Kraj

Mało solidarny podatek solidarnościowy

Protest opiekunów osób z niepełnosprawnością przed Sejmem, 27 kwietnia 2018. Fot. Jakub Szafrański

Czy tylko najbogatszych należy systemowo skłonić do większej solidarności z osobami dotkniętymi niesamodzielnością i z ich rodzinami? Przyglądamy się szczegółom nowego, zaproponowanego przez PiS podatku na rzecz Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych.

Wprowadzenie nowego funduszu, z którego finansowane byłyby działania na rzecz osób z niepełnosprawnością wywołało rozmaite opinie. Wiele osób z uznaniem przyjęło pomysł obciążenia dodatkową daniną najzamożniejszych Polaków i sfinansowania nią działań na rzecz osób niepełnosprawnych. Na pierwszy rzut oka wygląda to bowiem na zalążek – tak przecież wyczekiwanej po lewej stronie – większej progresji podatkowej. Czy jednak pozory nie mylą?

Od jednych wykluczonych do drugich

Po pierwsze, warto zauważyć, że dodatkowe opodatkowanie najbogatszych (w tym wypadku osób o dochodach powyżej 1 mln złotych rocznie) na poziomie 4 procent od nadwyżki ponad wspomniany milion to największe, ale bynajmniej nie jedyne źródło zasilania nowego Funduszu, którego łączne przychody w pierwszym roku funkcjonowania rząd szacuje na około 2 mld. rocznie. Oprócz podatku od najbogatszych, przekazywano by na Fundusz część składki odprowadzanej dziś od wynagrodzeń ogółu pracowników na Fundusz Pracy.

Z pozoru nie ma w tym nic kontrowersyjnego – mówimy przecież o przekazaniu środków na rzecz grupy szczególnie pokrzywdzonej przez los i wciąż zbyt mało opiekuńcze państwo. Pamiętajmy jednak, że Fundusz Pracy ma bardzo konkretne przeznaczenie i również służy pomocy tym, którzy mają „pod górkę”. Z puli tej finansowane są bowiem działania na rzecz osób niemogących znaleźć pracy. Chodzi tu zarówno o działania pasywne, tj. świadczenia pieniężne, a więc przede wszystkim zasiłki dla bezrobotnych, jak również tzw. aktywne instrumenty rynku pracy, służące czy to bezpośrednio powrotowi na rynek pracy, czy zwiększeniu tzw. zatrudnialności, tzn. potencjału bycia zatrudnionym w przyszłości.

Banałem jest twierdzenie, że z bezrobociem, zwłaszcza długotrwałym, wiążą się wielkie dramaty jednostek i ich rodzin, a nieraz wręcz całych społeczności. Teraz i w tym miejscu warto jednak ten banał przypomnieć. Ostatnio bowiem, z uwagi na korzystny trend spadkowy i niższą stopę bezrobocia, jego kwestia – tak fundamentalna dla społecznej oceny III RP – zeszła jakby na dalszy plan. Tymczasem wiele osób nadal jest bezrobociem dotkniętych i nie może z niego wyjść. Według danym MRPiPS w kwietniu 2018 roku stopa bezrobocia spadła do 6,3 proc., co jednak nadal oznacza 1,04 mln osób zarejestrowanych jako bezrobotne. Trzeba też pamiętać o zróżnicowaniu między województwami (oraz między poszczególnymi powiatami). Przykładowo w województwie warmińsko-mazurskim stopa rejestrowanego bezrobocia wciąż – mimo pewnego spadku – pozostaje dwucyfrowa (11,1 proc. w kwietniu 2018). Jeśli zaś chodzi o szczególnie palący problem tzw. długotrwale bezrobotnych (bez prac powyżej 12 miesięcy), to zgodnie z danymi resortu pracy było ich pod koniec 2017 roku aż 438 tysięcy, co stanowiło około 40% wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych.

Polska zieloną wyspą. Level: rynek pracownika

Mimo skali problemu, wsparcie dla nich jest jednak niezwykle skromne. Zasiłki dla bezrobotnych są niskie (wysokość nie przekracza tysiąca złotych brutto, nawet przy podwyższonej stawce dla bezrobotnych o długim stażu pracy), a co więcej, raptem kilkanaście procent zarejestrowanych bezrobotnych ma prawo do tego rodzaju zasiłku – to jeden z niższych wskaźników na tle innych krajów europejskich.

Banałem jest twierdzenie, że z bezrobociem, zwłaszcza długotrwałym, wiążą się wielkie dramaty jednostek i ich rodzin, a nieraz wręcz całych społeczności. Teraz i w tym miejscu warto jednak ten banał przypomnieć.

Także na tzw. aktywną politykę rynku pracy (ALMP) wydajemy proporcjonalnie do wielkości PKB niewiele w zestawieniu z innymi krajami rozwiniętymi. Wedle statystyk OECD Polska na instrumenty aktywnej polityki rynku pracy wydawała w 2015 roku 0,46 proc. PKB, podczas gdy np. w Niemczech było to 0,63 proc., na Węgrzech – 0,9 proc., we Francji 1,01 proc., a w Danii nawet 2,05 proc. Średnia dla krajów OECD wyniosła 0,53 proc., a poniżej niej znalazł się szereg krajów naszego postkomunistycznego regionu.

