Felieton

Lewica ma powody, by chcieć odsunąć PiS od władzy [polemika z Wosiem]

Prawdę mówiąc, wkurwia mnie sugestia, że jak ktoś bardzo nie chce rządów PiS, to na pewno przez uwewnętrznionego Adama Michnika.

Rafał Woś to wśród polskiej, zwłaszcza młodszej lewicy postać bardzo wpływowa. W pełni zasłużenie, bo od lat konsekwentnie, jak mało kto, obala w swoich tekstach o gospodarce zaskakująco nieraz trwałe dogmaty, zderza doktryny z empirią i przywraca progresywną myśl ekonomiczną głównemu nurtowi. Tym bardziej zaskakuje to, jak łatwo w niektórych artykułach politycznych podporządkowuje fakty, empirię i najnowszą historię tyleż prostej, ile szkodliwej fantazji. Ostatni felieton Lewico, nie pchaj się liberałom na patelnię z weekendowego „Dziennika. Gazety Prawnej” to kwintesencja jego opowieści o nazbyt grzecznej lewicy, która z naiwności lub cynizmu ulegając liberałom, zaprzedała duszę średnioklasowemu diabłu, a Polskę wydała na pastwę banksterów i samozadowolonych inteligentów z Czerskiej. Dziś z kolei, owładnięta nienawiścią do PiS, powtarza błędy ostatniego ćwierćwiecza, by z pozoru tylko zmieniając układ rządzący, wszystko zostawić po staremu.

I oto mam okazję bronić Razem „z prawa”

Felieton ma swoje prawa i nie wymaga na wstępie ścisłej definicji pojęć, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że „obłaskawiona przez liberałów”, a potem w efekcie „pałaszowana” przez ostatnie 27 lat lewica w Polsce to jakiś chochoł. Można od biedy przyjąć, że reprezentacją „sytego obozu liberalnego mieszczaństwa”, gdzieś do afery Rywina, jest ośrodek medialny, jakim była „Gazeta Wyborcza”, a potem ośrodek partyjny, czyli Platforma Obywatelska. Ale jak to faktycznie było z tym „obłaskawianiem”, które zdaniem Wosia ugrzeczniało lewicę, separowało ją od wykluczonych i zamieniało socjaldemokratów w liberałów?

„Obłaskawiona przez liberałów”, a potem „pałaszowana” przez ostatnie 27 lat lewica w Polsce to jakiś chochoł.

Głosowanie planu Balcerowicza przez byłych członków PZPR to właściwie „stan wyjątkowy”, więc rzutowanie go na późniejsze lata nie ma sensu; potem SdRP, będąc w opozycji na początku lat 90. transformację krytykowała ostro. Będąc u władzy już radykalna nie była, ale nie za sprawą uwiedzenia przez „sytych liberałów”, tylko świeżej pamięci kryzysu socjalizmu i potrzeby legitymizacji w Europie – Sojusz z Kwaśniewskim nie uwodzili przecież „beneficjentów transformacji”, tylko grali na twardy elektorat i Polskę B. Politycy SLD z lat 90. zdziwiliby się pewnie usłyszawszy, że ich Adam Michnik „obłaskawiał” – to w „Gazecie” przecież napisano, piórem Ewy Milewicz, że SLD mniej wolno; to Unia Wolności z Leszkiem Balcerowiczem nie zdecydowała się na koalicję z Sojuszem po 1997 roku. Za swych drugich rządów postkomuniści faktycznie odeszli od populistyczno-socjalnych haseł kampanii i poszli twardo w neoliberalny „europeizm”, ale znowu, nie po to, żeby ich Michnik wreszcie pokochał i przytulił, tylko dlatego, że odziedziczyli dziurę budżetową po Balcerowiczu, dopinali trudne negocjacje przedakcesyjne, a do tego w całej Europie święciła triumfy „trzecia droga”. „Gazeta” Sojusz ledwie tolerowała do negocjacji w Kopenhadze w grudniu 2002 roku (Kwaśniewskiego tolerowała dłużej i słusznie, ale to głównie za dobrą politykę wschodnią i odważny gest w Jedwabnem), a i tak zaraz potem była Ustawa za łapówkę… i późniejszy zmierzch „państwa jednej partii i jednej gazety”.

Po klęsce Sojuszu i krótkich rządach PiS przyszedł rok 2007 – i to chyba jedyny moment, gdy narracja Wosia o lewicy, która się „liberalizuje”, by przypodobać się „sytym mieszczanom”, najbardziej zbliża się do prawdy („GW” sprzyjała operacji tworzenia LiD), ale to raczej epizod w permanentnym kryzysie lewicy po 2005 roku niż jego źródło. Przygody Unii Pracy czy samego Piotra Ikonowicza z silniejszymi i bardziej mainstreamowymi graczami to także epizody, które na losy wykluczonych, Polski i neoliberalizmu wpływ miały znikomy.

