Mordercze roboty są wśród nas
Czekamy na bunt maszyn rodem z „Terminatora”, a roboty już dawno zabrały się do eksterminacji człowieczeństwa.
„Kino jest najbardziej perwersyjną ze sztuk – nie daje ci tego, czego pożądasz, ale mówi, jak pożądać” – Slavoj Žižek.
Czekamy na bunt maszyn rodem z „Terminatora”, a roboty już dawno zabrały się do eksterminacji człowieczeństwa.
Pod koniec poprzedniej dekady, zaczął się najlepszy w historii III RP okres polskiego kina.
Jeśli chcecie zrozumieć fascynację waszych rodziców Leszkiem Balcerowiczem, zarzućcie chomika i machnijcie sobie choć kilkanaście odcinków.
Aquaman, jak wskazuje pseudonim, to człowiek mieszkający pod wodą. I jak każdy człowiek, zajęty jest przede wszystkim własnym gatunkiem.
Oglądając kolejny „film dokumentalny” w rządowych mediach, czy aktywistyczny reportaż pisany przez jednych obrońców demokracji o drugich, warto przypomnieć sobie dylematy Kapuścińskiego z „Jeszcze dzień życia”.
Byliśmy kronikarzami upadku przestrzeni dawnej fabryki. Kręcąc chcieliśmy zarchiwizować jak najwięcej przestrzeni, wiedząc, że za chwilę zniknie.
Tabaki wyznaje Mowgliemu, że czasem śni o byciu tygrysem, ale codziennie budzi się hieną.
Dlaczego w roku 2018 serwuje się nam starą, skompromitowaną prawdę, że jedyna dostępna kobiecie obrona to szaleństwo, fuga dysocjacyjna, ucieczka histeryczna?
Odpuśćcie kolejną konferencję naukową o autorytarnym populizmie. Obejrzyjcie sobie lepiej trzeci sezon „Daredevila”.
Świat serialu „1983” ma więcej wspólnego z Harrym Potterem niż z tym, czym mógł się stać PRL. Albo z jedną z wschodnioeuropejskich krain, które wymyśla sobie amerykańska popkultura.