Trzeba ponadto – po drugie – dodać, że dzisiejszym problem rozwojowym w Polsce jest nie tylko skala bezrobocia, ale wciąż dość niski poziom zatrudnienia osób w wieku produkcyjnym – to właśnie w jego zwiększeniu Fundusz Pracy może odegrać pozytywną rolę. Można dyskutować nad efektywnością dotychczas podejmowanych za te pieniądze działań, ale nie zmienia to faktu, że sam poziom nakładów też ma znaczenie. Źle by było, gdyby je ograniczono. Na uwadze warto mieć zwłaszcza chudsze lata w gospodarce i na rynku pracy w przyszłości.

Z tych wszystkich powodów uważam, że sięgnięcie po środki nawet na tak słuszny cel, jak większe wsparcie osób niepełnosprawnych i ich rodzin właśnie z puli przeznaczonej na pomoc bezrobotnym to niedobra droga. Czy naprawdę nie ma innych segmentów polityki publicznej, z których można by uzyskać środki, zamiast odbierać je osobom jeśli nie już wykluczonym, to ewidentnie wykluczeniem zagrożonych?

Niepełnosprawnym należy się więcej – i równiej

Drenowanie Funduszu Pracy – nie po raz pierwszy

Inna rzecz, że to nie pierwszy raz. Nie tak dawno rząd z dumą prezentował, że niemal 3-krotnie wzrosną nakłady na program Maluch+, z którego dofinansowane jest zakładanie i prowadzenie placówek opieki żłobkowej. Ów krok mógł nawet zyskać sympatię części lewicowej opinii publicznej – opieka nad małym dzieckiem jest przecież filarem państwa opiekuńczego, zwłaszcza w takim wariancie, który stwarza kobietom możliwość powrotu na rynek pracy.

Problem w tym, że dodatkowych 300 mln złotych (budżet Malucha+ wzrósł ze 150 do 450 mln złotych) aż 200 uzyskano również z Funduszu Pracy. Tamto uszczuplenie jego środków o tyle dawało się jeszcze obronić, o ile faktycznie opieka żłobkowa może uczynić rynek pracy nieco bardziej inkluzywnym, zwiększając szanse dla jednej z grup defaworyzowanych, czyli kobiet (zwłaszcza tych obciążonych koniecznością opieki). Obecnie, gdy rząd próbuje z Funduszu Pracy finansować kolejne cele społeczne, oddalamy się jednak od celów zatrudnieniowych. Tym bardziej, że w obszarze zatrudnienia i rehabilitacji zawodowej i społecznej osób z niepełnosprawnością mamy już osobny fundusz, czyli tzw. PFRON. W jakiej więc relacji miałyby być nowy fundusz do dotychczasowego? Czy nie będą się one dublować? Jeśli nie, a przecież PRFON już odpowiada m.in. za część zatrudnieniową wsparcia osób z niepełnosprawnością, to znaczy, że nowy fundusz miałby zajmować się innymi obszarami, mniej lub bardziej oddalonymi od celów zatrudnieniowych. Jakie zatem uzasadnienie ma dofinansowanie nowego bytu właśnie z Funduszu Pracy?

Małe środki o niepewnej przyszłości

Po trzecie, opieranie przynajmniej w części finansowania działań na rzecz osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji właśnie na części składki przekazywanej na FP, może okazać się mało stabilnym mechanizmem. Na razie bowiem mamy względnie dobrą koniunkturę, a więc niskie bezrobocie, co wiąże się z solidnymi wpływami do Funduszu i nieco mniejszymi niż dawniej potrzebami do zaspokojenia. Ale co będzie, gdy ta koniunktura się skończy? Wpływy zaczną maleć, a bezrobotnych do obsłużenia będzie więcej. Czyje potrzeby będą miały wtedy pierwszeństwo?

Po czwarte wreszcie, cały proponowany mechanizm wydaje się mało efektywny do pozyskiwania znaczniejszych środków. Rząd przewiduje, że może on przynieść 2 mld złotych rocznie. Nie są to małe kwoty, ale też niezbyt zawrotne sumy. Gdyby chciano zrealizować postulat protestujących, ale też rozszerzyć jego stosowanie na ogół ludzi znacznie niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnej egzystencji (co byłoby bardziej sprawiedliwe niż tylko zawężenie zwiększonego wsparcia do osób na rencie socjalnej), wówczas koszt takiej polityki – wedle rządowych szacunków – wynosiłby około 10 mld złotych.

Żeby pozyskać 2 mld wystarczyłoby zrezygnować choćby z części kontrowersyjnych społecznie, za to kosztownych planów jak choćby „strzelnica w każdym powiecie”, który może kosztować – jak podała ostatnio partia Razem – nawet 2,6 mld złotych rocznie ze środków publicznych. Tego typu pomniejszych, acz dyskusyjnych inicjatyw było w ostatnich latach sporo.