Woś widzi groźbę kontynuacji tego rzekomego mechanizmu dziejowego (zmiękczanie, a potem neutralizacja lewicy) i przywołuje wezwania liberalnego salonu, by najpierw „oderwać od władzy PiS”; dostrzega również taką intencję w taktyce realnych ośrodków siły politycznej. Faktycznie, słyszymy od jakiegoś czasu apele, by jednoczyć wszystkie siły polityczne pod sztandarem (a nawet na listach) PO, tyle że dla młodej lewicy, do której Woś się bezpośrednio swym tekstem zwraca, felietony Maziarskiego & Co. to raczej farma LOLcontentu niż wołanie czczonych mędrców. Takiej “kooptacji (do Wielkiej Opozycji) przez rezygnację (ze szczątek choćby lewicowego programu)” nikt dziś nie bierze na poważnie.

Ciekawiej się robi, gdy Woś zaczyna interpretować strategię PO – rzekome „pichcenie lewicowej przystawki” po to, by ją następnie pożreć (przypisuje tę intencję także Nowoczesnej, ale przecież liberalna przystawka z lewicy to, z dość oczywistych względów, strata głosów dla partii Ryszarda Petru; byłaby to w jego wypadku strategia samobójcza, bo nawet zjedzona przez PO przystawka zostałaby najpierw sporządzona z części jego potencjalnych wyborców). „Kierowana przez Grzegorza Schetynę Platforma pragmatycznie przesuwa się w kierunku centrum, odbierając głosy PiS”, pisze Woś, dodając potem, że ze względu na anty-PiS-owską arytmetykę wyborczą liberałowie „próbują wypiec sobie lewicę”. Miałoby to sens, gdyby Grzegorz Schetyna na serio potraktował prowokację Kingi Dunin nt. sponsoringu lewicowej przybudówki (udającej, co prawda, lewicę radykalniejszą), tyle że w praktyce nic na to nie wskazuje.

To niech PO stworzy lewicę

Strategia „liberalnych mieszczan”, o których ja wolę mówić jako o „centroprawicowej opozycji” wygląda dziś bowiem zupełnie inaczej. Schetyna zapewne chce przejąć część zniesmaczonych praktyką rządów PiS wyborców tej partii, ale w tym celu nie przesuwa się do żadnego centrum, tylko właśnie na prawo – oferując kobietom „kompromis aborcyjny” w konstytucji, negując wagę kryzysu uchodźczego w Europie, oferując parom homoseksualnym dyskusję (!) o związkach partnerskich po wyborach 2019 roku, a wszelkiej maści „socjałom” Andrzeja Rzońcę jako głównego eksperta ekonomicznego. PO liczy zapewne, że na lewo od Nowoczesnej zostanie sam plankton, a wtedy całkiem sporo socjaldemokratycznych wyborców po raz enty zatka nos klamerką, zaciśnie zęby i pójdzie zagłosować na jedyną liczącą się w sondażach partię cywilizowanych Europejczyków jedzących nożem i widelcem, która zatrzyma polski faszyzm, widmo inwazji rosyjskiej i zmierzch festiwalu w Opolu.

Opozycjo, chcesz wygrać z PiS? Podziel się na pół

Pomysł, który między innymi nasze środowisko, między innymi moim piórem głosi – całkiem rzetelnie, choć z pominięciem uzasadnień, przez Wosia zrekonstruowany – a więc zbudowanie kilkunastoprocentowej formacji na lewo od opozycyjnej centroprawicy nie jest efektem uwiedzenia „melodią graną przez liberałów”, a konkretnie tekstem piosenki „o strasznym PiS reprezentującym najciemniejsze siły tkwiące w naszym społeczeństwie”. Prawdę mówiąc, wkurwia mnie sugestia, że jak ktoś bardzo nie chce rządów PiS, to na pewno przez uwewnętrznionego Adama Michnika, który do spółki z Dominiką Wielowieyską straszy nie dość oświeconego delikwenta po nocach. Ale jeszcze bardziej irytująca jest teza, że w efekcie jawnego opowiedzenia się przeciw władzy PiS, lewica uczynić musi emancypację „zabawką dla postępowej klasy średniej”.

Prawdę mówiąc, wkurwia mnie sugestia, że jak ktoś bardzo nie chce rządów PiS, to na pewno przez uwewnętrznionego Adama Michnika.

Bo przypomnę tylko, że „postępowa klasa średnia” nawet w państwie z ustawą Ordo Iuris zdoła wyjechać na zabieg, względnie zrobić dobre badania w prywatnym gabinecie ginekologicznym; „postępowa klasa średnia” ma lepszy niż ludzie niezamożni dostęp do adwokatów, gdy trafi nieszczęściem na policję czy przed sąd; to wreszcie „postępowa klasa średnia”, jak się trochę zepnie finansowo, zdoła zapewnić dzieciom przyzwoitą edukację bez akademii smoleńskich poza szkołą publiczną. Dobrze, że chociaż rozbijanie Unii Europejskiej, degradacja środowiska naturalnego, nagonka na broniące praw człowieka NGO czy tolerancja dla ksenofobii i rasizmu wszystkim zaszkodzą po równo. Lewica ma naprawdę dobre powody, by uznać odsunięcie PiS od władzy za zadanie w tym momencie najpilniejsze, choć – oczywiście – daleko niewystarczające.

Lewica ma naprawdę dobre powody, by uznać odsunięcie PiS od władzy za zadanie w tym momencie najpilniejsze.

