Historia

Mur z macew

To, że w murze cmentarza komunalnego w Ostrowcu są macewy, jest skandalem. Dlaczego więc wzdrygam się, gdy czytam o niektórych próbach zmierzenia się z tym problemem?

Opublikowany w „Haaretz” artykuł Ofera Adereta Jewish Gravestones Used to Build Wall Around Christian Cemetery in Polish Town opowiada o tym, jak Meir Bulka, mieszkający w Izraelu potomek ostrowieckich Żydów, walczy o usunięcie macew z muru cmentarza komunalnego w Ostrowcu.

Streszczam: Bulka przyjechał do Ostrowca, aby zmówić kadysz za swoich przodków. Udał się na cmentarz żydowski i zobaczył, że ten jest tylko wygrodzonym poletkiem, na którym widać kilkadziesiąt stłoczonych macew, sterty potrzaskanych nagrobków i omszały pomniczek z macew. Dowiedział się, że część macew jest w murze cmentarza komunalnego – polskiego cmentarza, powstałego już po Zagładzie. Oburzył się.

Kilka miesięcy później wrócił do Ostrowca, spotkał się z prezydentem miasta i zażądał, by nagrobki zostały usunięte z muru. Chciałby, żeby zostały przekształcone w pomnik, który zbudowałaby izraelska młodzież przy okazji przyjazdu do Polski, albo zostały wywiezione do Izraela.

Pojawił się konflikt: prezydent powiedział, że inwestycja może być zrealizowana, jeśli Bulka pokryje koszty rozbiórki muru, budowy upamiętnienia i budowy nowego ogrodzenia – jakieś pół miliona złotych. Bulka się oburzył: „Profanujecie groby moich bliskich i jeszcze chcecie, żebym wybudował wam nowy mur?”. Teraz walczy dalej – szuka środków na swój projekt, z hasłem: „Nie pozwólmy, by to świętokradztwo trwało choćby dzień dłużej”.

Podpisałabym się obiema rękami, gdyby Bulka mówił na przykład: „Ponad pięćdziesiąt lat temu zbudowano w tym mieście mur z macew; wy, którzy dzisiaj tu żyjecie, ponosicie moralną odpowiedzialność za to, by się tym zająć. Ten mur stoi w waszym mieście”.

Niestety, Bulka przede wszystkim atakuje i wskazuje winnych: jego zdaniem to jasne, że współcześni ostrowczanie bezpośrednio odpowiadają za likwidację cmentarza żydowskiego i za mur z macew. Rysuje podział na dobrych i złych. Gdy wygłasza zdanie: „Profanujecie groby moich bliskich i jeszcze chcecie, żebym wybudował wam nowy mur?”, stosuje zasadę zbiorowej odpowiedzialności, bo „wy” oznacza tu nie-Żydów, a nie budowniczych muru. Prezydenta przedstawia jako szmalcownika, pragnącego żydowskich pieniędzy. Współczesną Polskę uważa za miejsce niegodne tego, by znajdowały się tu żydowskie nagrobki. Trudno na takiej podstawie zbudować sensowny dialog. Trudno wspólnie zastanowić się, co należy w tej sytuacji zrobić.

Zlikwidowany cmentarz i mur z macew są dla dzisiejszych ostrowczan spadkiem po poprzednich pokoleniach. Choć to spadek niewygodny, to jednak powinniśmy się z nim mierzyć, to nasza odpowiedzialność moralna. Jednak to nie my budowaliśmy mur, nie my likwidowaliśmy cmentarz. Druga sprawa jest przyziemna: mur nie przestanie istnieć z dnia na dzień. Jego rozbiórka to duże przedsięwzięcie. Wymaga wcześniejszego zaplanowania przez samorząd.

