Kraj

Szczerek: Ziomek wyklęty twoim bratem, lewaku!

Protesty pod Sejmem. Fot Tomas Rafa

Kochana lewico, przestań szejmować ludzi, którzy noszą koszulki z orłami i wilkami wyklętymi. Noszą je nie dlatego, że są histerycznymi nacjonalistami, a dlatego, że chcą odczuwać z czegoś dumę.

Dawid Krawczyk w tekście Po co bijecie się z policją postawił dwie zasadnicze tezy. Pierwsza brzmi: nie bijcie się, bo PiS może idzie w kierunku dyktatury, ale jeszcze do niej nie doszedł, a policja wcale niekoniecznie chce tego PiS-u bronić. Druga: zamiast jeździć pod Sejm i podpuszczać protestujących, by nie odpuszczali, może niech się opozycja weźmie do roboty, zacznie budować program i poparcie.

Z tą drugą tezą zgadzam się w stu procentach, z pierwszą – nie za bardzo.

Po co bijecie się z policją?

Zacznę jednak od tej, z którą się zgadzam. Dawid Krawczyk pisze tak:

Wciąż można wygrać z Prawem i Sprawiedliwością. To w zasadzie bardzo proste. Trzeba wygrać wybory. Tylko, że to proste tylko w teorii, bo w praktyce łatwiej przecież przyjechać po pracy i pokrzyczeć ZOMO na Wiejskiej, niż postarać się zrozumieć nowo odkrytą miłość polskich wyborców do rzekomo „dyktatorskiej” i „totalitarnej” partii Kaczyńskiego. Ile spotkań z wyborcami od 2015 roku odbyli posłowie opozycji spektakularnie brudzący sobie nienaganne garnitury na podjeździe pod Sejmem? A ile odbyli ich posłowie PiS-u? Tutaj jest lista, proszę sobie policzyć: http://spotkania.pis.org.pl/. Może trochę zająć, bo scroll jest bardzo mały.

I to prawda. Puste w środku PO nie ma do czego wzywać ludzi poza idealizowaniem III RP, nie ma nic, wokół czego można dziś ludzi zebrać. Tylko czasem udaje im się przyznać – po chrząknięciu i przełknięciu żaby – że w sumie warto też wziąć pod uwagę tę, no, politykę socjalną, co to ci młodzi, co tam skaczą pod barierkami, se postulują, bo się Marksa naczytały przy latte, bo to teraz modne.

A fakt, że są między PO-wcami takie cuda, jak pani radna Suska, która nie widziała niczego zdrożnego w tym, by w mediach społecznościowych pomstować na „wpuszczanie Ukraińców”, na temat których radna „ma od dawna swoje zdanie” i przypisywać im jakieś krążące po plotkarskich uszach złoczyny, świadczy o tym, jaka panuje w PO wewnętrzna narracja.

Żołnierze POPiS-u znów byli głupi, czyli pomyśl, zanim poszerujesz

Ale przyznać też przy okazji trzeba, że i Razem – która jest jedyną partią w Polsce mającą sensowną treść, dobry program i solidną wizję – robi wiele, żeby w tych wyborach specjalnie nie zaistnieć.

I to, o paradoksie, nie dlatego, że Razem nie haruje. Haruje jak wół. Rzecz w tym, że nie może pozbyć się mędrkowatej, hermetycznej dla wielu, a dla innych nieprzełykalnej, ciągle podkreślanej afiliacji z teoretyzującą skrajną lewicą, co jednym wydaje się intelektualnym snobizmem, a innym mocnym odklejeniem. A poza tym to „my już wiemy, jak się ten wasz marksizm skończył, co innego teoria, co innego praktyka”. A szkoda, bo gdyby Razem pozycjonowało się jako partia, która koncentruje swój dyskurs nie na tym, czy wolno ich nazywać „socjaldemokracją”, czy po prostu „socjalistami”, bo socjaldemokraci są zbyt centrowi i nie podaje im się ręki, lecz na promocji swoich propozycji społecznych, usprawnianiu działania państwa, stawania się zjadliwymi dla przeciętnego wyborcy itd. Nie na swojej zajebistej fioletowej, intelektualnej lewicowości, nie na stawianiu po kątach tych, którzy się z nimi nie zgadzają, lecz na przekonywaniu do treści, to by nie mieli w porywach do trzech procent, a o wiele więcej.