Odwołując się do swojej narracji o losach lewicy w Polsce Rafał Woś pyta, czyśmy o zdrowych zmysłach – bo przecież Einstein mówił, że powtarzanie w kółko tego samego w celu osiągnięcia innych rezultatów to świadectwo obłędu. Czyśmy nie przeczytali wywiadów Grześka Sroczyńskiego? Abstrahując od trafności historycznego opisu (i rzekomej powtarzalności proponowanej przez nas drogi, mającej wieść lewicę do zguby), odpowiem najpierw Keynesem: „kiedy czasy się zmieniają, zmieniam poglądy. A Pan?” Bo przecież dziś nie panuje już prosta „hegemonia neoliberalizmu”, czego dowodem nie tylko Rafał Woś na łamach „Polityki”, ale przede wszystkim Rodzina 500+ i plan Morawieckiego, oba niezbyt lewicowe, ale też już nie rodem z lat 90. Także, ponieważ dziś obrona demokracji liberalnej i miejsca Polski w Europie nie jest rytualną mantrą organicznych intelektualistów PO, ale wyzwaniem cywilizacyjnym i geopolitycznym na kolejne lata. Wreszcie, gdyż oświacie i kulturze grożą dziś już nie tylko komercjalizacja, zachowawczość oraz oportunizm, ale także rozgniatający resztki autonomii i pluralizmu nacjonalistyczny walec.

A zatem tak, praktyka rządów PiS ustawiła niektóre priorytety lewicy, której w pewnych sprawach (Europa, konstytucja) po prostu musi być po drodze także z obozem „sytych mieszczan”, przynajmniej tych liberalnych (bo wcale niemało jest ich w PiS, bynajmniej nie będącym partią klas uciśnionych). W innych sprawach (prawa kobiet!) musi ona bronić społeczeństwa przed PiS właśnie dlatego, że niektórym sytym mieszczanom nie chce się ruszyć tyłka. Ale najważniejsze jest co innego. I tu właśnie tkwi sedno naszego z Wosiem sporu – nie tyle o „lewicę wobec „PiS”, ile o pytanie, „po co komu potrzebna jest lewica”.

Rafał Woś myślenie w kategoriach koalicji lewicy (na lewo od Nowoczesnej) flirtującej z mieszczańskim elektoratem sprowadza do zabaw „postępowej klasy średniej”, nie dość, że nieetycznych (bo zaniedbujących „wyklęty lud ziemi”), to jeszcze skazujących na marginalizację. O tych „zabawach” była już mowa, ale powiedzmy, do kogo faktycznie, lewica miałaby się odwoływać? I przede wszystkim jak? Grzecznie czy radykalnie?

Apele Wosia, by lewica była „antysystemowa” (co to znaczy?) tak, żeby mogła „przestraszyć” zarówno elity liberalne, jak i PiS, by zeszła w rejony społeczeństwa, gdzie „liberalno-mieszczańska mamusia nie pozwalała się zapuszczać” brzmią mało poważnie. A to dlatego, że jego efektowne metafory niezbyt pasują do konkretnych wątków i tematów, którymi Woś każe lewicy się zająć. No bo tak: lokatorzy? Słusznie, ale startująca w wyborach (!) partia (!!) lewicy w Polsce powinna raczej proponować budowę mieszkań komunalnych na wielką skalę, lepsze planowanie przestrzeni i prawną ochronę mieszkańców przez wyzyskiem deweloperów niż osobiście przepędzać komorników z akcji eksmisyjnych – po prostu podział pracy musi być, a formacja partyjna to nie załoga squatu, nawet jeśli ta ostatnia robi skądinąd świetną i pożyteczną robotę.

Kolejny wskazany kierunek to związki zawodowe – tu też zgoda, ale nie chodzi tylko o wsparcie tych najbardziej wojowniczych, lecz o budowanie koalicji z ZNP czy OPZZ czy o zwiększanie uzwiązkowienia w sieciach handlu i usługach. Obywatele jako mieszkańcy i jako związkowcy to oczywisty elektorat lewicy, ale nie jako awangarda robotniczej rebelii, tylko zorganizowana siła społeczna; może nie trzeba się jej bać, ale trzeba się z nią liczyć. A już kolejne dwie grupy elektoratu przez Wosia zasugerowane – „alterkapitalistyczne” ruchy miejskie i walczący o dowartościowanie prowincji mieszkańcy Polski powiatowej rodem z Miasta Archipelagu Springera – to tyleż słuszny kierunek, ile niepasujący zupełnie do zarzutów o mieszczańskość lewicy. Po prostu ci aktywiści miejscy to tacy proletariusze, jak ja anarchista.

Krótko mówiąc: tak, wszędzie tam się (również) powinna zwracać lewica, ale to żaden radykalizm, to właśnie projekt cywilizacji socjaldemokratycznej nowego typu, o jaki nam chodzi. Natomiast gdy Woś każe lewicy „iść jeszcze głębiej”, prowadzi w rejony osobliwe. Życzliwe spojrzenie na kulturę kibicowską? Owszem, warszawscy entuzjaści założyli postępowy klub AKS „Zły”, piękna inicjatywa, ale raczej nie masowa. Autor Dziecięcej choroby liberalizmu zapomniał chyba, że FC St. Pauli gra w Bundeslidze, a nie nad Wisłą. Zamiast młodych „wściekłych”, których politycznie pociągają (nie tylko w reportażach „Gazety Wyborczej”) Kukiz i narodowcy, a których dominantą światopoglądową jest brutalny społeczny darwinizm, lewica powinna raczej bronić ich rówieśniczek z miast i miasteczek przed wyzyskiem i przemocą – nie tylko dlatego, że statystycznie są dużo bardziej zorientowane na postawy solidarystyczne od mężczyzn.