Takiego spojrzenia brakuje i Bulce, i Oferowi Aderetowi, dziennikarzowi. Artykuł jest jednostronny: oddaje tylko punkt widzenia Bulki, przedstawia jego gniew. Nie wypowiada się tu nikt, kto znałby dobrze realia pracy z żydowską historią w średniej wielkości miastach. Nie wypowiada się też nikt z organizacji, które odmówiły Bulce wsparcia – znów tylko Bulka ma głos.

Śledzę historię przez dziurkę od klucza [rozmowa z Aleksandrą Domańską]

Oskarżycielski film

W artykule jest za to youtube’owy film autorstwa Bulki. Przy dźwiękach dramatycznej muzyki przedstawia rozdzierający serce obraz Ostrowca jako koszmarnego miejsca, zamieszkanego przez hieny cmentarne. Podobnie jak artykuł, filmik utrudnia lokalnym aktorom z Ostrowca włączenie się w dyskusję o murze. Odbiera im moralne prawo głosu. To błąd, bo sądzę, że wielu z nich dzieli z Bulką przekonanie, że mur jest skandalem.

Oglądając film, obawiam się reakcji równie niemądrej i równie mocno opartej na stereotypach. Zaglądam do komentarzy i proszę, już jest, zdanie z prastarego rezerwuaru antysemickich polskich odzywek, tylko – skoro mamy XXI wiek – po angielsku: „Stay away from Poland, Jew. You won’t get even one shekel from us” – „Trzymaj się z daleka od Polski, Żydzie. Nie dostaniesz od nas ani jednego szekla”. „Do I come to Israel and tell you from what you are supposed to build walls of your cemetaries? Poland is not a colony of Jews anymore” – „Czy ja jeżdżę do Izraela, żeby wam mówić, z czego powinniście budować mury swoich cmentarzy? Polska nie jest już żydowską kolonią”. Podział na MY – ONI, zaproponowany przez Bulkę, został podchwycony. Nie ma już rozmawiających ze sobą ludzi. Są tylko Żyd i Polak. Formują flanki i szykują kamienie, łuki, armaty, konnicę, karabiny, złe słowa.

Przyjrzyjmy się kilku wyimkom z filmu.

 

 

„Polacy zbeszcześcili groby naszych bliskich. Przyprowadzili swoje krowy, żeby pasły się wokół nagrobków, pozowali do zdjęć i niszczyli groby, żeby wymazać jakiekolwiek wspomnienie o Żydach”.

Zdanie „Polacy zbezcześcili groby naszych bliskich” wykorzystuje istniejące uprzedzenia i pogłębia je. To ten sam porządek, co „uchodźcy gwałcą nasze kobiety”. Jest tu sugestia, że osoba będąca Polakiem albo Polką ma skłonność, z racji swojej polskiej tożsamości, do bezczeszczenia żydowskich grobów, a następnie triumfalnego fotografowania się na miejscu zbrodni.

Zdjęcia są wstrząsające, ale na ich podstawie nie można oskarżać wszystkich Polaków, tych z drugiej połowy lat czterdziestych XX wieku i tych współczesnych, o aktywne, celowe i złośliwe niszczenie żydowskich grobów. Osobiście sądzę, że ktoś je zrobił właśnie dlatego, że dokumentują niebezpieczne przekroczenie reguł w powojennych czasach. Te zdjęcia były przechowywane w ostrowieckim domu i niedawno zostały upublicznione przez Wojtka Mazana, za zgodą właściciela odbitek, z oskarżycielską intencją.

 

„Gdzie się podziały te wszystkie macewy [z cmentarza w Ostrowcu – przyp. MP]? Nikt się nad tym nie zastanawia, nikogo to nie obchodzi. Społeczność 15 tysięcy Żydów, którzy stanowili ponad 50 procent społeczeństwa Ostrowca, została w mgnieniu oka starta z powierzchni ziemi”.

W tekście i obrazie jest sugestia, że likwidacja cmentarza zmiotła z powierzchni ziemi społeczność Żydów ostrowieckich. Przypominam: likwidacja getta i likwidacja cmentarza to wydarzenia o innym ciężarze gatunkowym. Zachowywanie pamięci jest bardzo ważne – zajmuję się tym tematem od kilku lat. Ale niszczenie cmentarzy to nie to samo, co zabicie kilkunastu tysięcy ludzi.

