Kinga Dunin czyta

Król i królowa

Szczepan Twardoch „Król”, Elżbieta Cherezińska „Królowa”, Rose Tremain „Lato zimą”

Szczepan Twardoch, Król, Wydawnictwo Literackie 2016

Mojego ojca zabił wysoki, przystojny Żyd o szerokich ramionach i potężnych plecach machabejskiego boksera.

Król to sensacyjna powieść historyczno-fantastyczna, do pewnego stopnia bazująca na faktach. Jest rok 1937. Na najwyższych szczeblach władzy szykowany jest zamach stanu grupy popierającej Rydza-Śmigłego. Ma on doprowadzić do faszyzacji Polski ze współudziałem ONR ABC i Falangi. I tu mamy realne nazwiska: od Mościckiego do Piaseckiego (jeśli chodzi o poziom intryg, z pewnością nie jest to House of Cards).

Z drugiej strony występują gangsterzy, będący jednocześnie działaczami PPS, którzy kiedyś byli aktywni w Organizacji Bojowej, a potem poparli Piłsudskiego. Są też bojówkarzami, taką antifą socjalistycznych demonstracji. Ci nie pojawiają się już pod autentycznymi nazwiskami, ale łatwo je rozszyfrować. Powieściowy Kum Kaplica to Łukasz Siemiątkowski, ps. Tata Tasiemka. Doktor Radziwiłek to dr Józef Łokietek (urodzony jako Judel Łokieć), Pantaleon Karpiński to Pantaleon Karpiński, który istniał naprawdę, choć nie był demonem o dwóch twarzach. Ryfka Kij to Rum-Helka z piosenki Grzesiuka. Kto chce poznać szczegóły, może zajrzeć choćby do Wikipedii. To ciekawe historie o tym, jak rewolucjonizm łączy się z gangsterką i bohaterskim patriotyzmem (Siemiątkowski i Łokietek w czasie wojny działali w ruchu oporu i zginęli).

Jednak dla prozy Twardocha najlepszym tropem jest Rum-Helka – ach, te ciągłe śpiewne powtórzenia w jego prozie… No i inne ballady Grzesiuka: „syn ulicy, podstępny apasz zbój, który od najmłodszych lat postrach siał, rabował, kradł…” Tyle, że to wszystko po żydowsku.

Tytułowym królem jest Jakub Szapiro, żydowski bokser wagi najcięższej, sentymentalny bandyta, piękny, elegancki i bogaty, kochany w żydowskich dzielnicach. Szapiro jest pierwszym pistoletem Kuma Kaplicy, czyli głównego mafiosa, ojca chrzestnego, któremu wszyscy coś zawdzięczają, ale też płacą haracze.

Historię opowiada nam Mojżesz Bernsztajn, a w chwili jej pisania już Mosze Inbar, emerytowany izraelski generał. Jego ojciec z powodu niewielkiego długu wobec Kaplicy został zamordowany i poćwiartowany przez Jakuba, który potem otoczył chłopca opieką, a ten jest wciąż zafascynowany jego siłą i władzą. Jednak autor co chwila przypomina nam, że coś jest z narratorem nie tak – żyje-nie żyje, to on-nie on, czy na pewno jest zdrowy na umyśle, zmyśla czy mówi prawdę? Oczekujemy więc w tej kwestii suspensu, który nieuchronnie pojawia się na koniec.

Król to hiperrealistycznie narysowany komiks – szczegółowa topografia, nazwy knajp, stroje i jak zwykle u Twardocha broń opisana z detalami i dużo rozmaitych luksusowych samochodów – też z detalami. Najsłabiej zarysowane tło to tradycyjni Żydzi. Żydzi są tu świeccy, silni, wysportowani i socjalistyczni. I wybierają się do Palestyny. W ogóle nie nadają się na bycie ofiarami, ale czy dzięki temu unikną swego losu?

To trochę inna tożsamość żydowska niż ta, do której przyzwyczaiła nas literatura. Łatwiej podziwiać siłę niż współczuć ofiarom.

