Teatr

Gwałt na teatrze czy gwałt na widzach? Oliver Frljić w Czechach

„Nasza przemoc, wasza przemoc”, reż. Oliver Frljić. Fot. festiwal Divadelni Svet

Pogłoski o tym, że w sztuce teatralnej „Nasza przemoc, wasza przemoc” Jezus gwałci muzułmankę, rozemocjonowała w Brnie ultraprawicę.

Tegoroczna, dziewiąta edycja festiwalu Świat Teatru Brno (Divadelní svět Brno) weszła do świadomości publicznej dzięki spektaklowi Nasza przemoc, wasza przemoc chorwackiego reżysera Olivera Frljicia. Sztuka, której tematem jest islamofobia i „twierdza Europa”, zirytowała nie tylko radnego Petra Hladíka z partii Unia Chrześcijańska i Demokratyczna – Czechosłowacka Partia Ludowa (KDU-ČSL), lecz również prawosławnych chrześcijan, resztki ruchu „Nie chcemy islamu w Czechach” („Islám v ČR nechceme”), Miroslava Sládka (polityk o nacjonalistycznych i skrajnie prawicowych poglądach– przyp. tłum.) i brneński ruch „Przyzwoici ludzie” (Slušní lidé). Ale kto z nich widział cały spektakl i może jednoznacznie powiedzieć, że fabuła naprawdę zasadza się na scenie Jezusa „gwałcącego” muzułmankę?

Czyj jest teatr narodowy? [rozmowa z Oliverem Frljiciem]

czytaj także

W ciągu ostatniego miesiąca Brno przyzwyczaiło się już do protestów członków Kościoła prawosławnego przeciwko sztuce Frljicia na placu Wolności (Náměstí Svobody) i przed teatrem Husa na provázku, gdzie można ich było codziennie zobaczyć z megafonami i transparentami w rękach. Wyciekały też wiadomości o tym, że „Przyzwoici ludzie” planują zrobić „aleję wstydu” widzom, którzy przyjdą na całkowicie wyprzedany spektakl. Pierwszego dnia festiwalu chodziły plotki, że „Przyzwoici ludzie” kupili wystarczającą liczbę biletów w przedsprzedaży i zobaczą sztukę Frljicia na własne oczy. Z tego powodu wielu zainteresowanych nie miało szansy dostać się do teatru, jednak byli świadkami wielu dziwacznych scen przed jego budynkiem. Widzieli na przykład konflikt widzów z Miroslavem Sládkiem i jego zwolennikami, którzy blokowali drzwi wejściowe do kasy teatru oraz prezentowali swoje poglądy w mediach i przed policją, czy też nasilające się kłótnie z członkami Kościoła prawosławnego i ruchu „Nie chcemy islamu w Czechach” dotyczące reformy Kościoła katolickiego.

Krążenie wokół cenzury

Sami aktorzy i aktorki, którzy przyjechali do Brna, żeby zagrać spektakl, przyznali, że są przyzwyczajeni do podobnych protestów i że od uchodźców i islamu bardziej boją się społeczeństwa, które się radykalizuje, ograniczając swobodę artystycznego wyrazu. Należy dodać, że brneńska rada miasta rozpatrywała propozycję usunięcia spektaklu z programu festiwalu. Do finansowanych przez miasto teatrów mogłaby więc w prosty sposób zawitać cenzura – wybór spektakli na festiwal (i może cały repertuar) podlegałby kontroli urzędników. Powstałoby wtedy pytanie: do czego potrzebna jest dyrekcja artystyczna teatrów i ich rady programowe?

„Klątwa” – ta sztuka to koszmar dobrej zmiany

Wolności słowa nie można zdusić, nikt nie może odebrać przeciwnikom Frljicia prawa do wypowiedzenia swoich opinii. Możemy się z tego śmiać, ale wtedy zamykamy się w elitarnej grupce, która „rozumie sztukę”. W sobotę pytałam zwolenników Miroslava Sládka, co tak bulwersuje ich w tym przedstawieniu, czy jest to tylko scena „gwałtu” (i czy nie powinni raczej zajmować się gwałtami, które naprawdę się wydarzyły). Czy w ogóle się domyślają, w jakim kontekście pojawia się w spektaklu cytowany obraz (i czy rzeczywiście jest tym najbardziej prowokacyjnym), czy potrafią zrozumieć różnicę między znakiem teatralnym a rzeczywistością. Interesujące jest, że protestujący – według ich własnych słów – uważają teatr za wyższy rodzaj sztuki, który nie jest dla wszystkich zrozumiały i którego język trudno czasem dekodować. Prawdopodobnie nie zajmowaliby się tak bardzo gwałtem w filmie i nie protestowaliby przeciwko niemu przed kinem. Zdeněk Pernica z ruchu „Przyzwoici ludzie”, po tym, jak został wyprowadzony z sali, oznajmił mediom, że interesowało ich, co będzie się dziać na scenie, i zainterweniowali w momencie, kiedy zaczęły się na niej „perwersje i bajzel”. Problem nie polega na tym, że „Przyzwoici ludzie” nie potrafią rozszyfrować inscenizacji i jej języka, tylko na tym, że według nich wulgarność zaczyna się już od nagich ciał aktorów i aktorek, a rozgrywającą się na scenie akcję traktują jako coś realnego, w czym biorą udział.