„Gdzie się podziały te wszystkie macewy? Nikt się nad tym nie zastanawia, nikogo to nie obchodzi”. Faktycznie, większości ostrowczan macewy raczej nie interesują. Ale „nikogo to nie obchodzi”, przy wtórze dramatycznej muzyki, to za dużo powiedziane. To nieuczciwe w stosunku do osób, które zajmują się pamięcią o Żydach ostrowieckich. Część materiałów i informacji, które wykorzystał Bulka w filmie, została upubliczniona przez ostrowczan.

W filmie są też błędy rzeczowe. Przed wojną w Ostrowcu było 11 tysięcy Żydów, którzy stanowili 36 procent ludności miasta (1). Nie 15 tysięcy Żydów, nie 50 procent ludności. 15 tysięcy Bulka wziął prawdopodobnie z pomnika Żydów ostrowieckich – widnieje na nim informacja o 15 tysiącach ofiar z Ostrowca i okolic.

Film ma kilka tysięcy wyświetleń, poruszającą muzykę i duże literki. Czekam na powtarzanie błędów Bulki przez ostrowieckich uczniów, maturzystki, dziennikarzy.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

Kto zbudował mur, kto zniszczył kirkut?

O tym, co się działo na kirkucie tuż po wojnie i skąd wziął się mur, wiemy niewiele. Ta niewiedza jest znacząca. Pewnie było tak, że niektórzy ludzie ryli w poszukiwaniu skarbów, kradli macewy. O tym, że prawdopodobnie szukano tam skarbów, wiemy z raportu z badań archeologicznych (2), o kradzieży macew – stąd, że nagrobki można dziś znaleźć w kilku miejscach w mieście. Kto rył i kradł, jak wiele to było osób – nie wiemy. Co do muru – osoby, które podejmowały decyzję, nie żyją, inni nic nie pamiętają. Może decyzję podejmował ktoś bez wyobraźni, może zmieniła się wrażliwość, a może ktoś ukradł materiał, a mur musiał powstać. Zło bywa banalne.

Władze zaczęły omawiać likwidację cmentarza żydowskiego w 1952 roku. To czas, gdy ludzie mieli dość wojennej śmierci. Skupiali się na skoku modernizacyjnym, który kraj właśnie wykonywał. Od cmentarzy ważniejsze były nowe zakłady pracy i osiedla dla robotników. Wiele kwestii identyfikowanych jako religijne – a utrzymanie cmentarzy z pewnością do nich należało – mogło być postrzegane jako zabobon. Jeśli do tego lokalna ludność, choć często tradycyjnie myśląca, ryła na cmentarzu i rozkradała kamienie, to jego likwidacja mogła być postrzegana jako uporządkowanie: zrobienie porządku z miejscem, zabobonem, z niemoralnym zachowaniem. W piśmie o cmentarzu ostrowieckim z tego czasu urzędnicy argumentowali, że jego zamknięcie polepszy „warunki zdrowotne i estetyczne”. Ostatecznie do likwidacji kirkutu przystąpiono w 1959 roku (3).

Z pomysłem likwidacji cmentarza żydowskiego wyszło ostrowieckie Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Starania prezydium wsparły kielecki Referat ds. Wyznań i Urząd ds. Wyznań. Zgodę na likwidację cmentarza żydowskiego – „na urządzenie parku na terenie cmentarza żydowskiego w Ostrowcu i na wybudowanie w środku parku mauzoleum z płyt nagrobkowych tegoż cmentarza” – wyraziło w 1953 roku Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce (4). TSKŻ nadal funkcjonuje. Warto byłoby włączyć i je w dyskusję o tym, co zrobić z kirkutem.

