twierdzi że tym razem się uda... No więc...

Tylko co niby się uda i kiedy ? Bądźmy poważni nie da się rządzić w Polsce w oparciu o platformę programową Razem, w tym sensie totalna krytyka SLD jest w dużej mierze wydarta z polskiego kontekstu i realiów. SLD jednak czegoś dokonało wprowadziło Polskę do UE, za cenę bardzo różnych kompromisów, choćby z Kościołem - Zandberg wierzy w politykę bezkompromisową choć lewica może dziś o wynikach SLD ponad 40 procent tylko pomarzyć.
SLD miało swoich wypróbowanych towarzyszy, którzy nawet w okresie komuny za coś odpowiadali, ba byli często chwaleni, działalność w PZPR im nie przeszkadzała, a wręcz pomagała, jak w przypadku Józefa Oleksego. Aleksander Kwaśniewski był najszybciej uczącym się politykiem początku lat 90-tych zanim władza go nie zepsuła, iluś tam polityków SLD - było lubianych po za lewicą i dorobiło się jakiegoś społecznego autorytetu - nawet dziś takie nazwiska jak Cimoszewicz, Borowski, Zemke, Kalisz coś znaczą. W tym sporze Razem - SLD stoję po stronie Sojuszu, owszem SLD popełniło błędy, ale nie są to błędy na miarę zbrodni okresu stalinowskiego, żeby zaorać całe środowisko, zaś budowa lewicy od zera w oparciu o skrajną krytykę III RP, bajkowe historie o lepszej transformacji, które nie wytrzymują dziecinnej nawet krytyki rozsądnego nastolatka donikąd nas nie prowadzą.
Moja wyobraźnia polityczna nie sięga tak daleko, żebym potrafił sobie wyobrazić Zandberga premierem RP - myślę, że na 99,999 procenta to się jednak nie zdarzy.

A czemu Szanowny Pan tak bardzo martwi się o RAZEM, nie jest Pan ich wyborcą, jeśli chodzi o SLD to robili dokładnie to czego od nich oczekiwano, " SLD jednak czegoś dokonało wprowadziło Polskę do UE" oczywiście, choćby po to, żeby im i ich dzieciom żyło się lepiej, ówcześni działacze SLD to większości dobrze wykształceni spryciarze, którzy świetnie wykorzystali fale, na której potem popłynęli

Nie bawi mnie, że ten elektorat Razem jest taki mały, ale zawsze jestem zły, jak słyszę, że te powiedzmy 800k wyborców Razem, ten twardy elektorat to "symetryści" . Proszę też pamiętać, że Razem nie miało okazji zaliczyć jakieś dużej wtopy. Te szukanie mesjasza to też jest właśnie problem, takie myślenie medialne, które nam weszło do głów. Rzecz trudna do rozkruszenia, którą nawet dziennikarze niektórzy nie potrafią zrozumieć. I Razem tu też pokazuje (choćby przez staranie się forsowania wieloosobowego głosu), że czekanie na czy działanie tym "mesjaszem" jest krótkoterminowe, efekciarskie.

I z tym ostatnim wiąże się też postać pana Biedronia. Mam sympatię do niego, ale widzę, że coraz chętniej wchodzi w buty Palikota. Granie medialnością, brak zaplecza partyjno-instytucjonalnego na dłuższą metę może go wyautować z polityki. Jeśli Biedroń zacznie grać tylko medialnością, a próbuje też unikać pewnych jasnych deklaracji, to roztrwoni swoje zaplecze. Ja nie wiem czy on bym mógł utworzyć swoje struktury, z Razem mu bardzo po drodze, ale widzę, że oczekuje on na jakieś sukcesy wyborcze tej partii, że się jednak boi zająć pewne stanowisko. Nie wiem na ile wystarczy ta taktyka uników, ale na pewno nie na długo, co już pewne głosy (przychylne dotychczas Biedroniowi) ze Słupska potwierdzają. Dla Razem Biedroń też nie będzie złotym Graalem, powiem więcej - bez odpowiedniego i długotrwałego dogadania współpracy może być w dłuższej perspektywie pewnego rodzaju obciążeniem - mówię tu w kontekście ścierania się indywidualności partyjnych. Pani Nowacka świetnie się by się zgrała z Razem, ale ona już tyle razy doznawała porażki w roszadach politycznych, że nie dziwie się jej chłodnemu spojrzeniu, choć mam nadzieję, że jak Razem zrobi jakiś wynik pozwalający na bycie w Sejmie i regionie to Nowacka długo zwlekać nie będzie.