W tej nazwie jest brokat, sięganie gwiazd i ważna kobieta

Dalej, Woś proponuje katolicyzm ludowy i jego „socjalny dorobek”. Może lepiej uznać fakt, że klasa ludowa niekoniecznie jest taka „kościółkowa”, jak ją pragną widzieć miejskie elity? I z drugiej strony, zapytać kobiety, czy władza księdza proboszcza i katechety nad miasteczkiem to najlepsza z dostępnych opcji? Lewica nie ma się też oburzać na „przaśność disco-polo”… Cóż, oburzać się nie musi, ale niestety Ole, Olek! to już stare dzieje – nawet dość libertyńska muzyka ludu ma ograniczony potencjał emancypacyjny w czasach alt-prawic i ogólnego postmodernizmu.

Polityka? Bez klasy, bez sensu

Zgłaszane przez Rafała Wosia pomysły na nowy elektorat mają pozwolić wyjść poza „dominującą dziś wśród wyborców i działaczy Razem bańkę lewicowców doktorantów”. Cel to szczytny, ale może zamiast bić się o kiboli i małomiasteczkowych katolików z „PiS, Solidarnością, narodowcami czy Kukizem” lepiej zwrócić się np. do nauczycieli, pielęgniarek, pracownic handlu detalicznego? Do wykwalifikowanych robotników i działaczy związkowych w przedsiębiorstwach, kobiet i członków mniejszości seksualnych dyskryminowanych, a nieraz pozbawianych czci i ochrony prawnej przed przemocą, rodzin marzących o dostępnym mieszkaniu, wielkomiejskich hipsterów marzących o niewyciętym lesie pod miastem, prowincjuszy wkurzonych na zawieszony pekaes, rodziców pragnących porządnej szkoły na osiedlu dla swoich dzieci, seniorów obawiających się, czy ktoś się nimi na starość zaopiekuje – i jeszcze wielu innych grup, które może nie nadają się tak dobrze na publicystyczne ikony „gniewu wykluczonych”, ale za to mają uprawnione interesy w dobrej jakości usługach publicznych i światopogląd co najmniej niesprzeczny z tym strasznym, liberalnym, mieszczańskim minimum cywilizacyjnym?

Nie zadzieraj z matką! Rodzice przeciwko reformie edukacji

Przekaz do takich właśnie grup skierowany nie skazuje lewicy na los przystawki dla centroprawicy, ani też przed nim nie broni. O podmiotowości w przyszłym Sejmie w stosunku do możliwego rządu konserwatywnych liberałów decydowałoby co innego, tzn. liczba głosów i twarda gra przetargowa, na zasadzie: my (lewica) klepniemy wam budżet, jak wy (liberałowie) do niego wepchniecie większą subwencję oświatową (progresywne podatki, ekologiczne normy spalania węgla, narodowy program geriatryczny, itd.). Jeśli taka gra się uda, w kolejnych wyborach lewica nie będzie skazana na walkę o trzecie miejsce. Jeśli nie, pewnie zejdzie z politycznej sceny – ale powtórzę, przesądzi o tym liczba mandatów i umiejętności negocjacyjne w Sejmie od 2019 roku, a nie rewolta wściekłych przed wyborami.

