Historia

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

jan-grabowski

Oburzenie wsparte o brak wiedzy to przepis na bardzo kiepską historię – prof. Jan Grabowski polemizuje z Grzegorzem Berendtem z IPN-u.

W wypowiedzi opublikowanej w „Haaretz” 27 lutego 2017 roku dr Grzegorz Berendt, historyk i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej – mianowanego przez państwo polskie „kustosza” pamięci historycznej – wyraził swoje zastrzeżenia wobec artykułu Ofera Adereta z 10 lutego dotyczącego roli pewnych segmentów polskiego społeczeństwa w eksterminacji Żydów polskich w czasie Holokaustu. Ponieważ artykuł Adereta dotyczył mojej książki Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945, która właśnie ukazała się w języku hebrajskim nakładem Yad Vashem, oraz obszernie nawiązywał do jednego z udzielonych przeze mnie wywiadów, czuję się w obowiązku odpowiedzieć na insynuacje i przeinaczenia Berendta.

Dość emocjonalna polemika dr. Berendta składa się z trzech części. W pierwszej z nich autor zajmuje się cierpieniem narodu polskiego pod okupacją nazistowską. Przywołane przez niego dobrze znane i często powtarzane fakty historyczne są niekwestionowane i oczywiste. Poziom terroru wprowadzonego w Polsce przez Niemców był znacznie wyższy niż wśród innych okupowanych narodów Eurelopy Zachodniej. Zgoda. Niejasne pozostaje natomiast znaczenie tego stwierdzenia Berendta dla bieżącego zagadnienia. Artykuł Ofera Adereta (oraz moja praca) nie skupiają się na cierpieniu Polaków (czyli zjawisku dobrze udokumentowanym), ale na dużo gorzej zbadanych zbrodniach Polaków przeciwko ich bezsilnym współobywatelom – Żydom. Berendt daje do zrozumienia, że samo istnienie niemieckiej polityki ludobójczej skierowanej przeciwko Polakom w jakiś sposób odpiera i rozładowuje „niewygodne” odkrycia na temat zaangażowania Polaków w zagładę Żydów tego kraju. Jest to – oczywiście – nierozsądne, i sprawia obłudne wrażenie.

Druga część polemiki Berendta sugeruje, że w Polsce przedsięwzięto ratowanie Żydów na wielką skalę. Niestety, takie stwierdzenie przeczy dekadzie żmudnych badań historycznych prowadzonych w kraju i za granicą. Berendt przekonuje, że zarówno polskie elity, jak i przywództwo państwa polskiego (na uchodźstwie, w Londynie) współczuło Żydom w ich niedoli. Nie wspomina jednak o tym, że rzadkie publiczne deklaracje wsparcia ze strony polskiego rządu na uchodźstwie spotykały się z nieskrywaną wrogością polskiego ruchu oporu i miejscowej ludności. Generał Stefan Rowecki, głównodowodzący ruchem oporu, uciekł się nawet do ostrzeżenia władz w Londynie, że jeśli nie ograniczą swoich wypowiedzi na temat Żydów, to zrażą do siebie polski lud. Jeszcze dalej posunął się Jan Karski, podziemny kurier, którego słowa często się cytuje. Powiadomił władze, że „rozwiązanie kwestii żydowskiej” mogło być prawdopodobnie „jedynym pomostem pomiędzy niemieckim okupantem a większością społeczeństwa polskiego”.

Twierdzenie za Berendtem, że te nieliczne znane nam deklaracje polskich „elit” miały wpływ na sytuację w Polsce, jest – mówiąc wprost – błędem historycznym. Stosunek decydentów do Żydów w okupowanej Polsce można nazwać w najlepszym przypadku obojętnym, a w najgorszym: nieskrywanie wrogim. Roman Knoll, jeden z najwyżej postawionych członków cywilnych władz podziemnych, jeszcze w lecie 1943 roku pisał, że w niepodległej Polsce nie będzie miejsca dla Żydów – nawet tych nielicznych, którym uda się przetrwać Holokaust: „masowe mordowanie Żydów w Polsce prowadzone przez Niemców zmniejszy problem żydowski, ale nie usunie go całkowicie” – pisał Knoll. Deklarację Knolla powielała polska prasa podziemna i z lewej, i z prawej strony – przykłady są zbyt liczne, by tu cytować. Z punktu widzenia umierających Żydów rzadkie wyrazy wsparcia z Londynu nie miały żadnej wagi; liczyła się postawa przywódców miejscowego ruchu oporu, jak również wysokich funkcjonariuszy polskiego Kościoła katolickiego. Obie te strony dotkliwie zawiodły Żydów. Szczególnie dojmujące było milczenie Kościoła.

ONR nie pojawił się w roku 2015

Podobnie fałszywe jest stwierdzenie Berendta o rzekomej powszechności zjawiska „pomocnej dłoni”. Pomoc Żydom – wskazuje Berendt – była działaniem nadzwyczaj ryzykownym, a kara śmierci wprowadzona przez Niemców miała silne działanie odstraszające. IPN-owski historyk po raz kolejny daje fałszywy obraz rzeczywistości historycznej: do niesienia pomocy kara śmierci zniechęcała tak skutecznie, ponieważ udzielanie schronienia Żydom nie spotykało się ze społecznym przyzwoleniem. Wprowadzenie przez Niemców kary śmierci za szereg innych przestępstw i naruszeń niemieckiego porządku nie odniosło podobnego skutku. Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie? Przecież nie brakowało ludzi trzymających niezarejestrowany żywy inwentarz, słuchających radia, opowiadających „polityczne” dowcipy czy czytających prasę podziemną – nie mówiąc już po prostu o działalności w ruchu oporu. Każde z tych wykroczeń niosło ze sobą namacalne zagrożenie wyrokiem śmierci.

Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie?

Symptomatyczny jest fakt, że wielu Polaków uhonorowanych medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata zwróciło się do Yad Vashem z prośbą o zachowanie anonimowości z obawy przed sąsiadami. (W konsekwencji, niektórzy odznaczeni otrzymali medale podczas cichych ceremonii w ambasadzie izraelskiej w Warszawie albo na inne, podobnie „bezpieczne” sposoby).

Dr Berendt przyznaje, że pewne szubrawe elementy polskiego społeczeństwa asystowały Niemcom w ludobójczych dążeniach, ale jednocześnie zapewnia, że zabójstwa Żydów dokonywane masowo przez polską policję „granatową” przeprowadzano wyłącznie z rozkazu Niemców. To nieprawda: w moich badaniach odkryłem między innymi zaskakujący stopień własnej inicjatywy polskich policjantów, samodzielnie zabijających Żydów – nie tylko bez bezpośredniego zaangażowania Niemców – a czasem bez ich wiedzy. Jeszcze ważniejszym odkryciem (nic dziwnego, że nieobecnym w polemice Berendta) był stopień zaangażowania innych polskich sprawców – tysięcy ochotniczych strażaków, młodzieży ze Służby Budowlanej (Baudienst) oraz niezliczonych „gapiów” i sąsiadów, którzy wzięli udział w brutalnych likwidacjach lokalnych gett i następujących po nich polowaniach na ocalałych Żydów.

Forecki: Nasze mienie „pożydowskie”

czytaj także

Na końcu Berendt podważa dane historyczne przedstawione w moich badaniach i wykryty przeze mnie poziom współsprawstwa Polaków w niemieckim planie eksterminacji. Odrzuca moje odniesienia do szacunków Szymona Datnera, który udowadniał, że około 10 procentom Żydów udało się zbiec z likwidowanych gett. Niestety, większość z nich została później bądź schwytana i zabita przez Polaków, bądź też wydana w ręce Niemców. Dalej Berendt twierdzi, że na danych Datnera nie można polegać, ponieważ ten polski historyk żydowskiego pochodzenia nie przeprowadził żadnych konkretnych badań w tej kwestii.

Takie stwierdzenie, wychodzące spod pióra naukowca, który jak dotąd nie napisał ani jednej książki o Holokauście, jest oburzające. Berendt powinien wiedzieć, że Szymon Datner doszedł do tych szacunków na podstawie własnych, bardzo bolesnych doświadczeń – najpierw jako Żyd w okupowanej Polsce, potem jako powstaniec w 1943 roku w getcie białostockim i wreszcie, po wojnie, w ciągu swojej ponadczterdziestoletniej pracy historyka. Wykazując skalę współsprawstwa pewnych segmentów polskiego społeczeństwa w eksterminacji Żydów tego kraju, Datner nie był sam. Emanuel Ringelblum, założyciel Oneg Shabbat, podziemnego archiwum getta warszawskiego, oszacował, że liczba żydowskich ofiar zabitych jedynie przez polskich policjantów sięgnęła „setek tysięcy”. Niestety Ringleblum nie mógł przeprowadzić tak drobiazgowych badań, jakich wymaga Berendt. Siódmego marca 1944 roku, 73 lata temu, gdy krył się w swoim bunkrze w Warszawie, został złapany przez polską Policję Kryminalną, a następnie zastrzelony przez Niemców. Poza tym, gdyby Berendt był na bieżąco z obowiązującą wiedzą, wiedziałby, że liczby Datnera zostały potwierdzone przez niedawne badania, biorące pod uwagę opracowania i dokumenty wytwarzane przez polski ruch oporu podczas wojny.

Cały naród ratuje swoich Żydów

czytaj także

Kończąc polemikę, Berendt mocno stwierdza, że „nie można zgodzić się na rozciągnięcie odpowiedzialności za ich zbrodnie na dziesiątki milionów ludzi, którzy żadnej zbrodni nie popełnili. W cywilizowanym świecie nie obowiązuje zasada domniemania winy”. Rzeczywiście, z rozciąganiem odpowiedzialności nie można się zgodzić, tym bardziej, że niczego takiego ani ja, ani Ofer Aderet w swoim artykule nie twierdzimy. Niestety, oburzenie wsparte o brak wiedzy to przepis na bardzo kiepską historię.

Gdyby Berendt postanowił przekuć swoje oburzenie w coś dobrego, jeśli jest naprawdę zainteresowany najnowszym stanem badań w dziedzinie historii stosunków polsko-żydowskich, to powinien pouczyć swojego przełożonego, dr. Jarosława Szarka, dyrektora IPN, na temat prawdziwej tożsamości sprawców masowego morderstwa Żydów w Jedwabnem. Dr Szarek, jak dowiedzieliśmy się z jego zeszłorocznego oświadczenia, uważa, że za tę zbrodnię odpowiadali Niemcy. Berendt mógłby także zbadać sprawę oburzającej wystawy w niedawno otwartym Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej, wytworze jego instytucji, która bezwstydnie przeinacza historię Szoah. Wreszcie, mógłby oświecić polską minister edukacji, która do dziś nie jest wstanie przyznać, że to Polacy dokonali mordu na Żydach w niesławnym pogromie kieleckim w 1946 roku. Berendt mógłby też zająć się licznymi innymi skandalicznymi insynuacjami, przeinaczeniami i wprost kłamstwami, które zaśmiecają dziś media w Polsce. Jednak taka próba – ze względu na obecny klimat polityczny – wymagałaby pewnej odwagi.

przeł. Ola Paszkowska. Jest to tłumaczenie tekstu, który ukazał się 19 marca w „Haaretz”.

***
Jan Grabowski – profesor historii na Uniwersytecie w Ottawie (Kanada), członek Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN. Opublikował m.in. Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu (2011) oraz rozszerzone wydanie anglojęzyczne tej książki – Hunt for the Jews: Betrayal and Murder in German-Occupied Poland (2013).

