Czytaj dalej

„Naukowe” podstawy dyskryminacji kobiet? Ona z nimi walczyła

Mary Putnam Jacobi, CC BY 4.0, wikimedia commons

Wytężanie umysłu podczas menstruacji może być niebezpieczne? Mary Putnam Jacobi mierzyła się z takimi twierdzeniami. Kim była?

Edward Clarke, lekarz, profesor Uniwersytetu Harvarda, ostrzegał: „Zdarzają się przypadki kobiet – i sam miałem z nimi do czynienia – które ukończyły szkołę średnią lub uczelnię wyższą ze znakomitymi wynikami, lecz z niedorozwiniętymi jajnikami. Później wychodziły za mąż i okazywały się bezpłodne”. Następnie profesor tłumaczył, dlaczego narządy płciowe nie wypełniają swojej funkcji rozrodczej. „Ludzki organizm nie radzi sobie z prawidłowym wykonywaniem dwóch czynności równocześnie. Mięśnie [czytaj: kobiece narządy płciowe] oraz mózg nie są w stanie funkcjonować optymalnie w tym samym czasie”. Powyższe ustępy pochodzą z książki Clarke’a zatytułowanej Sex in Education or A Fair Chance For Girls (Płeć w edukacji lub: sprawiedliwa szansa dla dziewcząt) opublikowanej w 1873 roku.

Da się to wszystko sprowadzić do jednej myśli przewodniej: wytężanie umysłu podczas menstruacji może być niebezpieczne. Z tego też powodu kształcenie się kobiet jest obarczone ryzykiem. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa kobieta nie powinna podejmować próby zdobycia wyższego wykształcenia, naraża bowiem na szwank swoją macicę.

Da się to wszystko sprowadzić do jednej myśli przewodniej: wytężanie umysłu podczas menstruacji może być niebezpieczne.

Współcześnie łatwo byłoby obalić tezy Clarke’a jako bezsensowną paplaninę zdziwaczałego lekarza. Warto może jeszcze przytoczyć jego opis grona studenckiego jako „tłumu bladych, bezkrwistych kobiecych twarzy, sugerujących wycieńczenie, skrofulozę, anemię bądź neuralgię” w wyniku „naszego obecnie obowiązującego systemu edukacji dziewcząt” – przywodzi to na myśl raczej zgraję żywych trupów, a nie studentów snujących się po uniwersyteckim kampusie. Niemniej kiedy książka Sex in Education or A Fair Chance For Girls ukazała się drukiem, członkowie kierownictwa i kadry nauczycielskiej uczelni wyższych sprzeciwiający się dostępowi kobiet do edukacji wykorzystywali ją, by potwierdzić własne poglądy, wygodnie posługując się argumentem o konieczności zapewnienia kobietom bezpieczeństwa.

Mary Putnam Jacobi uznawała tego rodzaju tezy za kompletne bzdury. Jacobi, z pochodzenia Amerykanka, była pierwszą kobietą przyjętą na studia w prestiżowej francuskiej uczelni medycznej École de Médecine w Paryżu. Wymagało to niemałych starań, lecz kiedy wreszcie Jacobi się tam dostała, całkowicie oddała się pasjonującej nauce. Niewątpliwie miała wokół siebie wielu ludzi głęboko powątpiewających w jej zdolność do odniesienia sukcesu w dziedzinie medycyny – nawet jej własna matka skreśliła pewne niepochlebne notatki na temat jej wyboru – lecz mimo to kontynuowała naukę tyleż z pasją, co z łatwością i humorem. W 1868 roku napisała w liście do domu słowa, które miały uspokoić matkę: „Tak naprawdę po prostu świetnie się bawię… Szpitale oferują tak wiele fascynujących i stymulujących rzeczy (i nie bądź zdziwiona, gdy dodam, że również zabawnych), iż w istocie nigdy nie mam wrażenia, jakbym wytężała swoją głowę ponad siły”.

W celu podważenia twierdzeń Clarke’a Jacobi mogłaby przedstawić jako kontrargument własną drogę życiową. Naukę w paryskiej École de Médecine rozpoczęła już po uzyskaniu dyplomu lekarskiego w Stanach Zjednoczonych. Uczelnia medyczna nie uczyniła z niej osoby chorowitej ani bezpłodnej. Jednakże snucie wątków autobiograficznych tam, gdzie na wyciągnięcie ręki miało się wiele twardych dowodów, byłoby niczym próba intuicyjnego wyczucia pulsu w miejscu, w którym można precyzyjnie zmierzyć tętno z pomocą stetoskopu.