A poza tym uważam, że PiS należy odsunąć od władzy. A nie kombinować nad ewentualnością, jak tu z nim wejść w koalicję – bo to właśnie nam Rafał Woś na koniec sugeruje wieszcząc, że niegrzeczna lewica „przestanie być skazana na liberałów”, przez co „negocjacje nad współrządzeniem nabiorą rumieńców”.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Czytam, czytam, czytam. Dziś ten tekst, w weekend wywiad z Maciejem Gdulą, myślę sobie - dobre teksty, a po chwili przychodzi refleksja: "i co z tego?" Bo tak naprawdę co z tego wynika? Gadamy, piszemy, dyskutujemy, a jak widać guzik to wszystko daje, bo lewica w Polsce na dzień dzisiejszy jest marginesem i niestety wszystko wskazuje, że jeśli nie wydarzy się nic niezwykłego przez najbliższe miesiące, to marginesem zostanie i nie wejdzie do przyszłego sejmu. Po raz kolejny dziś patrzę na sondaż (po raz kolejny powtórzę, że wiem że nie powinno się może jakoś specjalnie do nich przywiązywać wagi, ale jednak według mnie są istotne), jest to sondaż IBRiS dla Rzeczpospolitej, czyli akurat tutaj Razem w ostatnich miesiącach miało regularnie ok.3,5-4,5%, a dziś ma 2,5% (zresztą przez cały maj, od słynnej akcji 1maja z SLD poparcie spadło, we wszystkich sondażach było ok.2%), raczej trudno mówić o niedoszacowaniu itd., trend spadkowy jest wyraźny.
Po ostatniej konwencji programowej Nowoczesnej widać, że to ona przejmuje miejsce lewicy i niestety według mnie okaże się to skuteczne, tak że zbierze ok.10% wyborców, część zabierając właśnie Razem (widać było, że dużo osób wybiera między Razem, a Nowoczesną, a skoro Razem nie ma szans, to będą głosować na .N) I jasne, że gospodarczo Nowoczesna to prawica, ale bądźmy szczerzy, kogo w Polsce obchodzi program gospodarczy? Wystarczy, że Petru powie - związki partnerskie, świeckie państwo, wyjście religii ze szkoły, edukacja seksualna itd. i już dla niektórych są lewicą, nowoczesną partią, na którą zagłosują, bo gospodarka i ekonomia ich nie interesuje. PO jest i zostanie główną partią w granicach ok.28-30%, Nowoczesna będzie miała ok.8-10%, zabierając poparcie partiom lewicowym. Podobno jeszcze w wywiadzie w sobotę Lubnauer opowiada bajki, że chcą państwa na wzór Szwecji, ale podatków nie podniosą, to jest po prostu istny kabaret 🙂 Zyskiwać będzie też Kukiz, który w dzisiejszym sondażu ma 14%. Takie są fakty, lewica jest na marginesie i raczej nie ma widoków na zmianę.
Myślę też że w tym tekście jest pewien błąd, chodzi mi o to, że lewica powinna odpuścić kiboli i małomiasteczkowych katolików, a skupić się na nauczycielach, pielęgniarkach, wykwalifikowanych robotników, związkowców, kobiet etc. Tzn. zgadzam się, że kibole i fanatyczni katolicy to są wyborcy do których Razem nie dotrze, ale według mnie błędne jest mówienie jakoby były jakieś szanse na masowe poparcie w tych innych grupach. Wystarczy sobie poobserwować co się dzieje i zauważy się, że teraz ludzie o "narodowych", mocno katolickich, przeciwnych uchodźcom są po prostu wszędzie i tak naprawdę po prostu poglądy lewicowe, poglądy Razem w takim kraju jak Polska są dla większości nie do przyjęcia (z jednej strony właśnie ten narodowy-katolicyzm, z drugiej neoliberalizm).

Nie wiem, chciałbym żeby coś się w najbliższym czasie wydarzyło, co pozwoliłby mi trochę złapać jakiś promyk nadziei jeśli idzie o lewicę w Polsce, ale jest to mało prawdopodobne. Oczywiście będziemy sobie dalej dyskutować, czytać ciekawe tekst o polskiej lewicy, a ona i tak będzie miała 2,5% poparcia tak jak dzisiaj.

Poważnym problemem jest to, ze w Polsce nie wykłada się w szkole doktryn politycznych. W efekcje czego 25 neoliberalnej propagandy sprawiło, że sporo osób uważa, iż SLD to lewica a program 500+ to juz ostry komunizm.
To samo z podatkami - juz kilku osobom sam wyjaśniałem, ze 75% podatek nie dotyczyłby ich bo zarabiaja 2000. Ludzie kompletnie nie rozumieją co to jest progresja podatkowa, albo nie rozróżniają podatku pośredniego od bezpośredniego. W takich warunkach nic dziwnego, że program Razem spotyka się z uśmieszkami i to zwĺaszcza wśród ludzi, ktorzy powinni byc elektoratem lewicy.
Ksenofobia jest efektem świadomiej polityki PiS - rok wulgarnej antyuchodzczej nagonki oraz poblażań dla przestępstw z nienawiści robi swoje. W Polakach rośnie lawinowo strach przed islamskim fanatyzmem podczas gdy w Polsce realnie nam zagraża fanatyzm katolicki.

Jarosław K.

Proponuję jeszcze teorię marksizmu-leninizmu i na pamięc międzynarodówkę. 🙂

Świetny pomysł, moze wreszczie zaczęto by używać terminu "marksizm" i "komunizm" zgodnie z ich znaczeniem, bo na razie niestety w Polsce określa się tak wszystko co jest na lewo od prawej ściany.

Niby racja, ale spójrz na sondaże Biedronia - mocny kandydat w wyborach prezydenckich, w jednym sondażu nawet wyszło, że mógłby rywalizować w drugiej turze z Dudą jak równy z równym. To pokazuje, że trafiając w oczekiwania , lewicowy polityk może pociągnąć ludzi i to nawet jeśli jest to - co za szok w Polsce - otwarty gej. Bo wcale nie jest tak, że ludzie mają w większości zdecydowane poglądy prawicowe; większość ma sieczkę w głowach , głosują kierując się emocjami, mitami, chwilowymi modami. I np. taki Biedroń może zrobić w przyszłości dobry wynik i tym pociągnąć lewicę, zakładając jakiś Ruch Biedronia Uśmiechnięta Polska czy coś w tym stylu

Kto bedzie usmiechniety? ci co po 89 zaczeli sie usmiechac. Ropsnaca klasa srednia . Nizsze warstwy, biedacy ,pracujacy biedacy , emeryci , 5 mln zyjacych w tragicznym polozeniu niepelnosprawni po ktorych nikt nie siega. 5 mln glosow korych nikt nie chce, Lewica to wypchane z systemu pomocy samotne matki , pozbawieni praw pracownicy najemni - ci usmiechac sie nie beda. Lewica to zmiana kierunku dystrybucji pieniadza, to wyrownywanie nie szans ale poziomu zycia, to praca i chleb i dach nad glowa.

