UE

W Budapeszcie nie będzie Warszawy

Jaroslaw-kaczynski-Victor-Orban

Według radia RMF FM ​Węgry po kwietniowych wyborach parlamentarnych zgodzą się na stały mechanizm przyjmowania uchodźców. Konflikt z Europą nie jest Orbánowi na rękę, dlatego żadne uchwały i deklaracje nie sprawią, że węgierski premier poświęci swoje ambicje dla romantycznego aliansu z Polską. Komentarz Dominika Héjj.

Zgromadzenie Narodowe Węgier przyjęło uchwałę, w której wyraziło solidarność z Polską w konflikcie z Unią Europejską. Dokument wzywa Węgry do poparcia Polski i sprzeciwienia się wszelkim działaniom Komisji Europejskiej dążącym do uruchomienia artykuł 7. i nałożenia na Polskę sankcji, które ograniczyłaby jej prawa wynikające z członkostwa w UE. Dyrektywa została wystosowana też do wszystkich węgierskich posłów w Parlamencie Europejskim.

Sytuacja polityczna, w której taką uchwalą jedno państwo członkowskie wstawiło się za drugim, jest bezprecedensowa, choć wiemy już z historii najnowszej, że relacje polsko-węgierskie wymykają się klasycznym schematom. Istnieje nawet unikalne na skalę światową święto przyjaźni polsko-węgierskiej, który od przeszło dekady obchodzone jest 23 marca.

I do szabli, i do szklanki, i do antysemityzmu, i do illiberalizmu

Dla zachowania faktografii, warto wspomnieć, że w 2012 roku Prawo i Sprawiedliwość apelowało, by polski parlament powziął uchwałę zatytułowaną „dyktat UE wobec Węgier”, w której bronił prawa Węgrów do przeforsowania kontrowersyjnych zmian w krajowej konstytucji. – Jesteśmy świadkami bezprecedensowego spektaklu gróźb, połajanek i nacisków stosowanych przez urzędników Unii Europejskiej wobec Węgier – grzmiał z sejmowej mównicy poseł Stanisław Pięta z Prawa i Sprawiedliwości. Sejmowa większość w Polsce odrzuciła wówczas tę propozycję.

Każdy dba o swój interes

O tym, że parlament Węgier wyrazi swoje takie stanowisko w uchwale, informował już w lutym przewodniczący parlamentarnej komisji ds. europejskich Richard Hörcsik. Projekt został złożony 16 lutego. Debata w węgierskim parlamencie była bardzo burzliwa, wpisywała się w napiętą atmosferę trwającej kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w kwietniu tego roku.

Węgry i Słowacja muszą przyjąć uchodźców – orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE

Członkowie koalicji Fidesz-KNDP, którzy złożyli wniosek, wskazywali na silne powiązania historyczne obydwu krajów, a także podobną polityczną pozycję obu krajów w Unii Europejskiej. Tymczasem opozycja, w tym nawet ultraprawicowy Jobbik, któremu antypolskości zarzucić przecież nie można, podkreślała, że uchwała ma na celu legitymizację „systemu Orbána”, który został zamontowany na Węgrzech przed ośmiu laty.

Poseł socjaldemokratów pytał retorycznie, dlaczego w imię przyjaźni polsko-węgierskiej premier Viktor Orbána nie odrzucił kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Parlamentarne spory dotyczyły jednak tylko detali popierającej Polskę uchwały, bowiem jej zdecydowana większość traktowała o wspólnym dziedzictwie historycznym, kulturze, wierze – rzeczach, wobec których trudno prowadzić polityczne spory, bo historia obu narodów faktycznie ma w sobie niezwykle wiele z romantyzmu.

Oni chyba naprawdę przegrali. A co wygra Tusk?

Kwestia Polski znowu została na Węgrzech upolityczniona. Kiedy Komisja Europejska uruchomiła w grudniu ubiegłego roku „opcję atomową”, wysłałem do wszystkich partii pytanie o ich stanowisko. Ugrupowania koalicyjne opowiedziały się od razu za obroną Polski, ale dla reszty partii to ciężki orzech do zgryzienia. Podobnie rzecz wyglądała w głosowaniu nad poparciem dla Polski. Posłowie Jobbiku wyciągnęli po prostu karty do głosowania i udali, że nie ma ich na sali. W ławach koalicyjnych brakowało 19 prominentnych posłów, w tym premiera Viktora Orbána, który udzielał akurat politycznego poparcia lokalnemu kandydatowi Fideszu w oddalonym od Budapesztu o 1,5 godziny drogi autem mieście Eger. Sam dokument absolutnie do niczego rządu Orbána nie obliguje. Jest raczej wyrazem dobrej woli i chęci współpracy między prawicowymi siłami politycznymi w Polsce i na Węgrzech.

Polski gaz jako karta przetargowa

Przed kilkoma dniami Viktor Orbán wygłosił doroczne przemówienie, w którym określił główne wyzwania stojące przed jego ugrupowaniem. Czyni to nieprzerwanie od 1999 roku, a zatem czterokrotnie jako premier w trakcie swojej pierwszej kadencji, ośmiokrotnie w opozycji i teraz, znów ośmiokrotnie, znów stojąc na czele rządu.

