Czytaj dalej

Kogo stać na hygge?

dekoracje-lampki

Czy ideologia czerpania radości z drobiazgów i celebrowania rodzinnej bliskości wytrzymuje starcie z pytaniami o klasy społeczne, różnice w dochodach i lęk przed światem zewnętrznym? Rozmowa z autorką książki „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”.

Być może łamy Krytyki Politycznej wydają się dziwnym miejscem na wywiad z Marie Tourell Søderberg, autorką bestsellerowej książki „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”. Chciałam jednak sprawdzić, czy ideologia czerpania radości z drobiazgów i celebrowania rodzinnej bliskości wytrzyma starcie z pytaniami o klasy społeczne, różnice w dochodach i lęk przed światem zewnętrznym. Czy hygge się obroniło? Sprawdźcie.

*
Olga Wróbel: Czym hygge różni sie od zwyczajnego „czasu wolnego”? Kiedy powiedziałam mojej mamie o twojej książce, stwierdziła że nie potrzebuje inspiracji, wskazówek ani dziwnych słów do tego, żeby siedzieć pod kocem z herbatą.

Marie Tourell Søderberg: Twoja mama ma rację – książki i inspiracje nie są konieczne. W Danii nie ma książek o hygge, to po prostu coś, co robimy, bez zastanawiania się. To uniwersalna potrzeba, bardzo ludzka, żeby wygodnie się ułożyć i cieszyć się prostymi rzeczami, jak filiżanka herbaty, dobre towarzystwo czy dźwięk deszczu uderzającego o dach.

Tymczasem w nowoczesnym świecie jesteśmy cały czas zajęci, ciągle coś robimy, a będąc w trakcie jednej czynności myślimy już o kolejnej i o tym, co wydarzy się za chwilę. Coraz trudniej jest usiąść i nie robić nic. W pewnym sensie książki o hygge, zen, uważności, które pojawiają się na rynku, przypominają nam o tym, co już sami wiemy. Ale, jak zauważają czytelnicy, których spotkałam w Polsce – naprawdę rzadko pamiętamy jak ważny jest odpoczynek, dlatego ta lektura ma ważną funkcję.

„Hygge” oznacza „wolny czas”. Ale „wolny czas” to pojemne określenie. W Danii mamy ponad 400 słów z elementem „hygge”, określających precyzyjnie, jaki rodzaj czasu mamy na myśli. Hygge-wieczór, Hygge-Gwiazdka, hygge-z-ciastem, piwne hygge, i tak dalej (w książce umieściłam słowniczek). Hygge jest zbliżone znaczeniowo do przytulności. Jest raczej wyciszone, a szalone tańce czy przejażdżki diabelskim młynem podpadają pod inną kategorię.

Czy jesteśmy tak słabi w sztuce relaksowania się że musimy podkradać sposoby innych narodów?

Podkradanie oznacza odbieranie czegoś innym. Nie mam wrażenia, że tak się dzieje, kiedy inne narody poznają hygge. To kwestia inspiracji odmiennym podejściem do codziennego życia.

Przez wiele lat inspiracja płynęła ze Wschodu – buddyzm, zen czy joga pokazywały nam, jak się relaksować. Na całym świecie, niezależnie od miejsca zamieszkania, próbujemy szukać szczęścia. Jeżeli dużo czasu poświęcamy pracy, hygge może stać się sposobem na pięciominutowy odpoczynek tam, gdzie normalnie nie zrobilibyśmy przerwy, ciągnąc dalej na wysokim poziomie stresu. Takie podejście nie jest równoznaczne z obijaniem się, wręcz przeciwnie. Jeżeli pamiętamy o przerwach, zyskujemy więcej energii i odświeżamy spojrzenie – dlatego Apple czy Google mają w swoich siedzibach wielkie sale ze stołami do ping-ponga czy Playstation. W ten sposób podnoszą kreatywność pracowników. Kreatywności nie da się wymusić. Hygge w pracy oznacza także stworzenie miłej atmosfery, docenianie koleżeństwa, filiżankę ulubionej herbaty na biurku, zamienienie pracy w przestrzeń, w której lubi się przebywać.

