Kraj

Lubnauer: Lepszy kandydat wyparł gorszego

Ryszard Petru, Katarzyna Lubnauer

Długo narzekano na opozycję, że nic nie robi, że nie potrafi się samonaprawić. I kiedy Nowoczesna dokonała zmiany, część komentatorów poczuła się wyraźnie zagubiona. Wyborcy mogli zobaczyć, że jesteśmy ugrupowaniem liberalnym z ducha, gdzie normalne jest, że panuje konkurencja i że lepszy kandydat wypiera uznanego przez delegatów za gorszego.

Michał Sutowski: Gratuluję objęcia funkcji przewodniczącej partii Nowoczesna. Jest taki pogląd, że kobietę to się wybiera na szefową, jak już jest tragedia i trzeba po facetach posprzątać.

Katarzyna Lubnauer: Wtedy rzeczywiście się namaszcza kobietę, ale ja jestem pierwszą, która w normalnych wyborach, w parlamentarnej partii wygrała z mężczyzną wybory. Nie byłam kimś, kogo dawny szef wskazał jako następczynię. A swój sukces co więcej zawdzięczam strategicznemu sojuszowi z drugą kobietą, Kamilą Gasiuk-Pihowicz, naszą bohaterką walki o niezależne sądy.

Katarzyna Lubnauer
Katarzyna Lubnauer – przewodnicząca Nowoczesnej. Fot. Adrian Grycuk, cc, wikipedia

Faktycznie, to raczej „przewrót pałacowy” był.

Ja bym to nazwała demokracją. Okazało się, że Ryszard Petru stworzył ugrupowanie zdolne do samonaprawy. Pokazaliśmy, że można w sposób bezpieczny i demokratyczny, bez wielkich wstrząsów zmienić przywództwo i mam nadzieję, że znajdzie to odzwierciedlenie w sondażach i w poparciu społecznym.

Partie liderskie budowane wokół rozpoznawalnej postaci to dzisiaj częste zjawisko, a Petru niewątpliwie rozpoznawalny był. Czy poprzedni przewodniczący wyczerpał się jako lokomotywa wyborcza?

Uważam, że należy wykreślić grubą linię i założyć, że teraz będzie nowe otwarcie. Ryszard Petru oczywiście musi odnaleźć sobie miejsce w Nowoczesnej, ale to już od niego zależy – będziemy o tym rozmawiać po jego powrocie z kongresu ALDE, na którym Ryszard Petru będzie nas reprezentował, tak jak to było wcześniej ustalone. Jestem zwolenniczką ciągłości, tzn. uważam, że także przy „nowych otwarciach” ludzie muszą wiedzieć, że to jest wciąż ten sam projekt.

Czy kobiety przejęły Nowoczesną? Dotąd miałyście często lepsze notowania od szefa, ale złośliwi przypominali frazę jednej z was, że „w sprawach gospodarczych ufa Ryszardowi”…

To raczej nie moje słowa, ale jest dla mnie oczywiste, że jeżeli Ryszard Petru miałby się gdzieś w partii odnaleźć, to również w tematach gospodarczych, choć u nas jest wielu specjalistów od gospodarki, dlatego Ryszard nie reprezentował nas w sejmowej komisji gospodarczej. Zresztą, mówi się o nas, że Nowoczesna jest kobietą, bo i dziewczyny stały się rozpoznawalną marką, ale mamy też świetnych panów: Mirosław Suchoń to najaktywniejszy poseł w Sejmie z ponad trzystoma wypowiedziami sejmowymi na koncie, goni go Jerzy Meysztowicz. Mamy Marka Sowę, specjalistę od spraw samorządowych, no i sekretarza generalnego Adama Szłapkę, rozpoznawalnego medialnie, zajmującego się bezpieczeństwem, który też zapracował na to, że mamy struktury w całej Polsce.

Scheuring-Wielgus: Nikt nas nie zachęcał do uczestnictwa w polityce

Niemniej pani zwycięstwo było możliwe dzięki sojuszowi z Kamilą Gasiuk-Pihowicz.

To prawda, ale już np. Joanna Scheuring-Wielgus, wyrazista przecież kobieta Nowoczesnej, popierała w głosowaniu Ryszarda Petru. Czyli płeć nie determinowała wyborów.

Wierzę, że partia znajdzie jakichś ekspertów gospodarczych innych niż Ryszard Petru, ale ponoć na gospodarce w skali mikro, czyli na zbieraniu pieniędzy, to on jednak znał się jak mało kto. A u was ponoć pustki w kasie…

Bankierzy z Nowoczesnej nie umieją robić przelewów

Środki partia może pozyskiwać wtedy, kiedy cieszy się zaufaniem społecznym i kiedy wyborcy uważają, że jest potrzebna na scenie politycznej. Rozpoczęliśmy już pierwszą akcję crowdfundingową, która przyniosła dużo lepsze rezultaty niż np. poprzednia organizowana za czasów poprzedniego przewodniczącego. Jeśli wzmocnimy się w sondażach, to i łatwiej będzie zdobywać pieniądze.

A kto ma być tym wyborcą i podbić wam słupki? Jak broniliście w Sejmie konstytucji i ludzie uwierzyli, że będziecie taką młodą PO, niezdeprawowaną rządzeniem, to mieliście 20 procent. Teraz jesteście niewiele powyżej progu…

Mamy wciąż dużo świeżości i dużo zapału, stać nas na odważne deklaracje i pomysły, a 95 procent naszych członków nie była wcześniej związana z polityką partyjną. I dlatego mają zupełnie inne podejście do życia publicznego.

To znaczy?

Moje zwycięstwo było dość niespodziewane, nieprzewidywalne, bo u nas nie ma frakcji skupionych wokół poszczególnych polityków; wielu członków partii dopiero na konwencji podjęło decyzję o tym, co ich zdaniem będzie dla Nowoczesnej najlepsze. A wielu z tych, którzy nie zagłosowali na moją kandydaturę, też biło mi brawo. Moi zwolennicy wsparliby Ryszarda, gdyby wygrał. Bo to demokracja właśnie.

Ja rozumiem, ale czy dla wyborcy to naprawdę takie ważne?