Tegoroczne przemówienie było o tyle interesujące, że przypadło na trwającą właśnie kampanię wyborczą. Orbán podkreślał, że Węgrzy dążą do kończą uniezależnienia energetycznego kraju, choć od 2010 roku wszystkie prorosyjskie działania rządu sugerowały coś zgoła innego. W tegorocznym wystąpieniu mówiono zaś o pozyskiwaniu gazu z Rumunii, a także skroplonego gazu ziemnego LNG z Polski. Przełom? Niekoniecznie.

Deklaracja ta, podobnie jak wszystkie inne Orbána, nie powinny uśpić dyplomatycznej czujności. Rząd Węgier nie przestał mieć swoich interesów i dążyć do ich realizacji. Trzeba pamiętać, że wciąż trwają negocjacje dotyczące nowej węgiersko-rosyjskiej umowy gazowej, więc deklaracja zbliżenia gospodarczego z Polską może być tylko jedną z kart przetargowych na negocjacyjnym stole. Wciąż czekamy na wizytę Władimira Putina na Węgrzech, który wspólnie z premierem Węgier ma zainaugurować rozbudowę elektrowni atomowej w Paks.

Nikt nie będzie umierał za deklarację

Wbrew nadziejom niektórych, relacje polsko-węgierskie nie są symetryczne. Premier Węgier wielokrotnie dawał już powody by zrozumieć, do czego Budapeszt potrzebuje Warszawy. Niestety podobna szansa rządu polskiego na określenie swoich oczekiwać od Węgier została zaprzepaszczona we wrześniu, kiedy wizytę dyplomatyczną w Warszawie złożył Viktora Orbána.

Nowe węgierskie podręczniki uczą dokładnie tego, czego nie chcecie uczyć swoich dzieci

W wyścigu o koszulkę lidera Europy Środkowo-Wschodniej pozycja Budapesztu jest już bezspornie lepsza niż Warszawy, a kolejne konflikty prowokowane przez polską dyplomację tylko tę pozycję wzmacniają. Co więcej Węgry w Brukseli prezentują niezwykle koncyliacyjną postawę, stojąc w szeregu państw-zwolenników podniesienia wpłat do budżetu UE po Brexicie, a także ewentualnego przystąpienia Węgier do mechanizmu relokacji uchodźców (mimo że węgierski rząd na komunikowanie sprzeciwu wobec migrantów wydał w 2017 roku prawie 800 milionów złotych). Według dziennikarki radia RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginon ​Węgry po kwietniowych wyborach parlamentarnych zgodzą się wręcz na stały mechanizm przyjmowania uchodźców, a rząd Orbána przedstawił Brukseli poważny dokument na temat europejskiej reformy polityki azylowej.

Słowacja ma euro, Czesi pragmatyzm, Orban przyjmie uchodźców. Kto został sam?

Stojąc na czele Grupy Wyszehradzkiej Orbán jeszcze lepiej artykułuje swoje interesy. Zorganizował szczyty w formacie V4+, w których udało się doprowadzić do spotkania z przywódcami Egiptu czy Izraela – tu wszystko jest dopisywane do węgierskiego konta.

Węgierska uchwała popierająca Polskę w konflikcie z Unią Europejską niesie więc… zagrożenie. Polska dyplomacja jeszcze mocniej uwierzy w bezwarunkowe poparcie Budapesztu, prawdopodobnie traktując relacje z Węgrami romantycznie. Ale nawet abstrahując od deklaracji przyjaźni i pomocy Polsce przy artykule 7., sytuacja w Unii Europejskiej także dla Węgrów sporo się zmieniła. Już raz poseł Kaczyński i rząd PiS-u przejechał się na poparciu Węgier – przypomnijmy marzec 2017 roku i ponowny wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej przy poparciu Orbána.

Nie stało się wówczas nic niezwykłego – po prostu zagłosowano zgodnie z węgierskim interesem. Co więcej już w przyszłym miesiącu Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego przyjmie raport dotyczący stanu praworządności na Węgrzech i najprawdopodobniej stwierdzi wiele uchybień. Do tego komisja dyscypliny budżetowej Parlamenty Europejskiego OLAF ma na Węgrzech pełne ręce roboty – w jednym z postępowań pod lupę wzięto zięcia premiera. Eskalowanie kolejnego konfliktu nie jest nikomu na rękę.

Polityka Węgier najprawdopodobniej po wyborach ulegnie zmianie i podąży w kierunku bardziej ugodowym. Nawet jeśli nie nastąpi to w tym roku, to zapewne w następnym europejskim cyklu, w którym koncyliacja i konsensus będą umożliwiały załatwienie istotnych z węgierskiej perspektywy tematów: kolejnej unijnej perspektywy finansowej oraz polityki migracyjnej, tym bardziej, że nie ma w tej chwili w Europie wpływowego polityka, który uznałby, że ochrona zewnętrznych granic Unii Europejskiej nie jest ważna. Ambicje Orbána są więc niezwykle wysokie, a sam premier będzie chciał grać pierwszoplanową rolę w europejskiej polityce. Nie poświęci tych planów dla żadnej romantycznej deklaracji poparcia. Nawet dla najbliższego sąsiada.

**
dr Dominik Héjj, politolog, redaktor naczelny portalu www.kropka.hu poświęconego węgierskiej polityce.

„Jak oni wygaszają”. W dzisiejszym odcinku: Orban i zaorane sądy

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.