Kraj

Majmurek: Przedwczesny ruch Razem

Razem przedstawiło pięć propozycji ustaw, jakie zgłosi w przyszłej kadencji Sejmu. Niestety, nie bardzo układają się one w spójną opowieść o nowej Polsce. A żeby być w Sejmie, Razem takiej opowieści potrzebuje.

Opozycja parlamentarna przez cały styczeń przeżywała swój Blue Monday, a ta poza parlamentem jest na fali. Nic dziwnego, że Razem idzie za ciosem i próbuje medialnie i politycznie wykorzystać ten moment. Po konwencji samorządowej, która odbyła się w sobotę 13 stycznia, partia przedstawiła pięć propozycji ustaw, jakie Razem zgłosi w przyszłej kadencji Sejmu. Są to: pełna równość małżeńska, złagodzenie prawa aborcyjnego, 35-godzinny tydzień pracy, żłobki i przedszkola dla wszystkich, zmniejszenie pensji posłów.

Projekty – poza ostatnim – same w sobie słuszne, ale chyba ich ogłoszenie jako sztandarowej piątki było przedwczesne. Nie bardzo układają się w spójną opowieść o nowej Polsce. Trudno wśród nich znaleźć coś, czego Razem bardzo potrzebuje: własnego 500+. Czyli prostego, zrozumiałego postulatu, który byłby wizerunkową „własnością” Razem, kojarzony byłby z tą i tylko tą partią.

Gdula: Elity w nosie mają lekarzy i nauczycieli, bo sobie ich kupują

Problem wiarygodności

Najbardziej potencjalnie nośnym projektem wydaje się „żłobek i przedszkole dla każdego”. Podnosząc ten postulat Razem trafnie rozpoznaje fundamentalny problem polskiego państwa – niewydolność systemu opieki instytucjonalnej. Obecna sytuacja wypycha kobiety z rynku pracy, zmusza rodziny do wykorzystywania pracy babć, dziadków i ciotek, czy ponoszenia kosztów na opiekunki, czy prywatne placówki. W wielu przypadkach brak dostępu do żłobka i przedszkola jest tym, co skłania do rezygnacji z posiadania potomstwa.

Tak, Razem powinno przypominać, że obowiązkiem państwa w XXI wieku jest zapewnienie rodzinom wsparcia w tym zakresie, a co więcej – opłaca się to w sumie nam wszystkim. Bo edukacja przedszkolna przekłada się na sukcesy tej późniejszej, bo Polska naprawdę ma niski wzrost demograficzny, bo wypychanie kobiet z rynku pracy nie służy gospodarce, pozbawiając ją potencjalnych talentów, bo seniorzy powinni mieć prawo do odpoczynku i nie powinni zastępować przedszkolanek.

Więcej miejsc w żłobkach. Ale jakim kosztem?

Z tym, że żłobki to nie 500+. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Żłobki i przedszkole dla każdego wymagają sporych początkowych inwestycji i idących za nimi stałych zobowiązań finansowych państwa. Owszem, żłobki w krajach rozwiniętych to coraz częściej niewielkie centra, gdzie nieduży personel zajmuje się kilkoma dziećmi z okolicy – nie wymaga to wielkich nakładów infrastrukturalnych. Ale tym nie mniej potrzebne jest zabezpieczenie długotrwałego finansowania. Cała sprawa jest do załatwienia z poziomu samorządu i rządu, nie Sejmu.  Trzeba mieć władzę, by ją zrealizować.

W programie samorządowych Razem pisze o lokalnych programach finansowania żłobków, wsparcia dla ich powstawania na uczelniach i w zakładach pracy. Szedłbym w tę narrację. Wysuwając postulat „ustawowego żłobka i przedszkola dla każdego” w oderwaniu od pytania „kto i czym za to zapłaci” Razem naraża się na zarzuty o składanie obietnic bez pokrycia.

Za wcześnie na 35 godzin?

Podobnie chwytliwe wydaje się hasło 35-godzinnego tygodnia pracy. Ogólnie jest ono sensowne – wzrost wydajności pracy powinien prowadzić do zmniejszenia liczby jej godzin. Można być jednak sceptycznym co do tego, czy polska sfera publiczna jest gotowa na ten postulat. Nie znaczy to, że nie należy go drążyć i podnosić – ale mam wątpliwości, czy dobrym taktycznym manewrem jest branie go na sztandar jako jednego z pięciu projektów do załatwienia na „zaraz po wejściu do Sejmu”.

Wyborcy będą zadawać pytania, czy ten projekt jest możliwy do zrealizowania w obecnych warunkach gospodarczych Polski. Zanim wrzuci się 35 godzin w formie ustawy, warto było wałkować temat w mediach, na konferencjach, obstawić się ekspertyzami, pokazującymi dlaczego jest to pożądane i możliwe rozwiązanie, wsłuchać się w głos pracowników i przedsiębiorców. Dziś Razem dość niespodziewanie dla wszystkich wyskakuje z tym projektem, znów narażając się na zarzut składania nieprzemyślanych obietnic bez pokrycia.

Poza tym, czy naprawdę polscy pracownicy najbardziej czekają dziś na 35-godzinny tydzień pracy? Pracujemy bardzo dużo, ale – jak pokazuje naocznie protest rezydentów – jest to też pochodną bardzo niskich pensji, połączonych z rosnącymi aspiracjami i kosztami życia. Ta sytuacja zmusza do brania drugiego etatu, połówki lub ćwiartki, do szukania dodatkowych zleceń, dyżuru, fuchy, pracy w szarej sferze i na czarno. Jak często te 5 godzin zyskane na obniżeniu czasu pracy ustawą, zostaną po prostu wykorzystane na pracę w innym miejscu?

Oczywiście, mediany ustawą nie da się podnieść. Potrzebna jest ambitna, długofalowa polityka państwa, dążąca do budowy gospodarki zdolnej wypłacać wiele wysokich pensji. Razem ma na to pomysły, ale zdecydowanie zbyt słabo sprzedaje dziś tę narrację. A moim zdaniem to może być klucz do nowej, lewicowej opowieści o Polsce.

Bardzo zły pomysł

Ustawy o aborcji i równości małżeńskiej są po prostu słuszne. Na pierwszy temat Razem nie ma jednak monopolu. Twarzą walki o prawo do aborcji jest jednak Barbara Nowacka i tak na jakiś czas zostanie. Równość małżeńska to bardzo słuszny postulat, Razem powinno mieć gotową ustawę i złożyć ją w Sejmie, jak tylko tam trafi. Temat dotyczy jednak zbyt wąskiej grupy, by znacząco pociągnąć wyborczo partię.

O ile te dwa pomysły są zupełnie słuszne, to propozycje obniżenia pensji posłom uważam za po prostu błędną. Nawet, jeśli sprzeda się na fali obecnego gniewu na elity, to ma dłuższą metę będzie to rozwiązanie szkodliwe dla państwa i jakości polskiej polityki.