Fiala: Praca zabija nasze życie i związki

Rozmawiając z czytelnikami mojego książkowego bloga, zauważyłam, że większość z nich uważa hygge za przemijającą modę, ładne słowo, które pomaga sprzedawać poradniki i akcesoria, głównie koce i świeczki. Najpierw feng-shui, potem uważność, teraz hygge, na horyzoncie majaczy już lagom

To przykre, ale tak rzeczywiście może się wydawać. Tak działa świat – ludzie widzą, że na czymś da się zarobić i postarają się sprzedać ci rzeczy, które wydadzą ci się niezbędne. W swojej istocie hygge nie ma nic wspólnego z konsumpcjonizmem, opiera się na prostych wartościach: byciu razem, przyjaźni, rodzinie, czasie na cieszenie się tym, co kochasz. Polega na równowadze i postrzeganiu jako wartości samego czasu, a nie pieniędzy czy rzeczy, które możemy za nie kupić. Nie potrzebujemy akcesoriów, żeby zagłębić się w hygge, ono może rozwijać się bez nich. Z drugiej strony ładny kubek, koc, świeczka rzeczywiście pomagają stworzyć atmosferę, w której łatwiej się odprężyć. Ale to nie musi być kosztowne czy wiązać się z wysiłkiem. Hygge skupia się na tym, co mamy. Nie na tym, czego nam brakuje.

Czy myślisz, że hygge ma rację bytu poza Skandynawią? Piszesz, że jest bardzo mocno związane z rozwojem duńskiego państwa opiekuńczego i z jego ideałami.

Hygge skupia się na tym, co mamy. Nie na tym, czego nam brakuje.

Podczas pobytu w Polsce zauważyłam, że wiele osób myśli tak jak w twoim pytaniu: trawa jest zieleńsza po drugiej stronie. Ale w Danii także wielu ludzi zmaga się z poczuciem braku spełnienia. Możesz mieć dobrą pracę, solidne dochody i nadal być nieszczęśliwym. Więc to nie tylko kwestia kraju, ale także sprawa osobista: czy potrafimy odnaleźć w życiu szczęście? Czy szklanka jest do połowy pełna, czy w połowie pusta? Jeżeli chodzi o hygge, powiedziałabym, że trawa jest zieleńsza tam, gdzie dobrze się ją podlewa.

Owszem, hygge ma w Danii szansę rozkwitnąć, ponieważ zaspakajamy nasze podstawowe potrzeby, płacąc wysokie podatki – z nich finansowana jest edukacja, służba zdrowia i tak dalej. Ale hygge to coś naturalnego dla ludzi, nawet jeżeli nie są tak uprzywilejowani ekonomicznie jak Duńczycy. Myślę, że inne kraje też świetnie radzą sobie z hygge, tylko o tym nie wiedzą i nie potrzebują „naszego” słowa. Dla mnie hiszpańska sjesta jest hygge. Marokańska herbata pita w towarzystwie jest hygge. I polski czas spędzany z rodziną też. W Polsce doświadczyłam dużo hygge, głównie w towarzystwie innych ludzi. Spotkałam się z prawdziwą szczodrością i gościnnością. Niewiele osób pytało mnie o wystrój wnętrz czy inne błahostki, za to padło dużo głębokich pytań o szczęście płynące z drobiazgów.

Sekret modelu nordyckiego? „Rozmawiamy ze sobą”

Czytając twoją książkę, czułam się trochę jak przy przeglądaniu katalogu IKEA. Jest piękny, ale pokazywane w nim rozwiązania rzadko są osiągalne dla Polaków. Bardzo podobają mi się fragmenty o tym, jak zmienić dom w przyjazne, funkcjonalne miejsce, ale sama wynajmuję mieszkanie i nie mogę nawet kupić nowego łóżka bez konsultacji z właścicielem.

