Świat

Nie wypruwaj sobie żył w pracy – i tak nic z tego nie będzie

Najlepiej urodzić się w bogatej rodzinie i pouczać innych, że wysoką pozycję osiągnęłaś dzięki swojej ciężkiej pracy i wrodzonym, unikalnym zdolnościom.

 „Wystarczy tylko chcieć” – to stwierdzenie pokazuje niemalże religijną wiarę, że ciężka praca i wrodzone zdolności zaprowadzą nas na sam szczyt. Wystarczy się nie obijać, porządnie przyłożyć, aby zajść wysoko. Tym właśnie jest merytokracja – przekonaniem, że ludzie utalentowani i pracowici są w stanie nie tylko sami pokonać społeczne nierówności, ale w ogóle wszelkie kłody rzucane im pod nogi przez los. Przecież na swoją pozycję pracujemy sami, sobie ją zawdzięczamy i dostajemy od życia to, na co zasługujemy, czyż nie?

Przepracowani? Wypaleni? To przestańcie się samowyzyskiwać

Idźcie zagrać w piłkę

„Gdzie widzisz siebie za pięć lat?” – takie pytanie często zadają rekruterzy w trakcie rozmowy o pracę. O tym, jak udzielić na nie dobrej odpowiedzi, powstają dzisiaj całe książki i elaboraty. Od razu zdradzę, że odpowiedź „będę kierownikiem” nie jest poprawna. Ale mówiąc, że za pięć lat będziesz leżał na kanapie przed telewizorem popijając piwo, również nie udzielisz najlepszej odpowiedzi. Swoją odpowiedzią musisz udowodnić, że masz wizję, jesteś kreatywna i łatwo adaptujesz się do nowych warunków. Zazwyczaj pomaga też jakiś dyplom ukończenia studiów. Nie mówi on co prawda nic o twojej inteligencji czy faktycznych umiejętnościach, ale jest twardym dowodem na to, że jako pracownik przystosujesz się do systemu – tylko bowiem ten, kto wytrzymał wszystkie te lata w szkole, z jej nudą, głupotą nauczycieli czy stadnością uczniów, równie chętnie podoła kolejnym dekadom bezsensownych zadań i stereotypów w miejscu pracy.

Świat pracy jest na kolanach

A już w ogóle najlepiej urodzić się w bogatej rodzinie i pouczać wszystkich, że wysoką pozycję osiągnęłaś dzięki swojej ciężkiej pracy i wrodzonym, unikalnym zdolnościom. Włoski minister pracy Giuliano Poletti wywołał niedawno poruszenie, dając młodym ludziom cenną radę: więcej szans na znalezienie pracy będziecie mieli grając w piłkę na podwórku niż rozsyłając wasze CV. Chciał przez to powiedzieć, że w dzisiejszych czasach rozmowy o pracę nie mają żadnego sensu – nie tak się znajduje pracę. Kluczowe są znajomości i relacje z właściwymi ludźmi. Dlatego lepiej pójść zagrać w piłkę czy wypić piwo z tymi właściwymi ludźmi niż składać CV w kolejne miejsca.

Minister natychmiast stał się obiektem krytyki. Rzadko się zdarza, aby ktoś zajmujący tak wysoką pozycję podważał ideę merytokracji, za którą stoi wiara, że zajmowana pozycja jest wyrazem zdolności, a nie tego, kogo znacie i z kim się ostatnio zjaraliście. Z tym, że Poletti przeniósł odpowiedzialność za brak dobrej pracy ze społeczeństwa na jednostkę. Już nie umiejętności dają pracę, lecz twoja umiejętność networingu. Strukturalne przeszkody zniknęły – wystarczy znać właściwych ludzi lub zawrzeć małżeństwo z właściwą osobą.

Słowa włoskiego ministra nie pozwalają na zbytni optymizm. Pokazują, że nasz rynek pracy jest jeszcze bardziej niesprawiedliwy niż mogłoby się wydawać. Wyłania się z niego obraz czegoś przednowoczesnego i poddańczego – jakby nasz kapitalizm produkował nową formę feudalizmu. Między tymi, którzy mają pieniądze i pozycję istnieje współpraca i lojalność, która przypomina relacje mafijne. Wszyscy pozostali ludzie, ufnie oferujący swoją siłę roboczą na rynku pracy, tułają się dziś po świecie, gdzie ich umiejętności i zasługi przynoszą niewielką korzyść ekonomiczną.

Kasą was pokonamy…

Nie powinno nas to dziwić. Już w 1954 roku brytyjski socjolog Michael Young napisał książkę The Rise of the Meritocracy, w której nakreślił przyszłą dystopię. Opisał społeczeństwo, w którym najbardziej inteligentni i najzdolniejsi są wybierani na najważniejsze pozycje w życiu publicznym, aby ostatecznie przekształcić się w perwersyjną oligarchiczną kastę. Jego książka była ostrzeżeniem przed merytokracją. Merytokracja jest w rzeczywistości zasłoną dymną, chroniącą dziedziczone przywileje.

Przykładów nie musimy szukać daleko. Na początku lat dziewięćdziesiątych Petr Čermák, wiceprzewodniczący czeskiej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), tak podsumował przebieg transformacji ustrojowej po upadku komunizmu: „Kurwa, tutaj się właśnie rozdaje ludziom majątki na tysiąc lat. Kasą was wszystkich pokonamy”. Pięknie ilustruje to ówczesną sytuację, w której Czechy przypominały Dziki Zachód, a ci najsprytniejsi dorabiali się naprawdę wielkich majątków. Jak później napisał ekonomista Miloš Pick, czeską gospodarką zaczęło faktycznie rządzić około pięciuset rodzin, które dorobiły się w latach dziewięćdziesiątych. Fundament przyszłej „merytokracji”.

Ideał: z dobrej rodziny

Najlepiej jest urodzić się w dobrej rodzinie i pouczać innych, że swoją pozycję zawdzięczasz tylko i wyłącznie swojej ciężkiej pracy i wrodzonym zdolnościom. Przegrani cię nie interesują. Co z tego, że w Czechach podwoiła się liczba wykluczonych społecznie miejsc? Albo że setki tysięcy osób żyją na granicy minimum socjalnego (i niewiele brakuje im do popadnięcia w nędzę)?

Jako dziecko z dobrej rodziny masz do odegrania niezwykle ważną rolę w merytokratycznej narracji – jesteś wzorem do naśladowania, pokazujesz, że wystarczy tylko chcieć, aby osiągnąć pozycję i wpływy. Ustawiasz wysoko poprzeczkę, do której inni próbują doskoczyć. Nieważne, że są bez szans, ale niech próbują – zajęci walką „o lepsze jutro” nie będą mieli czasu na refleksję i bunt.

Twoja praca nie ma sensu

Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia. Dzieci dobrze sytuowanych rodziców już na start mają większy kapitał społeczny i kulturowy, lepsze warunki rozwoju i co za tym idzie większe szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu – nie mówiąc o kontaktach i znajomościach. Jeżeli masz dużo pieniędzy, łatwiej będzie ci mieć ich jeszcze więcej. Jeżeli pieniędzy nie masz – pretensje możesz mieć tylko do siebie, bo nie starasz się wystarczająco mocno. Na przykład w Wielkiej Brytanii tylko dziesięć procent ludzi z najniższych warstw społecznych dostanie się na uniwersytet. Z górnych warstw – aż osiemdziesiąt.

Pochodzenie społeczne ma znaczenie. „My bogaci umiemy sobie pomagać” – krzyczał ostatnio w Pradze pijany student. I miał rację, bo ideał merytokracji jest kolosem na glinianych nogach.

**
Tekst ukazał się na stronie Alarm.cz. Tłumaczyła Vendula Czabak.

Dlaczego pracujemy tak długo i czy można coś z tym zrobić

Bio

Jaroslav Fiala

| Redaktor naczelny A2larm.cz
Politolog i redaktor naczelny czeskiego magazynu internetowego A2larm. Wykłada na Uniwersytecie Karola w Pradze.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Wszystko zależy, gdzie zawiesimy poprzeczkę. Wczesne lata polskiego kapitalizmu oczywiście wytworzyły oligarchiczną grupę, która "ma dobrze". I pewnie trudno ją dogonić w wymiarze materialnym. Ale proszę spojrzeć choćby na warszawskie miasteczko Wilanów. Ci ludzie to nie są spadkobiercy krezusów lat 90. Tam każdy jest skądś. Z reguły opuszczali swoje wsie i miasteczka z plecakiem i zapałem do zmiany. Wielu się udało. Właśnie dzięki tak potępianej tutaj merytokracji. A korporacje, które współbudowali dały im awans do klasy średniej właśnie w zamian za ich ciężką pracę. Nie dostali tego, ale wypracowali. Pamiętam to miasto końca lat 90, które dla polskiej prowincji było ziemią obiecaną i taką się stało. Po kilkunastu latach przeskoczyli w awansie społecznym swoich rodziców o całe dekady. Mogliby naturalnie utyskiwać na bariery strukturalne. Tylko czy to by zmieniło ich rzeczywiste położenie? Nie jest tak jak pisze autor, że ta rzeczywistość ma tylko jeden ciemny wymiar.

@"Ale proszę spojrzeć choćby na warszawskie miasteczko Wilanów. Ci ludzie to nie są spadkobiercy krezusów lat 90. Tam każdy jest skądś. Z reguły opuszczali swoje wsie i miasteczka z plecakiem i zapałem do zmiany. Wielu się udało"...

...utrzymać status. To, że dzisiaj patrzymy na tamte miejsca, jak na zapadłe dziury to tylko efekt transformacyjnej polityki "polaryzacyjno-dyfuzyjnej" i wcale nie znaczy, że wcześniej też tak tam było. Owszem, można powiedzieć, że się im udało (nie spaść), gdyż wielu innym słoikom się nie udało i do teraz kiszą się w mieszkaniach wynajmowanych wspólnie. W przeciwieństwie do niektórych tutaj, ja nie będę im odmawiał ciężkiej pracy.

Jednak do awansu potrzeba czegoś więcej. Powiedzmy, że odrobinę większego wpływu na to, które miejsca są lepszymi do mieszkania, a które tracą ten walor. Nie oszukujmy się, że Wilanów już zawsze będzie najlepszym miejscem do życia. Niewykluczone, że dzieci tych mieszkańców też będą musiały poświęcić pół życia na to, by przenieść się w jakieś aktualnie dobre miejsce.

Dziś w zapadłych dziurach przynajmniej jest asfaltowa droga, wodociąg i Audi 80 i Golf na gaz. 20-30 lat temu były tam furmanki, dziurawe drogi i studnie.

