Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Metody mafijne: 5 zasad „doktryny Donroe”

Kiedy Trump patrzy na Grenlandię, widzi towar: po ile to? Może kupi, a może weźmie siłą. Oby nie zaczął zerkać na Polskę, bo nasi politycy wycenią nas jak prywatyzowane w latach 90. przedsiębiorstwa.

ObserwujObserwujesz
Donald Trump

Rok 2026 jeszcze się na dobre nie zaczął, a czołowi polscy politycy już mają – żeby nie przeklinać – mózg sprasowany. Nasz najważniejszy sojusznik, hegemon i feudał zaczął zachowywać się w sposób urągający podstawowym zasadom pożycia społecznego i międzynarodowego – porywa z łóżka dyktatorów, strzela do bezbronnych kobiet za kółkiem, snuje plany zajęcia Grenlandii nawet za cenę rozbicia NATO.

Wypadałoby więc powiedzieć ze dwa zdania krytyki, ale jak tu się odezwać, skoro bezpieczeństwo państwa polskiego wisi na jego widzimisię. Dla polityków PiS sprawa jest o tyle prosta, że wystarczyło wejść w znoszone buty zagorzałych entuzjastów MAGA: świetna sprawa, komuchy płaczą, USA znowu rulez! Czołówka rządu z braku pomysłu na cokolwiek przyjęła pozycję milczącego wyczekiwania przerywanego zapewnieniami o sile sojuszu polsko-amerykańskiego. Może jak powtórzą to bardzo wiele razy, tym drugim też to się zakorzeni w głowach?

Problem w tym, że USA pod rządami obecnej administracji mają w głowach wyłącznie partykularne korzyści – zyski, aktywa, zasoby, prestiż. Obecni liderzy polityczni Stanów Zjednoczonych w niczym nie przypominają poczciwego Joe Bidena, wyszydzanego przez prawicę, że staruszek, a jak przyjdą młodzi prawicowi chłopcy, to dopiero pokażą, jak się robi politykę. No to przyszli i pokazują, tyle że „doktryna Donroe” opiera się na niezbyt przyjaznych „wartościach”.

Czytaj także Ameryka jak zwykle stoi ponad prawem Agata Popęda

Brutalność

Epatowanie przemocą fizyczną nie jest najważniejszą zasadą doktryny Donroe, ale też przemoc nie jest wyłącznie instrumentalna. Niewątpliwie wyraża ona mentalność obecnej administracji, która stosuje przemoc również dla czystej przyjemności płynącej z okazywania własnej siły.

Zeszłoroczna akcja na placu budowy fabryki Hyundaia nie musiała wyglądać jak kiepski film akcji, ale mogła, więc czemu nie. Pół tysiąca pracowników służb wszelkiego rodzaju zostało wysłanych do ujęcia dwóch setek podobno nielegalnych imigrantów, których gwałtownie wyłapano (część wyłowiono zresztą z pobliskiego stawu), a następnie ustawiono skutych pod ścianą i wywieziono do odległej placówki przetrzymywania. Brakowało tam tylko Liama Neesona.

Sposób informowania o rajdzie na Caracas również pokazuje, że brutalność to cecha, w której obecny rząd USA zwyczajnie się lubuje. Wspaniała akcja, wielkie zwycięstwo, pokaz mocy, pełen sukces, zero ofiar w ludziach! Ale przecież setka ludzi straciła życie, w tym co najmniej 32 kubańskich oficerów. No, właśnie powiedziałem, że nikt nie zginął!

Bezgraniczna pogarda dla zdrowia i życia ludzi, których nie uznaje się za swoich, to tradycyjne cechy niezbyt demokratycznych reżimów, z których doświadczenia administracja Trumpa czerpie teraz garściami. Zastrzelenie 37-letniej, nieuzbrojonej matki trojga dzieci, to dowód na to, że amerykańska ryba może i psuje się od głowy, ale za to szybko.