Jak najbardziej. Może zatem daj jakiś pomysł, żeby do nich dotrzeć. Dotychczasowe próby - Ikonowicza czy Razem - dały wiadomo jakie skutki. Myślisz, że machając z wkurwioną miną czerwonymi flagami i wygrażając kapitalistom coś osiągniesz? To próbuj dalej, powodzenia. Ja myślę, że gówno z tego będzie. Ci, do których się kierujesz, nadal nie będą chodzić w większości na wybory, a częściowo zagłosują na skrajną prawicę. Bo tak się akurat objawia dzisiejsza nie-uśmiechnięta Polska. A tym niższym warstwom mogą pomóc tak naprawdę właśnie tylko ci uśmiechnięci - o ile zaczną wreszcie rozumieć, że równiejsze społeczeństwo to lepsze społeczeństwo

Nie mogę się do końca zgodzić. Jasne, że Biedroń ma spory potencjał i to widać w sondażach, tylko jest parę problemów, które ja zauważam.
Po pierwsze mam dość duże obawy jeśli idzie o Biedronia, Nowacką i środowisko z nimi związane, jeśli idzie o postulaty lewicowe. Do końca nie wiem tak naprawdę jakie oni mają poglądy, tzn. na pewno są bliżej centrum niż Razem, tylko obawiam się tego, że jak przyjdzie co do czego, to bez problemu zostaną wchłonięci przez liberałów, wejdą w jakieś koalicje w sejmie z PO czy Nowoczesną i skończy się tak, że jeśli idzie o kwestie socjalne, to nie zrobią nic, może uda się załatwić związki partnerskie czy coś w tym stylu w ramach jakiegoś dobicia targu z neoliberałami, ale szczerze to mimo że to bardzo ważna kwestia, to tak naprawdę jest cała masa spraw bardziej kluczowych i palących dla ludzi w Polsce. Pytanie jest więc takie czy Biedroń i Nowacka, to faktycznie mocne centrolewicowe poglądy i tych poglądów nie porzucą, czy jednak po prostu poglądy typowo liberalne. W Polsce czasem ciężko to wyczuć, bo scena polityczna jest mocno przesunięta na prawo.
Druga kwestia to osoby popierające Biedronia czy Nowacką. Wystarczy przez jakiś czas prześledzić ich fanpage, by dojść do wniosku, że popierają ich w sporej części osoby o poglądach liberalnych, a nie lewicowych, dla których jeśli idzie o kwestie gospodarcze, ekonomię często odpowiedzią jest neoliberalizm. Czasem czytam te komentarze i nie wiem czy to profil lewicowych polityków, czy może Nowoczesnej... Dlatego to co napisałem wyżej jest prawdą, Polaków nie obchodzi gospodarka, bo tutaj głównie przyjęto, że jedyną słuszną wersją jest neoliberalizm (a wszystko inne np. socjaldemokracja to komunizm), gra rozchodzi się o kwestie światopoglądowe itp., dlatego ludzie rozważają głosowanie na Razem lub Nowoczesną, mimo że programowo te partie to kompletne przeciwne bieguny. Tak więc Biedronia w większość popierają osoby nie o poglądach lewicowych, a liberałowie, którzy progresywne podatki nazwą komunizmem, okradaniem ludzi z tego co zarobili, 500+ nazwą rozdawaniem naszych pieniędzy, mieszkanie+ nazwą mieszkaniem dla leni, hołoty i patologii i dawaniem ludziom mieszkania za darmo itd., itp. Pytanie czy o takich wyborców chodzi lewicy? Pytanie czy taki polityk jak Biedroń, Nowacka, mając faktycznie lewicowe poglądy, nie powinni próbować kształtować poglądy osób które ich popierają?
I to jest właśnie problem, że Biedroń ludzi nie przyciąga do siebie swoimi lewicowymi poglądami, lewicowymi wartościami, lewicową wrażliwością, on w jakimś sensie nie buduje nowej narracji, nie próbuje choćby trochę zmieniać myślenia osób, które go popierają, nie zmienia kursu polskiej polityki choćby minimalnie w lewą stronę, bo gdyby zaczął coś gadać o kwestiach socjalnych, to popierające go osoby zaczęłyby go krytykować i podejrzewam, że sporo potencjalnych wyborców by od niego odpłynęło. On zyskuje tym, że właśnie w jakimś sensie ludzie wpisali go w taką narrację jaką prowadziła PO, coś właśnie w stylu "Ruch Biedronia Uśmiechnięta Polska" tak jak zostało napisane wyżej 🙂 Jest miły, kulturalny, zrobi sobie fajne selfie, ładnie się prezentuje i ładnie gada, tylko że to gadanie jest trochę takie by nie podpaść neoliberałom (przyjemniej ja to tak odbieram). Niby ostatnio krytykuje PO, ale w zasadzie na tym się kończy, nie proponuje nic w zamian. Osobiście mimo wszystko mam do niego szacunek i liczę że odegra jakąś rolę w polskiej polityce w przyszłości, ale jednak cały czas jest dla mnie dużym znakiem zapytania, trochę właśnie brakuje mi takiej próby z jego strony by przeciągać kurs w lewą stronę.
I właśnie jeśli idzie o Biedronia i Nowacką, to też to świetnie coś pokazuje, bo komu oni zabraliby poparcie gdyby założyli partię? W głównej mierze stawiam na dobicie Nowoczesnej 🙂 To jest właśnie polska polityka, niby lewicowa partia zabierze głosy skrajnie prawicowej, neoliberalnej partii. Zabierze tylko dlatego, bo liczą się dla tych wyborców związki partnerskiej, kwestia aborcji, prawa kobiet, świeckie państwo - sprawy ważne, ale dla lewicy to powinien być tylko fragment programu.

