Naomi Klein: Równość klasowa, płciowa i rasowa to koszmar populistycznej prawicy

Rozmawiamy z żarliwą krytyczką współczesnego kapitalizmu o tym, jak twardo walczyć o przyszłość lepszą niż ta, którą oferuje prawica.

GIUSEPPE CACCIA, Politicritique.org

Naomi Klein w rozmowie z Krytyką Polityczną i European Alternatives opowiadała o współczesnych strategiach oporu i o tym, jak budować przyszłość w tych mrocznych czasach.

Kanadyjska aktywistka, reporterka i pisarka, promowała w Europie przekłady swojej najnowszej książki No is Not Enough. Defeating the New Shock Politics. Wygłosiła gorąco przyjęte wystąpienie na konwencji Partii Pracy w Brighton, a następnie odwiedziła Holandię i Włochy. 9 listopada w Barcelonie dyskutowała z burmistrzynią Adą Colau o tym, jak stawić czoła polityce strachu i zamętu.

Giuseppe Caccia: Napisałaś tę książkę z myślą o czytelnikach w Ameryce Północnej, ale jej zaletą jest to, że umieszczasz zjawisko „trumpizmu” w szerszym, globalnym kontekście. Co łączy trumpizm z ekspansją prawicowego populizmu na świecie?

Trump to kulminacja epidemii obejmującej cały świat, ale każdy projekt polityczny wyrasta oczywiście w specyficznym kontekście danego kraju.

W Ameryce nie rozwiązaliśmy „kwestii rasowej”, nie uporaliśmy się ani z historią niewolnictwa, ani z dyskryminacją rasową, która trwa do dziś. Na tym podłożu wyrósł Trump. Jego zwycięstwo to także odbicie faktu, że po dwóch kadencjach pierwszego czarnego prezydenta amerykańskie społeczeństwo odrzuciło to doświadczenie. Ale nie wmawiajmy sobie, że Ameryka jest pod tym względem wyjątkowa. Na świecie nie brakuje takich Trumpów, chociaż każdy ma swoje lokalne uwarunkowania. We Francji blisko zdobycia władzy była Marine Le Pen, w Indiach rządzi Narendra Modi.

Modi. Jak szowinista został technokratą

Sukcesy tej nacjonalistycznej prawicy mają swoje źródło w powszechnym poczuciu utraty kontroli nad własnym życiem. Zwróć uwagę na slogan zwolenników Brexitu: „Take back control”, chcemy decydować o własnym państwie. Dodaj do tego prekaryjność, czyli niepewność jutra, jaką odczuwamy w każdej sferze życia. Żyjemy w czasach bezprecedensowego bogactwa, a jednocześnie coraz więcej ludzi jest ekonomicznie wykluczonych. Liderów nowej prawicy na całym świecie łączy to, że potrafią przechwycić to uzasadnione poczucie zagrożenia i wypaczyć jego sens, tak aby je wykorzystać do własnych celów. Mamy do czynienia z buntem światowej oligarchii przeciwko fundamentalnym zasadom równości. Równość ras, równość płci i równość społeczna to najwięksi wrogowie tej prawicy, która rośnie w zastraszającym tempie.

Naomi Klein: Zmiany klimatyczne zmiotą neoliberalny kapitalizm

Łączysz w książce dwie różne perspektywy. Pierwsza z nich, którą analizowałaś szczegółowo w Doktrynie szoku, pokazuje, jak władza wykorzystuje kryzysy do wprowadzania neoliberalnego porządku w gospodarce. Druga obejmuje większy horyzont czasowy, w którym tłumaczysz, jak doszło do tego, że ktoś taki jak Trump mógł przyjść praktycznie znikąd i zasiąść w Białym Domu. Czy możesz to wyjaśnić?

Wynik wyborów był dla nas wstrząsem, to jasne. Jeśli jednak poprzestaniemy na tym odczuciu, to znaczy, że będziemy tylko leczyć rany i rozgrzeszać się albo oczyszczać z odpowiedzialności, bo to przecież nie my stworzyliśmy tego potwora, nie wszyscy Amerykanie się do tego przyczynili. Prezydentura Trumpa przynosi nową odmianę taktyki szoku. To nie jest pojedynczy wstrząs, jak w przypadku huraganu Katrina, ale nieustanna seria wstrząsów, przychodzących jeden po drugim. To jest polityka ustawicznej destrukcji obliczona na to, że nas obezwładni, a jej celem jest redystrybucja majątku w górę, do najbogatszych. Systematyczne niszczenie zabezpieczeń społecznych, nawet najdrobniejszych zdobyczy w sferze publicznej służby zdrowia, demontaż i tak już kruchych mechanizmów regulacji rynków finansowych i tak dalej.

