Film

„Pokot” nie jest baśnią o złym PIS-ie

Pokot

Duszejko nie walczy o przewrót – walczy o to, żeby można było móc wyjść przed chałupę i oddychać. I właśnie to wydaje się w Polsce tak niemożliwe, niezależnie od rządzącej opcji.

Żyjąc w Polsce w 2017 roku, często przypominam sobie niezbyt wyszukaną animację, którą oglądałam w dzieciństwie. Grupa nastolatków obdarzona mocami przez Dobrego Ducha Ziemi – Gaję o urodzie disnejowskiej księżniczki – w czasach ekozagrożenia przywołuje na pomoc Kapitana Planetę, który walczy na przemian z Doktor Zarazą, półszczurem Szkodnikiem  albo Kapitanem Toksyną. Złe postacie wywołują epidemie, zatruwają rzeki czy pokrywają miasta mazią. Kapitan Planeta zawsze jednak przybywa na czas. Pomimo pomyślnych zakończeń poszczególnych odcinków serial – bardziej niż Czerwona pustynia Antonioniego – pozostawił mi w świadomości poczucie, że żyjemy w czasach powolnego obumierania, które może powstrzymać tylko coś z zewnątrz. A to coś przecież nie nadejdzie.

Ekokreskówka do dzisiaj pozostaje odpowiedzialna za resztki ekologicznej świadomości pokolenia 30 plus. Bo w Polsce 2017 roku rzeczywistość w miastach wydaje się przypominać tę rodem z niedorzecznej animacji. Zatrute szare powietrze o kolorze i zapachu dymu, dyskusje o wyborze kolorów maski antysmogowej. Miasta dostosowane do ruchu samochodowego, nie do żywych ludzi, brak segregowania odpadów. Polowania nie tylko w lasach, ale na obrzeżach miast. Wreszcie, od kilkunastu dni – wszechobecny warkot pił. Kapitan Toksyna w naszej rzeczywistości wysiada.

W filmie Pokot Duszejko, główna bohaterka, obudzona przez swoje psy wychodzi rankiem przed dom i wdycha powietrze, patrząc się w słonce. Wszystkorozgrywa się w scenerii, która w dzisiejszych czasach wydaje się aż nadto fantastyczna – lasy, łąki, dzikie zwierzęta i brak zasięgu. To, że w tę magiczną krainę wkraczają źli myśliwi, z początku przypomina konstrukcję Braci Lwie Serce Astrid Lindgren – nawet w idealnym świecie Nangijali też rodzi się Zło, które trzeba pokonać. Bo nie ma idealnego świata, jest tylko konieczność wyboru i opowiedzenia się zawsze po właściwej stronie: po stronie słabszych.

Zemsta jest rozkoszą ofiar

Film Holland nie jest jednak tylko ekobaśnią, chociaż na pewno jest baśnią, której nam bardzo potrzeba. Leśna sceneria i atmosfera małego miasteczka wzięte z prozy Tokarczuk pozwalają utrzymać idealną równowagę pomiędzy realizmem a magią. O osadzeniu w tu i teraz przypominają nam sceny ze szkoły, w której Duszejko mimo swoich umiejętności pedagogicznych i charyzmy jest uznawana za wariatkę, i ogólna atmosfera duszności i patriarchalnej opresji.

Bo pomimo tej magicznej warstwy źli myśliwi z Pokotu nie przypominają jednak postaci z kreskówek. Zło wcale nie wydaje się ich cieszyć, nie są demoniczni i nie zacierają rąk, ot, banalni i przeciętni polscy mężczyźni jakich wiele. Strzelanie do dzików i saren wydaje się przede wszystkim rutynową czynnością, którą wykonywało się od lat. Zmowa, która istnieje wokół polowań, przypomina wiele innych zmów obecnych w polskiej rzeczywistości, które mimo ich groźnych skutków traktowane są z przyzwyczajeniem jako coś oczywistego, naturalnego, związanego z tradycją. To choćby opresja wobec kobiet, zmieszanie funkcji religijnych i państwowych, ale też założenie, że o przestrzeń wspólną nikt nie zadba, bo nie jesteśmy frajerami, albo przekonanie, że przejścia dla pieszych powinny zawsze być pod ziemią. Takie niezachwiane prawdy, z którymi nie należy dyskutować, nikt ich nie kwestionuje, a podważenie ich zasadności i wysadzenie z ram jest powodem do drwiny.

Zmowa, która istnieje wokół polowań, przypomina wiele innych zmów obecnych w polskiej rzeczywistości.

