Serwis klimatyczny, Świat

Koniec węgla to nie koniec świata

Hanna Schudy

Transformacja klimatyczna to nie tylko wyrzeczenia i niedogodności, to również wielka szansa rozwojowa. Jak dotąd Polska usilnie stara się ją przegapić.

Na dwa miesiące przed najważniejszym międzynarodowym wydarzeniem, jakie się odbędzie w Polsce w tym roku – szczytem klimatycznym COP 24 – ukazał się raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) na temat skutków globalnego ocieplenia o 1,5°C. Niemal równocześnie Ministerstwo Środowiska opublikowało raport „Polityka ekologiczna państwa 2030”, w którym przewiduje, jakie niekorzystne zmiany wydarzą się w Polsce w związku ze zmianami klimatu. Jednym z zagrożeń jest pustynnienie kraju. Województwem szczególnie narażonym na suszę ma być łódzkie – to tam znajduje się jedna z największych kopalni odkrywkowych w Europie.

Pół stopnia robi gigantyczną różnicę

W raporcie ministerstwa nie mówi się jednak wiele o czynnikach sprzyjających osuszaniu, takich jak leje depresyjne powodowane przez odkrywki węgla brunatnego. Nie ma też wyraźnych wskazówek, że przeciwdziałanie zmianom klimatu będzie wymagało szybkiego i zdecydowanego odchodzenia od węgla, również w Polsce. Ministerstwo promuje „neutralność klimatyczną”, czyli emisję gazów cieplarnianych oraz ich jednoczesne pochłanianie przez lasy. Biorąc pod uwagę ilość dwutlenku węgla, jaka już od teraz powinna być redukowana i pochłaniana, takiej leśnej powierzchni absorpcyjnej w Polsce nie ma i nie będzie.

Raport IPCC nie pozostawia złudzeń – w pierwszej kolejności ludzkość musi poważnie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych z energetyki (dwutlenek węgla) oraz z rolnictwa i masowej hodowli zwierząt (metan). Autorzy raportu mówią o potrzebie radykalnych przemian niemal w każdej dziedzinie życia społecznego.

Świat zgodził się na 1,5 stopnia [rozmowa]

czytaj także

Jeszcze w 2015 roku, gdy podpisywano Porozumienie Paryskie, trwały dyskusje, o ile może się podwyższyć temperatura w stosunku do czasów sprzed rewolucji przemysłowej, aby świat, jakim go znamy, mógł przetrwać. Wydawało się wtedy, że taką granicą są 2 stopnie Celsjusza, choć ostatecznie w porozumieniu zapisano dążenie do zatrzymania ocieplenia poniżej tego poziomu.

Nowy raport IPCC mocno skorygował to podejście: największe ocieplenie, na jakie możemy sobie pozwolić, to  1,5 stopnia Celsjusza. Dwa stopnie to zdecydowanie za dużo, aby utrzymać klimat i ekstremalne zjawiska pogodowe w ryzach. Zaledwie pół stopnia więcej może sprawić, że nie poznamy naszych miast, domów, wsi, pół uprawnych i miejsc pracy. Będzie brakować wody, pojawią się problemy z dostawą żywności. Do Polski będą napływać uchodźcy z regionów nienadających się już do zamieszkania przez ludzi. Mieszkanki wsi i miast będą miały problem z wykarmieniem dzieci. Ojcowie będą się obawiać chorób takich jak borelioza czy gorączka Zachodniego Nilu. Strażacy będą mieli ręce pełne roboty, gdy zapłoną przesuszone lasy i torfowiska wokół odkrywek.

Odwracamy głowę od nadziei

Raport jest czymś więcej niż suchym sprawozdaniem. Ma wywołać zmianę, motywować decydentów do działania, a regiony do restrukturyzacji miejsc pracy, ponieważ wciąż jeszcze możemy zmienić kurs.

Szczyt bez obywateli, czyli PiS broni klimatu (dla węgla)

Zmiany, o jakich mowa, będą trudne. Energetyka i budownictwo nie tylko w Polsce pozostawiają wiele do życzenia. Wciąż najwięcej energii pochłania ogrzewanie budynków. Zwlekanie z nałożeniem surowszych norm na węgiel sprawi, że i tej zimy trudno będzie w Polsce oddychać, a ogrzewanie budynków węglem będzie także oznaczało dodatkowe emisje CO2.

Kiedy naukowcy i obywatele apelują o transformację klimatyczną, Polska odwraca głowę, odbierając postulowane zmiany jako atak na swoją suwerenność. Podobne lęki obecne są też w innych krajach.  Jednak konieczna transformacja, poza ochroną klimatu, może przynieść wiele ekonomicznych i zdrowotnych korzyści. Unikniemy m.in. epidemii chorób, które mogą się roznosić dużo szybciej i na większe obszary, jeżeli średnia temperatura Ziemi wzrośnie powyżej 1,5 stopnia. Ograniczenie ocieplenia do poziomu poniżej 2°C zmniejszy na przykład liczbę osób zagrożonych malarią o 150 milionów w porównaniu ze scenariuszem, w którym ocieplenie sięga 2-3°C. Nie zapominajmy też, że wzrost temperatury będzie oznaczał więcej przypadków stresu termicznego, który jest najbardziej niebezpieczny dla dzieci i osób w podeszłym wieku. Mówiąc wprost, mniej osób umrze z przegrzania.