Janicka: PiS chce autocenzury i penalizacji badań nad Zagładą:

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Prześladowanie Żydów nigdy nie miało żadnych racjonalnych podstaw. Podobnie zresztą jak szykany wobec czarnych, żółtych, czerwonych, gejów, feministek, cyklistów itp. itd. W związku z tym trzeba było wymyślać niezliczone brednie i bzdury które uwiarygodniały prześladowania. Przed II wojną również w Polsce istniały środowiska antysemickie. Przygotowywały pole do rozwiązania kwestii żydowskiej. Cytat z "Falangi" 1938 nr 22 artykuł Kazimierza Hałaburdy " Dopiero dyktator nacjonalistycznej Turcji rozwiązał zagadnienie mniejszości"
- Ormianie w Turcji odgrywali rolę Żydów. Ataturk powiedział sobie że lepsze jest jedno wielkie barbarzyństwo z pozytywnym wynikiem niż szereg raz po raz tłumionych zamieszek. Toteż gdy po zwycięstwie nad Grekami we wschodniej Turcji rozpoczęła się rzeź Ormian, nie tylko nie przeszkadzał, lecz wręcz oświadczył że Turcja jest dla Turków. Gdyby zaproponował Ormianom wyniesienie się w warunkach pokojowych byliby odpowiedzieli, że nie chcą wyjeżdżać i nie mają dokąd. TURECKI SPOSÓB JEST NAJLEPSZY!
Tak pisał Hałaburda ale i inni autorzy związani z Młodą Polską nie wykluczali fizycznej likwidacji Żydów. Oczywiście nie w komorach gazowych gdyż taka "zaawansowana" technologia była w zacofanej Polsce niedostępna. Mord miałby prawdpodobnie formę zbliżoną do bestialstwa które odbywało się np. w Katolicko Ustaszowskiej Chorwacji (patrz Jasenovac) gdzie sami Niemcy (sic !) byli przerażeni skalą okrucieństwa jakie tam miało miejsce. A środowisko skupione wokół B.Piaseckiego to przecież wykształcona elita. Więc jak wyglądały poglądy "ludu" ( ok. 40% analfabetów) można sobie tylko wyobrazić.

Popatrz pan, a Polske rozebrali trzy razy - widocznie nam sie nalezalo!

Dokładniej, cztery razy (układ z 1937 r. i podział w 1939).

Tutaj muszę wyrazić sprzeciw - prześladowanie cyklistów ma bardzo solidne racjonalne podstawy.

Bredzisz. Po pierwsze Żydzi od zawsze byli prześladowani ze względów religijnych. w chrześcijańskiej opowieści mieli z góry wyznaczona rolę schwarzcharaktera. Nie przypadkiem, wiele ludowych buntów średniowiecza zaczynało się od pogromów. W świecie islamu to napięcie było jednak mniejsze, również ze względów religijnych (nie mówię o współczesnym islamskim antysemityzmie związanym z istnieniem państwa Izrael). Po drugie, twierdząc, że to jakaś grupa etniczna popełniasz nadużycie, bo to specyficzna grupa, zupełnie w innej sytuacji będąca niż pozostałe, nie posiadawszy własnego państwa i terytorium do niedawna. Cyganie też jakoś nie cieszą się powszechnym szacunkiem, nie daje ci to do myślenia? A po trzecie, mówimy tu o holokauście, a najbardziej zadziwia mnie jak Polak cieszy się z holokaustu, bo mam dziwne przeczucie, że byliśmy następni w kolejce. ta potężna biurokratyczno-przemysłowa machina nigdy by się nie zatrzymała, znalazłaby sobie kolejne ofiary.

Nie prawda, że nie było żadnych racjonalnych podstaw prześladowań Żydów. Oczywiście to nie temat na dyskusję w komentarzach, ale ogólnie można streścić to w haśle braku lojalności wobec krajów w których Żydzi po wygnaniu znajdowali schronienie. Mówi się wręcz, że ich niewdzięczność jest ich cechą narodową. Zdrady, nieuczciwość w płaceniu podatków, skrywana pogarda (tak, tak!) wobec chrześcijaństwa i inne. Zachęcam do znalezienia wykładów pani dr Ewy Kurek na YouTube. Poza tym, nie czytałem jeszcze tego, ale podobno wiele o tym jest w niedawno wydanej książce A.Sołżenicyna o historii Żydów w Rosji pt.:"200 lat razem".

A w wśród etnicznych Polaków (o ile tacy istnieją) nie ma zdrad, nieuczciwości, oszustw podatkowych, okradania swoich bliźnich, itp, itd.? Sołżenicyn był antysemitą. Nawet gdyby nie był - żadnych naukowych badań nad relacjami zydowsko-rosyjskimi nie prowadził. Żydzi byli postrzegani jako niechciany element, bo Rosja otrzymała ich wraz z częścią zabranej Polski. Wcześniej żydów w Rosji nie było, bo nie pozwalano im sie tam osiedlić, albo byli tak źle traktowani, że unikali Rosji.

Wszelkie niegodziwości można znaleźć również wśród Polaków jak i każdej nacji. Tutaj jednak mamy w przypadku Żydów z czymś więcej, z postrzeganiem nie-żydów jako już nie jako coś "drugiego sortu", ale znacznie gorzej. Chrześcijaństwo ma wiele na sumieniu, ale przynajmniej w doktrynie nie ma pogardy dla bliźniego z powodu jego pochodzenia i wiary a w wychowującej Żydów religii ona jest. Stąd ich głęboka niechęć do asymilacji i brak zaufania do ludzi na ziemiach których Żydzi znajdywali gościnę i schronienie. Nic dziwnego, że o sytuacje wywołujące napięcie było łatwo. Masowe wypędzanie i prześladowanie Żydów w różnych krajach to zjawisko, którego korzeni nie można szukać jedynie w religijnych uprzedzeniach europejczyków, ale również, a może przede wszystkim w mentalności samych Żydów.

Jeżeli to ma być argument da wymordowania 6 milionów ludzi to dość słaby

zrub maturę -ty głupi pomiocie z z zapyziałej gubernii. Związek Młodej Polski był młodzieżową przybudówką OZON - u (Obóz Zjednoczenia Narodowego). Pułkownik Adam Koc oddał ją Bolesławowi Piaseckiemu i tym samym dostała się w ręce falangistów. "Młoda Polska" była czasopismem wydawanym tegoż ruchu. Z ruchem i czasopismem było oczywiście związane pewne środowisko i o tym piszę.

Piotr Jedliński

Jeżeli już każesz komuś zrobić maturę, to podpowiem, że "zrób". Jak robiłeś doktorat, to nie powiedzieli?

No tak zabrakło argumentów. To w sumie zrozumiałe - trudno od potomka parobków wymagać czegokolwiek. Potrenuj na forach psychoprawicy

Mam wrażenie, że istnieje 2 elfów. Wobec tego muszę zmienić hasło na elfik

Gdybys mowil jezykami ludzi I aniolow a milosci bys nie mial, bylbys niczym. Gdybys tez posiadal wszelka madrosc I wszelka mozliwa wiedze tak izbys gory przenosil a milosci bys nie mial- nic bys nie zyskal... tak 5000lat istnienia I tak niska samoswiadomosc - kiedy pokochacie I nauczycie sie szanowac siebie I innych...

"myli epoki, prądy literackie" ..... No cóż, rzeczywiście o prądach literackich i epokach nic nie pisałem. Trzeba czytać ze zrozumieniem i w ogóle dużo, dużo czytać, uzupełnić wiedzę - może potomkowie w siódmym pokoleniu będą mogli spojrzeć na frak. A najlepiej zakładaj gumkę żeby debili nie płodzić.

Nie miało podstaw? Na przykład handel niewolnikami albo nieuczciwe praktyki handlowe nie dają takich podstaw?

Handel niewolnikami mógł rodzić sprzeciw skierowany w handlarzy, podobnie nieuczciwe praktyki handlowe ale dlaczego miałaby być prześladowana cała społeczność ?

no pomyśl trochę, dlaczego??? ręce opadają

Jak na profesora sporo tu kazuistyki i dojmującej stronniczości. "Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie?" - brawo, takie chwyty retoryczne muszą być bardzo chwytliwe, popytne i pewnością robią wrażenie wśród badaczy stosunków polsko-żydowskich czy to ze Stanów czy też Izraela. Ale czy naprawdę panu Grabowskiemu trzeba tłumaczyć jak wielka była skala nieugiętości i poświęcenia, które trzeba było zaangażować w ukrywanie/karmienie/opiekę nad żywym człowiekiem w czasach zarazy? I że to była brawura zupełnie innego kalibru niż trzymanie szynki na strychu albo przemycanie antyhitlerowskich dowcipów wśród kumpli na ulicy? Ktoś tu chyba trywializuje poświęcenie tych tysięcy osób osobiście zaangażowanych w ratowanie Żydów, którym udało się wyślizgnąć z gett. "Symptomatyczny jest fakt, że wielu Polaków uhonorowanych medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata zwróciło się do Yad Vashem z prośbą o zachowanie anonimowości z obawy przed sąsiadami" - co to znaczy wielu jeśli mogę zapytać? czy to jest przedział 20-70%? A może liczba 76?

Krzysztof,
przytoczyles wazny argument, ktory byl znany w kazdej rodzinie, przez kazdego zaangazowanego w czasie wojny w Podziemie. Ci, ktorzy przezyli ratujac w czasie wojny polskich wspolobywateli pochodzenia Zydowskiego, statystycznie musieli byc czescia siatki Podziemia, by moc przeprowadzac ukrywanych z miejsca na miejsce - bycie czescia siatki Podziemia zajmujacej sie ukrywaniem Zydow, bylo konieczne by ukrywanie nie skonczylo sie tragedia. Po wojnie, w narzuconym przez Stalina rezimie kazdy kto mogl byc podejrzany o udzial w Podziemiu mogl byl aresztowany, wywieziony wglab USRR, torturowany, zamordowany i slad mogl po nim/po niej zaginac. Niestety mialy miejsce przypadki, kiedy ukrywany po wojnie wiazal sie z nowym rezimem, i czul sie w obowiazku wydac tych, ktorzy go ukrywali, bo wazniejsze bylo dla niego "polowanie" na czlonkow Podziemia niz wdziecznosc za ukrywanie.

Swinstwem i falszowaniem historii sa stwierdzenia Jana Grabowskiego, i innych podobnych jak on badaczy tego okresu, ze "nie chwalenie sie, po wojnie, ukrywaniem Zydow", bylo dowodem na polski antysemityzm. Moze Jan Grabowski, tak jak niektorzy inni naprawde wierza, ze po wojnie Polska byla wolnym krajem, i prawa kazdego obywatela byly chronione, a nie byla stalinowskim pieklem, gdzie kazdy bal sie kazdego i przez wiele lat, niektorzy przez dekady, z nikim nie rozmawial o tym co mialo miejsce w czasie wojny.

Zastanawia mnie jedna rzecz. Niemcy postanowili dokonać eksterminacji Żydów (na początku przesiedlić do innego kraju. Plan eksterminacji powstał później i znany był tylko niewielkiemu gronu nazistów. Niemcy jako naród o nim nie wiedzieli) Hiszpanie, Francuzi, Włosi, Anglicy, Skandynawowie praktycznie cała Europa myślała podobnie i po cichu wspierała plan pozbycia się Żydów. Skąd ta niechęć się wzięła? Jest takie powiedzenie "Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś pijany możesz to zignorować. Jeśli wszyscy tak mówią powinieneś zacząć sie niepokoić" Wszyscy, niemal cały świat, Żydów nie lubił i nie chciał na swoim terytorium. Może więc należy zapytać czy to świat jest zły czy może raczej...
Pewien poseł opwiedział historie o cukrowni przed wojną. Żydzi wykupili tą cukrownie i pierwsze co zrobili wprowadzili zakaz skupowania buraków od Polaków. Tylko Żydzi mieli prawo tam sprzedawać. W ten sposób skazali wiele polskich gospodarstw na bankructwo. Inny przykład. Zakładali kilka sklepów w miasteczku i sprzedawali towary po cenach niższych od wartości towarów. W ten sposób doprowadzali do bankructwa sklepy Polaków. Po jakimś czasie gdy pozbyli się konkurencji podnosli ceny znacznie powyżej tych, które były w polskich sklepach, po to by odbić sobie koszty akcji wykańczania konkurencji. To tylko dwa drobne przykłady. Podobnych praktyk było mnóstwo. Czy ludzie w Europie powinni za to kochać Żydów?

pepsi, Twoja wiedza przypomina marzenia niewidomego.To o czym piszesz, byc moze sie wydarzylo, przeciez zydzi zyli w Polsce i mieli sie od kogo uczyc, ale czy to jest powod do ludobojstwa ?