Praca w korpo, kredyt na 20 lat i bmw w lizingu to sukces ? Szczęśliwszy jest chłop na polskiej wsi

No ale najpiękniejsze jest to, że przecież możesz zostać tym chłopem na polskiej wsi i żyć z ziemi, albo z agroturystyki. A on woli inaczej. To nie on bóldupi zakazując ci przypalania blantów i leniwego przemazywania się przez życie jak masz taką fantazję, tyko to ty bóldupisz obśmiewając jego korpo.

Ja pokazałem przykład, który pokazuje, że są różne tendencje. A teza zawarta w artykule jest uogólnioną generalizacją, która te tendencje pomija nie dając żadnych wyjaśnień. Maxi poniżej mówi, że nie badania ilościowe tylko jakościowe. Właśnie ten wycinek Warszawy ma walor jakościowy a nie ilościowy, ale pokazuje istotne odstępstwo od normy prezentowanej w artykule. Poniżej znalazło się kilka komentarzy, w których autorzy prezentują przykłady własne wskazanej przez mnie tendencji. Jedyne odpowiedzi to deprecjonowanie tych przykładów no bo ojciec był wiejskim dyrektorem, albo a co to za sukces skoro bankier ma 30 razy więcej, a w ogóle to jakiś fenomen, a w dodatku za jaką cenę. Nie wiem czy mieszkańcy miasteczka nie śpią i drżą o swój status? Tak jak nie wiem tak Lolek też nie wie ile dzieci tych ludzi będą musiały włożyć wysiłku w utrzymanie tego statusu. Można się zachwycać erudycją autora, ale ona nie wychodzi poza ramę ideologiczną, że wszystkiemu winien jest kapitalizm i to warunek konieczny, żeby mimo kilku przypadków odstępstwa się nie udało. Wiara w ten determinizm nie przekonuje mnie, bo on nie oferuje dziś nic poza totalnymi postulatami, które poza teorią nigdy nie chciały się przełożyć na praktykę. Choćby dlatego, że ludzie są różni. I dlatego nie skorzystam z rady autora pozostanę w swoim mozole szlusowania do klasy średniej, bo mi to odpowiada. A tym skromnym przykładem chciałem podkreślić, że teza jest fałszywa. Kruchy to fundament.

Ok. Przyjechali ze wsi, ale kim byli ich rodzice na tamtej wsi. Byli lokalną elitą bogatszmi rolnikami lub tzw. prywaciażami. I pamiętaj że zdobywaliśmy wykształcenie w latach 90 i pierwszych latach XXIw. W miarę egalitarne społeczeństwo pokomunistyczne jeszcze istniało trzrszczało w posadach ale jeszcze było. Teraz to już tylko hitoria.
A i najważniejsze - tematu nie opiszesz prostą statystyką. Zamiast badań iloścowych są potrzebne jakościowe.

Jedną z najgorszych i najbardziej destrukcyjnych cech lewicy jest deprecjonowanie naturalnego, przyrodzonego ludzkiego dążenia do poprawy sytuacji swojej i swoich bliskich. Od setek lat to dążenie to główny motywator ludzkiego działania. Po to się kształcimy, po to zarywamy noce, po to ciężko pracujemy, żebyśmy kiedyś my i nasze dzieci "mieli lepiej". To dążenie zrozumiałe dla całej ludzkiej populacji, od aborygena po wieśniaka z jakiejś zapadłej rumuńskiej wioski. To dążenie wyzwala nie tylko zdolność do poświęceń ("wypruwania żył"), ale i kreatywność, innowacyjność, odwagę podejmowania ryzyka, które przynosi długofalowe korzyści wszystkim. Nawet jeśli zdyskredytować "teorię skapywania" to każdy kto sam sobie poradził to więcej pieniędzy na wydatki socjalne dla innych. Tylko lewicy przecież nie chodzi o to, żeby ludzie generalnie mieli lepiej, tylko o to, że nie wszyscy mają tak samo. Zamiast równania do góry, lewica chce równać do dołu. Zamiast podziwiać ludzki wysiłek, przedsiębiorczość, odwagę - lewica nimi pogardza i koncentruje się na wyszukiwaniu przyczyn dla których ci którym się udaje, na to "nie zasłużyli".

W polskich warunkach mantra o tym, że bez "kapitału społecznego" nie da się odnieść sukcesu brzmi szczególnie fałszywie. Mamy formalnie "bezpłatną" edukację, jeżeli ktoś tylko chce i jest zmotywowany jest w stanie osiągnąć wszystkie jej stopnie. Jasne, jeśli nie ma dodatkowej kasy od rodziny i musi pracować to ma trudniej, ale co z tego? Przecież między innymi po to pracujemy, żeby swoim dzieciom właśnie ułatwić start. Pretensja jaką ma o to lewica to zwykła zawiść i infantylne poczucie rozżalenia, że nie urodziło się Kulczykiem.

Życie nie było, nie jest i nigdy nie będzie sprawiedliwe. Jedni są bogatsi - inni biedniejsi, jedni inteligentniejsi - inni mniej, jedni ładniejsi - inni brzydsi, jedni zdrowi - inni chorzy, i tak dalej... Powodów do zawiści zawsze znajdzie się wiele, ale to nie powód, żeby tą zawiść wynosić do poziomu ideologii. Lewica daje alibi wszystkim tym, którym się nie chce starać, a jednocześnie nie mogą się pogodzić ze świadomością, że inni będą więcej. Mogą zracjonalizować własną zawiść i ukryć ją pod płaszczykiem ideologii. Żądają równości, ale tylko w obszarze benefitów, nie obciążeń. Nie chcą ryzyka, stresów i ciężkiej pracy więc deprecjonują jej wartość w ogóle. W ten sposób tych którzy się dobrowolnie na te obciążenia decydują w imię poprawy swojej sytuacji w przyszłości można przedstawić jak idiotów, a kto miałby pretensje o to, że chce się trochę okraść idiotów? Lewicowa ideologia jest głęboko toksyczna i kanalizuje najgorsze ludzkie instynkty pod pełną hipokryzji przykrywką solidaryzmu. Socjaliści naprawdę bardziej nienawidzą bogatych niż kochają biednych.

W Brazylii za rzadow lewicowego prezydenta Luli da Silvy wyrwano ze skrajnej nedzy miliony ludzi i byl to efekt konkretnych rzadowych programow. Calym tym gadaniem pt.'kazdy jest kowalem swojego losu' nie przykryjesz istnienia poteznych nierownosci spolecznych bedacych czesto wynikiem setek lat zinstytucjonalizowanej dyskryminacji. Samo dazenie do poprawy swojego losu na nic by sie biednym zdalo gdyby lewica najpierw nie obalila starego, syfiastego, prawicowego swiata, ktorym rzadzila garstka jasnie panow majacych przywileje z urodzenia Wiekszosc ludnosci stanowili wtedy niepismienni chlopi pozbawieni jakichkolwiek praw politycznych.

W momencie kiedy się czyta: "setek lat zinstytucjonalizowanej dyskryminacji" wiadomo, że nie ma co czytać dalej. Cała moja rodzina na paręnaście pokoleń wstecz (bawię się genealogią) to tylko i wyłącznie chłopi i robotnicy. Dzięki pracy i zaradności mojej rodziny mam obecnie dobry status materialny. Więc jak mi opowiadasz o "zinstytucjonalizowanej dyskryminacji" to nie mam pojęcia o czym bredzisz. Kto dyskryminował moich przodków? Pańszczyzna skończyła się wieki temu a i w praktyce była o wiele mniej dotkliwa niż to przedstawiają politruki po WUML. To, że istniała sobie niezależnie warstwa szlachecka nie miało już znaczenia dla moich przodków, kiedy mieli swój kawałek ziemi i byli kowalami swojego losu. Jeśli mój dziadek urodził się w 1930 to jakie znaczenie miało dla niego, że kiedyś była pańszczyzna? Oczywiście rozumiem, że bardzo być chciał, żeby mój dziadek z gniewem klasowym palił się do podżynania gardeł jak Jakub Szela, ale tak nie było. Była sobie jakaś samotna zubożała dziedziczka we wsi przed wojną, nikomu nie wadziła i lubiano ją we wsi, a biedna była jak mysz kościelna. Potem sobie zmarła a dwór się powoli rozpadł. I tyle, z tej straszliwej dyskryminacji. Lewica moim przodkom nic nie dała, jeśli masz na myśli PKWN to dziadek miał mniej więcej tyle ziemi przed parcelacją, co i po. Także bądź uprzejmy się odstosunkować ze swoim przekonaniem o zbawczym wpływie lewicy na życie biednych.

Pyszny jest też ten kawałek o "prawicowym" feudaliźmie, który obaliła lewica. Ta lewica to Katarzyna II była? Czy car Aleksander? A może przedwojenny sanacyjny rząd II RP, który zaczął reformę rolną, tylko chciał to zrobić w sposób cywilizowany, za odszkodowaniem? Nierówności społeczne - bardzo dobrze, że są. Powinny być. Nie ma żadnego powodu, żeby wszyscy mieli wszystkiego po równo. Jest to wręcz szkodliwe, bo deprawuje ludzi.

Katarzyna II zniosla feudalizm? Tak, jasne. Car Aleksander zniosl panszczyzne, ale Rosja pozostala monarchia absolutna. Dopiero na poczatku XXw. car laskawie zgodzil sie powolac Dume po REWOLUCJI 1905r. podczas gdy w postepowych krajach Zachodu (Francja, Wlk Brytania, USA) wszyscy mezczyzni mieli juz prawo glosu w wyborach. Kto walczyl o bardziej egalitarne spoleczenstwo? O zniesienie panszczyzny, rownosc wobec prawa, prawa wyborcze dla robotnikow, rownouprawnienie kobiet, prawa pracownicze etc.? Przeciez nie prawica, ktora raczej starala sie tego typu zmiany blokowac i opozniac, a jezeli sie na nie zgadzala to zwykle dlatego, ze juz nie bylo innego wyjscia. Panszczyzne zniesiono 150 lat temu, ale to nie znaczy, ze nagle wszyscy mieli rowne szanse w zyciu. 1/3 ludnosci II RP to byli analfabeci. Nigdzie tu nie twierdzilem, ze wszyscy maja miec po rowno, bo to jest sprowadzanie sprawy do absurdu. Chodzi o zmniejszenie drastycznych nierownosci spolecznych np. poprzez wieksza progresje podatkowa. Na Zachodzie po IIWS najwyzsze stawki podatku dochodowego potrafily siegac 90% i wiecej, a bylo to w czasach tzw. 'zlotej ery kapitalizmu'. Milioner po zaplaceniu wysokiego podatku nadal byl bardzo bogaty, duzo bogatszy niz zwykly czlowiek.