Piszę to dlatego, że tak naprawdę są dokładnie taką partią, na jaką czeka przekonująca się coraz bardziej do konieczności lewicowych zmian opinia publiczna. Z tym, że jak dotąd Razem skutecznie ten fakt ukrywa, a jeden Zandberg piszący dla prasy brukowej wiosny nie czyni.

Kto wie, być może jest tak dlatego, że gdyby Razemowcy stali się bardziej „zwykłą partią, która rozwiązuje zwykłe ludzkie problemy”, to trzeba by było przestać być wyjątkowym wunderkindem, piękną panną na wydaniu, na którą wszyscy się obrażają, że ma niby na imię Razem, a woli osobno? Wówczas trzeba by przestać pozwalać sobie na gadaninę o przejmowaniu środków produkcji i kolektywizacji, bo to dla ludzi było i będzie nieakceptowalne. A wtedy nuda, panie, a nie klub dyskusyjny, gdzie można założyć kaszkiet i patrzeć przez okno smutnym wzrokiem na zły kapitalizm. Razemita staje się zwykłym polskim politykiem, których mnóstwo po telewizjach i korytarzach instytucji. I którymi zwykły Polak, a w tym i hipster, zazwyczaj gardzi. A to by już nie było cool.

Och, przepraszam, przypisałem Razemowi intencję. Niechcący.

Koniec kapitalizmu jest możliwy

czytaj także

Dalej Krawczyk pisze tak:

Byłem w piątek na proteście pod Sejmem i byłem na spotkaniach wyborców PiS odpytujących ministrów, jak równych sobie. To na tych drugich robi się politykę. Jak na razie bardzo skutecznie.

Też bym się zgodził: piękna sprawa. Rzecz w tym, że tylko wyborcy PiS mogą odpytywać ministrów PiS jak „równych sobie”. Inni już nie. Inni są wrogami. Gdy na konferencji prasowej po Marszu Niepodległości od ówczesnego szefa MON, Błaszczaka, zażądałem „jak równy”, by przestał ściemniać, że nie widział na tym Marszu wzywających do nienawiści haseł, widział natomiast gdzieś na jakimś kontrmarszu jedną czerwoną szturmówkę, to powiedział, że on tam już wie, „jaki jest profil” pisma, z którym współpracuję. Bo tej władzy pytania mają prawo zadawać wyłącznie lizusowskie media publiczne, albo pokorne i służalcze prawicowe.

Bo jasne, można być „równym sobie”, ale w ramach monologu, a nie dialogu. PiS jest partią proponującą bardzo unikalny model demokracji, w ramach której kompromis polega na tym, że przyjmuje się rozwiązania i poglądy proponowane przez PiS. A pozostałym przypisuje się intencje. A nic mnie tak nie drażni, jak przypisywanie intencji innym. Jest to, jak wiemy, wspaniała tradycja polskiej tak zwanej debaty publicznej. Jest to bukiet tradycji naszego słynnego parlamentaryzmu.

Ileż to już soczystych, ociekających słodyczą oskarżeń padło w czasie naszych wiecznych polskich rodzinnych świąt bożego narodzenia, bożej śmierci, wizyty papieża, rocznicy papieża, rocznicy drugiej rocznicy papieża, miesięcznicy męczeństwa i pogrzebu! „My wiemy, że wy chcecie powrotu komuny”, „a wy – faszyzmu”, „nie mydlcie oczu – zależy wam tylko na korycie”, „propagujecie ustrój totalitarny w postaci PZPR”, „nie, to wy propagujecie”, „jesteście płatnymi pachołkami Moskwy”, „a wy – Moskwy!”, „jesteście antysemitami!”, „a wy za szekle, za szekle Polskę zdradzacie!”, „a wy za pieniądze się kurwicie i piszecie dla tych propagandowych mediów reżymowyych!”, „a wy wcześniej też się kurwiliście! I dalej się kurwicie, tylko, że za Sorosowe”.