Hygge to nie nowe łóżko, nowe przedmioty czy określony rodzaj dekorowania wnętrza. W rozdziale o hygge we wnętrzach umieściłam dziesięć punktów, na które warto zwrócić uwagę: świeczki, tkaniny, przedmioty, które mają swoją historię i tym podobne. Chodzi o urządzenie domu w taki sposób, żeby czas w nim spędzony stawał się przyjemnością, o zrobienie miejsca dla odwiedzających przyjaciół. Niech powroty do domu staną się przyjemne. Nie znaczy to, że trzeba „kupić” nowy styl – to byłoby zupełne niezrozumienie koncepcji hygge. Polega to na tym, żebyś na widok domu miała ochotę powiedzieć raczej „mmmmm” niż „wow!”. I to nie znaczy, że trzeba wydać mnóstwo pieniędzy czy zmienić wszystko w pomieszczeniu tak, żeby wyglądało jak w skandynawskim katalogu wnętrzarskim. To nie spowoduje, że poczujesz się lepiej. Hygge to atmosfera, związki między ludźmi, przywiązanie do miejsca, w którym mieszkamy, do małych rzeczy, które czynią je wygodnym i przyjemnym.

Hygge wydaje się sprawdzać w przypadku w miarę jednorodnego społeczeństwa o niewielkich różnicach ekonomicznych. Trudniej wyobrazić mi je sobie w kraju takim jak Polska, gdzie niewielu ludzi stać na porządne wakacje. Czy każda klasa społeczna ma swoje specyficzne hygge, czy może jednak pewien poziom finansowego bezpieczeństwa jest konieczny, żeby móc relaksować się za pomocą „koca i świeczki”?

Rozumiem, do czego zmierzasz: trudno jest praktykować hygge, kiedy czujesz, że nie stać cię na odpoczynek. Trudno relaksować się, kiedy jesteś smutna, samotna, sfrustrowana lub w depresji. Te emocje chyba najmocniej zagrażają poczuciu hygge.

Ale być może zdarzyło ci się odwiedzić inne miejsca na świecie, biedniejsze niż twój kraj? Ja mam takie doświadczenie i spotkałam ludzi, którzy świetnie radzili sobie z wolnym czasem, mimo że mieli bardzo mało pieniędzy. Niektóre badania poziomu szczęścia na pierwszym miejscu umieszczają kraje takie jak Buthan (najszczęśliwszy kraj na ziemi, jego mieszkańcy posiadają olbrzymi spokój wewnętrzny i wiedzą, jak go pielęgnować!), Kostaryka, Argentyna, Brazylia czy Kuba. W tych krajach wiele rzeczy nie działa tak, jak powinno, nękane są biedą, korupcją. Ale kiedy rozmawiasz z ludźmi czy oglądasz telewizyjne reportaże, widzisz, że tamtejsi ludzie tańczą, śpiewają, dobrze się bawią. Czasami wydaje mi się, że oni są zasadniczo bliżej tego, co naprawdę liczy się w życiu, niż ja czy wielu moich przyjaciół i bliskich. Nie wszystko da się kupić, a sposób, w jaki ci ludzie cieszą się życiem, jest dla mnie bardzo inspirujący – nastawienie do życia jest o wiele ważniejsze niż zewnętrzne okoliczności.

Nie wszystko da się kupić, a sposób, w jaki ci ludzie cieszą się życiem, jest dla mnie bardzo inspirujący – nastawienie do życia jest o wiele ważniejsze niż zewnętrzne okoliczności.

Jeżeli mówimy o różnicach dochodu, to przychodzi mi jeszcze do głowy taka historia. Następczyni tronu Danii praktykuje hygge. Oczywiście jej status jest nieporównywalny z pozycją reszty kraju. A jednak odwozi swoje dzieci do szkoły rowerem bagażowym i karmi je makaronem z ketchupem. Dlatego musimy patrzeć szerzej, nie tylko na pochodzenie czy rozliczenie podatkowe. Chodzi o kontakt między ludźmi. Moje życie jest zupełnie inne niż następczyni tronu, ale mam nadzieję, że gdybym ją spotkała, potrafiłybyśmy miło spędzić razem czas na gruncie hygge. Hygge jest skupione wokół relacji między dwiema osobami, rozmowy o tym, co mają wspólnego, a nie czym się różnią.

