Kraj, Serwis klimatyczny

Na Dzień Dziecka najmłodsi dostaną koncerty, zmiany klimatu, choroby i płonące składowiska odpadów

Hanna Schudy

Koniec maja w wielu polskich miastach i miasteczkach zasnuł toksyczny dym. Płoną miejsca gromadzenia odpadów m.in. w Zgierzu, Trzebini czy koło Mogilna.

Odkąd w 2010 roku zmieniły się przepisy ustawy o odpadach, składowiska mogły zakładać firmy bez wystarczającego zaplecza finansowego czy infrastrukturalnego. Z problemem zostali zwykli obywatele. Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska apelowały wielokrotnie do Ministra Środowiska w tej sprawie. To, co oglądamy dziś w Zgierzu, Trzebini czy koło Mogilna, to efekt bezczynności władz. I nie zasłonią tego wygłaszane dziś, kiedy mleko się już wylało, przez ministerstwo deklaracje: „Zero tolerancji dla mafii śmieciowej”.

Polska atmosfera i wody przez wielu traktowane są jak ściek. Rzekome oszczędności i lekkie obchodzenie się ze środowiskiem powodują każdego roku tysiące przedwczesnych zgonów i zachorowalność na szereg niebezpiecznych chorób. Ryzyko środowiskowe jest u nas wkalkulowane w koszty „rozwoju”. Najbardziej cierpią na tym niestety dzieci.

Worek turoszowski

Bogatynia to jedno z najbardziej zanieczyszczonych miejsc w województwie dolnośląskim. To także jedna z najbogatszych gmin w regionie. Zanieczyszczenia są ciemną stroną dobrobytu miasta. Przerzucane odpowiedzialności z instytucji na instytucję to także element tej układanki. Według Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska ponadnormatywne stężenia pyłów zawieszonych w Bogatyni, szczególnie w sezonie grzewczym, ale także poza nim, mają swoje znaczące źródło w niezorganizowanej emisji przemysłowej z kopalni węgla brunatnego. W 2015 roku norma dla pyłu PM 10 przekroczona została 172 razy. To daje niemal pół roku. W marcu 2018 roku Dolnośląski Alarm Smogowy (DAS) przeprowadził własne badania na rynku w Bogatyni. Wyniki pomiaru pyłu zawieszonego pokazały, że przez cały tydzień badania norma średniodobowa PM10 była przekroczona blisko trzykrotnie. Gdyby Bogatynia była w Czechach, to w mieście musiałby wtedy obowiązywać alarm smogowy. Władze zajęły w tej sprawie dość typowe stanowisko – twierdzą, że badania są niewiarygodne, i dyskredytują ekologów.

Stosunki definiowania

Kiedy dochodzi do zanieczyszczenia powietrza, gleby czy wody pojawia się instytucja, która ogłasza, że problem jest, że nad nim panujemy a mieszkańcy nie mają się czego obawiać. Takie uspakajanie trwa np. w Gdańsku, gdzie ostatnio w dziwnych okolicznościach przestała działać przepompownia Ołowianka. Kiedy z kolei mieszkańcy lub organizacje ekologiczne zabierają głos w sprawie zanieczyszczeń, bardzo wyraźnie widać, że żyjemy w społeczeństwie przemysłowym, gdzie stosunki władzy i monopolu na pracę wiążą się z prawem do definiowania ryzyka.

Fot. Aneta Siemieniuk, Krakowski Alarm Smogowy

W Bogatyni o tym, czy jest problem, czy go nie ma, decyduje zatem władza, a ta oczywiście ma wiele wspólnego z zakładami przemysłowymi, jak kopalnia i elektrownia na węgiel brunatny (PGE – Elektrownia Turów). Bogatynia organizuje dzieciom koncert Majki Jeżowskiej, a potem dla dorosłych imprezę „Karbonalia”. W międzyczasie na stronach lokalnego urzędu pojawiają się artykuły oczerniające ekologów, którzy zdaniem władzy chcą „zamknąć zakłady” i niewiadomo dlaczego interesują się zanieczyszczeniem powietrza. Kopalnia i elektrownia są przedstawiane jakby były liderem w działaniach proekologicznych. Oczywiście wiarygodne badania przeprowadzi miasto wraz z PGE. Sędzia będzie zatem sądzić we własnej sprawie.