Poslugujac sie ta sama logika - jezeli caly swiat uwaza ze stosunek Polakow do Zydow w trakcie II Wojny Swiatowej byl haniebny i ze w ogole Polacy to narod antysemitowm to widocznie tak jest.

ale kto tak uważa poza lewactwem? We Francji antysemityzm jest tak duży, że Żydzi wyjedżają. W innych krajach EU antysemityzm również jest bez porównania większy niż u nas.

We Francji jest bardzo specyficzna sytuacja. Chodzi o ogromny wzrost znaczenia islamistów, ludności niegdyś spokojnej a teraz zrewoltowanej nad którą władze nie są w stanie zapanować. To akt rozpaczy ze strony Żydów francuskich (poprawniej Francuzów wyznania mojżeszowego). Ci ludzie po prostu przestają wierzyć w sprawność Państwa. Wracając jednak do głównego tematu: czy nie widzicie , szanowni dyskutanci, że antysemityzm polski to efekt "pracy" polskiego kościoła? Gdzie polski chłop pobierał nauki? Przecież nie w szkole?

Francuzów wyznania mojżeszowego? hahaha, top kek. Przecież kwestia żydostwa to pochodzenie i rasa, a nie wyznanie, ty debilu.

A kto czy to jest "lewactwo"? Bo powszechnie wiadomo, że na gównianych forach, czasem forach programowo rzekomo katolickich, słowo to funkcjonuje jako pospolity epitet. To pałka do oznaczania polemistów, którzy są zbyt rozgarnięci aby przejmowali się ignorancją i arogancją prostaczków wymachujących antylewackimi sztandarami. No ale w poważnej polemice; kto zacz takie lewactwo?

Mówiąc w największym skrócie chrześcijanie wyłonili się jako sekta z judaizmu. Relacje między obu religiami były bardzo złe. Wczesna literatura chrześcijańska dosłownie ocieka antysemityzmem.
Jeśli się dziwisz, że Żydzi zajmowali się handlem i dobrze im to szło to być może wyjaśnieniem jest fakt, ze w większości europejskich (chrześcijańskich) krajów Żydzi nie mogli wykonywać wielu zawodów, a już zwłaszcza nie mogli być urzędnikami,

Jakim cudem chrześcijaństwo może wywodzić się z judaizmu, jeśli judaizm jest młodszy? Wyjaśnij

Ewidentnie nie masz zielonego pojecia o czym mowisz. Judaizm istnial wieki zanim chrzescijanska sekta powstala. Chrystus byl zydowskim mesjaszem, chociaz wiekszosc zydow za takiego go nie uznawala, i wszyscy pierwsi chrzescijanie byli zydami - wrecz musieli byc.

Czy masz na myśli Listy św. Pawła?Najstarsze po ewangeliach.

Nieuczciwym handlem. Do Polski pierwszy Zydzi przybyli jako handlarze niewolników. Jeśli nie pozwalano mi zajmować stanowisk w urzędach to musiałobyć czymś spowodowane.

A kto tych niewolników k u p o w a ł?

Nie ważne? Podobno Mieszko też handlował. Nie ważne? 🙂

Bez odbiorcy handel nie istnieje. W Polsce niewolnictwo zlikwidowały dopiero reformy Kazimierza Wielkiego (1346-1362). Tego samego, który otworzył Polskę dla Żydów. Jakim, więc, cudem, Żydzi mogli kontynuować handel niewolnikami w takich warunkach?
Niewolnictwo zostało zastąpione przez brutalną ( i, w zniewoleniu, postępującą) pańszczyznę, ale też i nie Żydzi decydowali o tych przemianach.

Przeciwnie, to ważne kto tych niewolników kupował. Oczywiście chrześcijańscy kontrahenci żydowskich handlarzy uprawiali swój proceder wyłącznie uczciwie. Kluczowa w tym co piszesz, taka nieźle identyfikująca, jest fraza "nie wiem".

Jest taka teoria psychologiczna według której ludzie są skłonni postrzegać świat jako zasadniczo sprawiedliwy. Więc jeśli jakiejś grupie etnicznej przytrafiają się prześladowania, to wedle tej teorii, ludzie są skłonni pomyśleć, że coś musi w tym być, że to nie może się dziać ot tak bez przyczyny. Naprawdę uważasz, że należał im się Auschwitz bo stosowali dumping po wioskach? No to gratuluję.

Istnieje także teoria kozła ofiarnego. W przypadku Żydów, byli oni nieakceptowani w Europie od zawsze, więc cokolwiek się złego nie działo, to zawsze była ich wina. To nie jest prawda że nie chcieli się asymilować i stać się częścią społeczności europejskiej, tylko po prostu nie mieli takiej możliwości. Te wszystkie antysemickie komentarze, które niby mają pokazywać, że jeżeli przez wieki w całej Europie nikt nie tolerował Żydów, to znaczy że musieli mieć swoje powody są bezsensowne i pokazują tylko ograniczone horyzonty osób biorących udział w dyskusji. Przez wieki w Europie o wszystkim decydował kościół katolicki i jeszcze pewnie kilka pokoleń musi przeminąć zanim te wszystkie zakorzenione w świadomości europejczyków głupoty przestaną mieć znaczenie. Nauczcie się słowa tolerancja, bo twierdzenie że jakaś nacja jest bezsprzecznie zła jest co najmniej niesmaczne.
*miejsce tego komentarza jest w sumie przypadkowe 🙂

Piszesz nie prawdę. Oczywiście , że nie chcieli się asymilować. Dopiero w XIX w. pojawiła się wsparta ideologią idea asymilacji na którą zdecydowało się ok 15% populacji Żydów. W przeszłych wiekach goje i ich język były to zjawiska z gruntu nie koszerne czyli nie czyste, od których należało stronić z daleka, dlatego np. w Polsce przed drugą połową XIX w. żaden Żyd nie znał j. polskiego.

taki dumping w tamtym czasie oznaczał dla polskich rodzin bankructwo, biede i śmierć. Bóg jest sprawiedliwy, widział co robili przed wojną i w starożytności i dlatego skazał ich na to na co skazał.

A że teraz "rządzą światem", to już nie Bóg zdecydował?
Czy "specjaliści od bożej woli" mogliby tak się zdecydować na minimum konsekwencji?

nie wiem czy trolujesz czy po prostu jesteś totalnym debilem

A, czyli Bóg skazywał na zagładę? Nie mieści się to w mojej katolickiej łepetynie. Ciekawe jakiego Boga Ty wyznajesz. Nie wypytuję bo to oczywiście prywatna sprawa tylko nie mogę się opędzić od ciekawości, jakie to wyizolowane grupki społeczeństwa serio wierzą w morderczego Boga.

moze woziwodo powinienes Biblie poczytac, "katoliku". We wszystkich ksiegach Pisma sw. Bog postepuje z narodami wedlug ich dzialania - najczesciej karze. Asyria, Babilon, Persja, Grecja Aleksandra, a wczesniej sporo kanaanejskich narodow - wszystkie je spotkala kara z rak Boga. Takze faktycznie, w boga jakiegos wierzysz, ale nie w chrzescijanskiego, skoro nie miesci ci sie w glowie, ze Bog za grzech karze.

A najsmiejsze jest jak Zydzi tacy jak ty mowia cos o okrutnym Bogu (jedynym, Jezusie), gdy sami czcza Molocha, któremu skladac trzeba ofiary z dzieci. :^)

Nie wiem, czy ludzie w Europie powinni kochać Żydów. Wiem natomiast, że powinni potępiać podobnych do ciebie przygłupów.

A jeśli to co napisał to prawda, to co w tym głupiego?

Ty też uważasz, że "Bóg zdecydował" o Zagładzie? Można spytać jakie stanowisko pełnisz w administracji bożej sprawiedliwości?

Teologia chrześcijańska będzie miała kłopot z tym wyjaśnieniem, ale hinduska nie. Nieubłagane prawo karmy, czyli prawo sankcjonujące nieuniknione reakcje za czyny popełniane w przeszłych wcieleniach, których jest nieskończona ilość. Pozwala to sobie wyobrazić swoistą kosmiczną ekonomię, która powoduje zbiorowe odebranie kary zasłużonej indywidualnie przez niecne uczynki w przeszłości dokonane przez z każdą z późniejszych ofiar holocaustu.

"Kwestia zydowska" byla problemem takze dla Zydow,przede wszystkim ze wzgl.na brak wlasnego panstwa. Silna tozsamosc , odrebnosc kulturowa i religijna,liczne talenty narodu zydowskiego w konfrontacji z euopejskimi narodami prowadzily do licznych polemik i konfliktow. Omawiala je prasa zydowska przedwojenna. Betar wspolpracowal z polskimi nacjonalistami ,przede wszystkim Piaseckim,a ONR ochranial manifestacje zydowskich nacjonalistow i syjonistow. Brak panstwa zydowskiego szczegolnie bolal Zabotynskiego,ktory doslownie balagal zydow aby ucieczkali z Europy dostrzegajac powszechna europejska niechec Europejczykow do jego narodu. Sam znalazl duze poparcie dla rozwijania pomyslu powstnai Panstwa Zydowskiego na wzor dzisiejszego Izraela w Polsce ,w tym ONR. Szerzej natomiast to narod zydowski przetrwal dzieki Polsce i Polakom,ktorzy przez 800 lat pozwolili my zyc we wlasnym domu.

Poniżej dyskusja dotyczącza rzeczonej książki profesora Grabowskiego. Sapienti sat.
link - http://historia.org.pl/2011/02/22/judenjagd-polowanie-na-zydow-1942-1945-studium-dziejow-pewnego-powiatu-j-grabowski-recenzja/. Zastanawiające jest to, że to Polakom zarzuca się zbrodniczość wobec Żydów w określonych mediach jak Gazeta Wyborcza czy Krytyka Polityczna. Natomiast nie omawia się tam żydowskiej kolaboracji z nazistami w czasie II wojny światowej w Polsce, w szczególności działalność policji żydowskiej w gettach oraz polityki judenratów. Polecam książkę "Żydowscy kolaboranci Hitlera" Ireneusza Lisiaka opartą o źródła żydowskie. Link do spotkania autorskiego -https://www.youtube.com/watch?v=SdJpvhYYVbI

Rzeczywiście - piękna recenzja, tyle że „prawdziwa” tak jak recenzowana praca. Mówiąc krótko, autor Jugendjagd wziął sobie za cel udowodnienie postawionej tezy i aby ją udowodnić naprawdę się „postarał”, sięgając po przykłady niemalże z całej Polski. Równie dobrze mógł odwołać się w niektórych sprawach do czasów Imperium Rzymskiego. Tajemnicą pozostaje, czy powiat dąbrowski wybrał drogą losowania. Chyba tak, gdyż popełnia również błędy merytoryczne, które nie powinny wystąpić nawet w pracy popularno-naukowej, jak np. wprowadzenie w błąd czytelników, że spis powszechny z 1921 r. był ostatnim, w którym liczbę ludności podano z podziałem na poszczególne miejscowości. Grabowski w pogoni za wygodnymi dla niego przykładami jeździł po całej Polsce (pomimo iż praca, jak zaznaczono w tytule miała dotyczyć powiatu dąbrowskiego), zapomniał natomiast wstąpić do oddziału APKr oddział w Tarnowie i przynajmniej przeglądnąć dokumentację gmin zbiorowych. Pomijam tutaj niegodziwość jakiej się dopuścił omawiając postawę kardynała Sapiehy.

ODPOWIEDZ
Mateusz Pielka
19 sierpnia 2014 o 19:12
Wiadome było, że na terenie na którym skupił się autor pracy odbywały się tzw. polowania na Żydów. Postanowił więc to opisać - jakie tu pisanie pod tezę?