Nic nie poradzę na to, że Sroczyński jest w tej chwili jedynym moim autorytetem. Potrafi mówić ponad medialnymi i politycznymi opkopami, jego diagnozy są inteligentne i jednocześnie po ludzku wrażliwe , zakładające inteligencję zwykłego człowieka, co naprawdę wcale nie jest częste, odkłamuje wygodne pojęcie populizmu, które stosowane jest jako wygodna pałka do dyskredytowania przeciwników politycznych, on jeden każe na nowo przeczytać 21 postulatów sierpnia 80, co guru w typie Michnika postanowili olewać, chciałabym, żeby Sroczyński zmienił „wagę” i stał się politykiem, nie wiem tylko czy on tego chce, popieram Pana i lubię.

Liberalnej stronie ciągle wygodnie się żyje. Dotacje, synektury, samorządy, ... Każdy patrzy swojego nosa i pyta "czy ja się z tym zgadzam". Sa to klimaty emerytek, szukających życia towarzyskiego. Pierwsze objawy zjednoczenia na lewicy bedą objawem że ten świat się kończy.

Z drugiej strony Kaczyści byly poszczeni i hartowani przez dekady, są jak bakterie po ustąpieniu antybiotyku. Wchodzą w liberałów jak w masło. Do tego dochodzi gen altruizmu u np. Morawieckiego (taki sam ma Varoufakis). I mówią "oby sił wystarczyło".

Z tym SLD to jest tak, że oni też bronią swoich życiorysów i skoro to cynicy oraz cwaniacy, to potencjalnych partnerów też wykończą. (UP, LiD, ZL)
Więcej szans ma współpraca z Biedroniem, Nowacką, Zielonymi. Tylko to ciągle 5%.
Elektoraty się nie sumują.
A poza tym wywiad bardzo mądry i trzyma poziom. Lewica powinna być dla prekariatu i klasy średniej.

Dziwne, że nikt tu nie wspomina w tej dyskusji o Piotrze Ikonowiczu i jego RSS. Pojawiają sie Zieloni, Nowacka, Biedroń, nawet SLD, a Ikonowicz nie.
Mam pytanie do wszystkich dyskutantów - czy widzielibyście gdzieś Ikonowicza w takiej hipotetycznej koalicji?

Biedroń jest bardzo medialnym politykiem - lubianym zarówno przez dziennikarzy, jak i widzów/słuchaczy/czytelników. W tym sensie mógłby dać takiej lewicowej inicjatywie to, czego jej najbardziej brakuje - rozpoznawalność. Ciężko powiedzieć, na ile procent głosów by się to mogło przełożyć, ale z pewnością więcej niż 5. O ile wiem, przedstawiciele Razem byli u Biedronia w Słupsku i obie strony wypowiadały się o sobie z dużą dozą sympatii. Nie wiem, jak wygląda sprawa z Nowacką. Istnieją natomiast lokalne koalicje tworzone z myślą o wyborach samorządowych przez Razem, Zielonych i ruchy miejskie. Tak więc hasło "Razem jak zwykle osobno" jest zwyczajnie fałszywe.

Jeśli chodzi o SLD, to Razem powstało właśnie jako owoc rozczarowania dotychczasowymi ugrupowaniami powołującymi się na idee lewicowe. Ewentualna współpraca byłaby dla Razem kompromitująca w oczach dotychczasowego elektoratu, a raczej nie pozwoliłaby na zdobycie innego (tak, w tym przypadku elektoraty zdecydowanie by się nie zsumowały). W dodatku SLD nie ma zamiaru współpracować z innymi ugrupowaniami na zasadzie partnerstwa.