Ale ja jako chłop z pokolenia na pokolenie mówię ci, żebyś sobie wsadził swój marksizm w d... i nie "pomagał" mnie tak jak nie potrzebowali pomocy od tobie podobnych moi przodkowie. Teorie o rozkoszach płynących z redystrybucji zawsze trafiały i trafiają tylko do najbardziej leniwych i złodziejskich jednostek. Pewnie tego nie zrozumiesz, ale ja naprawdę wolę być biedniejszy niż wybrać się na dwór szabrować srebrne łyżki. Większość Polaków ma pochodzenie chłopskie, szlachty było kilka/kilkanaście procent, mieszczaństwa o wiele mniej. Szlachtę zresztą gruntownie przetrzebili zaborcy kolejnymi konfiskatami majątków. Jeżeli więc większość z nas ma pochodzenie chłopskie to o jakich głębokich nierównościach mówisz? Czym się różnił chłop Ryjek z Parzygłowów od chłopa Ciurka ze Srawnicy Wielkiej? Jeden doświadczał jakiejś dyskryminacji w stosunku do drugiego? Czy może jednemu się chciało pracować a drugiemu niekoniecznie? Jednemu się chciało uczyć czytać a drugiemu niekoniecznie? Naprawdę jak czytam takie pierdoły to mam ochotę was kopnąć d... i kazać skopać ogródek jakiejś staruszce, bo nie ma bardziej bezużytecznej grupy społecznej niż klawiaturowi "redystrybutorzy".

Na Zachodzie po IIWS panowal marksizm? Nie wiedzialem. Redystrubucja (mniejsza czy wieksza) to jest po prostu standard w cywilizowanych panstwach i lepiej sie z tym pogodz.

Lepiej się pogódź z tym, że się z tym nie pogodzę. A jeszcze lepiej pogódź się z tym, że moje poglądy są bardziej popularne społecznie. Oczywiście poza waszą małą banieczką socjalną, w której ubolewacie nad poziomem poparcia dla "neoliberalizmu".

W Polsce moze i sa bardziej popularne, ale na Zachodzie juz nie. Zreszta nawet w Polsce prawica, zeby wygrac wybory musiala obiecac ludziom 500+, zwiekszenie placy minimalnej etc.

Jeżeli "na Zachodzie" popularne stanie się podejście "nie pracuj ciężko, bo to i tak nic nie da, a problemy rozwiążemy zabierając najbogatszym", to Zachód nieuchronnie zacznie upadać. Jak na razie jest tak, że ktoś musi pracować ciężko, żeby inni mogli w ramach wypracowanego bogactwa pobawić się kontestację i redystrybucję. W miarę wzrostu liczby osób podzielających filozofię autora tego tekstu margines do zabawy w kontestację zacznie się nieuchronnie zmniejszać. Na waszym miejscu modliłbym się do wszystkich bogów o to, żeby wasze postulaty pozostały tam gdzie są obecnie -na marginesie, stanowiąc coś rodzaju kolorytu. Polska nie ma uciułanego na przewadze kapitałowej i kolonializmie kapitału i zabawa w redystrybucję w Polsce potrwałaby o wiele krócej. Szybko skończyliby się bogaci których można jeszcze skubnąć. A wtedy wszyscy zobaczyliby, że król jest nagi.

W Polsce PiS obiecał wydatki socjalne, żeby zwiększyć szanse na wygraną, ale zauważ, że wszystkie te wydatki nie miały być sfinansowane sięganiem do kieszeni bogatszych. I ludzie nie na to zagłosowali, bo takich zapowiedzi nie było. Uderzano raczej w standardową śpiewkę: "jak przestaną kraść to pieniądze się znajdą", "zlikwidujemy zbędne agencje i urzędy" itp. Polacy cały czas mają poczucie, że są społeczeństwem "na dorobku" i kiedy po latach wyrzeczeń otwierają się przed nimi wreszcie jakieś perspektywy, żeby zacząć akumulować bogactwo reagują bardzo wrogo na perspektywę, że ktoś im chce coś zabierać. Nawet jeśli jeszcze tego czegoś nie mają. Nie ma silnej klasy średniej, która byłaby na tyle zadowolona ze swojego poziomu życia, żeby uznać odbieranie czegoś bogatszym od siebie za sensowne. W Polsce ludzie mają zbyt duże poczucie niestabilności i lęku o przyszłość. Kiedy dochodzi do tego lewica z przekazem: "jeśli się dorobicie bardziej niż .... to wam zabierzemy" to nie może to być dobrze odebrane.

Dlatego taka wersja lewicy w Polsce nie ma moim zdaniem szans. W ogóle lewica nie bardzo ma rację istnienia w kraju, w którym główny konflikt toczy się pomiędzy narracją konserwatywną a liberalną. Postulaty obyczajowe obieca wyborcom jakaś kolejna "Nowoczesna", a przy tym w przeciwieństwie do lewicy nie będzie straszyła ludzi perspektywą skoku na ich kasę. Obieca to samo zwykle: odchudzenie administracji, ułatwienia dla biznesu, posprzątanie po PiS-ie. I to wystarczy. Tak jak PiS-owi wystarczyło zniechęcenie do PO i kilka nośnych haseł. Ten jak to lubicie nazywać: "neoliberalizm" daje ludziom nadzieję na sukces i bogacenie się, podczas gdy wy mówicie im, żeby dali sobie spokój a jak coś osiągną to i tak g... warte, bo przecież zarząd Play właśnie dostał gazylion Euro. Która narracja jest bardziej nośna? American Dream, czy "masz przes.ane, nic nie osiągniesz, więc się nie staraj"?

Skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak zle? Neoliberalizm daje nadzieje na sukces i bogacenie sie, a tu wybory wygrywa PiS obiecujacy 500+, podwyzke placy minimalnej etc. Czyzby nadzieja okazala sie iluzja? Moze ludzie mysla, ze to wszystko da sie sfinansowac za pieniadze zabrane zlym bankom czy korporacjom, ale watpie, zeby w dluzszej perspektywie to sie zbilansowalo. W koncu raczej nie obejdzie sie bez podwyzek podatkow. W Ameryce przez ostatnie kilkadziesiat lat zarobki zwyklych ludzi stoja w miejscu albo tylko nieznacznie ida w gore, a w tym czasie dochody 1% najbogatszych osiagaja niebotyczny poziomy. I w koncu sfrustrowani Amerykanie wybrali Trumpa, ktory jeszcze 20 lat temu zostalby pewnie wysmiany jako kandydat na prezydenta. Cos chyba jest jednak nie tak z tym neoliberalizmem, bo gdyby rzeczywiscie zapewnial powszechny dobrobyt to ludzie nie wybraliby Trumpa czy Kaczynskiego. Jest oczywiste, ze redystrubucja wszystkiego nie rozwiaze, ale moze jednak bylo jej za malo w ostatnich dekadach i stad takie, a nie inne wyniki wyborow? Lewica w Polsce jest slaba i byc moze jeszcze dlugo bedzie slaba, ale w zadnym razie nie oznacza to, ze z debaty publicznej znikaja lewicowe hasla. W ostatnich wyborach wiele z nich niosl na swoich sztandarach PiS. Nawet jezeli robil to nie do konca szczerze to musial sie do nich odwolac, zeby wygrac. Piszesz, ze 'w Polsce ludzie mają zbyt duże poczucie niestabilności i lęku o przyszłość', a to jest wg mnie jeden z powodow, dla ktorych glosowali na wiecej panstwa, redystrybucje w postaci 500+, a nie np. na neoliberalna Nowoczesna.

"To dążenie zrozumiałe dla całej ludzkiej populacji, od aborygena po wieśniaka z jakiejś zapadłej rumuńskiej wioski."

Nie, to wymysł propagandy nie starszy niż 200 lat. Większość arystokracji w większości czasów i miejsc brzydziła się wszelką idea pracy.

Z kolei lud wiedział, że będzie żył w znoju, który kończy dopiero śmierć.

Chrzanisz. Każdy próbował poprawić sytuację swoją i swojej rodziny. Lud "żyjący w znoju" to brzmi bardzo obrazowo i ładnie pasuje do marksteorii, ale jako "wieśniak" z dziada pradziada wiem doskonale, że zawsze było tak, że jeden gospodarz się starał, powiększał areał, próbował nowych upraw, a inny co zarobił to przepił albo inaczej rozpuścił. Wbrew temu co opowiadają marksiści wcale nie było tak, że warunki uniemożliwiały zróżnicowanie i wszyscy tylko "tyrali we znoju". Dobry gospodarz mógł najmować pracowników, którym płacił za pracę, karmił ich i jak mój pradziadek wstawał o 4 rano i pracował razem z nimi do późnej nocy na polu. Dzięki temu stawał się powoli bogatszy a robotnicy też byli zadowoleni i nikt ich nie traktował jak śmieci. Mój pradziadek np. jeszcze przed wojną czytał prasę rolniczą i uczył się jak uzyskać jak najlepsze plony dzięki czemu powoli się bogacił. Tyle tylko, że marksiści nienawidzą bogatych nawet jeśli ci bogaci byli wcześniej biedni. Mojego pradziadka tacy jak ty nazywali kułakiem dlatego, że zaczął mieć więcej ziemi niż inni. Biednych też nienawidzicie jeśli nie chcą współpracować z waszą wizję dochodzenia do bogactwa poprzez zabieranie bogatszym. Wyjątkowo obrzydliwa ideologia.

Krzysztof Mazur

Po kilku stuleciach kapitalizmu Europa jest znacznie bogatsza od reszty świata i to pomimo socjalnych wynalazków z ostatnich dziesięcioleci. Europejscy biedacy to w skali świata bogacze. Można powiedzieć, że urodzili się w bogatej europejskiej rodzinie. Od 40 lat nierówności między społeczeństwami maleją, dzięki wprowadzeniu kapitalizmu przez kraje poza europejskie. Co w Europie wywołało antyglobalizacyjną panikę: jak to oni mogą nie być biedakami, skoro zawsze byli?

Tuż przed wojnami opiumowymi Chiny produkowały coś koło 33% globalnego pkb (teraz zdaje się niecałe 15%). Gdy skończyła się kolonialna eksploatacja Chin (przyjmuje się datę graniczną 1949 rok) produkowały mniej więcej 1% pkb. Przewagi kapitałowe bogatego zachodu wyrosły w znacznej mierze na kolonialnej eksploatacji systemu świata i pauperyzacji Chin. To renta kapitałowa za tamten czas i tamta przemoc. I tyle. Zacofanie jednych jest niezbędnym rewersem nowoczesności i zamożności innych. Tak ten system jest niestety ustawiony. Ale nie ma go co idealizować. Poprzednia wielka globalizacja skończyła się I wojną światową i rewolucją bolszewicką. To tak a propos krytyków "socjalnych wynalazków".

Przewagi kapitałowe Zachodu wynikają również z tego, ze np. USA prowadziły ostrą gospodarkę protekcyjną, kiedy same się rozwijały. Dziś kiedy są bogate narzucają krajom biednym gospodarkę wolnorynkową.
Wyzysk państw trzeciego świata nie zakończył się bynajmniej w okresie dekolonizacji.
Dzisiaj zachód ubogaca dzięki eksploatacji ekonomicznej Indonezji, Bangladeszu itp.

tia, "Europa", no.