Żeby napisać tę książkę, musiałam na powrót zagłębić się w analizę marketingu i sposobów kreowania marek, o których pisałam wcześniej w No Logo. Trump skupia w sobie ich najgorsze cechy. Promuje swoją „supermarkę” przy użyciu form i języka rodem z telewizyjnego reality show. Z kolei wojna to echo wrestlingu amerykańskiego – nieustanny turniej inscenizowany na naszych oczach. Dlatego Trump jest tak groźny. Ale nawet najpotężniejsze supermarki mają swoje słabe punkty i mogą się rozsypać, gdy ktoś w taki punkt uderzy. Możemy i musimy znaleźć ten punkt u Trumpa.

Jak właściwie powinno się odpowiedzieć na tę ofensywę? Część europejskiej lewicy twierdzi, że należy sobie odpuścić współpracę z ruchami kobiet czy wsparcie dla imigrantów, zapomnieć o ekologii i prawach obywatelskich, a zająć się tylko obroną „białej klasy robotniczej”, aby ją wyrwać z objęć prawicowych populistów. Ty proponujesz coś przeciwnego. Czerpiesz inspirację z ogromnej różnorodności ruchów i walk społecznych, jakie poruszają umysły w Ameryce Północnej. Jaką alternatywę oferują te inicjatywy?

Społeczne resentymenty w wielkim stopniu przyczyniły się do zwycięstwa Trumpa, ale to przecież nic nowego. Bez przerwy i systematycznie napuszcza się białych robotników na czarnych, mężczyzn na kobiety, obywateli na migrantów. Bez tego nie zbudowano by tej korporacyjnej dystopii, w której dziś żyjemy. Zasada „dziel i rządź” to niezwykle skuteczna broń, która służy elitom do zwalczania prawdziwej demokracji. Pisarz i intelektualista Cornel West mówił, że „w życiu publicznym miłość przejawia się jako sprawiedliwość”. Wobec tego neoliberalizm to polityka znieczulicy: wcielenie zachłanności i obojętności na innych – jak sam Trump. Niezbędnym elementem tej polityki jest podsycanie nienawiści do najsłabszych.

Właśnie dlatego musimy przyjąć podejście „intersekcjonalne”, które stosuje dziś wiele ruchów w Ameryce. Oznacza to, że różne kwestie – rasa, płeć, nierówności dochodowe, imigracja, kryzys klimatyczny – przecinają się i nakładają się na siebie w obrębie doświadczenia życiowego każdego człowieka. To samo dzieje się w głębokich strukturach władzy. Musimy umieć pokazać, do czego służy polityka siania podziałów i nienawiści, a potem obalić tę politykę, zamiast się jej podporządkowywać.

Miley Cyrus nie wymyśliła twerkingu, czyli rzecz o Afrofeminizmie

Podkreślasz w książce dwie fundamentalne zasady, którymi twoim zdaniem powinna się kierować strategia lewicy. Co rozumiesz przez „obronę” i „opiekę”?

Co to znaczy być „obrońcą”, zrozumiałam w rezerwacie Standing Rock podczas protestów przeciwko budowie rurociągu, który zagraża rdzennej ludności. To znaczy: gdy środowisko naturalne i dobro wspólne są zagrożone, trzeba ich bronić, bo to im zawdzięczamy nasze życie. Musimy je chronić, bo one chronią nas. Musimy też opiekować się innymi ludźmi, bo bez takich wzajemnych relacji w ogóle nie będziemy mieć żadnej przyszłości. Ludzie widzą coraz wyraźniej, że wszystkie ich problemy są systemowe i powiązane ze sobą. Ale jeśli stawiamy opór, jeśli mówimy „nie”, musimy także zaproponować coś w zamian: wyartykułować przekonujące „tak”, czyli pozytywny program, który namacalnie poprawi jakość codziennego życia ludzi. Taki projekt trzeba oprzeć na poważnych koncepcjach, takich jak redystrybucja i reparacje.