W stronę zielonej energii – z kim i po co?

Na tym nie koniec. Wraz ze spadkiem emisji gazów cieplarnianych zmniejszać się będzie lokalne i regionalne zanieczyszczenie powietrza. Ograniczając emisje i zmieniając model zarządzania powierzchnią ziemi, unikniemy problemów z dostępem do wody pitnej i żywności. Jakość tej ostatniej może się z kolei polepszyć, jeżeli zmienimy model rolnictwa na bardziej ekologiczny. Nowy model produkcji energii elektrycznej oznaczać będzie tworzenie miejsc pracy w sektorach energii odnawialnej i efektywności energetycznej. To nie marzenia – to nadzieje poparte badaniami naukowymi i wynikami programów pilotażowych. Potrzeba jednak woli zmiany przyzwyczajeń. Co nie oznacza od razu wyrzeczeń, bo wraz z redukcją ryzyka środowiskowego poziom życia może się dzięki transformacji klimatycznej poprawiać.

Gdy zewsząd słyszymy wezwania do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, Polska, kraj względnie bogaty, stawia się teraz w pozycji ofiary, kurczowo trzymając się węgla i strasząc społeczeństwo, że jakakolwiek zmiana oznacza zapaść gospodarczą. Z dumą przyjmujemy wiadomość, że jesteśmy już jedną z 25 najbardziej rozwiniętych gospodarek świata, z drugiej oczekujemy zrozumienia, że jako kraj „po przejściach” mamy prawo do decydowania o własnym miksie energetycznym. W głowie nam się nie mieści, że należymy do grupy państw, które będą finansowo pomagać tym najbardziej poszkodowanym zmianami klimatu. Tam gdzie nam się podoba, mamy gest: organizacja samego Szczytu klimatycznego COP 24 generuje coraz więcej kosztów i już dzisiaj ma kosztować o 100 mln więcej, niż pierwotnie planowano; w sumie prawdopodobnie około 250 mln złotych. Tymczasem do wspólnej kasy Zielonego Funduszu Klimatycznego, który ma pomagać krajom rozwijającym się w adaptacji i ograniczaniu zmian klimatu, wpłacimy zaledwie 30 mln złotych.

Nie budujemy sojuszy z sąsiadami, które potrzebne są jak nigdy dotąd. Jak ustaliła organizacja prawnicza Frank Bold, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała na przykład, że nie ma potrzeby konsultować z Czechami i Niemcami planów rozszerzenia odkrywki Turów – i to w obliczu faktu, jakim jest wieloletnia susza w regionie Frydland, powodowana właśnie działalnością kopalni węgla brunatnego należącej do PGE. Czesi sami zorientowali się, że nie zaproszono ich do konsultacji, i oczywiście do nich przystąpili, krytykując plany powiększenia odkrywki.

Władze i koncerny energetyczne szerzą dezinformację. Mieszkańców Bogatyni straszą na przykład utratą miejsc pracy, kiedy to właśnie kurczowe trzymanie się węgla może oznaczać spadek konkurencyjności. Z raportu IPCC wynika, że potrzebna jest szybka i solidarna transformacja – przekwalifikowanie na zawody energetyki niskoemisyjnej, odpowiednie odprawy i programy osłonowe. O to powinny teraz zawalczyć regiony takie jak Bogatynia czy Konin. Inne węglowe regiony Europy wiedzą już, że nie ma odwrotu od ambitnej polityki klimatycznej. Coraz tańsze technologie wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych wyprą węgiel nawet bez wsparcia polityków. Pracownicy kopalni i elektrowni, którzy domagają się solidarności, będą musieli prędzej czy później o środki na restrukturyzację poprosić.

Polska nie powstrzyma trendów, a na transformacji może skorzystać

Kiedy dyskutowano o raporcie IPCC, w Parlamencie Europejskim odbyło się spotkanie dla górniczych związków zawodowych, pomyślane jako przygotowanie do katowickiej konferencji – Pre-COP 24. Bynajmniej nie dyskutowano jednak tam o transformacji energetycznej, ale o utrzymaniu wydobycia węgla i polskiej suwerenności. Regiony górnicze podobno nie wierzą w odnawialne źródła energii. Faktem jest, że problemy prawne utrudniły rozwój sektora OZE, co pogłębiało sceptycyzm wobec energetyki odnawialnej, a pracowników energetyki opartej na paliwach kopalnych zniechęcało do dostrzeżenia korzyści.  „Jeśli mówimy o tzw. zielonych miejscach pracy zamiast tzw. czarnych, to proszę, pokażcie je! Gdzie powstały? Bo w Polsce zlikwidowano ich 180 tysięcy, a przy turbinach wiatrowych i OZE powstało ok. 20 tysięcy” – przekonywał w Parlamencie Europejskim Kazimierz Grajcarek, dodając, że nieuczciwe jest odmawianie przez Unię pomocy w finansowaniu modernizacji energetyki węglowej. Takie postawienie sprawy wprowadza jednak w błąd, gdyż likwidacja 180 tysięcy miejsc pracy w górnictwie miała miejsce od lat 90., podczas gdy o budowaniu miejsc pracy w sektorze OZE możemy mówić dopiero od niedawna.