Według mnie Razem bardzo, bardzo, ale to bardzo brakuje kogoś takiego jak Biedroń. Nie piszę tu w sensie konkretnie, że Razem brakuje tego Roberta Biedronia, bardziej chodzi mi o to jak się Biedroń zachowuje. Razem brakuje właśnie takiej osoby (nie wiem, możliwe że w ich szeregach jest ktoś taki, ale jeśli idzie o media, to póki co nikogo takiego nie widziałem), osoby która tak dobrze wypadałaby w mediach, która mimo że np. krytykuje PO, liberałów, to robi to w taki sposób, że gdzieś nie ma w tym radykalizmu, nie czuć takiego wykluczania, mimo wszystko ma się wrażenie, że z tym facetem może się dogadać, można prowadzić dialog. W moim odczuciu brakuje kogoś takiego w Razem na pierwszym froncie w mediach. Jest świetny Zandberg, ale jest świetny dla mnie, gada bardzo rzeczowo, konkretnie, lubię go słuchać, czytać, ale nie ma tej takiej lekkości i swobody Biedronia, tej takiej sympatyczności. Jest Dziemianowicz-Bąk, ale tutaj mam podobne odczucia jak u Zandberga, po prostu trochę tak jakby przemawiał do mnie jakiś - nie wiem? - urzędnik? Brakuje w tym jakiegoś życia, emocji, takiej pozytywności i świeżości jaką wnosi Biedroń. Jest też Konieczny, ale jak jego akurat słucham to zgrzytam zębami, bo wiem, że choć mówi rzeczy sensowne, to używa takiego języka i mówi w taki sposób, że oczywistością dla mnie wtedy jest, że nawet umiarkowani liberałowie czują się obrażani, wykluczani i pouczani. Itd., itp. Można wymieniać. Brakuje mi takiej postaci właśnie takiej pozytywnej twarzy, taka osoba polepszyłaby zdecydowanie wizerunek partii w mediach.
Co do samego Biedronia, teraz tego konkretnego Roberta Biedronia 🙂 To ja go lubię, ale zaczyna mnie trochę męczyć, tak jak pisałem irytujące robią się jego uniki i to że co chwila jest gdzieś w mediach i w zasadzie nie słyszę żadnych większych deklaracji. Razem z nim się spotkało niedawno, oczywiście obie strony chwaliły spotkanie, ale tak wczoraj słuchałem Biedronia w onet.pl i jak gadał o przyszłości to były tam nazwiska Budki, Gasiuk, nie padło ani razu słowo o Razem. Od razu zapaliła mi się lampka, że coś jest chyba nie tak. Dzień wcześniej też ktoś wyłapał, że Nowacka gdzieś tam w studiu nie sprostowała, że w Polsce jest z lewicowych partii np. partia Razem (padło pytanie kiedy powstanie w Polsce partia lewicowa), tylko zapewniła, że założy swoją partię na początku 2019roku. Ewidentnie coś jednak mi tu nie pasuje i coraz mniej mam złudzeń jeśli idzie o współpracę Razem i Nowackiej i Biedronia, szkoda, tym bardziej że mimo różnic taka współpraca wydaje się dziś koniecznością, jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji politycznej, możemy się nie dogadywać z PO, Nowoczesną czy nawet z tym SLD (choć też zaczynam mieć coraz większe wątpliwości czy to do końca jest dobry kierunek), ale z centrolewicą w obecnych czasach trzeba się dogadać, trzeba przestać strzelać fochy i pokazać, że dorosło się do polityki. Co do samego Biedronia, to według mnie na starcie jakaś jego partia pewnie przebije próg 5%, tylko co nam z kolejnej partii balansującej na granicy 5-8%?

Dziś w sondażu SLD ma 8%, Razem 4%, jasne że elektoraty się nie sumują, ale jakby dodać do tego jeszcze potencjał Biedronia, który według mnie mógłby zabrać głosy i Nowoczesnej i PO, to 15% jest naprawdę realne. Niestety, SLD miało utonąć, ale jakoś nie chce pójść na dno 🙂 Co do SLD, to z jednej strony zgadzam się z tym co wyżej, Razem powstało w opozycji do nich, ale z drugiej... jest jak jest, jesteśmy w takiej, a nie inne sytuacji. W tym momencie już naprawdę nie wiem co trzeba robić, oczywiście o wspólpracy można by było mówić tylko i wyłącznie jeśli to miałoby być partnerstwo na równorzędnych zasadach, bo jeśli tak jak wyżej nie byłoby partnerstwa, to nawet nie ma o czym gadać. Mi się sojusz i blok lewicowy z SLD by nie uśmiechał, tylko nie uśmiecha mi się też np. głosowanie na partię z poparciem 3%, gdy próg będzie wynosił np. procent 10.