No, co ja będę. Wiadomo.

I ja też przypiszę tu i tam intencje, jak się rozkręcę, bo przecież krew z krwi, Polak jestem, bo Polaka ze mnie długi ciąg dziejów zrobił nolens czy tam volens, ulepił jak plastusia jakiego, mnie również przypisał tożsamość. Przypisywanie intencji było zresztą ważnym elementem tego lepienia: „to są Niemcy, oni chcą cię zabić, to są Rosjanie, oni chcą cię zbarbaryzować, to są Ukraińcy, oni chcą cię przepiłować, to są Czesi, oni chcą mieć z ciebie bekę, to są Słowacy, patrz jacy śmieszni”.

Wzniosę więc toast: a dość! A koniec z tym przypisywaniem intencji! Dorośnijmy, ziomeczki drogie! Gadajmy serio.

Liberalne centrum uczy się, co znaczy być bezsilnym

Wiem więc doskonale, że zwolennicy PiS, jak również i wielu polityków tej partii, naprawdę w reformie sądownictwa widzą chęć uzdrowienia patologicznie spapranego sądownictwa. I ja się, co więcej, zgadzam z dużą częścią ich diagnozy – sądownictwo w Polsce to system przeżarty niemocą do cna i naprawdę wymaga reformy. Każdy, kto był choćby na praktykach w polskim sądzie musi wiedzieć, jak teoretyczne są te wszystkie prawne zasady, które mu wbębniają na zajęciach na uczelni profesorowie z poważnymi minami, zupełnie jakby sobie nie zdawali sprawy, że pomiędzy teorią a praktyką jest rozziew taki, jak pomiędzy Jasiem Kapelą a Rafałem Ziemkiewiczem.

Reformy w Polsce wymaga również policja. Sam fakt, że im dano dresopodobne mundurki zachodniawego kroju, pomalowano radiowozy na unijnie jasne tony i wystawiano przez lata na ciepełko integracji europejskiej, nie znaczy, że ich metody działania są ok: od zlewania prostego skarżącego, przez metody przesłuchań a’la Krzysztof Komenda, skończywszy na znęcaniu się nad Stachowiakiem, bo wkurwił ziomeczków policjantów, a za wkurwienie ziomeczków należy się wpierdol. Więc tak, policja, z jej pogardą dla prawa i umiłowaniem metod typu kibolskiego – wymaga reformy. I sądownictwo też wymaga reformy. Nie takiej, oczywiście, jak ta, którą proponuje PiS, ale wymaga. Rozumiem więc, że zdecydowana większość PiS-owców nie chce źle.

Różnimy się na poziomie oceny faktów: PiS-owcy uważają, że państwowa kontrola nad sądami pozwoli zlikwidować patologię, która się szerzy w „kaście sędziowskiej”. Lewica uważa, że leczenie patologii inną patologią pogłębi tylko patologię. POidalne centrum uważa, że o co w ogóle wam wszystkim chodzi, było tak fajnie, a wy to psujecie: PiS – bo przełamuje imposybilizm pałą, lewica – bo nie przyłącza się do wspólnego lamentu i tworzy niepotrzebne problemy.

O konkretnych kontrpopozycjach mało się dyskutuje. Nie słychać po stronie protestujących centrumowców roztaczanych szeroko wizji tego, jak to będzie pięknie, jak PO wróci do władzy i sąd naprawi, bowiem kwestia spaprania sądów nie była specjalnym tematem podczas spokojnego dryfowania po grodzonych osiedlach z czasów, gdy pchała nas wyobrażona bryza znad wysp Fukuyama.

Syska: Opozycja zmarnowała pół roku

A lewica, która zaczęła się domagać przyspieszenia transformacji państwa w coś przypominającego bardziej porządki panujące w zachodniej Europie niż wczesnym kapitalizmie, była (i jest) przez centrum rugana jak bachory. Tak jest widziana: jako gówniarska, roszczeniowa ekipa bananowców spod znaku Taco „Piotrek w piątek wydał 300 PLN w trójkącie warszawskim” Hemingway, która na stacji Świętokrzyska żuje mięso w pyskach. I ogólnie zajmuje się kwestiami ekonomicznymi, nie systemem sprawiedliwości.