Wiemy, choćby z niedawnego sondażu oko.press, jak bardzo nasi wyborcy oczekiwali zmiany. Długo narzekano na opozycję, że nic nie robi, że nie potrafi się samonaprawić, że liderzy są nieprzekonywujący, ale nie wykonuje się żadnych ruchów. I kiedy Nowoczesna tej zmiany dokonała, część komentatorów poczuła się wyraźnie zagubiona, jakby nie wiedzieli, jak się do tego odnieść. Wyborcy mogli za to zobaczyć, że jesteśmy ugrupowaniem liberalnym z ducha, gdzie normalne jest, że panuje konkurencja i że lepszy kandydat wypiera uznanego przez delegatów za gorszego.

Sutowski: Petru pisze plan liberalnego populizmu

No to porozmawiajmy o tym duchu. PO z konsekwentnie liberalnego programu z czasem rezygnowała, z powodu oportunizmu wyborczego. Na stricte liberalną partię chyba nie zagłosuje zbyt wielu Polaków?

Wyrazistość nie jest wadą. W odróżnieniu do PO, na bardzo wiele pytań PO potrafimy jednoznacznie odpowiedzieć.

Na przykład?

Co z Rodziną 500+? PO kluczy w tej sprawie, a my odpowiadamy: program Aktywna Rodzina, czyli 250 złotych na każde dziecko do 18. roku życia w postaci ulgi podatkowej, także dla samo zatrudnionych czy rolników. A jak ktoś zarabia za mało, może otrzymać coś w rodzaju podatku negatywnego, tzn. zwracamy kwotę, jak przy innych ulgach rodzinnych. To jest oferta dla aktywnych zawodowo, bo naszym zdaniem ci nieaktywni ze swojej winy powinni korzystać raczej z pomocy społecznej, a nie programów polityki rodzinnej. Nasz program objąłby ok 97% dzieci, a obecny obejmuje tylko 57%.

Większość Polaków popiera Rodzinę 500+. Badacze dyskursu publicznego twierdzą, że opozycja powinna raczej „neutralizować” ten program jako temat: uznawać, że sprawa jest oczywista, że nikt go ludziom nie zabierze i że w ogóle nie ma o czym mówić.

Ale bardzo wielu naszych wyborców uważa, że 500+ w obecnej postaci jest dysfunkcyjne, bo np. ktoś dostaje do ręki więcej pieniędzy z Rodziny 500+ i innych form pomocy społecznej niż zarabia wypłacający je urzędnik, czy inne osoby pracujące.

To może trzeba płace podnieść?

Program odseparowano od innych form pomocy społecznej i nie wlicza się do dochodu…

Żeby najbiedniejsi przez ten transfer nie wyszli na zero.

Ale to uczy kolejne pokolenia, że można żyć nie pracując… dezaktywizuje kobiety…

Statystyki tego nie pokazują.

My rozmawiamy z przedsiębiorcami i oni mówią jednoznacznie, że kobiety rezygnują z pracy argumentując możliwością korzystania z zasiłku. W statystykach może to być niewidoczne, bo spadło nam bezrobocie, w związku z tym ilość aktywnych kobiet wzrosła…

Bezrobocie spada głównie przez demografię – więcej starszych odchodzi na emeryturę niż młodych wchodzi na rynek pracy, a nie przez to, że koniunktura pozwala zatrudnić masy innych kobiet.

Część kobiet może łatwiej znaleźć pracę, ale to wcale nie znaczy, że część nie rezygnuje…

No dobrze, ale nawet jak ktoś rezygnuje z powodu 500+, to znaczy, że przedsiębiorcy strasznie mało płacą.

Różnie to bywa, czasem ludzie proszą, żeby pracodawca wypłacał mniej albo pod stołem, żeby nie wejść w próg dochodowy. Pamiętajmy, że niepracująca kobieta oprócz 500+ często liczy na inne zasiłki z pomocy społecznej. My uważamy takie zjawiska za patologiczne i nasi wyborcy też. Chcemy być ikoną klasy średniej i osób do niej aspirujących, aktywnych. Wszystkich tych, których obraża teza, że sukces naszej transformacji to zasługa państwa, a nie zasługa indywidualnego wysiłku wszystkich aktywnych Polaków. Wszystkich, których rażą kariery kolejnych Misiewiczów, których sowite zarobki podważają wartość realnych kompetencji.

Polityka? Bez klasy, bez sensu [rozmowa z Maciejem Gdulą]

Ale kto to dokładnie jest, ta klasa średnia?

W Polsce to wciąż niedookreślone pojęcie. W USA zakłada się, że to ludzie w pewnym konkretnym przedziale dochodowym; w Polsce można uznać, że kształtującą się klasą średnią są ludzie, którzy pracują, dorabiają się powoli, mają samochody, domy…

W Polsce to mają najczęściej z hipoteką, do tego raczej mieszkania.

Mieszkania też. Ja np. mam dom z hipoteką, a chyba się zaliczam do tej grupy. I nam chodzi o to, by ci wszyscy ludzie mieli swój głos w parlamencie. Oni i wyborcy, którzy do klasy średniej aspirują muszą mieć na kogo głosować.

Klasa średnia to chyba dość złożona grupa, o niekoniecznie jednolitym interesie.

Zgoda, nie mamy jej jasnej definicji, a do tego nasze dochody są wciąż dużo niższe niż na Zachodzie. Chętnie operuje się u nas średnią krajową, ale jak weźmiemy medianę zarobków, to wyjdzie nam, że połowa Polaków zarabia mniej niż 80 procent średniej krajowej.

Do tego dane GUS ściągane są z przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 pracowników, w mniejszych zarabia się gorzej, nie mówiąc o samozatrudnionych.

I dlatego też chcemy stanąć również po stronie tych zatrudnionych, którzy sami dla siebie są własnym biznesem. Generalnie uważamy, że trzeba premiować aktywność, przedsiębiorczość, a więc to, co buduje wzrost gospodarczy. I codzienny wysiłek każdego pracującego.

Ale wzrost i dobrobyt budują duże i średnie firmy, które dobrze płacą swoim pracownikom, a one się nie zaczynają od łóżka polowego ani garażu.

W Polsce ok 50% procent PKB tworzą małe i średnie przedsiębiorstwa.

A to chyba niedobrze?

Pewnie, że chcielibyśmy mieć większe firmy, mieć własne marki globalne, ale na razie mamy taką strukturę gospodarki, jaką mamy. I tą trzeba się zająć. PiS wprawdzie zapowiadał zmiany w polityce przemysłowej, ale co z tego, skoro dalej preferowane są zachodnie koncerny dostające środki na inwestycje w Polsce. W ten sposób wicepremier Morawiecki kontynuuje politykę, którą sam krytykował, czyli promowanie Polski jako montowni Europy.