Na temat Biedronia już wspomniałem w komentarzu powyżej, co do wiadomości, że Nowacka chce upartyjnić się to pierwsze słyszę. Nie są to dla lewicy w krótkim okresie optymistyczne scenariusze. Tak jak podejrzewałem - Biedroń i Nowacka obserwować będą wyniki Razem i podejmą konkretne działa po opadnięciu dymu. W samodzielność Biedronia nie wierzę, być może wystarczy na występ ala Palikot, a rzekoma partia Nowackiej ani dla niej nie będzie dobrym scenariuszem, ani tym bardziej dla Razem. Teraz widzę, że "Lisowczycy" zaczynają patrzyć krzywym okiem na Kulturę Liberalną - jednym słowem dzieje się, ku uciesze Kaczyńskiego przegrupowanie opozycji potrwa chyba dłużej jeśli powyższe scenariusz zaczną się spełniać.

Zaczyna się od nieprawdy, a dalej to konsekwencja.
"Tyle że ten – liberałowie III RP – jest dziś dużo słabszy niż kiedyś. " - jak to koreluje z późniejszym wyśmiewaniem - sondażowego - poparcia dla partii Razem?

Tzw, obóz liberalny jest nadal bardzo silny, w mediach, w biznesie, także w urzędach. PiS się często do tego liberalnego świata odwołuje. Więcej! Premierem został reprezentant neoliberalizmu.

Krzysztof Mazur

Morawiecki jest reprezentantem konformizmu, nie neoliberalizmu.

Nie chce mi się czytać i analizować wewnętrznych sporów lewicy, ale z tytułu chyba wynika, że ideałem lewicy dla pana Sroczyńskiego jest pani Ogórek z SLD/PIS., której nie można przecież posądzić o "ideową cnotę", czy jak to było? Aha. "Ideowa czystość".

Krzysztof Mazur

Jeśli Sroczyński chce spotkać kogoś, z kim się fundamentalnie nie zgadza, może przyjechać do mnie. To tak na marginesie.

Myślę, że Gazecie Wyborczej na Sądzie będzie lżej za dużo zła, które wyrządziła, bo wydała z siebie kogoś takiego jak Grzegorz Sroczyński, nawet, jeśli dziś się od niego dystansuje. Widać, że szuka prawdy. Ale czasem nie znajduje. Biedroń liderem lewicy? Pokażcie mi gdzie zaryzykował coś dla "wartości socjalnych" tak, jak ryzykował dla obrony praw swojej mniejszości? Żeby nie było tak, że neoliberalizm, który mniejszości asymiluje przerobi go na swoje, jak przerobił "lewicę" zachodnią głównego nurtu. Zresztą gdy został prezydentem Słupska w złym stylu porzucił dwa postulaty za którymi jako poseł opowiadał się jednoznacznie - dwukadencyjność w samorządach i liberalizację referendów lokalnych, co mogłoby służyć emancypacji mieszkańców spod władzy lokalnych, często chorych elit, co lewicy powinno być bliskie (i uczciwej prawicy zresztą też). Piszę o złym stylu Biedronia, bo co najmniej dwukrotnie odmówił wyjaśnienia swojej wolty, więc mam prawo zakładać, że związane jest to ze zmianą punktu siedzenia. Gdy zostanie liderem lewicy, czy nie zmieni po raz kolejny zdania, by potem zmienić jeszcze raz gdy ewentualnie obejmie funkcję państwową? Wśród kandydatów na dobrego lidera opozycji narzuca się Adam Bodnar gdy zakończy kadencję RPO, więc dziwi nie zauważenie go przez rozmówców. Czarzasty? Nie stać go wobec takich osób jak rozmówcy nawet na te gesty, które Kwaśniewski czynił wobec pokonanych partii solidarnościowych w 1993 i 1995 roku, więc na czym jest oparty optymizm wobec SLD? Największym przeoczeniem tej rozmowy jest brak odniesienia się do Kościoła, którego głos dla centrowych wyborców głosujących na PiS nawet jeśli nie przesądzający, jest jakoś tam ważny, a co najmniej "odnotowywany" i czasem słuchany. Rozmówcy zauważają tych wyborców, ale w tym kontekście nie jest dla nich oczywiste, że powinni się zastanowić nad stosunkiem lewicy nawet nie tyle do Kościoła, co do katolików. "Paryż wart jest mszy".