Kim jest Žižek z piosenki Taco Hemingwaya?

Zgodnie z bębnami propagandy bijącymi w TVP, na prawicowych portalach i na prawicowym Twitterze (w który swego czasu zanurzyłem się po uszy i do tej pory otrząsam się z przerażeniem i obrzydzeniem, gdy sobie przypomnę o wyziewach, jadach i domniemaniu złej woli, które tam hula jak dzik między parawanami w Międzyzdrojach), prawica domniemuje więc, że „komunistyczne złogi” w sądach w ogóle nie przeszkadzają nikomu innemu, tylko im, „patriotom”. Bo jeśli by przeszkadzały, to by mieli wobec nich jakiś plan, a gdyby mieli plan, to by zrozumieli, że nie jest łatwo zreformować sądy, nie mając nad nimi kontroli.

A Kaczyński może ględzić o imposybiliźmie. I mieć rację.

Krawczyk pyta więc: po co bić się z policją? Czy to sprawi, że opozycji procentowo wzrośnie? Ech.

Gdybym był idealistą, wyobrażającym sobie, że żyję w idealnym świecie, powiedziałbym, że uważam, że fajnie byłoby się nie bić i w ogóle zmienić ton. Słuchać uważnie tego, co mówią prawicowcy i radzić to samo ludziom z prawicy: słuchajcie, co mówi druga strona. Szanujmy się. To ma być dialog, a nie monolog prezesa.

Zresztą faktem jest, że obecnie dialog, jeśli jakieś jego zręby zaczynają powstawać, powstaje między lewicą a prawicą. Młodymi, dodajmy, lewicą i prawicą, bo niereformowalne tłuki typu Ziemkiewicz (oj, przepraszam, przypisało się) są raczej już stracone dla świata szerszego niż własna, ciasna, ciemna i zakoboldziona kotlina, zaś „stara lewica” to SLD, które bywa urocze, ale cynicznym urokiem pijanego acz wymownego wuja, który założył firmę i faktycznie mu się udało.

Spięcie, czyli przebijamy medialne bańki

Centrum w ogóle natomiast niewiele, jak się zdaje, jarzy i, jak zauważył Dawid Krawczyk, faktycznie zamienia się powoli (ale jednak powoli) w lustrzane odbicie sekty smoleńskiej.

Ale czy to znaczy, że władza ma nie dostawać sygnałów, że przegina, i to mocno? Że imposybilizm imposybilizmem, ale pewnych rzeczy się nie robi? Że nie może być jak dziadek Ziuk, co to z tego prostego powodu, że parlamentaryzmu Polacy nie umieli dobrze obsługiwać chwilę po tym, jak wzięli go do rąk, wziął i wprowadził wojsko na ulicę? Jak pijany rybak, co to zaplątawszy się w żyłkę wędki łowi ryby granatem? Jeśli tak, to za chwilę, przedkładając skuteczność nad humanitaryzm i zapewnianie praw obywatelskich, zaczniemy obcinać ręce złodziejom, bo to, jak przypuszczam, z początku faktycznie przyczyni się do zmniejszenia przestępczości. Z początku, bo brnąc w ogólną barbaryzację, zbarbaryzujemy również obyczaje, wrażliwość – i dalej, rozkosznie, będziemy się staczać po równi pochyłej.

Jak uciszyć pokojowe protesty w czterech krokach?

Dawid tymczasem, wyliczywszy długą litanię przeginek PiS-u, puentuje:

W świetle tych wszystkich zmian wizja zduszenia opozycji w wyścigu wyborczym nie jest niewyobrażalnym political-fiction. Ale bądźmy uczciwi, na razie na długiej liście win Prawa i Sprawiedliwości wobec liberalnej demokracji nie ma fałszowania wyborów, delegalizacji opozycji, ani wtrącania do więzień przeciwników politycznych. Niewykluczone, że PiS chce doprowadzić Polskę do jakiejś formy dyktatury bez konkurencyjnych wyborów – ale na razie tego nie dokonał.