I chociaż na koniec będzie też miejsce dla współczucia, to wszystko obraca się w tej powieści wokół fascynacji przemocą, władzą i kasą – cała reszta ma tylko uspokoić nasze sumienie.

Co poza tym? Same atrakcje. Życie wystawne i skrajna nędza. Wyrafinowane tortury, przemoc, strzelaniny, szantaże i wymuszenia, porachunki mafijne, pranie faszystów, dzika miłość plebsu i zepsucie elit, białe, tłuste tyłki notabli biczowane przez dominę. Seks, dziwki, najlepiej katowane lub dwunastoletnie.

No i jeszcze opakowanie, które ma nas przekonać, że to literatura z wyższej półki, a nie jakaś tam tania i na dodatek dwuznaczna sensacja. Bohatera nękają nastrojowe wizje: pojawiający się na niebie kaszalot-Lewiatan, uosobienie bezdusznej grozy; Czarna Wenus z Willendorfu z zębata paszczą (zębata wagina, vagina dentata?), czyli rozpacz (tak jakbyśmy nie wiedzieli, że po roku 1937 nastąpi wojna i Holocaust.) A czy pożera ona penisy? W pewnym sensie tak. Na początku powieści stają w ringu przeciwko sobie Szapiro i polski nacjonalista, męska siła przeciwko męskiej sile. Za parę lat obydwaj przegrają albo zginą, a potem ci, którzy ich pokonali, też zginą. Zostanie czarna, kastrująca rozpacz. I to oczywiste, że każdy, kogo tak bardzo fascynuje męska siła, przemoc, powszechnie stosowana także wobec kobiet, musi obawiać się kastracji. A kto kastruje nieustannie mężczyzn? Wiadomo.

Lektura z gatunku guilty pleasure, szybko się czyta.

***

Elżbieta Cherezińska, Królowa, Zysk i S-ka 2016

Noc, której skradziono księżyc, jest ponura i zimna. Mści się nierównymi podmuchami wiatru i falą zdradziecko zalewającą pokład.

Cherezińska pisze popularne powieści historyczne i nie udaje, że jest to coś więcej. Pisze szybko i dobrze – chyba ściga się z Kraszewskim.Królowa to druga część historii o Świętosławie. Wygnana przez męża, Svena Widłobrodego, wraca do Polski, i trochę znika, a my dostajemy mnóstwo historii z czasów Bolesława Chrobrego – wojny, intrygi… Po śmierci męża Świętosława wraca do Danii i z synem bierze udział w podboju Anglii.

Tym razem to dużo bardziej męska historia i królowie, którzy muszą mordować, bo taki jest świat. Jak już podbija, co mają podbić, to się może poprawią.

Twardoch hiperbolizuje przemoc i okrucieństwo, Cherezińska chętnie udawałaby, że jej rycerze są głównie szlachetni, a jak walczą, to tylko w samoobronie albo w słusznej sprawie – np. rozszerzenia granic Polski. Ale jednak historia nie jest taka szlachetna, a fascynacja autorki naszymi wielkimi władcami i władczyniami widoczna. W każdym razie gender jest okej i dobrze się czyta. Poza tym to niezłe wprowadzenie do średniowiecznej historii krajów skandynawskich i Anglii – prawie nic nie wiedziałam, teraz wiem więcej.

***

Rose Tremain, Lato zimą, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, W.A.B. 2016

Do uszu Beth, która leży całymi dniami na kanapce w bawialni londyńskiego mieszkania rodziców, dochodzi szczęk rozsuwanych i zasuwanych drzwi windy.

Na koniec coś bez przemocy, w każdym razie fizycznej. Bardzo przyjemne opowiadania uznanej autorki. Nieco staroświeckie, dobrze skonstruowane, zawsze z ciekawą puentą. Uczucia, relacje, ważne decyzje, samotność… Częściej o kobietach niż o mężczyznach.

Dobrze sobie przypomnieć, że świat nie składa się jedynie z gwałtownych wydarzeń i gorących emocji, ale także z cichych uczuć.

Anna-Cieplak-Ma-Byc-Czysto

 

**Dziennik Opinii nr 293/2016 (1493)

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij