Felieton

Jarosław Kaczyński odpowiada Alexandrii Ocasio-Cortez

Morawiecki, Kaczyński

Wywiad prezesa Kaczyńskiego dla „Sieci” każe przypomnieć niedawne wystąpienie Alexandrii Ocasio-Cortez, członkini Izby Reprezentantów USA.

Po dwóch tygodniach od medialnego oskarżenia prezesa PiS o oszustwa biznesowe Jarosław Kaczyński w końcu udzielił wywiadu tygodnikowi „Sieci”. Gazeta braci Karnowskich należy m.in. do senatora PiS i jego spółki zarejestrowanej w Luksemburgu, więc pytania, tradycyjnie, były wręcz komiczne. Marian Krzaklewski, Leszek Miller czy Donald Tusk własnych koncernów medialnych mimo wszystko nie mieli, musieli więc niekiedy odpowiadać na bardziej niewygodne pytania dziennikarzy. Ale to było dawno, w czasach braku standardów i przed odnową moralną. Teraz jest inaczej, podobno lepiej.

 

Cały numer „Sieci” jest poznawczo arcyciekawy. Otwiera go Piotr Skwieciński atakiem na oskarżyciela CBA, potem jest wywiad z Kaczyńskim, następnie wrzutka o uwłaszczeniu się ludzi „Gazety Wyborczej”, potem, co za niespodzianka, niby tekst, niby reklama o Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, któremu prezesuje były prezes Srebrnej, a przy okazji, jak dziś już wiemy, wieloletni tajny współpracownik SB – pan Kazimierz Kujda. Potem już idzie z górki. Kolejna dekonstrukcja – tym razem afery KGHM i chrześniaka Adama Lipińskiego z PiS, a na koniec znowu Skwieciński, który wreszcie znajduje prawdziwy skandal: wpłaty obywateli na Europejskie Centrum Solidarności, które to centrum „w sensie logistycznym jest kwaterą główną opozycji”. Jeśli ktoś chciałby zrozumieć, jak wygląda rynek medialny na Węgrzech, to powinien ten numer sobie kupić. Bo to jest właśnie model docelowy prawicowej demokracji.

Nie tylko Polska. Jak władza polityczna zawłaszcza media

Sama afera taśmowa jest stosunkowo prosta do wyjaśnienia. Oto prezes partii, dysponujący wedle woli Sejmem, Senatem, rządem, prezydentem i Trybunałem Konstytucyjnym, chce postawić cichcem wieżowiec w Warszawie za pośrednictwem spółki-słupa, do której powsadzał swoich figurantów, bo ma to przynieść wysokie dochody z najmu. Wieżowce mają być korzystnie kredytowane pieniędzmi banku, którego prezesa ta sama partia mianowała. Nasz poseł-inwestor zleca roboty znajomkowi z rodziny, niejakiemu Birgfellnerowi, niestety warszawski ratusz budowę sabotuje, a działacz miejski Jan Śpiewak zaczyna węszyć – w efekcie na czas kampanii wyborczej do samorządów proces zostaje wstrzymany. Birgfellner poniósł już jednak koszty, więc chce zapłaty, na co Kaczyński, zamiast płacić, namawia go, aby poudawał przed sądem powództwo, to na rozprawie dojdą do ugody. Inaczej trudno będzie pieniądze ze Srebrnej wyprowadzić. Ot, klasyka z tzw. umówieniem na gębę w imieniu spółki i późniejszym miganiem się od zapłaty podwykonawcom. Pamiętajcie, nigdy nie umawiajcie się ustnie na robotę z kimś, kto was zapewnia, że ktoś inny za to na pewno zapłaci. Masa ludzi poszła w ten sposób z torbami.

Taśmy Kaczyńskiego: Czyj bój będzie to ostatni

Kaczyński do wywiadu jest dobrze przygotowany, aczkolwiek kilka razy się w swych zeznaniach plącze. Raz bowiem tłumaczy, że do reprezentowania w negocjacjach biznesowych potrzebna jest jednomyślna zgoda Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego, a raz, że w przypadku spółki wystarczy jedynie wiedza (co jest oczywiście nonsensem). Raz mówi, że „my” chcemy budować i „my” prosiliśmy o zapłatę rachunków, a raz, że ludzie w zarządzie i radzie nadzorczej Srebrnej są tak niezależni, że prędzej podaliby się do dymisji, niż zaakceptowali zapłatę niepodpartą, wskazanymi akurat przez niego, dokumentami. Ale to są sprawy formalno-prawne związane z ewentualnymi zatajeniami pełnomocnictw w oświadczeniu majątkowym przez Kaczyńskiego oraz ewentualnym oszustwem w interesach.

Co jeszcze jest w szafie Giertycha?

Najciekawsze jest coś innego. W pewnym momencie Kaczyński, który na taśmach zapewniał swego rozmówcę, że inwestycja jest „politycznie nie do obrony”, mówi w wywiadzie otwartym tekstem, że wieżowce miały być „finansową przeciwwagą na rynku idei” w Polsce i dawać Instytutowi im. Lecha Kaczyńskiego „ogromne możliwości działania”.

W tym miejscu przychodzi mi na myśl bijące rekordy popularności niedawne wystąpienie Alexandrii Ocasio-Cortez – członkini Izby Reprezentantów USA. Podczas jednego z przesłuchań na komisji parlamentarnej celowo wcieliła się w tzw. bad guya i zaczęła pytać ekspertów, czy jeśliby tylko zechciała finansować kampanię wyborczą wyłącznie pieniędzmi korporacji, względnie celowo pisać prawo pod interes korporacji, których akcje kupiła na giełdzie, to czy jest to dopuszczalne przez amerykańskie prawo. Eksperci odpowiedzieli, że tak, że nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań. I tu wracamy do wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim. Otóż, gdyby wizja budowy dwóch wieżowców za 1,3 miliarda złotych kredytu z kontrolowanych przez polityków banków się ziściła, to fundujemy sobie dokładnie tak samo patologiczny układ, z jakim właśnie zmagają się Amerykanie.

Gdyby akcja Kaczyńskiego się udała, każdy lider partyjny, żeby tylko wyrównać owe gigantyczne zyski dla najsilniejszej partii, musiałby zakładać spółki przez Instytuty im. Grzegorza Schetyny albo Włodzimierza Czarzastego, wsadzać tam swoich kierowców i sekretarki, a jeśli zdobędzie dostateczne wpływy – brać kredyt na deweloperkę u znajomego prezesa banku, którego zawezwie do siebie przez telefon. Uzasadnienie byłoby dokładnie takie samo: skoro Kaczyński ma wieżowce i dochody z najmu do wydania przez rozmaitych figurantów na swoje zaplecze partyjne, to ja też muszę mieć. Bo jak tu inaczej konkurować? Za kilka lat możemy się obudzić w kraju, gdzie jakaś polska Ocasio-Cortez zapyta publicznie w celach edukacyjnych, czy da się obejść ustawę o finansowaniu partii politycznych. A wtedy wszyscy roześmieją się jej w twarz i pokażą projekty wieżowców na warszawskiej Woli. Oczywiście jak najbardziej legalnych.

Alexandria Ocasio-Cortez wzięła Amerykę szturmem

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.