Genialny tekst!

niestety jednostronny i ideologicny a przez to fałszywy. Choć rzeczywiście "najlepiej urodzić się w bogatej rodzinie" - ale to było zawsze, to jednak „Wystarczy tylko chcieć – to stwierdzenie pokazuje niemalże religijną wiarę, że ciężka praca i wrodzone zdolności zaprowadzą nas na sam szczyt" - na prawdę wciąż obowiazuje. A wiem to bo pracowałem w korpo wiele lat i miałem okazję widziec ściezki kariery ludzi CV gdzie miejscem urodzenia było "Stacyjkowo Kolonia" a uczelnią "Wyzsza szkoła smażenia krewetek". Ambicją, pracowitością zdobywali nie tylko stanowiska, dobre pensje, ale i szacunek podwładnych. Ciekawe, ale często obserwowałem natepujący mechanizm: Ci głodni sukcesu z niskim kapitałem społecznym, takie "głodne koty" zachodziły duzo dalej niż Ci co dano na tacy wszystko - nie chciało się tym "sytym kotom" walczyć. Rozejrzycie się wokół, poczytajcie zyciorysy kto odnosi spektakularne sukcesy? Często własnie Ci którzy urodzili sie w biedzie i chcą sobie i swiatu coś udowodnić.

Niektorzy pilkarze zarabiajacy dzisiaj miliony dorastali w fawelach. Tylko co z tego? 1 na 100 sie wybije, a reszta pozostanie nedzarzami. Jednostkowe przypadki nie zmieniaja obrazu calosci.

Lars czy swoją obserwację poczyniłeś na podstawie dwóch znajomych, którym się wyjątkowo udało, czy dysponujesz jakimiś statystykami na ten temat?

Statystykami nie dysponuję...ale ze względu na przedział czasowy pracy w korpo (17 lat) i z racji stanowiska i dostępu do dokumentów mogę mówić o kilkudziesięciu osobach z Pierdziszewa które robiły kariery wewnątrz organizacji a także, z czasem w innych firmach. Nie wspominając o znajomych znajomych gdzie takich historii słyszałem wiele. Ponieważ z częścią utrzymują wciaż kontakt towarzyski to jako przykład wspomnę o przypadku z ostatnich dni o dziewczynie która pochodząc ze wsi na wschodnich rubieżach naszej ojczyzny w której było z dziesięć chałup przeprowadza się teraz za granicę w ramach awansu na stanowisko europejskie po kilkunastu latach pracy w Polsce, ciezkiej pracy.

Czyli mówiąc prościej masz dostęp do danych wąskiej grupy osób, którym się udalo (gratulacje dla szczęśliwców).
I nie masz żadnej wiedzy o milionach mieszkańców Pierdziszewów, którzy nie pracowali w Twojej korpo...
To trochę tak jakbyś chciał pisać o epidemii dysponując tylko wiedzą o osobach z wrodzoną odpornością i nie mając żadnych danych o chorych.

W niniejszym artykule brakuje jakichkolwiek danych statystycznych, tu cytuję: "Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia."; Zwracam uwagę, na frazę "szereg badań", to bardzo ciekawy sposób argumentacji, podobny do popierania swojego stanowiska kwiecistymi "Oczywistym jest, że...", "Nie ulega wątpliwości, że..." etc. Co więcej wymagania w stosunku do publicysty powinny być jednak większe niż do autorów komentarzy, którzy z natury tego rodzaju wypowiedzi opierają się w swoich wypowiedziach na własnych doświadczeniach, najbliższym środowisku. O ile w rozmowie z komentującymi oczekiwać zatem można ciekawego spojrzenia popartego swoim własnym doświadczeniem, to od publicystów na łamach wydawałoby się poważnych tytułów, oczekiwałbym jednak więcej - przedstawienia statystyk lub przynajmniej źródeł, które mogłyby służyć uzasadnieniu danej tezy.

W niniejszym artykule brakuje jakichkolwiek danych statystycznych, tu cytuję: "Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia."; Zwracam uwagę, na frazę "szereg badań", to bardzo ciekawy sposób argumentacji, podobny do popierania swojego stanowiska kwiecistymi "Oczywistym jest, że...", "Nie ulega wątpliwości, że..." etc. Co więcej wymagania w stosunku do publicysty powinny być jednak większe niż do autorów komentarzy, którzy z natury tego rodzaju wypowiedzi opierają się w swoich wypowiedziach na własnych doświadczeniach, najbliższym środowisku. O ile w rozmowie z komentującymi oczekiwać zatem można ciekawego spojrzenia popartego swoim własnym doświadczeniem, to od publicystów na łamach wydawałoby się poważnych tytułów, oczekiwałbym jednak więcej - przedstawienia statystyk lub przynajmniej źródeł, które mogłyby służyć uzasadnieniu danej tezy.

W niniejszym artykule brakuje jakichkolwiek danych statystycznych, tu cytuję: "Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia."; Zwracam uwagę, na frazę "szereg badań", to bardzo ciekawy sposób argumentacji, podobny do popierania swojego stanowiska kwiecistymi "Oczywistym jest, że...", "Nie ulega wątpliwości, że..." etc. Co więcej wymagania w stosunku do publicysty powinny być jednak większe niż do autorów komentarzy, którzy z natury tego rodzaju wypowiedzi opierają się w swoich wypowiedziach na własnych doświadczeniach, najbliższym środowisku. O ile w rozmowie z komentującymi oczekiwać zatem można ciekawego spojrzenia popartego swoim własnym doświadczeniem, to od publicystów na łamach wydawałoby się poważnych tytułów, oczekiwałbym jednak więcej - przedstawienia statystyk lub przynajmniej źródeł, które mogłyby służyć uzasadnieniu danej tezy.

Czyli mówiąc prościej fundamentalnie nie zgadzam się z autorem że pęd do wykształcenia, pracowitość, motywacja, wytyczone cele, samodyscyplina nie mają wpływu na szanse odniesienia sukcesu.

Czyli mówiąc prościej neguję tezę tego autora że ciąg do wykształcenia, ciężka praca, motywacja, samodyscyplina, wytyczone cele nie przynoszą sukcesu!
Poczytaj może inne prace tego autora który notorycznie neguje wartość pracy:
http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/twoja-praca-nie-ma-sensu/
http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/wypalenie-zawodowe-kapitalizm-praca/
Fundamentalnie się z nim nie zgadzam.

Już były takie "pochwały lenistwa" pisane.

Nie musisz mi podsyłać linków. Czytam wszystkie teksty Fiali. Uważam, że są świetne.
Fiala nie podważa wartości pracy a jedynie podejmowania jakiegokolwiek zajęcia za jakiekolwiek pieniądze (które często polega po prostu na oszukiwaniu ludzi - np. udzielanie chwilówek) tylko po to, żeby nie umrzeć z głodu

Maciek Trybuszewski

Larsowi chodziło raczej o to że MOŻNA JEDNAK zrobić karierę pochodząc z Pierdziszewa.

Szczucie statystykami jest o tyle wątpliwe w tym przypadku, że statystyki nie przeczą tezie, że MOŻNA zrobić karierę w ten sposób. To że robi ją mniej lub więcej osób dowodzi że robi ją mniej lub więcej osób, ale niczego samo z siebie nie tłumaczy. Skoro problem jest strukturalny to jakim cudem niektórym się jednak udało? Szczęście? Tłumaczenie deus ex machina.

...tylko że te "pracowite koty" z Pierdziszewa musiały już wykonać jakąś prace aby z tego grajdoła się wydostać (nie mówię to tez cenne doświadczenie, ale czasem deprymujące i wypalające nieco już na starcie - patrząc na syte koty które już na tym starcie były o wiele dalej) i patrząc na syte koty można próbowac do nich doskoczyć i przegonić co udaje się kilku procentom lub ścigac się z nimi pół życia... a przecież nierzadko oni przy podwinięciu się nogi mają miękkie lądowanie w postaci "dobrego urodzenia" i pomocy rodziców itp... sprawa generalnie bardzo indywidualna i skomplikowana ...

Czy jeżeli organizm jakiegoś chłopca produkuje dużo testosteronu który kobiety przyciąga,czy w ramach wyrównania szans już w przedszkolu nie należałoby go trochę zestresować,żeby zaczął produkować kortyzol który kobiety odstrasza.Po to żeby inni faceci nie czuli się zdeprymowani,nie mieli depresji bo ktoś ma większe powodzenie,nie popełniali samobójstw.

Wiesz, Janie - w sumie tak. Trochę zgnojenia ukształtuje takiemu charakter.

Ja nie żartuję.Piszę to opierając na własnych obserwacjach,w średniej wielkości firmie,jeden pracownik zaczął być zazdrosny strasznie, zaczął złośliwie donosić do szefostwa,obgadywać bo jedna z klientek w ramach żartu ( mająca od lat męża i dzieci ) lubiła flirtować z jego kolegą na podobnym stanowisku a nie z nim.To jest poważny problem,którym lewica powinna się zająć,pieniądze są ważne,ale to naprawdę nie wszystko,bo problem atrakcyjności jest coraz większym zródłem nierówności.

A po czyjej stronie stanie Lewica jak tak sfrustrowany nierównością w zakresie atrakcyjności seksualnej nazwie taką kobietę dziwką,suką,szmatą.

A jak lewica zapatruje się na problem,że ktoś jest ładniejszy,przystojnieszy,bardziej atrakcyjny dla płci przeciwnej.Czy to nie jest deprymujące.

Odbierać dzieci biedakom i oddawać bogaczom!
Pomysł z janczarami wcale nie był taki głupi 😉

Moja matka jest sprzątaczką, mój ojciec całe życie na budowie. Skończyłem studia, zarabiam ponad 4000 na reke na etacie + prowadze wlasna dzialanosc w stadium poczatkowym i przynosi mi to dodatkowy dochód w okolicach 1500zł miesiecznie. Mam 25 lat. Cale zycie ojciec i matka uczyli mnie, zebym ciezko pracowal, dobrze sie uczyl i szanowal innych. Wygralem. Artykul o nieudacznikach, dla nieudaczników. Im więcej osób go przeczyta tym łatwiej będę miał w życiu 🙂

Gratulację szczere.A teraz zastanów sie nad resztą Twojej klasy z liceum.Jak potoczyły sie losy reszty?Czy większosc może pochwalić sie podobnym sukcesem?Lewica nie chce jak bełkoczą tu niektórzy równać wszystko do dołu tylko stworzyć środowisko w którym sukces będzie łatwiejszy do osiągnięcia.