Likwidacja cmentarza jest z dzisiejszej perspektywy skandalem. Trzeba jednak pamiętać, że cmentarze w Polsce są przestrzeniami, które utrzymuje troska i uwaga rodziny zmarłego. Groby istnieją dzięki krewnym, którzy o nie dbają: sprzątają, zdobią, odwiedzają, płacą za utrzymanie miejsca. Prawo w Polsce przewiduje, że grób musi być utrzymywany przez zarządcę cmentarza przez 20 lat. Po upływie 20 lat rodzina musi opłacić zarządcy grób na kolejne lata. Jeśli tego nie zrobi, ten ma prawo zlikwidować grób i postawić w jego miejscu nowy (5).

Meir Bulka oczekiwał, że po przyjeździe do Ostrowca znajdzie na cmentarzu utrzymane groby swoich stupięćdziesięciorga przodków, którzy żyli tutaj od XVIII wieku – wynika z artykułu w „Haaretz”. Cóż, na starym cmentarzu w Ostrowcu najstarsze groby – pojedyncze – pochodzą z XIX wieku. Stare groby znikają, bo w pewnym momencie znika ostatnia osoba, dla której ten grób ma znaczenie. Taki jest świecki świat, choć religijne przepisy mogą próbować wydłużać w wieczność czas istnienia grobu.

Ostrowiecki kirkut jest śladem społeczności, która współtworzyła nasze miasto i która zginęła w Holokauście. Dlatego należy mu się szczególne podejście – może powinien mieć status miejsca o wyjątkowym znaczeniu historycznym (6). Powinniśmy się nim zajmować także dlatego, że byli tacy Polacy, którzy wydawali Żydów Niemcom, i dlatego, że ukrywający się Żydzi zwykle panicznie bali się Polaków. Nasi przodkowie – a może i nasza kultura – byli też odpowiedzialni za to, że Żydzi nie mogli po wojnie wrócić do swoich domów.

Szmul Muszkies – fotograf nowoczesny

Co można zrobić?

Ostrowiecki kirkut jest śladem społeczności, która współtworzyła nasze miasto i która zginęła w Holokauście. Dlatego należy mu się szczególne podejście.

Problem muru łączy się z problemem cmentarza żydowskiego. Macewy z muru można byłoby przewieźć na kirkut. Ale co dalej tam z nimi począć? Cmentarz i tak wygląda dzisiaj źle: zalegające na nim sterty połamanych nagrobków robią przygnębiające wrażenie. Nie tylko dlatego, że to świadectwo nieobecności, braku, pustki, ale też dlatego, że ostrowczanie nie bardzo wiedzą, jak się wobec cmentarza zachować. Dołączenie do nich kolejnych stert to nie jest dobry pomysł. Czy da się sprawić, by cmentarz nie wyglądał na opuszczony? Jeśli tak – to jak? Tropy prowadzą w stronę działań takich jak projekty edukacyjne albo coroczne społeczne sprzątanie cmentarza.

Wygrodzony fragment kirkutu to założenie z lat pięćdziesiątych, coś w rodzaju pomnika czy miejsca pamięci. Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce zaakceptowało wówczas likwidację kirkutu właśnie pod warunkiem, że w miejscu cmentarza powstanie takie miejsce. Ale cmentarz żydowski obejmował teren całego wzgórza. Pamięć o tym zapisała się w języku, bo przecież w Ostrowcu mówi się „kirkut” (a właściwie „kierkut”, z gwarową naleciałością) na całe wzgórze. Tu, gdzie niektórzy wyprowadzają psy, są groby. Nie tak stare, niektóre powojenne. Są też groby zbiorowe ofiar Holokaustu. Ich lokalizacja i uczczenie jest ważnym tematem, moim zdaniem ważniejszym niż fragmenty macew. Może potrzebne byłoby zaznaczenie, gdzie był kiedyś cmentarz? A może wystarczyłoby, żeby całe wzgórze nabrało poważniejszego charakteru? Na pewno już teraz kirkut powinien być lepiej utrzymywany, należałoby choćby częściej kosić trawę. Skoro to park, to niech przynajmniej będzie to park zadbany, z regulaminem, który zabrania wyprowadzania psów czy picia alkoholu – mówiąc inaczej: w którym zachowywana jest powaga miejsca.