Nowa generacja rentierów. Evgeny Morozov o cyfrowym kapitalizmie, danych i smart cities [WYWIAD]

Z kampanii prezydenckiej w 2016 roku wynikły dwie rzeczy. Jedną jest fenomen Donalda Trumpa. Ale wynikło z niej coś jeszcze – coś, co mnie przekonało, że idea wielkiej postępowej zmiany jest o wiele bardziej powszechna i cieszy się większym poparciem, niż przypuszczałam. Mówię naturalnie o kandydaturze Berniego Sandersa.

Berniści o Trumpie: Teraz mamy naprawdę przejebane

Musimy stworzyć wiarygodną opowieść, która pomieści wszystkie palące kwestie: rasę, imigrację, gender, pracę, zarobki i kryzys klimatyczny, i która przedstawi propozycję społecznej transformacji zdolnej wyprowadzić nas z kapitalizmu. Kampania Sandersa i wiele innych lewicowych inicjatyw, mimo wszystkich swoich ograniczeń i sprzeczności pokazują, że jest dziś przestrzeń do takiej właśnie transformacji.

Poczuj Berniego!

**
Tekst ukazał się PoliticalCritique.org. Z angielskiego przełożył Marek Jedliński.

Fot. Mathias Wasik, Flickr.com

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Mam nadzieje że polska lewica wyciągnie wnioski i dalej będzie walczyć o dobrobyt dla szarego człowieka z hasłami:
- Gender!!!!
- Uchodźcy!!!!
- Dyskryminacja!!!!
- Multikulturalizm!!!!
Tylko takie podejście jest gwarantem przyszłego sukcesu. Przecież mamy tyle przykładów na świecie wskazujących, iż tylko implementacja wyżej wymienionych postulatów przynosi spokój, pokój i dobrobyt!!!

Problem w tym, że to co w Polsce może mieć marginalne znaczenie, bo jesteśmy stosunkowo homogenicznym społeczeństwem, w różnorodnym USA jest sprawą pierwszej wagi. W USA te duże grupy mniejszości już są i to od stuleci. Więc chyba logiczne, że problematyka związana z nimi będzie dla amerykańskich lewicowców bardzo ważna?

To prawda. Np. cały Zachód. Natomiast kontrprzykłady...oh wait

Może czas na reaktywację pozytywizmu? Czas pokazać społeczeństwu, że "lewica" robi coś dla "zwykłego" człowieka? Nie wiem czy wiecie, bo może ze stołecznych kawiarni tego nie widać, ale większość Waszego potencjalnego elektoratu jest święcie przekonanych, że "lewicowiec":
- nie pracuje, utrzymuje się z zagranicznych dotacji;
- zajmuje się jedynie mniejszościami i uchodźcami;
- protestuje przeciwko 500+ i polityce prospołecznej rządu;
- nie ma rodziny, żyje w komunie i krytykuje "normalne" rodziny;
- nienawidzi państwa "policyjnego", ale głośno domaga się, aby policja "zamykała' wszystkich których posądza o "faszyzm, rasizm, itp.".
..... o czymś zapomniałem? Jak nie, to teraz pytanie, czy naprawdę tacy jesteście? 😉

"o czymś zapomniałem?"

O poliamorii. Obok sojowego latte to ulubiona rozrywka "lewicowców".

Z dużego miasta

Starożytni mieli takie przekleństwo: "Obyś żył w ciekawych czasach!". Nasze niewątpliwie do takich należą. Wydaje mi się, że musimy wszyscy, nieważne, czy z prawej, czy z lewej strony, czy ci ze środka, bacznie obserwować, co się dzieje. Bo ten system, w którym żyjemy, po prostu się sypie, tak samo jak 30-40 lat temu zaczęła się sypać komuna. Co będzie dalej? Na razie możemy tylko gdybać, a czas pokaże.

Dzięki staraniom Niemców oraz Rosjan żyjemy aktualnie w najbardziej homogenicznym etnicznie kraju w Europie. I powinniśmy zrobić wszystko, aby ten status zachować. Dzięki temu nie będzie powodu, aby u nas robić jakąkolwiek interwencje. Dodatkowo modernizacja sił zbrojnych oraz powszechny dostęp do broni palnej (może na poziomie Niemiec, gdzie 30% obywateli ma pozwolenie na broń) i mamy spokój na długie lata. Można nawet zacząć budować osiedla z myślą o bogatych obywatelach Francji, Szwecji i Niemiec, którzy wkrótce zaczną szukać nowych miejsc zamieszkania.

