Kraj

Rząd PiS atakuje każdy przejaw swobody myślenia i niezależności. Pora na bunt instytucji

macierewicz-szydlo-blaszczak

Koalicja organizacji pozarządowych domaga się, by KE zastosowała wobec Polski Artykuł 7 Traktatu o Unii Europejskiej. „Nie damy się uciszyć i zastraszyć oskarżeniem, że donosimy. Krytykujemy sytuację, która wymaga krytyki” – mówią Draginja Nadażdin z Amnesty International, dr Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, Danuta Przywara z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Maria Ejchart-Dubois ze Stowarzyszenia im. prof. Zbigniewa Hołdy.

Rok temu Komisja Europejska wszczęła procedurę sprawdzania zagrożenia dla rządów prawa w Polsce. W ramach tego procesu dwukrotnie – w lipcu i grudniu 2016 – wydała szereg rekomendacji dla polskich władz. Rząd Prawa i Sprawiedliwości w większości je zignorował.

Komisja Europejska podkreśliła, że zagrożenie dla państwa prawa w Polsce nadal istnieje, ale nie odwołała się jeszcze tym razem do artykułu 7 Traktatu o UE – otwierającego drogę do nałożenia na Polskę sankcji z odebraniem prawa głosu w Komisji włącznie. 21 lutego minął kolejny termin wprowadzenia rekomendacji, jednak rząd Beaty Szydło znów nie podjął odpowiednich kroków.

PiS podważa zasadę praworządności. Pora na sankcje Unii Europejskiej

Koalicja największych polskich organizacji pozarządowych domaga się, by KE zastosowała wobec Polski Artykuł 7. Organizacje te skierowały do Komisji list otwarty zainicjowany przez Amnesty International, FIDH (International Federation for Human Rights), Human Rights Watch, Open Society European Policy Institute, Reporterzy bez Granic. W tej chwili list podpisany jest przez kilkadziesiąt organizacji społecznych z Polski i innych krajów Europy.

W Krytyce Politycznej rozmawiają o tym Draginja Nadażdin z Amnesty International, dr Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, Danuta Przywara z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Maria Ejchart-Dubois ze Stowarzyszenia im. prof. Zbigniewa Hołdy.

Natalia Sawka, Marcin Chałupka: Prawo i Sprawiedliwość rządzi w Polsce już ponad rok. Jak w tym czasie ograniczono zakres praw obywatelskich?

Danuta Przywara, Helsińska Fundacja Praw Człowieka: Nastąpiło radykalne odwrócenie kierunku, w którym szliśmy od przeszło 25 lat po transformacji ustrojowej. Kiedy w latach 2005-2007 PiS tworzył swoją pierwszą koalicję z Samoobroną i LPR, to przynajmniej musiał iść na jakieś kompromisy. Dziś dysponuje absolutną większością w parlamencie.

I mówi, że chroni go i legitymizuje demokratyczna decyzja suwerena.

Tyle tylko, że tę władzę wybrało 18 proc. uprawnionych do głosowania, więc z punktu widzenia suwerena to jest większość pozorna i mówić można jedynie o zwykłej większości parlamentarnej, niedającej prawa do zmiany obowiązującego w Polsce systemu politycznego.

Zmiany systemu?

Tak. Po przejęciu władzy PiS zaczął wyłączać Trybunał Konstytucyjny, zmienił ustawy dotyczące mediów publicznych, połączył funkcję Prokuratora Generalnego ze stanowiskiem ministra sprawiedliwości, tym samym oddając prokuraturę we władanie polityków, zwiększył możliwości kontrolowania obywateli poprzez nowelizację ustawy o policji oraz wprowadził niebezpieczną ustawę antyterrorystyczną. W oczach rządu zagrożeniem dla Polski mają być migranci, uchodźcy i wszelkiego rodzaju osoby należące do różnych mniejszości. PiS buduje nam „społeczeństwo zamknięte”.