A Nowoczesna jak chce to zmienić?

Po pierwsze, otwarcie mówimy, że jesteśmy zwolennikami niskich, prostych podatków, a przede wszystkim ich stabilizacji. To, na co najbardziej się w Polsce narzeka, to zmienność systemu prawnego i podatkowego rodzące niepewność w biznesie. PiS ten problem tylko pogłębił tworząc niestabilne otoczenie prawne i wzmagając arbitralność urzędów i prokuratury. A brak stabilności powoduje niskie inwestycje – jeśli odjąć te samorządowe, finansowane głównie ze środków unijnych, to mamy dziś w Polsce zero wzrostu inwestycji w stosunku do roku 2016, a względem 2015 notujemy istotny spadek. Pragnę podkreślić – nam zależy na stabilności, bezpieczeństwie i przejrzystości. Bez tego społeczeństwo zaczynie uciekać, jak już nie raz to w historii bywało, od tego, co dla nas wszystkich najważniejsze – wolności. Żeby tak się stało, nikt nie może czuć się wyłączony ze społeczeństwa, i to nie tylko ekonomicznie, ale przede wszystkim kulturowo. W przeciwnym razie będzie służył, jak to pokazał ostatni Marsz Niepodległości, przemocy i nietolerancji.

Gdula: Kibole to niższa klasa średnia, a nie wykluczony prosty lud

Co do stabilizacji i przewidywalności otoczenia prawnego to wszyscy się zgadzają. Ale już nie co do wysokości podatków: w Polsce one nie są bardzo wysokie, tylko niesprawiedliwe rozłożone.

Ależ zgoda, dlatego Nowoczesna proponuje zdecydowanie wyższą kwotę wolną niż ta, którą wprowadził PiS. Dziś ona obejmuje wąską grupę ludzi, dla studentów może ona ma znaczenie, ale już nie dla kogoś pracującego na etacie.

I tu też wszyscy się zgadzają, tylko pytanie brzmi – jak zbilansować utracone wpływy do budżetu?

VAT należałoby uprościć, bo wielość stawek VAT powoduje uznaniowe traktowanie przedsiębiorców przez urzędy, ułatwia też manipulacje…

Ale kto powinien płacić więcej podatków? Czym tę zwiększoną kwotę wolną uzupełnić?

Wyliczaliśmy przed wyborami, że przy stawkach 3×16 to się bilansuje, tzn. liniowych stawkach VAT, PIT i CIT. Dziś już nie da się wrócić do tego pomysłu, bo CIT dla najmniejszych spadł do 15 procent, ale co do pozostałych podatków – warto o tym rozmawiać. To jednak wymagać będzie aktualizacji, bo PiS rozdmuchał wydatki państwa i zwiększył zadłużenie.

A czemu podatek liniowy to ma być dobry pomysł?

Przy dużej kwocie wolnej w PIT uzyskujemy efektywną progresję. Najsłabiej zarabiający praktycznie nie płaciliby podatku.

Nowoczesna głęboko wierzy w wolny rynek

Ale już to całe „uproszczenie” VAT uderzy w najbiedniejszych, oni relatywnie najwięcej ze swoich dochodów wydają.

Z pewnością należałoby wprowadzić okresy przejściowe; przy takich stawkach powinniśmy być jednak w stanie zbilansować budżet. Pamiętajmy tylko o jednym – my o tym wszystkim mówiliśmy na wejściu, w 2015 roku, a w roku 2019 sytuacja będzie już skrajnie inna. Staniemy przed wielkim wyzwaniem – co zrobić z systemem emerytalnym, bo za sprawą obniżenia wieku emerytalnego i tak pękający w szwach system się rozsypał zupełnie, a koszty dopłat z budżetu rosną zastraszająco.

ZUS nie marnotrawi tych środków, ma bardzo niskie koszta administracyjne…

Nie twierdzę, że pieniądze giną w ZUS, tylko że wysokość składek i emerytur nie pozwala zbilansować systemu. Żyjemy coraz dłużej i coraz mniej ludzi pracuje na jednego niepracującego, a to znaczy, że bez podwyższenia wieku emerytalnego, ale też bez usunięcia przywilejów emerytalnych dla ludzi wchodzących do zawodu, nie da się tego spiąć.

PiS zniósł górny próg odprowadzania składek do ZUS. To powinno zwiększyć wpływy.

To bardzo krótkowzroczne posunięcie.

Zamożni dotychczas płacili mało, składka była de facto regresywna.

Może i płacili mało, ale odtąd w przyszłości trzeba im będzie wypłacić ogromne emerytury. PiS prowadzi więc politykę rabunkową, obliczoną wyłącznie na tu i teraz. W tej chwili pozyskają kilka miliardów złotych, które będą mogli dołożyć do dziury w funduszu ubezpieczeń społecznych, ale w ogóle nie liczą się z tym, że kolejne pokolenie będzie musiało wypłacić ludziom ogromne pieniądze. Nic tu nie jest policzone, PiS uważa, że skoro budżet dopnie się do 2019 roku, to jest OK, a potem choćby potop…

Mamy jednak niezły wzrost gospodarczy.

I co robi w tej sytuacji większość krajów? Zmniejsza deficyt budżetowy! Czyżbyśmy zapomnieli o kryzysie roku 2008-2009, po którym niektórzy się zorientowali, że ich mieszkanie często jest warte mniej niż wartość kredytu? Ponad to: to prawda mamy wzrost, ale pojawia się pytanie, jak on jest wykorzystywany? Czy jest używany do budowy lepiej zorganizowanego państwa? Ja mam duże wątpliwości. Powiem więcej – tren wzrost wykorzystywany jest po prostu źle.

Klasa średnia na kredyt

Niektórzy ludzie mają kłopoty za sprawą kredytów frankowych, to akurat pani poprzednika można by o to zapytać…

Ja sama mam kredyt we frankach szwajcarskich, zdecydowanie droższy niż w momencie zaciągania. Klasa średnia czuje się zagrożona takimi sytuacjami, a państwo powinno mieć do dyspozycji poduszkę bezpieczeństwa – musi gromadzić środki w czasach, gdy koniunktura jest dobra po to, by móc równoważyć straty w czasie kryzysu. A PiS w tym kontekście zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialnie.

PiS zwiększył ściągalność VAT-u.