"Dzięki temu nie będzie powodu, aby u nas robić jakąkolwiek interwencje. "

ROTFL

"Można nawet zacząć budować osiedla z myślą o bogatych obywatelach Francji, Szwecji i Niemiec, którzy wkrótce zaczną szukać nowych miejsc zamieszkania."

ROTFL ROTFL ROTFL

To, że kraj jest jednorodny etnicznie nie przeszkadza wariatom na prawicy szukać wszędzie Żydów, Masonów, czy wieszać na razie portrety swoich politycznych przeciwników. Dwa dostęp do broni palnej to mit polskiej prawicy, Kukiza, który nie ma żadnych racjonalnych przesłanek - przestępczość w Polsce, ilość przestępstw z użyciem broni palnej jest u nas dużo niższa, niż w krajach, które rzekomo stawia się nam za wzór jak Szwajcaria. Nie ma większego przełożenia obronności do posiadania broni palnej, jak mniemam w Polsce byłaby to broń krótka, a nie automatyczna wzorem USA.

Jaki mit? Czy mitem jest, że jesteśmy najbardziej rozbrojonym narodem Europy. A nasza historia jest najlepszym dowodem, że Polacy nie mają się czego obawiać. Co do wielkości broni, to dużo łatwiej dostępna powinna być broń długa, którą trudniej ukryć.

W którym momencie przedmówcą twierdzi, że jesteśmy lub nie najbardziej rozbrojonym narodem Europy? Warto jednak czytać zanim się odpowie.
Broń długa? Do samoobrony? Rozumiem, że nie. Do walki ze specnazem? Wolne żarty. Więc jaki jest sens i cel?

Nie ma tu żadnego logicznego związku pomiędzy polityką obronną - armią, a posiadaniem broni palnej przez obywateli na użytek własny, do obrony przed przestępczością. Nawet gdyby w Polsce zliberalizować prawo do posiadania broni, to większość Polaków chciałaby posiadać poręczną broń krótką do obrony w domu, a nie karabin automatyczny, czy strzelbę.

Broń w rękach obywateli nie zniechęci raczej w żaden sposób zorganizowanej armii, natomiast bardzo przydaje się w sytuacjach kryzysowych, gdy państwo przestaje działać - tak było np. w Sarajewie, gdzie rodziny nie posiadające czegoś skutecznego do obrony padały ofiarą różnych zbirów rabujących ich dobytek.

Ale nie tylko rabusie - takie typy jak np. ci wieszający portrety europosłów w Katowicach, teraz na razie tylko sondują na ile sobie mogą pozwolić przy nie opierającej się temu władzy, ale w przypadku rozpadu kraju myślę, że tak "pokojowo" mogłoby to nie wyglądać.

Na pewno nie ma żadnego znacznie poziom rozpowszechnienia broni palnej (oraz umiejętności posługiwania się takową) w chwili gdy staramy się podbić jakieś tereny. Przecież nie ma różnicy czy wkraczam do małego miasteczka (30-50 tyś.) i uzbrojeni są tylko żołnierze i policjanci, czy też w co 5-10 domu znajduje się ktoś z bronią. Nie ma to żadnego znaczenia.

ale.sobie.konto.wymyslilem

@Konrad
No fakt, różnica jest. Trzeba na początku rozwalić dla przykładu kilka rodzin gdzie ktoś strzelił do najeźdźcy, a potem tylko od czasu do czasu dla przypomnienia. Generalicja agresora też się ucieszy - jak jej żołnierz zobaczy jak cywil zabija kolegę to nie będzie miał większych oporów przed profilaktycznym strzelaniem do cywili 'na wszelki wypadek'. I będzie szczerze nienawidził tych do których strzela. A morale w armii to ważna rzecz.

Ależ oczywiście, że ma trzeba pacyfikować ludność cywilną bo co 5-10 dom ktoś może do nas strzelać. ( Oczywiście nieudolnie bo gdzie się miał niby nauczyć w kraju gdzie nie ma strzelnic?)