Łętowska: Tego „wygaszenia” już się nie da odkręcić

Krzysztof Śmiszek, Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego: Ja nie zgodzę się do końca z tym, że to, co robi PiS, jest nagłym zwrotem akcji. Pamiętajmy, że w latach 2005-2007 też były wyraźne zakusy, by podporządkować politykom TK. Pracowałem wtedy w Kampanii Przeciw Homofobii i pamiętam, jak to członkowie rządu suflowali prokuraturze, aby ta zajęła się badaniem powiązań organizacji LGBT z mafią narkotykową i światem przestępczym. To był wstęp do niszczenia społeczeństwa obywatelskiego. Dzisiejsze działania PiS-u są jedynie powtórką w zwielokrotnionym wydaniu.

Wszystkich zaskoczyła siła destrukcji PiS. Czy nasze instytucje kontrolne były zbyt słabe i nieprzygotowane?

Niestety tak. Byliśmy przekonani, że mamy załatwioną kwestię niezawisłości sędziów, a społeczeństwo obywatelskie jest na tyle silne, żeby w razie czego przeciwstawić się tego typu działaniom. Trochę wszyscy przysnęliśmy, a PiS atakuje każdy przejaw swobody myślenia i niezależności instytucji.

Draginja Nadażdin, Amnesty International: Zgoda, przed wyborami 2015 roku nasze państwo było niedoskonałe, ale zwycięstwo PiS-u otworzyło pod tym względem nowy rozdział. Zaczął się demontaż najwyższej instancji kontroli – Trybunału Konstytucyjnego. Zamiast naprawiać wady państwa rząd Beaty Szydło uderza w instytucje, które stanowią bufor bezpieczeństwa przed nadużyciami władzy. W państwie PiS każdy człowiek traktowany jest jak zagrożenie. Każdy z nas, wyłącznie na podstawie „uprawdopodobnienia”, może trafić do aresztu tymczasowego, który trwa aż 14 dni. Brakuje transparentności działania władz. Zmian jest tak dużo, że nawet nam – organizacjom pozarządowym monitorującym proces tworzenia prawa – wiele umyka. A co dopiero obywatelom i obywatelkom.

Nadażdin: Niezawisłość sędziów i niezależność sądów jest zagrożona:

 

Uważacie, że ludzie zaczynają dostrzegać i odczuwać na własnej skórze „dobrą zmianę”?

Krzysztof Śmiszek: W ostatnich paru miesiącach mieliśmy zaledwie dwa orzeczenia TK. Wcześniej krytykowano Andrzeja Rzeplińskiego za to, że miesięcznie było tylko 11 orzeczeń. Pamiętajmy, że Trybunał nie jest wyłącznie od wielkich spraw. Skargi konstytucyjne składają również obywatele, którzy skarżą się na łamanie prawa własności, prywatności, prawa do życia, do wolności zgromadzeń czy innych wolności osobistych. Sporo tych spraw piętrzy się teraz w Trybunale.

PiS atakuje też Rzecznika Praw Obywatelskich i obcina mu fundusze.

Jak można krytykować Adama Bodnara, obcinając jednocześnie kilka milionów na funkcjonowanie jego urzędu? Demokracja w Polsce jest jeszcze młoda. Ale wielotysięczne manifestacje w obronie Trybunału Konstytucyjnego rzeczywiście coś znaczą. Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni, kiedy w sobotni majowy poranek 200 tys. ludzi zdecydowało się wyjść na ulicę zamiast siedzieć w domu czy pójść na zakupy.

Ludzie zaczęli wychodzić na ulicę, bo wiedzą, że nie ma już instytucjonalnych bezpieczników w aparacie państwa zdolnych do powstrzymania niedemokratycznych reform?

Danuta Przywara: Widać to choćby w sprawie reformy edukacji, która dotyczy dużej części obywateli – nauczycieli, pracowników administracyjnych, rodziców i ich dzieci – nie mamy się do kogo odwołać. Można by sposób przyjęcia ustawy reformującej system oświaty bez rzeczywistych konsultacji społecznych spróbować zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego, ale jego aktualna kondycja czyni to bezzasadnym. Przygotowane przez rząd PiS w innych ustawach niebezpieczne instrumenty ograniczania praw i wolności nie mają szans na niezależną kontrolę ich konstytucyjności. A przypomnijmy to jeszcze raz – prawo jest instrumentem, który powinien chronić obywateli przed arbitralnymi decyzjami władzy. Jeżeli nie daje tego typu gwarancji, to należy się bardzo niepokoić.