Politykom należy się podwyżka

Sektor publiczny nie powinien być obszarem ciągłej presji na obniżanie pensji, wyścigiem do dołu, kto zrobi tańsze państwo. Dotyczy to szkoły, szpitala, urzędu, ale także rządu i Sejmu. Razem proponowało, by posłowie zarabiali trzykrotność pensji minimalnej. Jaki byłby tego skutek? Głównie taki, że posłowie łączyliby mandat z zarabianiem w wielu innych miejscach, co nie pozostawałoby bez wpływu na jakość ich pracy. Na rolę posłów zawodowych, poświęcających cały swój czas pracy parlamentarnej decydowałyby się albo osoby już majętne albo ponadprzeciętnie ascetyczne, pozbawione materialnych potrzeb i trosk. Żadna z tych dwóch grup nie jest szczególnie reprezentatywna społecznie.

Tak, wiem, że wielu pracowników wykonujących trudne i odpowiedzialne prace zarabia dużo mniej niż posłowie. Ale niskie zarobki osób wykonujących wymagającą i odpowiedzialną pracę powinny być traktowane jako coś do poprawy, nie jako pretekst do presji na pensje innych grup zawodowych.

Zasługujemy jako obywatele na to, by nasi przedstawiciele w Sejmie byli godziwie opłacani, by zajmowali się tym, po co ich tam wysłaliśmy, a nie kombinowaniem, jak łatać rodzinny budżet, by w Sejmie nie byli przemęczeni po wykonanej gdzie indziej pracy. Obecne pensje posłów zapewniają parlamentarzystom ten komfort. Ja nie mam problemu, by tyle płacić – choć wymagałbym za to zdecydowanie więcej, niż dziś dostaję od przeciętnego posła, czy posłanki.

Chciałbym się mylić

Razem w długim wyborczym sezonie 2018-20 musi przedstawić zestaw propozycji, odróżniających je zarówno od PiS, jak i od liberalnej opozycji. Powinny one stanowić kontrę zarówno dla konserwatywnego autorytaryzmu PiS, jak i dla patologii polskiego rynku pracy, mieszkaniowego i innych, oraz niewydolności mającego te rynki regulować państwa. Wydaje mi się, że Razem wybrało tematy, które – choć poza jednym, według mnie, stuprocentowo słuszne – średnio sprawdzą się w tej roli.

Co by mogło zagrać lepiej? Nie wiem, wymagało by to pewnie szerszej dyskusji. Czy na froncie kulturowym nie warto by np. przygotować naprawdę dobrej ustawy o mediach publicznych? Ustawy odbierającej kontrolę nad nią politykom i przekazującej ją obywatelom? Razem nawet w opozycji może takim projektem skutecznie politycznie nabijać sobie punkty, a szkodzić rządowi. Zwłaszcza w sytuacji, jeśli Morawiecki nie zmieni Kurskiego, a w Wiadomościach i Minęła 20 ciągle straszyć będzie obecna ekipa.

Razem łatwo też może stać się partią z monopolem na sprawy pracownicze. O ile 35-godzinny tydzień pracy wydaje się zbyt abstrakcyjnym i odległym postulatem, to jest cały szereg mniejszych, o których można pomyśleć. Współzarządzanie przez pracowników? Prawo ułatwiające działalność związkową także pracownikom nieetatowym, czy pracownikom niewielkich, rodzinnych firm? Ustawa uniemożliwiająca państwu wspieranie śmieciowego zatrudnienia? Jest wiele kwestii, jakie można podnieść.

Oczywiście, mam nadzieję, że się mylę (a projekty wyborczo zagrają), ale tym nie mniej czuję się w obowiązku zaoferować tą przyjazną – i mam nadzieję konstruktywną – krytykę.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. W polityce krajowej istnieje wyłącznie Kaczyński i spółka, w Europie może Orban. Ostatni Mohikanie którym o coś w Europie chodzi. Rzutem na taśmę poreformują drugą kadencję, coś się poszarpią i koniec. Potem już tylko emeryci i uchodźcy.

    Nikt przy zdrowych zmysłach tych programów nie traktuje poważnie.

  2. Chcecie wejść do sejmu? To zróbcie program dla pracowników „budżetówki”. Jeżeli obiecacie przyzwoite zarobki dla „szarych” pracowników urzędów, sądów, bibliotek, domów dziecka, cywilnych pracowników wojska, mswia, itp. a policjantom i strażakom obiecacie płatne nadgodziny, darmowe ubezpieczenie ac, dodatek za pracę w niedzielę, święta i w nocy, to te kilkanaście % macie jak w banku. Natomiast biorąc pod uwagę, że większość pracowników „budżetówki” to osoby z wyższym wyksztalceniem to przypuszczam, że kwestie światopoglądowe też u nich przejdą …. ale nie jako „podstawa” tylko jako dodatek do spraw „socjalnych”. Jakby co to mogę zostać doradcą programowym 😉

    1. W samo sedno. „Szaraki” z budzetowki to teraz najbardziej poszkodowana grupa spoleczna. Koniecznie do tej listy trzeba dodac pracownikow uniwersytetow. Potrzeba zmian graniczy z nastrojami rewolucyjnymi. Zeby wszyscy zrozumieli z jak bardzo patologiczna sytuacja mamy doczynienia. Pensje w tym ektorze sa na poziomie minimum socjalnego. Sam bylem takim „specjalista”. Z wyzszym wyksztalceniem i prestizowej instytucji. Starczylo mi na wynajecie pokoju i jedzenie. Za nagrody mozna bylo sobie kupic ubrania. Do tego powszechny brak szacunku. Niestety wartosc czlowieka mierzy sie jego sila nabywcza a na magazynie mozna wyciagnac wiecej. Mezczyzna moze sobie pomazyc o zalozeniu rodziny. W pewnym wieku nawet o umowieniu sie na randke. Perspektywy awansu: zadne. Ostatcznie musialem oposcic kraj mimo, ze nie mialem na to najmniejszej ochoty. Gdybym musial zostac, juz bym organizowalbym marksistowska partyzantke w lesie Kabackim albo … zasilil szeregi ONR. To jakby ktos sie zastanawial skad ci ludzie sie biora.

    2. Jeśli ktoś umiałby to rozegrać, mogłoby się to udać. PiS rozbudził aspiracje: pokazał, że się da. Ustawił się w pozycji obrońcy uciśnionych. Na dodatek zaoferował dużym grupom społecznym retorykę godnościową.

      Z drugiej strony rozbudzonych aspiracji – zarówno finansowych, jak i godnościowych – nie będzie łatwo rządzącym zaspokoić. Najtrudniej właśnie w budżetówce, bo budżetówka jest ich głównym klientem. Protest lekarzy rezydentów zabolał mocno – mało kto zauważył, że był to jedyny dotąd za rządów PiS protest, który doprowadził pośrednio do zmiany ministra odpowiedzialnego za resort. W policji wrze – prewencja śląska się zbuntowała i barierki wokół sejmu rozstawiają strażacy. Policjanci nie chcą być ‚barierkowymi’, niezależnie od poglądów politycznych to jest po prostu dla nich rola upokarzająca (postój sobie parę godzin na mrozie, w hałasie, pilnując barierek jako obiekt kpin, co w przeciwieństwie do ZOMO nawet pałą przywalić nie może). Kasa też się im nie zgadza – nic się nie zgadza. Nauczyciele dostali wprawdzie jakąś zapomogę, ale nie sądzę, żeby im to wynagrodziło generalną rozpierduchę logistyczną zafundowaną przez Zalewską (mam dziecko w podstawówce, to wiem, jak to wygląda – położony 2 km od szkoły podstawowej budynek gimnazjum po prostu stał się budynkiem klas 7-8). W wojsku mogę tylko wyobrażać sobie, co się dzieje, gdy nikt nie ufa awansowanym za poglądy lub wazeliniarstwo przełożonym – nawet ci, którzy na awans ewidentnie zasłużyli, będą posądzani o wazeliniarstwo. A to jest w hierarchicznej instytucji gwóźdź do trumny.