ODPOWIEDZ
Krzysztof
20 sierpnia 2014 o 13:20
A takie, proszę Pana, że autor podaje więcej przykładów z Tarnowa, powiatu mieleckiego i innych, niż z powiatu, o którym pisze.
Autor segreguje zeznania świadków. Otóż, podzielił ich na w jego przekonaniu, wiarygodnych i niewiarygodnych. Jak wiarygodni są jego żydowscy świadkowie, uważny czytelnik może przekonać się czytając aneksy, oczywiście po części dotyczące całego szeregu miejscowości z poza powiatu dąbrowskiego, jak np. Tarnowa, Ryglic, Radomyśla Wielkiego, Książa Wielkiego, Wojnicza, Dulczy Wielkiej. Ktoś, nie mieszkający na terenie omawianego powiatu (przykładowo w USA), może uznać, że oprócz Tarnowa, wymienione w aneksach miejscowości wchodziły w skład powiatu dąbrowskiego. Być może czyni to nawet celowo, lub sam się w swoich wywodach pogubił przypisując Dulczę Wielką do powiatu dąbrowskiego (s. 231.) Wracając do aneksów i świadków. W relacji Izaaka Stiegliza z Dąbrowy Tarnowskiej (s. 187) znajdujemy informację, że przed wysiedleniem „Niemcy nałożyli na miasto kontrybucję w kwocie 100000 zł i około 100 sypialni, 100 jadalni i 100 urządzeń kuchennych. Jak duże było to „około” świadczy zeznanie Waltera Mileta (s. 221), który wspomina o kontrybucji w wysokości 1000 zł (sic!), 50 urządzeniach do jadalni, 50 sypialniach oraz 50 urządzeniach kuchennych.
Szuka Grabowski przejawów antysemityzmu w powiecie dąbrowskim w dwudziestoleciu międzywojennym i zadaje pytanie: „czy ludność powiatu tarnowskiego (sic!) była już przed wojną „zarażona antysemityzmem„ (s. 24-25)„. Pisze więc, o rozrzuceniu antysemickich ulotek na jarmarku w Ryglicach, o agitacjach antysemickich w Brzesku, o tym, że policjanci w Szczurowej w odpowiedzi na skargę jednego z Żydów o pobicie wrzasnęli – „Co tu chcesz żydzie parszywy?”. Na postawione pytanie, aż się ciśnie odpowiedzieć pytaniem: A co ma ”piernik do wiatraka” – panie profesorze Grabowski. Biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo, że spore zainteresowanie opracowaniem, skłoni autora do powtórnego jej wydania, proponuję mu dokładniej poczytać prasę z okresu międzywojennego. Znajdzie tam również informacje na temat antysemickich wystąpień w powiecie dąbrowskim, z których najpoważniejsze miały miejsce w 1932 r. w Szczucinie, a spowodowane były ciągłym podwyższaniem opłat targowych, przez dzierżawców żydowskich. Wykorzystanie wszystkich dostępnych źródeł jest warunkiem obiektywnego spojrzenia, na tak delikatny problem jak wzajemne relacje polsko-żydowskie, które rzeczywiście pod koniec okresu międzywojennego nie były najlepsze.
Autor zbyt często posługuje się zdaniem: „Z braku opisów dotyczących Dąbrowy, sięgnę do opisu… i można jeszcze przymknąć oko, gdy sięga do opisów z Tarnowa (chociaż i to jak się wydaje jest nieuzasadnione, gdyż inny rodzaj więzi społecznej występował pomiędzy Polakami i Żydami w miasteczkach, a inny w dużych miastach. Po takim rozpoczęciu wątku, autor opisuje wydarzenie, który następnie przyjmuje już za fakt. Przykładowo, na s. 47 posługuje się przykładem z Tarnowa, ale już na. s 49 pisze: „Niesłychana brutalność akcji w Dąbrowie, Tarnowie (zauważmy, że Dąbrowę stawia nawet na pierwszym miejscu) i w okolicach zdawała się wywierać wrażenie nawet na administracji niemieckiej z pobliskich miasteczek”.
Pierwsza faza Judenjagt polegała na mobilizacji oddziałów ewakuacyjnych nadal przebywających w powiecie – pisze Grabowski, polskiej policji granatowej, junaków ze Służby Budowlanej „Baudienst„ (w Dąbrowie nie było oddziałów „Baudienstu„), żydowskiej Służby Porządkowej (na stronie 55 zarzucał Kozaczce mijanie się z prawdą, gdy pisał o żydowskiej policji wyłapującej Żydów) oraz innych pomocników i ochotników rozmaitego autoramentu. Tu znowu rozpoczyna się wyliczanie: „Jeden z ocalonych z getta tarnowskiego…„, „wierny opis polowania na Żydów zachował się w Dzienniku Stanisława Żemińskiego z Łukowa”, „W poniedziałek w Trzebieszowie, jakaś straż obywatelska…”, „W dniu 5 listopada przejeżdżam przez Siedliska. Chłopi kupują kosy…” i na końcu 1 przypadek z Dąbrowy: „W jednym z większych bunkrów (przy ulicy Nadbrzeżnej), na którego trop wpadł Józef Kucharski Niemcy znaleźli 18 osób”. Ten jeden przypadek posłużył autorowi do uogólnienia: ”W Dąbrowie wyciąganiem Żydów ukrytych w bunkrach, też zajmowali się okoliczni mieszkańcy”. Zadaję zasadnicze pytanie: Jak można na podstawie jednego donosu oceniać postawę całej społeczności? Należy podkreślić, że informacja ta oparta jest na zeznaniach 1 świadka. Kontynuując, autor pisze i to znowu musi budzić irytację: ”Choć nie zachowały się inne opisy wyciągania z bunkrów Żydów, nie mogło się to w sposób istotny różnić od tego, co zapisał w swoim dzienniku Zygmunt Klukowski, lekarz z położonego pod Zamościem Szczebrzeszyna” (sic!).
Samego siebie przeszedł jednak prof. Grabowski, zarzucając zasłużonej i patriotycznie nastawionej bolesławskiej straży pożarnej prowadzenie ćwiczeń pod kątem polowania na Żydów (to już wygląda na obsesję). Oczywiście, jego zdaniem przykładem może być akcja strażaków z Racławic (przy okazji dowiadujemy się, że jest to wieś pomiędzy Miechowem a Olkuszem). Tu Grabowski na podstawie 1 przypadku i 2 niepewnego, w swych uogólnieniach idzie dalej: „Zachowanie się straży pożarnych w dystrykcie krakowskim nie odbiegało od tego co działo się w innych obszarach Generalnej Guberni„- tu przykład degeneratów z Wołomina i Stoczka. Ale, co ma straż pożarna ze Stoczka do straży pożarnych z powiatu dąbrowskiego. Ze Stoczka, rusza Grabowski do Mszany Dolnej i pisze, że „u jednego gospodarza w Skrzydlnej„ ukrywają się dwaj Żydzi„, których schwytanie zlecono strażakom. Te, przykłady mają udowodnić ”zbrodniczą działalność” straży pożarnych w powiecie dąbrowskim. Strażaków używano, też do innej ”zbrodniczej działalności”. Otóż, w Szczurowej po masakrze miejscowych Cyganów, mieli obstawić miejsce egzekucji i pochować pomordowanych.

ODPOWIEDZ
Piotrek
19 sierpnia 2014 o 20:46
M.P.: normalne, jeśli ktoś z naszych naświetli coś innego niż chwałę oręża polskiego, dzielną AK, zawsze idealne podziemie to wszystko jest pisane pod tezę, nawet Judenjagd, nawet wspomnienia Żydów jakich dość było wydanych...

ODPOWIEDZ
Krzysztof
20 sierpnia 2014 o 14:29
Proszę Pana - w szeregach AK również znajdowali się degeneraci. Nie przeczę, że wielu Żydów zostało wydanych Niemcom przez konfidentów,na których jednak to AK wydawało i wykonywało wyroki śmierci. Przykładowo, s. 106, wspomniany Wojciech Ł. został rozstrzelany ( o czym Grabowski jednak nie wspomina). Jakoś dziwnie mało wymienia osób z powiatu dąbrowskiego odznaczonych medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Pisze również, że jedynie w stosunku do Żydów używano określenia „Strzelać Żydów”, co jest nieprawdą. Mieszkańcy wsi dąbrowskiej używali takich słów, również do swoich. W relacjach, często spotyka się określenie „Strzelali naszych”. Śmierć jest śmiercią i nie ma usprawiedliwienia dla morderców - bez względu na narodowość. Dla przedstawienia prawdy nie można jednak posługiwać się metodami stosowanymi przez prof. Grabowskiego, jak: manipulowanie faktami historycznymi, podawanie nieprawdziwych informacji, nadinterpretacja. Autor posługuje się również cudzymi tekstami naukowymi, jednym nadaje fałszywe znaczenie, inne wypacza, robiąc z nich wycinki (np. odnośnie postawy kardynała Sapiehy, s. 127), jeszcze innym, opisującym wydarzenia skrajnie patologiczne (s. 20), ale incydentalne – nadaje walor opisów uniwersalnych.

ODPOWIEDZ
Piotrek
20 sierpnia 2014 o 21:41
Indydentalni Żydzi stanowili 10 proc społeczeństwa, a w miasteczkach Galicji i nie tylko bywa i połowę i więcej ludności. Po wojnie - kilkadziesiąt ? tysięcy. 1/100 z tego co było przed wojną. Niemcy sami z siebie by tego nie zrobili - można poczytać opisy Żydów walczących w partyzantce, wspomnienia i inne jak to wyglądało. W Warszawie w czasie powstania w gettcie narodowe wydawnictwa cieszyły się, że Niemcy zrobią wreszcie porządek, opinia wielu zwykłych ludzi była podoba. Gdyby kościół katolicki chciał ocalić Żydów ocalałoby ich o wiele więcej. O tym co kościelne wydawnictwa pisały przed wojną - można poczytać. Brzmi ciekawie. Bodaj jeszcze w ’46 r. po pogromie kieleckim całkiem poważnie najwyższe kręgi kościelne tłumaczyły ambasadorowi USA, że Żydzi naprawdę do macy krwi potrzebują...
O sile kościoła świadczy fakt, że w ’46 r. ówczesny metropolita częstochowski stwierdził, że to bzdura i żeby nie było zamieszek - tychże - nie było.
Przy okazji i z boku na głębokiej wsi nie było Niemca wszędzie, urzędową siłę stanowił granatowy policaj i sołtys i to wiele razy od nich zależało co się będzie dziać. Gdyby w każdej dziurze miało by być po dwóch Niemców do pilnowania to by ich moment brakło...

ODPOWIEDZ
Krzysztof
20 sierpnia 2014 o 23:06
Pan zmienia temat, podobnie jak Grabowski podając przykłady z Warszawy, Kielc i Częstochowy. Odnośnie czasów powojennych i wpływów kościoła, to radzę naprawdę poczytać pamiętniki i wspomnienia więźniów UB.
Na gminnych posterunkach żandarmerii w powiecie dąbrowskim dowódcą był zawsze Niemiec. Nie mogło ich niestety zabraknąć, gdyż w przypadku „usunięcia”, życie tracili zakładnicy. Dlatego AK nie wykonywała nawet orzeczonych wyroków.
Jeszcze raz powtarzam, że nie usprawiedliwiam postawy donosicieli i szmalcowników. Należy jednak nazwać zło złem, a dobro dobrem. Podam Panu relację Żydówki Liby Ehrenberg, zamieszkałej w Dąbrowie (Rynek 4), której Grabowski nie zamieścił: „To, że dziś żyję i chodzę po Bożym świecie, zawdzięczam tylko Polakom, którzy pomocy mi nie odmówili, gdzie się tylko znalazłam podczas okupacji. Najgorsze psy to byli policjanci żydowscy, którzy męża mego znaleźli w kryjówce i córkę. Oddali ich w ręce Niemców, którzy ich zastrzelili. Największym wśród nich łotrem był komendant Hersz Majer zwany przez Żydów za jego nadgorliwość wobec Niemców - Majer Kat”.
Jeszcze, odnośnie postawy przedstawicieli Kościoła, ale nie w Stoczku, Mszanie, czy Bóg wie gdzie, ale w powiecie dąbrowskim. Otóż, 2 synom Mendla Kogla (to ten, któremu według Grabowskiego wyłupano łopatą złote zęby), fałszywe dokumenty, dzięki którym prawdopodobnie przeżyli wojnę wyrobił ryzykując życie, w Urzędzie Parafialnym w Bolesławiu ks. Wojciech Młyniec. O tym też Grabowski nie napisał. Albo o Zofii Bernat Śliski odznaczonej Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata z Wólki Mędrzechowskiej (to tam, gdzie zorganizowano szeroko opisaną przez 1 świadka obławę w której jakoby uczestniczyła cała wieś), która przy pomocy tamtejszego oddziału AK uratowała Żydówkę Sofię. W tym przypadku (obława) wystarcza Grabowskiemu zeznanie jednego świadka i to oskarżonego, który broniąc siebie, chciał zrzucić odpowiedzialność na całą wieś.
Przecież, tak segregując fakty i zeznania można udowodnić wszystko. A tak na marginesie, na miejscu OSP w Bolesławiu podałbym Grabowskiego do sądu o zniesławienie.