Teatralność

W zeszłorocznym filmie Joon-Ho Bonga Mickey 17 Mark Ruffalo gra szalonego i przepełnionego megalomanią biznesmena, będącego swoistym połączeniem Elona Muska z Donaldem Trumpem, który zostaje przywódcą wyprawy kolonizacyjnej na inną planetę. W końcowych scenach biznesmen postanawia osobiście rozprawić się z wielką matką lokalnych robali, żeby przy okazji zbudować swoją legendę. Gdy podjeżdża uzbrojony do atakujących ludzką bazę stworzeń, zainteresowany jest wyłącznie tym, jak wypadnie na ekranie. Nieustannie rzuca więc do operatora pojazdu tekstami w stylu „ale podjedź bliżej, żeby były dobre ujęcia, jak w ogóle wyglądam, groźnie?”.

Ta scena doskonale oddała niebywałą skłonność Trumpa do robienia szumu wokół samego siebie. Cały splendor musi spłynąć na boskie ciało prezydenta, a wszystko musi być największe i najwspanialsze. Nawet regresywną reformę podatkową nazwał „Wielką, Piękną Ustawą”. Każdy sukces USA, ba, każde pozytywne wydarzenie dziejące się na świecie od stycznia 2025 roku, jest w przeważającej mierze zasługą jego ekscelencji Donalda Trumpa (a rzeczy złe to efekt nieudolności poprzedników).

Czytaj także Markiewka: Huragan Trump wymiata państwo do czysta Tomasz S. Markiewka

Nikt ci nie powie tylu komplementów, ile Donald Trump mówi sobie sam w godzinę. Zaprowadza globalny pokój, robi porządek z dyktatorami, załatwia Amerykanom pieniążki i surowce, straszy kolejnych niegodziwców porwaniem, stawia do pionu Europę – po prostu Trump Superhero.

Oczywiście wszystkie te sukcesy są odpowiednio sfilmowane i uwiecznione na zdjęciach, a scenografia jest dopięta na ostatni guzik – na Alasce bombowiec strategiczny przeleciał idealnie nad głową Putina, który dopiero co wysiadł z samolotu. To musiało być ćwiczone podczas licznych prób. Tutaj nie ma miejsca błędy, to nie PiS-owski piknik w Bielanach-Żyłakach, gdzie czołg wbija się lufą w wóz strażacki. Ameryka może być kołowatym wujkiem na weselu w dyplomacji, polityce społecznej czy innych pierdołach, ale nie tam, gdzie liczy się chwała jedynej i niepowtarzalnej prezydentury Wielkiego Dona.

Mafijność

No właśnie, Don. Ukute przez media za oceanem określenie „doktryna Donroe” jest bardzo trafna nie tylko z powodu sprytnego połączenia „doktryny Monroe” z imieniem Donald. Słusznie kojarzy się również z mafią. Relacje władzy, podział obowiązków i aktualna hierarchia w Białym Domu przypominają bardziej jakąś gangsterską rodzinę, a nie administrację rządową.

Przede wszystkim Trump otoczył się całą masą ludzi, których stanowisko trudno nawet określić. Miejsce szacownego gen. Kelloga jako oficjalnego wysłannika Waszyngtonu do spraw wojny w Ukrainie szybko zajął Steve Witkoff, który zasłużył się tym, że jest kumplem Trumpa z deweloperki, więc jest bardziej zaufany niż jakiś stary wojak. Wysyłany do rozmów wszelakich Jared „Trumpini” Kushner zupełnie oficjalnie piastuje natomiast urząd zięcia prezydenta. Rodzina i kumple prezydenta w obecnej administracji bywają wyżej w hierarchii niż formalni wysocy urzędnicy, tacy jak sekretarz skarbu czy sekretarz obro… przepraszam, teraz już wojny (patrz: brutalność).

Czytaj także Musk, Trump i buhaj Ilon, czyli powrót hordy pierwotnej Przemysław Witkowski

To niejedyna mafijna cecha układu zbudowanego w Białym Domu. Kolejną jest brak sentymentów i bezwzględne rozprawianie się z wewnętrznymi przeciwnikami. Na początku 2025 roku Elon Musk zachowywał się, jakby złapał boga za nogi, chociaż już wtedy było oczywiste, że prędzej czy później zderzy się czołowo ze swoim pryncypałem. Doszło do tego raczej wcześniej i Musk został błyskawicznie „odstrzelony”, a Trump obrócił swoją narrację o właścicielu Tesli o 180 stopni.

