Film, Kraj

Sekielski: Księża wykorzystują seksualnie dzieci. Ludzie to wiedzą, a mimo tego milczą. Dlaczego?

tomasz-sekielski-tv

Tak jak jako naród próbujemy wypierać niewygodne fakty z naszej historii, tak i wspólnota wiernych wypiera ze swojej świadomości złe zachowania księży. Chcę w swoim filmie sprawdzić, dlaczego tak jest – mówi dziennikarz śledczy i niezależny producent filmowy Tomasz Sekielski.

Agata Diduszko-Zyglewska: Dlaczego postanowiłeś zrobić film o kościelnej pedofilii?

Tomasz Sekielski: Kilka lat temu pierwszy raz rozmawiałem z paroma ofiarami księży pedofilów. Twarzą w twarz, dłużej, a nie przy okazji robienia telewizyjnej „setki” do materiału na szybko. Zobaczyłem wtedy tych dorosłych ludzi, którzy płaczą, którym łamie się głos, i zrozumiałem, że oni przeżywają jakąś niewyobrażalną traumę. Od tego czasu zacząłem zwracać uwagę na to, jak zachowuje się w tej sprawie Kościół, i stwierdziłem, że Kościół troszczy się o sprawców, a nie o ofiary. Nie miałem wątpliwości, że to jest temat, którym trzeba się zająć. Robiłem inne rzeczy zawodowo, więc nie miałem wtedy na to czasu, ale z każdym rokiem ta hipokryzja i niepoparta żadnymi realnymi krokami werbalna niby-chęć naprawiania krzywd przez Kościół coraz bardziej mnie uwierała. Zrozumiałem, że trzeba wyjść poza to, co zazwyczaj robią media.

Czyli doniesienie o kolejnym skandalu bez żadnego ciągu dalszego?

Tak, sensacja, nagłośnienie i przejście do kolejnego tematu. Ten schemat sprawia, że takie wieści nie robią już na nikim większego wrażenia. Ludzie przyzwyczajają się do słuchania także o tego rodzaju przestępstwach, więc spływa to po nich. Postanowiłem zrobić coś, co pozwoli głębiej pokazać dwa mechanizmy. Jeden to zmowa milczenia w Kościele i istniejące konkretne mechanizmy chronienia księży pedofilów, jak przenoszenie z parafii na parafię i podważanie wiarygodności ofiary. Do tego działalność kościelnych prawników, którzy zamiast troszczyć się o ofiary, troszczą się o to, żeby one nie wystąpiły z pozwami o odszkodowanie. Drugi mechanizm jest związany z uwarunkowaniami społecznymi. W małych społecznościach przy ujawnieniu tego rodzaju przestępstw to zwykle ofiary spotyka ostracyzm, im przypisuje się winy. Dochodzi nawet do tego, że chociaż tak naprawdę społeczność wiedziała o molestowaniu dzieci przez księdza, powszechny komentarz brzmi: po co o tym mówić, przecież to taki dobry ksiądz.

Dlaczego twoim zdaniem ludzie wolą chronić księdza niż dzieci?

tomasz-sekielski
Tomasz Sekielski, reporter, dziennikarz śledczy, korespondent wojenny, dokumentalista i pisarz. Fot. Patronite.pl

Trudno mi to zrozumieć, ale oczywiście dużą rolę odgrywa bardzo wysoka pozycja symboliczna Kościoła, uwarunkowana historycznie, wspierana przez sposób, w jaki opowiada się o Kościele w szkole. Przecież dzieci nie uczą się o tym, że Kościół zachowywał się różnie w różnych sytuacjach. Jest to instytucja bezkrytycznie wynoszona na piedestał.

No właśnie. W pamięci publicznej nie istnieją kontrowersyjne zachowania Kościoła, jak  choćby listy pasterskie z czasów okupacji zalecające modlitwy o nawrócenie Żydów – w apogeum Zagłady! – czy milczenie w marcu ‘68. Nie mówiąc o stałym zwalczaniu praw kobiet czy zdobyczy medycyny. Polskie dzieci nie dowiedzą się o tych faktach w szkole, która zresztą staje się coraz bardziej bezbronna wobec kościelnej obecności i indoktrynacji. Księża mają już nawet pracować jako wychowawcy klas, co jest jawną dyskryminacją niekatolickich dzieci.

