Historia, Kraj

Chcieliście polskich obozów koncentracyjnych, no to je macie

polskie-obozy-koncentracyjne

Pisowska nowelizacja ustawy o IPN, która m.in. wprowadza kary za przypisywanie polskiemu narodowi odpowiedzialności za zbrodnie popełniane w czasie wojny, w ekspresowym tempie przeszła przez Senat i czeka na podpis prezydenta Dudy. „Zawiera ona wszystkie elementy uczuleniowo-roszczeniowej postawy historycznej. Można ją streścić w trzech zdaniach: Polacy byli najdzielniejsi, Polacy byli najszlachetniejsi, Polacy zostali zdradzeni” – komentuje Irena Grudzińska-Gross z Uniwersytetu Princeton.

Napisano już wiele o szkodliwości nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej dotyczącej, cytuję:

„przypisywania (..) publicznie i wbrew faktom (…) Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność[i] lub współodpowiedzialność [i] za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (..) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni”.

Winny tego naruszenia podlega zaś:

„(…) karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości”.

Keff: Antysemityzm – niezamknięta historia

Zwolennicy nowelizacji tej ustawy mówią, że chodzi tu o słynne „polskie obozy koncentracyjne”. Ale czy na pewno? Nie są one nawet wymienione w zapisie, który jest na tyle ogólny, że może kryminalizować rozmaitego rodzaju wypowiedzi oraz akcje. Może dotknąć na przykład autorów wspomnień, organizatorów wystaw, a przede wszystkim nauczycieli.

Dyplomatyczny strzał w kolano, czyli jak zasiać w ludziach niepewność

Nowelizacja ustawy o IPN nie pojawiła się znikąd. Tak się składa, że „polskie obozy koncentracyjne” są wielkim „sukcesem” wewnętrznej propagandy państwowej, która wytworzyła w ludziach poczucie, że wrogie Polsce siły celowo i niesprawiedliwie oceniają ją i postawy Polek i Polaków w czasie wojny. Poczucie to, trzeba to jasno powiedzieć, zostało także wytworzone wieloletnim wysiłkiem polskiej dyplomacji.

Zanim polski MSZ zaczął reagować na każdą gazetową wzmiankę o „polskich obozach koncentracyjnych” i mobilizować Polonię do zbiorowych protestów w tej sprawie, wyrażenie to oznaczało wyłącznie niemieckie obozy na terytorium polskim. Przypominam tu wypowiedź prezydenta Baraka Obamy z roku 2012. Słowa „polski obóz śmierci” wypowiedział podczas laudacji dla Jana Karskiego.

Po naciskach m.in. ze strony ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego oraz szefa Fundacji Kościuszkowskiej Alexa Storozynskiego, rzecznik Białego Domu wyjaśnił na konferencji prasowej, że prezydent Obama nie wyraził się być może wystarczająco jasno, bo jego intencją było oczywiście odniesienie się do „nazistowskich obozów koncentracyjnych w okupowanej Polsce”.

Prezydent Obama napisał potem list do prezydenta Komorowskiego, w którym wyjaśnił, że użytego przez siebie zwrotu żałuje, a swoje słowa traktuje również jako okazję do dalszej wspólnej pracy nad ugruntowaniem prawdy historycznej dla przyszłych pokoleń. Jednak ani w laudacji Karskiego, ani przy żadnej innej okazji Obama Polski ani Polaków o kolaborację z nazistami nie oskarżał, co podkreślał w swoim liście do Komorowskiego, a wręcz przeciwnie – chwalił. Nikomu w Stanach (no może poza Polonią) wtedy do głowy nie przychodziło, że amerykański prezydent mógłby mieć na myśli coś innego niż obozy niemieckie – zakładane na okupowanym terytorium Polski przez nazistów.

To samo dotyczy wyrażeń „Holocaust w Polsce” czy „Holocaust we Francji”. Dopiero naleganie czy bezpośredni dyplomatyczny nacisk ze strony Polski na to, aby w każdym przypadku podkreślało się, że to nie Polacy prowadzili te obozy, doprowadziło do serii korekt, dyskusji, polemik, zapewnień i potwierdzeń, że to przecież Niemcy. Czy rzeczywiście należy w ten sposób upominać się i podkreślać rzeczy oczywiste? Kiedy pojawia się presja państwowa, w ludziach rodzą się wątpliwości.