Z dużego miasta

Drodzy, gdzie ja pisałam cokolwiek o składzie etnicznym Polski, broni itp.? Chodziło mi tylko o to, że po prostu czasy, w których żyjemy są ciekawe, bo żyjemy blisko końca pewnego paradygmatu. A jak to się skończy, nikt nie wie, dlatego po prostu trzeba śledzić otaczającą nas rzeczywistość. No, ale co ja tam wiem, prosta baba z kilku grup mniejszościowych (żeby było ciekawiej, tak, takie osoby jak ja istnieją i niekoniecznie opowiadają się za jakąkolwiek opcją polityczną czy religijną).

Utopia jest w istocie koszmarem - jeśli pomyślimy chwilę, to może i faktycznie przyjdzie nam do głowy hasło - o jaki wspaniały świat, natomiast jeśli poszperamy w myślach głębiej to robi się śmieszno i straszno. No i oczywiście kolejna rzecz - musimy stworzyć cudowną odpowiedź na wszystkie problemy- rozczaruje wszystkich, ale takiej nie ma, dwa co znaczy wyprowadzić nas z kapitalizmu - wprowadzić realny socjalizm ? Jakaś normalną drogą lewicy po epoce komunizmu i szaleństw ideologicznych, do których się dziś nikt nie przyznaje -
jest uznanie wolności gospodarczych za rzecz ważną.

Wolność gospodarcza bez odpowiedzialności jest gorsza niż zniewolenie. Jakoś po kryzysie z 2008 roku uświadczyłem się w przekonaniu, że elity finansowe i gospodarcze, postrzegają odpowiedzialność tylko jako element PR. I to taki z którego można zrezygnować, jeśli koszty są za duże. Oczywiście broniąc się, szermują hasłami ograniczenia wolności, a Ty ich popierasz. W imię czego? możliwości założenia niezbyt dochodowego interesu? samozatrudnienia na śmieciówce czy może wierzysz że już niedługo zostaniesz multimilionerem?

To, czy biznes będzie dochodowy, czy nie zależy od pana i tego co ma pan w głowie. Sukces jest oczywiście rzeczą stosunkowo rzadką, szczególnie ten w wymiarze multimilionera, a nie zgadzam się na kopanie wszystkich, którym się po 1989 roku udało, czy deprecjonowanie ich pracy. Dwa pamiętajmy, że kryzysy to rzecz normalna, one są, były i będą, bo człowiek nie jest Bogiem, lewica nie ma żadnej cudownej recepty, czego dowodzą kryzysy wielu krajów, upadek PRL-u, ostatnia jest choćby Wenezuela, gdzie zdaniem Noama Chomsky'ego było jeszcze za mało socjalizmu i stąd kryzys, porażka.
Odpowiedzialność polega na nie opowiadaniu bajek, czy pana zdaniem aktywność zawodowa, a jej szczytem jest własna firma, jest czymś złym ? Warto wyważyć pewne racje, żeby nie wychować pokolenia wiecznych malkontentów, który nic nie wychodzi, nic nie idzie, a nie widzą w tej żadnej własnej winy. Wiara w sukces nie gwarantuje sukcesu, może się udać, albo nie udać, ale zasadniczo biznes jest dla ludzi wierzących. Oczywiście jestem zdania, że niech Naomi Klein próbuje - niech pokaże coś realnie, a nie tylko piszę książki jaki to ten kapitalizm zły, bo jest to w którymś momencie, po kolejnym tytule jałowe. Potrzebna jest polityka na - tak.

Wiecie na czym polega intersekcjonalizm? Na dogłębnej fragmentaryzacji i zaszudladkowaniu całego społeczeństwa opierając się na cechach takich jak rasa, płeć i orientacja. Każdy postulat jednej z z grup, która reprezentuje mniejszość w danym przedziale jest ważniejsza od postulatów grupy przeciwnej, tak więc biała feministka może również być rasistką, jeśli w żaden wyjątkowy sposób nie podkreśli wstawiennictwa również za czarnymi kobietami. Biały gej też właściwie jest koniec końców tylko białym facetem, więc najpierw powinien słuchać i przystosowywać się do kolorowych transów, bo to oni (ze względu na wysoki intersekcjonalizm) są postrzegani za bardziej prześladowanych i opresjonowanych. Innymi słowy: hierarchiczny i rasowy system kast, służący do nadawania PRZYWILEJÓW najbardziej "innym" z pośród całego grona, gdzie (pewnie dostane za to hejt) zwykły biały mężczyzna, który być może ma dosyć przypisywania mu krzywdzących stereotypów uprzwilejowanego rasisty i ksenofoba jest w tej dyskusji ZEREM: https://www.youtube.com/watch?v=VNdZcegK1lQ