Bez przesady, poza rzeczywiście udanym pakietem paliwowym reszta rozwiązań – jednolity plik kontrolny czy odwrócony VAT to przecież projekty poprzedniej ekipy, po prostu teraz weszły w życie. A ile ściągnięto naprawdę, dowiemy się po nowym roku. Jeśli jednak PiS trzyma się wersji, że ściąga podatki lepiej, to powinien te wpływy wykorzystać na poprawę jakości tych usług publicznych, z których korzystają wszyscy Polacy.

Na przykład?

Służba zdrowia to sfera, do której trzeba zdecydowanie dołożyć środków, oczywiście po uprzedniej reorganizacji i wykorzystaniu wszystkich rezerw, bo dziś to system, który i ma za mało, i do tego marnotrawi środki. A druga kwestia to oczywiście edukacja – liberałowie, wbrew temu, co się nam często zarzuca, stoją na stanowisku, że szkoła ma obowiązek wyrównywać szanse. A służy temu dobra edukacja publiczna, dostępna dla uczniów niezależnie od stanu majątkowego rodziców.

Chyba jednak nie wszyscy liberałowie, bo pomysł voucherów Miltona Friedmana raczej temu nie sprzyjał.

Nowoczesna nigdy nie proponowała czegoś podobnego – naszym priorytetem jest dobra edukacja publiczna w stylu fińskim.

O tym, jak Finowie reformowali swoje szkolnictwo… i dlaczego im się to udało

A czy Polacy powinni więcej zarabiać? Do tego przydają się silne związki zawodowe…

Mówi się o tym, że mamy w Polsce niski udział płac w PKB, ale przecież zarobków wielu ludzi nie wlicza w fundusz płac, np. samozatrudnionych.

Wielu z nich nie znalazło się na samozatrudnieniu z własnej woli.

Przede wszystkim potrzebujemy rzetelnej diagnozy, a w tym rządzie brakuje mi analiz związanych z rynkiem pracy; nie wiemy dobrze, jak naprawdę wygląda zatrudnienie na różne formy umów, a od czasów kryzysu, gdy poluzowano prawo pracy, niewiele się zmieniło.

Jak to? Podniesiono płacę minimalną, wprowadzono stawkę godzinową.

My uważamy jednak, że płaca minimalna powinna być dostosowana do regionu, tzn. do tamtejszych kosztów życia. Rozwarstwienie regionalne w Polsce jest pod tym względem duże. To spowodowałoby rozwój regionów o najwyższym obecnie bezrobociu.

To jeszcze zapytam o mieszkania – mówiliśmy o kredytach hipotecznych, ale może Nowoczesna mogłaby ulżyć klasie średniej oferując publiczny program budowy mieszkań?

Też uważam, że powinno być szereg mieszkań na wynajem – żeby młodzi byli w stanie się usamodzielniać, to sprzyjałoby też poprawie sytuacji demograficznej i oczywiście mobilności, z którą mamy wielki problem. W jednych regionach nie ma pracy, a np. w Polsce zachodniej brakuje pracowników, bo nie mają, gdzie mieszkać.

Ale to byłyby mieszkania publiczne na wynajem czy prywatne na wynajem?

Nie jesteśmy dogmatyczni: warto wspierać i TBS-y dofinansowywanie zakupu mieszkań dla młodych rodzin, ale też należy rozważyć ulgi na budowę komercyjnych mieszkań na wynajem. W każdym razie, ja nie wierzę w program Mieszkanie+, on jest księżycowy. Nie tylko nie będzie tych trzech – zgodnie z diagnozą zapotrzebowania – milionów mieszkań, ani nawet setek tysięcy. Co więcej, zaburzy to na tyle rynek mieszkań, że summa summarum może być ich nawet mniej niż teraz.

Mieszkalnictwo postawione na głowie

Czyli macie dość jednoznacznie liberalny program, z drobnymi korektami solidarnościowymi, jak w kwestii szkół. Ale taka partia bodaj raz przekroczyła w Polsce dwucyfrowy wynik, to była Unia Wolności w 1997 roku. Tak się chyba nie wygrywa u nas wyborów?

Mamy przede wszystkim program modernizacyjny, program mądrej zmiany. On rzeczywiście jest w wielu elementach liberalny, ale skupia się na tym, jak dobrze zorganizować państwo – bo i takie jest dziś oczekiwanie społeczne. Pamiętajmy też, że od lat 90. minęły dwie dekady, społeczeństwo się zmienia i dawne diagnozy mogą być zwyczajnie nieaktualne; partie liberalne we współczesnej Europie potrafią współrządzić, jak np. w Holandii.

U nas sondaże na razie tego nie wróżą. Z kim Nowoczesna mogłaby startować w koalicji?

Metoda d’Hondta premiuje jedno, szerokie porozumienie opozycji, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że trudno byłoby znaleźć dla różnych sił na jednej liście wspólny program. I dlatego zamiast szerokiej listy zjednoczonej opozycji będziemy dążyli do koalicji podmiotowej z zachowaniem tożsamości.

Opozycjo, chcesz wygrać z PiS? Podziel się na pół

A co to znaczy?

Możemy się różnicować ideowo w wielu dziedzinach, nie szukamy więc na siłę wspólnego programu z innymi partiami. Tworzymy za to blok, który będzie odpowiedzią na bandycką ordynację skrojoną na potrzeby jednego dużego ugrupowania – nie tylko ze względu na wielkość okręgów i system d’Hondta, ale też możność kształtowania okręgów przez komisarzy według zamówienia PiS.

Jedna lista z różnymi programami? Dziwne.

Wręcz odwrotnie. To bardzo proste. Wyborcy opozycji mogliby głosować na jedną listę z kandydatami różnych partii i zaznaczać swoich reprezentantów wedle przekonania. Nie poczują się oszukani i będą szukali na listach swoich reprezentantów. Do takiej koalicji partie chętniej przystąpią.

To chyba trochę skomplikowane. A koalicja z Platformą w Warszawie będzie?