      Można by tu jeszcze długo o innych grupach z budżetówki. Generalnie PiS nie sypnął w budżetówce wielką kasą, a godnościowo wielu ludzi sponiewierał. Protest nauczycieli był słaby i nieskuteczny, policjanci i wojsko się nie zbuntują na dużą skalę, ale kartkę do głosowania wszyscy dostaną. Na tym można jechać. Jeśli ktoś umie.

  3. Najpierw cytat z artykułu: „Opozycja parlamentarna przez cały styczeń przeżywała swój Blue Monday, a ta poza parlamentem jest na fali”. Jak RAZEM jest na fali było widać po sobotnich pro aborcyjnych protestach — tydzień „reklamy” w mediach typu Wyborcza, Polityka czy Krytyka a na wezwanie RAZEM przychodzi raptem może z 800 osób (w Warszawie) a drugie tyle może w całej Polsce, sukces jak diabli!!!!
    Ikona protestu czyli pani Nowacka powtórzyła numer swego kumpla Rycha z którym spacerowała na marszach KOD ręka w rękę i zwiała w kulminacyjnym momencie na wczasy tak jak Rychu na Majorkę.
    Wobec powyższego testu popularności, dyskusja na temat propozycji programowych kanapowej organizacji pn. RAZEM traci wszelki sens, głosowałem na nich ale ich zafiksowanie w kategoriach „I LOVE IMIGRANT” czy „I LOVE TEMATY OKOŁODUPNE” zupełnie mi nie odpowiadają, myślałem dwa lata temu iż nareszcie pojawiła się normalna, młoda i artykułująca tematy SOCJALNE porządna lewica, zawiodłem się.
    Żegnaj RAZEM.

      1. Czyżbyś Jakubie był z RAZEM? Jak ja odejdę to będzie jednego mniej ale jeden mniej np. u pisiorów przy 45-50% poparcia nie robi różnicy ale jeden mniej przy poparciu rzędu „błędu statystycznego” partii RAZEM to sporo.
        Może nie będziecie po mnie płakać ale w ogóle ryczeć będziecie wniebogłosy przy następnych wyborach gdy nie przebijecie sufitu 3% i zniknie dotacja.
        „Pył bitewny” pokrywa wiele „trupów” partii które były wielkie, miały duże aspiracje i wydawało im się, że mogą „nie płakać” po wyborcach których stracili, partii już nie ma a wyborca został.
        Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów na niwie „okołodupno – imigranckich” racji wyborczych.

  4. Nie wiem, czy wiarygodnym życzliwym krytykiem może być publicysta „lewicowy”, który przez ostatnie pół roku na łamach GW suflował liberalnej opozycji. Wróćmy jednak do meritum. Dziwi mnie takie rozróżnienie spraw oczywistych- w tym przypadku obyczajowych- od nieoczywistych- 35 pracy. Ostatnia propozycja szczególne zasługuje na wyłuszczenie tłustym drukiem. Przemawiają za tym empiria- pracujemy najdłużej w Europie- oraz stosunkowo duże niezadowolenie nie tylko z niskich pensji, ale przede wszystkim z tego jak jesteśmy traktowani w miejscu pracy. Nie ma tutaj znaczenia, czy zatrudnia nas drobny kapitalista spod Warszawy, czy duża państwowa instytucja związana np. z kulturą. PiS podwyższył minimalną stawkę godzinową, ale oprócz czystej ekonomii lewica powinna budować zaufanie na tej płaszczyźnie używając retoryki „moralistycznej”. Wyzysk, mobbing, bezradność PIP i sądów pracy stanowią doświadczenia pracowników nie tylko z klasy ludowej. Oprócz tego najzwyczajniej na świecie postulat 35- godzinnego tygodnia pracy zawiera większą niż homeopatyczna zawartość populizmu. Podobnie jak obniżenie pensji posłom, którzy we wszystkich rankingach społecznego zaufania sytuują się na ich dni. Może jednak lepiej byłoby odpowiadać na realne nastroje społeczeństwa. Rozmowa o wynagrodzeniu elit zainicjowana od wątku populistycznego, nie wyklucza gruntownej i uczciwiej rozmowy z obywatelami w oparciu o ekspertyzy i badania. Nie można zapominać, że społeczeństwo w swojej większości ma dość tych elit. Lewica jest ostatnią siłą, której powinno zależeć na ich utrzymaniu. Mam na myśli elity III RP i IV RP. Natomiast małżeństwa jednopłciowe i sprawy aborcji należą również do zbioru oczywistych postulatów. Warto jednak zatroszczyć się o wykroczenie poza wielkomiejski „ekskluzywny” charakter feminizmu i próbować schodzić w dół struktury społecznej. Jak wynika z badań poparcie dla tego rodzaju postulatów jest duże w klasie ludowej. Niepokoi mnie mnie ton autora, który stara się zabezpieczyć pozycję „liderki” ruchu proaborcyjnego. Ostatnie przemówienia podczas sobotniej manifestacji przed sejmem dowiodły, że jest przynajmniej kilka kobiet, które retorycznie i intelektualnie przerastają Barbarę Nowacką.

  5. To nie jest zły ruch. Bo PO/N są nijacy, a jak partia ma jakiś program to już robi wrażenie.
    Do wyborów parlamentarnych jeszcze zdąża zmienić.
    Obiektywnie to punk o pensjach nie pasuje do listy 5 najważniejszych, bo to drobiazg.

  6. Ani jeden z 5 punktow nie dotyczy kwestii ktore w Polsce sa bardzo zaniedbane: ochrony srodowiska i praw zwierzat. Sorry, widac Razem to nie jest partia dla mnie.

    1. Roman, w Polsce prawie wszystkie tamaty są zaniedbane.
      Od żlobków po sprzedaż żywych karpii.
      Jakby mieli wypisac wszystkie na plakacie to musiałby on mieć dlugość książki telefonicznej.
      To jest tylko 5 spraw na dzień dobry, a nie calość programu.

      1. Przeciez postulat obnizenia pensji poselskich jest dowodem na to, ze po pierwszych czterech skonczyly im sie pomysly i szukali „stocking filler”. To czemu nie prawa zwierzat? Bo na liscie ich priorytetow sa ponizej obnizania gazy poslom. OK, dzieki, zrozumialem.

        1. Ujmę to tak.
          Ich plakat nie jest najszczęśliwszy.
          Ja na przykład nie rozumiem, dlaczego na plakacie jest krócenie czasu pracy (które w pełni popieram!) a nie ma odśmieciowienia rynku pracy, co jest w Polsce nagminnym problemem.