Rabka Zdrój – Miasto dzieci świata

Naiwnością byłoby jednak twierdzenie, że na poprawę stosunku władz czy społeczeństwa do środowiska wpłyną same dane naukowe. Jest ich dzisiaj wystarczająco dużo. Mają je władze Bogatyni czy Zgierza, gdzie właśnie płoną odpady. Posiada je także burmistrz Rabki Zdrój, która zasłynęła skutecznym ignorowaniem głosów obywateli skarżących się na zły stan środowiska. Jak mówi Ewa Lutomska z Polskiego Alarmu Smogowego: „Patrząc na wyniki monitoringu jakości powietrza w Małopolsce w okresie zimowym, w zasadzie trudno znaleźć uzdrowisko, do którego można jechać po zdrowie. Weźmy przykład Rabki Zdrój, gdzie leczone są dzieci z problemami górnych dróg oddechowych. Władze miasta długo wypierały problem, tłumacząc że powietrze jest tam krystalicznie czyste. Dopiero oficjalne pomiary pokazały, jak dramatycznej jakości powietrzem oddychają nie tylko lokalni mieszkańcy, ale także dzieci, które przyjeżdżają tam z nadzieją na odzyskanie zdrowia”.

Przykład Rabki pokazuje jeszcze coś innego – im większy problem, tym władze mniej czują się za to odpowiedzialne. Nie ma też co liczyć, że z okazji dnia dziecka poruszony tam będzie temat jakości życia właśnie z kontekście najmłodszych. Wystąpi za to gwiazda muzyczna z hitem Nasze życie będzie jak poemat.


Z okazji Dnia Dziecka warto się jednak pochylić nad tematem odpowiedzialności międzypokoleniowej. To właśnie bowiem dzieci najwięcej płacą zdrowiem za dzisiejszy „dobrobyt” miast i bezczynność władz. Kto im zapłaci za straty zdrowotne, które poniosły, wychowując się w przemysłowym mieście na początku XXI wieku? To dzieci, a nie obecni dyrektorzy kopalni w Bogatyni, staną za 20 lat przed dylematem – co ma mi do zaoferowania miasto, które przez lata coraz bardziej uzależniało się od wydobywania i spalania węgla?

Koszty zdrowotne

Problem zanieczyszczenia powietrza oraz jego wpływu na zdrowie człowieka jest analizowany i badany od wielu lat na całym świecie. W Polsce przoduje w tym Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie. Gen. bryg. dr. hab. n. med. Wojciech Lubiński, były lekarz Lecha Kaczyńskiego, który razem z nim zginął w katastrofie smoleńskiej, jest patronem konferencji „Dum Spiro Spero”, na której co roku prezentowane są najnowsze badania wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie. W tym roku patronat nad konferencją objął premier Mateusz Morawiecki. Prelegenci podkreślali, że dla zdrowia najgorsze są sytuacje, kiedy zanieczyszczenie ma charakter permanentny, ciągły. Trudno jednak oczekiwać poprawy jakości powietrza w momencie, kiedy władze Bogatyni czy Rabki zamiast działać oczerniają ekologów.

Przedwczesne zgony, zapalenia oskrzeli, astma, alergie…

Z ekspertyzy Łukasza Adamkiewicza, zrobionej na zlecenie Uniwersytetu Wrocławskiego, wynika, że w Bogatyni w 2016 roku zanotowano 29 przedwczesnych zgonów z tytułu zanieczyszczenia powietrza pyłami PM 10. Średnia roczna zachorowalność dzieci na zapalenie oskrzeli z tytułu złego powietrza to 138 przypadków. Warto przy okazji przytoczyć wnioski amerykańskiego zespołu badawczego z Uniwersytetu Columbia (USA), który przebadał DNA dzieci z chińskich miejscowości, gdzie odnotowywano duże zanieczyszczenie powietrza. Dodajmy, że kierownik tych badań prof. Frederica Perera została uhonorowana przez Uniwersytet Jagielloński za prowadzone w Krakowie badania dotyczące wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie dzieci. Amerykański zespół badał miejsca, gdzie działały elektrownie węglowe.