Tak, do tego ludzie dorośli sięgają pamięcią najdalej do powojnia i czasów, kiedy Kościół dawał schronienie opozycjonistom – i te zasługi są podkreślane w debacie publicznej. W Polsce nawet życie osób niewierzących czy innych wyznań jest zdeterminowane przez Kościół katolicki, który bez pardonu wchodzi do polityki, mediów, szkół, szpitali i innych instytucji. W małych miejscowościach wpływy Kościoła są ogromne, dlatego ofiary pochodzące z takich miejsc i wsi są w najtrudniejszej sytuacji. Po rozmowach z wieloma osobami zakładam, że to tam właśnie ofiar jest więcej, chociaż oczywiście nie mamy żadnych statystyk czy badań w tej sprawie, bo Kościół odmawia dostępu do informacji o skali tego zjawiska.

Czy udało ci się nawiązać kontakt z kimś ze środka tej instytucji? Są przecież księża, dla których bezkarność pedofilów w sutannach jest problemem.

Tak, jestem w kontakcie z takimi księżmi i z ludźmi Kościoła zbulwersowanymi tym, jak to wygląda. Jednak ci ludzie bardzo się boją. Boją się jakiegokolwiek skojarzenia ich z powstaniem tego filmu. Anonimowo opowiadają mi o czynnym udziale hierarchów kościelnych w tuszowaniu tego rodzaju spraw, ale też o tym, jak same rodziny i społeczności zmuszają ofiary do milczenia. Nie można rozmawiać o winie Kościoła i pomijać winy społeczeństwa. Liczba i wstrząsający charakter spraw ujawnianych już teraz w mediach powinny wywołać ostrą publicznej reakcję. Tymczasem ludzie oglądają, czytają i milczą. Chcę w swoim filmie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Przecież tu chodzi o coś najbardziej obrzydliwego – o seksualne wykorzystywanie dzieci. Księża pedofile, którzy mają większy dostęp do dzieci niż jacykolwiek inni dorośli, wybierają sobie najbardziej bezbronne ofiary – dzieci z rodzin, w których brakuje jednego z rodziców lub są problemy powodujące dysfunkcję. Spowiedź to ten moment, w którym sprawcy zbierają wszystkie potrzebne im dane, a dzieci wiedzą, że przed księdzem nie mogą mieć sekretów, bo to przecież przedstawiciel Boga na ziemi.

Słuchając tego, utwierdzam się w poczuciu, że do grup religijnych powinny przystępować tylko osoby dorosłe, które mogą świadomie decydować o sobie. Jak to możliwe, że obcy dorosły człowiek może wypytywać dziecko o jego najintymniejsze sprawy – i oceniać jego zachowania, nie mając żadnego przygotowania pedagogicznego.

Chyba każdy zetknął się z historiami o księżach naciągających dzieci w konfesjonale na rozmowy o seksie czy masturbacji. To obrzydliwe. Takie rozmowy w istocie są molestowaniem. Znam dorosłe kobiety, które wychodziły z konfesjonału wstrząśnięte i oburzone, bo miały poczucie, że ksiądz chciał sobie posłuchać z detalami, jak wygląda ich seks z mężem.

Ja nie rozumiem, dlaczego dorosłe osoby wracają do takiego konfesjonału. W przeciwieństwie do dzieci, które są zmuszane do tych praktyk, dorośli mają wybór. Dlatego, jak pisała w książce Kościół kobiet Zuzanna Radzik, w ostatnich kilkunastu latach około dwóch milionów kobiet odeszło z Kościoła.