Jak to jest, że Ci którym się udało patrzą z taką pogardą na tych, którym się nie udało? Obok Ciebie może być ktoś, kto wypruwał sobie żyły tak samo jak Ty, ale jednak przez brak szczęścia musi stać na kasie i Tobie sprzedawać. Nazywanie nieudacznikami tych, którzy przegrywają w wyścigu szczurów oraz tych, którzy myślą inaczej niż Ty, nie jest wyrazem szacunku do innych. Gdzieś nauka rodziców poszła w las.

Chyba widzisz to co chcesz zobaczyć. Ja w tej wypowiedzi nie widzę pogardy wobec tych, którym się nie udało, tylko wobec tych, którzy z "nie uda się" uczynili podstawę swojej filozofii życiowej. Nieudacznikiem nie jest ten komu się nie udało, tylko ten kto nie próbuje. Wątpię też, że "stanie na kasie" jest wynikiem braku szczęścia. Jeżeli ktoś naprawdę "wypruwa sobie żyły" to z dużym prawdopodobieństwem na kasie nie skończy. A jeżeli kończy, nie jest w stanie zdobyć lepszej edukacji i pracy to może pozostaje się z tym pogodzić i uznać, że do takiej akurat pracy wystarcza jego potencjał? Nie jest to żaden wstyd. Bardzo szanuję ludzi pracy, niezależnie jaką by wykonywali. Jeżeli ktoś pracuje na kasie to grunt tylko w tym by dał radę szanować siebie i miał zapewniony szacunek i godne warunki pracy ze strony pracodawcy. A jeżeli z tym drugim jest źle to jestem w pełni po stronie związków zawodowych i presji na pracodawców.

Jesteś jeszcze dzieciakiem, który zachłyśnięty powietrzem jak ptak wypuszczony z klatki, myśli że pana Boga za pięty złapał. Wiesz skąd to wiem? Bo w twojej wypowiedzi przeglądam się jak w zwierciadle. Też tak myślałem, mówiłem i czułem, 20 lat później będziesz zupełnie w innym miejscu (niekoniecznie w tym, w którym wydaje się tobie, że będziesz) i zupełnie inaczej na to patrzeć.

I co panem życia zostałeś? Praca w korpo plus własna działalność. Kiedy śpisz królu? Zarabiasz tyle co urzędnik średniego szczebla w byle urzędzie centralnym. I uważasz to za wielki sukces. Popracuj jeszcze nad rozumieniem tego co czytasz, bo chyba nie jesteś jednak częścią merytokratycznej oligarchii, a zaledwie nieświadomym wyrobnikiem, którego systemowo ukształtowano tak, by nie myślał o buncie, a to niepewną pracę uważał za szczyt szczęścia. Skoroś taki bogacz, to kup jacht i śmigłowiec. Młody jesteś to będziesz miał radość wielką.

Cóż, są tacy, których usatysfakcjonowałoby jedynie obsługiwanie gilotyny 🙂

No szczyt szczęścia te Twoje 4000. Gdy tylko pracodawca znajdzie kogoś tańszego na Twoje miejsce, przestaniesz się cieszyć. Nie mówiąc już o tych, którzy tylko z racji urodzenia w bogatszej rodzinie, za 4000 nawet by z łóżka nie wstali. Zupełnie serio myślisz, że ogromne pieniądze są dziś tam, gdzie ciężka praca? Popatrz na banki, na giełdy, czy na przemysł rozrywkowy (najbardziej dochodowy zaraz po zbrojeniowym w USA). No "napracują" się tam ludzie, jak nie wiem co. Nie wątpię, że Twoi rodzice szczerze wierzyli w to, co Ci przekazywali. Jednak żyją w innej epoce i nie rozumieją współczesnego świata. Ile musieli poświęcić, byś mógł skończyć studia? I po co? Żebyś się podniecał niecałym 1000 euro miesięcznie na jakimś etacie? Niezłe poczucie humoru...

Nie no oczywiście praca jest bezsensu. Ważne jest tylko by państwo dało 2k ojro zasiłku tym którzy gardza robotą.

Ten komentarz jest najlepszym przykładem toksyczności lewicowego myślenia. Masz problem z tym, że ktoś kto wg. ideolo "powinien" być Twoim sojusznikiem ideowym, nie chce "zrozumieć", że jest "klasą uciskaną", solidaryzować się we wściekłym klasowym wrzasku i mówi: "a ja osiągnąłem to i to i jestem zadowolony". Więc zasypujesz go szyderstwem, deprecjonujesz to co uważa za sukces. To pokazuje jak bardzo w lewicowość wpisana jest pogarda i przedmiotowe podejście do ludzi. Człowiek biedny to dla was sojusznik tylko wtedy jeżeli można go wykorzystać dla swojej ideologii, w przeciwnym razie to przedmiot pogardy i drwiny, a w najlepszym razie protekcjonalnego pokiwania głową nad nieoświeconym "prostaczkiem".

Jezeli lewica traktuje ludzi przedmiotowo to co powiedziec o prawicy? Slow brakuje.

A tymczasem zarząd Play dostanie 400 milionów z okazji wejścia na giełdę. A ludzie się cieszą z 4000 zł... bez komentarza... http://gsmonline.pl/newsy/zarzad-play-wynagrodzenie-ipo

Faktycznie nie komentuj, bo jak widać niczego nie zrozumiałeś.

Eugeniusz, pokazał na swoim przykładzie, że indywidualny wysiłek może mieć sens wbrew skrajnej i jednostronnej tezie artykułu, że wszelkie możliwości awansu są zablokowane przez bariery strukturalne. Można się spierać czy wymienione przez niego pieniądze to szczyt marzeń. Odnosząc się do realiów i jego wieku wydaje się, że nie jest źle. Piszesz, że banki giełda rozrywka to ogromne pieniądze tak to prawda. Ale nie widzę związku między ogromnymi pieniędzmi tam i brakiem możliwości awansu społecznego czy materialnego. To, że taki rozdźwięk istnieje nie jest niczym nowym. Ale wbrew czarnowidztwu autora, potrafię dostrzec w Polsce istotną zmianę społeczną i ludzi, którzy w kilka lat przeskoczyli status społeczny swoich rodziców. Poza publicystyczną tezą autora, wcale nie więcej wartą od auto przykładu Eugeniusza, nie widzę jakiegoś twardego uzasadnienia dla treści zawartej w artykule. Przynajmniej na gruncie polskim.

Po pierwsze nie wiem czy Eugeniusz mówi prawdę (ja mogę opowiadać, ze w domu mam gęś na złotym łańcuchu). Ale nawet jeśli to jest jedynie przykładem, że nie którym się udaje. Ale to w najmniejszym stopniu nie wpływa na ogólną tendencję. To, że od czasu do czasu urodzi się jakiś albinos nie oznacza, że każdy ma szansę urodzić się albinosem.

Tak zapewne Eugeniusz zarabiając 1000 zł i pracując 200h/miesiąc dowartościowuje się w ten sposób. Chciałem powiedzieć, że wartość poznawcza komentarza Eugeniusza wcale nie jest mniejsza niż tego artykułu. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z jednostkowym przykładem. W drugim z publicystyczną tezą opartą na poglądzie autora, że jest tylko źle również nie popartym żadną konkretną statystyką, np. jaka jest proporcja Eugeniuszy, do tych którzy z jakiś przyczyn nie zaliczyli awansu. Ja również takiej statystyki nie znam. Ale całe miasteczko Wilanów to jakieś kilkadziesiąt tysięcy ludzi. W większości jednak z awansu społecznego.

Chyba coś Ci się pomyliło.
Eugeniusz napisal, że zarabia na rekę 4000 + 1500.
Nie wiem jak dla Ciebie ale ponad połowy Polakow (dominanta!) to sa zarobki trzymiesieczne.
No tak, cała Polska miasteczkiem Wilanow stoi. Jak to dobrze, ze nie mamy już tych biednych wsi i Specjalnych Stref Ekonomicznego Wyzysku i że jużnikt nie pracuje na śmieciówkach.

To było ironiczne nawiązanie do twojego domniemania, że Eugeniusz może nie mówić prawdy. Tak jak piszesz dominanta zarobków statystycznego Polaka jest wciąż niekoniecznie zadowalająca. Owszem daleko w porównaniu do bogatych krajów Zachodu. Niemniej wzrasta. Przypomnę, że nie tak dawno, w systemie istniejącym w opozycji do kapitalizmu, który przynajmniej w założeniach znosił bariery strukturalne tego ostatniego przypadało 3 obywateli na 1 rolkę papieru toaletowego. Być może w Polsce barier strukturalnych statystyczny Polak jeździ 14 letnim niemieckim oplem, ale przynajmniej na brak papieru nie narzeka. Co więcej z jakiś przyczyn woli być Eugeniuszem nawet jeśli narzeka i niezbyt chce podążać drogami wskazywanymi przez lewicę.

Ort: "Niektórym". Przepraszam, a miałoby się udawać wszystkim? Zresztą co to znaczy "udaje" - mało kto zostanie Billem Gatesem i spośród tych z lepszym i z gorszym kapitałem społecznym. Sukcesem może być osiągnięcie średniego pułapu dochodów, jeżeli ktoś startował z poziomu jakiejś strasznej dziury, choć rozumiem, że nie jest to taki spektakularny sukces jak gonienie z widłami i pochodnią na dom Billa Gatesa i obrabanie po drodze supermarketów z paczek z chipsami i piwa.

Świadomość, że ma się gorszy start powinna być motywatorem a nie paliwem do utwierdzania w wyuczonej bezradności. To jakby twierdzić, że nie ma sensu się odchudzać, jeżeli jestem gruby i moi rodzice są grubi, a kolega jest szczupły i jego rodzice są szczupli.

Wszystkie grubasy to obżartuchy i lenie którym nie chce się wyjść ze strefy komfortu na siłownię!

Wirklicher Geheimrat

Na marginesie: we wspomnianej "The Rise of Meritocracy" Young stworzył samo słowo "merytokracja" z intencją satyryczną, potem dopiero pojęcie zostało przejęte przez liberalne/konserwatywne partie, ekonomistów i socjologię funkcjonalną jako piękna idea. A sama książka była wymierzona głownie w Partię Pracy, która zaczęła wtedy powoli odchodzić od polityki solidarnościowej (powszechna opieka zdr, uzwiązkowienie, negocjacje zbiorowe itd.) na rzecz technokratycznego zarządzania nierównościami (btw, książka została wydana w 58, a nie 54 roku).
W Polsce czy szerzej w Europie Wsch. krytyka merytokracji jest jeszcze niezrozumiała dla wielu (szczególnie z szeroko pojętej klasy śr), bo wciąż istnieje tu dosyć wysoka premia za wykształcenie, która znikła w większości krajów rozwiniętych (autor pisze z perspektywy czeskiej, której jednak jest bliższa Niemcom niż Polsce czy Rumuni). Z drugiej strony mit merytokratyczny też zaczyna tu kruszeć, ale jako że przez lata jedyny zrozumiały język krytyki był prawicowy, sprzeciw przyjmuje formę albo autorytarnego solidaryzmu, albo społecznego sadyzmu, czyli skrupulatnego pilnowania, aby inni, a szczególnie słabsi, na pewno mieli gorzej od mnie.