Polska ma taką "lewicę" że ta będzie gardłowała za pracą sprzedawczyń w niedzielę, za niewolnictwem i za przymusową pracą dzieci, jeśli tylko Kościół Katolicki ogłosi, że jest przeciw pracy w niedzielę, przeciw pracy dzieci i przeciw niewolnictwu.

Takiej "lewicy" faktycznie nikt nie potrzebuje a najmniej jej potrzebują biedni i ludzie pracy.

W pracy w niedzielę nie ma nic złego. Dzień jak każdy inny. A z katolickim zabobonem lewicy rzeczywiście nie po drodze.

W pracy dzieci i niewolnictwie też nie ma nic złego. Dla "lewicy". Dlatego mówię, że ciebie i tej "lewicy" nikt nie potrzebuje. A najmniej ludzie biedni i pracownicy.

Przepraszam, a kim takim ty jesteś, że ex cathedra będziesz tu ogłaszał, czego potrzebują biedni i ludzie pracy? To forum dyskusyjne - nie zebranie jaczejki PiS, gdzie "ruki po szwam" i biegiem posłusznie wykonywać polecenia prezesa 🙂

Jestem komentatorem, który nabija się z pseudo-lewicy, która jest za przymusową pracą w niedzielę i niewolnictwem na złość katolikom (senator Borowski, OPZZ i KP, a i partia Razem chyba też), która jest za podatkiem liniowym (pan z kuframi szmalu z Moskwy niejaki Leszek Miller) i która za swojego prezydenta RP chciała mieć obrotową Magdalenę Ogórek.

Tak "lewica" to śmiech na sali, i takiej lewicy nikt nie potrzebuję. A najmniej biedni i polscy pracownicy, co twierdzę z przekonaniem i pełną odpowiedzialnością.

I chyba nie jestem w tym odczuciu sam. Wystarczy spojrzeć na uczciwie zasłużoną reprezentację "lewicy" w Sejmie w wielkości zera posła.

A kim by musiał być? Twoją mamą płacącą za studia? Czy przełożonym w korpo?

Czyli głosowanie zgodnie z własnym interesem jest OK?

Bo skądinąd mogę się dowiedzieć, że powinienem altruistycznie wyrzec się rzekomo ogromnych przywilejów jakie daje mi bycie białym, heteroseksualnym mężczyzną po 40 i głosować za 'obaleniem patriarchatu'.

Jestem skonfundowany 🙁

.... słowa, słowa, słowa, a tymczasem wystarczy zrozumieć, że istnieje piramida potrzeb. Polacy chcieli do UE, bo chcieli żyć jak Niemcy w latach 70-tych, a nie dlatego, że podobały im się "gender" i "inne wolności" . Najpierw zapewnijmy ludziom godny poziom życia, a dopiero później szukajmy u nich współczucia dla uchodźców, i wszystkich "innych". Dobrze zarabiający, pewny swoich praw i przyszłości pracownik chętniej posłucha o prawach mniejszości niż pracujący na śmieciówce, mieszkający u rodziców i pozbawiony perspektyw biedak. Proste, prawda? 😉

Od czaów Leszka Milera zwycięskie partie były zarządzane coraz bardziej autorytarnie. Silny lider spinał taką organizację ostrogami, ciął potencjalnych konkurentów tuż przy ziemi,zgodnie z zasadą, że zwycięzca bieżąco wszystko. Nie można na długą metę być dyktatorem w partii i demokratą na zewnątrz. Milera potem Kaczyńskiego i Tuska ograniczał brak samodzielnej większości. Gdy PiS dostał większość maski opadły. Bez demokratycznie zarządzanych partii nie będzie demokracji.