Zgoda, ale mimo wszystko rozdział o ludziach, którzy biorą półroczny urlop i podróżują z dziećmi, oglądając morskie żółwie, wydaje się dość odległy od powszechnego doświadczenia.

Jeżeli po czyjejś śmierci odziedziczysz dużo pieniędzy, możesz je wydać na nowy samochód, nowy dom albo jeszcze coś innego. Ale możesz je też wydać na czas bez pracy i podróże ze swoja rodziną. To nie musi być luksusowa wyprawa, może wystarczy namiot. Często mamy wybór, jak wydać pieniądze – dla mnie czas jest najlepszym nabytkiem.

Będąc w Polsce usłyszałam taką opowieść. Bogata rodzina zamierzała zabrać dzieci do Paryża, Hiszpanii i Nowego Jorku. Mieli zobaczyć kawał świata. Inna rodzina, która nie miała tylu pieniędzy, wyjechała do domu babci i w ogrodzie rozbijała weekendowe biwaki. Gdybym była dzieckiem, najbardziej cieszyłby mnie wartościowy czas z rodziną – nieważne czy w Nowym Jorku, czy w podmiejskim ogródku. Czasami lepiej zrobić mniej, zrezygnować z ambicji zobaczenia i przeżycia wszystkiego – w ten sposób zyskujemy czas na bycie razem.

Nędza optymizmu, czyli o (śmiertelnych) niebezpieczeństwach pozytywnego myślenia

Jak ciężko trzeba pracować, żeby zasłużyć na hygge? Z jednej strony każdy powinien mieć czas na relaks codziennie, z drugiej czasami jesteś tak zmęczony, że chcesz po prostu przewrócić się na łóżko i zasnąć, a nie piec ciastka i gadać z przyjaciółmi (oczywiście zakłada to szczęśliwy model, w którym nocą nie pracujesz nad zleceniami).

Nie musisz pracować ciężko ani zasługiwać. Hygge zawsze ci się należy. Hygge to nie tylko pieczenie ciastek, dokładanie sobie ciągle i ciągle nowych zadań. Obejrzenie filmu czy zwinięcie się w kłębek obok kota to też hygge, ono nie musi płynąć z działań skierowanych do zewnątrz. Ciasto, przyjaciele – tak, ale tylko jeżeli daje ci to radość. Jeżeli zamiast radości pojawia się wysiłek, to nie jest hygge. Hygge może zdarzyć się w poczekalni u lekarza (oczywiście jeżeli akurat nie cierpisz). Idziesz tam na przykład z mamą, rozmawiacie, czekacie, spędzacie razem czas. I kiedy wychodzicie, zdajesz sobie sprawę, że było świetnie – mimo że cały czas siedziałyście pod gabinetem.

Są dni, kiedy hygge jest więcej – na przykład w weekendy, kiedy nie ma zbyt dużo pracy i można odpocząć. I najczęściej udane są te dni, kiedy nie planujemy wizyty w muzeum, zakupów, przyjęcia i jeszcze wycieczki, ale zostajemy w domu w piżamach, siedzimy dłużej przy śniadaniu, gramy w coś wspólnie, robimy sobie drzemkę i tak mija nam dzień.

W jednym z rozdziałów wspominasz o kościele, który wykupił właściciel sklepów sieci Tiger i zamienił w miejsce spotkań dla lokalnej społeczności. Czy religia ma jeszcze znaczenie w Danii, czy może hygge i inne rytuały związane ze stylem życia są wystarczającym spoiwem?