To kwestia porozumienia, ale nie możemy abstrahować od oczekiwań warszawiaków, którzy chcą porozumienia. Tylko Polska to nie tylko Warszawa, dlatego porozumienie powinno byc jak najszersze I obejmować zarówno wszystkie duże miasta, jak I sejmiki wojewódzkie. Taki jest mój cel, stworzenie silnej opozycji, która będzie w stanie wygrywać wszystkie kolejne wybory.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej

Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Wywiad z liberałem czy konserwatystą (jak się jakiegoś znajdzie w Polsce) to zaleta i siła KP.
Liberalizm lepiej realizować tylko werbalnie, jako narracje dla ludzi, którzy kasę już mają, tylko jeszcze chcą usłyszeć jacy są zajebiści.
Ciężko pracujący ludzie mogą zarabiać płace minimalną albo te 3,5 tys brutto.
Niechęć N. do opodatkowania kapitału to poważne ograniczenie, przez co ich program zawsze będzie mniej sensowny.
Pewnych wyzwań przed Polską nawet liberałowie nie mogę ignorować.
Potrzeba urbanizacji, i to w sposób planowany, tak by Polacy się nie podusili.
Potrzeba więcej średnich przedsiębiorstw. Można to uzyskać poprzez spółdzielnie.
Potrzeba usług publicznych na "prowincji" tak by nie czuli się zapomniani (i wściekli) i byli w stanie dostosować się do nowoczesnej gospodarki.
Są obszary gdzie państwo jest potrzebne: mieszkania, bezpieczeństwo, transport, edukacja, zdrowie, ochrona środowiska.
Polska jest za biednym krajem, by stać nas było na dziadowskie państwo.
Trochę da się oszczędzić, na kościele, węglu, dziwnych komisjach PiSu, misiewiczach, pogłowiu polityków (po co nam tyle posłów, powiatów?)
Szansą/wyzwaniem jest jakość instytucji, tysiąc drobnych rzeczy, jak to by policjanci ćwiczyli akcje antyterrorystyczne a nie uganiali się po lesie za ekologami. Czy żeby kobiety nie były bite przez mężów.
Jeśli utrzymuje się kontakt z rzeczywistością, to trudno nie zostać lewakiem.

Tak naprawdę Polska jest skazana na neoliberalne rządzenie, bo państwo było, jest i będzie w tym kraju słabe. Alternatywa to jest to, co teraz czyli populistyczne rozdawnictwo aż do osiągnięcia poziomu zadłużenia jak w Grecji. Żeby realizować lewicowy program, należy mieć do dyspozycji sprawne instytucje, profesjonalną administrację no i solidarystycznie nastawione społeczeństwo, które by potrafiło politykom zaufać, że warto dzielić się w tym kraju dobrobytem. Tego wszystkiego nie ma i w najbliższych dekadach nie będzie.

Rozdawnictwo rządowe w ramach kraju i jego waluty nie pociąga budżetu na dno, tylko decyduje o podziale tortu. Grecja miała nieszczęście się zderzyć z pancerną dywizją EBC uzbrojoną w euro. I politycy u żłoba wymiękli.

Może i nie ma, ale nie oznacza to, że nie można próbować tego tworzyć. Zmieniać myślenie ludzi, zmieniać ich mentalność, budować mocną partię lewicową, to wszystko można i trzeba robić, a odnoszę ostatnio wrażenie, że panuje jakieś takie przekonanie, że trzeba lewicowe sztandary schować, przyłączyć się do liberałów, do centrum i zapomnieć o swoich wartościach.
A co do skazania na rządy neoliberalne. Moim zdaniem do koniecznie, bo teraz widzimy, że Polacy lubią też rządy autorytarne, prawicowo-konserwatywne.

Lewica lewicą, liberalizm liberalizmem, a seksizm seksizmem. Pod nowoczesnym sztandarem czy nie, trzeba się z kobiet wytłumaczyć. W rezultacie, po pytaniu "czy kobiety przejęły nowoczesną" trzeba wskazać silnych mężczyzn, którzy przecież się o kobiety zatroszczą. "Czy kobiety przejęły PiS"? Wszak pani Beata Szydło jest premierem; "Czy kobiety przejęły platformę?", wszak pani Ewa Kopacz też była premierem. Tak, Nowoczesną przejęły formalnie. "Na szczęście" wciąż troszczą się o nas mężczyźni.

Przepraszam, ale co na portalu lewicowym robi wywiad z osobą stojącą na czele partii skrajnie neoliberalnej? Mi wystarczyło jak wczoraj posłuchałem pani Lubnauer u Sroczyńskiego. Fakt, jest dużo lepsza od Petru i życzę powodzenia, ale to nie moja bajka i na pewno to nie bajka osób o lewicowych poglądach (chyba że to takie poglądy na niby) Dzięki wczorajszej audycji można się było przekonać, że drogi lewicy (nawet tej umiarkowanej, centro-lewicy jak Biedroń, Nowacka) nigdy się nie zetną jeśli idzie o gospodarkę (a przynajmniej nie powinny, bo jeśli to się stanie, to znaczy, że to żadna lewica nie była).
Tak więc nie rozumiem po co promować Nowoczesną i Lubnauer na stronach lewicowych, tym bardziej, że wiadomo że w Polsce nie patrzy się na poglądy i tak drugim wyborem dla wyborców Nowoczesnej jest Razem, a dla Razem jest to Nowoczesna. Widać to w dzisiejszym sondażu, Razem straciło, Nowoczesna zyskała. Tak więc taki wywiady można uznać za działanie na szkodę lewicy. A zresztą pierd.... to, przecież w zeszłym tygodniu Krytyka sama napisała, że lewica nie jest potrzebna i sztandary czas już schować, więc lećcie popierać i głosować na Nowoczesną czy na PONowczesną.

Czy to się komuś podoba czy nie, to nie będzie w realnej polskiej polityce najbliższych kilkunastu lat nikogo bardziej na lewo od p. Lubnauer, o ile w ogóle będą jeszcze wolne wybory i jakakolwiek polityka.

A gdyby jakimś cudem udało jej się zawalczyć o realne wyrównywanie szans przez edukację, to byłaby to największa dawka praktycznej lewicowości po 1989 r.
W przeciwieństwie do 500+, które w warunkach degresywnego systemu podatkowego nie jest jest żadną redystrybucją, tylko oscylatorem finansowym, w ramach którego państwo opiekuńcze kapituluje i zamiast świadczyć usługi publiczne, wypłaca żywą gotówkę (z przeznaczeniem na wolny rynek) do rąk tych samych ludzi, którym wcześniej wyjęło ją z kieszeni. Ale to taka dygresja.