    2. Przecież mają to w programie, tylko nie jako postulat sztandarowy z jotpega na fejsbuku.

  7. Zdecydowana większość pracowników fizycznych (czyli tych ludzi, których lewica powinna reprezentować i bronić), ma w umowie pracę wpisaną określoną stawkę zł/h. Samo skrócenie tygodnia pracy z 40 do 35h/tydz. , automatycznie spowodowałoby zmniejszenie poborów tychże pracowników i zmuszenie ich do dorabiania, aby zagwarantować te same dochody. Jedynie poracownicy mający gwarantowaną w określonej wysokości pensję miesięczną, nie straciliby finansowo na tym pomyśle (czyli pracownicy administracji, kadra zarządzająca itp.). Nietrudno wyobrazić sobie w przypadku realizacji tego postulatu wsciekłość proletariatu („klasy ludowej”). To tyle, jeżeli chodzi o znajomość Razem warunków pracy ludzi, których wydaje im się reprezentować.

    1. No ale przecież to ma być w komplecie z usprawnieniem pracy PIPu i wywaleniem rocznych roliczeń, czyli masz mieć zagwarantowane wypłaty za nadgodziny. Nikt nikomu nie każde pracować mniej, jak najbardziej można więcej.

      1. Jeżeli pracodawca tak zorganizuje pracę, że nadgodziny wcale nie będą wymagane (a do tego powinno się dążyć), to dla pracownika ze stawką godzinową, wprowadzenie 35 godz. tygodnia pracy, będzie skutkować realnym obniżeniem miesięcznej wypłaty. Sam znam wiele firm produkcyjnych, gdzie nadgodzin nie ma albo są sporadycznie.

  8. Czemu ten nijak nie korelujący dzielnikami z dobą 35-godzinny tydzień pracy nie jest 36-godzinny, co dla pracowników umysłowych równałoby się (4×7+8), a w dziedzinach fabrycznych, gdzie normą są dniówki 12h ale na przykład 14 razy w miesiącu.

  9. Mnie propozycje Razem sie podobają.
    Z jednym wyjątkiem.
    Chodzi o 35 godzinny tydzień pracy. Nie żebym mial cos przeciw – popieram 30 godzinny tydzien pracy.
    Jednak jako prekariusz najpierw oczekuje odśmieciowienia rynku pracy a dopiero potem zajmowania się pracującymi na etacie.

    1. Jako pierwszy podpunkt programu Razem jest taka propozycja: „Wprowadzimy minimalną płacę godzinową w wysokości 15 złotych brutto dla umowy o pracę na czas nieokreślony i 20 złotych brutto dla wszystkich innych rodzajów umów, tak aby firmom przestało się opłacać wypychanie pracowników na umowy śmieciowe.”
      35h jest dopiero w trzecim podpunkcie.

      1. Ok. Super.
        Ale nie ma tego na ich nowym plakacie z kotkiem, o ktorym pisze red. Majmurek.

  10. Dziwi mnie takie rozróżnienie spraw oczywistych- w tym przypadku obyczajowych- od nieoczywistych- 35 pracy. Ostatnia propozycja szczególne zasługuje na wyłuszczenie tłustym drukiem. Przemawiają za tym empiria- pracujemy najdłużej w Europie- oraz stosunkowo duże niezadowolenie nie tylko z niskich pensji, ale przede wszystkim z tego jak jesteśmy traktowani w miejscu pracy. Nie ma tutaj znaczenia, czy zatrudnia nas drobny kapitalista spod Warszawy, czy duża państwowa instytucja związana np. z kulturą. PiS podwyższył minimalną stawkę godzinową, ale oprócz czystej ekonomii lewica powinna budować zaufanie na tej płaszczyźnie używając retoryki „moralistycznej”. Wyzysk, mobbing, bezradność PIP i sądów pracy stanowią doświadczenia pracowników nie tylko z klasy ludowej. Oprócz tego najzwyczajniej na świecie postulat 35- godzinnego tygodnia pracy zawiera większą niż homeopatyczna zawartość populizmu. Podobnie jak obniżenie pensji posłom, którzy we wszystkich rankingach społecznego zaufania sytuują się na ich dni. Może jednak lepiej byłoby odpowiadać na realne nastroje społeczeństwa. Rozmowa o wynagrodzeniu elit zainicjowana od wątku populistycznego, nie wyklucza gruntownej i uczciwiej rozmowy z obywatelami w oparciu o ekspertyzy i badania. Nie można zapominać, że społeczeństwo w swojej większości ma dość tych elit. Lewica jest ostatnią siłą, której powinno zależeć na ich utrzymaniu. Mam na myśli elity III RP i IV RP. Natomiast małżeństwa jednopłciowe i sprawy aborcji należą również do zbioru oczywistych postulatów. Warto jednak zatroszczyć się o wykroczenie poza wielkomiejski „ekskluzywny” charakter feminizmu i próbować schodzić w dół struktury społecznej. Jak wynika z badań poparcie dla tego rodzaju postulatów jest duże w klasie ludowej. Niepokoi mnie mnie ton autora, który stara się zabezpieczyć pozycję „liderki” ruchu proaborcyjnego. Ostatnie przemówienia podczas sobotniej manifestacji przed sejmem dowiodły, że jest przynajmniej kilka kobiet, które retorycznie i intelektualnie przerastają Barbarę Nowacką.

  11. „Jaki byłby tego skutek? Głównie taki, że posłowie łączyliby mandat z zarabianiem w wielu innych miejscach, co nie pozostawałoby bez wpływu na jakość ich pracy.”
    Teraz zarabiają dużo i nawet jeśli nie łączą pracy w Sejmie z innymi zajęciami, to efekty ich pracy są naprawdę żenujące: nie czytają ustaw, nie rozumieją, co głosują, nie mają żadnej wiedzy na temat tego jak nowe prawo wpłynie na prawa już istniejące, nie wiedzą, kiedy głosują nad aktem prawnym, a kiedy tylko nad jego przesłaniem do dalszych prac w komisjach… Przykłady można by mnożyć. Dzisiejsi dobrze zarabiający posłowie to IGNORANCI i szkodnicy. To może jak będą mniej zarabiać, to się zaczną bardziej starać? Postulat obniżenia pensji posłom jest dobry. I ma sens

    1. Przestańmy używać argumentów na poziomie Samoobrony, jeśli spytamy dziś studenta prawa ile chce zarabiać to jego aspiracje po studiach to 4-5 tysięcy, docelowo marzeniem jest zarabiać za kilka lat ponad 10 tysięcy jako adwokat, radca, prokuratorzy zarabiają dziś 12 tysięcy netto. Kolejna rzecz gdyby zrealizować postulat Partii Razem to polityka byłaby bardziej dla ludzi bogatych, którzy mają już majątek, dom, mieszkanie, samochód i nie mają kredytów, dla całej reszty ludzi na jakimś poziomie, którzy nie są prekariatem byłby to problem.
      Logika, że jak zapłacimy mniej to przyjdą lepsi ludzie nie działa.