Kiedy kobiety czują się jak oszustki

Jacobi rzuciła wyzwanie Clarke’owi, przeciwstawiając jego tezom, kryjącym słabo zamaskowane usprawiedliwienie dyskryminacji, obfitą kompilację 232 stron dokumentów, analiz, wykresów i wyliczeń. Zgromadziła wyniki badań dotyczących kobiecych comiesięcznych dolegliwości bólowych, długości cyklu menstruacyjnego, codziennej aktywności fizycznej kobiet, a także ich wyniki w nauce, uwzględniając przy tym wiele wskaźników fizjologicznych, takich jak tętno,
temperatura ciała czy ilość oddawanego moczu.

Mary Putnam Jacobi, domena publiczna

Uzupełniła te dane o rezultaty samodzielnie przeprowadzanych testów siły mięśni przed menstruacją, w czasie jej trwania oraz po. Prezentując strona po stronie dowody na potwierdzenie konkluzji zawartej w swojej pracy, Jacobi starała się zachowywać nienaganną bezstronność. Jeśli kobiety cierpiały z powodu wycieńczenia, skrofulozy, anemii bądź neuralgii, to wbrew sugestiom Clarke’a nie było to rezultatem nazbyt ciężkiej pracy naukowej. Dzięki przeprowadzonym badaniom i analizom dotarła do jasnej, popartej dowodami konkluzji: „Menstruacja z samej swojej natury nie jest niczym, co implikuje konieczność lub choćby przydatność odpoczynku”.

Jej praca badawcza – tyleż bezstronna i rzeczowa, co wymowna w swoim wcale nie łagodnym tonie – przyniosła Jacobi Nagrodę Boylstona na Uniwersytecie Harvarda zaledwie trzy lata po tym, jak Clarke, profesor i wykładowca tej samej uczelni, opublikował Sex in Education or A Fair Chance For Girls.

Dzięki przeprowadzonym badaniom i analizom dotarła do jasnej, popartej dowodami konkluzji: „Menstruacja z samej swojej natury nie jest niczym, co implikuje konieczność lub choćby przydatność odpoczynku”.

Spór naukowy Jacobi i Clarke’a może sprawiać wrażenie typowej akademickiej różnicy zdań w pewnych szczegółowych kwestiach czy też dysputy tendencyjnego profesora z wnikliwą młodą lekarką. Niemniej w sporze o to, komu należy pozwalać na naukę uniwersytecką, niebagatelną kwestią było to, czy ma się po swojej stronie twarde naukowe dowody. Wkrótce po tym, jak książka Clarke’a umocniła mury uniwersyteckie, Jacobi zdołała systematycznie i skutecznie zlikwidować tę barierę. Jej praca badawcza w wielkim stopniu przyczyniła się do tego, by kobiety miały realną szansę na edukację wyższą – zwłaszcza w dziedzinie nauk ścisłych.

Jacobi od dzieciństwa pragnęła być lekarką. W jednym ze swoich zapisków wspominała: „Rozpoczęłam studia medyczne, kiedy miałam bodajże dziewięć lat. Natknęłam się na wielkiego zdechłego szczura i przeszła mi przez głowę myśl, że jeśli wystarczy mi odwagi, mogę rozbebeszyć to zwierzę i znaleźć jego serce, które bardzo chciałam zobaczyć […]. Choć wówczas nie wystarczyło mi na to odwagi”.

Co prawda, odłożyła chirurgię diagnostyczną do chwili, aż uzyskała odpowiednią wiedzę, ale w międzyczasie jej zainteresowanie medycyną nigdy nie osłabło. Jednocześnie Jacobi zajmowała się pisarstwem.

Wychowała się w rodzinie renomowanych wydawców książek, praktykowała w rodzinnej firmie, a także pisywała opowiadania i od piętnastego roku życia publikowała je w miesięczniku „Atlantic Monthly”, a następnie w gazecie codziennej „New York Evening Post”.

Ojciec Jacobi nie był zachwycony tym, że postanowiła podjąć naukę na uczelni medycznej. W reakcji na jej postanowienie zaoferował Mary kwotę równą czesnemu za naukę na uniwersytecie – kusił ją marchewką, która miała być jej, jeśli tylko zrezygnuje z edukacji lekarskiej. Jacobi odrzuciła jego propozycję i wyjechała do Żeńskiego College’u Medycznego w Pensylwanii, a następnie kontynuowała naukę w Paryżu. Kiedy matka napisała do niej list z prośbą o zrelacjonowanie wrażeń z paryskich studiów, Jacobi odpowiedziała: „Uważam, że wykazujesz się naiwnością, pytając mnie, czy spotkałam tam wiele wykształconych francuskich dam, które są lekarzami. O czymś takim raczej nikt nie słyszał”.