Mur jest problemem, którego nie można ignorować. Ale propozycje Bulki nie są dobre. Pomysł, by macewy wywieźć do Izraela, brzmi kompletnie dziwacznie. Lepsza jest koncepcja zbudowania z macew pomnika. Może mur po rozebraniu należałoby zrekonstruować, tym razem wokół rzeczywistego terenu cmentarza żydowskiego?

Artykuł w „Haaretz” nie wspomina o pomyśle, by mur opatrzyć tablicą informacyjną – taki pomysł miał kiedyś ostrowiecki urząd miasta. Nie wiem, czy wciąż to rozważa. Zadałam pytanie o to, jakie są plany miasta wobec muru i jaki jest jego stosunek do pomysłów Bulki. Ale odpowiedź, którą otrzymałam, umożliwia tylko zorientowanie się, że ostrowieccy urzędnicy są świetni we władaniu tym rodzajem języka, który pozwala nic konkretnego nie powiedzieć: „Gmina Ostrowiec Świętokrzyski działa i wydatkuje środki publiczne w granicach obowiązującego prawa i w świetle podanych okoliczności nie widzimy podstaw prawnych do sfinansowania tego rodzaju przedsięwzięcia”. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakie podstawy prawne zabraniają gminie podjęcia się przebudowy muru cmentarza komunalnego czy tworzenia pomnika. Jak sądzę, urząd bardzo nie chce się wypowiadać na ten temat i bardzo by chciał przez kolejne dziesięciolecia nie zajmować się sprawą.

Wspominam o tablicy informacyjnej, bo moim zdaniem to był bardzo dobry pomysł. Można byłoby ją zrobić szybko, bo koszt byłby wielokrotnie niższy niż rozbiórka muru. Kiedy zaś udałoby się mur rozebrać i przenieść na kirkut, na przykład jako mur otaczający dawny teren cmentarza, to również tutaj trzeba byłoby umieścić tablicę informującą o tym, że macewy pochodzą z muru, który dawniej otaczał cmentarz komunalny. Rozbiórka muru skryje bowiem przed naszym wzrokiem tę część stosunków polsko-żydowskich, która sprawiła, że mamy tyle „macew codziennego użytku”. Jeśli przenieślibyśmy macewy bez pozostawienia informacji o tym, gdzie się kiedyś znajdowały, znów zatarlibyśmy ślady pamięci i znów kolejne pokolenia musiałyby się do nich z trudem dokopywać – tak jak my dzisiaj docieramy do prawdy o tym, dlaczego na kirkucie zostało tak mało macew.

Tablica informacyjna obnażyłaby to, co się wydarzyło: musiałaby uczciwie mówić, jak to się stało, że mur stanął, że był możliwy. Jej treść i forma powinna być też skonsultowana ze wszystkimi zainteresowanymi stronami.

Wyobrażam sobie nawet, że można byłoby zrezygnować z rozbiórki muru, a pieniądze, które miasto wydałoby na tę dużą inwestycję, przeznaczyć na edukację, na działania równościowe czy na drobne upamiętnienia, np. ścieżkę edukacyjną związaną z żydowską historią Ostrowca. Sądzę, że na tego rodzaju działania łatwiej znaleźć środki zewnętrzne niż na potężną inwestycję infrastrukturalną. Tablica informująca o murze i o tym, że gmina zrezygnowała z rozbiórki, a środki przeznaczyła na edukację – to byłoby dobre posunięcie.

Pastuszko: Czym śmierdzieli Żydzi?