Jakie konsekwencje będzie miało wygaszanie państwa prawa przez PiS?

Draginja Nadażdin: Przekreślenie państwa prawa wiąże się z naruszeniem ochrony praw człowieka. Nie można oszukiwać się, że prawa jednostki będą chronione tam, gdzie państwo prawa nie będzie istnieć.

Połączenie funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości w jeden organ to przekazanie ogromnych kompetencji jednej osobie. Ta sama osoba, która jako Prokurator Generalny może decydować o wszczęciu postępowania przez prokuratorów liniowych oraz w nie ingerować, jednocześnie jako polityk w randze Ministra Sprawiedliwości sprawuje administracyjny nadzór nad sądami. Zagrożenia dla prawa do rzetelnego procesu sądowego oraz niezależności sądów stają się bardzo wyraźne.

A z drugiej strony mamy ustawę antyterrorystyczną.

Daje ona ogromne uprawnienia szefowi Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego bez ustanowienia zewnętrznych mechanizmów kontrolnych, które nadzorowałyby działalność Agencji. ABW prowadzi wykaz zawierający informacje o osobach podejrzewanych o działalność terrorystyczną. Ponadto decyzje dotyczące czynności operacyjno-rozpoznawczych związanych z tymi osobami pozostawiono w wyłącznej kompetencji ABW w konsultacji jedynie z Ministrem Koordynatorem Służb Specjalnych, Mariuszem Kamińskim. Większość tego rodzaju czynności przeprowadzanych jest wyłącznie w sposób niejawny, co znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia przypadków nadużywania władzy.

Skąd wiadomo, że nie działają one w interesie obywatelki i obywatelek?

Bo tworzą niebezpieczny grunt. Ustawa wprowadza bardzo szerokie pojęcie „incydentów o charakterze terrorystycznym”. Uzupełniające ustawę rozporządzenie jako zdarzenia o „charakterze terrorystycznym” wymienia m.in. kontakt obywatela RP z osobą, co do której istnieje „obawa” co do możliwości prowadzenia działalności terrorystycznej, czy wręcz utratę dokumentów tożsamości przez obywatela Rzeczypospolitej Polskiej przebywającego za granicą.

Ameer Alkhawlany: Dzień, w którym zostałem aresztowany

Ponadto przepisy tworzą bardzo ostry podział na obywateli i cudzoziemców, którzy na przykład bez zgody sądu mogą niejawnie być poddawani inwigilacji przez okres trzech miesięcy. Poza naruszeniem przysługującego im prawa do prywatności i domniemania niewinności takie rozróżnienie jest bezpodstawne i dyskryminujące.

Skoro jest tak źle, to czy list do Komisji Europejskiej z żądaniem uruchomienia Artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej ma charakter rozpaczliwego wołania o pomoc z kraju popadającego w rządy niedemokratyczne?

Krzysztof Śmiszek: List jest instrumentem, którego używa się w dialogu między społeczeństwem obywatelskim a instytucjami krajowymi czy międzynarodowymi. Można używać różnych narzędzi – niektórzy wychodzą na ulicę, inni piszą ekspertyzy, a są tacy, którzy piszą listy otwarte do instytucji. Komisja Europejska nie jest sama w sobie władna nałożyć jakiekolwiek sankcje na państwo członkowskie. Ona jest naszym interlokutorem, który może porozmawiać z Radą Europejską i zaalarmować ją, że w naszym kraju dzieje się coś nie tak. Ma nam to pomóc wrócić na drogę wyznaczoną przez traktaty i konstytucję.