Naukowcy do badań wybrali okolice Tongliang w Chinach, gdzie została wcześniej zamknięta stara elektrownia węglowa. Dla porównania badano też DNA dzieci z tej samej miejscowości, ale urodzonych w czasie, kiedy zakład jeszcze działał. Okazało się, że zmiany w ich DNA dotyczyły telomerów, co w dorosłym życiu osób skutkowało przedwczesnym starzeniem się, problemami z układem nerwowym czy układem krążenia, ale także nowotworami złośliwymi. Zespół badawczy stwierdził także, że wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, które są wynikiem niepełnego spalania węgla – a ich stężenie w Polsce jest wielokrotnie większe niż dopuszcza norma – wpływają na rozwój układu nerwowego już w życiu płodowym. Może to skutkować w przyszłości niższym IQ oraz szeregiem innych problemów z tytułu uszkodzeń układu nerwowego. Dodajmy, że ten sam temat omawiał na konferencji „Dum spiro spero” w Warszawie 2018 r. prof. dr hab. N. Med. Wojciech Hanke z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi.

Ciekawa była reakcja Chin na ustalenia zespołu badawczego profesor Perery: „Badania wskazują kierunek, w jakim powinien iść rozwój kraju”. Dodajmy, że mówimy o jednym z najbardziej zanieczyszczonych krajów na świecie – są tam miejsca, gdzie nie można normalnie oddychać, a śmiertelność wywołana zanieczyszczeniem jest bardzo wysoka. Można zatem z przekąsem zapytać – czy musi się wydarzyć nieszczęście, aby ci, którzy zarabiają na węglu, nie byli jednocześnie tymi samymi, którzy określają, jaki poziom zanieczyszczenia jest dobry, a jaki już ryzykowny czy nawet zły? Profesor Perera zwraca też uwagę, że komunikat naukowców nie miał charakteru wyłącznie negatywnego: „Ludzie uważają, że redukcja zanieczyszczeń i ich źródeł ma negatywny wpływ na poziom gospodarczy danych miast. Jednak badania pokazują, że jest odwrotnie, kiedy weźmiemy pod uwagę koszty zdrowotne, za które płacą obywatele czy samorządy. […] Pokazaliśmy bowiem, jakie korzyści dla ludzi, a szczególnie dla dzieci ma redukcja zanieczyszczeń powietrza”. Dodała także: „Mniej spalanego węgla oznacza, że będziemy zdrowsi, dzieci bardziej inteligentne i będziemy mieli lepsze życie”. Czy nie na tym właśnie polega bogactwo?

Ziemię pożyczamy od naszych wnuków?

Zanieczyszczenie powietrza i jego fatalny wpływ na zdrowie dzieci to nie jedyny problem związany ze spalaniem węgla, za który zapłacą nie ci, którzy na nim zarabiają. Na świecie coraz więcej badań dotyczy wpływu na zdrowie dzieci zmian klimatu. Zwykliśmy sądzić, że zmiana klimatu to tylko intensywne zjawiska pogodowe, ale na tym się niestety nie kończy. W artykule opublikowanym przez Amerykańską Akademię Pediatrii czytamy, że aż 88% wszystkich skutków zdrowotnych globalnego ocieplenia ponoszą najmłodsi. Przykładem była chociażby epidemia wirusa Zika, która miała związek ze wzrostem temperatury na powierzchni Ziemi. Na zmianie klimatu korzystają wirusy, drobnoustroje czy roznoszące choroby insekty (w Europie podniesiono ostatnio alarm, w związku z raportem dotyczącym wpływu zmian klimatu na rozprzestrzenianie się kleszczy). Wypieranie problemu zanieczyszczenia powietrza i kładzenie wszystkiego na szalę krótkoterminowego rozwoju ekonomicznego będzie niestety tego rodzaju problemy tylko mnożyć.

Trudno jest zmieniać świat, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Jako zdrowi, dorośli, a często też bogaci ludzie nie chcemy przejmować się losem słabszych. Może słuchając Majki Jeżowskiej, która 1 czerwca w Bogatyni zaśpiewa z pewnością swój przebój Wszystkie dzieci nasze są, bardziej pochylimy się nad zdrowiem najmłodszych obywateli. W końcu my od naszych przodków dostaliśmy nienajgorszy świat.


Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.