Wizja świata, gdzie kobiety oraz osoby kolorowe mogą mieć taką samą pozycję jak biały mężczyzna, musi przerażać. Niech wracają stare lata. Kobieta w kuchni i istniała dla męża i dzieci, a Murzyn znał swoje miejsce i nie pyskował białemu, ba, wręcz dziękował za rzucony kawałek arbuza. To był sprawiedliwy świat, nie to co dzisiaj, kiedy kobieta i Murzyn mają czelność się odzywać i wyrażać publicznie swą opinię!

"Musimy stworzyć wiarygodną opowieść, która pomieści wszystkie palące kwestie: rasę, imigrację, gender, pracę, zarobki i kryzys klimatyczny, i która przedstawi propozycję społecznej transformacji zdolnej wyprowadzić nas z kapitalizmu. "
:DDDDD
Szczególnie zabawna jest ta "wiarygodność" opowieści, która ma być zapewne sposobem na zaprowadzenie nas do Niekapitalistycznej Utopii...
Pod takimi hasłami z pewnością wyrwiecie masy populistom, Trumpom i innym faszystom...

A szczególnie "wiarygodna" w walce z kapitalizmem jest sama Klein. To tak, jakby pluskwy walczyły z ludźmi. Klein żyje wyłącznie z krytykowania kapitalizmu i trzeba jej przyznać, robi to perfekcyjnie 🙂
Krytyka kapitalizmu zapewnia jej na szczęście w kapitalistycznym świecie wysoki status społeczny i ekonomiczny.
I fajnie.
Ale wyborcy porwani/uwiedzeni/ogłupieni przez Trumpa/Kaczyńskiego/lePen raczej nie będą porwani opowie3ścią takiej osoby...

jak sie okazuje nie tylko skrajnej prawicy .. ale i niezwykle poprawnej politycznie lewicy .. w np osobie p Dymka wyzyskującego z upodobaniem "różne kwestie – jak rasa, płeć, nierówności dochodowe, imigracja, kryzys klimatyczny – przecinające się i nakładające się na siebie w obrębie doświadczenia życiowego każdego człowieka. " ....-bab -czyli bidnych dup - też 🙂 "Musimy stworzyć wiarygodną opowieść, która pomieści wszystkie palące kwestie: rasę, imigrację, gender, pracę, zarobki i kryzys klimatyczny, i która przedstawi propozycję społecznej transformacji zdolnej wyprowadzić nas z kapitalizmu. " .. szkoda czasu na tę twórczość - spieprzajcie :)))

Jako prawicowiec, jestem zaniepokojony celnością spostrzeżeń p. Klein.
Modlę się do Najświętszej Panienki, żeby polska lewica nie zastosowała ich w praktyce, bo wtedy polska prawica ma pozamiatane. Potęga ludzkiego umysłu jest jednak przerażającą rzeczą! 😮

Przestańcie na łapach KP kłamliwie demonizować kapitalizm!

Jest jakaś niedorzeczność - być może na poziomie antropogenezy - w praktykowanej szeroko wierze w nienaruszalność systemu światowej oligarchii. Epifania kapitalizmu spływa szerokim i ostrym światłem głównie na przedstawicieli tych klas społecznych, którzy służą jedynie kapitalistycznej machinie niesprawiedliwości. Oczywiście, że sprawiedliwie to nie znaczy po równo. Ale czy pionowa redystrybucja bogactwa, wypracowanego z zasobów indywidualnej i państwowej wiedzy, jest jedynym modelem integrującym rzeczywistość. Mit w sprawczość kapitału żyje niezależnie od form poznania przedmiotu kultu. Jak to jest - pytał filozof - że największą awersję do równości mają najniżej usytuowani? Jak to jest? Tak to jest, że bogacze potwierdzają ich przynależność do gatunku ludzkiego. A cóż to za gatunek, który ma wszystkiego i wszystkich po równo? Jak wtedy czuć się lepszym żeby nie być gorszym? Apoteoza własnego gatunku czyni z miliardów niewolników, aby stu mogło reprezentować ich nieprzemijające wartości. I chociaż działanie człowieka determinują dzisiaj wyłącznie instynkty masy, to powszechna sprawiedliwość napotyka opór materii.