Draginja Nadażdin: Mamy do czynienia z sytuacją historyczną. Komisja Europejska pierwszy raz uruchomiła procedurę, która pozwala na ocenę praworządności w danym kraju. Artykuł 7 Traktatu nie jest po to, żeby ukarać Polskę. Ma ochronić Unię przed sytuacją, w której poszczególne państwa przekreślają wartości tworzące państwo prawa zapisane w Artykule 2 Traktatu o Unii Europejskiej: „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne państwom członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”.

Co dokładnie mówi Artykuł 7 Traktatu, którego konsekwencje grożą Polsce?

Danuta Przywara: Jest mechanizmem zabezpieczającym trwałość Unii jako wspólnoty państw przestrzegających określone wartości. Zastosowanie Artykułu 7 jest możliwe, kiedy stwierdzi się wysokie ryzyko poważnego zagrożenia dla wartości określonych w Artykule 2, który cytuje wyżej Draginja. A obecny rząd polski łamie właśnie ten katalog unijnych wartości, których przestrzeganie stanowi mechanizm zabezpieczający Wspólnotę przed zdegenerowaniem.

Przywara: To, co w tej chwili robią nasze władze, to próba zmiany reguł zawartych w konstytucji:

 

Draginja Nadażdin: W ocenie Amnesty sytuacja praw człowieka w Polsce nie jest przez PiS naprawiana. Podjęte przez polski rząd działania idą w kierunku rozmontowywania kolejnych bezpieczników. Tworzy się państwo, które, niestety, przestaje być państwem prawa.

Co Komisja Europejska może zrobić z waszym listem?

Danuta Przywara: Przez ostatni rok Komisja Europejska bardzo pracowicie formułowała dla Polski zalecenia, przeprowadzała badania, wysłuchiwała przedstawicieli różnych instytucji oraz organizacji i dawała nam kolejne terminy na realizację swoich rekomendacji. Polski rząd to zignorował, a procedura badania praworządności już się wyczerpała. Zgadzam się z Draginją – jesteśmy w sytuacji precedensowej.

Draginja Nadażdin: Komisja wyczerpała już wszystkie mechanizmy i w grudniu dała dodatkowy czas polskiemu rządowi na ustosunkowanie się. Po czym okazało się, że rządzący nie zamierzają rozwiązać kryzysu i po zakończeniu kadencji prezesa Trybunału dokonują kolejnych kroków w przeciwną stronę, wprowadzając „sędzię pełniącego rolę przewodniczącego” i pomijając dotychczasowego wiceprezesa, który powinien przejąć rolę przewodniczącego do nowych wyborów. W tym momencie Komisja powinna podjąć decyzję, czy jej zdaniem sytuacja w Polsce jest na tyle poważna, by przekazać Radzie Europejskiej wniosek o to, by kraje członkowskie skorzystały z Artykułu 7 i głosowały nad tym, czy można stwierdzić wyraźne ryzyko poważnego naruszenia wartości zawartych w Artykule 2. Do tego potrzebne są cztery piąte głosów (czyli obecnie 22 państwa muszą zagłosować za) i zgoda Parlamentu Europejskiego. Żeby ograniczyć prawa członkowskie, konieczna jest jednomyślna ocena ze strony wszystkich krajów członkowskich, że w danym kraju dochodzi do poważnego i ciągłego naruszenia demokratycznych wartości.

Danuta Przywara: Oczywiście to wszystko nie dzieje się od razu. Artykuł 7 przewiduje etapy dyskusji, dialogu i wydawania opinii. Wreszcie na koniec tego procesu daje możliwość, a nie konieczność zastosowania sankcji, z których najostrzejszą jest pozbawienie prawa głosu w Radzie Europejskiej.

Krzysztof Śmiszek: Komisja powinna teraz pokazać, czy prawo to rzeczywiście obowiązuje i czy potrafi stanąć w obronie wartości, na których opiera się funkcjonowanie Unii Europejskiej. Albo jesteśmy wspólnotą, albo przymykamy oko na Viktora Orbana, Jarosława Kaczyńskiego czy Marine Le Pen.

Prawica nazwie was za to donosicielami na własne państwo.