Faktem jest, że Nowoczesna i Razem walczą, w znacznej mierze, o ten sam elektorat - liberalny światopoglądowo. Tyle, że p. Lubnauer próbuje rozbudzić w nim świadomość klasową przy pomocy języka dumy i aspiracji, a Razem przy pomocy języka biedy i przegrywu. Zgadujmy, kto ma większe szanse powodzenia w społeczeństwie, w którym każdy wypchnięty na samozatrudnienie kierowca czy budowlaniec czuje się przejściowo zubożałym Billem Gatesem.

Na dodatek przeczytałem dzisiaj wywiad z Rozenkiem o mobilizacji przez SLD elektoratu milicyjnego i ogólnie o ofercie wyborczej specjalnie dla seniorów. Czyli tej grupy, która nic od PiSu nie dostała (leki "za darmo" to ponury żart), a musi łożyć na rozpłód i wczesne emerytury, czy to w podatkach, czy w braku dostępu do opieki zdrowotnej. Tej grupy, po którą Razem nawet nie próbowało się schylić, żeby sobie nie ubrudzić rąk ubecją, PZPRem i Leszkiem Millerem.

Naprawdę żałuję, ale nie ma w Polsce, i długo jeszcze nie będzie, klimatu (elektoratu) dla ideowej lewicy. Dlatego warto wspierać ludzi takich jak Lubnauer, przeciw takim jak Kaczyński i Schetyna. Przynajmniej kobietom, gejom i imigrantom będzie nieco lżej.

"Faktem jest, że Nowoczesna i Razem walczą, w znacznej mierze, o ten sam elektorat - liberalny światopoglądowo. Tyle, że p. Lubnauer próbuje rozbudzić w nim świadomość klasową przy pomocy języka dumy i aspiracji, a Razem przy pomocy języka biedy i przegrywu. Zgadujmy, kto ma większe szanse powodzenia w społeczeństwie, w którym każdy wypchnięty na samozatrudnienie kierowca czy budowlaniec czuje się przejściowo zubożałym Billem Gatesem." Pis wygrał właśnie na tych zgorzkniałych, oszukanych, roszczeniowych i pragnących zemsty, więc tak bardzo nie przekreślałabym szansy partii Razem. A tak serio mam liberalne poglądy światopoglądowo, gospodarczo i widzę potrzebę opieki nad słabszymi w postaci silnych instytucji i mechanizmów, które ciągną wszystko w górę. A lewicowe podejście bogatym zabrać, aby dać biednym, chcemy czy nie ciągnie w dół. Thacher (pewnie nazwisko znienawidzone przez lewicę na równi z Balcerowiczem) pokazywała większe nierówności są mimo wszystko na poziomie wyższym, a socjalizm daje mniejsze na poziomie ...kolan powiedzmy (wizualnie się to pokazuje). Silne państwo, silne instytucje, działające mechanizmy są w stanie ciągnąć do góry bez karania większymi podatkami tych, którzy choć wychylili czubek nosa poza średnią krajową. A już na pewno nie zatrzymamy w kraju w ten sposób pielęgniarek i lekarzy. No chyba, że zamkniemy granicę.

Ciesze się, że znalazła się tutaj wypowiedź, pod którą mogę się śmiało podpisać. Na mnie bardzo duże wrażenie zrobiła audycja Lubnauer u Sroczyńskiego, którego sposób prowadzenia audycji po prostu szczerze nie znoszę. Rozumiem, że w pełni lewicowym jest ten, który wyznaje progresywne podatki i silne związki zawodowe. Nie przekonuje mnie - progresywne być muszą, bo tak jest na zachodzie. A jak nie muszą, to jakby to wyglądało? Dla mnie ogromną wartością jest jakiś niesamowity dystans i spokój Kaśki, który o sprawach praw kobiet, równościowych potrafi mówić właśnie w taki sposób, że nie antagonizuje, ale jest to tak normalne, jest to kwestią wyboru, światopoglądu. Z drugiej strony jedyny przekaz to walka o życie, walka o moralność, walka o dynie. To wzmożenie po stronie Razem i konserwatystów jest paskudne. Myślę, że ona sama jeszcze nie wie, ale moim zdaniem jest to polityk formatu jaki jeszcze się nam nie przytrafił. Mam nadzieję, że wytrwa, nie ulegnie szantażom kościoła i pisu. Że pochyli się w programie nad przebudową socjalu ze szczególnym uwzględnieniem niepełnosprawnych oraz opieką nad ludźmi starszymi, bo tego będziemy potrzebować coraz więcej. I jeżeli ten program uzupełni i mającą ręce i nogi stronę opiekuńczą poczynając od służby zdrowia, to jest to, aż nadto do zrobienia. Jestem zmęczona tym ciągłym wzmożeniem emocjonalnym. Ileż można się zadręczać? U niej znajduję normalność, zdecydowane, racjonalne poglądy i spokój.

ale.sobie.konto.wymyslilem

Jeśli wyborcy partii Razem po jednym wywiadzie odejdą w podskokach do neolibu to gratuluję poziomu elektoratu.

@Matts06

Siłą tego portalu jest możliwość przedstawienia racji innych stron a nie zamykanie się w kółku wzajemnej adoracji. Przynajmniej interlokutorka jest cywilizowana, rozsądna i skora do kompromisu jeśli argumenty "lewicowe" byłyby do pogodzenia z jej wizją świata (i wizją jej wyborców).
Zdecydowanie to lepsze niż barbarzyńcy z PIS z prokuratorem z PRL jako ogarkiem "nowej dobrej zmiany".

PS. Koncepcja Nowoczesnej z Petru u steru się wyczerpała więc zmiana była konieczna bo nie osiągniesz sukcesu mając do dyspozycji te same zasoby/aktywa. Pani Katarzynie życzę sukcesów bo partią ludową/masową Nowoczesna nigdy nie będzie (czyli pow. 20%) ale ma rację, że aspirujący do klasy średniej i sama klasa średnia powinna mieć swoją reprezentację poza ograną już (i nie potrafiąca się zmienić) PO.

Po prostu stajesz się rozsądniejszy gdy masz już coś, co można stracić. Populizm znajduje poklask tylko u tych, którzy już stracili lub jeszcze nie mają.

Czy lewica w Polsce ma się totalnie zamknąć na dialog, ba nawet wywiad i rozmowa z politykiem - powiedzmy nawet z drugiej strony to zdrada ? Uważam, że nawet gdyby redaktor Sutowski zrobił wywiad z Jarosławem Kaczyńskim to nie należałoby tego rozpatrywać w takich kategoriach.

