Gwałt to gwałt
Gwałty i przemoc wobec kobiet są zjawiskiem masowym. Czy żeby zaistnieć, naprawdę muszą zostać włączone w stare nacjonalistyczne narracje?
„Chcemy całego życia!” – jak pisała Zofia Nałkowska.
Gwałty i przemoc wobec kobiet są zjawiskiem masowym. Czy żeby zaistnieć, naprawdę muszą zostać włączone w stare nacjonalistyczne narracje?
Komunikat wizualny jest jasny – ambicja, zwłaszcza aktorska, wystawia dziewczynę na seksualną przemoc. Ma szczęście, jeśli skończy się „tylko” upokorzeniem.
Społeczeństwo nie jest równe w Szwecji i założę się, że nie jest równe także w Polsce.
Prawda, że ładnie powiedziane? Prawda, że zaskakujące, nawet jak na polski Episkopat?
Kryzys stwarza szansę na odrodzenie etosu całościowej krytyki systemu, który cechował feminizm drugiej fali u jego początków.
Nie chcę debatować z tymi, którzy swoimi „ale” torują drogę kolejnym gwałcicielom. Powtarzam: nie znaczy nie.
Można wciąż poszukiwać w mainstreamie mainstreamu i z wyrzutem zauważać, że jest mainstreamowy. Ale cóż w tym dziwnego?
Na podstawie twardej wiedzy medyczno-biologicznej ideologia gender to kawiarniane rojenia, coś jak „naukowy komunizm” (protoplasta „naukowego gender”).
W latach osiemdziesiątych pojawiło się wiele mitów dotyczących „polepszających się” warunków pracy kobiet.
W okresie dojrzewania rozwój psychiczny dziewcząt wkracza nieodwołalnie w fazę polityczną.