Krzysztof Śmiszek: To jest zła i bardzo szkodliwa retoryka. Naruszanie praworządności przez państwo to poważny temat. Oczywiście, można się z listem nie zgadzać i przedstawić kontrargumenty. Pod listem podpisało się prawie 80 organizacji regionalnych i europejskich m.in. Amnesty International, FIDH, Human Rights Watch, Open Society European Policy Institute i Reporterzy bez Granic. Jednak wydaje mi się, że skoro tak wiele instytucji jak m.in. Komisja Europejska, Komisja Wenecka, Komisarz Praw Człowieka Rady Europy, Komitet Praw Człowieka ONZ pokazują, że w naszym kraju jest źle, to może warto się zastanowić?

Śmiszek: List do KE był inicjatywą pięciu największych organizacji prawno-człowieczych na świecie:

 

Danuta Przywara: Te instytucje chcą nam pomóc. Dbają o to, by prawa i wolności człowieka oraz standardy międzynarodowe w każdym z ich krajów członkowskich były przestrzegane. One pozwalają jednostce bronić się przed opresją własnej władzy. Podpisujemy wiele listów w obronie  przestrzegania wartości, ale także praw czy wolności poszczególnych obywateli m.in. Węgier, Rosji, Białorusi, Azerbejdżanu. To nasza normalna aktywność. Ostrzegamy, alarmujemy, monitujemy. Polska przez lata była przykładem, że nie tylko warto, ale także można wyjść z systemu totalitarnego, zbudować demokrację i wmontować w nią mechanizmy zabezpieczające demokratyczne państwo prawa. Przez lata Polska wspierała takie dążenia u swoich sąsiadów. Żal, że teraz coraz częściej to my stanowimy przedmiot troski demokratycznego świata.

Maria Ejchart-Dubois, Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy: Ani Komisja, ani organizacje pozarządowe nie działają przeciwko Polsce. Nie chcemy naruszać suwerenności i uderzać w podstawy prawa. Stajemy w roli rzecznika i pomocnika, nie donosiciela. W Polsce jest zagrożona demokracja i wartości, na rzecz których pracujemy od wielu lat. Działamy w interesie naszego kraju, bo to nasz obowiązek.

Od wielu lat obserwuję, co dzieje się poza granicami Polski. W państwach demokratycznych władze dobrze wiedzą, że trzeci sektor jest ich sojusznikiem, a nie wrogiem, w działaniach na rzecz przestrzegania praw i wolności człowieka. Zdają sobie sprawę, że nawet jeśli ktoś je krytykuje, to warto go posłuchać, bo jego działanie to rodzaj wczesnego ostrzegania przed groźnymi zjawiskami, pozwalające włączyć wcześniej system naprawczy. Im bardziej władza zmierza w stronę autorytaryzmu, tym bardziej przejawia niechęć wobec słów krytyki. I tak na Węgrzech, w Azerbejdżanie czy w Rosji przyjmuje się ustawy skierowane przeciwko organizacjom pozarządowym.

Ejchart: Nie było jeszcze w naszej historii po ‘89 roku takiego ataku na prawa człowieka:

 

Draginja Nadażdin: Wszelkiego rodzaju działania władz powinny być transparentne. Zadaniem organizacji pozarządowych jest ocena, jak to funkcjonuje w praktyce. Nie damy się uciszyć i zastraszyć oskarżeniem, że donosimy – krytykujemy sytuację, która wymaga krytyki. W przypadku gdy rząd innego kraju atakuje u siebie organizacje i ruchy społeczne, stajemy w ich obronie. Atak na organizacje pozarządowe na Węgrzech czy w Rosji pokazuje, że władza widzi niebezpieczeństwo w każdej formie aktywności obywatelskiej i zrzeszania się.

Czy jest nadzieja na to, że zastosowanie Artykułu 7 rzeczywiście jest w stanie ochronić łamane wartości i prawa człowieka w Polsce?