    2. Nie ma zdaje się badań na politykach, ale są na członkach zarządu – mniejsza wypłata koreluje z lepszą wydajnością, większa wypłata – z niższą. Myślę, że możemy się spotykać po politykach podobnych zależności.

  12. Jeśli podajemy 5 najpilniejszych ustaw, to sorry, ale chyba nie jest to obniżenie gaży poselskiej. Pozostałe popieram, choć dyskusji w samym Razem pewnie było dużo, czemu takie, a nie inne. Każdy pewnie ma swoje typy. Zgadzam się też, że pozostałe propozycje nie są jakieś szokujące, w tym sensie, żeby szczególnie temat „grzał” medialnie i rezonował u potencjonalnego elektoratu. No i jeszcze można zapytać, czy rzeczywiście z takimi pomysłami należy wychodzić na długo przed wyborami. Ogólnie na plus, że Razem nie boi się podejmować tych tematów, ale nie wiem na ile to przyniesie wymierne korzyści.

    1. Jedna korzyść jest niezaprzeczalna: Razem musiało akurat teraz coś zrobić, z czymś wyjść. I nie mogła to być kolejna demonstracja uliczna, bo to by się skończyło na wylądowaniu w kolejnej szufladce Razem=ulica (obok ‚Razem, ale osobno’, 75% minus itd.). No to wyszło. Czy akurat program wyborczy to jest to i czy to nadaje się na program wyborczy – to już insza inszość. Według mnie – to było na pewno przedyskutowane, demokratycznie przegłosowane, poddane stu godzinom dyskusji, były kompromisy i ugody, więc wyszedł niespójny wielogłos, brak w tym wszystkim bigla. ‚500+’ to cztery znaki, które zmieniły polską scenę polityczną – trzeba się umieć uczyć od przeciwników. Nie chodzi mi o zawartość, tylko formę przekazu.

        1. Dobre!:-) Ale obawiam się, że nie tak nośne w obecnej sytuacji. A za dwa lata? Zobaczymy.

  13. Nie wiem, czy wiarygodnym życzliwym krytykiem może być publicysta „lewicowy”, który przez ostatnie pół roku na łamach GW suflował liberalnej opozycji. Wróćmy jednak do meritum. Dziwi mnie tak rozróżnienie spraw oczywistych- w tym przypadku obyczajowych- od nieoczywistych- 35 pracy. Ostatnia propozycja szczególne zasługuje na wyłuszczenie tłustym drukiem. Przemawiają za tym empiria- pracujemy najdłużej w Europie- oraz stosunkowo duże niezadowolenie nie tylko z niskich pensji, ale przede wszystkim z tego jak jesteśmy traktowani w miejscu pracy. Nie ma tutaj znaczenia, czy zatrudnia nas drobny kapitalista spod Warszawy, czy duża państwowa instytucja związana np. z kulturą. PiS podwyższył minimalną stawkę godzinową, ale oprócz czystej ekonomii lewica powinna budować zaufanie na tej płaszczyźnie używając retoryki „moralistycznej”. Wyzysk, mobbing, bezradność PIP i sądów pracy stanowią doświadczenia pracowników nie tylko z klasy ludowej. Oprócz tego najzwyczajniej na świecie postulat 35- godzinnego tygodnia pracy zawiera większą niż homeopatyczna zawartość populizmu. Podobnie jak obniżenie pensji posłom, którzy we wszystkich rankingach społecznego zaufania sytuują się na ich dni. Może jednak lepiej byłoby odpowiadać na realne nastroje społeczeństwa. Rozmowa o wynagrodzeniu elit zainicjowana od wątku populistycznego, nie wyklucza gruntownej i uczciwiej rozmowy z obywatelami w oparciu o ekspertyzy i badania. Nie można zapominać, że społeczeństwo w swojej większości ma dość tych elit. Lewica jest ostatnią siłą, której powinno zależeć na ich utrzymaniu. Mam na myśli elity III RP i IV RP. Natomiast małżeństwa jednopłciowe i sprawy aborcji należą również do zbioru oczywistych postulatów. Warto jednak zatroszczyć się o wykroczenie poza wielkomiejski „ekskluzywny” charakter feminizmu i próbować schodzić w dół struktury społecznej. Jak wynika z badań poparcie dla tego rodzaju postulatów jest duże w klasie ludowej. Niepokoi mnie mnie ton autora, który stara się zabezpieczyć pozycję „liderki” ruchu proaborcyjnego. Ostatnie przemówienia podczas sobotniej manifestacji przed sejmem dowiodły, że jest przynajmniej kilka kobiet, które retorycznie i intelektualnie przerastają Barbarę Nowacką.

  14. Też mam wrażenie, że tym 5punktom brakuje tego czegoś by porwać ludzi i przekonać ich do głosowania na Razem. Punkt z 35h dniem pracy, choć pewnie i słuszny, nie wydaje mi się by się nadawał na sztandary. Po pierwsze może najpierw trzeba by się zająć, by było przestrzegane obecne prawo? Po drugie to 35h staje się już gdzieniegdzie wyśmiewane jako nierealne i utopijne, zacznie to Razem ciążyć jak te 75%. Tak jak piszę, nie wiem czy to jest możliwe czy nie, ale nie dziwię się, że jak ludzie to słyszą, to myślą że Razem się urwało z choinki i proponuje coś nierealnego. Niestety, według mnie można było mieć ten postulat w programie, ale wychodzenie z nim jako sztandarowy pomysł wydaje się być błędem. Większość ludzi, którzy go zobaczą, pomyśli, że Razem nieźle odleciało i opowiada jakieś bajki i trudno powiedzieć, że te osoby nie mają racji. W obecnych warunkach też nie wierzę by 35h było realne w najbliższym czasie. Można było wziąć coś innego na sztandary.
    Sprawy światopoglądowe? Ok, super, podpisuję się obiema rękami, ale 2takie sprawy w 5najważniejszych ustawach, znowu zaczyna z lewicy robić partię gdzie najważniejsze są sprawy światopoglądowe. Szczerze mówić jeśli już chcieli wymyślić coś co chwyci i pociągnie ludzi, to może trzeba było dodać 6punkt, czyli rozdział państwa od Kościoła.
    Pensja dla posłów? Z jednej strony według mnie coś w tym jest, że są oderwani od rzeczywistości, z drugiej zgadzam się, że źle będzie jeśli posłowie będą dorabiać gdzie indziej, albo będą brać np. kasę od biznesu, bo będą mało zarabiać. Nie wiem, temat na szerszą rozmowę. Ale pewnie ten postulat ma szansę chwycić, choć wielu też krytykuje go jako czysty populizm.
    Żłobki, przedszkola – tutaj akurat wydaje mi się to najlepszym punktem na sztandary.