Niestety, artykuł ten to jeden wielki fałsz:
"Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia" - generalizujące i jednostronne (warto zaznaczyć, że ktoś kompletnie zapomniał o podaniu źródła tych "badań"). Sam pochodzę z rodziny dość ubogiej - w domu nigdy nie brakowało na jedzenie, ale materialnie byłem zawsze daleko w tyle za większością znajomych z czasów szkolnych. A teraz coś sprawiło, że wylądowałem w dobrze płatnej pracy, która daje mi dużo czasu wolnego na dalszy rozwój osobisty. Czym było to coś? Po prostu się wykazałem. Czy mój przypadek tworzy jakąś regułę? Nie. Ale zaprzecza kłamliwej tezie, że "nie da się".
"Dzieci dobrze sytuowanych rodziców już na start mają większy kapitał społeczny i kulturowy, lepsze warunki rozwoju i co za tym idzie większe szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu – nie mówiąc o kontaktach i znajomościach" - to chyba zbyt skrajnie oczywista teza jak na magazyn pozujący na poważną publicystykę? Miło Wam rzucać takie populistyczne hasła, szkoda tylko, że nie idziecie tym tropem krok dalej - przecież ci dobrze sytuowani rodzice też musieli na siebie zapracować, to nie są pieniądze z nieba. A jak nie oni, to ich rodzice. A skoro sami na siebie zapracowali, to mają święte prawo przeznaczyć swoje pieniądze na swoje potomstwo (albo na kogokolwiek innego).
Generalnie socjaliści bardzo by chcieli bym, jako osoba pochodząca z biedniejszych warstw, czuł się uciśniony przez podłych kapitalistów. Niestety, nie mają na co liczyć, ponieważ jako indywidualista wziąłem swój los w swoje ręce i wyszedłem na swoje. A kapitalizm to system gospodarczy najbliższy ideałowi spośród wszystkich jak dotąd wymyślonych.

"A skoro sami na siebie zapracowali, to mają święte prawo przeznaczyć swoje pieniądze na swoje potomstwo (albo na kogokolwiek innego)."

No właśnie nie. Ich dzieci mają, a w każdym razie powinny mieć, święty obowiązek zapłacenia wysokich podatków spadkowych, z których państwo mogłoby coś dać wszystkim. Bo jesteśmy społeczeństwem równych ludzi z prawem do godnego życia, nie dziczą, w której bogacze z klasy próżniaczej żyją leniwie z cudzej pracy, a reszta cierpi biedę.

Podejście do spadków jest najbardziej niezrozumiałą dla mnie częścią ideologii środowisk wolnościowych. Środowiska te z kultywują wizerunek self-made mana, człowieka który doszedł do wszystkiego własną pracą, a jeżeli cokolwiek dostał to zawsze wędkę, nigdy rybę - dostawanie czegoś za darmo bowiem deprawuje i uczy lenistwa.

Chyba że spadek. Ryba w spadku zawsze lepsza od państwowej wędki.

Moja babcia pracowała przez 40 lat w urzędzie. Samotna kobieta z dwojgiem dzieci, niska pensja, małe mieszkanko spółdzielcze za które przez te lata spłacała kredyt spółdzielczy. Przez 40lat prawie nie opuściła dnia pracy, nie brała urlopu, często brała pracę do domu - po prostu tytan pracy pod każdym możliwym względem. Jakoś po momencie transformacji ustrojowej pojawiła się możliwość wykupu mieszkań na własność, więc babcia spłaciła kredyt i wykupiła mieszkanie. Kiedy babcia umrze (oby żyła jak najdłużej) jej mieszkanie odziedziczy moja mama. Pytanie brzmi na jakiej podstawie i jakim prawem uważasz, że masz jakiekolwiek prawo ingerować w tą relację pomiędzy rodzicem który pracował całe życie na państwowej posadzie a jego dzieckiem? Jakie masz prawo do chociaż złotówki z tych pieniędzy? Te wszystkie próby szukania uzasadnień są wyraźnie sztuczne. Państwowa edukacja? Owszem babcia przerobiła okupacyjne komplety starając nie dać się zabić, a potem skończyła ośmiolatkę. Jeżeli darmowa edukacja ma być źródłem zobowiązań, to należałoby wcześniej zabronić studentom opuszczania kraju dopóki nie odpracują studiów. A może moja mama nie zasłużyła na te pieniądze? Śpiąc miesiącami na gołym betonie, znosząc obniżony standard życia wynikającego z tego, że matka uczciwie płaci wszystkie rachunki?

Ty po prostu nie rozumiesz znaczenia więzi: rodzic - dziecko, nie tylko emocjonalnego, ale także społecznego i ekonomicznego. Nie wiesz co to jest pomagać rodzicom w pracy na każdym kroku i partycypować nie tylko w korzyściach ale i ciężarach. Uczepiłeś się jakichś kalk wizerunku burżuja obiboka, co palcem nie kiwnął tylko się urodził Kulczykiem więc jak się nudzi to kupuje maserati w innym kolorze. Większość ludzi, którzy coś mają to nie są Kulczykowie, tylko raczej ludzie, którzy za dzieciaki biegali z torbą z kostkami z masłem i pomagali rodzicom w pracy. Sam taki byłem to wiem najlepiej. Dlatego nie dostaje się niczego "za darmo". Kiedy ktoś naprawdę ciężko pracuje i prowadzi firmę to często pracuje przy tym cała rodzina. I jedynym uczciwym rozwiązaniem jest, że to rodzina ma prawo do tego majątku.

Powiedzmy,że ktoś majakieś pieniądze,ale nie ma znajomości.Jego dzieci bez znajomości nie poradziły sobie ze znalezieniem zgodnej ze swoim wykształceniem ( nie każdy musi i powinien robić biznesy ) to chyba wolałby mieć wolność przekazania majątku swoim dzieciom a nie cudzym.

Ale jak to? Przecież każdy jest kowalem swojego losu i jeśli tylko wyjdzie ze strefy komfortu to odniesie sukces - bez pieniędzy i bez znajomości. Przykłady (z pierwszej ręki) można znaleźć w komentarzach. Więc o co chodzi?

Czy ta toksyczność tej ideologii,według której każdy jest tak samo fajny nie doprowadziła np.do tego wszyscy skończyli skończyli studia ( większość nie wie po co).Załóżmy więc,że się już dobiorą Lewicowcy do tych spadków zostawionych przez krezusów,rozkułaczą ich dzieci,tylko jaki będzie następny etap tej walki o równość.Bo wbrew rewolucyjnym nastrojom to większość ludzi wygodniej nigdy w historii nie żyła.

Dlatego taki spór między Korwinistami a misjonarzami Lewicy nie ma żadnego sensu.Była potrzeba wyjścia z gospodarki PRL to pojawiła ustawa Wilczka,L.Balcerowicz walczący z inflacją itd.Ludzie zapragnęli więcej socjalu to pojawił się PIS z programem 500 plus.
Natomiast bardzo mnie przeraża w ideowym lewicowym myśleniu ten żal do rzeczywistości,że nie każdy jest tak samo fajny,mądry ( niekoniecznie zaradny finansowo) itd. ładny.To jak ktoś napisał świadczy ogromnej toksyczności ideologii.

Środowiska wolnościowe chciałyby wolności.Chyba wchodzi w to również możliwość przekazania majątku swoim dzieciom.Po co inaczej by go gromadzić.

Slwstr, Twoja postawa jest obrzydliwa. Spójrz na sprawę pod kątem czysto moralnym, nie pod kątem tego, że jesteś leniwy i chciałbyś dorwać się do pieniędzy bogatszych od siebie. Tak jak ktoś już zauważył, pieniądze ze spadku były już raz opodatkowane - w chwili ich zarobienia. Ponowne ich opodatkowanie to socjalistyczne złodziejstwo wynikające z zawiści do ludzi, którym się udało. Człowiek, który wypracował sobie dane pieniądze i zapłacił od nich podatek dochodowy, ma wszelkie prawo robić z nimi, co mu się żywnie podoba. Może kupić wóz gnoju i się w nim taplać, a może też zainwestować w rozwój swojego potomstwa - po prostu samemu nieść pomoc innym, bez socjalistycznej pomocy centralnie planowanej.
Czym rożni się człowiek, który pieniądze na edukację zdobył przez spadek od tego, któremu rodzice pomagają za nie zapłacić? Bo z Twojej logiki wynika, że ten pierwszy ma zostać ukarany dlatego, że ktoś w jego rodzinie umarł. I pieniądze, które ten ktoś oszczędzał na szczytny cel jakim jest edukacja potomstwa, pójdą teraz do losowych ludzi - niektórych potrzebujących, innych leniwych.
Wierzę w równość, to piękna idea. Polega ona na tym, że wszyscy mamy równe prawo zarówno do bogacenia się, jak i siedzenia na tyłku. Równość nie polega na tym, żeby jeden harował, drugi nic nie robił, a potem obaj byli prawnie zmuszeni do dzielenia się dochodem po równo.

"Tak jak ktoś już zauważył, pieniądze ze spadku były już raz opodatkowane - w chwili ich zarobienia. Ponowne ich opodatkowanie to socjalistyczne złodziejstwo wynikające z zawiści do ludzi, którym się udało."

Ale że jak, jest jakaś zasada mówiąca że pieniądz można opodatkować tylko raz? Na przykład "po jedenaste, nie będziesz po wielokroć opodatkowywać srebrnika". Nie ma i nigdy nie było. Zarabiasz pieniądze, płacisz od nich podatek dochodowy. Kupujesz buty za te pieniądze, płacisz VAT. Szewc za zarobione pieniądze odprowadza podatek. Szewc kupuje wódkę, płaci podatek i akcyzę. Tak działa system podatkowy i rozpatrywanie tego w kategoriach moralności ("złodziejstwo"), delikatnie mówiąc, nie prowadzi do żadnych rozsądnych wniosków.

Moment. Opodatkowanie zgodnie z konstytucją i zasadami demokratycznego państwa prawa musi być racjonalne uzasadnione i proporcjonalne. To nie jest tak jak próbujesz to przedstawić: "a jak mi się zechce to opodatkuje sobie to samo 8 razy i kto mi co zrobi?". Pomiędzy zdarzeniem będącym źródłem opodatkowania a tym podatkiem musi istnieć adekwatny związek przyczynowo-skutkowy. Dlatego opodatkowujemy dochód (zarobiłeś - płać), opodatkowujemy obrót (VAT), czy opodatkowujemy np posiadanie gruntu (podatek od nieruchomości). Tymczasem przy opodatkowywaniu przekazania majątku przez rodzica dziecku, za życia czy po śmierci jedynym źródłem zobowiązania podatkowego miałoby być to, że ktoś umarł, albo samo przejście majątku w obrębie rodziny. To jest zdecydowanie zbyt mało, żeby z samego tego faktu wyciągać obowiązek daniny. Więź rodzinna i pokoleniowa ma większe znaczenie a rodzina jest pod ochroną konstytucyjną w Polsce. I bardzo dobrze, że tak jest.