Ja patrzę na ten wywiad w kategorii osłabiania lewicy i tyle, ale tak jak napisałem, coraz mniej się po KP spodziewam, bo już padła propozycja by lewica sztandary wyprowadziła. Odnośnie dialogu, tak jak napisałem, słuchałem wczorajszej audycji i jasno zdałem sobie sprawę, że tutaj nie będzie nigdy porozumienia, bo to nie jest kwestia czegoś gdzie da się do porozumienia dojść, Lubnauer, Nowoczesna, neoliberałowie wyznają po prostu kompletnie inne wartości i to się nigdy i nigdzie nie zejdzie, więc dialog wygląda z obu stron jak rzucanie grochem o ścianę i nie widzę w nim większego sensu. Mogę szanować panią Lubnauer, mogę akceptować, że wyznaje takie, a nie inne wartości, ale nie będę kłamał, że tu jakiś dialog jest możliwy, to jest strata czasu i tyle.
Lewica w Polsce jest cholernie słaba, wyborcy w Polscy nie mają poglądów, więc promowanie Nowoczesnej na portalu lewicowym odbieram właśnie jako dobijanie lewicy, wystarczająco dużo mamy gazet, tv i radia, które promują swoją wizję neoliberalną i takie partie jak PO i Nowoczesna, tak więc nie ma potrzeby by im jeszcze w tym pomagać. Bo odnośnie tego co padło w pierwszym komentarzu - tak, wielu wyborców Razem bardzo łatwo może przejść na Nowoczesną, tak samo jak w drugą stronę, dzieje się tak dlatego, że w Polsce poglądy głównie ograniczają się do światopoglądu, gdzie i Nowoczesna i Razem zajmują bardzo bliskie pozycje. Nie zdziwię się jak dzięki temu wywiadowi, paru "lewicowych" wyborców stwierdzi, że w sumie w porządku ta Lubnauer, więc poprę Nowoczesną. Ale... mnie już naprawdę zaczyna to coraz bardziej zwisać i powiewać, skoro nawet lewica zaczyna mówić o chowaniu sztandarów i zaraz zacznie popierać neoliberałów, to o czym tutaj w ogóle mówić. Niech to wszystko pierd.... raz a porządnie, więc niech PiS jeszcze porządzi parę lat, albo niech przyjdzie ta PONowoczesena (bo to się skończy tak samo) to może będzie szansa na jakieś zmiany.

@Matts06
Dyskutuje pan tak jakby była alternatywa i lewica mogła samodzielnie przejąć władzę i realizować swój wymarzony program, tak nie jest, co więcej tak nie będzie przez dającą się przewidzieć przyszłość, czyli najbliższe 6-10 lat. Z jednej strony Nowoczesna to neoliberałowie, z drugiej boi się pan przepływu wyborców z Partii Razem do Nowoczesnej, czyli uznajemy, że część ludzi nie ma tak dogmatycznych poglądów gospodarczych i politycznych ?
Wywiad to wywiad - nawet gdyby Krytyka Polityczna robiła wywiady z politykami PiS to nie znaczy, że taką ma linię programową, swoją drogą ta linia jest dla mnie totalnie nie czytelna, nigdzie nie widzę wyprowadzania sztandarów, czy próby przesunięcia lewicy do centrum, ba nawet sama debata w którą stronę iść i co związku z tym nie jest u otwarcie artykułowana, a chyba na nią najwyższy czas ?
Dla mnie droga Partii Razem to ślepa uliczka i to niezależnie od moich sympatii, antypatii, bo zdaje sobie sprawę z błędów, ograniczeń Nowoczesnej, czy tego, że filarem opozycji będzie niestety leniwa i głupia PO, która w dodatku za Chiny nie chce zmądrzeć.

Nie można naszych politycznych marzeń, oczekiwań nie odnosić do rzeczywistości za oknem, gdzie rządzi PiS i mamy taki, a nie inny układ sił na scenie politycznej, gdzie zjednoczenie opozycji jest jedyną drogą, która ma jakikolwiek sens i daje cień nadziei.

Ale ja się zgadzam z tym, że lewica ma małe szanse przez najbliższe lata, chodzi jednak o to, że ona nigdy się nie odbuduje jeśli będzie się ją cały czas osłabiać. Żeby się odbudować trzeba mieć najpierw ok.5%, potem 8-10%, a jak widać na dzień dzisiejszy poparcie stoi. Nie zgadzam się, że 6-10lat to jest przyszłość dająca się przewidzieć. To jest przyszłość gdzie można coś spekulować, ale w rzeczywistości zawsze może się coś wydarzyć, co wszystko wywróci do góry nogami. Tym bardziej że żyjemy w takich czasach, gdzie w każdej chwili może się coś wydarzyć i raczej nie należą one do zbytnio przewidywalnych.
O poglądach już pisałem. Tu nie chodzi o dogmatyzm, tu chodzi o to, że w Polsce w myśl tego co ładowano ludziom do głów, ludzie w większości się polityką nie interesują, więc nie znają się na gospodarcze itd. Decydują kwestie światopoglądowe, gdzie Razem i Nowoczesnej jest bardzo blisko. Wyraźnie też napisałem, że drugim wyborem sporej grupy wyborców Nowoczesnej nie jest PO, a jest nią Razem, co tylko potwierdza to co powiedziałem wcześniej i taki odpływ części elektoratu z N. jest możliwy do Razem. W Polsce mało jest ludzi jasno zadeklarowanych politycznie. U nas większość wyborców danych partii nie ma wcale takich poglądów jak dana partia, bo ich te poglądy nie interesują. Jest to paradoks, ale tak jest. Tzn. to nie znaczy, że oni mają jakieś inne poglądy niż partia na którą głosują, ale o tym nie wiedzą 🙂 Chodzi o to, że ludzie nie mają poglądów jako takich. Jak powie się komuś podatek liniowy albo progresja, to dla niego jest to czarna magia, więc nie widzi tutaj różnic miedzy Nowoczesną, a Razem, jest to dla niego nieistotne.
Co do linii, to niestety na Krytyce jasno już ją od jakiegoś czasu widać i jest to pójście w stronę liberałów. Czy czas na dyskusję? Szczerze mówiąc, to jak dla mnie nie widzę powodów do dyskusji. Można dyskutować czy tworzyć szeroki lewicowy blok, natomiast o przesuwaniu lewicy do centrum, czyli w gruncie rzeczy staniu się kolejną PO czy Nowoczesną to chyba mowy być nie może. Można by o tym dyskutować gdybyśmy mieli jakąś skrajną lewicę, na razie na lewicy mamy tylko jedno liczące się ugrupowanie, czyli bardzo umiarkowaną, socjaldemokratyczną Razem, może dojdzie do tego centro-lewicowa IP Nowackiej i według mnie takie dwa ugrupowania na lewicy wystarczą, mogłyby się świetnie uzupełniać.
Do Razem sam mam ogrom pretensji o pewne sprawy, co tutaj kilkakrotnie poruszałem w innych tematach. Natomiast jeśli idzie o szkielet programu to nie mam wątpliwości, że w większości jest to dobry kierunek, pytanie jest jednak czy obierają dobrą strategię by do tego celu dojść i tutaj mam już sporo wątpliwości.