W tej nazwie jest brokat, sięganie gwiazd i ważna kobieta

W Paryżu Amerykankę uznano za tak wielką osobliwość, że po kilku miesiącach usilnych starań przydzielono jej jako pierwszej w historii kobiecie miejsce na studiach w École de Médecine. Obwarowano to jednak różnymi dodatkowymi zastrzeżeniami. Musiała wchodzić na wykłady oddzielnymi drzwiami i siedzieć w pobliżu profesora. Od reszty studentów zawsze miał ją oddzielać bufor w postaci pustych siedzeń wokół niej. Jacobi żartowała, że nosi pierwszą halkę, jaką kiedykolwiek widziały uczelniane sale od chwili założenia szkoły. Niezależnie od tak osobliwych okoliczności asymilacja w gronie studentów i profesorów przychodziła jej z łatwością. Jacobi pisała: „Czuję się tak bardzo zadomowiona, jakbym spędziła tutaj całe swoje życie”.

upor-okładkaWróciwszy do Stanów Zjednoczonych po pięcioletnim pobycie w Paryżu, Jacobi rozpoczęła wykłady w Żeńskim College’u Medycznym przy Nowojorskim Szpitalu dla Kobiet i Dzieci. Prowadziła również praktykę lekarską i starała się stworzyć jak najlepsze szanse dla innych kobiet pragnących zajmować się medycyną. Pomogła założyć Stowarzyszenie Medyczne Kobiet powstałe w Nowym Jorku w 1872 roku, uruchomiła we wspomnianym Nowojorskim Szpitalu dla Kobiet i Dzieci pierwszy oddział dziecięcy z prawdziwego zdarzenia, a także stała się pierwszą kobietą przyjętą w poczet członków Nowojorskiej Akademii Medycznej. Kiedy zdiagnozowano u niej nowotwór mózgu, Jacobi dokumentowała symptomy choroby tak skrupulatnie, jakby starała się obalić jedną z niedorzecznych hipotez Clarke’a. Swoje zapiski zatytułowała: „Opis wczesnych objawów oponiaka uciskającego móżdżek, wskutek czego autorka zmarła. Spisane własnoręcznie”. Jacobi zawsze lubiła mieć ostatnie słowo.

przeł. Krzysztof Kurek

*
Fragment książki Rachel Swaby Upór i przekora. 52 kobiety, które odmieniły naukę i świat, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora. Jak pisze autorka: „Książka zawiera pięćdziesiąt dwa zarysy biografii naukowych. Wystarczy czytać jeden na tydzień, by po roku mieć pojęcie o tym, kto zainicjował powstanie Agencji Ochrony Środowiska, kto wynalazł niemnącą się bawełnę, czyje genialne testy ocaliły życie wielu kolejnych pokoleń chorowitych noworodków”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Cywilizacyjny rozwój ludzkości to w 99 % zasługa mężczyzn. I kilkadziesiąt kobiet nie robi tu różnicy.
Kobiety nigdy nie zaprojektują, stworzą i utrzymają w ruchu tak skomplilowanych projektów jak sieci energetyczne, gazownicze, wodociągowe.
To tylko przykład. Ale to sa podstawy cywyluzacji.
Do tego 99% wynalazków technicznych, medycznych to mężczyźni.
Po prostu kobiecy umysł pewnych spraw nie obejmuje.
Społeczeństwo matriarchalne to powrót do głębokiego średniowiecza.

"Cywyluzację" robią głównie mężczyźni kształceni na uniwersytetach, od ponad ośmiuset lat zresztą. Nauka uniwersytecka jest dostępna dla kobiet od lat stu, kiciuś. Te kilkadziesiąt nazwisk to przykład wielkości ducha ludzkiego, po prostu. W tym przypadku kobiecego, co jeszcze bardziej godne podziwu, jeśli wziąć pod uwagę to odwieczne podgryzanie kobiet przez męskich zazdrośników i frustratów. Przeczytaj książkę a potem dyskutuj o "cywyluzacji". Ciekawe, swoją drogą, czy zaliczasz się do tych "rozwijających ludzkość" czy tylko sobie przypinasz cudze ordery w ramach solidarności jąder... 😉

Jasne. A te patenty niby mężczyzn były kradzione przez ich mężów. Wstyd za mężczyzn!
Bez kobiet bylibyśmy niczym.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!