Bardzo ważne w całej sprawie jest to, by urząd miasta prowadził wielostronny dialog. W dyskusję nad pomysłami na mur i kirkut warto włączyć więcej stron. Włączenie trzeba mądrze zaplanować, by nie prowadzić dyskusji nad czymś, co i tak jest niemożliwe, i by nie eskalować konfliktu. Nie powinna to być dyskusja wyłącznie między Meirem Bulką a prezydentem miasta.

Jak na razie urząd nie prowadzi na temat muru nawet zwykłej komunikacji. Wobec ostrowczan udaje, że sprawy nie ma. Już na początku magistrat popełnił błąd, nie odpowiadając na pytania przysłane przez „Haaretz”. W ten sposób sam odebrał sobie prawo do wypowiedzi w swojej sprawie. Skąd ten nieracjonalny krok? Podobno było za mało czasu (7).

Jeśli przebudowa muru miałaby się odbywać, to koniecznie z lokalną społecznością, tak, żeby projekt miał też walor edukacyjny. Udział izraelskiej młodzieży to dobry pomysł, ale tylko jeśli budowałaby pomnik wspólnie z ostrowczanami. Taki projekt warto wykorzystać do dialogu i przełamywania uprzedzeń. Przywiezienie ludzi z Izraela (to proponuje Bulka), żeby zrobili coś dla ostrowczan bez ich udziału, coś, czego my sami nie zrobiliśmy wcześniej, tylko wzmocniłoby wzajemne animozje. Warto byłoby natomiast po opracowaniu planu realizować go wspólnie ze społecznością żydowską, może np. w ramach współpracy szkoły z Ostrowca i któregoś z miast w Izraelu, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych czy Argentynie.

Rozumiem złość Bulki. Sama złoszczę się na to, że pamiętanie o Żydach ostrowieckich jest tak ogromnym problemem. Że gdy pojawia się pomysł upamiętnienia, to zaraz na pewno ktoś poprosi: „Sprecyzujmy, że to nie Polacy zabijali, tylko Niemcy”. A gdy pojawi się pomnik, nawet ta skromny jak ten w Ostrowcu, to trzeba potem tłumaczyć, dlaczego upamiętnia się Żydów, a nie Bardzo Ważnych, Choć Bliżej Niesprecyzowanych Polskich Bohaterów. Złoszczę się na realia, które są takie, że upamiętnienie żydowskiej historii jest tematem skrajnie niepopularnym. Na upamiętnienie zagłady Żydów ostrowieckich prezydent Jarosław Wilczyński zdecydował się, gdy już nie zamierzał kandydować w kolejnych wyborach (Pisałam o tym w artykule Żydzi, których nie było).

Pastuszko: Żydzi, których nie było

Rozumiem też władze Ostrowca w ich bezradności wobec duchów żydowskiego Ostrowca. Tu nie chodzi tylko o pieniądze czy potencjał instytucjonalny do zrealizowania projektów tak skomplikowanych i wymagających taktu. Tu chodzi o radzenie sobie z polską winą, która do tej pory była wyparta. Z winą związaną z tym, że nie ma macew, że nie ma kirkutu. Niby nie wiemy, gdzie się podziały, ale podejrzewamy, przeczuwamy, że ten kierkut to jednak nie do końca zlikwidowali Niemcy. Tylko jak to powiedzieć wyborcom? Jak powiedzieć o tym, że być może robili to nasi dziadkowie i babki, matki i ojcowie? Jak powiedzieć, że naszą rolą jest przyznać to, zrozumieć, pamiętać. Jak uspokoić lęk i poczucie winy – niepotrzebne, bo większość z nas nie miała przecież żadnego wpływu na wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat? To nie są proste sprawy.

Niby nie wiemy, gdzie się podziały macewy, ale podejrzewamy, przeczuwamy, że ten kierkut to jednak nie do końca zlikwidowali Niemcy. Tylko jak to powiedzieć wyborcom?