Niestety dziecko nie ma wyboru – i jest w tej sytuacji całkowicie odsłonięte przed księdzem i całkowicie podatne na manipulację. A wracając do dorosłych: niestety, tak jak jako naród próbujemy wypierać niewygodne fakty z naszej historii, tak i wspólnota wiernych wypiera ze swojej świadomości złe zachowania księży. Może ze strachu przed rozbiciem tej wspólnoty? Ulegają też indoktrynacji o „wrogach Kościoła”, którymi są wszyscy ludzie próbujący wspominać o niewygodnych faktach. Oczywiście w tej narracji kluczowe jest też splecenie Kościoła i Polski – krytyka Kościoła staje się niszczeniem Polski. Dopełnieniem strategii jest wbijanie ludziom do głowy zdania o tym, że te przestępstwa to absolutny margines –  oczywiście przy jednoczesnej odmowie ujawnienia liczby zgłoszeń ofiar i wykrytych sprawców.

Co miało swoje apogeum przy niedawnym ujawnieniu listy pedofilów przez Ziobrę. Znaleźli się na niej wszyscy pedofile – z wyjątkiem księży pedofilów.

Tak, księża pedofile jako jedyni też w dużej mierze unikają odpowiedzialności, nawet po ujawnieniu czynu, a jeśli już zapadają wyroki, to są one niższe niż w analogicznych sprawach dotyczących świeckich pedofilów. Z jakiegoś powodu Kościół jest ponad prawem i sam o tym mówi bez ogródek. Na niedawnej konferencji prasowej w episkopacie arcybiskup Polak –  w kontekście zmiany prawa, które od lipca teoretycznie zmusza biskupów do zgłaszania na policję każdego przypadku pedofilii, o którym się dowiedzą – wprost powiedział, że jest duży opór duchownych przeciwko rozliczeniu się z tego problemu.

Koordynator ds. ochrony dzieci, ksiądz Żak, powiedział na tej samej konferencji, ze Kościół będzie się dostosowywał do prawa stopniowo. Czyli znów to samo: wszyscy obywatele muszą się stosować do prawa od dnia jego wejścia w życie, a obywatele w sutannach dają sobie prawo do stopniowego wdrażania zasady zgłaszania przestępstw pedofilskich!

Mam taką tezę – prędzej czy później zobaczymy, czy okaże się słuszna – że skala tego zjawiska jest tak duża, że duchowni boją się reakcji wiernych, którzy mogliby się zachować na przykład tak, jak wierni w Irlandii, którzy po wybuchu tych wszystkich skandali i ujawnieniu skali przestępstw odchodzili z Kościoła w setkach tysięcy. Druga sprawa to odszkodowania. Wszystkie Kościoły zaczęły już w jakiejś formie wypłacać ofiarom odszkodowania. Tymczasem polski Kościół wciąż stoi na stanowisku, że to odpowiedzialność konkretnego księdza, a nie instytucji – nawet jeśli ta instytucja przenosiła sprawcę z miejsca na miejsce i umożliwiała mu gwałcenie kolejnych dzieci przez całe lata. W Stanach Kościół wypłacił ofiarom już około trzech miliardów dolarów odszkodowań. Polski Kościół wysyła do ofiary prawnika, który oferuje pięć tysięcy złotych za podpisanie zrzeczenia się roszczeń i obietnicę, że nie wystąpi się na drogę prawną. Kościół boi się procesów o odszkodowania i dlatego woli wmawiać ofiarom, że żądanie odszkodowania za krzywdę to coś niegodnego.

Dlatego wydobycie informacji o skali tego zjawiska jest tak trudne.