Żeby pozyskać 2 mld wystarczyłoby zrezygnować choćby z części kontrowersyjnych społecznie, za to kosztownych planów jak choćby „strzelnica w każdym powiecie”.

Może warto, by rząd w pierwszej kolejności zadbał o zaspokajanie potrzeb o wiele bardziej ewidentnych i – co do zasady – mniej spornych? Takich jak wsparcie i zabezpieczenie osób, które same z uwagi na stan zdrowia i sprawności nie są w stanie się utrzymać, za to ponoszą ogromne wydatki związane z leczeniem, opieką i (nie tylko leczniczą) rehabilitacją?

Czy to wszystko znaczy, że pieniędzy na taki cel można i należy szukać wyłącznie ramach już istniejących środków publicznych, oszczędzając na czym innym? Bynajmniej, warto rozważyć dodatkowe źródła wpływów na ten cel. Formuła, jaką zaproponował rząd wydaje się jednak nieoptymalna: zapewni zbyt małe środki i to kosztem innych, potrzebnych polityk społecznych.

Dzień, którego boję się najbardziej

czytaj także

Społeczne ubezpieczenie pielęgnacyjne?

Warto zapytać o kwestie zasadnicze: jakiej solidarności w tym wypadku oczekujemy? Solidarności ze strony jak dużej grupy, w jakim zakresie i wobec jak dużej, innej grupy? Czy tylko najbogatszych należy systemowo skłonić do większej solidarności z osobami dotkniętymi niesamodzielnością i z ich rodzinami? Zapewne w pierwszej kolejności to właśnie oni powinni dołożyć więcej, ale czy tylko oni? Przecież każdego z nas tylko chwila – losowy wypadek, choroba – może dzielić od niepełnosprawności. Także tej najcięższej, wiążącej się ze stałą i wielowymiarową zależnością od innych. Również ryzyko, że zmuszeni będziemy zapewnić długoterminową opiekę wobec najbliższych odnosi się do całego społeczeństwa, nawet jeśli jest rozłożone nierówno między kobiety i mężczyzn, ludzi starszych i młodszych, ludzi uboższych i zamożniejszych.

Polska starość jest samotna, chora i biedna

Postępujące się starzenie się społeczeństwa i wydłużanie okresu życia, także w fazie niepełnej samodzielności, sprawiają, że udziałem coraz większej liczby z nas będzie doświadczenie długookresowej opieki. Skoro zaś ryzyku podlega ogół mieszkańców, powinniśmy myśleć o powszechnych mechanizmach składania się na fundusz, z którego opłacano by potrzebne wsparcie dla tych, których ten problem dotknie.

Dodajmy jeszcze, że składając się mniej lub bardziej powszechnie, można zgromadzić solidne fundusze nawet przy niewielkim poziomie składki. Taki mechanizm działa od prawie ćwierć wieku w Niemczech pod nazwą Społecznego Ubezpieczenia Pielęgnacyjnego. Warto przyjrzeć się, jak działa to za Odrą i czy można byłoby stamtąd zaczerpnąć wzorce. To temat na osobny tekst – tu zachęcam jedynie do otwarcia się na inne scenariusze „ solidarnej” odpowiedzi na te problemy, które zgłoszono już w ramach sejmowego protestu i licznych akcji solidarnościowych, także z udziałem niepełnosprawnych i ich bliskich.

Protestuję w tej sprawie już od 12 lat. Na ulicach, w Sejmie, gdzie się da

***
Na koniec kamyczek do własnego ogródka. Zastrzeżenia do sposobu finansowania nowego funduszu za pośrednictwem Funduszu Pracy podnoszą głównie reprezentanci strony pracodawców (jak Jeremi Mordasewicz) lub liberalnie nastawieni komentatorzy ekonomiczni (np. Stefan Sękowski z „Nowej Konfederacji”), niekoniecznie zaś lewica. Wśród moich lewicowych znajomych częściej spotkałem strategię przemilczenia albo wręcz entuzjazm ( związany z wyczekiwanym obciążeniem najbogatszych, wobec czego i ja zresztą nie mam obiekcji). Słabości projektu – jak dla mnie ewidentne, ale też poważne – po lewej stronie zignorowano lub zlekceważono.

Przypomina mi to nieco wcześniejszą dyskusję o Rodzinie 500+. Wówczas realne walory, jakie przyniósł program dla ograniczenia ubóstwa, a także zastosowanie zasady uniwersalności świadczeń (choć w praktyce program ten nie funkcjonuje jako uniwersalny, obejmując około 60 procent dzieci) zupełnie przysłoniły ograniczenia programu i zdemotywowały do wyrazistej krytyki w przestrzeni publicznej. Nie idźmy – kolejny raz – tą drogą.

„Dzieci z tego nie będzie”. Anna Gromada o roku z Rodziną 500+

*
W sobotę, 26 maja, 39. dnia protestu Rodziców Osób Niepełnosprawnych, odbędzie się protest solidarnościowy z protestującymi pod hasłem Dzień Supermatki. Start: godz. 14.00

List do mamy z okazji Dnia Supermatki

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.