Ale nie rozumiem, dlaczego Bulka szuka kozła ofiarnego, dlaczego bezsensownie uderza we współczesnych mieszkańców Ostrowca i urząd miasta. Nie rozumiem też, dlaczego urząd tak boi się lokalnej debaty o polskiej winie, że unika rozmowy, udaje, że muru nie ma, macew nie ma, problem nie istnieje.

Chyba że obie strony odgrywają coś, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu: Żyd rewanżuje się za strach swojego ojca, matki czy babki, którzy uciekli z Ostrowca w 1945 roku, po tym, jak „wyklęci” zabili cztery osoby i ranili kolejne trzy w mieszkaniu Fajgi Krongold na Sienkiewicza, albo rok później, po pogromie kieleckim. Żyd przypomina sobie i jest wściekły. Polak wpada w panikę, bo wie, że jego krajanie nie pozwolili kiedyś ocalałym Żydom wrócić do rodzinnego miasta. To po to jest ten podział na Polaków i Żydów, to „profanujecie groby moich bliskich”, to „odejdź, Żydzie”. Po to negatywne stereotypy, powołane na nowo do życia jak zombie.

A przecież nie ma już tej przysłowiowej starej kobiety, która ukradła z opuszczonego żydowskiego domu kołdrę i bała się, że wróci właścicielka. Nie jesteśmy też tymi „wyklętymi” odpowiedzialnymi za mord w Ostrowcu, którzy za swoją brawurę zapłacili karą śmierci. Nie my mordowaliśmy w Kielcach. Nie ma się co bać.

Rozmawiajmy o tym, co wydarzyło się kiedyś. Rozmawiajmy o tym, dlaczego w Ostrowcu nie ma Żydów, dlaczego na kirkucie nie ma macew, dlaczego mamy cmentarz komunalny z nagrobkowym murem. Rozmawiajmy o przeszłości – może wtedy zdołamy ją zostawić za sobą i odnaleźć się w teraźniejszości.

Reportaż nie może być tylko osobistą terapią

Przypisy:
(1) Waldemar R. Brociek, Adam Penkalla, Regina Renz, Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów,. Muzeum Historyczno-Archeologiczne, Ostrowiec Św. 1996.

(2) Urszula Jedynak (Labrys) i Artur Jedynak, Sprawozdanie z archeologicznych badań wykopaliskowych przeprowadzonych w celu określenia precyzyjnej lokalizacji pochówku Jachiela Halewi Halstoka na terenie wzgórza parkowego – dawnego kirkutu w Ostrowcu Świętokrzyskim“. Za: Żydowski Ostrowiec.

(3) Kazimierz Urban, Cmentarze żydowskie, synagogi i domy modlitwy w Polsce w latach 1944-1966 (wybór materiałów), Nomos, Kraków 2006.

(4) Pismo Zarządu Głównego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów (L.dz. 916/53) z 26 marca 1953 roku do Urzędu do Spraw Wyznań: „Urząd do Spraw Wyznań / w miejscu. / W odpowiedzi na pismo z dn. 23 lutego r.b. Nr. III. 18a/4/53 w sprawie cmentarza żydowskiego w Ostrowcu zawiadamiamy, że Prezydium Zarządu Głównego wyraziło zgodę na urządzenie parku na terenie cmentarza żydowskiego w Ostrowcu i na wybudowanie w środku parku mauzoleum z płyt nagrobkowych tegoż cmentarza”. Pismo zostało opatrzone okrągłą pieczęcią TSKŻ, podpisami członka Prezydium i Sekretarza Generalnego. Źródło: Kazimierz Urban, Cmentarze żydowskie, synagogi i domy modlitwy w Polsce w latach 1944-1966 (wybór materiałów), Nomos, Kraków 2006.

(5) Ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych (Dz. U. z 1959 r. Nr 11 poz. 62 z zm.)
Art. 7.
1. Grób nie może być użyty do ponownego chowania przed upływem lat 20.
2. Po upływie lat 20 ponowne użycie grobu do chowania nie może nastąpić, jeżeli jakakolwiek osoba zgłosi zastrzeżenie przeciw temu i uiści opłatę, przewidzianą za pochowanie zwłok. Zastrzeżenie to ma skutek na dalszych lat 20 i może być odnowione.