Religia nie pełni ważnych funkcji publicznych, stała się prywatna – także ze względu na to, że liczne religie funkcjonują w Danii obok siebie. Nie budujemy naszej tożsamości poprzez religię. Poza tym tożsamość narodowa nie podlega świadomemu kształtowaniu czy analizie. Myślę jednak, że hygge wpisałaby się według większości ludzi w jej zakres.

Piszesz w swojej książce, że przed hygge stoją nowe wyzwania. Prawicowi politycy twierdzą, że hygge rozleniwia, nie motywuje ludzi do pracy i rozwoju (a w dodatku tuczy). Na coś bardziej niepokojącego wskazują politycy lewicowi: za sprawą hygge społeczeństwo przybiera zamknięty charakter. Zamiast wychodzić z domu, spotykać nowych ludzi, działać społecznie, zamykamy się w bezpiecznym kręgu rytuałów i rodziny.

Tak, to jeden z aspektów krytyki. Ale ponownie: to nie ma nic wspólnego z istotą hygge. Możesz oddawać się hygge z ludźmi, których dobrze nie znasz, i możesz być efektywnym pracownikiem, wykorzystując czas na drobne przyjemności. Na przykład teraz od dwóch godzin odpowiadam na twoje pytania – ale robię to w japońskim pawilonie, piję herbatę i patrzę na letni deszcz. Pytania są trudne, bo muszę w nich wyjaśniać, czym jest hygge, żeby uniknąć nieporozumień. Ale chcę, żeby ten czas był miły, więc nie frustruję się i nie irytuję tym zadaniem. Miła atmosfera sprawia, że pracuje mi się lepiej i że się tą pracą cieszę. Więc tak, możliwe jest pracowanie wydajnie i odnajdywanie w tym radości.

Możliwe jest pracowanie wydajnie i odnajdywanie w tym radości.

W książce piszę też o hygge 2.0, które ma charakter bardziej włączający. Bierzemy to, w czym jesteśmy świetni – czyli hygge – i wychodzimy do świata. Podróżowanie, na przykład do Polski, okazja, żeby spotkać się z ludźmi, usiąść, porozmawiać, zjeść obiad, przejechać się lokalną taksówką, porozmawiać z gospodarzami programów radiowych, których wcześniej nie znałam – to wszystko było dla mnie bardzo hygge, ponieważ powstał kontakt, obustronne zainteresowanie, pole, na którym mogliśmy się spotkać. Oczywiście nic na siłę, czasami w takich sytuacjach hygge się nie pojawia. Jest albo go nie ma, nie istnieje hygge na żądanie!

Bycie bardziej otwartym na społeczność i poznawanie ludzi to nowe hygge, takie, które nie skupia się na lęku i wykluczaniu, ale jest ciekawe świata, włączające – jak w przypadku kobiety z mojej książki, która piecze bułeczki dla samotnych ludzi w swoim otoczeniu i sama zanosi je sąsiadom. Hygge to coś, co można ofiarować, czym można się podzielić, nie tylko coś, co odcina nas od świata. Może zdarzyć się na przykład w kolejce w sklepie spożywczym. Celują w tym starsi ludzie – zadają pytanie, ty odpowiadasz, zaczyna się pogawędka. Może uśmiechniecie się do siebie, może będziecie się razem śmiać. I gotowe, ulotna chwila hygge! Jeżeli jesteś otwarty, to naprawdę nie jest trudne.

Dania była długo postrzegana jako wzór społeczeństwa otwartego, otwartego na uchodźców i emigrantów. Teraz, wraz z dużą częścią Europy, stoi przed problemem wzrostu nastrojów nacjonalistycznych i ksenofobicznych. Multikulturalizm nie jest już postrzegany jako wartość. Jak zwykli Duńczycy, przywiązani do swoich domów i zwyczajów, odnajdują się w tej sytuacji?