Tak to widzę. Biedroń faktycznie ma duże szanse, tylko pytanie w sporej mierze na ile faktycznie w tym jego poparciu jest ludzi, którzy mają lewicowe poglądy? Ja osobiście skłonny jestem do koalicji Razem-Nowacka-Biedroń w przyszłych wyborach do sejmu, tak by lewica miała jakąś reprezentację w sejmie, ale znowu pojawia się pytanie, na ile wyborcy Biedronia i Nowackiej, byliby w stanie przełknąć "komunistyczne" dla nich Razem? Podejrzewam, że takim ruchem Biedroń mógłby stracić trochę poparcia, bo sporo osób go popierających uważa Razem za skrajną lewicę. I tak to wygląda, właśnie u nas wyborcy mają sieczkę w głowach...

Biedroń nie jest typowym politykiem lewicy.
Jednak ludzie lewicy powinni go popierać z dwóch powodów:
1. Jako prezydent Słupska podejmował wiele temayów z agendy lewicowej, np. wszawica w szkole, czy warunki w miejscowym Mops. Wątpię, żeby biedroń poparł 75% podatek, ale na pewno cechuje się wrażliwością społeczną.
2. Jest nowoczesny. Nie mówię tu o robieniu selfie, ale o tym, ze jezdzi do pracy rowerem, że ostatnio ustapił miejsce w panelu dyskusyjnym kobiecie a jako gej zna z życia autentyczne problemy nietolerancji (był aresztowany za udział w manifestacji) czy codzienne problemy prawne osób homoseksualnych żyjących nieformalnie.
To są standardy, ktorych w Polsce bardzo potrzeba.

Dlaczego wg kwitów miejskich Biedroń spędza 100 dni rocznie na "podróżach służbowych" poza Słupskiem?
Prawdopodobnie dlatego, że wozi się po klubach gejowskich - w małym Słupsku zaraz by go przyuważyli i obsmarowali. Jako chroniony i śledzony przez tysiące oczu prezydent kraju wpadłby pewnie w seksualna depresję, czego mu nie życzę.

Ostatnio na targach książki obserwowałem jak obecność Biedronia wywołuje spontaniczny entuzjazm, kłębienie się wokół niego ludzi, budzi naprawdę żywe zainteresowanie, a dla opozycji na tych samych targach (ale nie tegorocznych) widziałem parę Terlikowskich, do których podchodził jedna, dwie osoby, a za to można było zobaczyć jak przechodzący ludzie ukradkiem lub i nie z daleka robią im zdjęcia komórkami. Osobliwe.

Woś 100 procent racji

Trudni się nie zgodzić. A szczególnie z dwoma cytatami z Wosia:
"....słabych oraz przegranych, którzy powinni stanowić naturalnie rację istnienia każdego lewicowego ruchu (inaczej po co komu lewica?" - no własnie, po co? Czyż Woś nie ma racji że lewica już ich nie broni? A dlaczego? Bo robi to juz PiS. O czym pan Woś też pisze: "Oczywiście, że w wielu tych miejscach lewica napotka rywala w postaci PiS, Solidarności, narodowców czy Kukiza"
Nie ma innej drogi dla lewicy aby odzyskać wiarygodność i żeby nikt się nie pytał po co komu lewica jak wrocić do korzeni tzn mieć swoją tożsamosć. Inna sprawa czy to się uda, bo odzyskanie pola zajętego przez PiS uważam za arcytrudne.

KP nie ma żadnego pola manewru. PO jest ideowo zabójcze dla lewicy, ale PiS jest zabójczy fizycznie i materialnie. KP gra na przetrwanie środowiska i struktur do lepszych czasów. Dla lewicy to jest coś w rodzaju rozbiorów. Chodzi o to, aby nie dać się rozbić.

Jarosław K.

Nie przetrwacie. Sami może tak, ale życie płynie, w końcu coś dzieciom do gara trzeba będzie włożyć.
Wytrzebimy was jak przechodnie krzak bzu - po kwiatku, po kawałeczku aż do gołych gałęzi. :*

Tak, wiem, a potem zbudujecie tysiącletnią Rzeszę. Kiedyś nie wyszło, ale może następnym razem.

Zbudują 1000-letnią wielką Polske, a nową chujsarię uformują z emerytów, których już niedługo będzie 80 proc. społeczeństwa, bo pokolenie patryjotów cuś się rozmnażać nie chce 😀

Panie Michale, w momencie, w którym Razem zgodzi się na koalicję z pozostałościami SLD i Ruchu Palikota, będę wiedział, że coś się bardzo mocno zepsuło w Partii, którą wspieram od początku istnienia. I nie poprę takiego bloku. Nie oddam głosu na taki blok, bo nie będę tego w stanie zrobić z czystym sumieniem. I nie sądzę, abym był w tym odosobniony.