Reasumując ten wywiad, to lewicowi inteligenci maja do zaproponowania społeczeństwu: gender, związki partnerskie, prawa gejów, braterstwo z imigrantami i podatki progresywne oraz sojusz Zandberga, Biedronia, Czarzastego i Frasyniuka. To w wyborach, na ile głosów się to przełoży - na 10 procent, czy raczej bliżej pięciu? Nie ukrywam, że ten drugi wynik cieszyłby mnie bardziej niż ten pierwszy.

Absolutnie nie zgadzam się z red. Sroczyńskim, na pewno ma dobre intencje, ale wchodzenie w jakiekolwiek sojusze z SLD ( co innego jeśli chodzi o inne organizacje lewicowe) byłoby kardynalnym błędem, który doprowadziłby w przyszłości do wchłonięcia RAZEM przez SLD, co daje budowanie sojuszu na jedne wybory, osiągnięcie 15% na jeden sezon, to nie byłby wynik stały. RAZEM jest na etapie budowania fundamentów pod tworzenie czegoś naprawdę trwałego i większego niż 5-6%, jeśli ktoś ma poglądy lewicowe i gospodarczo i światopoglądowo powinien uzbroić się w cierpliwość i nie zrażać się, nie zapominajmy, że RAZEM ma dopiero 2,5 roku i jeszcze bardzo dużo pracy przed sobą, ale moim zdaniem i tak dobrze sobie radzą jak na to, że większość jeździ po nich jak po łysej kobyle. Tym wszystkim, którzy wyzywają RAZEM od komunistów życzyłabym przeniesienia w czasie w końcówkę lat 40 początek lat 50 XX wieku wówczas zobaczyliby na własnej skórze czym był komunizm.

O ile można sie zgodzić z tym, co piszesz o Razem, to widać, że Ty też o komunizmie nie masz zielonego pojęcia, skoro piszesz, że w latach 40. czy 50. w Polsce był komunizm. W Polsce NIGDY nie było komunizmu ani nie było go nigdzie indziej. Komunizm próbowano wprowadzać zaledwie przez 2-3 pierwsze lata po Rewolucji Październikowej w Rosji i potem bolszewicy bardzo szybko się z tego wycofali, m.in. linkiwidując podstawowy element systemu komunistycznego czyli rady robotnicze (sowiety) w zakładach pracy.
Próbą wprowadzenia komunizmu w Polsce były zmiany postulowane przez "Solidarność" w okresie pomiędzy sierpniem 80 a grudniem 81, ale jak to się skończyło to wszyscy wiemy...

Krzysztof Mróź

Razem popełniło bardzo poważny błąd odcinając się od PRL. I to wyraziście się odcięło. I w przyszłych wyborach nie dostanie nawet dotacji

Partia Razem ma świetny program. Popieram go w 100%. A jednak nie mam zamiaru głosować na tę partię. Dlaczego? Bo w pamięci mam przedstawiciela tej partii, który w tv długo opowiadał z kim on nie chce rozmawiać. A ja chcę takich przedstawicieli, którzy jednak rozmawiać potrafią i chcą. Bo ja mogę nie lubić panów Millera czy Kaczyńskiego, ale dopóki ludzie na nich głosują, to odrzucać ich nie można. Szczególnie jak się ma 3%.
I tak - jestem za sprawnym transportem publicznym. I nie myślę tu o przedmieściach itp. Autobus raz na godzinę to nie jest dramatyczny problem. Prawdziwy problem jest gdy mieszka się w miejscu, do którego bus dociera dwa, trzy razy dziennie albo wcale.