Technika salami polega na tym, że sprawy przed uruchomieniem pewnych procesów niewyobrażalne (zrobienie z telewizji publicznej Muppet Show połączonego ze Studiem YaYo czy skok na trybunały) wydają się zupełnie naturalne w czasie, gdy protest trwa. To, co niemieccy żołnierze wyprawiali w czasie II wojny światowej na wschodzie, również było dla nich możliwe tylko dlatego, że uczestniczyli we wszystkich etapach procesu, który ich na to mentalnie przygotował.

Hardkor hardkoru, czyli Pietrzak, Wolski i „Studio Yayo”

Kaczyński rozmontował wszystkie instytucje kontrolne. Pozostawił jedną: samego siebie. I o ile on sam, choć wykazuje tendencję do naginania prawa, to jednak wartości jakieś ma i coś tam z tej demokracji ogarnia, to słuchając jego potencjalnych następców, Joachima Brudzińskiego czy innych, nie jestem pewien, czy rozumieją z WOS-u więcej niż Trump.

Protestując – i to wyraźnie, z hukiem, petardami, z atakowaniem barierek, z wykrzykiwaniem przeginającym pałę prosto w oczy tego, co o nich – pokazujemy: nie, koniec! Możecie nas zmusić do podporządkowania się bezprawiu, ale tylko, jeśli nas wszystkich powsadzacie do suk. A PiS się tego boi. PiS boi się masowych protestów, co pokazały Czarne protesty. PiS boi się używać policji do pałowania obywateli, bo wtedy uruchamia się histeria prasy o wysokich nakładach – a ta prasa dociera do wielu wyborców. I takie nagłówki robią więcej zamieszania niż Zandberg w „Superaku”.

To działa. Jeśli będziemy stali tak z opuszczonymi ramionami, jak proponuje to Dawid Krawczyk i czekali, aż politycy lewicy, czy – z dwojga złego – centrum zrobią robotę jeżdżąc po Polsce jak PiS – to nie doczekamy się niczego. I jeszcze jedno. Każda władza zniechęca do siebie ludzi, szczególnie młodych. PO zabrało to dwie kadencje, ale gdy przekroczyli punkt krytyczny – poleciało na łeb, na szyję. PiS też to czeka, tylko szybciej: ich ostentacja, ich nieumiarkowanie, ich klerykalizm – a przecież w Polsce tradycją jest nie tylko katolicyzm, ale i ludowy antyklerykalizm, ich nacjonalistyczne tępe pieprzenie w szkołach i z trybun o jednym i tym samym – doprowadzi w końcu do społecznego zniechęcenia.

I wtedy zobaczycie, że warto było te barierki szarpać, bo do szarpiących dołączą inni. No, chyba, że ich zniechęcimy.

Napisałem kiedyś posta na Facebooku, w którym nawoływałem do przejmowania wyborców Kukiza. Nie samego Kukiza czy jego partii – ale właśnie wyborców. Młodych ludzi, często w koszulkach z orłami i wyklętymi, „kuców”, blokersów – zwał jak zwał. W każdym razie nie lewicowych intelektualistów, z którymi nie daj boże wejść w dysputę – zasypią incelowymi memami i wyszydzą od nazioli, liberałów i czego tam jeszcze.

I dlatego, kochana lewico, te ziomeczki, twój własny, lokalny lud ziemi was nie lubi, nie rozumie, ignoruje, olewa i nie szanuje. Bo mogłaby lewica przestać, na przykład, nazywać faszystami i ksenofobami tych, którzy zgłaszają – uzasadnione przecież – lęki dotyczące przyszłości europejskiego quasikontynentu i jego konstrukcji kulturowej, lęki dotyczące wzrostu wpływu islamu na światopogląd europejskich społeczeństw europejskich skoro ledwo znosimy poglądy wielu kulturowo nam bliższych, a również często radykalnych chrześcijan. Tak, wiem, że do Polski mało kto się radośnie wybiera islamizować, dżihadzić i zabraniać Polakom łotać przy piąteczku, ale chodzi mi o to, że lęki są lękami i nie wolno ich wyśmiewać – trzeba rozwiewać. Taka jest odpowiedzialność polityków, działaczy i publicystów, jeśli już zdecydują się uderzać nie w bekowe, a w poważne tony.