Zastanawia mnie również, w jakim świecie wzajemnie wyklucza się "radykalne" działanie lokalne, z programami ogólnokrajowymi. Należy działać w obydwu sferach.

Ustawianie sobie jako nadrzędnego celu odsunięcie PiS od władzy również jest dla mnie niezrozumiałe. Nam, lewicy, powinny przyświecać idee wolności, równości, sprawiedliwości społecznej i to ich promowanie powinno być naszym celem. To z tymi hasłami na ustach powinniśmy ruszać do wyborów, a nie za wszelką cenę zwalczać PiS, czym doprowadzilibyśmy, być może, do władzy PO. A PO jest równie twardogłowe, co PiS.

Piotr Ciompa

Zróbmy krok w bok i spójrzmy na lewicę na Zachodzie. Chyba wszędzie skapitulowała wobec liberałów. Stąd kreślenie takiego scenariusza wobec polskiej, zapatrzonej w lewicę zachodnią lewicy jest uprawnione. Ostatecznie przeważy argument zachodnich sponsorów polskiej lewicy, dla których polski lud jest mniej ważny niż układanki z ich własnymi liberałami. Wtórność polskiej nowej lewicy żyjącej tradycją lewicy zachodniej (m.in. stąd alergia na religię) a ignorująca tradycje polskiej lewicy z przed komunistów każe być sceptycznym co do oparcia się takim sugestiom z Zachodu. To by uprawdopodabniało scenariusze Wosia.

A co do "kościołkowego" ludu, wg. badań Stanisława Burdzieja, socjologa z UMK, "polska parafia jest jednym z ostatnich miejsc, gdzie po 1989 roku nadal dochodzi do spotkania ludzi z różnych środowisk, i gdzie ci biedniejsi, czy w kategoriach rynkowych słabsi, mogą odgrywać role szanowane przez tych, którym się wiedzie lepiej". Nowa lewica nie chce przyjąć tego do wiadomości budując barierę między sobą a nauczycielami, pielęgniarkami, związkowcami (nawet tymi z OPZZ, którego szeregowi członkowie niewiele mają wspólnego z zasiedziałymi w kierownictwie spadkobiercami PZPR - na stronie OPZZ przed wyborami 2005 nieostrożnie ogłoszono sondę, na kogo będziesz głosować, i zdecydowanie wygrał Lech Kaczyński; później już takich sond nie ryzykowano).

Najważniejsze jest patrzenie w kategoriach egalitaryzmu i elitaryzmu. Platforma Obywatelska choć jest nazywana lewactwem, to jest de facto prawicą, ze względu na darwinistyczne założenia, czyli liberalne poglądy gospodarcze, autorytaryzm mentalny i poparcie dla islamu, który nie posiada w sobie jak wiadomo absolutnie żadnych lewicowych, egalitarnych, demokratycznych wartości i cech. PiS jest bardzo centrowy. Z jednej (prawej) strony jest to również partia autorytarna mentalnie jak PO, a oprócz tego konserwatywna religijnie. Jednak z drugiej (lewej) strony rekompensuje to bardzo lewicową działalnością w kwestiach gospodarczych i ogólnie wielką miłością do ludzi. Kukiz 15 to lewica w tej sytuacji. Duży egalitaryzm pod względem systemu politycznego (demokratyzm), dawanie obywatelom dużego wpływu na różne decyzje polityczne. Gospodarczo czy światopoglądowo to nawet za bardzo nie wiadomo, skoro tutaj obywatele mają w większej mierze o wszystkim decydować. Czyli skrajna lewica, bo tak będą decydować w referendach.

CO to za brednie ?!?

Kukiz i lewica???
Oddawanie głosu obywatelom???
Kukiz, który tyle gada o obywatelach głosował za odrzuceniem w pierwszym czytaniu obywatelskiemu projektu o aborcji bo ten temat mu się nie podoba.
Obywatele mogą się wypowiadać tylko w tych sprawach, które się Kukizowi podobają.

Platforma i poparcie dla Islamu ???

Skrajna lewica i referenda ???
Rozumiem, że wg Ciebie w Szwajcarii rządzi skrajna lewica???

Czy Ty w ogóle czytałeś to co napisałeś?

Samo słowo "lewactwo" odnosi się do kwestii moralnych, czyli kiedy ktoś niegrzeczny decyduje się na prezentację poglądów niezgodnych z poglądami innego, zacietrzewionego i sfrustrowanego człowieka, to wywołuje u niego obrazę moralną, co skutkuje przezwiskami typu właśnie "lewak", "żyd" czy najłagodniej "zdrajca" albo nawet i czasami "faszysta" lub "talib". Czasami jeszcze jest oczywiście wyzywanie na tle rasy lub orientacji seksualnej.

Termin "lewak" warto odzyskać zgodnie z ideologią queer.
Ja o sobie z dumą mówię, że jestem starym lewakiem.

tzn trzeba się łasić do "liberałów" to może coś z pańskiego stołu skapnie;
na dzień dzisiejszy głównym wrogiem lewicy nie jest wcale pis, lewica pisowi nic nie zabierze, wrogiem jest po i nowoczesna, a także gazeta wyborcza i pochodne;