Piszesz: "tak działa system podatkowy i rozpatrywanie tego w kategoriach moralności ("złodziejstwo"), delikatnie mówiąc, nie prowadzi do żadnych rozsądnych wniosków."

A całe dążenie lewicy do redystrybucji i zwiększania obciążeń podatkowych to przypadkiem nie jest wywodzone właśnie z kategorii moralnych? "Daj więcej biedniejszym, bo tak jest moralniej"? Sam sobie zaprzeczasz. Poza tym jeżeli "tak działa system podatkowy" to zwracam Ci uwagę, że w obecnie obowiązującym systemie podatkowym darowizny i spadki w grupie zerowej (rodzice, dzieci, wnuki) są wolne od opodatkowania. Więc jeżeli jesteś legalistą ("tak działa system podatkowy") i odrzucasz kategorie moralne w podejściu do systemu (bo "delikatnie mówiąc nie prowadzą do rozsądnych wniosków") to pozostaje Ci tylko zaakceptować, że dzieci nie będą płacić podatków na chciwych lewaków, którzy nie uczestniczyli w żadnym stopniu w wypracowaniu majątku ich rodziców.

"To jest zdecydowanie zbyt mało". Jaka jest różnica między wynagrodzeniem a darowizną spadkiem? Dlaczego jak zarobiłem mam płacić a jak dostanę to nie? Dlaczego podatek spadkowy kłóci się z ochroną konstytucyjną? Jakoś społeczeństwa z większym doświadczeniem z kapitalizmem nie mają z tym problemu.

"A całe dążenie lewicy do redystrybucji i zwiększania obciążeń podatkowych to przypadkiem nie jest wywodzone właśnie z kategorii moralnych?" Nie odpowiadam za całą lewicę, ale uważam że tak, motywowanie polityki fiskalnej moralnością prowadzi donikąd. Redystrybucja i progresja podatkowa przekłada się na wymierne korzyści dla (prawie) całego społeczeństwa.

A co do chciwych lewaków, obawiam się że mieli o wiele większy udział niż to się wydaje. Wspomnijmy tylko wykształcenie na państwowych uniwersytetach.

"Dlaczego jak zarobiłem mam płacić a jak dostanę to nie?"

Dlatego, że jak zarobiłeś to płacisz pierwszy raz, a jak dostajesz to masz zapłacić drugi raz od tego samego majątku od którego już odprowadzono podatek. Przytaczanie wyjątków od reguły (raje podatkowe, dochody z nieujawnionych źródeł) nie zmienia faktu, że większość majątku jaki ludzie gromadzą pochodzi ze źródeł jawnych czyli został już (przynajmniej raz) opodatkowany. Możesz iść w zaparte i sobie używać konstrukcji: "a ja chcę żeby trzeba było płacić i dziesięć razy jak ktoś jest bogatszy ode mnie, i co?", pytanie ile osób się z tym stanowiskiem zgadza? Masz jakieś badania? Bo moim zdaniem w powszechnym odczuciu społecznym to nie jest sprawiedliwe.

"Dlaczego podatek spadkowy kłóci się z ochroną konstytucyjną?"

Dlatego, że: "rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".
(art. 18 Konstytucji RP)

"Redystrybucja i progresja podatkowa przekłada się na wymierne korzyści dla (prawie) całego społeczeństwa".

Lewak i jego teoria urawniłowki zawsze wiedzą lepiej, co? To łap:

"Rz: Obecnie państwo mało korzysta na przepływie majątku w rodzinie. Co do zasady darowizny i spadki wśród najbliższych podlegają zwolnieniu bez względu na ich wartość. W konsekwencji rodzic może obdarować dziecko nawet milionem złotych praktycznie bez złotówki podatku. Czy to zwolnienie dla tzw. zerowej grupy to rozwiązanie dobre i sprawiedliwe?

Stefan Babiarz sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego: Faktycznie, niedługo będzie dziesięć lat, jak to zwolnienie obowiązuje. To dobry moment, żeby o nim porozmawiać. Z tego, co pamiętam, przy wprowadzaniu tego zwolnienia podatkowego od 1 stycznia 2007 r. ujemne skutki finansowe projektowanej regulacji oceniono docelowo na kwotę od 150 do 190 mln zł. Przeprowadzone analizy wskazywały, iż zniesienie opodatkowania nabycia majątku przez podatników grupy zerowej oznaczać będzie zmniejszenie o 65–70 proc. dotychczasowych dochodów budżetów gmin z tego źródła, a więc podatku od spadków i darowizn. Z moich informacji wynika jednak, że w okresie obowiązywania zwolnienia skutki ujemne nie wystąpiły.

Rz: Czyli wielkich strat nie ma?

Stefan Babiarz: Tak, wpływy z podatku od spadków i darowizn w okresie obowiązywania tego zwolnienia nie zmniejszyły się w sposób istotny. To, a także uszczelnienie przepisów ustawy w okresie obowiązywania tego zwolnienia (ok. dziewięciu nowelizacji ) utwierdza mnie w przekonaniu, że los tego zwolnienia nie jest zagrożony.

Trzeba też zwrócić uwagę, że zwolnienie to ma w polskiej rzeczywistości głębokie uzasadnienie. Pisałem o tym w pierwszym wydaniu monografii „Spadek i darowizna w prawie cywilnym i podatkowym". Chodzi o to, że odgrywa ono stymulującą rolę w regulowaniu własności, co w polskiej rzeczywistości było zawsze problemem. Podatnicy bowiem zdają sobie sprawę z tego, że zwolnienie podatkowe może się kiedyś skończyć. Zmusza więc ono do regulowania stosunków prawnych związanych z nabywanym majątkiem. Myślę, że także ta okoliczność miała dobry wpływ na zwiększenie się przychodów gmin z tego podatku i tym samym zapobiegła zmniejszeniu się wpływów z niego".

"Dlatego, że jak zarobiłeś to płacisz pierwszy raz, a jak dostajesz to masz zapłacić drugi raz od tego samego majątku od którego już odprowadzono podatek."

Jak chcę zarobić na buty, to od zarobionych pieniędzy płacę PIT, a od wydanych płacę VAT, mimo że to te same pieniądze. Pomijając to że w przypadku darowizny, podatek płaci obdarowany, więc to jest jakby "pierwsze" opodatkowanie.

"Jak chcę zarobić na buty, to od zarobionych pieniędzy płacę PIT, a od wydanych płacę VAT, mimo że to te same pieniądze."

I czego to ma dowodzić? Jak dostanę w spadku pieniądze a potem za te pieniądze kupię buty to też zapłacę VAT. Czyli postulujesz po prostu jeszcze jedno dodatkowe "karne" opodatkowanie z sam transfer majątku w obrębie rodziny. A to jak napisałem powyżej i nie zgadza się ze społecznym poczuciem sprawiedliwości i ignoruje szczególną specyfikę instytucji rodziny. I jest nieskuteczne fiskalne jeżeli jak widać wprowadzenie zwolnienia nie spowodowało znaczącego spadków wpływów do budżetu.

"Pomijając to że w przypadku darowizny, podatek płaci obdarowany, więc to jest jakby "pierwsze" opodatkowanie."

Jakby nie. Bo to jest w dalszym ciągu majątek. Chcesz podatków od osoby, nie od majątku to postuluj "pogłowne".

Ale przecież nikt nie proponuje podatku od KAŻDEGO spadku - nawet Zandberg chce zostawić milion kwoty wolnej od podatku spadkowego. Czyli mieszkanie w Warszawie lub kilkunastoohektarowe gospodarstwo rolne podatku tego nie zapłaci.

Bardzo łaskawe Alu Wilk. Bardzo łaskawe. Dobry pan ten Zandberg. Zdajesz sobie sprawę, że dom w Warszawie albo Trójmieście już wartością tą bańkę przekracza? Poza tym jak wynika z powyższej wypowiedzi sędziego NSA zwolnienie od podatku nie spowodowało spadku wpływów do budżetu.

"Ponowne ich opodatkowanie to socjalistyczne złodziejstwo wynikające z zawiści do ludzi, którym się udało. "

Otóż nie. Poczucie, że niektórzy zakumulowali bogactwa zbyt duże, by to było dobre dla całego społeczeństwa i należy temu przeciwdziałać jest bardzo stara i różne metody jej przeciwdziałania są znane w historii i kulturze.
Przykładem jest na przykład tzw. "rok jubileuszowy" zwyczaj funkcjonujący w kulturze semickej przed 2 tysiącami lat. Na bazie tego mocno zakorzenionego ta zwyczaju co kilkadzisiąt lat bogaci byli zobowiązani rozdać przynajmniej część swjego bogactwa, ziemi, bydła itd - co wynikało z przekonania, że to bogactwo im się w dużej mierze "przydarzyło" a dalsze akumulowanie - kosmicznie łatwiejsze dla już bogatych - doprowadzi do nieszczęść.

" Tak jak ktoś już zauważył, pieniądze ze spadku były już raz opodatkowane - w chwili ich zarobienia."

Twierdzenie wątpliwe biorąc pod uwagę popularność rajów podatkowych. Chyba, że chodzi Ci o jakieś drobne kwoty uciułanych ciężką pracą najemną. Ale te zazwyczaj nie podlegają podatkowi spadkowemu.

Co to za brednie? To wszystkie dochody jakie ludzie w Polsce uzyskują dzielą się tylko na dwie kategorie:
- uciułane z "cięzkiej pracy najmnej" i
- przepuszczone przez "raje podatkowe"?

Poważnie? Chyba trolujesz, bo nie wierzę, że ktoś myśli, że miliony Polaków korzystają z jakichś skomplikowanych konstrukcji offshore. Przecież tego się nie da tak łatwo zrobić, a w sytuacji kiedy od kilku ostatnich lat RP zawarła dziesiątki umów bilateralnych z krajami typu Cypr, w ogóle nie ma o czym mówić. Szermujecie tymi "rajami podatkowymi" nie mając w praktyce pojęcia o co chodzi i jak trudno jest takie konstrukcje obronić przed administracją skarbową.

Stosujesz odpowiedzialność zbiorową w całej jej obrzydliwości. Ponieważ jeden na iluś tam ukradł, albo nie zapłacił podatku to dowalmy wszystkim, żeby mu się nie upiekło. Wolisz "ukarać niewinnych" niż żeby winnemu się udało. Sprawdziłbyś się w rewolucyjnym aparacie przymusu. Rzekoma powszechność "rajów podatkowych" to kolejna racjonalizacja zwykłe wulgarnej chęci zabrania bogatszym od siebie.