    Czyli w sumie trochę się zgadam z artykułem. Na 5punktów 1 uważam za kompletnie przestrzelony (35h), 1 uważam za bardzo dobry (żłobki), 1 za taki, który może i słuszny, ale nie wiem czy się nadaje na sztandary (pensja polityków), a 2 za bardzo słuszne, ale obawiam się, że znowu przylepią lewicy łatkę zajmowania się tylko kwestiami światopoglądowymi (aborcja, związki partnerskie). Tak więc w moim odczuciu jednak ciężko będzie się z tymi punktami gdzieś przebić i kogoś na tego podstawie do Razem przekonać, chyba że Razem zdecydowanie stawia na próbę przyciągnięcia ludzie o liberalnym światopoglądzie z Nowoczesnej czy PO i może się to uda, ale czy to poparcie będzie na dłużej, to nie wiem.

    1. Zdecydowanie! Szczególnie to obniżenie uposażeń posłom: zagranie podobne w stylu niegdysiejszej propozycji PO zlikwidowania dotacji budżetowych dla partii. Tylko że PO by się to politycznie opłaciło. Wybory wygrywaliby zasadniczo ci, którzy mają najlepsze umocowanie w biznesie, czyli podówczas PO. A co przyjdzie Razem z tych paruset tysięcy, może miliona-dwóch w budżecie więcej? A Razem słusznie mówi – rezydentom należy się więcej, bo mają odpowiedzialną pracę i nie powinni dorabiać na boku albo się przepracowywać, ale posłom – mniej. Posłowie to niby nie mają odpowiedzialnej pracy i spoko powinni mieć wolną rękę do dorabiania na prawo i lewo? Gdzie tu logika? To już znacznie lepszym postulatem w sprawie posłów byłoby ograniczenie kadencyjności, o czym Razem wielokrotnie wspominało: reorganizacja całego sposobu funkcjonowania w polityce, osłabienie ‚wodzostwa’, prztyczek w nos PiS i inne zalety.

      Pozostałych punktów nie komentuję, bo to nie esej, a znów ktoś powie, że Krytykant krytykuje;-)

      Jak patrzę na zasadniczą linię Razem, to jest OK i głosowałbym bez zastrzeżeń. Jak zacząć to w szczegółach analizować, to wychodzi
      ich brak doświadczenia. Dużo pracy przed nimi, o ile dostaną tyle szans…

      1. Tu n8e chodzi o szukanie oszczędności.
        Chodzi o to, że poseł ma reprezentować wyborców.
        Jeśli poseł zarabie kilku-kilkunastokrotnie więcej od swoich wyborców to ich nie reprezentuje.
        Tak dzis wyśmiewany Marks słusznie napisał, że byt kształtuje świadomość.

        1. Mnie też nie chodzi o zysk finansowy, tylko polityczny. PO przy analogicznej propozycji miała perspektywę zysku politycznego – nie finansowego przecież. Razem zyskuje marne grosze finansowo (dla budżetu), a politycznie dla siebie poparcie lewicowego odpowiednika ‚kukizowców’ (gonić … i złodziei!). A z punktu widzenia państwa: myśmy zdaje się już ‚tanie państwo’ przerabiali, nie?

          Ograniczenie liczby kadencji w sejmie przyniosłoby znacznie dalej idące skutki niż tylko ‚zemsta na wroga’ i nie miałoby tylu konsekwencji negatywnych.

          A co do pokazania posłom, jak żyje ‚szary człowiek za swoje 2K PLN brutto’: bądźmy poważni. Do sejmu nie wchodzi się dla diety. Jeśli ktoś robi z tego sposób zarobkowanie, to inaczej: ma wpływy, a przynajmniej informacje – to sprzedaje (a takie rzeczy są naprawdę cenne dla ludzi, którzy mają prawdziwe pieniądze i nie wahają się ich użyć). Dieta to dla posła, który jest w sejmie dla pieniędzy, fistaszki.

          1. Piszesz o korupcji.
            Korupcję można zwalczać rożnymi środkami, ale to jest zupełnie inny temat.
            Trochę tak, jakbyś napisał, ze nie należy podwyższać płacy minimalnej bo i tak Polacy dorabiają na boku.

          2. To już nadużycie: gdzie ja niby sugeruję jakieś niepodwyższanie? Co to za analogia? Wprost przeciwnie, wyraźnie napisałem: skoro popieramy rezydentów w sprawie rozsądnej płacy za odpowiedzialną pracę, to nie powinniśmy w tym samym czasie mówić o obniżaniu (nie – podwyższaniu!) płacy za równie odpowiedzialną pracę posłów. Inaczej wychodzi niespójność przekazu, której bym unikał w komunikacji. Największym zaś problemem Razem jest w tej chwili komunikacja – nie ze swoimi zwolennikami, tylko z tymi, którzy mogliby nimi zostać.

          3. Że co?
            Jak można porównywać pracę lekarzy, którzy wiele lat studiowali (a medycyna to nie jest prosta nauka) i mają nadzwyczaj odpowiedzialną pracę, którą często wykonują na 24 godzinnych dyżurach z posłami, którzy wychodzą z sali plenarnej w czasie raportu RPO i przedstawiania projektów obywatelskich ustaw głosują za upamiętnieniem brygady świętokrzyskiej bo nie doczytali projektu, popierają oddanie lasu myśliwym bo nie wiedzieli za czym głosują albo wyciągają karty z czytnika i udają że ich nie ma na sali…

        2. PS. ‚Jeśli poseł zarabia kilku-kilkunastokrotnie więcej od swoich wyborców to ich nie reprezentuje.’ – zgodnie z tym tokiem rozumowania posłom Nowoczesnej w sumie nie należy uposażeń obniżać, a może nawet podwyższyć?

    2. Nie zgadzam sie.
      Ja akurat uważam, że ba4dziej od 35 godzinnego tygodnia potrzebujemy odśmieciowienia pracy, ale nie zgadzam się, że to pomysł oderwany od rzeczywistości.
      Dokładnie tak było z Pisem. Obiecali 500 zl. Neoliberalowie śmiali się lub płakali,że się nie da. I jak w piosence – „aż przyszedł taki, co nie wiedział, że sie nie da”. I okazało się, że sie da.
      Co dalej nie zmienia mojej opinii – najpierw odśmieciowić. Potem dopiero zająć się etatowcami.

    3. @Matts06:
      To powinno w zasadzie iść na pirv, ale co zrobić, skoro nie ma priva. Wydaje mi się, że strategicznie myślimy podobnie: szkoda szansy, która Razem wciąż jeszcze ma.

      Ale może to musi być tak, jak pisze powyżej Piotr Ciompa. Może Razem musi umrzeć dla naszego zbawienia? Może musi zapłacić frycowe ze zniknięciem ze sceny włącznie, żeby mój 12-letni obecnie syn mógł kiedyś w VRP (wirtualna rzeczywistość publiczna) oglądać córkę Adriana Zandberga (której ugrupowanie wygrało wybory pod hasłem ‚Androidy muszą płacić podatki jak wszyscy inni!’) odbierającą z rąk posuniętego w latach, ale wciąż zadbanego i bardzo medialnego prezydenta Biedronia nominację premierowską? I samego Zandberga, który niczym Kornel Morawiecki lewicy, udziela jej ze łzami w oczach politycznego namaszczenia w świetle fleszy (z przygiętą ku ziemi Nowacką po jego prawicy, tfu, po lewicy!)?

      Może, mnie szkoda życia po prostu.