ODPOWIEDZ
Piotrek
21 sierpnia 2014 o 21:38
Na wsiach istniała jeszcze większa niechęć względem Żydów niż w dużych miastach. Mnie to nie dziwi. W ramach ciekawostek w okolicach podkrakowskich w jednym, nazwijmy to kościelnym, wydawnictwie opisano gospodarcze oblicze rejonu. Wszystko lub niemal wszystko było w rękach żydowskich, po wojnie - nagle w polskich. Cud mniemamy?
Powiat dąbrowski, czy dowolny inny obejmował ileś wsi - a w takiej zabitej dechami dziurze to nie Niemiec rozgrywał wszystko, to nasi kochani obywatele byli źródłami informacji.
Gdyby postawa polskiego społeczeństwa en masse była inna inny byłby los Żydów. Polecam poczytać ich wspomnienia, to zwykli ludzie stanowili największe zagrożenie.
Problemem nie jest postawa pojedynczych księży, ale „góry”, i ich opinii nawet po wojnie, nawet mimo tego co działo się w czasie wojny.

Paweł
22 sierpnia 2014 o 14:53
A w którym wydawnictwie? To Ty, Piotrze, czytujesz kościelne wydawnictwa? Znów miałkie teksty, coś słyszałem, nie wiadomo dobrze gdzie, kiedy i jak... Szczeólnie mnie to jakoś nie dziwi...

Krzysztof
22 sierpnia 2014 o 16:06
Odnośnie mienia pożydowskiego: Po likwidacji getta przechodziło ono, nie na własność Polaków a administracji niemieckiej. Wynajmowano mieszkania za odpłatnością. Po wojnie przejęte zostało przez skarb państwa, a następnie przekazane samorządom, które po stwierdzeniu, że właściciel, lub spadkobierca nie żyje, sprzedawały najczęściej ograbione i zniszczone domy ludności miejscowej. Gdy okazało się, że właściciel lub jakikolwiek spadkobierca wrócił, majątek mu zwracano. Po odzyskaniu, był jednak przez Żydów najczęściej zaraz sprzedawany.
Ja wiem, że tacy Grabowscy, Grossowie i in. najchętniej obwiniliby Polaków nawet o wywołanie wojny światowej, po to tylko by mogli mordować Żydów i bogacić się na ich „złotych zębach”. Biedni Niemcy nie potrafili Żydów odróżnić od Polaków, a wprost byli „przerażeni ich okrutnością”. Jakoś niewiele piszą Ci autorzy
Jeszcze raz Panu tłumaczę, że każda miejscowość, każdy powiat był inny, a Grabowski pisze o powiecie dąbrowskim podając przykłady z całej Polski. Przecież, Pan to chyba zauważył.
Podaje Pan przykład z okolic podkrakowskich, nie znam tamtejszych stosunków panujących na wsi. Wiem natomiast, że na wsi dąbrowskiej większym autorytetem od miejscowego proboszcza cieszył się ruch tu ludowy.
Wbrew sugestiom Grabowskiego, abp Sapieha otwarcie interweniował u gubernatora Franka, o czym wiemy z żydowskiego źródła. O interweniowaniu metropolity Sapiehy w obronie Żydów u władz niemieckich już w 1940 r. pisał żydowski lekarz, dyrektor żydowskiego szpitala zakaźnego w getcie krakowskim Aleksander Biberstein w książce „Zagłada Żydów w Krakowie„ (Kraków 1985, s. 38). Niestety, jedyną reakcją na tę interwencję było - jak pisze Biberstein (dz.cyt., s. 223) - uwięzienie w obozie w Auschwitz trzech rabinów, którzy ośmielili się prosić o interwencję metropolity. Dlatego zdanie: ”nad zjawiskiem przerażającego zwyrodnienia, jak używanie do likwidowania Żydów młodzieży Baudienstu, specjalnie w tym celu napojonej wódką, nie chce się dłużej zatrzymywać”, jest wyrwane z kontekstu. Grabowski pisze: Zdanie to warto sobie dobrze zanotować - obejdzie się bez dalszych komentarzy.
Otóż nie, Panie prof. Grabowski, dlatego, że wprowadza Pan czytelnika w błąd. Zapamiętać je należy, jako wyraz mądrości kardynała Sapiehy, który w ten sposób zwrócił uwagę Franka na bulwersujące fakty, a jednocześnie stwierdził, tak jak i nieraz w życiu codziennym mówi się - o tym, czy o tamtym - „szkoda z Tobą rozmawiać”.
„Zdanie to warto sobie dobrze zanotować - obejdzie się bez dalszych komentarzy”.

ODPOWIEDZ
Piotrek
22 sierpnia 2014 o 22:24
Bo u nas tylko wyjątki:?
„Obeszła [siostra] wszystkich znajomych Polaków, ale każdy bał się nas wpuścić”
„Około godziny dziesiątej do sklepu wszedł jakiś Polak z Niemcem. Hier ist Jude powiedział Polak. Żołnierz wskazał mu ręką na stojące pod ścianami sklepu worki z żywnością. Polak wyszedł przed sklep i gwizdnął. Zjawiło się kliku polaków i zaczęli wynosić worki przed sklep...”
„postanowiliśmy nawiązać kontakt z robotnikami, chcieliśmy zorganizować grupy partyzanckie. Kontaktu nie udało nam się nawiązać, gdyż Polacy nie życzyli sobie tego...”
„Polskie urzędy Rada Miejska i Urząd Podatkowy, wydobyły z archuiwów dokumenty dotyczące zadłużenia Żydów sprzed 16 laty (rok ok. ’27). Zdzierano z Żydów ostatnią koszulę...”
„[Jeden z synów gospodarza] zobaczył, że mój brat ma dobre buty, zażądał by mu je odstąpił...”
„po wysiedleniu Żydów z miejscowości Iwaniska kilku tamtejszych Żydów porozumiało się ze znajomym Polakiem: ofiarowali mu sporą sumę w dolarach za wykopanie bunkra w lesie. Kiedy w bunkrze ukryło się czterech czy pięciu Żydów, Polak postanowił ich zamordować. W nocy zniszczył ich kryjówkę siekierą...”
„... Wszędzie napotykaliśmy mur wrogości, nikt nie chciał nam udzielić pomocy...”
Można tak jeszcze długo. Przy okazji ciekawe jakby to nazwać wykorzystanie sytuacji bliźniego w rodzaju - albo zabiję cię teraz, albo dasz mi wszystko co masz i może puszczę cię wolno - w kwestiach majątkowych.
- o pogromie kieleckim - wersja bp Kaczmarka... http://wyborcza.pl/1,93057,3391598.html?as=3

ODPOWIEDZ
Paweł
23 sierpnia 2014 o 01:02
O, „Wyborcza”, dziwię się, że nie podajesz jakiś cytatów o kanibalizmie na ludności wyznania mojżeszowego...

ODPOWIEDZ
Krzysztof
23 sierpnia 2014 o 09:21
Znowu Pan zmienia temat, ale dobrze, że poruszył Pan sprawę długów Żydów z 1927 r. Najwyraźniej Polacy nauczyli się wreszcie egzekwować długi, a od kogo?
Przykład z powiatu dąbrowskiego:
”(...)Żydzi tylko tego czekali. Pożyczali chłopom pieniędzy na weksel, na którym się nikt nie rozumiał, licząc nie wielki procent, bo tylko jeden krajcar od reńskiego na tydzień. Cóż to znaczył ten jeden krajcar od reńskiego na tydzień u chłopa nie umiejącego obliczyć, ile to wyniesie na rok! Że zaś pisać nikt nie umiał na tedy, wystarczyło, gdy pożyczający ręką nakreślił znak krzyża św. Na wekslu. Aby chłopu jeszcze ulżyć, brano od nich procenta z góry i skutek był taki, że chłop dostawał zaledwie parę reńskich, a dług miał na wekslu kolosalny. Pożyczył, podpisał, a nie rzadko resztę zgubił i o długu „na śmierć zabaczył”.
Takim dobrodziejem w Dąbrowy był niejaki Singer, który zrobił wielki majątek na chłopach i odjeżdżając z Dąbrowy mówił, że nauczył chłopów z Dąbrowy rozumu.
Pamięć tego pana wbiła się w głowy chłopów tak dalece, że jednego chłopa, który pożyczał też chłopom pieniędzy, zwano do śmierci „Zyngerem”.
Ile wtedy poszło gruntów chłopskich i domów miejskich w obce ręce, ile dzieci miały po ojcach długów, które z mozołem ledwo oddać mogły, któż to dziś obliczyć potrafi?Jakub Bojko „Piast” 1919, nr 29.
Odnośnie tzw. „pogromu kieleckiego”: W badaniach naukowych przewija się wątek inspiracji tych wydarzeń przez UB (mam nadzieję, że wie Pan jakiej narodowości byli w większości dowódcy), w celu odwrócenia uwagi od wyników sfałszowanego referendum.
Trudno się również dziwić partyzantom, że nie chcieli Żydów w swoich szeregach, po ich masowej kolaboracji w początkowych latach wojny. W uchwale Rady Gminy w Mędrzechowie (powiat dąbrowski)
dotyczącej protestu w sprawie projektu uznania Centralnego Komitetu Żydów Polskich za stowarzyszenie wyższej użyteczności czytamy: „W związku z projektem uznania Centralnego Komitetu Żydów Polskich jako stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej GRN kategorycznie protestuje przeciw temu, stojąc na stanowisku, że żydzi w Polsce w czasie inwazji niemieckiej działali na szkodę Państwa Polskiego, a po drugie wielu Polaków znajduje się dzisiaj bez żadnej opieki i nie korzysta z takich przywilejów” (Archiwum Narodowe w Krakowie, Oddział w Tarnowie, Akta Gminy Mędrzechów, sygn. Gm.Md.10, Prot. z dn. 9 VII 1945 r.). Gdybym, tak jak Pan i Grabowski podawał przykłady kolaboracji z całej Polski (a szczególnie z kresów wschodnich),to serwer by nie wytrzymał.
Podobnie trudno dziwić się Polakom, którzy nie przyjmowali Żydów, a szczególnie rodzinom obarczonym kilkorgiem dzieci.
Ja nie wiem, skąd się to bierze, że Żydzi, o to, że ich nie ratowano obwiniają wszystkich Polaków.
Staje się to już nawet śmieszne. Otóż, wygląda na to, że Niemcy mogli ich masowo zabijać (uznano to już za normalne), natomiast Polacy ryzykując własnym życiem i życiem własnej rodziny powinni ich ratować.
„Gazeta Wyborcza” i jej antypolska działalność to inny temat.