Z ostatnim się nie zgadzam. Nie zagłosuję na żaden blok gdzie będzie PO i Nowoczesna. To se ne vrati. Dla mnie ta opcja sensu kompletnie nie ma, a nadziei nie daje na przyszłość żadnych. W każdym kolejnych wyborach głosuję na lewicę albo oddaję głos nieważny. Mam dość szantażu POPiSem. Osobiście oczekuję bloku lewicy Razem, Nowacka, Biedroń, Zieloni, jeśli te partie i osoby się nie dogadają, to będę miał do wszystkich cholerne pretensje. Największa odpowiedzialność spoczywa na Biedroniu, który powinien stać się na lewicy takim spoiwem, mediatorem, który stworzyłby taki blok i dał mu twarz, oraz ogromna odpowiedzialność jest na Razem, które ma okazję pokazać czy dorosło do polityki i jest w stanie wypracować taki kompromis by do takiej koalicji doszło.

Nie uciekniemy od sporu PIS - PO, czy nam się to podoba, czy nie - dziś jest to już spór PiS-u z całą opozycją - po za Kukizem -budowa bloku lewicy jest czymś co się nie dzieje, przez 2 lata Zandberg nie doprosił nikogo do Razem, niewiele zrobił w kierunku zjednoczenia małych i rozproszonych bytów na lewicy, a stosunki Razem z SLD są tragiczne.
Wydaje mi się, że jeśli dojdzie do zjednoczenia PO-Nowoczesnej, PSL-u i jakiś ruchów społecznych typu KOD, Obywatele RP - to szanse lewicy w wyborach będą nikłe, bo lewica nie daje cienia szansy na odsunięcie PiS-u od władzy.

Uważam, że ta część SLD-owska lewicy, czy raczej to co z niej zostało plus celebryci pójdą razem z PO i całą opozycją, bo pryncypialność Razem sprawia, że jest to środowisko ciężkie do budowy czegoś szerszego, koalicji, czy w ogóle uprawiania polityki w praktyce. Dla nich ludzie SLD to zdrajcy prawdziwej lewicy i ich ideałów, neoliberalni sprzedawczycy itd.

Nie da się wygrać jak się unika pewnej uczciwej analizy - program 500 plus jest sukcesem PiS-u i jakiekolwiek majstrowanie nie ma sensu, zaś próba budowy jakiegoś programu uzależnionego od dochodów, wyliczenia czegoś tam - to jego rozmywanie, od biedy można ten program uszczelnić dla marginesu społecznego, wprowadzić specjalne karty kredytowe - socjalne - za które nie można byłoby kupować alkoholu, papierosów, gdzie pracownik socjalny mógłby dokonać lustracji wydatków, ale to wszystko.
Dalej czy da się w Polsce odnieść sukces łącząc liberalizm gospodarczy z liberalizmem społecznym, a na płaszczyźnie międzynarodowej współpracując z ALDE, której twarzą jest Guy Verhofstadt - dla wyborców PiS-u ojciec ideowy dzielnicy Molenbeek ?
Nowoczesna zmarnowała 2 lata, wielką szansę gdy sondaże dawały momentami ponad 20 procent, do tego dochodzi fatalna sytuacja finansowa, która sprawia, że Schetyna ma dużo silniejszą pozycję we wszelkich negocjacjach na temat zjednoczenia opozycji.
Zarazem przy wszystkich tych wadach jest to dziś najlepsza partia, która rozpala w wyborcach opozycji promyk nadziei.

To samo kluczenie co u Schetyny i in. Byle tylko nie odpowiedzieć komu należy podnieść. Byle się nie określić, byle nie zniechęcić. Robimy program dla klasy średniej kimkolwiek ona by była. Plus kilka wyświechtanych już liberalnych zaklęć. Nawet gdybym był liberałem to wydaje mi się to mało przekonujące.

nowośmieszna

Cały ten wywiad pokazuje dobitnie, że guano bata nie ukręcisz.
A teraz coś z zupełnie innej beczki- kiedy wreszcie zaczniecie pisać prawdę?
Atakujecie PiS z pozycji wirtualnych, opierając się na wyssanych z palca podstawach. Wszyscy doskonale wiedzą, że nie chodzi o żadną praworządność, bo ta się ma dobrze, nie chodzi o żaden autorytaryzm, bo ten nam nie grozi, nie chodzi ani o faszyzm ani o nazizm ani o żadne brunatne odpały. To jest przecież wszystko dym którym okadzacie fandom.
I dlatego te wszystkie strzały spływają po PiSie jak woda po nomen omen kaczce.
Pytam więc po raz kolejny- kiedy wreszcie przestaniecie pieprzyć i zaczniecie atakować sedno tego, czym jest PiS?

Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi nigdy. Obydwie strony wolą poudawać spór a chodźi wszakże o miejsce przy korytku zwanym władzą.

czapki z głów

Doktorat z "Twierdzenia granicznego w teorii prawdopodobieństwa kwantowego" zawsze wzbudzi mój szacunek. Jeszcze ta pani przejdzie do Razem i pełnia szczęścia.

,,Różnie to bywa, czasem ludzie proszą, żeby pracodawca wypłacał mniej albo pod stołem" - tja już biegne do szefa co by obniżył z moich 2,2tys
Liberałowie nigdy nie przestaną być sobą. Gdy w 1817r brytyjski parlament obradował nad ograniczeniem czasu pracy dzieci do lat 7 do 10godzin dziennie obrońcy wolnosci gospodarczej protestowali domagając POSZANOWANIA PRAW tych dzieci ,,KTÓRE PRACUJĄ TYLE BO CHCĄ TYLE PRACOWAĆ".