Tak, ale coraz więcej osób nad tym pracuje. Przez wiele lat jako dziennikarz wydobywałem różne trudno dostępne informacje z różnych miejsc. Czasem nawet ku oburzeniu niektórych –  jak wtedy, kiedy jako jedyny zdobyłem dostęp do nagrań z częściowych ekshumacji w Jedwabnem. Mam nadzieję, że są uczciwi ludzie w Kościele, którzy nawet jeśli nie odważą się stanąć przed kamerą, to odważą się dostarczyć mi dowody na tuszowanie tych spraw, żeby zatrzymać proceder krzywdzenia dzieci – także podczas egzorcyzmów, które opisali w książce Żeby nie było zgorszenia Artur i Małgorzata Nowakowie. Jestem optymistą – od kiedy ogłosiłem, że przystępuję do produkcji filmu, zgłosiło się już do mnie trochę osób, w tym różni księża. Oni też mają dość tej zmowy milczenia. Chciałbym, żeby mój film pomógł Kościołowi w samooczyszczeniu. Chcę, żeby ten film wstrząsnął opinią publiczną, dlatego wiem, że muszę dbać o to, żeby zgadzał się w nim każdy przecinek, żeby nie można go było zdyskredytować ze względu na nieścisłości.

To też odpowiedzialność przed fundatorami, bo wiem, że zbierasz pieniądze na realizację filmu w internecie i składają się na niego po prostu przyszli widzowie, którym też zależy na przerwaniu milczenia w tej sprawie.

Tak, ze względu na ten sposób gromadzenia funduszy od razu zapowiadam też, że nie zamierzam sprzedawać nikomu praw do tego filmu ani w żaden inny sposób ograniczać do niego dostępu. Będzie opublikowany w sieci i dostępny dla każdego, kto zechce go zobaczyć. Ofiary muszą doczekać się prawdy, sprawiedliwości, odszkodowań i przeprosin. Słowo „przepraszam” wciąż nie padło ze strony Kościoła.

Czy media mogą według ciebie wspierać ofiary skuteczniej, niż robiły to do tej pory?

Obecnie w mediach liczy się klikalność, czyli krótkie, niewymagające zbyt dużego nakładu pracy teksty o krzykliwych tytułach, podawane w dużej ilości. Dziennikarstwo śledcze jako wymagające nakładów finansowych i czasu jest w odwrocie. Tymczasem któraś z redakcji powinna powołać duży zespół śledczy, który przeorałby cały ten temat.

Czyli marzy ci się polski Spotlight?

Tak, i dlatego jak tylko pozwoli mi na to wsparcie finansowe, spróbuję przynajmniej po części zrealizować ten pomysł. Wzmocnię redakcję, zatrudnię osoby, które pomogą mi w przeglądaniu dokumentów, weryfikowaniu źródeł i całej tej pracy, której jest mnóstwo. Nie wiem, jak dużą część tego materiału uda mi się opracować przy okazji filmu, ale muszę mieć w ręku konkretne dowody: tak żeby zeznań ofiar nie można już było zdyskredytować. W filmie nie będzie gdybania, będą poparte dowodami fakty.

Fittipaldi: Doliczyłem się ponad 200 włoskich księży pedofilów. To więcej niż w Spotlight

Co chcesz osiągnąć tym filmem?

Chcę przesunąć rozmowę o kościelnej pedofilii krok dalej, żebyśmy nie musieli już dywagować, jaka jest skala zjawiska, czy jest marginalne – żebyśmy zaczęli rozmawiać o tym, jak skutecznie powstrzymać przestępców i jak skłonić tę potężną instytucję do rzeczywistej współpracy z państwem. Jeszcze dziesięć czy piętnaście lat temu media w ogóle bały się opisywać przypadki takich księży, bo to się ludziom nie mieściło w głowie. Teraz jesteśmy na etapie, kiedy media zaczęły już wierzyć ofiarom i nagłaśniać ich sprawy. Czas na kolejny.

Teraz rzeczywiście ujawnianie tych spraw zbyt często nie przynosi konsekwencji. W połowie stycznia w „Dużym Formacie” ukazał się reportaż o egzorcyzmowanej Irenie, oparty na fragmencie wydanej u nas książki Żeby nie było zgorszenia. Reporterom udało się dotrzeć do niektórych spośród egzorcystów, którzy molestowali tę nastolatkę pod pozorem wypędzania z niej szatana. Jeden z nich przyznał się do całowania i dotykania tej dziewczyny, przywiązanej w tym czasie pasami do stołu. To przestępstwo. Dlatego z rosnącym zadziwieniem obserwuję całkowity brak reakcji prokuratury na informację o tym przestępstwie, opublikowaną przecież w mainstreamowej prasie.