ODPOWIEDZ
Piotrek
24 sierpnia 2014 o 01:34
http://wiadomosci.onet.pl/prasa/joanna-tokarska-bakir-rozum-w-polsce-wysiada/q9s9y.... i wywiad z onetu...
Czy pisało tam, że wszystko biedne i ubogie rodziny? W ramach wyjaśnień tylko link jest z GW, reszta to cytaty z wypowiedzi Żydów, co ocaleli. Przed wojną „przyjaciele” , „znajomi”, w czasie wojny „ja Pana nie znam”.
Pomiędzy rokiem ’27 a ’39 istnieje jednak kilka lat różnicy i wiele mogło się zdarzyć, łącznie ze spłatą długów. Poza tym wartość waluty z ’27 nijak ma się do tej z ’39... I rozumiem że rabunek sklepu żydowskiego przy pomocy Niemca to tylko coś jak sprawiedliwy podział dóbr? Zmiana tematu? Gdzie? Bo piszę że po wojnie był antysemityzm, przed wojną był antysemityzm, że ludzie wierzyli w największe bzdury podsycane przez sporą grupę duchownych? Że biskup czy arcybiskup uważali, że istnieje odpowiedzialność zbiorowa?

My Polacy możemy być dumni z tego co zrobiliśmy dla Żydów w czasie ii wojny światowej. Uratowalismy ich od 30 do 120 tysięcy pomimo kary śmierci dla całej rodziny człowieka który ratowal. AK likwidowalo szmalcownikow i działała Żegota. Hańbą jest pisanie ze Polska partyzant Kazimierz była nastawiona antyzydowsko. Ciekawe dlaczego usunięto mój poprzedni post o podobnej treści

Niestety. Żydowskie elity również. Zakładając, że fakty podane w książce są prawdziwe, wypada zwrócić uwagę na zadziwiające zjawisko. Po pięćdziesięciu latach od wydania Wielkiej Encyklopedii Powszechnej podającej straty ludności na terenach przedwojennej Polski w wysokości 6.028.000,/WEP t.9 s.68/ w tym 2.700.000 Żydów,/WEP t.12 s.877/ w kolejnej wydanej przez GW liczna strat spadla do 5.600.000, w tym 2.800.000 Żydów /Encyklopedia GW t.12 s.106/. Inne, ciekawe manipulacje, to zmniejszona liczba ofiar zamordowanych w obozach koncentracyjnych i zagłady. Nikt nie piśnie na ten temat słowa. Martwa cisza. Podobnie niepopularny, dla wielu nieznany temat getta w Łodzi /Litzmanstadt/ Dla wielu zgromadzonych w Muzeum Polin było niezrozumiale, że na fotografiach z getta nie było Niemców. Dopiero prelegent z Berlina, wyjaśnił zacnemu gronu, że Niemców tam nie było, a sami gospodarze getta spełniali wszystkie obowiązki zgodnie z życzeniami nazistów.
Od lat, relatywizowana jest odpowiedzialność prawdziwych sprawcow mordów i pomniejszania ich odpowiedzialności, a jednocześnie przypisywania Polakom jako narodowi totalnej winy za zagładę Żydów. Piszą to zresztą autorzy, wychowani i edukowani w Polsce, którzy na Zachodzie wyrabiają sobie pole dla utrwalania popytnej naukowej sfery. I nie ma co dyskutować o faktach, jeśli są faktami. Nie można jednak poważnie traktować wypowiedzi tych, którzy przedstawiają okupowaną Polskę, jako kraj niemal z własnym rządem i własną policją, granatową, lasy pelne partyzantów, a ludność czyhającą na żydowski majątek. Po wojnie władze, prokuratura i sądy były wystarczająco obsadzone, żeby ścigać sprawcow antyżydowskich zbrodni. Przypisywanie ówczesnym komunistom z PPR i PZPR ex post antysemityzmu i ściemniania, jest historycznym oszustwem. Brakuje zarazem próby podjęcia rzeczowej odpowiedzi, jak to się stało, że w obliczu Zagłady Polacy i Żydzi szli osobno. Przy zakładaniu warszawskiego getta władze niemieckie konsultowaly z Gminą Żydowską sprawę granic. Jednak brak wzmianki, czy o tych rozmowach zainteresowani podjęli próbę poinformowania strony polskiej. Można odnieść wrażenie, że samo stworzenie gett w pewnym stopniu sprawiło, że ludność poczula złudną nadzieję, że lapanki, rozstrzeliwania na ulicach, wywozy na roboty do Niemiec pozostaną domeną Polakow. I odwrotnie, Polacy sądzili, że Żydzi ponownie uratują się , żyjąc w wyizolowanych od wojny warunkach. Złudzenia szybko pękly, ale porozumienie okazało się spóźnione. Dzisiejsi nadacze tego nie dostrzegają, ale raz wjechawszy na drogę do kasy, twardo prowadzą tezę, która ma doprowadzić do stwierdzenia już przytaczanych faktow, że to porządni Niemcy bronili Żydów przed polskimi nazistami. Wszak według autora owej książki, to granatowi policjanci sami, bez poinformowania niemieckiego dowództwa, organizowali polowania. Na szczęście dla badacza spisali to dokładnie i przez pól wieku archiwiści dbali, aby cenne relacje znalazły się w ręku prawdziwego naukowca. Nie ostatni taki przypadek. Czarno to widzę.

W jednym pan Grabowski nie ma racji. Wzięta z kosmosu liczba 10 procent jest nadal naukowo nie udowodniona

czemu on ma odpowiadać za swoich dziadków?

Polskie elity nie bardzo mogły pomagać Żydom, ponieważ długo zanim Zagłada się rozpoczęła, to one, głównie, były na celowniku d w ó c h okupantów. Katyń, czy Sonderaktion Krakau miały miejsce przed atakiem niemieckim na Sowiety, zaraz po nim wymordowano polskich profesorów w Lwowie. Systematyczne mordowanie Żydów rozpoczęło się wraz z Operacją Barbarossa.
Przez pierwsze dwa lata wojny polskie elity mordowano, wywożono do obozów katorgi, zarówno niemieckich, jak i sowieckich, rozstrzeliwano w masowych egzekucjach. Systematycznie dokonywano na nich f i z y c z n e g o unicestwienia. Żaden naród, nie został tak sterroryzowany przez Niemców jak naród polski, a i na mapie zbrodni sowieckich Polacy sytuuja się boleśnie prominentnie. Zanim więc zacznie się orzekać o postawie polskich elit wobec Zagłady, dobrze byłoby je porządnie zdefiniować i starannie opisać ich sytuację w omawianym okresie. Straszliwie przetrzebione i żyjące w nieustającym śmiertelnym zagrożeniu, często zmuszone do życia w kryjówkach, enklawy tych elit, latach 39-41 funkcjonowały w warunkach nadzwyczaj zagrożonego bezpieczeństwa własnego na okupowanych terenach IIP i też nie zawsze mogły liczyć na pomoc systematycznie brutalizowanych, wygłodzonych i okradanych, sukcesywnie demoralizowanych przez okupantów, obywateli.

Myślę, że nie to jest najważniejsze (choć bardzo ważne), że wciąż nie potrafimy rozmawiać o swoich świństwach z przeszłości, choć od innych (czytaj: Ukraińców), wymagamy ukorzenia się, ale to, że nie ma żadnej pewności, iż dzisiaj zachowalibyśmy się lepiej. Stosunek nasz, jako społeczeństwa, do muzułmańskich uchodźców zdaje się przemawiać za tym, że niepokój w tej sprawie jest uzasadniony.

pan Grabowski chce skłócić Polaków i Żydów, i celowo sieje propagandę nienawiści. Jeżeli jest prof historii, to doskonale wie, że Polacy nie mogli posiadać radia, nie mówiąc o jego słuchaniu. Wie też że Kościół katolicki był (pro) niemiecki, więc wrzucanie władz kościelnych do jednego worka z polskimi obywatelami jest jawną manipulacją, zapewne tez wie kto był "inscenizatorem" pogromu kieleckiego. Na takie bajki może nabierają się ludzie za oceanem, ale nie w Polsce, mam nadzieję że ludzie w Izraelu też się na to nie nabierają.

Piotr Jedliński

Z tego artykułu wyziera nieme pytanie - z jakiego powodu?
Odpowiedź jest niezwykle prosta. Dokładnie z tego samego, z którego powstał Jüdischer Ordnungsdienst.

Odpowiedź równie emocjonalna, a jak na historyka b.słaba merytorycznie...w skutecznej polemice przydałyby się, potwierdzone dane, np.skąd autor czerpie dane o "setkach tysięcy zabitych przez granatowych policjantów" (przydałyby się jakieś dowody tych twierdzeń)...w przypadku Jedwabne, był to wynik antyżydowskiej propagandy (29 czerwca 1941 r. Reinhard Heydrich wydał dyrektywę o prowadzeniu wojny na terenie ZSRR, nakazującą zachęcanie i inspirację pogromów antyżydowskich dokonywanych przez miejscową ludność), oraz wcześniejszych zbrodni dokonywanych przez komunistów ZSRR (przy dużym udziale komunistów pochodzenia żydowskiego, którzy w 06.1941 uciekli z armią ZSRR)...natomiast pogrom kielecki, był najprawd.spontaniczną odpowiedzią na terror UB (we władzach satelickiego rządu Bieruta dominowali przedstawiciele mniejszości żydowskiej), NKWD i żołnierzy ZSRR na ziemiach polskich

Paul,
pogrom w Jedwabne, po wkroczeniu Niemcow na tereny wschodnie; czy pogrom, po wojnie, w Kielcach, i udzial polskiej ludnosci w nich, to sa fakty historyczne. Bez wzgledu na to jakie byly "motywy", i jaki szerszy historyczny kontekst, co zachecilo konkretne osoby do udzialu w tych mordach, byli to mordercy.

Zgadzam sie, ze generalizowanie wiedzy o tego typu pogromach, czy innych zachowaniach marginesu spolecznego w czasie wojny, czy po wojnie, na cale spoleczenstwo, i generowanie statystyk bez potwierdzenia w faktach, przestaje byc uczciwa praca historyka, tylko uprawianiem historii z nienawistna agenda. Historia powinna byc oparta na twardych faktach, a nie na interpretacjach i generalizacji.

Ile wart jest człowiek, który ulega prowokacji do zabicia drugiego człowieka? Do zabicia kobiety w 9 miesiącu ciąży? Jeżeli nie chcę kraść, na niczyje hasło nie pójdę kraść. Jeśli nie chcę mordować, nikt mnie do mordowania nie zmusi. Byli tacy, którzy próbowali morderców powstrzymać. Na darmo. Mordercy byli Polakami.

To ja Tobie elfik zadam takie pytanie; Ile warta jest nacja, której przedstawiciele w ZORGANIZOWANY sposób i w ŚCISŁEJ współpracy z morderczym okupantem, swoich własnych współbraci wyciągają z mieszkań, segregują i wpychają własnymi rękoma do pociągów jadących do obozów zagłady?

Krzysztof,
nie mozna zaprzeczyc faktom, ze i w Jedwabnem i w Kielcach, lokalna ludnosc brala udzial w mordowaniu Zydow. Mozna spierac sie o szerszy kontekst, jak doszlo do udzialu lokalnej ludnosci, pod naciskiem obecnych Niemcow, ale nie mozna spierac sie o fakt, ze taki udzial mial miejsce.

Wykorzystywanie i generalizowanie Jedwabnego czy Kielc, na niby zachowanie calego spoleczenstwa jest klamstwem historycznym i o to nalezy i warto sie spierac. W Jedwabnem pogrom byl zainicjowany i sterowany przez Niemcow, lokalna ludnosc miala wybor by wziac w nim udzial albo nie. Cokolwiek dzialo sie w tym miejscu podczas okupacji sowieckiej, jaki byl poziom pro-sowieckich sentymentow i kolaboracji z sowieckim rezimem, w Jedwabnem zginely cale rodziny, ktore najpewniej nie mialy nic wspolnego z kolaboracja z sowietami. Tlum, ktory decyduje sie na implementowaniu mordu, bez wzgledu na to czy liczby ofiar byly mniejsze czy wieksze, jest tlumem mordercow. Mozna spierac sie o aktualne liczby ofiar i obecnosc Niemcow w Jedwabnem i pod Jedwabnem, szczegolnie, ze mord w Jedwabnem byl powtorzeniem innych identycznych form zabijania zaimplementowanych przez Niemcow w tym rejonie. Podobnie Kielce byly na pewno prowokacja NKVD/UB, ale kazdy przygodny, ktory wzial udzial w tej masakrze, podjal decyzje, by byc czescia mordu. Tych faktow sie nie odwroci.