Przeważająca część dochodów ludzi - en gross - to renta z kapitału, nieruchomości, wszelkiego typu renty wynikające z pozycji w przedzsiębiorstwie/strukturach (bo wynagrodzenia rzędu 40,50 tys. miesięcznie to nie jest wynagrodzenie za pracę, tylko renta za miejsce w strukturze, czasem związana z ryzykiem, ale tylko ryzykiem, odpowiedzialności)
Nie mam przed oczami danych, ale w skali światowej, w wartościach bezwzględnych, zdaje się tylko 25 % wszystkich dochodów, jeśli nie mniej to dochody uzyskane z tak zwanej pracy.
Dlatego, gdy rozmawia się o warunkach życia i prawie do bogactwa, należy mieć na uwadze strukturę własności kapitału.
Rozmawaianie o rynku pracy, z pewnej perspektywy to mydlenie oczu i temat zastępczy.

Nie ma nic złego w tym, że ktoś uzyskuje dochód z kapitału, a nie z pracy o ile wcześniej doszedł do tego kapitału drogą legalną. Nie zdajesz sobie chyba sprawy jak wiele osób planuje swoją przyszłość na zasadzie pracuję, żeby osiągnąć pewien pułap a potem z tego żyję. To jest układ akceptowany także przez osoby, które tego kapitału nie mają ale chcą spróbować go zdobyć. To obrzydzenie lewicy wobec życia z kapitału a nie z pracy jest skazane na porażkę tym bardziej, że wobec rosnącej nieuchronnie mechanizacji i robotyzacji zapotrzebowanie na pracę będzie coraz mniejsze.

@"Tak jak ktoś już zauważył, pieniądze ze spadku były już raz opodatkowane - w chwili ich zarobienia."
Biorąc pod uwagę popularność rajów podatkowych to twierdzenie jest wątpliwe. Chyba, że chodzi Ci o jakieś niewielkie kwoty, ale takie zazwyczaj są zwolnione.

ja bym szerzej wyszedł z tym i innymi lewicoiwymi pomysłami, koniecznie! Wtedy mozna by mieć pewność że lewica i za 500 lat bedzie pod progiem

A z czego konkretnie wywodzisz, że nie mają prawa przekazać wypracowanego przez siebie majątku swoim dzieciom? Przypominam, że ten majątek już raz został opodatkowany. Nie ma żadnego uzasadnienia, żebyś miał prawo opodatkowywać go ponownie. Każdy ma prawo wyboru, może pracować ciężej i dzięki temu coś przekazać dzieciom, albo dać sobie na luz i żyć na lajcie. Obydwie decyzje są dobre, o ile łączą się z osobistą odpowiedzialnością za dokonany wybór i jego konsekwencje. Ale ty chcesz żyć na lajcie a potem zgarnąć majątek tych, którzy starali się bardziej. Poza tym nie możesz znieść tego, że życie zawiera w sobie element losowy i tak cię wkurza, że ktoś coś uzyskał chociaż "nie zasłużył", że wolisz ukarać tych którzy naprawdę coś sobie wypracowali niż pozwolić, żeby temu pieprzonemu farciarzowi się upiekło. To jest zwykła zawiść, naprawdę nie ma udawać, że to cokolwiek innego.

Jesteśmy społeczeństwem "równych" ludzi, ale równość polega na tym, że jesteśmy równi wobec prawa, a nie, że wszyscy mamy mieć to samo.

Dobry tekst. Szkoda że zabrakło odniesień do badań prowadzonych nad tgm na całym świecie. W USA prowadzono badanis nad milionerami od początków XXw. I w latach50-tych okazało że sen dię skończył. Przeważająxa wuększość urodziła się nimi. Coraz więcej pracy trzeba włożyć by utrzymsć się na powierzchni.

A moim zdaniem teskt jest bardzo ogolnikowy i pobiezny. Nie uwzglednia chocby tego ze ludzie bez koneksji musza sie starac i rywalizowac i to mocno bolp istnieje przepasc miedzy dobra praca w okolicach sredniej krajowej a praca czastkowa na smieciowkach ponizej minimalnego wynagrodzenia. Posrodku nie ma nic bo te miejsca pracy zostaly wyrugowane. Nie da sie niestety pracowac na tzw. Luzie i w zamian zarabiac troche mniej. Takiej opcji niestety nie ma. A feudalizm i nepotyzm kochaja tu niestety prawie wszyscy 🙁

NiemaTakiegoNumeru

Wszystkim, którzy tu weszli napisać komentarz z perspektywy własnego doświadczenia: nie męczcie się z udowodnianiem że ten artykuł pisany w jakimś skłocie jest błędny. Też pochodzę z biednej rodziny i jakoś nie przeszkodziło mi to w ukończenia studiów na stypendiach w kraju, a obecnie robienia doktoratu w prestiżowym programie za granicą.

Moja dziewczyna urodziła się w biednej rodzinie, nie przeszkodziło jej to w ukończeniu studiów, zajmowania wysokiego stanowiska w międzynarodowej korporacji (reeee, praca w korpo to przegryw, lepiej biedować w naszym kolektywie spożywczym) i otwarcia własnej firmy doradczej.

Większość z tu komentujących to ludzie, którym samym się nie chce pracować, którzy czekają na "dochód gwarantowany" jak na mesjasza (bo w innego nie wierzę). Na domiar złego chcią jeszcze innych wciągnać do swojego bagna.

Ale spójrz wprawdzie w oczy - czy bez socjalnych rozwiązań by się udało? Bo jednak dzięki nim mieliście dostęp do relatywnej dobrej szkoły, która zdołała Was przygotować na etap studiów. A że wszystkie ważniejsze wyższe uczelnie są na dziennych bezpłatne, dzięki czemu odpada konieczność płacenia wysokich czesnych, a nawet pozwalają na stypendia socjalne. Polska jest państwem relatywnie egalitarnym, gdzie awans społeczny jest(było?) łatwiejsze niż gdzie indziej.

Jest jednak mnóstwo miejsc na świecie, gdzie o takich możliwościach jak tu w Polsce można pomarzyć. Dzieciak rodzi się w biednej rodzinie i jest skazane na egzystowania dzień na co dzień, nieraz żywiąc się skromnie, a szkoła i darmowe lecznictwo to abstrakcja. Po prostu nie ma warunków na awans, a ciężka praca skutkuje jedynie przeżyciem od pierwszego do pierwszego.

Gratuluję Tobie i Twojej dziewczynie sukcesu. Bez ironii.

Pewnie wiesz dlaczego chcą wciągnąc innych do swojego bagna? Bo ci wciągnięci będą potem dożywotnimi wyborcami lewicy. To skrajny obrzydliwy cynizm tego środowiska.

To chyba oczywiste, że decydują znajomości. I normalne. Tak, normalne! Gdy mam do obsadzenia stanowisko, najpierw szukam odpowiedniej osoby wśród tych, które znam, zamiast organizować kosztowną rekrutację.

Pod względm przekazywania dóbr materialnych sprawa jest oczywiście złożona i można by o niej dyskutować godzinami. Ale jedną z podstaw,które dziedziczą zamożne dzieci po swoich rodzicach są przede wszysktim zasoby niematerialne. Wsparcie, świadomość pieniądza i umiejetnosc zarzadzania nim, doswiadczenie w prowadzeniu prywatnych firm czy sposób myślenia o pracy i zarabianu, często gospodarność i intuicję. Z kasą jest łatwo: zabierzmy bogatym, opodatkujmy niech wróci do społeczeństwa. A co z resztą? Jak zabrać dzieciom bogatych ludzi to niesprawiedliwie nabyte, nierówne psychiczne przygotowanie do życia i rozdać tym,którym się nie udaje? Na to pytanie nie maja odpowiedzi żadni kontestatorzy.

Kluczem do możliwości jest dobra oświata. A w obecnych warunkach dobrej oświaty nie będzie bez:
- odpowiedzialności za wyniki;
- godziwego wynagrodzenia.
Dlatego wprowadzenie następujących zmian uważam za konieczne:
- powoływanie dyrektora szkoły przez rodziców (głosowanie na zebraniach, delegat do rady rodziców głosuje tak, jak wskazano na zebraniu), a nie urzędników gminy, z obowiązkiem uzyskania corocznego absolutorium i składania raportów radzie rodziców;
- danie dyrektorowi PEŁNEJ swobody w zatrudnianiu i zwalnianiu nauczycieli (nikt normalny nie zwolni dobrego nauczyciela, bo nie dostanie absolutorium od samorządu rodziców - z tego samego powodu nikt nie zatrudni miernoty tylko dlatego, że jest czyjąś krewną lub znajomą);
- ustalenie minimalnej stawki godzinowej na 100% średniej GUS i utworzenie funduszu premiowego w wysokości 50% tej kwoty, do wyłącznej dyspozycji dyrektora, tak by mógł on ustalać wynagrodzenia na poziomie mniej od 100% do mniej więcej 200% średniej GUS;
- rezygnację z modnego obecnie w debacie publicznej przekonania, że szkoła jest przede wszystkim miejscem pracy nauczycieli, ponieważ szkoła nie jest dla nauczycieli.

Rozwiązanie numer 1. i 2. z Twojej listy spowodowałoby powstanie kilku bardzo elitarnych szkół i całej masy szkół, w których wszyscy uczniowie dostawali by same 5 i 6 za sam fakt przyjścia do szkoły.

Wy tu sobie gadu, gadu, a tymczasem zarząd Play ma dostać 400 milionów z okazji wejścia na giełdę. No i niech mi ktoś udowodni, że takie pieniądze należą się zarządowi, skoro to przecież nie tylko dzięki niemu firma ta prosperuje...

Pęd ze wsi do "Miasteczka Wilanów" poprzez ciężką pracę to domena głównie polskich kobiet. Dlaczego?
W dużym mieście jest większa szansa na
1. znalezienie niepijącego męża. Można zostać na wsi ale co z tego że będzie więcej kasy z dopłat z UE niż z pracy w biurowcu skoro pół pensji wyda się na puder do twarzy
2. znalezienie niebrudzącej pracy np. w ołpenspejsie przy komputerze zamiast przy krowach. Może i przy krowach zarobi się deko więcej jak akurat jest dobra cena mleka ale od pracy przy krowach się śmierdzi. Oczywiście nie tak jak kiedyś gdy nie było dojarek ale jednak nie da się tego porównać z zapachem od pracy w Mordorze na Domaniewskiej.
3. mieszkanie daleko od tesciowej zaglądającej do garnków i czepiającej się długości sukienki.

Tak że kobiety ze wsi uciekają do miast, a mężczyźni na wsi zostają sami. Stąd program "Rolnik szuka żony".

ciekawostka bardzo prawdziwa.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!