Sachs: Nie ma ucieczki z przegrzanej planety

Ponure wypowiedzi związkowców oraz apele o bojkotowanie polityki klimatycznej mogły sugerować, że obecnie górnictwo w Polsce to takie same rzesze zatrudnionych jak w latach 80. Chociażby na Śląsku inne branże, na przykład samochodowa, rozwijają się lepiej niż górnicza. A rozwój polskiej energetyki odnawialnej powinien przyspieszyć już w tym roku, gdy ruszy aukcja energii elektrycznej z OZE. Proces przechodzenia na odnawialne źródła energii wydaje się nie do zatrzymania także w Polsce. Polityka może niestety spowolnić proces transformacji, do jakiego nawołuje raport IPCC, ale samego trendu nie powstrzyma. Spotkanie w Brukseli można zatem uznać za kolejną próbę obrony bastionu, który upada od kilkudziesięciu lat.

Na Dzień Dziecka najmłodsi dostaną koncerty, zmiany klimatu, choroby i płonące składowiska odpadów

Unia Europejska już rozpoczęła starania dotyczące sprawiedliwej transformacji regionów górniczych. W Polsce organizacje pozarządowe zaczynają własną dyskusję na ten temat. Strona rządowa – tak jak poprzednia – na razie unika podjęcia tego tematu. Pomijając nawet kwestię, że inne zawody nie mogą liczyć na taką atencję, jeżeli chodzi o restrukturyzację ich sektora, podsycanie napięć między górnikami a resztą społeczeństwa ani nie pomoże łagodzić nastrojów społecznych w Polsce, ani nie podniesie naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Polkom i Polakom nie pomoże na przyszłość mydlenie oczu przez ministra Tobiszewskiego: „Ufamy, że tracąca konkurencyjność Europa zrozumie: tylko nowoczesny przemysł może spowodować cywilizacyjny wzrost i dobrobyt. Chcemy, aby usłyszano nasz głos. Europa musi zweryfikować kurs polityki klimatycznej, nie dlatego, że my tak mówimy, ale ponieważ procesy ekonomiczne zaczynają wymuszać zmianę podejścia do węgla”. Dodajmy, że minister wypowiedział te słowa dzień po opublikowaniu raportu IPCC.

Reszta zależy od nas

Z konieczności ograniczenia ocieplenia do 1,5 stopnia wynika, że już w latach trzydziestych trzeba będzie ostatecznie rezygnować z węgla. Oznacza to, że polskie plany budowy nowych kopalni oraz bloków energetycznych należy porzucić. To jednak nie koniec świata. Czas teraz na tworzenie sojuszy i zebranie środków na restrukturyzację energetyki, ciepłownictwa i budownictwa, na co przeznaczane będą w większym stopniu pieniądze unijne. Raport IPCC jest o tyle optymistyczny, że wierzy w możliwości technologii, która rozwiąże część problemów za nas. Przebąkuje o metodzie sekwestracji CO2, która już wcześniej była krytykowana przez ekspertów, gdyż technologia ta – wciąż tylko teoretyczna – wymagać będzie ogromnych środków, ale też zajęcia wielkich powierzchni ziemi oraz interwencji w wody podziemne.

Jednak przede wszystkim raport zachęca do korzystania z tego, co już mamy, a mianowicie odnawialnych źródeł energii oraz efektywności energetycznej. Wzięty na poważnie, może być dla Polski drogowskazem. Sugeruje, w podobnym tonie co kilka lat temu Ralf Fücks w Zielonej Rewolucji, że zmierzch bogów, czyli gigantycznych i silnie scentralizowanych koncernów energetycznych, pozwoli oddać produkcję energii w ręce obywateli i regionów.

Węgiel jest dobry! Zanim zaczniemy go spalać

Wciąż musimy zatem apelować o transformację klimatyczną z prawdziwego zdarzenia, gdyż ta nadal ma sens i jest możliwa. Gdybyśmy bowiem posłuchali bardziej sceptycznych głosów czy skupili się na faktach takich jak zwiększające się emisje z topnienia wielkiej zmarzliny, trzeba by uznać, że pociąg szansy już dawno odjechał. Nasze pokolenie wciąż ma szansę zapisać się na kartach historii jako to, które zatrzymało „koniec świata”. Dajmy pożyć innym, przyszłym pokoleniom. Działajmy szybko i nauczmy się przekonywać do działania, bo w dobie zmian klimatu prawdziwie pojęta solidarność okaże się kwestią życia lub śmierci.

 

**
Hanna Schudy – eseistka, tłumaczka, dziennikarka, edukatorka i aktywistka. Dr nauk humanistycznych (filozofia), mgr ochrony środowiska (UAM i UWr). Współpracuje z Dolnośląskim Alarmem Smogowym, EKO-UNIĄ oraz Pracownią na Rzecz Wszystkich Istot.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.