Bronienie mordercow czy w Jedwabnem, czy w Kielcach jest ostatnia rzecza, ktora ktokolwiek myslacy chcialby uczynic.

Krzysztof - były dwużydzian polaka

Janie, masz rację. Mordy w Jedwabnem i Kielcach to fakty. Tu nie chodzi o bronienie morderców. Tu chodzi o prawdę historyczną. Jeżeli dokończona ekshumacja w Jedwabnem i śledztwo wykaże, że było 1600 zabitych i dowody na winę polskich sąsiadów to trzeba będzie się z tym pogodzić i już. Ale śledztwo trzeba profesjonalnie doprowadzić do końca, ukazać wszystkie okoliczności i konteksty zdarzenia a nie, żeby ci którzy ukrywają własne winy (zorganizowany przy współpracy z Niemcami udział Żydów w mordowaniu swych współbraci) urządzali sobie zawczasu antypolską hucpę.

najbardziej zdumiewa po lekturze komentarzy ta ciągle mocna wiara w "anielskość" polską.............
polemistom prof. Grabowskiego - radzę uważnie przeczytać jego publikacje - są bardzo dobrze udokumentowane

Krzysztof - były dwużydzian polaka

A mnie zdumiewa całkowicie bezkrytyczne przyjmowanie przez Polaków tez tej dydaktyki poczucia winy uprawianej przez część środowisk żydowskich oraz przez o wiele większą, rozmnożoną do rozmiarów epidemii, ilość Polaków z gatunku tzw. Dwużydzianów Polaka, którzy tą hucpę gorliwie współbudują i wspierają nie zważając na historyczną prawdę.

Publikacje Grabowskiego udokumentowane są znakomicie, a do tego pozbawione mentorskiego tonu. W wywiadach/polemikach profesor niekiedy z niego korzysta, ale wynika to bardziej z tonu, argumentacji i - bardzo często- ignorancji jego krytyków. Ta, rzeczywiścię, bywa, że rodzi zniecierpliwienie i ryzykowne ogólniki.
Nie powinny one jednak przesłaniać głównego tematu, niemniej i ten temat nie powinien być rozważany w izolacji od szerszych uwarunkowań, kwitowanych jednym zdaniem, że niemieckie zbrodnie na Polakach są znane. Nie, nie są. Są znane w Polsce, natomiast na świecie i mało kto się nimi interesuje, i mało kto o ich pisze. Jedna książka Snydera tej luki nie wypełni, choćby była tak znakomita jak "Skrwawione ziemie".

Czy nie mozemy doczekac sie historykow, ktorzy nie beda podchodzic do tego okresu historii Polski bez agendy, to dotyczy historykow z kazdego konca spektrum. Nienawisc Jana Grabowskiego do "Polakow" - czyli naprawde calej etnicznej mieszanki, ktora przebywala na terenach polskich okupowanych w czasie wojny przez Niemcow, bo przeciez nie istnieja genetycznie "czysci Polacy", o tym Jan Grabowski powinien wiedziec - jest problemem przede wszystkim Jana Grabowskiego. Jego wybiorcze argumenty, generalizowane, by moc sprzedac swiatu demoniczne strony "zlych genetycznych Polakow" (cieszy to niezmiernie Niemcow, i jest kupowane przez swiat nie znajacy historii) moga dzialac wylacznie na krotkim etapie jego kariery, ktora po latach nie przetrwa, nikt nie bedzie pamietal o jego nienawistnych ksiazkach. Czytamy, ze nienawidzi: polskich elit, Rzad Londynski, Roweckiego, nawet Karskiego, walczacego podziemia, lista jest dluga. Ta nienawisc do "etnicznych Polakow", ktora moze powinna byc opowiedziana w gabinecie psychologa, jest jedynym "osiagnieciem" Jana Grabowskiego.
Czy ktos sie w koncu zajmie, w obecnym pokoleniu aktywnych hitorykow, historia Polski bez politycznej, bez religijnej, czy bez nienawistnej agendy - tak powinni byc kszatlceni uczciwi historycy.

Wielka szkoda, ze tacy skrzywieni historycy, jak pan Berendt z jednej strony oraz i rowniez pan Grabowski z drugiej strony, miela nam mozgi. Znaj proporcje, Mociumpanie

Patrzac po komentarzach pod artykulem, to potwierdza sie teoria, ze ci sami ludzie ktorzy neguja holokaust, naprawde chcieliby zeby sie wydarzyl

Krzysztof - były dwużydzian polaka

Kiedyś kupowałem takie artykuły jak ten pana Grabowskiego bez zająknięcia i mrugnięcia okiem. Dopóty dopóki nie natknąłem się na wykłady pani dr Ewy Kurek na YouTube. Zachęcam do poszukania jej na YT. Jakże to oświecające i odświeżające! Elegancko i z kulturą, rzeczowo ale bez polityczno-poprawnej taryfy ulgowej dla narodu wybranego. Dwużydzianom polaka z początku może nie smakować, ale zadajcie sobie pytanie: Co mnie interesuje? Prawda czy ideologiczna agenda?

W STAŁYM ZAGROŻENIU

(Wspomnienia Stanisława Walczaka o wadowickich Żydach)

Stanisław Walczak urodził się 16 października 1928 r. w Wadowicach Górnych. Ojciec miał 5-hektarowe gospodarstwo rolne. Dom z dala od sąsiadów w polu. Z Żydami chodziłem do szkoły powszechnej w Wadowicach Górnych, ale zatargów z nimi nie było. Z lekcji religii wychodzili. Do nich należała koleżanka Baila. Było ich tu więcej. Gdy zaczęli ich prześladować, współczuliśmy im, ale Niemcy za wszystko grozili karą śmierci, dlatego ludzie się bali. Jeśli ktoś odwracał się od nich, to nie z wrogości, lecz ze strachu o siebie i o rodzinę. Była rodzina o nazwisku Lind. Niemcy zdołali zabrać do getta w Radomyślu Wielkim tylko rodziców, bo synowie wiedzieli co ich czeka w getcie więc się poukrywali. Warunki życia były tam coraz gorsze, głodzono ich i poniżano, coraz częściej zabijano. Na początku Polacy próbowali dowozić i przemycać żywność, ale z czasem Niemcy zaostrzyli rygory i nawet za zbliżenie się do getta groziła kara śmierci. Nie wszyscy Żydzi mieli czym płacić, bo byli biedni, a im też nie odmawiano pomocy.

Pamiętam jak ich wywozili, popychali do stojących wozów. Wracając ze szkoły wraz z innymi dziećmi oglądałem te sceny. Najgorsi byli Niemcy z Mielca, którzy nadzorowali przebieg wysiedleń. Bali się ich wszyscy, także granatowa policja. Pozwolili im zabrać toboły i podręczny bagaż. Najmłodsza Baila pojechała zapłakana z rodzicami, a dwaj bracia ukryli się. Koczowali w zagajnikach, sprzyjał im tutejszy krajobraz, wykorzystywali nierówności terenowe i zarośla, które dobrze znali. W lecie można było wegetować, bo rozrzucone pośród krzaków pola dostarczały pożywienia. Mówiono żartobliwie, że Żydów można było spotkać częściej, niż zająca czy sarenkę. Jednak nikt nie miał pretensji i nie szedł na posterunek gdy stwierdził, że ktoś ukopał ziemniaków w jego polu i wyciął parę główek kapusty, a w rowie urządził sobie legowisko.

Mieszkańcy nie tylko tolerowali te drobne w gruncie rzeczy straty w polu, ale wynosili im co mogli, a przychodzącym w nocy do domu nie odmawiali pomocy i wsparcia. Mark Lind znalazł się u nas w Boże Narodzenie. Było nas trzech braci i zaczęliśmy się bawić w słomie. Wpadłem do dołka na kogoś, a ten poruszył się. Zadzwoniły puszki z cukierków. Okazało się, że tu spał Lind. Mama przyszła i wygnała nas. Poznaliśmy go, bo ich pole znajdowało się blisko naszego. Mama nakarmiła go. Nie wiedzieliśmy, że on tu był. Ojciec zabrał go do obory, gdzie było najcieplej. Cały czas narzekał na swoje położenie. Zapewniał, że był tu tylko trzy dni. Podejrzewam, że on nas chciał tylko uspokoić, a faktycznie nocował tu częściej i dłużej. Wiadomo mi, że Żydzi wyjmowali ruchomą deskę i wchodzili do stodół, nie naruszając skobli i drzwi. Dla bezpieczeństwa zmieniali stodoły bez wiedzy właścicieli. Mama była przerażona i radziła mu iść. Poszedł, a za dwa dni powrócił do tej obory.

Jego widok budził grozę. Przemarznięty, brudny, głody, u kresu sił. Pilnowaliśmy obejścia i obserwowaliśmy okolice, by go tu ktoś nie zaskoczył. Mieliśmy razem z bratem Józefem kryjówkę w oborze za dobudowaną ścianą, bo brata usiłowali zabrać jako junaka na roboty. Ojciec był bardzo zmartwiony i zastanawiał się co ma robić. Czy wolno mu było narażać nas na śmierć w płomieniach. Czy gdyby się role odwróciły, Żydzi uczynili by podobnie. Matka po namyśle wpuściła go do naszego schowka i wówczas w podzięce padł przed nią na kolana. Został do końca wojny. Szerokość schowka wynosiła 1 metr, zaś wysoko nad głową na deskach sufitu znajdowała się słoma. Pościel tu już była, bo myśmy obaj z bratem tu sypiali. Wchodziło się ze strychu nad oborą po podniesieniu ruchomej deski. Na strychu rozrzucono plewy i ściółkę.

Drugie wejście prowadziło z obory przez podkop. Pożywienie nosiłem mu w naczyniach ukrytych w wiadrze. Mieliśmy kozę, dzięki czemu wymyśliliśmy hasło – „koza wstań”. Dla niego to był sygnał, że ma wyjść. Stare naczynia oddawał, a nowe zabierał i chował się. Kubeł wynosiłem na obornik. Interesował się tym, co słychać w okolicy, co się dzieje w mieście i gettach. Informacje te zbieraliśmy bardzo ostrożnie w drodze do kościoła, w sklepie, na jarmarkach. Radia nie wolno było mieć.

Ojciec był u krawca w Radgoszczy i przyniósł okropne wiadomości. Szalał tam osławiony żandarm Guzek, tropiący Żydów i partyzantów. Na szubienicy chciał powiesić kobietę ukrywającą Żydów, ta jednak zdołała się ukryć. Ludzie zanieśli radia do jakiegoś pomieszczenia w kościele, myśląc, że nikt ich nie odkryje. Guzek je znalazł, ale skończyło się pobiciem księdza proboszcza Józefa Leśnika u którego mieszkał. Gazety mało kto czytał. Postrachem byli nie tylko żandarmi. W lasach Jam i Dulczy ukrywali się bandyci, gnębiący tutejszą ludność, rabujący i gwałcący kobiety. W zimie też kryli się u kogoś, zmieniali kryjówki, bo urządzano na nich obławy i zasadzki. Taki pościg niósł z reguły groźbę rewizji w domach. Ale znalazł się jeden odważny chłopak, Stanisław Pietras z Woli Wadowskiej, który we śnie zarąbał ich siekierą. Herszt bandy pochodził z Siedliszowic nad Dolnym Dunajcem, zamordował co najmniej kilkadziesiąt osób, w tym także Niemców i Żydów.

