Reich: Wzrost i dług. Gdzie przyczyna, a gdzie skutek?
W latach 50. dług USA zmalał, ale nie dlatego, że przestały wydawać.
W latach 50. dług USA zmalał, ale nie dlatego, że przestały wydawać.
Amerykańska demokracja okazuje się mało czuła na głos opinii publicznej w sprawach gospodarczych, jeśli mógłby on wpłynąć na losy wielkich fortun.
Wciąż ograniczamy prawem i regulujemy moralność prywatną, ignorując jednocześnie dużo poważniejszy kryzys moralności publicznej.
Najważniejsze problemy, z jakimi musimy się zmierzyć, to bezrobocie, słaby wzrost i pogłębiające się nierówności – a nie deficyt.
To społeczeństwo musi określić, jak „rynek” ma być zorganizowany. Standardy moralności i przyzwoitości odgrywają w takich decyzjach dużą rolę.
Wygląda na to, że w sprawie podniesienia limitu długu prezydent liczy na presję opinii publicznej – zwłaszcza ze strony patronów Partii Republikańskiej na Wall Street.
Niskie stopy procentowe w teorii zachęcają firmy do rozwoju produkcji i zatrudniania ludzi. Ale nie będzie tak – dopóki firmy nie będą miały więcej klientów.
Ameryka stoi nad nad kilkoma urwiskami, w które wpadnie, ponieważ przesłania je obsesja republikanów dotycząca rozmiarów rządu i wydatków.
Najwięcej nisko opłacanych pracowników zatrudniają korporacje, które pławią się dziś w jeszcze wyższych dochodach niż przed recesją.
Skończmy z obsesją deficytu budżetowego. Powinniśmy ją mieć na punkcie miejsc pracy i wzrostu.