Krzysztof Śmiszek: Mamy jeszcze sędziów, którzy nie kierują się kalkulacjami politycznymi, ale przepisami prawa. Traktat będzie działał jako straszak, dopóki dostajemy pieniądze z Unii. Jeśli ciągle będziemy dostawać ich więcej niż wpłacać, to wierzę, że nasze władze się podporządkują. Niestety w 2020 roku to się może skończyć wraz z nową perspektywą finansową UE.

Danuta Przywara: Czy projekt, którym jest Unia Europejska, przetrwa, okaże się w najbliższych latach. Te wartości, o których dzisiaj od początku naszej rozmowy mówimy, zagwarantowały nam kilkadziesiąt lat pokoju. Boję się, co się może wydarzyć, gdy je zlekceważymy, a wspólnota upadnie.

A czy jest szansa na odbudowę praworządności po rządach PiS-u?

Krzysztof Śmiszek: Jeśli odpuścimy i nie będziemy podtrzymywać debaty o prawach człowieka, to nikt inny za nas tego nie zrobi – ani państwo, ani żadna kolejna władza.

Danuta Przywara: Może nas wesprzeć społeczność międzynarodowa, ale tylko od nas, tu, w kraju, zależy, czy zawalczymy o odwrócenie niebezpiecznych dla praw i wolności człowieka tendencji, czy nie.

Bio

Natalia Sawka

| Dziennikarka

Dziennikarka i aktywistka. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Przez dwa lata pracowała we wrocławskim oddziale “Gazety Wyborczej”. Dla Polityki Insight przygotowywała codzienny przegląd prasy politycznej. Od maja 2017 roku pisze o polskiej polityce, redaguje i szuka danych dla sonar.wyborcza.pl. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim.

Marcin Chałupka

| Redaktor działu Narkopolityka

Absolwent filozofii oraz dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego. Absolwent kursu “Evidence-based Drug Policy” w Polskiej Akademii Nauk. Od 2009 do 2012 koordynował projekty Świetlicy Krytyki Politycznej w Trójmieście. Od 2013 w warszawskiej siedzibie Krytyki Politycznej współprowadzi projekt “East Drug Story”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Wreszcie doczekaliśmy cudnych czasów dobrej zmiany. Wszystko zaorać i posiać od nowa. Tak jest koncepcja. Nie wiadomo komu to ma służyć.
Mówią : Putinowi, Żydom, czarnej zrazie ?!
A ja myślę, że wreszcie ta styropianowa swołocz, służąca za pieniądze wszystkim kto płacił, dopięła swego.

I okazało się, że jesteśmy bezbronni i bezsilni wobec bezprawia, nepotyzmu, korupcji, niekompetencji, dyktatury PiS.

dokładnie - pisiaty jeden z drugim czuje się zagrożony. czas was odsunąć od koryta 🙂

PiS nie ma mandatu demokratycznego do zmiany systemu bo głosowało na niego tylko 18% uprawnionych? A jaki procent obywateli ustanowił ten porządek?!! Największy udział w otrzymanych głosach osób uprawnionych miały Komitety Obywatelskie Solidarność w wyborach do Senatu w 1989 r. Z jakim programem szły do wyborów? Neoliberalnym? Nie, z egalitarnym programem "Samorządna Rzeczpospolita" obejmującym m.in. także samorząd pracowniczy. Ale "ktoś" zmienił wodę w akwarium, bo od 1991 roku nie ma takich wyborów, w których większość obywateli opowiedziała się za innym programem/ustrojem państwa. Tak więc mandat PiSu do zmiany ustroju nie jest mniejszy, niż mandat którym dysponował ustrój III RP.

18% to fake statystyka albo głupota tej lewaczki Przywary. Coby liczyć procent poparcia tych, którzy byli uprawnienie ale nie poszli trzeba by wiedzieć na kogo by zagłosowali. Ta niedouczona baba zakłada, że 100% tych co nie poszli do głosowania było przeciwko PiS i oddało by głos na inną partię. Takie założenie jest oczywiście absurdalne.

wiesław wadowski

dobrze, że informujecie Europę o naszej sytuacji, ta jest groźna dla nas, ale i dla europejskiego spokoju