Czy „wojna o prawdę historyczną” za rządów PO i PiS-u wynikała z autentycznego przekonania polskich polityków, że nikt na świecie nie wie, na czym polegała druga wojna światowa i kto spowodował Holocaust? Czy też wierzyli oni, jak można dowiedzieć się dzisiaj z komentarzy w TVP, że to Niemcy z Żydami celowo zakłamują historię świata i należy się temu przeciwstawić? A może obie formacje wierzyły, że taka dyplomacja sprawnie zmobilizuje solidarność narodową? Że uda się wmówić Polakom, że ochroni ich ona przed zapowiadanymi od lat (i ciągle nienadchodzącymi) finansowymi roszczeniami żydowskimi czy wszechobecnymi w prawicowych mediach przestrogami przed „przemysłem Holocaust”?

Efekt? Wielkie gazety za Zachodzie istotnie piszą dzisiaj przy każdej okazji, że to nie Polacy zakładali nazistowskie obozy koncentracyjne („pamiętajcie, pamiętajcie, to nie Polacy!”), tymczasem w Polsce jeden z dyrektorów telewizji państwowej mówi, że to, he he, były obozy żydowskie. Akcja się udała, melduję wykonanie zadania.

Szturm historyków

Polska akcja domagająca się historycznej prawdy nie była prowadzona tylko ze strony dyplomacji i rządu. Chciałabym przypomnieć tutaj epizod całkiem niedawny, bo z kwietnia 2015 roku, związany z wypowiedzią, a raczej fragmentem wypowiedzi Jamesa Comeya, wówczas dyrektora FBI, a dziś zagrożonego procesem wroga prezydenta Trumpa. Dyrektor Comey chciał posłać swoich pracowników do waszyngtońskiego muzeum Holocaustu, by zobaczyli, że podczas wojny wielu porządnych ludzi w Niemczech, ale także w Polsce, na Węgrzech i innych krajach Europy stanęło po niedobrej stronie.

Co w tym kontrowersyjnego? To przecież historyczne fakty, którym trudno zaprzeczyć. Ale w Polsce przeprosin od Comeya domagali się prezydent, premier, partia rządząca i opozycyjna, a także urzędnicy państwowi i dyrektorzy największych polskich muzeów. Jako kustosze polskiej historii wysłali oni do dyrektora FBI protekcjonalny list, zapraszając go do Polski, gdzie będą mieli okazję nauczyć go prawdziwej historii.

List ten zawierał wszystkie elementy uczuleniowo-roszczeniowej postawy historycznej.

Polacy byli najdzielniejsi: „To polscy żołnierze walczyli za wolność naszą i waszą jako jedyni od pierwszego do ostatniego dnia wojny.”

Polacy byli najszlachetniejsi: „To w Polsce za ukrywanie osoby narodowości żydowskiej groziła eksterminacja całej rodziny, a mimo to najwięcej Sprawiedliwych wśród narodów świata pochodzi właśnie z naszego kraju”.

Polacy zostali zdradzeni: „To wreszcie Polskę po zakończeniu wojny zachodni alianci pozostawili Stalinowi, przez co na kolejnych 45 lat spowiły ją mroki komunizmu”.

Nowelizacja ustawy o IPN, którą się dzisiaj zajmujemy, jest niczym innym jak zapisaniem w prawie takiej właśnie postawy – postawy polskiej wyjątkowości historycznej.

Wolna od Żydów, katolicka, militarna, męska – to faszystowski ideał, który spełnia się w Polsce

Patriotyczny odruch obronny

Najważniejszym, realnym skutkiem noweli ustawy o IPN nie jest korekta globalnej świadomości prawdy historycznej o Holokauście, lecz odwrócenie uwagi od tego, co dzieje się dzisiaj (i działo podczas wojny) w Polsce. Temu służy kierowanie tej „wojny o prawdę” przeciw wypowiedziom mitycznych wrogów Polski, którzy podważają polskie cierpienia i bohaterstwo.

Postawa taka prowadzi do pomniejszania lub negowania wewnętrznych skandali i niebezpiecznych politycznych posunięć, a także do ciągłego porównywania się (szczególnie z wojenną Francją). Kończy się to z reguły na argumenatch typu „a u was biją murzynów” – czyli tym, co w USA nazywa się whataboutism. „Może i u nas byli szmalcownicy, ale we Francji to już cały rząd współpracował”…

Ilustrację tego „odruchu patriotycznej obrony” dostałam dziś rano w porannej poczcie mejlowej. Najpierw słowo wstępu. Od bardzo dawna, to jest od roku 1989, dostaję na moich coraz szybszych komputerach skrót wiadomości z Polski zwany „Donosy”. Była to chyba pierwsza polska gazetka internetowa wysyłana przez pracowników wydziału fizyki UW. Trudno przecenić jej wartość, szczególnie gdy się pamięta, jak trudny był wówczas szybki dostęp do informacji. Należy także docenić upór i długowieczność tego zupełnie bezinteresownego działania.

Teraz, prawie trzydzieści lat później, „Donosy” ciągle się ukazują, choć w redakcji zostały już tylko dwie osoby. W ostatnim numerze, z którego dowiadujemy się o nowelizacji ustawy o IPN i planowanym karaniu za przypisywanie narodowi polskiemu niemieckich zbrodni, sprawę komentuje redaktor naczelna „Donosów”.

Cytuję („Donosy” nie używają znaków diakrytycznych):

Najlepszy, moim zdaniem, komentarz Jerzego Haszczynskiego z Rz: `Premier i jego gabinet nie mogą ulegać internetowym emocjom. Musza jednoczesnie, i nie tylko oni, bronic prawdy historycznej – tego, ze nie było polskich obozów. Trzeba zimnej krwi sapera i wrażliwości poety by powstrzymac wojne polsko-izraelska o historie. Ale jest to możliwe.’

I zaraz potem:

O niemieckich nazistach:

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Niemiec poinformowało, ze na terenie kraju znajduje sie 136 budynków należących do neonazistów. Jednym z wymienionych obiektów jest hotel „Złote Lwy” w Turyngii. Każdego roku spotykają się tam zwolennicy Adolfa Hitlera i świętują urodziny przywódcy III Rzeszy.

I dla kontrastu:

O polskich nazistach

Takie organizacje, jak „Duma i Nowoczesność” (…) powinny być zdelegalizowane – powiedział premier Mateusz Morawiecki. Bardzo chciałem podziękować dziennikarzom za to, ze tropią tego typu rzeczy – dodał.

Nie wydaje mi się, żebym musiała czytelnikowi objaśniać, jakiego rodzaju trójpolówka jest tu zastosowana. Chodzi, jak zawsze, o wrogą zewnętrzność, o zagrożony „wizerunek” Polski. Trzeba w tej „wojnie polsko-izraelskiej” nie poddać się naciskom internetu (???). Gdy nasi, polscy neonaziści obchodzą urodziny Hitlera, to TVN i szkalujące Polskę media robią wielkie halo, ale… what about Turyngia i tysiące radosnych nazistów w Niemczech?! No a poza tym nasz nowy premier tak ładnie i stanowczo o tym mówi…

Forecki: Nasze mienie „pożydowskie”

czytaj także

Dlaczego przytaczam ten właśnie ciąg wiadomości? Bo jest on wyrazem poparcia dla nowego prawa, które zamierza karać grzywną i więzieniem ludzi pokazujących zbrodniczą stronę zachowań części ludności polskiej podczas drugiej wojny światowej. A według polskiej propagandy wolno mówić tylko o ofiarności i cierpieniach Polaków. Ewentualnie można wspomnieć szmalcowników, chociaż ostatnie zastosowanie tego terminu do Róży Thun zmienia całkowicie semantyczny zakres tego słowa.

Nie na darmo z powagą cytuję fragment o „wojnie polsko-izraelskiej” o historię. Autorka „Donosowych” komunikatów nie przemawia we własnym imieniu: wypowiada się jako podmiot zbiorowy, jako „my” – stoi za nią naród i na tym polega język tak rozumianego patriotyzmu. Cóż tam nasi naziści, kiedy wróg czyha! W tym zbiorowym „my” czai się agresja. To nie tylko prowadzenie obywateli i obywatelek za rękę, propagandowe pokazywanie im, na co można patrzeć, na co nie, o czym i jak wolno mówić. To zapowiedź wykluczenia. Nazwa „Donosy” zmieniła dziś znaczenie. Była przymrużeniem oka, stała się groźbą. Przestała śmieszyć.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

czytaj także

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Kiedy dyskutujemy o tym w co wierzymy, widzimy tylko to, co wiemy. Bo prawdziwiść pewnych zdań empirycznych należy zawsze do indywidualnego układu odniesienia. Błąd myślenia ma nie tylko przyczynę, lecz też podstawę. Szczerze zazdroszczę tej „szerokiej perspektywy”.

  2. „Prezes Kaczyński stwierdził że nie można ustępować. Prawda się sama niestety nie obroni”

    „Ludzie z otoczenia Prezydenta mówią że na pewno ustawę podpisze”

    Czyli pozamiatane.

    PS: Zaczynam rozumieć na czym polega straszenie PiSem. Tu chodzi o sam efekt ekscytacji u widza. Bo za parę dni znajdzie się inny powód do ogłoszenia że „za chwilę kraju nie będzie”.

  3. Ustawy będą bronić do upadłego, bo nie służy ona żadnej „obronie dobrego imienia Polski” tylko po pierwsze konsoliduje czarnosecinny elektorat, po drugie zaś jest jeszcze jednym hakiem na niewygodnych publicystów i historyków.

  4. Nie zerwiemy łańcucha pomiędzy byciem a dziedzictwem. Polski antysemityzm przemienił podczas II wojny światowej zło w nieszczęście. Nieszczęście, które wielu polskim rodzinom nakazało spać w żydowskiej pościeli i nosić żydowskie palta.
    Mieszkam w kraju, w którym niejaki Kobylański zbudował za „żydowskie pieniądze” swoje szczęście. Szczęść mu boże!

  5. Oczywiście, że 99% przypadków użycia frazy „polskie obozy śmierci” wynika z głupoty a nie z międzynarodowego spisku przeciwko Polsce, czy jakichkolwiek głęboko przemyślanych, złych intencji. Dziwne tylko, że pani Irena Grudzińska-Gross – wykładowczyni prestiżowego uniwersytetu i intelektualistka, wykazuje tak daleko posuniętą tolerancję wobec dyletantyzmu. Szczególnie, że w tym wypadku dotyczy on najstraszniejszej zbrodni w historii ludzkości. To chyba zbyt poważny temat, żeby czynione wokół niego językowe lapsusy zbywać machnięciem ręki.
    Z tego powodu fakt, iż rzeczywiście mamy tu do czynienia ze „skrótem myślowym” nieszczególnie mnie przekonuje. Może niebawem ktoś zacznie sobie „skracać” zbrodnie dokonane na Żydach do frazy „zbrodnie żydowskie”. To też będzie spoko? Tego argumentu używam także dlatego, że pani Grudzińska-Gross, wydaje się zupełnie zapominać, iż „polskie obozy” wywołują w tym kraju takie emocje nie tylko ze względu na mity o nieskazitelnej polskiej szlachetności, czy przez ich obiektywny idiotyzm. Ale także dlatego, że to społeczeństwo trochę za dużo przeszło w czasie wojny, żeby się godzić na tego typu dyfamacje – nawet jeśli produkowane w akcie totalnej głupizny. Co więcej, przez kilkadziesiąt lat było odcięte od możliwości tworzenia i prezentowania swojej narracji historycznej światu. Tak, także tej zmitologizowanej. Czyli dokładnie takiej, jaką w swoich państwach produkował szeroko pojęty Zachód. Od USA i Wielkiej Brytanii, którym ich historia dawała do tego prawo. Przez Francję, której nie dawała. Po Austrię, której interpretacje własnej przeszłości bywały czystą bezczelnością.
    Prezentowane tak w tym artykule, jak i wcześniej przez Sutowskiego zdziwienie, że ktoś z tych naszych strasznych peryferii w ogóle się ośmiela mącić w morzu zachodniej wspaniałości, jest tak zabawne, że ma szansę przebić wszelkie wady tej złej ustawy, wokół której toczy się debata. Zarówno Grudzińska-Gross, jak i Sutowski wydają się traktować tę sprawę trochę tak, jak się traktuje wujka parobka na eleganckim bankiecie. Może nawet mieć rację w tej czy innej kwestii, w której wytworne towarzystwo jej nie ma. Ale lepiej, żeby nic nie gadał, bo z mordy mu śmierdzi i mówi „ja żem”. Tymczasem wytworne towarzystwo nawet, gdy się myli to wytwornie. Podobnie tu. Jeden, czy drugi znaleziony na marginesie marginesów antysemicki palant ze Wschodu, mający swoją spiskową wizję dziejów stanowi niebezpieczeństwo. Pisanie alternatywnej wersji dziejów za pomocą „językowych lapsusów” w czołowych dziennikach Zachodu, to żaden problem.
    Jest to dodatkowo śmieszne dlatego, że ów „kompleks polskości” ma w tym wypadku znamiona psychozy. Ogólnie zła prasa PiSu w państwach zachodnich oraz (moim zdaniem przesadzona) reakcja Izraela sprawią pewnie, że ustawa spotka się z krytyką. Ale jeżeli chodzi o podejmowaną od iluś lat walkę z określeniem „polskie obozy śmierci”, to nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek rozsądny kwestionował jej zasadność. Przeciwnie.
    W większości państw zachodnich polska historia cieszy się olbrzymim szacunkiem prawie każdego, kto ma pojęcie o wydarzeniach II Wojny Światowej. A o niesłuszności tej frazy, używający jej autorzy mogli się także dowiedzieć od swoich czytelników, którzy bywali wobec niej mniej tolerancyjni, niż Sutowski i Grudzińska-Gross. Pomimo, że wielu z nich mogło nawet nigdy nie postawić nogi w Polsce. Tylko i wyłącznie z powodu elementarnego wyczucia, które skróty są skrótami a które czystym debilizmem.

    1. Całkowicie zgadzam się z tym komentarzem.
      Autorka pisze: „Czy rzeczywiście należy w ten sposób upominać się i podkreślać rzeczy oczywiste? […] Czy „wojna o prawdę historyczną” […] wynikała z autentycznego przekonania polskich polityków, że nikt na świecie nie wie, na czym polegała druga wojna światowa i kto spowodował Holocaust?”
      Nie wiem, jakie jest przekonanie polskich polityków, ale proponowałbym, aby autorka rozejrzała się trochę niekoniecznie aż po całym świecie, a po kraju, w którym mieszka, i spróbowała popytać o II wojnę światową i Holocaust nie uniwersyteckich intelektualistów, a zwykłych, prostych mieszkańców USA. Okaże się wtedy, że to, co dla autorki jest „rzeczą oczywistą” – tzn. kto spowodował Holocaust – wcale takie oczywiste nie będzie dla jej rozmówców.
      Dlatego określenie „polskie obozy śmierci” trzeba zwalczać, bo gdy już odejdą z tego świata ostatni ludzie, dla których sprawstwo Holocaustu jest „rzeczą oczywistą”, może pozostać jedynie fałszywe przekonanie kształtowane takimi właśnie zbitkami pojęciowymi. Ale oczywiście nie takimi metodami, jak przyjęta właśnie ustawa o IPN, gdyż – i tu się z autorką zgadzam – w niczym ona w kwestii „polskich obozów śmierci” nie pomoże, a za to może przyczynić się do tłumienia w Polsce (bo przecież obowiązywać ona będzie tylko w Polsce) rzetelnej dyskusji na temat zachowań i postaw Polaków w czasie wojny…

  6. Wyjątkowo trafna analiza. Z Ameryki widać lepiej.
    Pozdrowienia dla Tomasza Grossa, zasługi uruchomienia debaty o zachowaniu polskiego społeczeństwa w stosunku do Żydów w czasie wojny, nikt mu nie odbierze. Mimo całego szamba wylewanego przez prawicę. Może ta poroniona ustawa będzie katharsis dla tego społeczeństwa, karmionego kłamstwami i półprawdami. Nikt, no może prawie nikt jeśli jeszcze żyje jakiś sprawca, z obecnie żyjących w Polsce nie ponosi winy za czyny z okresu wojny. Szacunek dla zamordowanych i refleksja nad dniem dzisiejszym wymaga rozliczenia z przeszłością. Taka zdolność świadczy o sile, a nie słabości danego społeczeństwa

  7. Muszę przyznać że rozczarowuje mnie Krytyka Polityczna. Więcej się spodziewałem. Wybory w przyszłym roku a ja nie wiem nawet na kogo głosować. Powoli staje się to irytujące.

    1. To w końcu rozczarowany jesteś sobą czy KryPą ? I z jakiego powodu ? Nakazy, jednoznaczne a bezwzględne wydają inne tytuły. Rekomenduję np. od Rzeczy, W Matni PRAWDY etc.

      1. Ale ja już nawet te nakazy bym przyjął, cokolwiek! Tylko nie ma od kogo! Na opozycji czarna dziura!

  8. fizycy… Co jeden to oczywiście Einstein, oraz wziął i zaposiadł ‚prawde naukowa’ (bez znaków diakrytycznych).

  9. To nie jest kryzys. To bolesna lekcja, którą musimy przejść po 27 latach „dbania” o dobre imię naszego kraju. Widać doskonale jak kończy się przepraszanie wszystkich dookoła i nie walczenie o swoją rację. Dobrze, że ten czas się kończy i Polacy wyraźnie zobaczą, że historia jest częścią polityki i trzeba mocno walczyć o swoje.

    1. A co zrobimy jak np.: w France 24 ktoś udzieli wywiadu, w którym użyje sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”? Będziemy wnioskować o ekstradycję? Już widzę skuteczność takich działań. Nie dość, że wprowadzamy przepisy, o których z góry wiadomo, że nie będą skuteczne tam gdzie powinny (czyli poza naszymi granicami), to dodatkowo przy każdej tego typu aferze będziemy popełniać PR-owe seppuku. „Wstaliśmy z kolan” tylko po to by wywalić się prosto na ryj.

      1. Jaką?
        1. Zastanowić się, o co nam chodzi w polityce zagranicznej.
        2. Odbudować dyplomację.
        3. Zacząć prowadzić politykę zagraniczną za pośrednictwem dyplomacji, a nie uchwał sejmowych.
        4. W miarę możliwości obudować to sprawnym wywiadem i grupami nacisku zagranicą.

        Wtedy można przestać prowadzić politykę, jak Pan był łaskaw określić ‚wazeliniarską’, nie robiąc z siebie idiotów. A jak ktoś ma za jedyne narzędzie zepsuty młotek, to nie powinien brać sie za naprawę samochodu. może najwyżej się na początek solidnie walnąć tym młotkiem w łeb. Może pomoże…

  10. Onegdaj w uhahanym programie „Europa da się lubić” naprawdę sympatyczny Niemiec, Stefan Mueller, zażartował mówiąc że wie dlaczego Polacy nie boją się przejść podziemnych. Bo za okupacji było tu państwo podziemne. Zapadła parosekundowa grobowa cisza. Oj, żeby teraz opozycja takiej ciszy nie usłyszała.

  11. Próba kształtowania historii za pomocą ustawy świadczy o bezsilności państwa. Nie potrafimy skutecznie walczyć z przekłamaniami więc napiszemy sobie ustawę i samo się zrobi. Żenada.

    1. Tak Tak. Jesteśmy pierwszym krajem, który tak postępuje. Nigdzie indziej nie ma takich ustaw!!!

      1. A czy ja piszę, że pierwszym? Nawet jak 100 innych państw wprowadzi takie przepisy to dalej będzie żenada.

  12. „Sendlerowa była wyjątkiem”

    „Dwóch na trzech Żydów z getta było natychmiast denuncjowanych”

    „I wtedy powiedzieli ”

    „Tutaj w Tela Wiwie ludzie patrzą na mnie z niechęcią, czuje się persona non grata”

    1. Zwłaszcza ta „niechęć” przechodniów do tajemniczego gości z mikrofonem

      1. Nie „tajemniczego” tylko „z Polski”. Oglądałem ten materiał i wg. niego to narodowość dziennikarza budziła niechęć. Nie jest to raczej zaskakujące.

  13. „Patriotyczny odruch obronny” – ale dlaczego tylko polski? Rozumiem że Żydzi zareagowali w sposób stonowany, cierpliwy i wyrozumiały. Dalej już nie czytam kwalifikując autorkę do gromady osobliwości apelujących na falach Radia Maryja do ateistów by się nawrócili, a na łamach Gazety Wyborczej do narodowców, by się wynarodowili. Bieguny przeciwne, ale ta sama umysłowość, plemienna.

    1. Izrael potrafił ze swojej, niech będzie nawet, że histerycznej, reakcji zrobić maczugę, którą nas solidnie rąbnął. Morawiecki musi się teraz gęsto tłumaczyć (na próżno moim zdaniem). Natomiast rząd polski nie potrafi sklecić ze swojego, niech mu będzie, że słusznego, oburzenia nawet głupiej packi na muchy. To jest moim zdaniem, często niedostrzegane, sedno sprawy. O ile polityka skuteczna nie zawszę będzie mądra, to nieskuteczna zawsze będzie po prostu i zwyczajnie głupia.

      1. Tylko tu jakby ta polityka od startu była głupia i po raz, któryś PiS zrobił coś w polityce zagranicznej pod wewnętrzny twardy elektorat, choć wiadomo, że nie mogło to przynieść żadnego skutku, bo przecież nasze sankcje nie obejmują światowych mediów, przywódców itd.
        Jeśli dodamy to tego pewien kontekst – materiał o faszystach w TVN, wypowiedź Czarneckiego o szmalcownikach to dopełnia skali groteski.

        Chcieliśmy dobrze – wyszło tak jak zawsze.

    1. Zle, bo niektorzy to hipokryci, nudziarze i straszny ferment sieja. Nie czepiam sie wszystkich, bo jak zawsze, znajdzie sie sporo porzadnych ludzi.

    2. Błąd. Polacy powinni uczyć się od Żydów. Oni mają sprawne służby, dyplomacje, grupy nacisku w USA. My rozwalilismy swoje służby, dyplomacje, a grup nacisku nigdy nawet nie mieliśmy. I dlatego w porównaniu do polityki izraelskiej robimy niesmieszny pastisz.

      1. No, ale można też powiedzieć, że te służby i ta dyplomacja to tak średnio były „nasze”. Służby były wschodnie mentalnościowo i kadrowo, a dyplomacja niemiecko-rosyjsko-izraelsko-niewiadomojaka. Te polskie obozy i nieudacznictwo naszej kontrofensywy to jest pokłosie wielu lat zaniedbań, w czasie których najważniejsze było podobanie się sąsiadom i „strategicznym sojusznikom”, których nie daj Boże urazić i od których nie daj Boże się czegokolwiek domagać. I w końcu zostaliśmy jak ten chlop z czworaka z czapką w ręku, który – niezależnie od swego wiernopoddaństwa – na salonach zawsze będzie „chamem”. Zwykle jest tak nazywany za plecami, a kiedy w końcu okazuje zniecierpliwienie i marzenia o awansie – to wprost, już bez owijania w bawełnę.

        1. Za to dziś za rządów PiS mamy konflikt na każdej możliwej linii, co więcej przybywa sporów i obraz Polski jest coraz gorszy, że nie da się tego inaczej skomentować, niż słowami świętej pamięci profesora Bartoszewskiego – dyplomatołki.

          My się nie domagamy czegokolwiek, bo to robiła PO walcząc o środki z UE, My się domagamy biliona Euro, zmiany świadomości historycznej, czy tego by Ukraińcy stali się Polakami i przejęli nasz punkt widzenia historii – wiadomo, że to wszystko ma szans by się zdarzyło, więc pytam czemu to służy ?

          Mogę nawet po części zrozumieć intencję PiS-u, ale politycy muszą jednak wiedzieć ciut więcej, jak funkcjonuje świat, niż Janusz z internetu. Nie bardzo dziś wiadomo do czego My aspirujemy i o co Nam tak na prawdę chodzi, a w każdym razie dostajemy coś zgoła innego, niż chcieliśmy na początku.

          Żaden program TV na Zachodzie, artykuł na 10 stronie jakiegoś dziennika nie wyrządził nawet 1/100 szkód jakie narobił dziś rząd PiS.

          1. Pełna zgoda. Tylko że zanim skoczy się do basenu, warto upewnić się, czy jest w nim woda. Trzeba mieć narzędzia i umieć z nich korzystać. Inaczej osiąga się wyniki wprost przeciwne od zamierzonych. Jakoś-to-będzizm.

          2. Z daleka obserwuję ale nagły rozwój Januszów z internetu w oficjalnej polityce. Każdy logiczny argument traci na sile przy odpowiedzi: ale nie może być tak…

          3. Wręcz przeciwnie, dostaliśmy coś lepszego niż oczekiwaliśmy na początku. Skutek już został osiągnięty, choć ustawa prawdopodobnie nie zostanie podpisana. Tysiące, jak nie miliony ludzi na świecie wklejają w okienko google frazę „Polish death camp” i dowiadują się prawdy. Angielska wikipedia wyczerpująco i obiektywnie opisuje całą kwestię. PiS powinien podziękować Izraelowi za histeryczną reakcję i nagłośnienie tematu. Oprócz artykułów na ten temat i informacji w prasie zagranicznej, często bardzo stronniczych warto poczytać również komentarze czytelników pod artykułami, a te w przytłaczającej większości wyrażają zrozumienie i poparcie dla polskich działań.

          4. Aha, czyli nasza umiłowana władza postanowiła zniszczyć sobie relacje z innym krajem tylko po to, by a) wiele osób na świecie dowiedziało się, że w ogóle istnieje takie wyrażenie jak „Polish death camp” oraz b) dowiedziała się z Wikipedii, co ono w ogóle oznacza. Po głębszym zastanowieniu muszę się zgodzić, że ta ustawa nie jest w nikogo wymierzona. Bo ma na celu jedynie zaspokoić czyjeś urojenia.

            Jak często Twoim zdaniem są planowane powtórki tego wydarzenia edukacyjnego – czy to w postaci dostarczania jakimś przypadkowym mediom wezwań do prokuratury na przesłuchanie (bo wkradł im się błąd w jakiejś automatycznej translacji np.), czy też w postaci „podania do publicznej wiadomości…”?
            Poza tym gratuluję optymizmu.

          5. Nasz rząd postanowił zniszczyć relacje ? Nasz rząd pisze ustawy innym krajom ? Nasz rząd wzywa premiera innego kraju żeby ten jak uczniak tłumaczył się naszemu ambasadorowi ? Jakież to są relacje gdy władze jednego kraju pozwalają sobie na takie rzeczy ? To jest jakaś aberracja. Zapisy ustawy w żaden sposób nie są wymierzone w Izrael. To nie Polska psuje wzajemne relacje, chociaż moment na tą nowelizację wybrano najgorszy z możliwych i tu wyszła pisowska głupota. Powtórka takiej akcji edukacyjnej powinna mieć miejsce za każdym razem, gdy ktoś wpływowy użyje stwierdzenia polish death camps, polish gas chambers itp. Ludzie w Polsce, Niemczech, Rosji znają prawdę, ale gdy zapytasz młodego Kanadyjczyka czy Australijczyka jakiej narodowości byli naziści to odpowie ci, że polskiej.

          6. Mam, czyli nasz rząd postanowił zniszczyć sobie relacje z innym krajem w celach dydaktycznych. Żeby miliony osób dowiedziało się, że istnieje takie wyrażenie, jak PDC, a potem sprawdziło sobie w Wikipedii co to znaczy. Kiedy powtórka akcji? Spodziewam się, że będzie to jakieś wezwanie do prokuratora na przesłuchanie w związku z błędem automatycznej translacji albo podanie do publicznej wiadomości jakiegoś wyroku. Wszyscy wiemy, że media na całym świecie lubią dostawać wezwania na przesłuchania w związku z tym, że coś opublikowały.

        2. Rozumiem, że sugeruje pan, że należało pozbawić państwo narzędzi politycznych wcześniej i popisywac się niezbornymi podrygami przez 27, a nie tylko 2 lata? Cóż, byłaby w tym przynajmniej jakaś konsekwencją…

  14. Zaskakuje mnie zbieżność tezy artykułu z dzisiejszym ćwierkiem Tuska. „Polskie Obozy wymyślili autorzy ustawy o IPN”

    1. Żadne złe działanie mediów na Zachodzie, programu TV w jakiejś tam telewizji, artykułu na 10 stronie – nie zrobiły tyle złego, co rząd PiS – i tu Tusk ma 100 procent racji. Warto choć czytać i przytaczać jego wypowiedź ze zrozumieniem, a nie nią manipulować.

      1. Teraz jeszcze wyjaśnij dlaczego PiS-owi rośnie, doprowadź swoją wypowiedź do logicznej konkluzji i wtedy zrozumiesz co piszesz.

        1. Z oczywistego powodu – słabości opozycji, jej politycznego analfabetyzmu. Tylko to nie znaczy, że polityka zagraniczna PIS to pasmo sukcesów – bądźmy poważni w ocenach.