  15. Jest okey, w dłuższej perspektywie czasowej to są dobre postulaty, mnie tylko brakuje jakiegoś elementu dotyczącego edukacji, wiem, że edukacja to mało efekciarski temat, ale on zawsze jest spychany na drugi plan, a szkoda. Jakiś ekonomiczny temat też przydałoby sobie wziąć pod sztandar.

    1. A czy żłobki-przedszkola to nie edukacja? W tym wieku dzieci nie dość, że mają najbardziej chłonne umysły, to jeszcze autentycznie chcą się uczyć. Oczywiście nie w schemacie Pan Tadeusz-całki-rozmnażanie drożdży. Rozpoczęcie edukacji od tego poziomu dałoby krajowi duży impuls, o ile byłoby zrobione sensownie. Tyle że to projekt na dziesięciolecia: stworzenie bazy i jej kosztowne utrzymanie, wykształcenie opiekunów, zintegrowanie programów (tak, programów, zabawa w przedszkolu to też nauka – interakcji, rozwiązywania problemów itd.). Jeśli chcemy stworzyć sieć przechowalni dzieci – dajmy sobie spokój, szybko okaże się, że to… przechowalnie dla dzieci i powstanie czarna legenda analogiczna do legendy gimnazjów.

      1. Oczywiście przedszkole to edukacja, bardziej mówię o dalszych etapach. Jeśli chcemy mocnej gospodarki to trzeba zaczynać od edukacji. Większość dzisiejszych potentatów powstawało na styku publiczno-prywatnym, sporo wywodziło się z inkubatorów akademickich, u nas edukacja, ta dobra, jest do zreformowana, ale to temat tabu. Na razie PiS w tym temacie stosuje taktykę PO „wprowadza tak jak było”.

        Edukacje na każdym poziomie męczy fabrykizacja, testoizacja (coś ci powie na temat wiedzy fakt, że zdobyłeś 70 punktów a nie 80 na teście?) i ogólny marazm, który kończy się tym, że absolwent kończy szkołę i większość idzie w zapomnienie. Niechęć do szkoły koreluje idealanie z poziomem czytelnictwa.

    2. Co do ekonomicznego tematu – myślę, że dobrze, że skupili się na ekonomii pracownika (35 h, moim zdaniem kompletnie oderwane od dzisiejszej polityki, ale może to dobrze, pokazują, że myślą dalej), a nie na ekonomii w ogóle – wtedy łatwo byłoby wyciągać ich nieszczęsne 75% (dane tylko po to by pokazać miłość do ideałów, ale to odstrasza przeciętnych wyborców i jest chochlą daną w ręce liberałów do bicia zwolenników Razem).
      Zresztą – w dzisiejszej polityce ekonomia – mam wrażenie – nie gra większej roli. Nikt nie zmieni gwałtownie podatków, itd., nawet socjalne PiS w jakimś stopniu kontynuuje politykę PO. Za to prawa kobiet, sprawy światopoglądowe – one grają sporą rolę.
      Nawet wyborcy Nowośmiesznej myślą o Razem, i vice wersa (a nie SLD). To oznacza, że światopogląd, nie ekonomia bierze górę w preferencjach wyborczych.

      1. Te mityczne 75% bardziej martwi na zapas kadrę wyższą i aspirującą niż całe społeczeństwo, tutaj Razem musi jasno wyjść do przedsiębiorców, że to przełoży się na infrastrukturę i lepsze działanie państwa. A i generalnie dobrze umocowany pracownik w dłuższej perspektywie też będzie sprzyjać przedsiębiorcom, tylko to trzeba klarownie tłumaczyć.

  16. Mi tam się propozycje Razemów podobają. Nie dość, że same z siebie są czytelne, to jeszcze łatwo je bronić na poziomie hasłowym. I tak po kolei „pełna równość małżeńska – jesteśmy normalnymi Europejczykami, których nie interesuje sadyzm wobec mniejszości; złagodzenie prawa aborcyjnego – widzimy w kobietach ludzi; 35-godzinny tydzień pracy – więcej czasu na fuchy lub hobby; żłobki i przedszkola dla wszystkich – szanujemy dzieci; zmniejszenie pensji posłów – trzy pensje minimalne to w Polsce pensja profesorska, chociaż niektórzy przy ośmiorniczkach twierdzą, że za 6 tysięcy to tylko idiota lub złodziej”.

    Nie można tego powiedzieć o propozycjach Majmurka, bo jak bez półgodzinnego wyjaśniania przekazać o co w ogóle chodzi w uniemożliwianiu przez państwo wspierania śmieciowego zatrudnienia (delegalizacja umów zlecenie?) i dlaczego nie zniszczy to NGOsów. Albo, że w naprawie mediów publicznych nie chodzi o przywrócenie Jednego z Dziesięciu do TVP2. Już nie mówiąc o tym, że na chwilę obecną to w Polsce związkowców jest chyba nawet mniej niż gejów, a demokracją bezpośrednią jest zainteresowana tylko klasa wyższa (bo może to zmniejszyć transparentność lobbyingu) i ewentualnie wyższa klasa średnia, gdyż reszta, jak zresztą sam autor zauważa, jest zajęta zarabianiem na życie.

    Oczywiście należy zgodzić się z autorem, że społeczeństwo może nie być gotowe na postulaty lewicowe, bo bardziej jest gotowe na zamordyzm monokulti w postaci jakiegoś prawa do przeszukania piwnicy bez nakazu w poszukiwaniu uchodźców czy do zatrzymania na 48 godzin każdego, kto nie okaże na żądanie certyfikatu czystości narodowościowej. No i oczywiście delegalizacji muzyki klasycznej, jako niemieckiego (Bach, Strauss i Mozart!) niszczyciela jedynie prawdziwej polskiej kultury. Jednak w moim odczuciu lewica zwyczajnie nie powinna wchodzić do tej rzeki.

    1. Bieńkowska mówiła o pensji wiceministra!! Uważasz że ktoś decydujący o wydawaniu miliardów zadowoli się 6 tysiami?

  17. „Co by mogło zagrać lepiej? Nie wiem, wymagało by to pewnie szerszej dyskusji.” Czyli nie wiem, ale jak to intelektualciuch się do….ę. W końcu se piszę, i za to mie płaco.

    Na przyszłość sugerowałbym, aby jak się nie ma konkretów jako rad, a jedynie narzekanie, dać sobie szansę by pomilczeć.

  18. „Zasługujemy jako obywatele na to, by nasi przedstawiciele w Sejmie byli godziwie opłacani”

    Mam wrażenie że obecnie dominującym politykom nie zależy na kasiorze

  19. Po tych propozycjach to już nie da się ukryć że jest to niepoważna, populistyczna partia. 18 letni syn który mi podsunął artykuł zapytał: No i co ty na to tato – bo według mnie to urwali się z choinki.