Przestać szejmować ludzi, którzy noszą koszulki z orłami i wilkami wyklętymi, bo noszą je nie dlatego, że są histerycznymi nacjonalistami, a dlatego, że chcą być z czego dumnymi. Gdy pojechali na Zachód, to liberałowie się cieszyli: poznają jak działa Unia, Europa. A oni zobaczyli, jak działają sprawne państwa, zobaczyli, jak działa opieka społeczna, policja, służba zdrowia, sądy. I że w Anglii koszulka z Union Jackiem jest neutralna, a James Bond stojący pod flagą powiewającą nad siedzibą MI6 jest może zabawny, odrobinę ironiczny, ale jednak akceptowalny.

A co sobie mają na tych koszulkach dawać nasi? Orliki? Autostradę wolności? Marksa? Oni nie chcą Marksa, oni chcą coś, co podbije deficyt ich samozadowolenia względem swojej nowej rodziny: Unii, Zachodu. Zachód może być dumny z praw człowieka, industrializacji, sprawności instytucji, dobrych samochodów – my tylko z tego, że byliśmy przedmurzem i, jak pisał m.in. Stasiuk – oni mogli sobie dłubać przy tych wszystkich renesansach i barokach. Tak, dzięki Gombrowiczowi, Mrożkowi i wielu innym lewicowi intelektualiści mają już to przerobione, ale Polska nie składa się wyłącznie z lewicowych intelektualistów. A intelektualne mantyczenie: „co ty, blokersie, nie wiesz co człowiek wykształcony ma sądzić o polskiej roli jako przedmurza? Znaczy głupi jesteś” sprawia, że przeciętny obywatel nie lubi lewicowego intelektualisty, że go lewicowy intelektualista wkurwia, drażni i irytuje. Pretensjonalny hipster pijący latte z pianką z jarmużu z odgiętym palcem wkurwia przeciętnego kolesia z miasta. I o to chodzi, droga lewico, w tym całym gadaniu o latte, a nie o to, że wszyscy na lewicy pochodzą z dobrych domów i ich stać.

Pójdźcie na Marsz Niepodległości nie tylko po to, by zatrzymać nacków, którzy, faktycznie, ten marsz organizują, ale żeby pogadać z ludźmi, którzy w nim idą. To akurat nackom, a nie lewicy udało się ich zaktywizować.

Tak więc – zgadzam się z Dawidem, że trzeba mieć na kogo głosować. Ale nie zgadzam się absolutnie, że należy wchodzić w tryb „szanujemy pisowski porządek prawny”. Nie. Nie trzeba. Nie wolno.

Dajcie mi kandydatów, to na nich zagłosuję

Tylko trzeba umieć przyciągać na swoją stronę tych, którzy przyciągani nie są. Bo jeśli to się nie uda, to faktycznie ci, którzy teraz trzęsą barierkami, pozostaną wyłącznie małą grupą „ekstremistów”. I będzie smutno dalej patrzeć jak coś, co powinny w kraju robić rzesze ludzi, robi tak naprawdę tylko wąska grupa. Trzeba po prostu przekonać ludzi, że to władza, demontując im państwo i zamieniając w partię, ich zdradza, a nie wyimaginowani „zdrajcy ojczyzny”. Potrzeba więcej „efektów Zandberga”, a nie ćpać jeden przez kilka lat, jarając się nim jak polscy kibice meczem na Wembley milion lat temu, za dinozaura granym.

Do sprayów! Do protestów!

Bio

Ziemowit Szczerek

| Dziennikarz i prozaik
Dziennikarz i prozaik, autor książek „Siódemka”, „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”, „Rzeczpospolita Zwycięska”, „Tatuaż z tryzubem”, „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” oraz współautor zbioru opowiadań „Paczka radomskich”. Laureat Paszportu „Polityki”. Pisze dla „Polityki”, „Nowej Europy Wschodniej” i „Tygodnika Powszechnego”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.