W Danii – podobnie jak w pozostałych krajach Europy – dochodzą do głosu sprzeczne tendencje. Chcemy zamknąć granice, kontrolować napływ imigrantów, wycofać się z polityki wielokulturowości. Z drugiej strony dwa lata temu, w momencie napływu ogromnej fali uchodźców, duńskie społeczeństwo zmobilizowało się w ogromnym ruchu wolontariackim. Mnóstwo ludzi próbuje pomóc tam, gdzie się da – kontaktując się z uchodźcami, pomagając w nauce języka, zapraszając ich na obiady. Widzą, że potrzebna jest przede wszystkim sprawna komunikacja, ułatwiająca życie obok siebie, ważny jest ten bezpośredni, osobisty kontakt. Ale oczywiście problem jest ogromny i pozostaje nierozwiązany, z tym że rozwiązań brakuje też w innych krajach, o czym świadczy na przykład Brexit.

Tubylewicz: Nie możemy ze strachu przed tworzeniem stereotypów przymykać oczu na fundamentalizm

***
Marie Tourell Søderberg – aktorka filmowa i teatralna, której międzynarodową sławę przyniósł poradnik Hygge. Duńska sztuka szczęścia (wyd. pol.: Insignis). Mieszka w Kopenhadze, według wielu rankingów najszczęśliwszym mieście świata.

Bio

Olga Wróbel

| Kulturoznawczyni, autorka komiksów
Kulturoznawczyni, autorka komiksów, pracownica muzeum. Prowadzi (wraz z Wojciechem Szotem) bloga książkowego Kurzojady.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Bardzo interesujący tekst, acz w celu realizacji tej idei niezbędne jest zmniejszenie nierówności społecznych... a do tego potrzeba odważnych ludzi i decyzji. Czyli jeszcze trochę poczekamy. 😉

Świetne są odpowiedzi pani Marie, za to sposób zadawania pytań pani Olgi jakiś irytująco natarczywy, tendencyjny, przesiąknięty ideologią i tezą wyjściową. Sam uważam się za lewaka i wiem też (dzięki studiom humsnistycznym), jak wiele złego czynią ludziom media nakręcające konsumpcyjny amok. Tylko że w tym wywiadzie denerwuje mnie przegięcie w drugą stronę: usilne przedstawianie konsumpcji (nie będącej sednem hygge!) jako bezwzględnie złejb wykluczającej, a jefnocześnie fetyszyzowanej, bo "na Zachodzie to już, a u nas jeszcze nie i nie wcześniej, niż w 2045" (jak z grubsza pisze Masłowska). Gratuluję pani Marie opsmowania i spójności, wszystko jedno, czy to czysty marketing, czy żyea wiara w moc hygge - mnie ona kupiła, a pani Olga nie. Estetyka i etyka to dwie strony jednej monety, nie należy o tym zapominać, nawet jeśli jest się (takim jak ja) lewakiem gardzącym gospodarką kapitałową.

Bardzo smutne, że przeprowadzająca wywiad nie potrafi dostrzec tego, co jej rozmówczyni próbuje przekazać. Do cieszenia się chwilą i drobiazgami nie potrzeba "równości społecznej" czy pensji jak za zachodnią granicą. Po pierwsze chodzi o relaks nie ważne czy koc pod którym leżysz kosztował 100, 600 czy 15 zł, o przyjaciół z którymi możesz siedzieć w Starbucksie albo u siebie i pić Inkę za 10zł itd. Chodzi o nastawienie. Żeby właśnie ciągle nie myśleć "jak mi źle, jest tylu bogatszych ode mnie co sobie mogą poodpoczywać, mają wakacje jak z instagrama a ja nie chlip chlip", tylko zauważyć co jest naprawdę ważne w życiu. Że czasem spacer do sklepu przez park który widziałaś milion razy też może być miłym doświadczeniem jeśli pozwolisz sobie cieszyć się słońcem i zauważyć, że np właśnie zakwitły kwiaty jakich jeszcze nie widziałaś. Autorka książki nazywa to hygge, dla mnie to zwyczajne życie i cieszenie się drobiazgami. Ale dla kogoś spaczonego lewacką ideologią widzę, że to nie do pojęcia póki chyba państwo za to nie zapłaci.