Nasz Żyd miał jednak kontakt ze swym krewnym ukrywającym się u gospodarza Midury, o czym mówił niechętnie i z obawą. Powodów do obaw było wiele. W jakiś sposób Niemcy dowiedzieli się, że w Podborzu ukrywają się Żydzi. Niemcy i policjanci podjechali znienacka i przeprowadzili rewizję, która jednak nic nie dała. Wiadomości mieli pewne, bo nie rezygnowali z akcji, zastanawiali się co zrobić, aby ich wytropić. Zagrozili podpaleniem zagród, ale i to nic nie dało. W końcu podpalili zagrodę i wtedy Żyd rzucił się do ucieczki. Strzały nie dosięgły go, podobno policji granatowej niezbyt zależało na trafieniu go. Wpadł w las. W domu tym pozostały same dzieci, gdyż właścicielka pojechała do miasta. Pół wsi spalili. Właścicielka wracając z Mielca widziała z daleka łunę pożaru, której przyczyny nie znała. Uprzedzona wróciła dopiero po odejściu obławy. Okazało się, że pożary groziły nadal, ale zapobiegł im ksiądz Franciszek Chachaj. Wykorzystał fakt, że na jego plebani mieszkał Niemiec (z orderami na piersi), bardzo zawzięty i groźny. Niemiec ten groził, że spalą Wadowice Górne, a szczególnie przysiółek Wydartuch, gdzie – jak mu wiadomo – ukrywa się Żyd. Ksiądz rozpraszał podejrzenia i zdołał zapobiec wydaniu takiego rozkazu. Ogarnął nas wielki strach. Inicjatywę w tej sprawie przejęła mama i kazała Żyda wysłać w pole, bo spodziewaliśmy się rewizji. Uciekinier to zrozumiał i na dwa tygodnie schował się w życie, dokąd zanosiłem mu posiłki.

Najsprytniejszy i dyskretny byłem. Brata też lubił, w wolnych chwilach przesiadywali razem i zabawiali się opowiadaniami. Później wrócił do zagrody. W nocy szedł do izby, gdzie robił karbidówki, miał kolbę do lutowania, lubił majsterkować i naprawiać wiele rzeczy. Miał coś w rodzaju różańca i modlił się. Przed wojną z ciekawości bywał w kościele, znał nawet pacierz. Nie miał wyraźnych cech semickich jak jego brat. Nie raz w nocy znudzony szedł w pole i stawiał kopki. Znaczne oddalenie od sąsiadów stwarzało taką możliwość. Groźne były wizyty komisji, które chodziły po domach za bydłem i trzodą chlewną sprawdzając kolczyki na uszach zwierząt domowych. Znaczki te zdejmowano z uszu większych zwierząt i przenoszono na uszy małych, nie nadających się na rzeź. Niemcy dziwili się, że cielęta i świnie nie rosną. Za ubój karano śmiercią. Mimo tego kwitł pokątny handel. Opasywaliśmy się wyrobami, np. słoniną i szliśmy do Mielca. Najbardziej baliśmy się wykrycia Żydów. Nie wiedzieli o nich nawet najbliżsi kuzyni ani koledzy.

Na ołówku pod gumką miał 20 dolarów. Obiecał nam trzy morgi gruntu, ale tylko gdy on sam przeżyje. Brat jego był w Dębicy w lagrze w policji żydowskiej i widział jak Niemcy znęcali się nad Żydami. Przeżył ofensywę styczniową 1945 r. Zginął wraz z innymi uciekającymi z lagru. Przed tą likwidacja lagru Niemcy zatruli pożywienie i wielu Żydów zmarło w mękach. Tak mówili ci, co nie jedli i przeżyli. Będąc u nas wędrował 30 km do Dębicy w odwiedziny do przebywającej w lagrze siostry. Znał tutejszą topografię, umiał obejść drogi i posterunki, korzystać z osłony jaką dawały krzaki, rowy i zaułki, bo lasów nie było. Chciał ją tu przyprowadzić i ojciec w końcu zgodził się na to. Poszedł po nią. Usiłowała uciec, ale odzieżą dotknęła drutu i wtedy rozległy się dzwonki alarmowe i tak Etka zginęła na jego oczach. Będąc w policji brat poznał jej odzież i dowiedział się o próbie ucieczki i śmierci. Obaj z bratem sypialiśmy z nim, bo ukrywaliśmy się, by nas nie zabrano. I tak był u nas od czerwca 1942 r. do ucieczki Niemców i wkroczenia sowietów 22 sierpnia 1944 r.

Urodzony był 18 lutego 1918 r. w Wadowicach Górnych. Z początku okupacji był gońcem w urzędzie gminy i policji. Rodzice mieli gospodarstwo. Podczas wysiedleń, gdy front się zbliżył, całe rodziny uciekały w pole z dobytkiem. Dotyczyło to początku Wydartucha. Schroniliśmy się z bydłem w głębokim rowie wśród krzaków. W dzień bydło paśliśmy na cudzych polach. Żyd pozostał w oborze, dlatego ojciec zanosił mu pożywienie. Wreszcie w nocy przyszedł do nas i ukrywał się w kopkach dwa tygodnie. I tu były chwile grozy, gdy ruski strzelali dwie godziny z katiusz w kierunku Wadowic, wyrządzając wiele szkód – np. uszkodzili bryłę kościoła, wieże i pół sklepienia. Odłamki pocisków padały na słomę nad schronem. Stojąca przed schronem butelka z mlekiem została rozbita. Fruwały grudki ziemi, kurzyło się, katiusze cięły i ryły ziemię. Ruski przyszli pijani. Idący żołnierz przywołał mnie, dzban mi podał i sam też pił. Kazał nam wyjść, dziadkowi także. Rusek pokazał balon i radził iść do tyłu. Nie było to łatwe, bo mieliśmy pierzyny, garnki i bydło. Rusek był kulawy i szedł z nami długo. Naszego Żyda zobaczyłem w drugiej wsi i on także poznał naszą kozę. Jeszcze przypominam sobie, że przed nadejściem Rusków, trzy czołgi stały obok naszego rowu i nie wypędzały nas. Nie będziemy strzelać, nie bójcie się, zapewnili nas. Gdy zagrały katiusze, czołgi strzeliły po razie i wycofały się. Po przetoczeniu się frontu wróciliśmy do pogorzelisk.

Żyd udał się do Mielca i tam spotkał innych ocalonych. Chorował na nerki. Wyjechał do Berlina i jako palacz dostał się na okręt, a po dopłynięciu do USA uciekł na ląd. Osiadł w Kalifornii i pracował jako zegarmistrz. W 1974 roku pojechałem tam na jego zaproszenie. Zaczynał pracę w zakładzie wytwarzającym części do przeszczepu serca. W czasie pięciotygodniowego pobytu woził mnie samochodem i pokazywał różne osobliwości, np. Las Vegas. O przeżyciach niewiele mówiliśmy, ciekaw był natomiast co u nas słychać. Stale mówił i pisał, że zaciągniętego u nas długu wdzięczności nie jest w stanie spłacić. Jego problemy były jednak niczym w porównaniu z tym, co mogło by się zdarzyć, gdyby nie uratowała go nasza rodzina. W rozmowie padały z jego ust słowa: „krew Jego spłynie na was i na wasze syny…”. Rozpamiętywał treść próbując dopasowywać ją do jego czasów.

Medalu nie mam i nie starałem się. Spełniliśmy ludzki i chrześcijański obowiązek i jestem zadowolony, że się udało.

Józef Kagan ur. 29.VII.1929 r. w Zabrniu w gminie Wadowice Górne, z dala od dróg publicznych
i władz gminnych, w tym posterunku granatowej policji. Wsie są rozrzucone wśród
plątaniny polnych dróg, krzaków i głębokich rowów. Po deszczu trudno się poruszać, błoto
jest dokuczliwe, ale pola w naszej wsi najszybciej obsychają.
Żydów znaliśmy sprzed wojny i to z dobrej strony. Nasza przyjaźń datowała się od 1914
roku z rodziną Lejby, właściciela dworu, od którego dziadek kupił 20 morgów ziemi. Zostało
mu jeszcze 50 morgów, ale dworek ubożał, kurczył się, choć wciąż trwał. Lejb był uczciwym,
życzliwym sąsiadem. Zmarł przed 1939 rokiem.
Została wdowa z córką Alką i synem Aronem. Przeżywali wielkie rozterki, gdy zbliżało się
wysiedlenie do gett. Niemcy wyrzucili ich na wieś, a dwór przejął Pełczyński z poznańskiego.
Nie poszli do getta i ukryli się w polu w łanie zboża Marii Fedor. Potem zbudowali sobie bunkier.
Po żywność chodzili do znajomych pod osłoną ciemności. Aron jadł u nas wszystko,
trefne także. Ukrywał się u nas w domu i w stodole. Nasze zabudowania były oddalone od
innych i ta okoliczność dawała względnie bezpieczne schronienie. Wreszcie poszedł do bunkra,
ale podobno ktoś doniósł i Niemcy otoczyli ich w dzień. Aron ledwie uszedł z życiem, ale
siostrę z matką wywieźli i zabili. Aron po wojnie wyjechał do USA i po latach przyjechał z
córką do Polski, szukać rodziny oraz grobów na kirkucie, zdaje się w Mielcu. Córka Lejby jest
fotoreporterką, nakręciła film o tym domu. A ja opowiadałem do kamery o wielkiej tragedii.
Film emitowano parę lat temu w telewizji.
Był drugi Żyd, Józef Hercyk z Tarnowa, który ukrywał się na Zarzeczy koło Wadowic Dolnych.
Wcześniej poznał dziewczynę Marię Stolarz z Wadowic Dolnych, która w Krakowie
uczyła się krawiectwa. Przechrzcił się, wzięli ślub kościelny, chyba już za okupacji. Tu się
odbyło wesele i tu zamieszkał. Ona szyła, a on nie pracował. Z czasem, gdy granatowa policja
szukała go, zaczął uciekać i zmieniać miejsca pobytu. U nas bywał bardzo dyskretnie i
brał żywność za usługi krawieckie. Chodził okrężnymi ścieżkami, polami, by się na kogoś nie
natknąć. Jego dom był blisko, w linii prostej czterysta metrów od naszego. Odludzie, trudny
dojazd, dość pierwotny krajobraz nie ułatwiały wizyt nieproszonych gości. Dlatego bywał w
domu i nikt go nie widział. W domu pozostała córka i żona. W lecie nie było tak trudno tu
przeżyć, jeśli było się trochę samodzielnym i zaradnym. Krzaki dawały schronienie, pola dawały
pożywienie, życzliwi sąsiedzi pomagali, nie donosili. Jeden z sąsiadów to brat mego
ojca Piotra, Józef Kagan.
Głęboki rów melioracyjny osłonięty drzewami umożliwiał ucieczkę, gdy ktoś widziany z daleka
zbliżał się. Temu odludziu i pustkowi Hercyk zawdzięczał to, że mógł bywać w domu czę-
ściej. Do głównej drogi Dalego, a po deszczu drogi polne są nieprzejezdne. Mieszkańcy tutejsi
mówią z sarkazmem, że drogi te nadają się do żeglugi. Jakieś tam wiadomości czasem
widocznie docierały do władz, bo urządzali za nim obławy, ale uciekał przez rzekę Breń. Po
wojnie osiadł w Bielsku – Białej, po czym wyjechał do Australii.
Przedruk fragmentu z: Adam Kazimierz Musiał, LATA W UKRYCIU, t. II

Niemcy, zdaje się, wojnę zaczęli od rozstrzeliwania polskich elit (rozstrzelali ojca mojej ciotki w Piaśnicy, "Masowe egzekucje w Piaśnicy rozpoczęły się pod koniec października 1939 i były kontynuowane do początków kwietnia 1940. Stanowiły element tzw. akcji „Inteligencja”, a ich wykonawcami byli funkcjonariusze SS oraz członkowie paramilitarnego Selbstschutzu."), trudno takim rozstrzelanym i prześladowanym elitom prowadzić ochronę Żydów, chyba że pan Grabowski zna jakieś magiczne sztuczki.

Redakcja serio toleruje te antysemickie brednie w komentarzach?
No chyba że chce pozostawić świadectwo... w sumie może i słusznie.