Jedyna lojalność dopuszczana obecnie w Białym Domu to wierność bossowi. Pozostali walczą o miejsca jak najbliżej szefa, co odbywa się w sposób zupełnie nietransparentny, więc media muszą uprawiać znaną z czasów zimnej wojny „kremlinologię”: kto stał bliżej szefa, kto dalej, z kim Don ostatnio gawędził, a kto nie może doprosić się audiencji? Aktualnie na czoło wybił się podobno Marco Rubio, ale może to być tylko chwilowy entuzjazm Trumpa w związku ze wspaniałym i wielkim sukcesem w Wenezueli.

Nieprzewidywalność

Można byłoby się zaadaptować do odświeżonej twarzy USA, gdyby Waszyngton przynajmniej informował sojuszników o swoich zamierzeniach. Niestety, strategia Waszyngtonu polega teraz na zaskakiwaniu nie tylko przeciwników, ale też tych, którzy nadal uważają się za jego sojuszników. Podejście Trumpa do Ukrainy i Rosji zmienia się jak w kalejdoskopie; raz opowiada o złym reżimie w Kijowie, innym razem grozi, że puści Moskwę z torbami. Podczas słynnego już „Dnia Wyzwolenia” Biały Dom poinformował o cłach nałożonych na cały świat, by po kilku dniach je zawiesić.

Trudno się w tym wszystkim połapać, szczególnie że Trump zrezygnował z takich kłopotliwych drobnostek jak przeprowadzanie ustaw przez Kongres, a rządzi dekretami, które co chwilę zmienia. Taki sposób działania ma jeszcze jedną cechę: to wszystko jest bardzo łatwe do odkręcenia. Wystarczy, że następca Trumpa wyda inne rozporządzenia. Ciężko więc przywiązywać do się ustaleń zawartych z Trumpem, gdyż ich termin ważności nie tylko może być bardzo krótki, ale nawet nie jest z grubsza ustalony.

Transakcyjność

Podejście do polityki jak do biznesu to niewątpliwie główna cecha doktryny Donroe. Transakcyjne podejście obecnego prezydenta USA jest już legendarne. Gdyby ktoś swego czasu zaproponował Trumpowi sprzedaż jego własnej matki, Trump by przynajmniej policzył, czy mu się to opłaci.

To radykalnie biznesowe podejście w polityce prowadzi do zupełnie kuriozalnych sytuacji, takich jak traktowanie terytoriów autonomicznych wspólnot politycznych jak zwyczajnych nieruchomości. Ta Grenlandia jest spoko, kupiłbym. Po ile ona? Ale tam mieszkają ludzie, którzy może i w części nie czują się Duńczykami, ale na pewno nie chcą być Amerykanami! Luz, mogą dalej mieszkać, jeśli czynsz zapłacą. Przydadzą się do pracy w kopalniach.

Trump wszędzie widzi wyłącznie okazje biznesowe i jest regularnie zdziwiony, że inni nie postrzegają świata w ten sposób. Jego plan na odbudowę Strefy Gazy był tak absurdalny, że nawet rozgadanych zwykle Arabów zatkało. Przypomnijmy, że Trump chciał tam zbudować „riwierę Bliskiego Wschodu”, pełną luksusowych hoteli i plaż; niestety plan ten nie uwzględniał drobnego niuansu, czyli dwóch milionów mieszkańców. Część z nich może i dostałaby robotę przy obsłudze zamożnych turystów, dzięki czemu spędzałaby większość dnia w ładnym otoczeniu. Pozostałym da się do ręki pięć tysięcy dolarów, których i tak nie zarobiliby przez całe życie, więc niech grzecznie zmykają.

Miejmy nadzieję, że pomysły Don Trumpa nie dotrą do Polski, bo wtedy trzeba będzie się samemu jakoś wycenić. A znając życie, mocni w gębie nadwiślańscy politycy wycenią Polskę równie wysoko co prywatyzowane w latach 90. przedsiębiorstwa – czyli co łaska. Wtedy nawet do statusu Puerto Rico będzie można co najwyżej wzdychać.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie