Kraj

Cześć i chałwa młodej Polsce (prawicowej)

Dla wielu Polaków otwarte granice i możliwość pracy w Unii oznaczały wtórną deklasację, osładzaną lepszym poziomem życia i przewidywalnością finansową.

Gdy Polska finalizowała proces akcesji do Unii Europejskiej, byłem w gimnazjum. Wryło mi się w pamięć jednak dość dobrze przynajmniej kilka obrazków z tamtego czasu – w końcu nie często mówią ci w szkole, że jesteś świadkiem historycznego wydarzenia i możesz wziąć udział w czymś donioślejszym niż końcoworoczna akademia. Pamiętam więc debatę z udziałem lokalnych radnych czy polityków, na której najważniejszym tematem stał się proceder sprzedawania ryb zawiniętych w gazetę – czy Unia pozwoli, czy zakaże i czy to dobrze? Pamiętam też jedyną chyba w dzielnicy osobę, która aktywnie protestowała przeciwko akcesji, smutnego NOP-owca, rozklejającego naklejki z obrysem dwóch męskich figurek w miłosnym uścisku i podpisem „zakaz pedałowania”. A, i jeszcze jednego chłopaka, gorliwego katolika, który opowiadał nam uparcie – czy tego chcieliśmy, czy nie – że w Chinach robi się zupę z płodów. Nie wiedziałem wtedy, w sumie nie wiem do dziś, jaki to miało związek z Unią Europejską, ale brzmiało złowrogo. Pamiętam też szkolne referendum w sprawie wejścia Polski do UE i jego wynik: 90% na tak.

Nigdy nie byłam na Erasmusie

Dziś, gdyby zrobić analogiczne referendum w polskich szkołach, niewykluczone, że znalazłyby się takie, w których wynik byłby odwrotny. A 90% polskich nastolatków powiedziałoby Unii nie.

Badania podpowiadają, że w najmłodszym pokoleniu dokonał się prawicowo-nacjonalistyczny zwrot – młodzież buntuje się, ale nie przeciwko konserwatyzmowi starszych pokoleń, lecz z powodu owego konserwatyzmu niedostatku. Intuicje dużej części socjologów i badaczy potwierdzają najdobitniej wyniki ostatnich wyborów do parlamentu. I choć nie należy traktować wyborów jako najbardziej reprezentatywnego i pogłębionego badania postaw, wyniki ugrupowań radykalnych – i popularność konserwatywnej prawicy w ogóle – nie może nie zwrócić naszej uwagi.

W 2015 roku, w najmłodszej grupie głosujących, według przynajmniej dwóch różnych exit polls prawica z łatwością zdobyła ponad 50% głosów. W grupie uczniowie/studenci same dwie partie radykalne – nazwane od nazwisk swoich liderów komitety Kukiz’15 i KORWiN – zdobywają w sumie ponad 40% głosów i w symulacji rozkładu mandatów zdobywają ponad 200 miejsc w sejmie, który liczy 460 parlamentarzystów. I nie mówimy tu o umiarkowanej prawicy, ale o dwóch ugrupowaniach, które są za wyjściem Polski z UE, sprzeciwiają się imigracji, są za prawem do posiadania broni, posługują się językiem wrogim mniejszościom narodowym i etnicznym w Polsce, a do tego głoszą wypływający z libertarianizmu program gospodarczy. Lider partii Korwin, Janusz Korwin-Mikke, deklaruje się jako monarchista i przeciwnik praw wyborczych dla kobiet, Paweł Kukiz zaś proponuje radykalną zmianę konstytucji i „odpartyjnienie” polityki, cokolwiek to znaczy.

Demokracja jako system odwlekania decyzji

Gdyby głosowali tylko obywatele do 30 roku życia, te partie, razem z Prawem i Sprawiedliwością Jarosława Kaczyńskiego, które było zwycięzcą wyborów, spokojnie zdobyłyby superwiększość, pozwalającą na odrzucenie prezydenckiego weta, zmianę konstytucji i przeprowadzenie dowolnego projektu przez parlament. Sam PiS zaś, który wygrał też w najmłodszej grupie wyborców, jest coraz dalej na prawo od konwencjonalnej, europejskiej chadecji – retoryka względem imigrantów i uchodźców, potępienie „poprawności politycznej”, stosunek do instytucji krajowych i międzynarodowych oraz polityka kulturalna i historyczna na wielu polach łączy partię rządzącą w Polsce nie z establishmentowymi konserwatystami w Europie, ale populistycznymi partiami protestu. W największym skrócie: polska młodzież wybrałaby prawdopodobnie najbardziej radykalny rząd w Europie.

Polska młodzież wybrałaby prawdopodobnie najbardziej radykalny rząd w Europie.

A to nie jedyne symptomy przesuwania się najmłodszego pokolenia – przynajmniej „uśrednionego” do figur statystycznych – w stronę konserwatyzmu. Poziom zaufania do Kościoła jest w tej grupie wysoki, przy mniejszej akceptacji dla dopuszczalności aborcji niż w pokoleniach starszych. Niechęć do przyjmowania przez Polskę uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu także jest największa w młodszych segmentach społeczeństwa. Do analizy statystycznej i wniosków z badań socjologów można zresztą dodać przykłady z życia codziennego, jak zdecydowanie niska średnia wieku liderów ruchów nacjonalistycznych i radykalnych i ich nadreprezentacja w nowych obiegach informacji czy kultury – jak amatorskie, internetowe dziennikarstwo, YouTube i memy. Absolutnym fenomenem stała się tak zwana „odzież patriotyczna” – koszulki z symboliką nacjonalistycznych ugrupowań bojowych z czasów II wojny światowej, wizerunkami rycerzy i polskim Orłem Białym wyparły bluzy zespołu Metallica i uniformy subkultur.

Typowy polski patriota?

Dlaczego? Pytanie to słyszałem wielokrotnie od dziennikarzy zachodnich mediów, którzy chcieli ze mną porozmawiać o Polsce. O mojej ojczyźnie w ogóle z łatwością rozmawia się za pomocą kategorii młodości – młoda demokracja, młody kraj członkowski UE, młode społeczeństwo obywatelskie i tak dalej… Towarzyszyło mu pytanie dodatkowe: „Dlaczego kraj/społeczeństwo, które z takimi sukcesami przeszło od systemu niedemokratycznego do demokracji i członkowstwa w UE, odwraca się od jednego i drugiego?”. Młodzież – pokolenie moich rówieśników i ludzi nieco młodszych – świetnie pozwala się temu problemowi przyjrzeć. A odpowiedzi są czasem banalniejsze i bardziej brutalne, niż chcieliby tego moi interlokutorzy.

Pamiętam, że w okolicach 2004 roku – gdy Polska finalizowała proces akcesji – wielkim wydarzeniem dla nas, nastolatków, był dzień, kiedy przychodziła z Londynu zamówiona paczka z płytami CD z modnym wtedy indie-rockiem, kupionymi na jakiejś internetowej przecenie. OK, był internet i wiele osób miało szybkie łącze – przynajmniej w dużym mieście i prestiżowym, bananowym, liceum – ale fizyczne bariery i różnice w sile nabywczej naszego kieszonkowego między Polską i Zachodem były wciąż spore. Jedyny w szkole posiadacz Ipoda był kimś wynoszonym na olimpijskie wyżyny. Bliżej zaznajomieni z zagranicą byli ci, którzy mieli tam rodziny albo pojechali na jakieś zawody sportowe. W naszym nastoletnim wyobrażeniu UE i przynależność Polski do jej struktur było synonimem nieograniczonej konsumpcji, spełnionym marzeniem o niej i jednoczesnym natychmiastowym awansem nas wszystkich, włączeniem do lepszego świata – za który nie musieliśmy nic płacić ani w żaden sposób się poświęcać! Z dnia na dzień można było powiedzieć: „To ja na studia jadę do Londynu albo Edynburga”, jakby ten Londyn czy Edynburg naprawdę były za miedzą. Karierę zrobiły tanie linie lotnicze i faktycznie wielu moich rówieśników, jak powiedziało, tak zrobiło, i pierwszego dnia po maturze zaczęło szykować się do wyjazdu.

Projekt UE nie był przez nas odbierany – przez zdecydowaną większość z nas – jako polityczny, ale prestiżowy. Przy poparciu dla UE i prozachodnich ambicji Polski można było zarazem wyrazić żądanie dumy, swoje osobiste aspiracje, statusową wyższość „nowych Europejczyków”, a i przy okazji uszczknąć coś z patosu wielkiej chwili. Gdy kolejne wybory w 2005 roku wygrał Jarosław Kaczyński i jego partia Prawo i Sprawiedliwość – rządzili wtedy po raz pierwszy – największym problemem, deklarowanym przez niechętnych im młodych wyborców było to, że są „nieeuropejscy” – nie mówią po angielsku, brzydko się ubierają i ogólnie reprezentują kompleksy względem Zachodu, a nie powszechnie zrozumiałą chęć bycia jego dumnym członkiem.

Oczywiście, zrealizowane marzenie szybko znika z horyzontu i przestaje kusić, nierzadko zresztą powracając w postaci koszmaru. Praca w Anglii w fabryce cukierków – albo nawet studiowanie – wcale nie dla wszystkich okazała się doświadczeniem wyzwalającym i dającym godność, dla wielu oznaczała wtórną deklasację, osładzaną lepszym poziomem życia i przewidywalnością finansową. Pieniądze, jak się szybko okazało, nie karmią głodu godności ani nie likwidują poczucia upokorzenia wypływającego z bycia obywatelem drugiej kategorii – i diagnoza ta tyczy się w równym stopniu Polaków na emigracji, co Polski jako państwa członkowskiego. Doświadczenie upokorzenia czy deklasacji wcale nie musiało być powszechne – dla wielu emigracja (i członkowstwo w UE) to success story, ale prawica umiejętnie i bez wytchnienia wzniecała emocje upokorzonych lub zlęknionych. Rozczarowanie konsumpcją i zaawansowanym, bezdusznym kapitalizmem Zachodu doskonale przecież wpisywało się w odwieczną diagnozę kulturową, jaką podnosili konserwatyści – ważniejsze są wartości, trwałość narodowej tożsamości, osobista i zbiorowa godność niż wskaźniki PKB, elastyczność na otwartym europejskim rynku i doświadczenie życia w społeczeństwie wielokulturowym.

Doświadczenie upokorzenia czy deklasacji wcale nie musiało być powszechne, ale prawica umiejętnie wzniecała emocje upokorzonych.

Polacy na emigracji niejednokrotnie odkryli, że faktycznie mają gorszy status społeczny niż hinduski specjalista w banku, pakistański lekarz, nigeryjska doktor prawa. Biała skóra i wpajane im od dzieciństwa heroiczne mity narodowe na emigracji do „starej unii” okazały się nic nie warte. Szok kulturowy związany z widokiem zakrytych muzułmanek i jednoczesne wystawienie na propagandę „życia na zasiłkach” były tak naprawdę inicjacją do antyimigranckich postaw, które – cóż za ironia – Polacy z pierwszej ręki poznali na emigracji właśnie. W doświadczeniu zawodowym zaś Polacy poznać mogli nie plusy życia w wielokulturowym społeczeństwie, lecz realia darwinowskiej walki jednych grup imigrantów z innymi, gdzie Polak Bułgarowi, Pakistańczykowi i Turkowi był wilkiem. Czarne legendy o „murzyńskich” i „arabskich” mafiach wykorzystujących niedawno przybyłych na nowe rynki europejskie Polaków też odegrały swoją rolę we wzmacnianiu lęków i stereotypów. Nierzadko zresztą, zamieszkujący biedniejsze lub podmiejskie dzielnice, Polacy padali ofiarami pospolitych przestępstw, które interpretowali jako efekt „najazdu imigrantów”, a który to lęk potem skutecznie wykorzystali i wykorzystują do dziś politycy opowiadający o „dzielnicach islamskich” w Londynie, „strefach szariatu” w Paryżu i „utracie kontroli nad krajem” w Szwecji.

Lekiem na faktyczną i wyobrażoną deklasację była, rzecz jasna, ucieczka w fantazję o silnym i opiekuńczym państwie narodowym – ojczyźnie, której nie ma i nie było. Polska jednak w wyobrażeniach zarówno emigrantów, jak i tych, którzy pozostali w kraju, który również szedł europejską ścieżką, stała się bastionem tradycyjnych wartości, murem przed islamską nawałą, wzorcem państwa nieskorumpowanego ideologiami ponowoczesnego Zachodu. Kulturowe lęki dojrzalszej już – po części rozczarowanej – młodzieży sprzed akcesji do UE prawica w końcu połączyła z programem bardziej opiekuńczego, prorodzinnego i etatystycznego w gospodarce państwa, wszak taki był zwycięski program PiS-u z wyborów w 2015 roku. Paradoksalnie, na poziomie niektórych rozwiązań społecznych, zbliżający Polskę do Zachodu niż oddalający – z wyraźnym podkreśleniem jednak, że fundamentem są tradycyjne wartości i narodowy ekskluzywizm. Hasło „Polska dla Polaków”, wcześniej traktowane jako skrajnie rasistowskie i odwołujące się do dziedzictwa XX-wiecznych faszyzmów, spokojnie mogło przewędrować blisko mainstreamu debaty publicznej.

Jeśli polityk to towar jak pasta do zębów, to kim jest konsument?

Kolejne, o dekadę młodsze pokolenie, wzrastało już w przekonaniu, że UE i jej projekty nie stanowią dla nich żadnej obietnicy. Jak długo można mówić ludziom, że powinni być wdzięczni za otwarte granice i wspólny rynek, skoro nie pamiętają i nie znają rzeczywistości, w której nie było wolności przemieszczania się i zakupów on-line? Propaganda sukcesu w wykonaniu prounijnego, liberalno-konserwatywnego establishmentu miała w sobie coś z subtelności autorytarnych reżimów XX-wieku, które próbowały budować swoją legitymację na tym, że w domach jest prąd, a z kranów płynie woda. Jak na ironię zresztą, rządząca Polską Platforma Obywatelska poniekąd przyznała się, że prowadzi, coś co nazwano „polityką ciepłej wody w kranie”. Strategia ta, opierającą się na unikaniu najgorszych kryzysów i administrowania podstawowymi funkcjami państwa, była bardzo skuteczna jako sposób na utrzymywanie się przy władzy – jednak jej antyideologiczny i post-wspólnotowy charakter okazał się katastrofalny w skutkach. Władza w Polsce całkowicie wyrzekła się mówienia o przyszłości, oddając pole tym, którzy nawet najbardziej absurdalne i nierealistyczne jej wizje. W czułą nutę trafił najbardziej precyzyjnie, już w 2013 roku, premier Węgier Viktor Orban, gdy mówił, że europejski sen ma tak naprawdę szanse zrealizować się nie w sercu Europy – w starzejących się i wyznających politykę oszczędności Anglii czy Niemczech – lecz na jej peryferiach: na Węgrzech, w Polsce, Czechach i Słowacji. Podczas, kiedy politycy liberalni sugerowali, że kraje grupy Wyszechradzkiej okres młodości mają już za sobą i powinniśmy zadowolić się stabilizacją, politycy nieliberalni mówili coś dokładnie odwrotnego: dopiero teraz mamy swoją szansę, a na tle starzejącej się i niemrawej Europy zachodniej możemy wykazać się impetem, dynamiką, odwagą. Nie trzeba zgadywać, która opowieść lepiej trafia do wrażliwości młodych.

Władza w Polsce całkowicie wyrzekła się mówienia o przyszłości, oddając pole tym, którzy nawet najbardziej absurdalne i nierealistyczne jej wizje.

Ich doświadczenie z proeuropejskimi partiami było doświadczeniem co najwyżej zwyczajności, odległym od wielkich obietnic i wielkich oczekiwań, które na początku XXI wieku symbolizowała UE. Nie ma nic szokującego w tym, że się buntują przeciwko temu, co nazywają „polityczną poprawnością” i „eurokracją”, bo dla nich to synonimy języka władzy, jedynej jaką pamiętaja. Sukcesy prawicy na tym polu wynikają więc nie z tego, że młodzież nieodwracalnie skręciła w stronę konserwatyzmu, lecz raczej dlatego, że zwyczajowo orientuje się na bardziej radyklaną, populistyczną opowieść, bo i ma większa odwagę marzenia i rozbudzone oczekiwania wobec tego, czego od polityki oczekują. Dziś – oby odwracalnie – jest to opowieść o islamskim zagrożeniu i impotentej UE.

Nie można zapomnieć też o przyczynach jeszcze bardziej prozaicznych: w ciągu ostatnich lat w Polsce to prawica otworzyła młodzieży kanały osobistego awansu i rozwoju kariery. Dla młodego człowieka z dużymi ambicjami, szczególnie na prowincji, prawica stała się jedną z najlepszych dróg społecznego zaangażowania – a dziś rządzące Prawo i Sprawiedliwość wynagradza im to zaangażowanie, oferując wysoko płatne posady w sektorze publicznym i państwowych mediach.

Pamiętajmy jednak, że jeszcze pięć lat temu, młodzież gorliwie poparła w  wyborach Janusza Palikota – innego populistę, który obiecywał legalizację marihuany, małżeństwa LGBT, małe państwo i obyczajową wolność. Dziś polityk tego ugrupowania Robert Biedroń jest zaskakująco popularnym i sprawnym burmistrzem konserwatywnego miasta Słupsk. W opublikowanym w 2011 roku rządowym raporcie „Młodzi 2011” autorzy zauważali, że młodzież jest niespecjalnie zainteresowana polityką, rozczarowana nią albo wręcz wprost ją odrzuca – nie zinterpretowali tego w porę jako sygnału, że właśnie politycy, którzy odrzucają politykę i komunikują się tym samym językiem rozczarowania i złości będą pierwszymi, którzy na tym zyskają. Dziś podobnie, „prawicowy zwrot” należy traktować jako symptom i sygnał ostrzegawczy, który nie musi być wyłącznie tym, czym się wydaje. Bo jest także wołaniem o więcej polityki, sprawniejsze państwo i poczucie sprawczości w sferze publicznej – wszystkich tych rzeczy liberalizm unikał, a lewica nie była w stanie w porę dostarczyć na wyborczej platformie.

Niektóre rzeczy potrzebują czasu, a ponad wszystko opowieści. Średnio poglądy młodzieży w Polsce zmieniają się o 180 stopni w czasie odpowiadającym dwóm kadencjom parlamentu.

 

Tekst ukaże się w Aspen Review Central Europe, wydawanym przez Aspen Insitute Central Europe z siedzibą w Pradze.

 

Bio

Jakub Dymek

| Publicysta Krytyki Politycznej
Kulturoznawca, dziennikarz i publicysta Dziennika Opinii Krytyki Politycznej. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki politycznej na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej". Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce był w 2015 roku nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Wiele trafnych uwag i ogólnie ciekawy artykuł. Szkoda tylko, że niepozbawiony typowej maniery lewicowych tekstów, w której spostrzegawczość wobec mniej oczywistych faktów, łączy się ze ślepotą wobec tych, które widać jak na dłoni.
Czemu młodzież sprzeciwia się imigrantom? Powód jest bardzo prosty. Niemal we wszystkich możliwych kategoriach bilans problemów Europy Zachodniej i Europy postkomunistycznej, w tym Polski, wypada na niekorzyść tej drugiej. Jest tylko jedna grupa kłopotów, której obraz jest dokładnie odwrotny. Tych związanych z imigracją. Można się spierać, na ile terroryzm islamski, morderstwa honorowe, werbowanie młodych ludzi do ISIS, radykalizacja przedmieść, imamowie nawołujący do nienawiści wobec kraju, w którym żyją są dziś problemami centralnymi a na ile marginalnymi w krajach takich, jak Niemcy, Szwecja, Francja itp. Nie mniej jednak, niezależnie od ich skali, nie da się zaprzeczyć, że istnieje olbrzymia różnica między ich występowaniem tam a tu, na Węgrzech, czy w Czechach.
To jest "oczywista oczywistość", która wyjaśnia ów "strach przed islamem", który lewica usilnie stara się przedstawić jako nieracjonalny lub niemal metafizyczny. Ja nie wiem, czy poza fanatykami jest w Polsce wiele ludzi, którzy wierzą, że każdy muzułmanin jest złym człowiekiem lub chodzącym trotylem, grożącym w każdej chwili eksplozją. Nie mam też pewności czy wierzą w skali 1:1 w opowieści o "szariacie w Szwecji", choć z pewnością nie wierzą też w mantrę, iż w Szwecji "naprawdę nie dzieje się nic".

Imigranci z bliskiego Wschodu ubogacą nas kulturowo -kto twierdzi inaczej jest rasistą, ksenofobem i kibolem.
I pijakiem. Bo każdy kibol to pijak.

Sorry, ale diagnoza jest najdelikatniej mówiąc kuriozalna. Ten "zwrot na prawo" wziął się tak naprawdę ze stadionów piłkarskich: tam przez ileś lat inkubował się ten kult "żołnierzy wyklętych" i tak dalej, potem przeniosło się to do rapu(kiedy ja byłem w gimnazjum, prawicowego rapu raczej nie było, za to słuchało się antyklerykalnych kawałków Pejii albo 52 Dębiec; obecnie nacjonalistycznego rapu jest od przysłowiowego zaje*ania), a z rapu na ulice. Po prostu oddolnie narodziła się atrakcyjna narracja dla młodych mężczyzn(kobiety tylko podążają za facetami, feministki to wśród młodych Polek, niestety, nic nie znaczący margines, chociaż z perspektywy Warszafki i młodzieży która słucha modnego indie-rock(lol), może to wyglądać nieco inaczej). Oczywiście, nie można pomijać problemu postępującego zdebilenia młodych ludzi oraz ich powykręcanych hierarchi wartści: miałem na studiach z filozofii kilku korwinowców, w tym paru naprawdę zupełnych debili(jeden non stop opowiadał o szynszynce, bo się naczytał w internecie, że to jakaś "szósta czakra", która pozwala na łącznąść z jakimś, kurwa, zaświatem czy czymś, lol). No więc, dla tych debili obciachem nie był fakt, że są debilem: w żaden sposób nie przeszkadzało im to pogardzać 'lewakami", gejami, feministkami i tak dalej, po prostu byli całkowicie odporni na racjonalne próby uprzytomnienia im prawdy o ich statusie intelektualnym, albo inaczej: "status intelektualny" nie był dla nich istotnym kryterium samooceny. Ważniejsze było to, żeby "mieć zdrowe poglądy", przynależeć do tego stada, któremu przypisywali prestiż i gardzić tymi, którzy według ich hierarchii wartości są czymś gorszym. Jak dla mnie przegrywacie tę bitwę o młodych ludzi(a właściwie o młodych mężczyzn), właśnie dlatego, że nie zdajecie sobie sprawy, iż kategoria "prestiżu" uległa redefinicji. Fakt, jeszcze z 10 lat temu obciachowe było to, że Kaczor w ogóle nie gada po angielsku a z pisu i lpr śmieją się zagranicom. Obecnie to już nie działa w ten sposób, tj. fakt, że Kuba Wojewódzki będzie się naśmiewał z prawicowców w swoim programie nie uczyni prawicowych poglądów obciachowymi, ponieważ obciachowy jest sam "cwel" Wojewódzki i oglądanie jego programu(zakładając, że ktoś to jeszcze ogląda).

Polak musi w UK konkurować z Pakistańczykiem o pracę na zmywaku, a we Francji Marokańczyk może go wyrzucić z wynajmowanego pokoju w swoim mieszkaniu, jeśli znajdzie kogoś kto zapłaci większy czynsz. To jest rzeczywistość, takie rzeczy się dzieją. Uważasz, że to nie ma wpływu na atrakcyjność narracji, w której dumnymi możemy być tylko dlatego, że jesteśmy Polakami, a Polak jest z definicji lepszy od Pakistańczyka i Nigeryjczyka?

Myślę, że 17 letni gimbus z Bydgoszczy czy innego Konina nic nie wie o tym, że będzie musiał konkurować z Pakistańczykiem o pracę na brytyjskim zmywaku i wgl o tym nie myśli. Nie wszystko można wytłumaczyć ekonomią.

Ja bym 17-letniego gimbusa z Bydgoszczy i Konina nie lekceważył. On swoje wie, a jak nie wie, to przeczuwa.
Ale fakt, nie wszystko można wytłumaczyć ekonomią. Strach przed innym był zawsze, tylko kiedyś inny mieszkał w sąsiedniej wiosce, teraz trzeba szukać dalej.

Podstawowe pytanie o tzw. demokracje w Polsce brzmi:

Gdy byśmy mieli tyle wolności co Szwajcarzy czy Holendrzy i przeprowadzili referendum w sprawie:

Jakiego muzeum w centrum swojej stolicy chcą Polacy i zaproponowali dwie odpowiedzi:

a) Żydów polskich
b) Narodowych Sił Zbrojnych

To co wybrali by Polacy?

Ale wiesz, że "Muzeum Żydów Polskich" powstało głównie z finansowania prywatnego? Mam wątpliwości, czy nawet jeśli Polacy by takie chcieli muzeum jak Narodowych Sił Zbrojnych to by się na nie prywatnie zrzucili (nie za pośrednictwem państwa). I czy w ogóle wiedzą co to są Narodowe Sił Zbrojne. Pewnie by myśleli, że to muzeum Wojska Polskiego. A takie jest. I by się pytali po co drugie.

Młodzi są przeciwko imigrantom bo zaczęli oglądać cały proces upadku multi kulti nie mając jeszcze mocno ukształtowanych poglądów i bez zaklinania rzeczywistości zrozumieli zło jakie niesie islam i bezpieczeństwo państwa jednolitego etnicznie. Sam jak miałem z 14 lat myślałem że muzułmanie to tacy sami ludzie jak katolicy, ateiści czy buddyści. I sami pokazali że są potworami zaczynając festiwal mordów

Nie do końca - ci muzułmanie, z którymi ja mam do czynienia w ciągu codziennego życia (pracuję w Skandynawii), to są ludzie tacy sami jak katolicy, ateiści czy buddyści. I tak samo jak oni pracują jako kierowcy autobusów, sprzątacze w hotelu czy dentystki - korzystam z usług ich wszystkich, są przyzwoite.

Natomiast za festiwal mordów odpowiedzialni są mordercy, za terroryzm - terroryści. A że polska młodzież wyrabia sobie opinię o muzułmanach, których nie zna, na podstawie wiadomości o mordercach, których widzi w internecie i TV - cóż, może trzeba tej młodzieży zapewnić lepszą edukację, więcej kontaktu z innym?

To przyjedź sobie kolego na Luton i zobacz jak wygląda normalny islam... Ciekawe, czy byś wypił piwo w knajpie i czy puścił byś tam dzieci do szkoły, albo same do kolegi...
Może potrzeba Ci więcej edukacji z muslimami.

Do PT Kolegi, Kolegów i Koleżanek!
W zastępstwie wycieczki "na Luton " przyjedźcieprzyjdźcie sobie pod Pałac Namiestnikowski i zobaczcie jak wygląda zwyczajna "katonaszość". Ciekawe, czy byście tam puścili dzieci.... (nawet z "obstawą")
Powyżej wykorzystałem (fragmentami literalnie) wpis RAFAŁA z 10:519 z kwietnia 2017
Pozdrawiam ciepło.

Ilu zabitych odnotowano za sprawą tego katofaszyzmu? Kaczofaszyzmu? Jeżeli rozmawiamy o lękach, a nie o faktach, zawsze możemy odwrócić kota ogonem.

A ci terroryści to są Marsjanie czy też wyznają konkretną wiarę? Czemu imigranci z Chin, czy też liczni w UK Hindusi się nie wysadzają w powietrze? Islamscy terroryści to ludzie całkowicie ogłupieniu dla których nie można mieć litości. O ile IRA czy ETA można było ciężko bo ciężko ale zrozumieć bo walczyli o niepodległość i uderzali w konkretne kraje to ci chcą zabić każdego kto nie jest muzułmaninem. To już nawet niemiecki RAF był bardziej ludzki.

Nie bardzo mam ochotę podliczać ilu ludzi zabiły RAF, ETA i IRA, ale jeżeli uważasz że jeden morderca jest lepszy od innego mordercy, bo ci go łatwiej zrozumieć, to spoko. Poza tym bez problemu mogę ci wyszukać dosyć ciężkie zbrodnie wykonywane przez katolików, buddystów, taoistów i ateistów.
Odnośnie imigrantów z Chin czy Hindusów: może - i tutaj tylko może, bo przecież to czyste gdybanie - państwa Europejskie i USA ingerowały i nadal ingerują w świat kultury muzułmańskiej dużo mocniej i głupiej, niż robiły to w Chinach i Indiach? Może ma znaczenie fakt, że z Indii do UK imigranci ciągną od XVIII w. i już zdążyli się trochę na miejscu ogarnąć? A tych Chińczyków to ile masz we Francji czy Niemczech w porównaniu do muzułmanów? Z Chin też przyjeżdża masa biedoty?
Piszesz o tych islamskich terrorystach jakby kontekst nie istniał. A kontekst jest taki, że po przybyciu do Europy - często na zaproszenie Europejczyków, jak np. z ludźmi z Maghrebu we Francji - zdecydowana większość z nich wykonuje najgorszą robotę i trafia do najbiedniejszych dzielnic. I tam, jak to w najbiedniejszych dzielnicach, masz patologię podatną na bzdury. Że są to muzułmanie, bzdury są muzułmańskie.

Jak niby ingerujemy w świat islamu? Dalej robią co chcą u siebie chociażby wieszając gejów i nikt słowa nie powie. Wszystkie organizacje ,,broniące praw człowieka" siedzą cicho gdy ktoś dostaje w czapę za homoseksualizm. No i oczywiście kretyńskie tłumaczenie lewicy że muslimy zabijają bo mieszkają w biednych dzielnicach. Zrozumcie wreszcie zabijają bo islam to religia z natury zła i podła. Irlandczycy i Włosi w USA mieszkali w dzielnicach przy których dzisiejsze najgorsze dzielnice Paryża to raj na ziemi. I nie mieli rozbudowanego socjalu ale nie mieli także niechęci do pracy i chorej ideologii która usprawiedliwia przemoc. I niestety dla was to po was przyjdą pierwsi. Bo jakoś tak się słada że muzułmanie brzydzą się lewicą i jej ideami, jedną ręką biorą pomoc w drugiej mają dla was nóż.

Włosi i Irlandczycy mieszkający w USA w biednych dzielnicach nie robili zamachów w imię wolności swoich krajów, ale organizowali mafie - mafie podkładające bomby prokuratorom i innym mafiom są fajniejsze od terrorystów? I tu i tu giną cywile.
A jak pytasz o ingerencje Zachodu w świat islamu, to ja mogę tylko twojej ciekawości przyklasnąć. Jest masa opracowań na ten temat, bo temat jest szeroki jak Eufrat z Tygrysem razem wzięte. Możesz np. zacząć od umowy Sykes-Pikot, ale tak naprawdę gdzie nie spojrzysz na historię tego regionu, zobaczysz jak Europa i USA drenowały go jak chciały. I politycznie, i ekonomicznie. Deus Vult!

Pewnie że mafie są fajniejsze od terrorystów, łatwiej je zniszczyć bo gangsterami kieruje chęć zysku a nie trupów. A wracając do muzułmanów też tworzą gangi ale nieco mniej złożone od włoskich.

Niezależnie, czy ktoś zginął w Auschwitz, z rąk mafii, zadźgany sekatorem przez sąsiada, w zamachu RAF, czy rozjechany przez islamskiego terrorystę, tak samo nie żyje. Morderstwo to morderstwo.
Tylko, że każde z tych zjawisk ma swoją specyfikę, czyniącą je różnym od pozostałych. Dostrzegasz w ogóle jakąkolwiek w terroryzmie islamskim? Naprawdę nie widziałem, żeby po zabójstwie dokonanym przez mafią ktoś inwestował całą siłę swej argumentacji w udowadnianie, że nie tylko mafia zabija. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek w dyskusji o RAF usilnie chciał podyskutować o IRA albo o jeszcze czymś innym, ale w każdym razie nie o RAF (żeby nie demonizować Niemców lub nie stygmatyzować studentów). Tylko z atakami islamskimi tak jakoś dziwnie się dzieje, że po każdym z nich rusza lawina relatywizacji oraz przenoszenia ich na jak najogólniejszy poziom ogólnoludzkiej ogólności.

Ja się z tym wszystkim zgadzam, specyfika - oczywiście. Piszę o tym wyżej. Ludzie pochodzący z regionu rozstawianego przez Zachód na wszystkie możliwe sposoby. Byleby tylko uczynić z tamtejszych krajów odpowiednio wielki bufor między jednym imperium a drugim. Można bombardować, byle nie w szyb naftowy. Ludzie uciekający stamtąd do Europy i trafiający do najgorszej pracy, do najbiedniejszych dzielnic. Zastępujący na dole drabiny społecznej miejscowych. Większość sobie z tym radzi i jakoś tam idzie do przodu, ale naprawdę tak cię dziwi że jakiś ułamek promila tych ludzi jest wkurzony na Europejczyków i podatny na radykalizację?

Relatywizacja, owszem. Tylko że to idzie w dwie strony. Irytuje cię, że porównuję terrorystów islamskich z terrorystami irlandzkimi i tłumaczę, że jedni i drudzy to terroryści i szaleńcy? Mnie irytuje, że przy każdej dyskusji o imigrantach/uchodźcach/muzułmanach pojawia się fala komentarzy bez najmniejszych trudności stawiających znak równości między tymi grupami i terrorystami. W którym wypadku masz do czynienia z większym uogólnieniem? Drażni mnie zwyczajnie jak jakiś anonim w internecie lekką ręką pisze o mojej dentystce-muzułmance "potwór zaczynający festiwal mordów" bo tak sobie ją wyobraża na podstawie kilku filmików o bin Ladenie. To są ludzie tacy sami jak my. Handluj z tym.

Czyli jedyna specyfika, jaką dostrzegasz to ta, która Twoim zdaniem, w jakiejś mierze terroryzm islamski tłumaczy. Tak myślałem. Tylko mnie chodziło raczej o to, że każde zło jest złem innym od pozostałych i ma swą specyfikę, jako zło właśnie. Z dostrzeganiem przyczyn zewnętrznych, usprawiedliwiających terroryzm islamski w publicznej debacie Zachodu większego problemu nie ma. Istnieje natomiast dość duży, gdy chodzi o zidentyfikowanie niebezpieczeństw charakterystycznych dla tej formy przemocy.
Problem Twojej argumentacji jest taki, że paradoksalnie, chcąc chronić swoją dentystkę przed islamofobią, w jakiejś mierze czynisz ją częścią zjawiska, którego radykalną manifestacją jest terroryzm. Wszyscy muzułmanie mogą być wściekli na Europę, tylko niektórzy przeginają pałę. Otóż mam wątpliwości. Nikt nigdy nie wyrządził żadnemu narodowi tak przerażającej krzywdy, jak Niemcy Żydom. Mimo to Żydzi nie wysadzali się po wojnie w Niemczech. Ci, którzy nie potrafią przebaczyć Niemcom, albo dalej uważają ten kraj za "podejrzany" omijają go szerokim łukiem. Muzułmanom też nikt nie każe mieszkać w Europie, czy USA. Jednak bardzo możliwe, że Twoja dentystka po prostu rozumie, że rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana, niż twierdzenie, iż wszystkie problemy Bliskiego Wschodu wynikają z tego, że Zachód zrobił mu kuku. Zauważ, że oprócz argumentacji "potwór zaczynający festiwal mordów" oraz Twojej, która jest jej przeciwieństwem, jest jeszcze taka, która jako problem postrzega tych muzułmanów, którzy się nie integrują. A może w jeszcze większym stopniu indolentną politykę, która pod płaszczykiem pseudotolerancji postawiła na totalne laissez-faire w tym zakresie. Twoja dentystka nie należy zapewne do tej grupy, która sprawia kłopoty, co nie znaczy, że kłopotów w ogóle nie ma.

" uderzali w konkretne kraje to ci chcą zabić każdego kto nie jest muzułmaninem" - to zdanie jest bardzo nieprawdziwe, tak naprawdę uderzali w kogo się nawinie, a główną ofiarą na świecie radykałów islamski są inni Muzułmanie.

Przypomina mi się student z Korei, który urządził w USA masakrę na uczelni. Zabił sporo osób, głównie młodych dziewczyn. Więc niby pochodził ze spokojnego, dostatniego kraju, ale nie był spokojny.

Diagnoza tak samo trafna jak diagnoza Michnika o szansach Komorowskiego - pijana zakonnica na pasach...Lewaki nie mogą znieść, że znakomita większość ma ich pomysły w doopie więc robią takie "diagnozy".

Jesli ktos byl przekonany, ze "biala skora" i "heroiczne mity narodowe" zapewnia Polakom za granica jakis lepszt status, to znaczy, ze juz wczesniej w edukacji tej osoby "cos poszlo nie tak". Problem z kuriozalnymi przeswiadczeniami nt kolejnosci dziobania jest jednak dosc rozpowszechniony: zapytac Polaka czy jest Rumunem to wielki afront 😀
Lekarstwem na te grandioze jest okreslac sie raczej poprzez osobiste niz rasowo-narodowe osiagniecia. Zamiast tego prawica promuje "wstawanie z kolan", i taka promocja sie wielu ludziom podoba, bo przeciez mimo sluchac oklaskow, niezaleznie od tego, kto klaszcze. Wstawanie z kolan i duma narodowa oraz "polskie" wartosci staja sie politycznym hitem rynkowym, produkowanym w roznych wzorach, rozmiarach i kolorach. Niewidzialna reka rynku. Niestety.

Dajcie spokój ten cały zwrot na prawo to podręcznikowy przykład małego psa, który głośno szczeka. Na 11 listopada robią wrażenie kohorty narodowców, a jak przychodzi co do czego to dostają najwyżej 1,5 procenta. Tak samo jak z tymi 50 procentami głosującymi na szurniętą prawicę. To może imponować tak samo jak sukces pisu w wyborach, ale jak dokładniej się przyjrzymy to wyjdzie nam coś koło 20 procent bo większość miała wybory w głębokim i ciemnym miejscu. Zresztą jak to świetnie napisał Orliński poglądy Korwina są logicznym rozwinięciem ideologii III rp więc to świetnie podsumuje ten zwrot na prawo młodzieży.

Młodzi potrzebują ognia, by mieć jakiś mit wokół którego spełni się sens młodości. Muszą coś rozwalić, by móc zająć swoje miejsce. Po nich przyjdą następni, kilka lat zabierze im zebranie masy krytycznej i znowu "walnie". Teraz odchył w dającą ułudę bezpieczeństwa konserwę a la mordor anty-popetru. Już jednak rośnie pokolenie wściekłych na zamieszanie wokół gimnazjów. Dziś mają 16 lat. Za dwa lata będą głosowac

Fajnie jest byc felietonista i kulturoznawca. Dziennikarz musialby pojsc i porozmawiac z licealistami, moze nawet jakis survey zrobic, bogwico. a pan Dymek moze po prostu puscic wodze fantazji.

Co znaczy ze 90% powiedzialoby Unii nie? Czy powiedzialoby "nie" tym miliardom EUR ktore plyna z Unii i tym milionom ludzi ktorzy wyjechali w poszukiwaniu pracy ze nie moga wyjechac? Powidzieliby tylko "nie" zadaniu popelnienia samobojstwa cywilizacyjnego ktore Europa Zachodnia jest w trakcie popelniania.

chała na wysokości

W kwestii formalnej:
Członek, członkowie - ale CZŁONKOSTWO. (bez W przed S)
Podobnie: myśliwy, myśliwi - ale myślistwo.
Bo już oczy bolą czytać.

Efekt diagnoz tego typu jest jeden: albo oni zabiją nas albo my ich... Na pewno zbliża się jakaś globalna rewolucyjna masakra, a właściwie już jest, i to nie na poziomie państw... jeszcze... Może świat nie ulegnie samozagładzie, jeśli państwa będą jeszcze skutecznie strzegły swych arsenałów nuklearnych, a jeszcze dają temu radę (choć Korei Płn. aż tak pewien bym nie był, ale i oni wiedzą, że jeśli coś wystrzelą z ładunkiem atomowym, zniszczenie byłoby totalne przede wszystkim ich państwa..). Ale problem jest jeden - nie tyle polityka, ile natura daje sygnał, ze mniej więcej w ekosystemie planety Ziemia musi zniknąć mniej więcej miliard osobników gatunku chodzącego na dwóch nogach i mieszkającego w dziwnych dla ekosystemu skupiskach miastami zwanych...

"Jak długo można mówić ludziom, że powinni być wdzięczni za otwarte granice i wspólny rynek, skoro nie pamiętają i nie znają rzeczywistości, w której nie było wolności przemieszczania się i zakupów on-line?"

Że co?!!! POLACY mają być wdzięczni za wspólny rynek??? :))))))))))))))
Ci Polacy, którzy codziennie zap... do Liedla, Biedronki, Kauflanda, Aldi, Makro i Auchana i pompują ciężko zarobione miliardy złotych na zachód Europy?

Cos się szanownemu autorowi pop... pomyliło. 😀

Ach. Jeżeli odarta z godności polska młodzież pójdzie drogą odartej z godności kolorowej młodzieży krajów zachodniej europy, boję się pomyśleć co nas czeka w przyszłości.

Myślę, że ten prawacki zalew i związane z nim ksenofobia, rasizm, wrogość wobec lewicy jest w dużej mierze wywołany tym, że lewica nie za bardzo ma co dystrybuować - kiedyś walczyła o kwestie socjalne ale po trzydziestu kilku latach neoliberalizmu PAŃSTWO NIE MA CZEGO DYSTRYBUOWAĆ. Co ważniejsze artykuł, który prawactwo ma do zaoferowania czyli NIENAWIŚĆ jest tani i prosty w obsłudze. Gdy Lewica przedstawi program ,,podniesienie płacy minimalnej" zaraz ujawnia się kundel ze sfory Balcerowicza i zalewa to milionem danych jak bardzo ,,tego sie nie da". Dane te ma kto wygenerować - czy Razem dysponuje takim zapleczem jak neoliberałowie? I nie mówię o kwestiach intelektualnych ale czy ma tam ktoś czas popracować nad ichnimi wyliczeniami? FOR za to pracuje na cały etat (ciekawe skąd mają kasę na działalność swoją drogą).
Oferta prawactwa jest łatwa i klarowna
- nie dla imigrantów - islamski terroryzm jest argumentem to wspierającym
- podatki to kradzież - któż by się nie napił piwka za 2zł niż za 3 no i zalał paliwa 5 zł ale za galon
- państwo ma być silne (chronić obywateli) - wystarczy obejrzeć wiadomości - sama zbrodnia i mord
- urzędnicy to pasożyty (tu rodzi się mała sprzeczność między silnym państwem a nowotworem urzędniczym ale nie takie sprzeczności prawica godzi. Choćby msza św. w koszulce ,,śmierć wrogom Ojczyzny")
- silna armia (ale ma się znaleźć kasa też na ...) - oczywiście zawodowa bo najskuteczniejsza i beze mnie. ,,No ja za ojczyznę życie bym oddał alem nieprzeszkolony"
Jeżeli porównamy to z ofertą Lewicy - pełną niuansów - Małżeństwa jednopłciowe ,,Taaak!" ,,Nie to za daleko". ,,Małżeństwo tak ale z prawem do adopcji dzieci"
,,Trzeba ratować klimat" - prawicowa odpowiedź - spoko założę ogrzewanie gazowe jak mnie będzie stać na rachunki.
Imigranci? Super! Tak! - ale przecież oni obniżają standardy zatrudnienia, nieprawdaż?
I tak można to mnożyć.
Oferta prawicy jest czytelniejsza i konkretniejsza (na poziomie kieszeni).
Antyislamizm jest be. To dogmat lewicowy. Problem w tym, że mierzi naszą lewicę prymitywna natura polskiego katolicyzmu ale islam jest OK? Musimy go tolerować choć on nie bardzo w swej naturze jest tolerancyjny.
W dyskusji padło porównanie islamistycznego terroryzmu z dawnymi terrorystami z IRA, ETA czy RAF. Uważam, że jest ono kompletnie nieuprawnione (poza stwierdzeniem ,,ten i ten zabijał ludzi"). Otóż terroryści z IRA walczyli jako ,armia". Priorytetem ich działalności były cele polityczne, a terror był skierowany na cele wojskowe i ekonomiczne. Normalną praktyką IRA było ostrzeganie władz brytyjskich o podłożonej bombie (jeżeli była ona na terenach ,,cywilnych" - np. centrum Londynu). IRA też walczyła o racjonalny cel polityczny - zjednoczenie Irlandii. Dzięki takiemu podejściu było możliwe podjęcie negocjacji i zawarcie porozumienia ,,wielkopiatkowego". Czy islamistami da się usiąść i negocjować? Skoro ich celem jest ,,niewierni mają się nawrócić"? A walczą o to próbując zamordować maksymalną liczbę przypadkowych osób. Ich cel jest kompletnie irracjonalny i nierealny.

Artykuł ma tytuł "Cześć i chałwa"

socjalizm to obciach

to o czym panie redaktorze to świadczy?
o tym że młodzież jest mądrzejsza od tych (starszych) sierot po komunie.
i dobrze, niech tak zostanie. wiedzą że dobrobyt zdobywa się ciężką pracą a nie cwaniackimi dotacjami i zasiłkami. bo jakby wszyscy byli na zasiłkach (wtedy wg lewactwa byłoby super, bo oni do tego dążą) to kto by na te zasiłki robił.
młodzież nie da się wmanipulować w tą marksistowską propagande - bo socjalizm to obciach. wszyscy o tym wiemy, tylko niektórzy boją się - niewiedzieć czemu - tego przyznać.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!