Czytam p.Stroczyńskiego, bo lubię się irytować. W sporze Sroczyński/Gadomski jestem zdecydowanie po stronie tego drugiego. Uważam, że publicystyka ludzi takich jak Sroczyński, Woś czy Żakowski przyczyniła się mocno do wygranej PiSu w wyborach i głównie z tego zostaną zapamiętani. Dla mnie są "pożytecznymi idiotami" PiS-u. Nigdy nie zapomnę felietonu p. Sroczyńskiego z Gazety Wyborczej, na temat Polskiego Busa, firmy przewozowej. Otóż autorowi nie spodobały się bilety za 1 złoty. Według p. Sroczyńskiego, Polski Bus robił to po to, żeby "wykosić" polską konkurencję, zostać monopolistą i następnie podwyższać ceny. To taki obraz kapitalizmu z PRL-owskich podręczników ekonomii socjalizmu. Naiwny i nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością.
Lubię czytać p. Sroczyńskiego, bo czytając go utwierdzam się w przekonaniu, że tradycyjna "lewica" nie ma przyszłości. Poprawa jakości usług publicznych nie kłóci się z wolnorynkowym, liberalnym modelem gospodarki. Jest wręcz przeciwnie, to klasyczni ekonomiści rozwijali teorię "pozytywnych efektów zewnętrznych". Liberalne rządy w demokratycznych krajach przez lata prowadziły politykę rozwoju usług publicznych, częściowo inkorporując lewicowe postulaty. Ale robiły to stopniowo, w miarę wzrostu możliwości finansowych państw, którymi rządzili. Lewica nie ma Polsce nic nowego do zaproponowania. Transfery socjalne to domena PiS a sprawy obyczajowe niewiele większość Polaków obchodzą. Postulowany sojusz Zandberga z Carzastym wydaje mi się karykaturalnym symbolem upadku.
Liberałowie w Polsce po 1989 roku odnieśli bezprecedensowy sukces. Transformacja doprowadziła do pojawienia się klasy średniej, która jest (powinna być) bazą każdego demokratycznego systemu. Po drodze popełniali błędy, ale takie błędy można korygować. Fundamentalnie nie zgadzam się z krytyczną oceną prywatyzacji. Gdyby p.p. Woś i Sroczyński bliżej zapoznali się ze skalą złodziejstwa i patologii w przedsiębiorstwach państwowych, które odziedziczyliśmy po PRL, być może zmienili by zdanie.
Piszę ten komentarz w Małopolsce, w jednej z miejscowości powiatu limanowskiego. Bywam tu regularnie od 12 lat. W tym czasie zmieniło się wszystko. Pracowitość miejscowych ludzi w połączeniu z dotacjami unijnymi i możliwościami, jakie dała transformacja przyniosła skokowy wzrost zamożności i jakości życia. Tu wszyscy głosują na PiS. Lewica nie jest im do niczego potrzebna.

Wynurzenia pana Sroczyńskiego to taki trochę bełkot faceta, który za dużo myślał o nieskończoności i zdarzyło się to co zawsze. Jedyna dokończona myśl jest taka: nie lubię liberałów. Cokolwiek to znaczy. Usadowił się już na lewicy i prezentuje to co lewica zawsze ma na sztandarach tzn. zabrać tym elitom, liberałom, krwiopijcom kapitalistom, wyklętym wolnorynkowcom i jak zwykle brakuje tu tego najistotniejszego. Jak na to wszystko odpowiednio dużo zarobić. Ja obserwowałem przez lata jak w PRL próbowano zaplanować gospodarkę i dzielić dobra w miarę sprawiedliwie. Nie odmawiam tamtym ekonomistom i politykom dobrej woli, ale zawsze było tak samo. Dzielono biedę. Trzeba trochę jednak tych krwiopijców doceniać, bo oni coś budują, często stawiając na szali wszystko co mają. Jak ktoś chce żeby się dzielili, to trzeba im podziękować a nie gadać, że dzielenie się jest waszym psim obowiązkiem i cieszcie się, że nie zabraliśmy wszystkiego. I na koniec. Trzeba troszkę więcej konkretów. Dziesięć razy mówi Sroczyński o progresji podatkowej nie kusząc się o wytłumaczenie o co mu chodzi. Jak w latach 90-tych zacząłem lepiej zarabiać tyrając po nocach, to progresja made in sld (czy coś tam) zaczęła mi zżerać połowę zarobków. W tym czasie różni młodzi pokrzywdzeni, specjalnie rozwiedzeni i inni stali klienci lewicy dostawali wszystko za darmo a do roboty (oficjalnie) się nie garnęli, bo progresja. Coś podobnego funkcjonowało zresztą w PRL a i teraz ma się dobrze: ja jestem biedny i mnie się należy a temu idiocie zarzynającemu się w pracy należy wprowadzić taką progresję żeby mu się odechciało. A pan Sroczyński niech dalej czyta książki a po pierwsze niech myśli.