(6) O pamiątkach historycznych mowa również w ustawie o cmentarzach i chowaniu zmarłych, Art. 7 ust. 5.: Niezależnie od powyższych przepisów jest wzbronione użycie do ponownego pochowania grobów, mających wartość pamiątek historycznych (ze względu na swą dawność lub osoby, które są w nich pochowane, lub zdarzenia, z którymi mają związek) albo wartość artystyczną.

(7) Moje pytanie: Czy Urząd Miasta Ostrowca Świętokrzyskiego rzeczywiście nie odpowiedział na pytanie nadesłane przez „Haaretz”? Jeśli tak, to z jakiego powodu?
Odpowiedź urzędu: „Urząd Miasta Ostrowca Świętokrzyskiego nie udzielił odpowiedzi na pytanie dziennikarza gazety HAARETZ nadesłane w dniu 19 kwietnia 2017 r. o godzinie 13:13. Nie byliśmy w stanie udzielić informacji w ramach zapytania prasowego, biorąc pod uwagę problem, którego dotyczyło pytanie oraz oczekiwanie dziennikarza, by odpowiedź została mu udzielona w ciągu jednego dnia”.

Bio

Monika Pastuszko

| Kulturoznawczyni, aktywistka społeczna
Kulturoznawczyni, publicystka, aktywistka społeczna. Interesuje się współzależnością rozwoju, przemian przestrzeni i przemian społecznych, polityką miejską i rewitalizacją. Zajmuje się także historią społeczną Ostrowca Świętokrzyskiego, zwłaszcza historią społeczności żydowskiej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Nie sposób nie zauważyć, że gdyby Ostrowiec zrobił to, co liczne miasta w Polsce zrobiły już dawno temu, czyli uporządkował kirkut i przeniósł tam macewy znalezione pod drogami, w murach itp., to całej sprawy by nie było.
Jedną z funkcji gmin jest właśnie porządkowanie spraw dawnych cmentarzy wszystkich wyznań. I powinny je porządkować z własnej inicjatywy, nie czekając na to aż ktoś się o nie upomni.

Bardzo słusznie autorka pisze, że "obie strony odgrywają coś, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu". I bardzo podobnie sprawa wygląda w przypadku stosunków polsko-niemieckich. Zwłaszcza teraz. Prawica chciałaby na przykład, żeby urodzeni kilkadziesiąt lat po wojnie Niemcy nieustannie bili się w piersi, tak jakby dopiero co opuścili teren działań wojennych, a lufy karabinów były jeszcze ciepłe. To jasne, że ofiarom należy się upamiętnienie, historię należy pielęgnować, odkłamywać to, co zakłamane i jeśli to możliwe naprawiać, choćby symbolicznie, krzywdy sprzed lat. Tylko nie można tego robić zapominając o tym, że ci, którzy są winni, już nie żyją (poza drobnymi wyjątkami). Inaczej musielibyśmy uznać, że każde niemieckie (czy polskie w przypadku tematu tego artykułu) dziecko rodzi się z jakimś strasznym długiem do spłacenia. Każde polskie (niemieckie) niemowlę ma krew na rękach itd. Taka postawa na pewno do pojednania (polsko-żydowskiego, polsko-niemieckiego itd.) nie przybliża. Jako obywatel myślę sobie właśnie tak: bardzo chcę pomóc, w miarę możliwości także finansowo, ta sprawa domaga się rozwiązania. Ale ustalmy: nikogo nie zamordowałem, nie było mnie wtedy na świecie, a w żadnym kodeksie karnym nie ma pojęcia dziedziczenia winy po przodkach. Niech obie strony przyjmą ten oczywisty punkt widzenia i może będzie się dało rozmawiać.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!