Żadne media nie pociągnęły tego dalej. Nie zmusiły prokuratury do czynu. Egzorcyzmy to prawdziwa plaga w Polsce. Specjalista, z którym o tym rozmawiałem, mówił mi, że 99% dzieci, które trafiają do egzorcystów, powinno otrzymać pomoc psychiatry. Tymczasem psychiatrów dziecięcych jest niesłychanie mało. Nikt nie diagnozuje tego rodzaju problemów systemowo w szkole i rośnie liczba dziecięcych samobójstw. Jesteśmy w czołówce Europy pod tym względem. Państwo, zamiast reagować i zwiększać liczbę psychiatrów dziecięcych, dopuszcza istnienie podejrzanego, niekontrolowanego przez nikogo kościelnego procederu rodem ze średniowiecza. Niestety ze względu na sytuację polityczną, w ramach której związki władzy i Kościoła uległy niezwykłemu zacieśnieniu, w Kościele rośnie poczucie bezkarności. I rośnie liczba krzywdzonych, za zgodą rodziców, dzieci.

Zastanawiam się, skąd w wielu polskich mediach bierze się nadmierna atencja wobec Kościoła. Potrafią działać jak „czwarta władza” wobec polityków, natomiast na widok księdza wielu dziennikarzom miękną kolana. A z drugiej strony księża bez skrupułów wchodzą w rolę komentatorów politycznych i ekspertów w każdej sprawie, zwłaszcza w sprawach związanych z seksem, rodziną czy intymną sferą życia kobiet, o czym nie mają pojęcia. Dlaczego to tak wygląda?

Rozmawiałem z wieloma włoskimi dziennikarzami – sytuacja włoska dobrze pokazuje, że nawet w kraju, w którym dominuje tradycja katolicka, nie musi to oznaczać bałwochwalczego stosunku mediów do Kościoła. We Włoszech Kościół jest traktowany jak jedna z wielu instytucji – ponieważ ma swój bank, robi biznesy, oczekuje się od niego odpowiedzi na pytania i informacji. Dziennikarze prowadzą śledztwa i omawiają również te mroczne sprawy Kościoła. U nas Kościół dostaje gigantyczne pieniądze z budżetu państwa – i te dotacje są często uzasadniane naprawdę absurdalnie. Właściciel koncernu medialnego i przy okazji zakonnik może publicznie powiedzieć, że dostał dwa drogie auta od bezdomnego i nikt na poważnie nie żąda wyjaśnień.

Jednak dzięki rozwojowi mediów społecznościowych coraz więcej informacji o tym strumieniu pieniędzy i o przestępstwach dociera do coraz większej grupy ludzi.

Ale Kościół nauczy się, że nie jest ponad prawem, dopiero kiedy państwo w imieniu obywateli zmusi go do przestrzegania prawa – tak jak muszą go przestrzegać wszystkie inne grupy zawodowe. Nie zanosi się na to w najbliższym czasie. Chyba że ludzie w końcu stracą cierpliwość, zaczną o tym głośno mówić i zmuszą sprawujących władzę do reakcji. Mam nadzieję, że mój film w tym pomoże – oczywiście o ile media pomogą w upowszechnieniu informacji o nim, a nie zamilkną w strachu przed utratą poparcia księdza biskupa.

**
Produkcję filmu Tomasza Sekielskiego możesz wesprzeć na patronite.pl/sekielski.

Tomasz Sekielski jest reporterem, dziennikarzem śledczym, korespondentem wojennym, dokumentalistą i pisarzem. Karierę dziennikarską zaczynał w bydgoskim radiu VOX, następnie po przeprowadzce do Warszawy związałem się z radiem Wawa, a potem RDC. W 1997 roku znalazł się w zespole, który tworzył Fakty TVN. Przez 15 lat relacjonował najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie jako reporter tej stacji.

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.