Brneńska przemoc

Dziesięć minut po rozpoczęciu spektaklu, podczas pierwszej nagiej sceny, ruch Pernicy próbował głośno wygwizdać aktorów, po czym jego członkowie weszli na scenę i za pomocą ludzkiego łańcucha starali się uniemożliwić aktorom dalszą grę. Na filmikach, które szybko się rozeszły, widać, że doszło też do wymiany zdań między widzami. Postrzegali oni tę sytuację jako otwarcie chaotyczną, pełną spontaniczności i teatralności na różnych poziomach. Mimo muru ciał aktorzy próbowali grać dalej jedną z kluczowych scen – minutę ciszy za ofiary ataków w Paryżu, Belgii i Niemczech, a następnie za – traktowane z nimi na równi – ofiary (europejskich) inwazji na Bliskim Wschodzie. Spektakl został przerwany przez przedstawicieli festiwalu i teatru, którzy nawoływali do zaprzestania blokady i zapewniali o współpracy z policyjnym zespołem antykonfliktowym oraz starali się uspokoić sytuację na widowni. Niektórzy widzowie dołączyli do drugiej strony konfliktu, biorąc udział w nagim proteście albo dyskutując na scenie z „Przyzwoitymi ludźmi”. Dźwiękowcy puścili muzykę i część z nich zaczęła tańczyć z aktorami na scenie. Dopiero po trzydziestu minutach zainterweniował działający równolegle przed teatrem policyjny zespół antykonfliktowy, który wyprowadził grupę z widowni. Jednak mimo ostrzeżeń niewielka część protestujących została na sali, łącznie z sektą chrześcijańską, która w późniejszych częściach spektaklu głośno się modliła, a podczas końcowego obrazu „gwałtu” zaczęła ponownie głośno gwizdać. Tym razem wyprowadzono ich sprawniej, więc nikt z nich nie obejrzał inkryminowanej sceny w całości, w całym kontekście, który w prowokacyjny sposób, z dozą uszczypliwej niejednoznaczności, ją komentuje.

Zły dotyk władzy. Debata po spektaklu „Klątwa”

Wystawianie tak odważnych, jakkolwiek problematycznych, sztuk Nasza przemoc, wasza przemoc, pomaga nam zidentyfikować różnice między różnymi obozami oraz konkretne zagrożenia, które się współcześnie pojawiają. Oczywiście nie można ograniczać swobody wyrazu artystycznego, co miało miejsce w Brnie. Nie można domagać się ściągnięcia spektaklu z programu festiwalu. Teatr wciąż ma jeszcze rewolucyjnego ducha, potrafi odbijać sytuację społeczną i rozpocząć dyskusję dotyczącą lokalnych czy szerszych kryzysów. Na podstawie tego, czego doświadczyłam w sobotę przed teatrem w Brnie, mam wrażenie, że nawet nie musiałam być w środku i oglądać spektaklu Frljicia. Nasza przemoc i wasza przemoc rozegrała się też na zewnątrz.

Łysak: Oświadczenie ws. spektaklu „Klątwa” i planowanych zgromadzeń publicznych

Sobotni pojedynek teatr vs. „Przyzwoici ludzie” zakończył się wynikiem 1:1. Frljić potwierdził swoją pozycję teatralnego skandalisty, który za pomocą spektaklu doprowadził do protestów w kolejnym kraju. Świat Teatru Brno z pewnością wzmocnił swoją pozycję wśród europejskich festiwali teatralnych. Gorszą sprawą jest pozytywny wynik „Przyzwoitych ludzi”, którzy jesienią będą kandydować w wyborach samorządowych w Brnie. To, co pokazali na scenie i przed teatrem, jest przyzwoitym początkiem kampanii i możemy się spodziewać wzrostu liczby ich „przyzwoitych” sympatyków.

Tekst ukazał się na łamach A2larm. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.