W tę rzeczywistość Duszejko wkracza ze swoim groteskowym buntem i jeszcze bardziej absurdalnymi dla trzymających status quo pytaniami: na przykład o istotę wyrażenia „nie zabijaj”. Przytula się do umierającego dzika, rozmawia z sarnami, rzuca się w obronie lisów. Jest gwałtowna, dla policjantów żałosna, ot, głupia stara baba, jak typowa karmicielka bezdomnych kotów. Jej niewygodne pytania i protesty mieszkańcom miasteczka wydają się nie tyle niebezpieczne, co żałosne, niepotrzebne. Tak jak  często w dzisiejszych czasach postrzegany jest bunt.

Walcząc o niezabijanie jenotów i dzików, Duszejko walczy więc nie tylko o uznanie podmiotowości zwierząt. Jej krucjata wydaje się wymierzona jednocześnie w sprzeciw wobec patosu, ale też wobec poddawaniu wartości, w które wierzymy, nieustającej refleksji i rewizji. Duszejko nie wstydzi się swojej odrębności, nie zależy jej na uznaniu. Nie uznaje kompromisów, ale też nie widzi świata czarno-biało: w najbardziej poruszającej scenie rozmawia z żoną prezesa – towarzyszka życia myśliwego dręczy się obrazami poćwiartowanej sarny i pyta: czy jestem normalna? Czy to nie przewrażliwienie? Duszejko wydaje się dawać w tym świecie szansę wszystkim, którzy mają odwagę sobie takie pytanie zadać.

Krucjata Duszejko jest wymierzona jednocześnie w sprzeciw wobec patosu i wobec poddawaniu wartości, w które wierzymy, nieustającej refleksji i rewizji.

Nie uznaje jednak kompromisów ze złem. Dlatego opowieść Holland daje nam satysfakcję tarantinowskiej potrzeby dokonania wielkiej zemsty. Zemsty rozgrywającej się poza uczuciem litości czy sprawiedliwego osądu, ale koniecznej, przywracającej zachwianą równowagę. Za długo bowiem znosiliśmy ZŁO. Schowane za siatką codzienności i przyzwyczajeń zupełnie przestało być groźne. Dlatego trzeba je umieć nazwać.

Film został natychmiast namaszczony przez jedną ze stron dzisiejszego politycznego sporu za swój, druga uznała go za wroga. Stara wariatka Duszejko może być uznana za przedstawicielkę KOD-u, śpiewanie House of the Rising Sun przy ognisku wydaje się to sugerować. Ale to przełożenie jest krzywdzące dla najważniejszej osi sporu w filmie. Bo Pokot znacznie mocniej upomina się o podmiotowość i uznanie prawa ludzi do walki, zbywanych w świecie cynizmem i przede wszystkim – przyzwyczajeniem do stanu obecnego. Myśliwi z miasteczka – jeśli już bawić się w prostolinijne skojarzenia – nie mają demonicznego charakteru przedstawicieli konserwatywnej pisowskiej opresji, uosabiają raczej lepkie, mdłe i w gruncie rzeczy sympatyczne status quo reprezentowane przez poprzednią partię rządzącą.

Duszejko nie walczy o przewrót – walczy o to, żeby można było móc wyjść przed chałupę i oddychać. I właśnie to wydaje się w Polsce tak niemożliwe, niezależnie od rządzącej opcji.

Wariatka kontra myśliwi, czyli KOD kontra PiS?

Drugą realizowaną w filmie Holland potrzebą wydaje się potrzeba utopii, marzenia o lepszym świecie, uruchomienie innych kategorii myślenia, w których nie ma miejsce na powrót do poprzedniego. I ten wątek, tak bardzo potrzebny, jest rozegrany najbardziej niepokojąco. Jedyną możliwą ucieczką okazuje się ucieczka w prywatny raj i wsobne szczęście. W tym wymiarze zemsta Duszejko traci swoją siłę rażenia. Jeżeli na słońce będziemy mogli wychodzić tylko w marzeniach, nic z naszego buntu nie przyjdzie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Dla mnie ten film jest też pytaniem: "czy podporządkowani inni mogą mówić?", jak w klasycznym tekście Spivak. Duszejko działa jakby w imieniu zwierząt, które same przecież nie potrafią mówić. Czy te zwierzęta postępowałyby tak jak ich samozwańcza reprezentantka Duszejko? Czy może jako gatunkom jest im wszystko jedno? Co zrobiłyby zwierzęta, gdyby mogły mówić?

Film jest bardzo dobry. Mało ostatnio takich filmów na polskich ekranach. Pozostaje w pamięci na bardzo długo.

Marcin Czyżyk

Wszytsko ładnie, wszytsko pięknie... ale film jest po prostu słaby.

Film potrzebny i ważny, ale równie dobrze można go obejrzeć bez zadawania sobie politycznych pytań. Ja tak zrobiłem i każdemu też polecam.