    1. Jest to partia głupsza od Samoobrony, skrajnie demagogiczna i jedno szczęście, że sondaże nie wróża sukcesu i inaczej, niż w 2015 roku Zandberg w kolejnych debatach politycznych będzie już atakowany, nie będzie tego efektu nowości i sytuacji gdy inni nie bardzo wiedzą z czym się to je.
      Niech mi ktoś wytłumaczy jedną rzecz przyjmuje się rozwiązania, które nie sprawdziły się we Francji jak 35 godziny tydzień pracy, 75 procentowy podatek – gdzie tu sens, gdzie logika ? Równości w małżeństwie nie da się zadekretować, jak mąż nie chce wynosić śmieci, to trudno by państwo naprawiało zły wybór żony i vice versa.

    2. No, świetne kontrargumenty masz, naprawdę wspaniałe. Tak złożonej merytorycznie wypowiedzi jeszcze w życiu nie widziałem.

  20. Autor patrzy na program Razem z perspektywy krótkoterminowej, najbliższych wyborów, a to nie jest optymalna perspektywa, chyba, że celem Razem jaki chciałby widzieć Autor miałoby być zwalczanie PiSu. Przeczytałem program samorządowy i w tym widzę jego dojrzałość większą niż u innych partii i środowisk opozycyjnych, że jest wolny od tego „obowiązku”. Perspektywą Razem powinno być długofalowe działanie – obecny program jest tylko pierwszym etapem, docieraniem się, więc nie należy rozliczać ich z niedociągnięć skutkujących utratą drobnych korzyści politycznych (notabene, czy ważna skądinąd kwestia mediów której brak wytyka Autor przysporzy Razem korzyści? wątpię). Obecne działania Razem należy oceniać odpowiadając w pierwszej kolejności na pytanie, czy budują one lewicową opozycję (ja mam nadzieję, jako kontynuatorkę tradycji PPS, a nie jako klon zachodnich partii post-lewicowych) na po zakończeniu zbliżającego się cyklu wyborczego w 2021. Najbliższe wybory radzę traktować „instrumentalnie”, nie starać się o maksymalizację wyników, bo wymagałoby to odstąpienia od kładzenia fundamentów. Może nawet za 5 lat nie będzie już partii Razem, ale będą ludzie partii Razem którzy dziś zdobywają kompetencje społeczne. Z tej perspektywy nie jest ważne, czy wszystkie 5 projektów ustaw to strzał w dziesiątkę. Słyszałem, że Razem w poważny sposób pracowało nad swoimi koncepcjami i to jest największą wartością. Wypracowany proces budowania programu „sam” wcześniej czy później skoryguje błędy. Pomysł, by stratować tylko do Sejmików też pokazuje dojrzałość. Owszem, lepiej byłoby stratować na każdym szczeblu, ale to by musiało doprowadzić do rozwodnienia tożsamości Razem, nabrania przypadkowych „koalicjantów” i marnacji ogromnych zasobów za niepewny rezultat nawet w przypadku objęcia kilku mandatów więcej. Koalicjantów to Razem może przyjmować jak będzie partią parlamentarną o skrytalizowanej tożsamości, żeby ogony nie machały psem. W tej decyzji widzę dobry pragmatyzm, że Razem potrafi „optymalizować” działania, a nie „prostolinijnie” walić głową w mur, jak na bezrefleksyjnych radykałów przystało.

    1. Ciekawy punkt widzenia i zasadniczo odmienny od skoncentrowanej na bieżączce polityce polskiej. Pogodziłbym się z taką koncepcją długiego marszu:
      ‚Może nawet za 5 lat nie będzie już partii Razem, ale będą ludzie partii Razem którzy dziś zdobywają kompetencje społeczne’
      tylko że ci ludzie po ewentualnym rozpadzie partii w dużej większości albo zniechęcą się do polityki, albo przynajmniej stracą wiarę w forsowany uprzednio program i styl ‚długiego maszerowania’. W końcu mówimy o hipotetycznej sytuacji, w której partia przelicytowała czas, który jej dali wyborcy i poniosła ostateczną klęskę. Co wtedy? Zakładamy kolejną partię z długim marszem w planie? Działamy w innych w stylu, który ‚utopił’ Razem? Jedyną potencjalną korzyścią w takim przypadku byłoby pojawienie się na scenie lewicowej polityków z doświadczeniem znacząco różnym od doświadczenia SLD. Tyle że byłoby to niestety doświadczenie klęski i rozsypki. Na pewno któraś postać gdzieś miałaby możliwość pozytywnie wypłynąć i pracować na rzecz kraju. Ale już nie w ramach jednolicie zorganizowanego ruchu – na cudzych warunkach.

      1. Tak, to są uprawnione zastrzeżenia. Odpowiem przywołując przykład środowiska Jacka Kuronia od czasu jego wyrzucenia w 1962 r. z harcerstwa, bo wtedy zaczął się jego/ich opozycyjny marsz. Jedni wyczerpani się wykruszali, inni przychodzili, ale już nie zaczynali od zera, bo kompetencje społeczne były przekazywane i rozwijanie. To jest droga dla Razem, a przecież dziś jest nieporównywalnie łatwiej i przeciwnik nie jest demoniczny (chociaż niektórym nieznającym proporcji widzi to się inaczej). Pisząc, że za kilka lat może nie być partii Razem niekoniecznie miałem na myśli, że przejdą przez unicestwiający kryzys po którym coś niecoś po niej zostanie. Zmiana szyldów (ale niekoniecznie wartości) to norma polskiej polityki wynikająca niekoniecznie z koniunkturalizmu, a z tego, że polskie życie publiczne nie jest jeszcze tak stabilne, że mogą istnieć środowiska polityczne ciągnące „sprawę” od kilkudziesięciu lat a nawet dłużej, by wymienić Torysów czy socjaldemokratów niemieckich. Wszystkie początkujące opcje bym przekonywał do takiej postawy, że nie wszystko od nas zależy i trzeba cierpliwie znosić niepowodzenia, które wcale nie świadczą o tym, że żyjemy w błędzie. Jak mi to ktoś przekazał, mamy stawiać maszty/żagle, a czy dmuchnie w nie wiatr, to już nie nasza sprawa. Po co więc się szarpać? By żyć w zgodzie ze sobą, uczciwie, to nie sukces przesądza o prawdzie. By pozostać tylko przy przykładach z polityki, wiatr w żagle dostali kiedyś Tymiński, Kwaśniewski, Krzaklewski, Kaczyńscy, Tusk/Olechowski/Płażyński, Lepper, Giertych i jedni go wykorzystali, inni nie, często zależnie od tego, ale nie tylko od tego, jakie żagle mieli przygotowane. Niech Razem czeka cierpliwie na swój wiatr, dostanie go wcześniej czy później. Niech tylko z niecierpliwości nie da się wcielić pod obcą banderę, której wiatry już nie służą (Wyborcza, Platforma, .Nowoczesna a już najbardziej SLD). Bo z nimi można jeszcze popłynąć, ale bardzo krótki kawałek.

        1. Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Pozostając jednak przy Kuroniu, jego marsz trwał 30 lat, a gdy wydawało się, że wreszcie zawial wiatr, pozostały mu działania osłonowe dla polityki, z którą się fundamentalnie nie zgadzał. Fakt, że swoim zasadom się nie sprzeniewrzyl, ale też zrealizować ich nie mógł. Ja jednak, szanując taką postawę, muszę powiedzieć, że skuteczność jest dla mnie w polityce bardzo istotna.